Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Życie przed i po życiu?

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 22 lut 2015, 22:49

Chłopiec ze Stanów Zjednoczonych powiedział, że w poprzednim życiu był czarnoskórą kobietą



Pięcioletni Lukas Ruelman Cincinnati (Ohio, USA) mówi, że pamięta swoje poprzednie życie, w którym był 30 - letnią czarnoskórą kobietą o imieniu Pam, która mieszkała w Chicago, donosi Daily Mail.

Według matki, dziecko powiedziało, że kiedyś w przeszłości było dziewczyną z czarnymi włosami. Chłopiec stale powtarza, że pamięta różne epizody z poprzedniego życia.
„Wcześniej nazywano mnie Pam, ale potem umarłem. Poleciałem do nieba, gdzie widziałem Boga. Ten pchnął mnie z powrotem na dół i obudziłem się, jako dziecko, a ty (mamo) mówisz do mnie Lukas”.

Matka chłopca, po wysłuchaniu niesamowitych historii, postanowiła przeprowadzić własne śledztwo i odkryła, że kobieta, o której mówi jej syn, istniała naprawdę.

Pamela Robinson (Pam) zginęła w 1993 roku w pożarze, który miał miejsce w Paxton. Miała wówczas 30 lat.

http://innemedium.pl/wideo/chlopiec-ze- ... ra-kobieta
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 09 mar 2015, 19:42

Kobieta mówi w obcym języku, nie ucząc się go - w takiej formie, w jakiej funkcjonował 150 lat temu. Wspomnienia z poprzedniego życia?
2015-01-06

Obrazek

Nawet jak na daleko idące historie o reinkarnacji, ta jest nietypowa.

W latach siedemdziesiątych słynny badacz reinkarnacji, Ian Stevenson, poznał kobietę, która potrafiła płynnie mówić w języku bengalskim, w takiej formie w jakiej używano go 150 lat wcześniej. Jak przekazał Stevensonowi bengalski profesor P. Pal, współczesny język bengalski w 20 procentach składa się z zapożyczeń z języka angielskiego. Ta kobieta przeprowadziła jednak długie konwersacje z profesorem Palem, nie używając ani jednego zapożyczenia. Zamiast tego, używała więcej sanskryckich słów, tak jak robili Bengalczycy około 1810 do 1830 roku, w hipotetycznym okresie jej poprzedniego życia.

Kobieta mówiła całkowicie płynnie, jak gdyby wychowała się w Zachodnim Bengalu, regionie z którym związanych jest wiele z jej wspomnień, choć w tym wcieleniu ani razu tam nie była. Urodziła się i wychowała w Nagpur w Indiach i na co dzień posługiwała się językiem Marathi, oraz po trochu językiem hinduskim i angielskim.

Gdy owa kobieta, nazwiskiem Uttara Huddar [urodzona w 1941 roku], miała 32 lata, ujawniła się u niej nowa osobowość, nazywająca siebie Szarada. Przed tym momentem, Huddar nic nie mówiła o pamiętaniu poprzedniego życia. Posiadała podwójny tytuł doktorski z języka angielskiego i administracji publicznej, była też pełnoetatową wykładowczynią na Uniwersytecie w Nagpur, do momentu gdy zaczęła dzielić swoje ciało z czymś, co można określić jako zdeinkarnowana kobieta.

Wspomniana nowa osobowość, Szarada, nie potrafiła mówić w żadnym z języków, którymi posługiwała się Huddar. Szarada nie rozpoznawała żadnego z członków rodziny ani przyjaciół Huddar, była też zdumiona wieloma przyrządami wynalezionymi po Rewolucji Przemysłowej. Rodzina Huddar nie znała żadnego Bengalczyka, obce było im też etniczne pożywienie oraz inne rzeczy, których pragnęła Szarada.

Stevenso i jego współpracownicy w ciągu kilku lat spędzili kilka tygodni na badaniu jej historii. Sprawdzili miejsca, jakie pamiętała z Bengalu (niektóre z nich znajdują się na obecnym terytorium Bangladeszu). Jej opisy były poprawne pod względem odległości pomiędzy miejscami, położenia geograficznego, itd.

Podała pełne imiona i nazwiska członków swojej rodziny, w tym ojca, Brajanatha Chattopaydhaya. Gdy Stevenson odnalazł drzewo genealogiczne rodziny Chattopaydhaya, żyjącej w regionie, który Szarada opisała jako swój dom, odkrył, że Szarada poprawnie nazwała i opisała relacje z pięcioma członkami swojej rodziny, w tym jej ojcem i dziadkiem. Ci członkowie rodziny żyli w XIX wieku, w ramie czasowej, którą przypuszczalnie opisywała Szarada.

"Drzewo genealogiczne składa się wyłącznie z mężczyzn. Ponieważ nie pojawia się w nim żadne imię kobiece, nie możemy powiedzieć, że udowodniliśmy, że osoba odpowiadająca stwierdzeniom Szarady istniała. Zgodność pomiędzy genealogią a jej informacjami odnośnie relacji z męskimi członkami rodziny wydaje się jednak nieprzypadkowa", napisał Stevenson w artykule opublikowanym w Dzienniku Amerykańskiego Towarzystwa Badań Psychicznych w licu 1980, zatytułowanym: "Wstępny raport na temat nietypowego przypadku typu reinkarnacji połączonej z ksenoglosją". Ksenoglosja to termin opisujący zdolność do mówienia lub pisania w języku, którego dana osoba nie zna.

W dzieciństwie Huddar cierpiała na silny lęk przed wężami. Jej matka powiedziała, że gdy była w ciąży z Huddar, często miała sny, w których wąż kąsał ją w stopę.

Szarada wspominała, że była w siódmym miesiącu ciąży i zrywała kwiaty, gdy wąż ugryzł ją w palec u stopy. Mówiła, że straciła świadomość, choć nie stwierdziła dokładnie, że pamiętała umieranie. Miała wówczas 22 lata i, jak mówił Stevenson, "wydawała się nie być świadoma, że jakikolwiek czas przeminął".

Szarada przejmowała ciało Huddar sporadycznie na okres dni lub tygodni, a rodzina Huddar zaczęła zauważać, że te okresy odpowiadają pewnym fazom księżyca. Jedna nie pamiętała, co robiła druga, co doprowadziło Stevensona do wniosku, że być może było to bardziej opętanie niż reinkarnacja.

"Amnezja, jaką wydawała się mieć każda z osobowości co do przytrafiających im się zdarzeń, nawet jeśli nie była całkowita, bardziej sugeruje objaw opętania niż przypadek typu reinkarnacyjnego", napisał Stevenson. "To daje do zrozumienia, że Szarada to zdeinkarnowana osobowość - to znaczy, że składa się ona z przetrwałych aspektów osoby, która żyła i umarła w pierwszych latach XIX stulecia, i która - prawie 150 lat później - przyszła, by zdominować i kontrolować ciało Uttary".

"Inne szczegóły są jednak spójne z interpretacją mówiącą, że jest to przypadek reinkarnacji. Po pierwsze, Uttara cierpiała na lęk przed wężami, gdy była małym dzieckiem, później zaś okazała sympatię do Bengali i Bengalczyków", kontynuował Stevenson.

Jej ojciec był entuzjastą Bengalczyków, ponieważ czuł, że lepiej oni sobie radzili z chronieniem siebie przed siłami brytyjskimi, był też zaangażowany w indyjski ruch nacjonalistyczny. Uttara mogła przejąć od niego to zainteresowanie Bengalami. Nauczyła się kilku słów po bengalsku w szkole średniej (uczyła ją osoba nie mówiąca po bengalsku, używająca wymowy w Marathi). Jak jednak stwierdził Stevenson, nic nie wskazuje na to, aby spędziła z językiem bengalskim wystarczająco dużo czasu, by posługiwać się nim płynnie, nie mówiąc już o intonacji i płynności native speakera. Fakt, że ta wersja języka bengalskiego pochodziła sprzed 150 lat, stanowi według Stevensona istotny dowód, wraz z jej dokładną znajomością pożywienia i kultury.

Tara McIsaac, Epoch Times
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
http://www.paranormalium.pl/kobieta-mow ... tykul.html
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 23 maja 2015, 18:14

Robert A. Monroe - Dalekie podróże

Co możemy zobaczyć będąc poza ciałem fizycznym.

Zwiedzanie pierścieni
Pierścień najbardziej zbliżony do Ziemi (pierwszy wewnętrzny pierścień lub pasmo).

Podczas przebywania poza ciałem widziałem go dokładnie i wyraźnie. Wydawało się, że wszystko,co robili jego mieszkańcy, jest analogiczne do tego, co robią ludzie na Ziemi. Kiedy próbowałem zwrócić na siebie uwagę czy nawiązać z nimi kontakt, to albo nie wykazywali najmniejszego zainteresowania, albo byli zakłopotani, albo reagowali lękiem lub wręcz wrogością. Istoty te usiłowały brać udział w fizycznym życiu, lecz im się to nie udawało. Wszyscy postępowali tak, jak gdyby nie zdawali sobie sprawy z istnienia innej egzystencji poza życiem fizycznym. Dzięki temu, że zwiedzałem ten pierścień wielokrotnie i znałem go z autopsji, mogłem jego mieszkańców podzielić z grubsza na kilka kategorii.

Śniący

Ci, którzy znajdują się w fazie marzeń sennych, mają wibracje czy też promieniowanie wskazujące na powiązanie każdego z nich z ciałem fizycznym, będącym w danej chwili w jakimś miejscu ziemskiej czasoprzestrzeni. To sugerowałoby – choć wcale tak nie musi być – że podczas snu przebywają oni poza swymi fizycznymi ciałami. W widoczny sposób usiłują kontynuować te czynności, które wykonywali będąc w stanie czuwania, lub te, których pragną bądź o których marzą. Niektórzy po prostu poruszają się, inni próbują rozmawiać ze znajomymi, którzy w danej chwili nie śpią; jeszcze inni jedzą, piją, pracują, bawią się, starają się kopulować, zachowują się jak aktorzy na środku Manhattanu – a wszystko to robią bezowocnie. Poza małymi wyjątkami, nie są świadomi tego co dzieje się w ich otoczeniu. Na to kim są i skąd przybyli mogłoby wskazywać nagłe przerwanie właśnie wykonywanej przez nich czynności i zniknięcie. Czy to oznacza, że wówczas wracają do swych ciał fizycznych i budzą się ze snu?

Uwięzieni

Są bardzo podobni do tych, których zaliczyliśmy do poprzedniej kategorii. Choć na pierwszy rzut oka trudno jest odróżnić jednych od drugich, istnieje między nimi zasadnicza różnica. Do “więzionych" należą wyłącznie ci, którzy już na stałe opuścili swe fizyczne ciała – są fizycznie martwi – lecz o tym nie wiedzą. Z uporem więc próbują kontynuować egzystencję fizyczną. Często przebywają w pobliżu swych dawnych domów i trzymają się blisko żyjących fizycznie osób, do których za życia byli przywiązani. Niektórzy próbują powrócić do swego martwego ciała, nawet jeśli zostało już złożone w grobie, i starają się je ożywić, co może być powodem dziwnego promieniowania obserwowanego czasem na cmentarzach. Psychiczna męka, jaką te istoty muszą przechodzić obserwując kremację swoich zwłok, jest z pewnością czymś, nad czym należałoby się zastanowić. “Uwięzieni", podobnie jak osoby znajdujące się w fazie marzeń sennych, są całkowicie związani z czasoprzestrzenną materialnością. Poza tym wydaje się, że ich bezskuteczne działania mają podłoże emocjonalne – wypływają z lęków i popędów. Ta grupa hamuje proces uczenia się opartego na doświadczeniu. Dopóki się do tych istot nie dotrze i nie pomoże im lub jeśli nie pojawi się u nich jakiś przebłysk świadomości, będą pozostawały w tym stanie przez całe lata, a nawet wieki. Ich ilość ciągle wzrasta – i będzie wzrastać dopóty, dopóki człowiek nie przestanie przywiązywać tak wielkiej wagi do wartości materialnych.

Prymitywni

“Prymitywnych" jest znacznie mniej niż “uwięzionych". Wprawdzie ich zachowanie wypływa z tych samych pobudek, lecz dzięki temu, że mają nieco odmienną świadomość, przejawia się w zupełnie inny sposób. Ponieważ “prymitywni" nie zdają sobie sprawy, że utracili ciała fizyczne i nie mogą się już nimi posługiwać, nie dostrzegają niczego poza rzeczywistością materialną. Jednakże dobrze wiedzą, że są jacyś inni. Nie rozumieją, dlaczego tacy są, ani jak do tego doszło; nie pragną także się uczyć. Świadomi są tylko tego, że różnica uwalnia ich od wszelkich ograniczeń, obowiązków i zależności, którym podlegali żyjąc na Ziemi. Uważają, iż są teraz całkowicie wolni i starają się korzystać z tej wolności w sposób, w jaki nie mogli tego robić poprzednio. Ich aktywność przejawia się w naśladowaniu fizycznych czynności – jedynej znanej im formy działania. Toteż próby uczestnictwa w fizycznym ludzkim życiu – które, jak im się wydaje, toczy się wokół nich – przybierają dziwaczne formy. Za przykład może tu posłużyć wcześniej przeze mnie opisane kłębowisko istot opanowanych żądzą seksualną. Nasuwa się przypuszczenie, że gdy z jakiegoś powodu człowiek staje się roztrzęsiony lub jego świadomość osłabnie bądź “rozluźni się", daje to okazję któremuś z “dzikusów", by zawładnąć jej przeżyciami. Nie wiem, jak często się to zdarza, mam nadzieję, że bardzo rzadko. Czasem istoty te mogą robić złe rzeczy.

Przyglądając się życiu toczącemu się w wewnętrznych pierścieniach można się wiele nauczyć. Najczęściej jest to jednak twarda szkoła, zwłaszcza dla kogoś, kto myśli wyłącznie kategoriami czasoprzestrzeni. Nie ma sensu opowiadać o wszystkich próbach nawiązania kontaktu z mieszkańcami tych pierścieni. Możecie sami spróbować, nie zadając sobie trudu wyjścia z ciała. Poobserwujcie po prostu pierwszą lepszą grupę osób mieszkających w dużym mieście i porozmawiajcie z nimi. Da wam to uproszczony obraz tego, co dzieje się w wewnętrznych pierścieniach, a otrzymany w ten sposób materiał będzie znacznie łatwiej zanalizować. Wydaje się, że zachowanie mieszkańców owych pierścieni jest wynikiem krańcowego wypaczenia pierwotnego instynktu samozachowawczego. Oczywiście istnieją sposoby, dzięki którym można pomóc tym istotom, każdej z osobna i wielu na raz – można uwolnić je – proces ten rozwija się coraz bardziej. Osobiście próbowałem to robić raz czy dwa, lecz nie jestem szczególnie dumny ze swoich osiągnięć. Ale i ja czegoś się wówczas nauczyłem. Po pierwsze, uświadomiłem sobie istnienie szumu Wiązki M (moje własne określenie), czyli kakofonii wibracji wywoływanych przez nie kontrolowane i nie ukierunkowane ludzkie myśli. Po drugie, nauczyłem się zmniejszać dopływ docierających do mnie wrażeń i obniżać szum Wiązki M do poziomu, który już byłem w stanie tolerować. A więc znów konieczność zmusiła mnie do szukania rozwiązania. Nawiasem mówiąc tę metodę stosuję także wtedy, gdy przebywam w ciele fizycznym i znajduję się w zwykłym stanie świadomości.

Pierścień oczekujących

Opisanie następnego pierścienia nie nastręcza specjalnych trudności. Tworzą go ci, którzy wprawdzie zdają sobie sprawę, że utracili już ciała fizyczne, ale nie wiedzą, że możliwy jest inny rodzaj egzystencji, lub o tym nie pamiętają. Przeważnie znajdują się w stanie oszołomienia, nie poruszają się i nie odbierają żadnych wrażeń – po prostu tkwią bez ruchu jak gdyby na coś czekając. Zwykle dość łatwo nawiązać z nimi kontakt, pouczyć ich i zaprowadzić do właściwego pierścienia. Mieszkańców tego kręgu jest stosunkowo niedużo; ich ilość, dzięki pomocy napływającej z zewnętrznych pierścieni, utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie. Gdy będziemy posuwali się w kierunku zewnętrznym, natrafimy na kolejny pierścień, który jest ze wszystkich największy i składa się z niezliczonej ilości pasm. Wszyscy jego mieszkańcy zdają sobie sprawę, że przeszli przez śmierć fizyczną, lecz nie bardzo wiedzą, gdzie się znajdują i czym są. Ponieważ mają na ten temat odmienne poglądy, stąd wielość wyraźnie zaznaczających się w tym pierścieniu pasm, gdyż każde z pasm składa się wyłącznie z tych istot, które w swym myśleniu i poglądach są do siebie podobne. Mniej więcej przez środek Wielkiego Pierścienia przebiega coś, co można by określić mianem linii granicznej. Jest ona łatwo dostrzegalna z zewnątrz. Wytwarzają ją dwa zachodzące na siebie pola energii, które mimo iż działają z jednakową siłą, nie powodują interakcji. Nie mamy tu do czynienia z falą stojącą, powstałą w wyniku wzajemnego oddziaływania na siebie jednakowych częstotliwości, ponieważ pola te nie są kompatybilne. Nie zachodzi tu również zjawisko podobne do tego, które obserwujemy w środku sztabki magnesu podczas zbliżania się do siebie pól o przeciwnych ładunkach. Chcąc zrozumieć, w czym rzecz, najlepiej wyobrazić sobie pole grawitacyjne działające w jednym kierunku oraz oddziaływanie sitcomu w telewizji, jako siłę działającą w kierunku przeciwnym.

Po wewnętrznej stronie linii granicznej przeważa siła HTSI (skrót od Human Time-Space Illusion – ludzka iluzja czasoprzestrzeni – przyp. tłum.). Jest ona najsilniejsza w wewnętrznych pasmach, położonych najbliżej Ziemi, i stopniowo słabnie, gdy zbliża się do zewnętrznego brzegu Wielkiego Pierścienia, aż staje się prawie niezauważalna na jego zewnętrznym obrzeżu. Natomiast po zewnętrznej stronie linii granicznej dominuje siła NPR (skrót od Nonphysical Reality – rzeczywistość niefizyczna – przyp. tłum.), która jest tak powszechna, jak tylko to sobie możemy wyobrazić – o ile opierając się na tej niewielkiej cząstce wiedzy, jaką o niej posiadamy, potrafimy ją. właściwie zinterpretować. W polu sił lustrzane odbicie HTSI stanowi NPR. Jej działanie jest największe na zewnętrznym krańcu Wielkiego Pierścienia, po czym słabnie i zmniejsza się im bliżej linii granicznej. Po przejściu przez linię graniczną maleje wykładnikowo, by osiągnąć najniższą wartość w paśmie położonym najbliżej Ziemi.

Sposób, w jaki człowiek przechodzi przez ten pierścień, jest niezwykle interesujący – zwłaszcza gdy patrzymy na to z zewnątrz. A więc energia, która przybiera postać ludzkiego życia opartego na doświadczeniu, porusza się w dwu kierunkach: dośrodkowym i odśrodkowym. Ruch do wewnątrz to przepływ czystej energii pochodzącej z obszaru NPR. Energia ta pojawia się w polu HTSI po raz pierwszy. Dzięki wielości ludzkich wcieleń zostaje przez to pole coraz bardziej przyciągana, a z chwilą gdy przekroczy linię graniczną, szybkość z jaką przechodzi przez ten pierścień, jeszcze wzrasta. Od tego miejsca wewnątrz pierścienia ruch ulega jeszcze większemu przyśpieszeniu i energia dociera do wewnętrznego obrzeża Wielkiego Pierścienia, przechodzi przez nie i zazwyczaj zatrzymuje się dopiero w najniższym z wewnętrznych pierścieni. Z kolei fala przepływu skierowanego na zewnątrz (czyli prąd odśrodkowy), uwolniwszy się z wewnętrznych pierścieni położonych najbliżej Ziemi lub płynąc ich skrajem podejmuje wędrówkę przez ten największy z pierścieni – wygląda ona na przypadkową, choć w rzeczywistości wcale tak nie jest. Dla niektórych ludzi taka wędrówka nie rozkłada się na wiele etapów, lecz trwa stosunkowo krótko: jest to tylko kilka fizycznych wcieleń “dla nabrania rozpędu". Inni – a jest ich ogromna większość – potrzebują aż kilkuset inkarnacji i tysięcy lat życia na Ziemi, by zakończyć ten proces. Nie wiem, dlaczego istnieją tam odmienne drogi doskonalenia się, jednakże przypuszczam że droga krótsza polega na staranniejszym wyborze doświadczeń życiowych i tego, co ma się w życiu zdobyć, a co statystycznie rzecz biorąc wydaje się niemożliwe do osiągnięcia. Obie drogi, zarówno długa, jak i krótka, biorą swój początek w zewnętrznym obrzeżu Wielkiego Pierścienia i prowadzą do pierścienia położonego najbardziej na zewnątrz.

Ten ostatni zewnętrzny pierścień zamieszkują wyłącznie ci, którzy przygotowują się do swej ostatniej ludzkiej inkarnacji. Są to seniorzy lub, jeśli wolicie, ci, którzy będą żyli na Ziemi po raz ostatni. Istoty te utraciły już wiele z ludzkiego wyglądu, nie są szare jak przedtem, lecz promieniują niemal białym kolorem, a od czasu do czasu pojawiają się wokół nich rozbłyski iskrzącego się światła. Są szczelnie zamknięte i nie reagują na próby nawiązania z nimi kontaktu; porozumiewają się tylko między sobą. Ich ostatnie zejście na Ziemię niełatwo jest zaobserwować, gdyż dokonuje się zbyt szybko – jest niemal natychmiastowe. Natomiast odejście seniorów po zakończeniu cyklu wygląda następująco: iskrzące się światło mknie przez pierścienie w kierunku zewnętrznym co jakiś czas zatrzymując się z niewiadomych powodów, a po przejściu przez ostatni zewnętrzny pierścień nagle znika z pola widzenia nie pozostawiając po sobie znaku czy śladu.

Z grubsza rzecz biorąc proces zbierania doświadczeń, dzięki kolejnym wcieleniom, przypomina zachowanie się człowieka, który po raz pierwszy próbuje alkoholu lub zażywa narkotyk. Pierwszy raz, pierwsza próba zażycia środka odurzającego zazwyczaj nie wiąże się z przyjemnością, lecz jej efekt jest dla nas czymś nowym. Toteż gdy nadarzy się okazja, początkujący wypija podwójną porcję lub zażywa podwójną dawkę chcąc sprawdzić, czy skutek będzie silniejszy. I rzeczywiście – jest silniejszy. Dobrze wiemy, co dalej nastąpi, jeśli się nad tym nie zapanuje: staczanie się aż na samo dno. Dla nałogowca najważniejszy staje się kieliszek bądź strzykawka – tylko to zaprząta jego myśli. Przeważnie dochodzi do niemal całkowitego zapomnienia się, zatracenia, a co ważniejsze – osoba dotknięta nałogiem nie wykazuje najmniejszej chęci, by zmienić ten stan rzeczy. Nie pamięta już kim jest i nic ją to nie obchodzi. Przypominanie sobie kim się było, trwa powoli i czasami bywa bolesne, ale kiedy już się tego dokona, następuje transformacja i osiąga się stan, który zasadniczo różni się od początkowego – były neofita staje się kimś zupełnie innym. Jednak pod jednym względem analogia nie zachodzi: w przypadku zdobywania doświadczenia dzięki łańcuchowi ludzkich wcieleń człowiek zmienia się nieustannie.

A teraz, posługując się współczesną terminologią, spróbujmy opisać ten proces inaczej: Jednostka (coś, czym pierwotnie jesteś?) jest przyciągana przez pole energetyczne Ziemi. Chcąc się czegoś o nim dowiedzieć, postanawia przez nie przejść. Jednak duża spójność znajdujących się w tym polu cząsteczek powoduje, iż Jednostka porusza się w nim z szybkością znacznie mniejszą od tej, jaką początkowo zakładała. Stopniowo prędkość ta spada do poziomu, z którego ucieczka staje się już niemożliwa, i Jednostka zostaje zmuszona do poruszania się po eliptycznej orbicie. Gdy, znajdując się w apogeum orbity, przechodzi przez pole energetyczne Ziemi, przywierają do niej coraz to nowe cząsteczki, przez co staje się cięższa i porusza się jeszcze wolniej – a to z kolei powoduje zmniejszenie perigeum orbity. W końcu wskutek coraz silniejszego przyciągania pola energetycznego Ziemi, orbita, po której porusza się Jednostka, zostaje przerwana, a Jednostka osiada w polu ziemskim stając się jego częścią.

Teraz, chcąc ponownie uzyskać prędkość pozwalającą jej na opuszczenie pola, musi:
1. Usunąć niepotrzebne cząsteczki, które przylgnęły do niej, gdy zbierała informacje. Chodzi o to, by mogła zabrać ze sobą z Ziemi tylko To, Co Ma Wartość.

2. Wytworzyć i zgromadzić taką ilość energii, która wystarczy na pokonanie siły bezwładności i uzyskanie szybkości pozwalającej na ucieczkę. Tym razem potrzeba znacznie więcej energii niż w chwili, gdy Jednostka wchodziła w pole energetyczne Ziemi. Ponadto niezbędna jest rezerwa energii, aby zrównoważyć dodatkowe obciążenie: Jednostka zabiera ze sobą bagaż – są nim zebrane informacje.

To odłączenie się nie jest proste, gdyż brakuje skutecznych sposobów uwalniania się od trucizn i pozbywania się zbędnych cząsteczek, a dostępne metody destylacji i akumulacji energii są niezwykle prymitywne. Dlatego też proces detoksykacji trwa długo i jest uciążliwy. Najlepiej więc rozpocząć od katapultowania się i wejść na orbitę eliptyczną, następnie zaś coraz bardziej zwiększać perigeum tej orbity aż do osiągnięcia szybkości pozwalającej na wydostanie się spod wpływu przyciągania ziemskiej energii. Dzięki temu Jednostka, zabierając ze sobą swój bagaż, będzie mogła powrócić tam, skąd przybyła, lub – mając teraz znacznie więcej energii – prowadzić dalsze badanie.

To, co przeczytaliście, jest dużym uproszczeniem bardzo złożonego i skomplikowanego procesu, który oglądano z zewnątrz. Opis ten “odhumanizowano" tak dalece, jak było to możliwe, w nadziei, że taka naga prezentacja przyciągnie uwagę naszej lewej półkuli mózgowej i ułatwi jej rozumienie tych spraw. Jednakże nadal nie wiemy, jak wyrazić to, o czym tu mowa, w sposób, który najbardziej przemawiałby do naszej ludzkiej świadomości. Tak więc wygląda coś, w co wszyscy jesteśmy z konieczności uwikłani. Obszar, na którym się to odbywa, można nazwać Miejscem Przepływu Ludzkiej, Ziemskiej Energii, Ludzką Iluzją Czasu i Przestrzeni. Powyższy, ogólnikowy opis oparliśmy na setkach przeprowadzonych przez nas doświadczeń; większości z nich nie można dokładnie przełożyć na język werbalny. Opisanie każdego z tych doświadczeń, o ile w ogóle byłoby możliwe, zajęłoby co najmniej tom. Toteż na razie musi nam wystarczyć ten szkic. Wprawdzie możemy się zagubić zarówno z nim, jak i bez niego, ale znając go, mamy większe szansę, by się jednak nie zagubić.

ROTA BHP I
Proces intensywnego uczenia się ludzi


Skoro mówimy o jednostce ludzkiej, to należałoby zaznaczyć, że wśród ludzi obecnie żyjących na Ziemi stosunkowo mało jest takich, którzy przedtem nie doświadczyli ziemskiego życia. Spośród tych, którzy są po raz pierwszy na Ziemi, część mogła już żyć w innych obszarach czasoprzestrzeni, mając inną formę fizyczną; pozostali jeszcze nigdy nie mieli fizycznego ciała. Czasoprzestrzeń, materia fizyczna, a zwłaszcza to, czym jest życie człowieka na Ziemi – to bardzo interesująca anomalia. Tylko ludzkie życie w ciele fizycznym umożliwia rozwinięcie pewnych rzadkich cech, dlatego jest takie ciekawe. Niektórzy traktują je jak wizytę w olbrzymim wesołym miasteczku, gdzie czeka na nich wiele atrakcji i gdzie na jakiś czas zawieszone zostaną podstawowe prawa obowiązujące poza Ziemią. Te istoty pragną pobytu na Ziemi ze zwykłej ciekawości: po prostu dostali rotę o tym interesującym miejscu i chcą się przekonać, jak wygląda ziemskie życie. Inni, obserwując wydarzenia, które rozgrywały się na Ziemi, dochodzą do wniosku, że powinni wcielić się w określonym momencie dziejowym, gdyż życie w tych właśnie czasach stwarza im najlepsze warunki osiągnięcia tego, co sobie zaplanowali.

Jeszcze inni uważają, że ograniczenia wypływające z życia w fizycznym ciele powodują nagromadzenie się pewnych energii występujących tylko w tym stanie. Tylko będąc człowiekiem i mając ciało fizyczne można posługiwać się tymi energiami. Ale najwięcej istot – ich ilość przewyższa sumę wszystkich pozostałych – decyduje się na ziemskie życie ze względu na efekty, jakie można dzięki temu osiągnąć. Jeżeli spotkasz kogoś, kto przeszedł przez cykl ziemskich wcieleń, masz przed sobą jedyny cel – chcesz zostać kimś takim jak on. A osiągnięcie takiego poziomu rozwoju jest możliwe. A więc fizyczną egzystencję podejmujemy ze względu na to, czym ona jest – procesem intensywnego uczenia się, niezwykłą szkołą. W tej szkole uczymy się bardzo ważnej rzeczy – łączenia dwóch odmiennych typów energii – męskiej i żeńskiej. Dlatego część osób rodzi się kobietami, a część – mężczyznami. Dopasowaniu się, wzajemnemu zrozumieniu i zjednoczeniu tych dwóch rodzajów świadomości mogą służyć kulturowe uwarunkowania, popędy, potrzeby oraz inne czynniki.

Warunki, jakie należy spełnić, by stać się człowiekiem i móc wieść fizyczną egzystencję, są dość proste. Wcielenie się poprzedza coś, co wygląda jak zawarcie umowy. A więc forma energetyczna zamierzająca inkarnować, najpierw musi przyznać, że czasoprzestrzeń rzeczywiście istnieje. Bez tego niemożliwe jest uzyskanie ludzkiej świadomości. Następnie musi zgodzić się z tym, że istnieje czas, powiedzmy lata osiemdziesiąte. Może to być zresztą dowolny odcinek ziemskiego czasu.
Ponadto musi zaakceptować istnienie fizycznej planety Ziemi – w takiej postaci, w jakiej ją zaprojektowano i stworzono. Musi również pogodzić się z pewnymi właściwościami i ograniczeniami ludzkiej świadomości.

Proces intensywnego uczenia się wymaga również wymazania czy też zatarcia wcześniejszych doświadczeń, zdobytych zarówno podczas poprzednich inkarnacji ziemskich, jak i życia w innych systemach rzeczywistości po to, by nie przeszkadzały one w realizowaniu obecnej egzystencji. Nie należy jednak zapominać, że wymazanie z pamięci danych o poprzednich istnieniach dokonuje się wyłącznie na poziomie fizycznej świadomości jednostki, która przystaje na podyktowane jej
warunki. Pamięć o minionych doświadczeniach pozostaje w esencji formy energetycznej. Człowiek, który się rodzi, ma je zakodowane w podświadomości. To, co powiedzieliśmy, jest bardzo ważne, gdyż wcześniej uzyskane doświadczenia lub dowody mogą stanowić zasadniczy motyw działalności danej istoty na planie ziemskim. Kiedy już istota podejmie decyzję co do wcielenia i zaakceptuje proponowane jej warunki, musi wybrać taki “punkt wejścia", który ze względu na czynniki genetyczne, środowiskowe, społeczne, polityczne i ekonomiczne mógłby umożliwić jej – choć nie zapewnić w stu procentach – realizację zamierzonego celu. Jednak często się zdarza, że nie wszystkie warunki, które są akurat dostępne, będą się nadawały do realizacji danego celu. Mimo to wiele istot decyduje się zejść na Ziemię i inkarnować jako ludzie mając tylko nadzieję, że mimo tych nie sprzyjających okoliczności osiągną jednak to, co sobie zaplanowały. Czasem pojawia się tyle przeciwności, że po prostu nęci chęć zmierzenia się, by tak rzec, z tymi niedogodnymi warunkami lub rodzi się pragnienie, by je zmienić przez odpowiednie myślenie i działanie. Niektórzy podejmują taki trud, inni zaś nie.

Zdarza się również, że popyt na określone warunki wejścia znacznie przekracza podaż. Wobec tego wiele istot zmęczonych długim oczekiwaniem decyduje się na inkarnację, która ich wymagania co do warunków życia na Ziemi spełnia choćby w minimalnym stopniu.

Pokażmy, jak wygląda proces uczenia się i zdobywania wiedzy dzięki ludzkiemu doświadczeniu, na przykładzie istoty wcielającej się po raz pierwszy. Zaraz po wejściu (urodzeniu się) “debiutant" jest zdumiony i wstrząśnięty tym, że fizyczne ciało stwarza tak poważne ograniczenia. Teraz nie może już łatwo i swobodnie poruszać się posługując tylko myślą lub pragnieniem. Toteż wiele wczesnych tygodni życia spędza na świadomych, lecz daremnych wysiłkach uzyskania kontroli nad tym swoim nowym ciałem. Jednocześnie zdumiewa go konieczność odżywiania się, które w poprzedniej egzystencji odbywało się automatycznie. Wyobraźcie sobie jeszcze potężną kanonadę chaotycznych sygnałów docierających do noworodka za pośrednictwem pięciu fizycznych zmysłów, o istnieniu których nie miał do tej pory pojęcia, a zdacie sobie sprawę, jaki wstrząs musi on przeżywać. Prawdopodobnie znajdowałby się w stanie jeszcze większego szoku, gdyby nie pomoc, którą otrzymuje w okresach nieświadomości (tj. wtedy, gdy śpi) od interesujących się jego losem istot przebywających w innej rzeczywistości (poza czasem i przestrzenią).

Te najwcześniejsze przeżycia zapoczątkowują coś, co można nazwać pierwszym sposobem zdobywania wiedzy przez człowieka. Ten sposób uczenia się trwa przez całe życie, a polega na świadomym koncentrowaniu uwagi. Kiedy coś się wydarza, wówczas dowiadujemy się o tym za pośrednictwem pięciu fizycznych zmysłów, a doznanie przykrości lub przyjemności zwraca naszą uwagę na to wydarzenie, które dzięki temu zapamiętujemy. Zapamiętujemy łatwiej, gdy doświadczeniu towarzyszą emocje, a także wtedy, gdy doznanie zmysłowe jest silniejsze. Krótko mówiąc: intensywność procesu uczenia się (zapamiętywania i przywoływania na pamięć tego, co zapamiętaliśmy) zależy od intensywności przeżycia. I odwrotnie – im słabsze doznanie, tym mniejsza uwaga, a w konsekwencji mniej efektywny proces uczenia się. Ten pierwszy sposób zdobywania wiedzy dostarcza nam danych, z których w naszym życiu korzystamy w pierwszym rzędzie. Wprawdzie inne sposoby uczenia się też mają wpływ na nasze myśli i postępowanie, lecz to co robimy w życiu, w głównej mierze oparte jest na tym najważniejszym systemie – uczeniu się dzięki doświadczeniom.

Drugi sposób gromadzenia danych przez człowieka, z których korzysta on również przez całe życie, polega na tym, że fizyczne zmysły zbierają informacje wówczas, gdy nie mamy skoncentrowanej uwagi. Rejestrujemy najdrobniejszy szczegół, choć odbywa się to poniżej progu świadomości. Ponieważ zapis dotyczy spraw, które nie zaprzątają naszej uwagi, więc ludzki świadomy umysł jest w stanie przypomnieć sobie z tego zazwyczaj mniej niż 20 procent. Jednak kiedy zachodzi potrzeba, cały ten obszar pamięci zostaje nieświadomie przywołany. Wpływa on na nasze myśli i decyzje a także na nasze postępowanie, choć zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Trzeci sposób uczenia się to nauka podczas cyklicznych stanów nieświadomości, czyli w czasie snu. Na jawie niewiele pamiętamy z tego co robimy podczas snu, chociaż zostaje to mocno utrwalone w naszej podświadomości i stanowi część procesu uczenia się polegającego na doświadczeniu i zapamiętywaniu; na danych uzyskanych w ten sposób opiera się cała nasza życiowa działalność. Nauczono nas, zgodnie z poglądem przyjętym w naszej kulturze, by nie przywiązywać wagi do wydarzeń, których nie pamiętamy, toteż rzadko zauważamy ich wpływ na nasze postępowanie i przeżycia. Dopiero jeśli przyjrzeć się temu z zewnątrz, całkiem wyraźnie widać, że wiedzę zdobytą w czasie snu wykorzystujemy w codziennym życiu.

Natomiast dominujący na Ziemi system edukacji został wymyślony przez człowieka i stanowi wytwór różnych kultur. Mimo iż stał się on najbardziej rozpowszechniony i praktykowany, to jednak jest najmniej naturalny. Najczęściej zupełnie ignoruje bezpośrednie doświadczenie i poprzednio wspomniane metody uczenia się. Ze względu na swoją sztuczność, na brak wykorzystania naturalnych sposobów koncentrowania uwagi, wymaga dużej dyscypliny i wyrzeczeń, na jakie zazwyczaj nie stać człowieka o przeciętnym umyśle. Kiedy ktoś posługując się tą metodą usiłuje przyswoić sobie wiadomości, jego uwaga jest rozproszona, chwiejna, szczególnie podczas mniej ważnych, wielokrotnie powtarzanych ćwiczeń, toteż wiele traci z tego, co łatwo mógłby osiągnąć w inny sposób. Ten najbardziej prymitywny a niezwykle przez ludzi ceniony sposób zdobywania wiedzy w zasadzie dotyczy tylko tego, co ma związek z poznaniem, zrozumieniem, opanowaniem i wykorzystaniem materii fizycznej oraz energii przez nią wytwarzanej. Ponieważ w tym dominującym, choć sztucznym i ograniczonym systemie, proces uczenia opiera się wyłącznie na danych dostarczonych przez fizyczne zmysły, więc w konsekwencji zacierają się wszelkie pozostałe jeszcze w człowieku ślady jego prawdziwego pochodzenia. Dla niedoświadczonej formy energetycznej od razu staje się to głównym problemem i jest dla niej największym wyzwaniem.

Gdy istota taka po raz pierwszy staje się człowiekiem i zaczyna wieść ludzkie życie, nie znajduje na Ziemi dosłownie niczego co ukazywałoby jej inną rzeczywistość – wszystko, czego teraz doświadcza, kieruje jej uwagę wyłącznie ku czasoprzestrzennej materii fizycznej. Na nieszczęście dotyczy to również organizacji dostarczających systemów wiedzy, stworzonych – obecnie i w przeszłości – przez osoby, których wiedza o tym, kim człowiek jest i skąd pochodzi, nie zatarła się podczas ich ziemskiego życia. Tylko niewielkie fragmenty tej wiedzy dotarły do ludzi – i to w zniekształconej formie, ulegając przeinaczeniom na skutek przekładu na ludzki, werbalny język oraz przekształceniom dzięki wielokrotnym zabiegom translatorskim. Niestety, to co z właściwej wiedzy pozostało, dotyczy przeważnie nauki o skutkach, a nie o przyczynach. Tylko w rzadkich przypadkach można dzięki tym informacjom dotrzeć do źródła.

A więc “początkujący", podczas swej pierwszej ludzkiej inkarnacji wchodzi w wiele nie planowanych przez siebie związków. Najsilniejsze są powiązania natury emocjonalnej, a właściwie ich wypaczenia, istniejące tylko w rzeczywistości czasoprzestrzennej. Osiągają one taką moc i taki wymiar, że pełne ich przeżycie i spełnienie jest właściwie niemożliwe w ciągu jednego życia. Wobec tego jednostka czuje nieodpartą potrzebę, by ponownie się wcielić i dokończyć to, co rozpoczęła, osiągnąć cel, którego nie zdążyła zrealizować, a także by spłacić wyimaginowane “długi". Powody, dla których podejmuje następne ludzkie życie, można by mnożyć bez końca. W efekcie “debiutant" przekształca się w “powtarzającego", a przyczyna tego jest bardzo prosta: przywiązanie do tej egzystencji, które sprawia, że fizyczne życie staje się nałogiem. Dwa czynniki prowadzą do powstania tego nałogu lub – jeśli wolicie – powodują przerwanie orbity. A jeśli złożyć je razem, wyraźnie widać, jak trudny może być System Intensywnej Nauki – szczególnie dla kogoś, kto nie został o nim poinformowany i z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy. Ale też już sam ten brak wiedzy może być elementem, który można wykorzystać w procesie uczenia się. Każda próba opisania metod stosowanych w Systemie Intensywnej Nauki będzie niezrozumiała dla istot, które nigdy nie były ludźmi, tak samo jak końcowy efekt nauki niełatwo jest opisać komuś, kto żyje na Ziemi po raz pierwszy. Czynniki, o których tu mowa, to Wypaczenie Instynktu Samozachowawczego oraz Dyfuzja (Rozszczepienie i Rozproszenie) Pierwotnej Energii.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 03 cze 2015, 00:16

"Świadomość żyje po śmierci ciała" - twierdzi polska uczona

Dr Danuta Adamska-Rutkowska od lat zajmuje się zjawiskami z pogranicza nauki. Jak twierdzi, są one niesłusznie traktowane przez polskie środowisko akademickie po macoszemu. Po latach analiz doszła ona do wniosku, że po śmierci ciała zmieniamy "miejsce pobytu" (być może na wymiar równoległy), a nasza świadomość, nazywana przez niektórych duszą lub duchem, jest wieczna. Rozmawiał Piotr Cielebiaś.

Obrazek

Pani doktor, wiele osób może zaskoczyć, że w Polsce są ludzie nauki, którzy zajmują się zjawiskami uznawanymi za "anomalne" lub "paranormalne". Jak w naszym środowisku akademickim patrzy się na te tematy? Czy spotkała się pani ze zrozumieniem, czy raczej ironicznymi uśmieszkami?

Zaskoczenie wydaje się naturalne, gdyż w środowiskach naukowych zjawiska anomalne związane z oddziaływaniem świadomości na materię są zwykle ignorowane na skutek powszechnego przekonania, że są one nierealne. Polska nie jest tu wyjątkiem. Materialistyczny światopogląd narzucił nam mechanistyczny obraz świata i tylko zjawiska funkcjonujące na tej zasadzie uznawane są za "godne uwagi". Nawet ujawnienie przez fizykę kwantową roli obserwatora w kreacji rzeczywistości nie zmieniło naszego spojrzenia na świat, gdyż tę jej transcendentną cechę zręcznie przesłonięto nazywając ją "mechaniką kwantową". Skoro zatem jest to mechanika, to wszystko nadal pozostaje w idealnej zgodzie z obowiązującym podstawowym paradygmatem naukowym. W rezultacie mechanistycznie zorientowane nauki przyrodnicze nie potrafią wyjaśnić, czym jest świadomość ani skąd się wzięła, więc przezornie nie tykają tego zagadnienia. W tej sytuacji anomalne oddziaływania psychofizyczne budzą w środowiskach akademickich drwiny, a negowanie ich realności uznawane jest za przejaw odpowiedzialności naukowej.

Niezmiernym zainteresowaniem cieszy się temat doznań z pogranicza śmierci. Co wizje ze śmierci klinicznej mówią nam o życiu po życiu? Czy świadomość jest w stanie, w świetle najnowszych odkryć, przetrwać śmierć organizmu?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, powinniśmy zadać sobie inne: czym jest zjawisko życia i jak się ono przejawia? Definiujemy życie jako zespół swoiście zorganizowanych procesów fizycznych i chemicznych w zbudowanych ze ściśle określonych substancji chemicznych układach organicznych, które zdolne są do reprodukcji. Życie kojarzymy więc tylko z biologicznymi organizmami. Czym jednak różni się ciało biologiczne bezpośrednio po śmierci od ciała przed śmiercią? Absolutnie niczym pod względem budowy i składu chemicznego, który możemy określić za pomocą stosownych procedur opracowanych przez naukę. W czym zatem tkwi różnica?

Moją specjalnością jest inżynieria procesowa, a więc dziedzina interdyscyplinarna wykorzystująca w swych dociekaniach fizykę, chemię, matematykę i cybernetykę. Dla mnie więc odpowiedź na powyższe pytanie jest oczywista - w momencie śmierci ciało biologiczne musiał opuścić czynnik organizujący w nim przebieg procesów fizycznych i chemicznych, ponieważ zaczynają one wtedy przebiegać w sposób przypadkowy, co prowadzi do zniszczenia struktury ciała i jego rozpadu. A jeśli czynnik ten steruje procesami fizyko-chemicznymi, to nie może być jakąś bliżej niesprecyzowaną zjawą, lecz musi być układem o fizycznej naturze. Oznacza to, że ten nieznany nam układ musi być odpowiedzialny za zjawisko życia i to właśnie on powinien znaleźć się w centrum zainteresowania nauki, ponieważ na jego trop naprowadzają nas wciąż zjawiska anomalne, w tym także doświadczenia związane z bezpośrednim zagrożeniem utraty życia, a więc przypadki tzw. śmierci klinicznej, jaką niektórym udaje się przeżyć. Dzięki nim dowiadujemy się, że opuszczamy wtedy ciało i obserwujemy próby przywrócenia nas do życia.

Przywrócenia do życia? Przecież nadal żyjemy! Widzimy wprawdzie nasze ciało, ale nie czujemy się z nim związani, wciąż jesteśmy w stanie obserwować wszystko, co się wokół nas dzieje, słyszymy wymieniane przez personel medyczny uwagi, rozumiemy je, analizujemy i zapamiętujemy cały nasz proces myślowy. W końcu przestajemy interesować się ciałem i możemy się od niego oddalić, ponieważ nie identyfikujemy się z nim, lecz z tą formą, która się z niego wyłoniła i jest w pełni niezależna. Zatem to ona musi być odpowiedzialna za zjawisko życia, a nie ciało biologiczne, które "zużyło się" i nie jest już nam do niczego przydatne. Oznacza to również, że świadomość, którą ten fizyczny układ się posługuje, może przetrwać śmierć organizmu, gdyż może funkcjonować także poza ciałem. Nie byłoby więc życia po życiu, lecz jego nieprzerwane trwanie. Po śmierci zmieniamy jakby środowisko swej egzystencji.

Czas z punktu widzenia fizyki jest nie mniej zagadkowy. Na głębszym poziomie istnienia czas i przestrzeń rozmywają się, zatem upływ czasu i przestrzeń tam nie istnieją. Przestrzeń i środowisko egzystencji tworzymy tam aktem mentalnym Wszystkie wymiary czasoprzestrzeni też mogą być właściwie iluzją - holograficzną projekcją świadomości rozciągniętą w czasie i przestrzeni, a ten niejawny poziom istnienia może przenikać naszą aktualną rzeczywistość. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość mogą więc i tutaj istnieć w stanie wirtualnym w wielu wariantach, a my poruszamy się po tej iluzji, czego dowodem mogą być anomalie w postaci nagłych przeskoków w czasie lub przestrzeni, różne postrzeganie tej samej rzeczywistości przez różnych ludzi, a także zjawisko prekognicji. Nie wierzymy w taką możliwość, więc takie doznania są nam niedostępne. Może nie starzelibyśmy się tak szybko, gdybyśmy nie byli przekonani o tym, że to nieuniknione. W gruncie rzeczy chyba nie mielibyśmy też tutaj poczucia biegu czasu, gdyby zabrakło nam układu odniesienia, który pozwoliłby nam jego upływ zauważyć. Na razie są to tylko spekulacje, ale jeśli poddamy je weryfikacji, może okazać się, że te koncepcje wcale nie są fikcją.

Istnieje kilka innych obszarów, na jakich skupia pani swoje zainteresowania. To m.in. kwestie nielokalnej świadomości, natury rzeczywistości oraz rzadkich zdolności. Zapytam krótko - czy zjawiska uważane za "niezwykłe" istnieją? Wiele osób twierdzi, że na telepatię, telekinezę czy prekognicję nie ma dowodów naukowych, jednak rzeczywistość jest inna


Mnie interesuje fenomen świadomości we wszystkich jego przejawach. Jest to anomalia w naukowym postrzeganiu rzeczywistości i jak każda anomalia zmusza nas do innego spojrzenia na świat, niż ten prezentowany aktualnie przez naukę. Anomalie mają bowiem to do siebie, że są impulsem postępu w nauce. Świadomość nie jest abstrakcją, ponieważ doskonale zdajemy sobie sprawę z jej istnienia, musi więc być wpisana w naturę i mechanizmy funkcjonowania rzeczywistości. Stąd wzięło się moje zainteresowanie tym tematem.

Wbrew powszechnemu mniemaniu anomalne zjawiska psychofizyczne (tzw. Psi) nie tylko są w pełni realne, ale od dawna znajdują się już w kręgu zainteresowań nauki. Projekty badawcze przez wiele lat prowadzone były niejako w "drugim obiegu", najczęściej w placówkach sponsorowanych ze środków prywatnych, a jeśli finansowane były z pieniędzy przeznaczonych na cele wojskowe, to objęte były klauzulą tajności. Powoli ta sytuacja zaczęła się zmieniać, ponieważ uzyskiwane wyniki badań telepatii, telegnozji (postrzegania pozazmysłowego), radiestezji czy psychokinezy spowodowały, że psychotronika została uznana za pełnoprawną dyscyplinę naukową i wkroczyła już do ośrodków akademickich. Nie dotyczy to oczywiście polskich placówek naukowych, gdzie wciąż króluje mechanistyczny materializm.

Swego czasu głośna była w Polsce sprawa psychokinetycznych uzdolnień dwóch nastolatek. W celu zbadania niezrozumiałych zjawisk wywoływanych przez jedną z nich powołany został z inicjatywy opiekującego się nią lekarza zespół naukowców o różnych specjalnościach. W ramach realizowanego programu przeprowadzono w Instytucie Metaloznawstwa i Spawalnictwa Politechniki Śląskiej badania zmian struktury przedmiotów wygiętych psychokinetycznie. Uzyskane wyniki były w pełni zgodne z tymi, które wcześniej otrzymano w Chiba University dla przedmiotów wyginanych anomalnie przez psychokinetyka Juna Sekiguchi. Mikrofotograficzna analiza przekrojów przedmiotów giętych siłą mechaniczną i psychokinetyczną wykazała znaczne różnice, ponieważ metal wygięty anomalnie w pełni zachowywał swą naturalną strukturę, a w giętym siłą mechaniczną pojawiały się zawsze liczne pofałdowania i pęknięcia. Wyniki tej pracy nie zostały w Polsce opublikowane. Kilka lat później prośba o ich udostępnienie napotkała mur w postaci uzyskania zgody promotora pracy. Najwyraźniej jej nie było, skoro korespondencja zakończyła się bez wyjaśnień. Opór przed ujawnieniem realnego działania siły psychofizycznej mógł być spowodowany trudnością zaakceptowania tego faktu przez polskie środowisko naukowe. Tak więc skąpe informacje na ten temat pojawiły się jedynie w książce Romana Bugaja "Eksterioryzacja - istnienie poza ciałem", który zapoznał się z rezultatami badań w trakcie ich prowadzenia.

http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka ... zona/xn2nx
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 13 cze 2015, 22:06

0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6439
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11513 razy
Otrzymał podziękowanie: 11987 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » czwartek 02 lip 2015, 23:30

Wiem ,że nie jest to temat o muzyce ,ale kiedy usłyszalam tę piękną piosenkę ,pomyslałam że pasuje w tym temacie

0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 06 paź 2015, 00:14

Długa droga do nieba

Po śmierci bliskiej osoby jej rodzina często ze zdziwieniem zauważa, że ona prawdopodobnie "nie odeszła w stronę światła", lecz została w naszym świecie. Oto przykład historii z życia, którą opisała czytelniczka serwisu FN.

Obrazek

"Chciałabym opowiedzieć Wam swoje doświadczenia. Mam 28 lat. W lutym tego roku zmarła moja kochana mama. Nic nie przeczuwałam, chociaż była osobą o nie najlepszym zdrowiu, gdyż już w wieku 15 lat dostała udaru i była sparaliżowana prawostronnie. Mimo wszystko świetnie sobie radziła w życiu. Mama brała lekarstwa, jednak po tych wszystkich latach zauważyłam, że chyba jej stan się pogarsza i zmuszałam ją do badań i wizyt lekarskich. Mama nie czuła się źle, ale mnie niepokoiły różne jej dziwne zachowania. Nic nie zapowiadało, że wydarzy się coś złego. Przyszedł dzień moich imienin i mama postanowiła mile go spędzić. Jak wróciłam z młodszą córką z rehabilitacji, Mama składała mi życzenia i mówiła to w sposób całkiem odmienny niż zawsze, jak gdyby chciała mi coś przekazać o życiu w szczególny sposób. Nic jednak nie wskazywało na to, iż mama za niedługo odejdzie. Wieczorem poszła z moją starszą córką się położyć, poczekała, aż zaśnie i położyła się do swojego łóżka. Nikomu z nas nie wspomniała, że źle się czuje. W nocy oboje z mężem obudziliśmy się dokładnie w tym samym czasie.

Nie słychać było nic, co by mogło nas zaniepokoić. Poszliśmy dalej spać. Rano mąż wychodząc do pracy jak zwykle udał się do pokoju córek i mamy, żeby dać dzieciom buziaka i wtedy to znalazł Mamę nieżywą. Pogotowie stwierdziło zgon, który nastąpił w nocy. Od tego dnia czułam, jakby świat mi się zawalił. Jeszcze przed pogrzebem mama śniła mi się, mówiła, że nas nie zostawi, że będzie z nami.

Jestem katoliczką i modliłam się za nią. Jednak zaraz po pogrzebie zaczęły dziać się w domu różne dziwne rzeczy. Każdej nocy ja i mąż, a także córki budziliśmy się zawsze o tej samej godzinie. Jak mąż wychodził do pracy mama zawsze robiła sobie śniadanie jak żyła. I po jej śmierci zawsze, gdy mąż wyszedł, słychać było odgłosy z kuchni. Byłam przerażona, ale to był początek. W mieszkaniu obserwowaliśmy dość często białą smugę, która przemieszcza się po domu. Co noc ten sam schemat: budzenie się i ten sam sen, że nas nie zostawi.

Byłam wykończona i doszło do tego, ze nikt z nas po domu nie poruszał się sam, nawet do toalety chodziliśmy razem. Moja starsza córka miała niespełna 5 lat i była bardzo zżyta z babcią i bardzo przeżywała jej śmierć. Nie wiem, co tak naprawdę widziała, ale jej zachowanie nie dawało mi powodów, żeby nie wierzyć w to, co opowiadała teściowej w tajemnicy. Mówiła, że babcia chce ją zabrać do aniołków, że ona za nią nie tęskni, bo babcia cały czas jest obok niej i przenika przez ściany.

Jednego dnia zauważyłam, jak usiadła w swoim pokoju, do którego nie chciała wchodzić po śmierci babci. Siedziała w kącie i słyszałam, jak patrząc w pewien punkt i wyciągając rękę, w której trzymała lalkę mówiła: no masz babciu, chodź bliżej, pobaw się ze mną!

Okropnie się przeraziłam. Nie potrafiłam usiedzieć w domu, nie chciałam już w nim przebywać. Bałam się coraz bardziej. Nie wiedziałam, czy to moja wyobraźnia, czy co się dzieje. W każdym śnie mama każdej nocy mówiła, że nie odejdzie. Stawała się jakaś niemiła, specjalnie jak gdyby chciała mnie wystraszyć. We śnie wiedziałam, że jej już nie ma, a ona stawała w progu pokoju i mówiła złośliwie, wręcz z agresją w głosie, że nie da nam spokoju i nie odejdzie. Kolejny sen dał mi do myślenia, nie miałam dobrego kontaktu z bratem, byliśmy skłóceni, a mama we śnie prosiła, żebym się z nim pogodziła. Po 2 dniach brat się odezwał i zaczęliśmy nawiązywać kontakt.

Mimo to wszystkiego się bałam. Zaczęłam bać się zasypiać nawet. Nikt nie chciał przychodzić do nas do domu, gdyż ciągle było słychać kroki na parkiecie i różne inne odgłosy. Byłam kłębkiem nerwów. Doszło do tego, że nie wychodziłam z dziećmi z pokoju, bo się bałam. Ale jednego dnia przeżyłam już coś, czego nie umiem wytłumaczyć, a mianowicie mama zawsze przed godz. 18-stą wychodziła do sklepu. Mąż pracuje codziennie minimum do 18.30. Tego dnia obiecał, że wróci wcześniej, że się postara być przed szóstą. Siedziałam z córkami w pokoju, gdy nagle usłyszałyśmy odgłos kluczy w naszym zamku, przekręcenie i otwieranie drzwi. Ktoś wszedł, zamknął drzwi, słychać było kroki, moja córka krzyknęła: „tata wrócił z pracy!” i pobiegła na korytarz, jednak z płaczem przybiegła do mnie przerażona i powiedziała, że to babcia przyszła.

Mąż przyszedł po ok. 30 minutach, a my przerażone i roztrzęsione płakałyśmy. Spytał, co się znów wydarzyło. Z ledwością mu opowiedziałam, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do teściów, bo w mieszkaniu nie szło funkcjonować. Czułam, że albo dostanę zawału, albo wyląduję w szpitalu psychiatrycznym. Nie wiedziałam już, czy to wszystko to prawda czy moje urojenia spowodowane bólem po stracie mamy - z tym, że nie potrafię się z tym pogodzić. Jednak nie dawało mi spokoju to, że razem w tym samym czasie słyszy i widzi to ze mną córka.

U teściów czułam się spokojniejsza. W drugi dzień pobytu myślałam o mamie i nagle spadł ze środka stołu wazon i rozbił się w drobny mak. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, jak to się stało. Kolejne dni upływały spokojnie, ale w nocy było ciągle to samo: pobudka! Z tym, że mama nie śniła mi się już tak często. Podjęliśmy decyzję, że wyprowadzimy się z tego domu, w którym zmarła mama. Wróciliśmy do niego po dwóch tygodniach pobytu u teściów z wiarą, że szybko znajdziemy inne mieszkanie i się wyprowadzimy.

Zaczęłam szukać i pakować rzeczy. Nie minął miesiąc jeszcze od śmierci mamy i nie ruszałam jej ciuchów ani innych rzeczy należących do niej. Znalazłam mieszkanie, więc pakowanie odbywało się w ekspresowym tempie. Odetchnęłam, że niedługo koszmar się skończy. I wtedy przyśniła mi się znów mama tym razem mówiąca, że to, że się wyprowadzę, to i tak nic nie zmieni, że ona pójdzie z nami, nie da mi spokoju.

Byłam przerażona i już nie wiedziałam, czy będziemy z dala od tego, co nas dotykało w tym mieszkaniu. Jednak wolałam mieszkać z dala od wspomnień, które tak bolały. Wyprowadziliśmy się i pierwszą noc w nowym mieszkaniu i innym mieście spędziliśmy dość spokojnie. Rano było wielkanocne śniadanie. Czułam, że zaczniemy nowy etap w życiu. W kolejną noc schemat się powtórzył: pobudka w nocy i kolejny sen, ale bardzo miły: mama weszła do mieszkania, w którym zamieszkaliśmy nic nie mówiąc przeszła po nim oglądając je, stanęła w drzwiach, popatrzyła się na mnie i powiedziała: 'śliczne mieszkanie, oby wam się tu dobrze mieszkało' i wyszła. To był ostatni sen tamtego czasu. We wtorek otrzymałam wiadomość od bratowej, że mój brat zginął w wypadku za granicą. Był kierowcą tira. Wtedy zrozumiałam, że sen, w którym mama prosiła, żebyśmy się pogodzili miał sens, gdyż jak zginął, nasze relacje były dobre i rozmawialiśmy ze sobą. Ostatnia nasza rozmowa była bardzo miła i cieszyłam się, że nieporozumienie, jakie nas poróżniło, kompletnie już nie istnieje.

Byłam jednak zła na los, że zabrał mi mamę i brata, zwłaszcza w takim momencie. Nie potrafię się z tym pogodzić, że już ich nie ma. Chciałam, żeby brat mi się przyśnił, bo tęskniłam za nim.

Jednak to nie następowało, aż do pewnej nocy, w której śniło mi się, że siedzę jako pasażer w kabinie jego tira, on milczy jak gdyby mnie tam nie było i minuta po minucie biorę udział w tym wypadku. Na koniec brat umiera, ja stoję obok, a on oznajmia mi, że tego nie chciał. Obudziłam się zalana łzami. Wiedziałam, że ten sen przyśnił mi się dlatego, iż razem z bratowa drążyłyśmy, jak doszło do tego wypadku, z czyjej on był winy. Po tym śnie był spokój.

Po miesiącu miałam kolejny sen, znalazłam się w przedziwnym miejscu, jakby na wzgórzu jakimś, było szaro, ponuro i stały tam trumny. W jednej była mama, w drugiej brat, obok były kolejne 3 trumny puste, ale także otwarte. Byłam przerażona, czułam, że teraz moja kolej, że na mnie czas nadchodzi. Bałam się, że ten sen to oznacza.

Kolejny sen po pewnym czasie był zaskoczeniem i nie rozumiem go. Śniły mi się listy od wszystkich zmarłych z rodziny, tzn. puste koperty z kwiatkami malutkimi w środku. Jednak w ostatniej kopercie były moje ulubione czekolady, tylko bez logo czekolady, a z napisem 'otwórz swoje serce i drzwi, a ja przyjdę po ciebie, gdy nadejdzie czas'. Nurtują mnie te słowa, były w cudzysłowie i odgrywały pierwsze miejsce w tym śnie. Od tamtej pory brat już mi się nie śnił, raz tylko mama szła i szła, było jej tak ciężko, jak gdyby szła pod olbrzymią górę, aż w końcu pojawiło się światło. Mama ucieszyła się, odetchnęła mówiąc: 'nareszcie dotarłam!'.

Podczas tego snu czułam tak silne uczucie, iż mama chce mi pokazać drogę do nieba, jak ciężko jest tam dotrzeć i jak bardzo jest szczęśliwa, że w końcu dotarła. Czułam, że chce mi pokazać, że za wszystkie grzechy płacimy, jakby każdy jej krok pod tę gorę to grzech, czułam, że przekazuje mi, żebym żyła zgodnie z przykazaniami i nie popełniała jej błędów, żebym była dobrą i uczciwą osobą. Przekazała mi, że jej wędrówka do nieba trwała 7 miesięcy i była to długa, trudna droga - pod górę. Bardzo się cieszyła, że w końcu tam dotarła i jest szczęśliwa. Ostatnie jej słowa brzmiały: 'w końcu dotarłam, żegnajcie, do zobaczenia'.

Ostatnie jej słowa brzmiały: 'w końcu dotarłam, żegnajcie, do zobaczenia'.

Ten sen ucieszył mnie, że mama jest szczęśliwa w końcu i że się pożegnałyśmy, a jednocześnie dał mi do zrozumienia, jak mam żyć. Od tego momentu czuję się spokojniejsza, już nie boję się każdej nocy. Brakuje mi mamy i brata i tęsknię za nimi strasznie, ale wiem, że muszę żyć, muszę być dobrym człowiekiem, żeby ich nie zawieść. Zawsze będę miała ich w swoim sercu i pamięci, ale już się nie boję. Kochałam, kocham i będę ich kochać przez całe swoje życie. To koniec mojej historii na dzień dzisiejszy, czy przyśnią mi sią jeszcze - tego nie wiem, ale liczę na to, że są szczęśliwi i jeśli mi się przyśnią, to właśnie mi pokażą. Wierzę też, że będą mnie strzegli przed złem".

Historia bliskiej osoby, która po śmierci zamienia życie rodziny w koszmar to naprawdę sytuacja zdarzająca się całkiem często. Zbyt duże przywiązanie do domu, miejsc czy nawet żyjących ludzi sprawia, że po przekroczeniu granicy śmierci fizycznej duch zmarłej osoby pozostaje w dziwnym stanie świadomości, bardzo często nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że jego ciało fizyczne nie żyje!

http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/dlu ... ieba/pzmzw
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 15 paź 2015, 23:52

Śmierć jest prawdopodobnie innym stanem naszej świadomości - mówi holenderski kardiolog

Obrazek
Światowej sławy kardiolog dr Pim van Lommel od lata bada zjawisko śmierci klinicznej

– Śmierć nie jest końcem, tylko kolejnym etapem – mówi holenderski kardiolog dr Pim van Lommel, autor książki "Wieczna świadomość". Kiedy w 2001 roku w prestiżowym piśmie naukowym "Lancet" opublikował artykuł na temat śmierci klinicznej, w świecie medycyny zawrzało. – Nasza świadomość nie zna początku ani końca. Jest niezależna jest od naszego fizycznego ciała – mówi badacz w rozmowie z naTemat.

Co składa się na doświadczenie NDE (near death experience), czyli śmierci klinicznej, które bada Pan od wielu lat?

Właściwie wszystkie opowieści tych, którzy "wrócili" po zatrzymaniu akcji serca, są podobne: doświadczali wyjątkowych przeżyć emocjonalnych – ogromnej miłości, jak również wizualnych – widzieli światłość, mieli poczucie doświadczania i oglądania rzeczywistości spoza ciała. Mieli poczucie opuszczenia ciała, spokoju, zrozumienia. Kontaktowali się też z bliskimi, którzy już odeszli.

Czy wpływ na opisywane przez Pańskich pacjentów doświadczenia miała religia – lub jej brak – jaką wyznają?

Nie. Ich relacje były do siebie podobne niezależnie od ich pochodzenia, kultury czy religii.

Światło, miłość, zrozumienie – brzmi jak świat idealny. Czy pacjenci, którzy "wrócili", czuli się rozczarowani?

Tak. Mówili o tym, jak "tam" było pięknie, o chęci zostania "tam". Lekarze cieszyli się, że udało się uratować ludzkie życie, a pacjenci żałowali, że musieli wrócić. Warto przy tym powiedzieć, że śmierć kliniczna nie jest jedynym stanem, w którym można doświadczyć tych uczuć. Możliwe jest to także w stanie głębokiego relaksu, ogromnego strachu, w depresji, w osamotnieniu, izolacji....

Wiele osób – przede wszystkim lekarzy – sceptycznie reaguje na opowieści o NDE. Próbuje się to tłumaczyć niedostatkiem tlenu, halucynacjami, przyjmowaniem leków...

Nasze badania, których wyniki po raz pierwszy opublikowaliśmy w 2001 roku w prestiżowym piśmie naukowym "Lancet", oparte na przeanalizowaniu przypadków 344 pacjentów, jasno pokazały, że to niewystarczające wytłumaczenie. Choćby dlatego, że do wystąpienia halucynacji niezbędna jest aktywność mózgu, a tej w przypadkach, o których mówimy – nie ma. Ustaje po 15 sekundach zatrzymania akcji serca. Nie jest tak, że NDE i związane z nim doświadczenia pojawiły się w XX wieku. Istniały znacznie wcześniej, setki i tysiące lat temu, w każdej kulturze. Śmierci klinicznej doświadczano na przestrzeni wieków, prawdopodobnie tego właśnie doświadczali średniowieczni mistycy.

Co jest najbardziej rewolucyjne w Pańskiej koncepcji wiecznej, nielokalnej świadomości?

Koncept wiecznej świadomości oznacza, że nasz mózg prawdopodobnie spełnia funkcję odbiornika i przekaźnika, a nie "producenta" naszej świadomości. Ta nielokalna świadomość istnieje poza czasem i przestrzenią. To miejsce, z którego wracają ludzie po doświadczeniu NDE, jest miejscem, w którym wszystko jest ze sobą połączone –teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. W trakcie NDE pacjenci, którzych akcja serca się zatrzymała, mieli dostęp do własnych wspomnień i myśli, ale też do doświadczeń innych ludzi, do szerszej świadomości. Mózg pełni funkcję interfesju. To tak, jak z radiem czy telewizorem – kiedy wyłączasz odbiornik, audycja czy program telewizycjny nadal trwają, choć ty już ich nie słyszysz i nie widzisz. Tak samo jest ze świadomością.

Czy ludzie, którzy wracali, czuli związek ze swoim ciałem?

Nie. Ich percepcja odbywała się na innym poziomie.

W Pański rozumieniu śmierć to tylko etap życia. Nie ma się czego bać?

Śmierć jest prawdopodobnie innym stanem naszej świadomości, i tylko końcem naszego fizycznego aspektu, etapu cielesności. Świadomość może być, zgodnie z naszymi naukowymi badaniami nad NDE, niezależnie od funkcji mózgu, doświadczana. Osoby z doświadczeniem NDE nie boją się śmierci, ponieważ śmierć nie oznacza definitywnego końca. Strach przed samym procesem umierania może, mimo tego, być obecny.

Jeśli Pańska teoria wiecznej, nielokalnej świadomości jest prawdziwa, to czy religia jest zagrożona?

Zawartość czy treść doświadczenia śmierci klinicznej jest potwierdzeniem wielowiekowej tradycji wielu wiar w boga: że bezgraniczna miłość to najważniejsze, a tak naprawdę jedyne, co się liczy w naszym życiu. Teoria wiecznej świadomość w żadnym wypadku nie jest zaprzeczeniem religii czy zagrożeniem dla niej – przeciwnie, w naukowy sposób wyjaśnia to, co religie tłumaczą jako objawienie i wiarę (dosłowne znaczenie religii to "ponowne połączenie" – "re: oznacza "ponowne", "ligant" oznacza "połączenie").

Dowiedziono, że Chrystus żył, czy wobec tego możliwe jest, że gdzieś jest jego świadomość? Czy możemy mieć do niej dostęp, i czy na tym właśnie polega modlitwa? Na łączeniu się z nią?

Podczas NDE wiele osób doświadcza spotkania z czymś, co opisują jako światło lub świetlną postać. Często nazywają ją Jezusem lub mówią, że mieli wrażenie, że był to właśnie on. To spotkanie z postacią świetlną jest pełne zaufania i miłości, które pojawiają się w każdej relacji pacjentów, którzy doświadczyli NDE. Można przypuszczać, że poprzez modlitwę ta komunikacja jest realna i możliwa.

Jak wyjaśnić Trójcę Świętą, jako kolektywną świadomość?

Tego nie wiem. Ale ezoteryczna wiedza i rozeznanie polega prawdopodobnie na informacji , które świadomie lub nieświadomie otrzymujemy od naszej nielokalnej wiecznej świadomości

W otaczającej nasz rzeczywistości, gdzie umiejscowiłby Pan raj i piekło?

Według mnie niebo i piekło są pewnymi wymiarami wiecznej czy nielokalnej świadomości. Nielokalność oznacza tu brak określenia miejsca i czasu.

Z najnowszych badań wynika, że nasze geny w jakichś sposób przechowują pamięć naszych przodków, czy to się jakoś zazębia z Pańską teorią wiecznej świadomości?

Epigenetyka tłumaczy, jak wpływy z zewnątrz, jak na przykład te naszych rodziców czy dziadków, mogą wywoływać stałe i dziedziczone zmiany w funkcjonowaniu naszego DNA (bez wpływu na sekwencje aminokwasów). Nie oznacza to, że myśli i wspomnienia o naszych przodkach muszą się na stale zakorzenić w nas. Również DNA jest prawdopodobnie tylko interfejsem (przekaźnikiem) z aspektem nielokalności wiecznej świadomości na poziomie komórkowym.

Czy wieczna świadomość oznacza nieśmiertelność duszy, czy też potrzebne nam jest nowe nazewnictwo, bo nasz język nie nadąża za odkryciami?

Wieczna świadomość oznacza, że nasza świadomość nie zna początku ani końca, że istnieje kontynuacja świadomości, i że świadomość jest niezależna jest od naszego fizycznego ciała.

Czy te nieśmiertelne świadomości, które opuszczają ciała, są połączone, są razem, czy funkcjonują oddzielnie?

Na wyższym poziomie świadomości, wieczna świadomość jest ze wszystkim i każdym połączona, podobnie jak przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie ma pojęcia czasu, przemijania i miejsca.

Czy Pańska teoria wiecznej świadomości łączy się z teorią strun, czyli czy owe nieśmiertelne świadomości funkcjonują w innych, niedostępnych dla nas wymiarach? A wobec tego, czy deja vu, telepatia, czyli zjawiska czy też funkcje, które się łączą z wieczną świadomością, moga funkcjonować w innych wymiarach?

Nie ma relacji związku z teorią strun . Ale wieczna świadomość znajduje się na wyższym wymiarze , który niedostępny jest dla naszych fizykalnych (fizycznych ) obiektywnych metod. Te zjawiska podwyższonej intuitywnej czułości (sensybilnosci), można również nazwać nielokalną wymianą informacji, ponieważ otrzymujemy te informacje nie poprzez nasze zmysły czy ciało.

http://natemat.pl/99331,smierc-jest-pra ... -kardiolog
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 29 paź 2015, 22:34


https://www.youtube.com/watch?v=Dq_Nd-wtYIY


https://www.youtube.com/watch?v=8zDKgrtgNz8


https://www.youtube.com/watch?v=3uSTonDnId8

Andy Tomlinson jest jednym z uczniów Michaela Newtona. Kontynuuje on badania nad regresją do poprzednich wcieleń i okresu pomiędzy wcieleniami. Wywiad jest uzupełniony fragmentami zapisów z sesji regresji hipnotyczne
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6439
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11513 razy
Otrzymał podziękowanie: 11987 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » sobota 21 lis 2015, 11:59

Sensacyjne eksperymenty niemieckich medyków – życie po śmierci istnieje !

Obrazek

Berliński zespół psychologów wraz z doktorami medycyny Technische Universität of Berlin ogłosili 29 sierpnia 2014 roku, iż na podstawie eksperymentów klinicznych posiadają dowody istnienia jakiejś formy życia po śmierci ludzkiego ciała. Szokujące oświadczenie jest oparte na konkluzjach badań medycznych nadzorowanych podczas tzw. eksperymentów granicznych życia i śmierci, pozwalających na spowodowanie stanu zgonu trwającego prawie 20 minut, po czym pacjenci byli przywracani z powrotem do życia.


Ten kontrowersyjny sposób, który był powtarzany 944 razy na ochotnikach tego programu badawczego, prowadzono przez ostatnie 4 lata. Podczas tych eksperymentów zastosowano miksturę środków chemicznych jak adrenalina i halucynogen dimethyltryptamine, miały one utrzymać ciało w stanie śmierci klinicznej i zagwarantować brak uszkodzeń podczas procesu reanimacji. Ciało ochotnika było wprowadzane w stan śpiączki (comy,komy) poprzez inne środki chemiczne sterowane z poziomu ozonu w jego krwiobiegu, by 18 minut pózniej zostawać wybudzonym.

Tak bardzo długi czas stanu śmierci klinicznej był możliwy dzięki najnowszemu urządzeniu podtrzymującemu cyrkulację sercowo płucną (cardiopulmonary recitation (CPR) nazwaną „AutoPulsem” Urządzenie to jest obecnie stosowane do reanimacji ludzi będących martwymi od około 40 minut do jednej godziny.

Zespół naukowców kierowany przez Dr Bertholda Ackermanna nadzorował przebieg eksperymentów, a następnie gromadził dane, z których wynika, że większość opisywała podobne doznania podczas wytworzonej śmierci klinicznej. Opisy zawierają uczucie oddzielenia się od ciała, lewitację ciała duchowego, wspaniałą błogość, bezpieczeństwo, uczucie ciepła duchowego-miłości, uczucie całkowitego rozpłynięcia się, obecność wspaniałej światłości otaczającej chwilowo „zmarłego”.
Grupa naukowców jest świadoma tego, iż wyniki ich badań mogą być dla wielu ludzi szokiem, a wśród tych o słabym przygotowaniu religijnym, stać się problemem. Ochotnicy biorący udział w eksperymencie należeli do większości wyznań obecnych w Niemczech jak Chrześcijanie, Muzułmanie, Żydzi, Hindusi oraz ateiści.

Doktor Ackermann oświadczył, że: „
właśnie odpowiedzieliśmy na jedno z największych pytań w historii ludzkości, więc mam nadzieję, że ludzie których te wyniki wprawią w niepokój nam wybaczą, tak tak istnieje życie po śmierci, i wydaje się że to dotyczy każdej osoby na świecie


Zródło:

http://worldnewsdailyreport.com/german- ... ter-death/

http://argonauta.pl/sensacyjne-eksperym ... -istnieje/
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 01 gru 2015, 22:54


https://www.youtube.com/watch?v=N8IsGxbqpvg

Opublikowany 28.11.2015
Właściwie tytuł wyjaśnia prawie wszystko jeśli chodzi o zawartość programu. Nie mniej jednak poruszono kwestie tego co dzieje się ze świadomością po śmierci, czym jest koło reinkarnacji i jak działa, a wszystko to w przystępny sposób zilustrowane na stosownej planszy.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 07 gru 2015, 23:48

Przypadek Omm Seti

Obrazek Głowa mumi faraona Seti I

Kiedy w 1908 roku państwo Eady zabrali do British Museum swoją czteroletnią córeczkę Dorothy, nie wiedzieli, że dzień ten okaże się przełomem w jej życiu. Obawiali się, że będą ciągnąć za sobą przez wszystkie sale znudzone i opierające się dziecko. Przez większą część zwiedzania zresztą tak właśnie to wyglądało, dopóki nie dotarli do sal egipskich, gdzie mała nagle całkowicie się zmieniła. Najpierw stanęła jak wryta, a potem rozpoczęła frenetyczny bieg po Sali. Całowała stopy posągów, aż wreszcie przycupnęła przy umieszczonej w szklanej gablocie mumii i nie dała się z tego miejsca zabrać.

Jej rodzice w dalszym ciągu zwiedzali muzeum, a kiedy po upływie pół godziny powrócili, znaleźli Dorothy w tej samej pozycji. Pani Eady pochyliła się wówczas, by wziąć ją na ręce, ale dziewczynka wczepiła się rączkami w gablotę i ochrypłym i zmienionym nie do poznania głosem krzyknęła:

Zostaw mnie tutaj, jestem wśród swoich.

Dziwne zachowanie Dorothy rozpoczęło się rok wcześniej, kiedy uległa wypadkowi, który na zawsze pozostał w jej pamięci. Ona sama tak o tym opowiada:

Kiedy miałam trzy lata, spadłam ze schodów i straciłam przytomność. Wezwany lekarz, po dokładnym zbadaniu stwierdził zgon. Gdy po godzinie wrócił z pielęgniarką, która miała zająć się „zwłokami”, ku swemu wielkiemu zdziwieniu stwierdził, że „trup” jest całkowicie przytomny, bawi się i nie nosi na sobie śladów jakichkolwiek obrażeń.

Po tym incydencie, u Dorothy zaczął się powtarzać sen, w którym pojawiał się wielki budynek z kolumnami i olbrzymim ogrodem pełnym drzew, kwiatów i owoców. Jednocześnie wpadła w depresję: często bez powodu płakała i mówiła rodzicom, że pragnie wrócić do domu. Mimo iż zapewniano ją, że już w nim jest, zaprzeczała. Nie potrafiła też wskazać, gdzie znajduje się jej prawdziwy dom. Pierwszy błysk wskazujący na przynależność do Egiptu pojawił się dopiero podczas zwiedzania British Museum.
Obsesja Dorothy potwierdziła się, kiedy kilka miesięcy później ojciec wrócił do domu z encyklopedią dla dzieci, w której znajdowało się kilka fotografii i rysunków przedstawiających sceny ze starożytnego Egiptu. Szczególną uwagę dziewczynka poświęciła Steli z Rosetty (której tekst zapisany w trzech językach pozwolił na odczytanie hieroglifów). Siedząc z lupą w ręku przyglądała się jej godzinami. Ku zdumieniu matki oświadczyła również, że zna język, w którym sporządzono napis, tylko go zapomniała.

Kiedy Dorothy miała siedem lat, sen o budynku z kolumnami zaczął nabierać sensu. Katalizatorem stała się fotografia, pod którą widniał podpis: Świątynia Seti I w Abydos. W zetknięciu z nią dziewczynka krzyknęła z radością do ojca: To jest mój dom! To tutaj mieszkałam! – po czym z nutą smutku w głosie dorzuciła: Ale dlaczego wszystko jest w ruinie? I gdzie jest ogród?
Ojciec poprosił ją, aby nie opowiadała głupstw. Wszak Dorothy nie mogła nigdy widzieć budynku, znajdującego się tak daleko i zbudowanego tysiące lat wcześniej. Niezależnie od wszystkiego, pałace na pustyni nie posiadają ogrodów.
Czterdzieści pięć lat później Dorothy Eady, urzędniczka w departamencie starożytności egipskich, wyjechała do pracy w Abydos, gdzie wynajęła mieszkanie w domku położonym niedaleko świątyni Seti. Była wreszcie w domu, a w ukochanym Abydos pozostawała od 1956 roku, aż do dnia swej śmierci, w kwietniu 1981 roku. Wszyscy znali ją jako Omm Seti, czyli matkę Setiego – od imienia swego syna, w połowie Egipcjanina. Jeśli zaś chodzi o ogród, będący jej obsesją, został on w końcu odkryty przez archeologów, właśnie w punkcie, w którym Dorothy twierdziła, że się znajduje (od południowej strony świątyni).

Dorothy Eady jest z pewnością jedną z najbardziej niezwykłych kobiet dwudziestego wieku. Kto ją znał, nie mógł pozostać obojętny na wpływ osobowości tej kobiety. Była kreatywna, dynamiczna, zabawna, odważna, zdeterminowana i ekscentryczna. Pomijając jej twierdzenia odnoszące się do faktu, iż jest reinkarnacją kobiety ze starożytnego Egiptu życie Dorothy było bardzo ruchliwe i romantyczne.
Już jako młoda dziewczyna rozpoczęła poważne studia nad egiptologią. Sir Ernest Wallis Budge, kurator starożytności egipskich w British Museum, uważany za pioniera w dziedzinie egiptologii, wziął ją pod swe opiekuńcze skrzydła i w czasie godzin urwanych w szkole udzielał prywatnych lekcji hieroglifów. W międzyczasie Dorothy w dalszym ciągu miała dziwne sny oraz przypadki sonnambulizmu.

Ostatnie dziewczęce lata i pierwszy okres dojrzałości spędziła wraz z rodzicami w Plymuth, mieście leżącym na południowym wybrzeżu Anglii, gdzie jej ojciec otworzył kino. Chciwie pochłaniała książki na temat Egiptu, uczyła się rysunku w miejscowej szkole sztuk pięknych, a także uczęszczała do ezoterycznego koła interesującego się reinkarnacją. Stworzyło to po raz pierwszy możliwość otwartego głoszenia przez nią przekonania, że kiedyś była Egipcjanką. Same zebrania koła były jednak dla niej mało przekonujące. Kiedy jeden z jego członków stwierdził, że mogła wcielać się w różne osoby i być np. Joanną d’Arc, wybuchła: Dlaczego do diabła miałabym nią być?
Weszła w kontakt z grupą miejscowych spirytystów, którzy doszli do wniosku, że Dorothy nie jest reinkarnacją Egipcjanki. Natomiast podczas upadku ze schodów, ich zdaniem, prawdopodobnie padła ofiarą jakiegoś starożytnego, pozbawionego ciała ducha, który wszedł w jej ciało. Nie przyjęła tego wyjaśnienia, upierając się przy swoim.

Pierwszy krok w kierunku własnej rzeczywistości Dorothy uczyniła mając dwadzieścia siedem lat. Wówczas, wbrew woli rodziców, udała się do Londynu i zaczęła pracować dla egipskiego pisma. Wykonywała w nim rysunki polityczne i pisała artykuły na rzecz wyzwolenia Egiptu spod panowania Wielkiej Brytanii.
W Izbie Gmin spotkała pięknego młodego Egipcjanina, Imama Abdela Maguida i zakochała się w nim. Dwa lata później przyjęła jego oświadczyny, a niedługo potem, w 1933 roku spakowała walizki i ku wielkiej konsternacji rodziców ruszyła do Egiptu. Prawie natychmiast po przyjeździe stała się panią Abdelową Maguidową.
Imam wiele czasu poświęcał pracom nad modernizację Egiptu (pracował w szkolnictwie), podczas gdy Dorothy interesowała wyłącznie przeszłość tego kraju. Nie mogli dojść też do porozumienia co do miejsca zamieszkania. Mąż chciał, by osiedlili się w nowoczesnym centrum Kairu, podczas gdy jej podobały się obrzeża miasta, skąd miała widok na piramidy.

Mimo tych wszystkich problemów państwo Maguid wkrótce doczekali się syna, którego Dorothy, wbrew woli męża, nazwała imieniem Seti, od słynnego faraona-wojownika, rządzącego Egiptem w początkach XIX dynastii (ogólnie akceptowana data jego rządów, to okres około 1300 lat przed Chrystusem). Po narodzinach syna stała się Omm Seti (matką Seti), czyniąc w ten sposób zadość miejscowemu obyczajowi nie pozwalającemu zwracać się do kobiet ich własnym imieniem.
Przyjście na świat małego Seti nie polepszyło stosunków pomiędzy małżonkami. Dorothy zajmowała się bowiem sprawami daleko odbiegającymi od rodziny. W drugim roku małżeństwa, Imam często budził się w nocy, gdyż żona wstawała i przy świetle księżyca zapisywała całe stronice hieroglifami.
W późniejszym okresie Omm Seti opisała stan, w jakim wówczas się znajdowała jako podświadomy. Zanotowała: Jakbym była pod wpływem dziwnego zaklęcia, ni we śnie, ni na jawie. Stwierdziła również, że jakiś wewnętrzny, mentalny głos, powoli dyktował jej egipskie słowa. Fenomen ten, osobom o zdolnościach mediumicznych znany jest jako tzw. pismo automatyczne.
To nocne zapisywanie trwało prawie cały rok, w trakcie którego kobieta zapełniła hieroglifami około siedemdziesięciu stron. Ich treść dyktował duch o imieniu Hor-Ra i stanowiły one opis jej poprzedniego życia w Egipcie.

Tajemniczy zapis, który Omm Seti uznała w oparciu o swe wspomnienia za odpowiadający prawdzie, mówił o tym, że była dziewczyną o imieniu Bentreshyt. Urodzona w biednej rodzinie, została oddana przez rodziców do świątyni w Kom El Sultan (trochę na północ w stosunku do świątyni Seti, wówczas dopiero budowanej), gdzie miała zostać wychowana na kapłankę. Kiedy osiągnęła dwanaście lat, najwyższy kapłan Antef zapytał ją, czy pragnie poznać świat i wyjść za mąż, czy też woli pozostać w świątyni. Nieświadoma zewnętrznego świata Bentreshyt wybrała pozostanie w świątyni, składając ślub czystości.
Sukcesywnie musiała nauczyć się skomplikowanych reguł pozwalających na uczestniczenie w świątynnych rytuałach związanych ze śmiercią i zmartwychwstaniem wielkiego Ozyrysa. Przez wiele lat Omm Seti utrzymywała w tajemnicy (zwłaszcza przed mężem) epilog historii, w której Bentreshyt spotyka faraona Seti w ogrodzie jego nowej świątyni. Nie wyjawiła mu również niczego odnośnie hieroglifów, których nocne zapisywanie tak mu przeszkadzało.

Obrazek Tymczasem ich związek nadal podminowywały dziwne wydarzenia. Mieszkający z nimi ojciec Imama, pewnej nocy wybiegł z domu na ulicę, krzycząc, że widział faraona siedzącego na łóżku Omm Seti.
Po trzech latach małżeństwa Imam przyjął posadę nauczyciela w Iraku. Po jego wyjeździe Omm Seti przeniosła się z synem w pobliże piramid w Gizie (najpierw zamieszkała w namiocie). Jako pierwsza i jedyna wówczas kobieta zaczęła pracować jako rysownik w departamencie egipskich starożytności.
W ciągu następnych dwudziestu lat była asystentką dwóch słynnych egiptologów: Selima Hassana i Ahmeda Fakhry pomagając im w prowadzeniu prac wykopaliskowych i katalogowaniu znalezisk na płaskowyżu Gizy i w Daszhur.

Ukończywszy szkołę sztuk pięknych, Omm Seti doskonale rysowała. Okazało się również, że była nieoceniona w roli asystentki wydawnictwa, wykonując m.in. korektę artykułów Hassana i Fakhry, a także ich relacji odnoszących się do wykopalisk. Jej udział w egiptologii ówczesnych lat okazał się bardzo znaczący, tak jak i sporządzane przez Dorothy ekspertyzy. Doktor William Kelly Simpson, docent egiptologii z Uniwersytetu w Yale był olśniony jej wiedzą: Pewne osoby znają doskonale język egipski, ale nie posiadają wyczucia egipskiej sztuki; inne znają sztukę, lecz nie znają języka. Dorothy Eady znała i jedno i drugie.
Mimo iż wreszcie znalazła się na ziemi, którą kochała, fakt że przez dziewiętnaście lat nie pojechała do Abydos, wydaje się co najmniej zaskakujący. Miałam tylko jeden cel w życiu – twierdzi po latach – pojechać do Abydos, żyć w Abydos i być pochowaną w Abydos. Jednak, coś niezależnego i silniejszego od mojej woli nie pozwalało mi na „zwiedzenie” tego miejsca.
Kiedy wreszcie pojechała tam na krótką wycieczkę w 1952 roku, zostawiła walizkę w mieszkaniu należącym do departamentu starożytności i poszła prosto do świątyni Seti, gdzie paląc przez całą noc kadzidło, modliła się do bogów. W 1954 roku powróciła ponownie na dwa tygodnie do miejsca zamieszkania, a później miesiącami zaczęła zabiegać u przełożonych o znalezienie jej zajęcia w Abydos.

Zrazu byli temu bardzo niechętni: Abydos było w owym czasie leżącą na uboczu wsią zabudowaną domami z cegieł z wypalanego błota, bez instalacji wodno-kanalizacyjnych i elektryczności, gdzie nikt nie znał ani jednego słowa w języku angielskim. Nic więc dziwnego, że departament starożytności nie uważał tego miejsca za odpowiednie do wysłania tam samotnej kobiety, do tego cudzoziemki.
W 1956 roku, kiedy projekt Fakhry się zakończył, departament zlecił wreszcie Dorothy pracę w Abydos. Chodziło o sporządzenie wymiarów świątyni. Płaca wynosiła dwa dolary dziennie. Ponieważ młody Seti przeniósł się do ojca do Kuwejtu, Om Setti mogła odtąd dowolnie rozporządzać swoim życiem i poza krótkimi wizytami w położonych w okolicy miejscowościach, resztę życia spędzała już w Abydos.
Krótko po swoim przybyciu na miejsce została wciągnięta w wir prac wykopaliskowych, które przyniosły wydobycie na światło dzienne resztek ogrodu świątyni Seti.

Ogrodu, który przez całe życie widywała w snach.
Zamieszkała w małym wiejskim domku ze zwierzętami: kotami, gąską, mułem zwanym Idi Amin, i... wężami. Regularnie modliła się w świątyni, ku zaskoczeniu mieszkańców i zwiedzających, otwarcie adorując starożytne egipskie bóstwa. Początkowo mieszkańcy traktowali ją z wielką ostrożnością, jakby była czarownicą. Gdy jednak spostrzegli, że nic nie było w stanie zmienić jej postanowień, ich uczucia zmieniły się najpierw w podziw, a później w przyjaźń.

Obrazek Jako ekspert w sprawach starożytnego Abydos Omm Seti stała się prawdziwą atrakcją turystyczną. Ktokolwiek udawał się do tej miejscowości, robił wszystko, aby móc ją spotkać i zamienić z nią choć parę zdań, a jeśli miał szczęście (lub wykazywał szczere zainteresowanie), mogło się zdarzyć, że został oprowadzony po świątyni, zaś opowieść, jaką usłyszał, była okraszana niecodziennymi szczegółami i niebanalnym humorem.
Omm Seti nigdy nie starała się stworzyć wokół siebie grupy wyznawców starożytnej egipskiej religii, ani zmuszać nikogo do akceptowania własnych wizji. Doktor Harry James – były kurator egipskich starożytności w British Museum stwierdził, że: W swojej religijności wydawała się praktyczna i zupełnie pozbawiona okultystycznego irracjonalizmu. Do pewnego stopnia było to prawdą, jako że wiara starożytnych Egipcjan, tak jak większość wszystkich religii, daleka jest od racjonalności w nowoczesnym pojęciu zachodniej nauki. W rzeczywistości Omm Seti głęboko wierzyła w skuteczność starożytnej egipskiej magii. Miała też wspaniały dar obcowania ze zwierzętami; czuła, że może się z nimi porozumiewać. Wspominała, że potrafi zaklinać węże, w tym również i kobry... w każdym razie nigdy nie została przez nie ukąszona. Wierzyła ponadto, że moc egipskich bóstw nadal jeszcze działa w niektórych świętych miejscach, zauważając z dumą, iż miejscowe Egipcjanki, oficjalnie muzułmanki, jeśli miały obawy, co do swej płodności, dotykały stóp bogini Izydy, której posąg znajdował się w świątyni.

Nie otaczała nimbem tajemnicy przekonania, stanowiącego siłę napędową jej życia. Omm Seti bez cienia wątpliwości wierzyła, iż jest reinkarnacją ubogiej dziewczyny, która żyła i pracowała w świątyni w Abydos w okresie panowania faraona Seti.
Nikt z jej znajomych nie wątpił ani przez chwilę w szczerość i głębokość jej przekonań. Dorothy była znana egiptologom, a z niektórymi, uważanymi za najlepszych w swej dziedzinie, ściśle współpracowała. Nikt też nigdy nie wydał o niej negatywnej opinii, nikt nie stwierdził, że mówi nieprawdę. Egiptologia jest od zawsze, elitarną dziedziną wiedzy, a Omm Seti była i akceptowana na tym polu jak ekspert, mimo iż uchodziła za osobę bardzo ekscentryczną.
W sekrecie zachowała jedynie pewne najbardziej śmiałe swoje twierdzenia, związane ze sferą ściśle osobistą. Te tajemnice powierzyła tylko własnemu dziennikowi, a szczegółowo opowiedziała o nich przyjacielowi i zaufanemu koledze, doktorowi Hanny El Zeini-emu.
El Zeini, chemik, przemysłowiec i egiptolog-amator, spotkał Omm Seti w świątyni w Abydos dziewięć miesięcy po jej przyjeździe do tej miejscowości. Szybko stali się bliskimi przyjaciółmi. Spędzili razem dwanaście lat, wspólnie prowadząc badania i publikując m.in. Abydos Holy City of Ancien Egypt, do której El Zeini wykonał fotografie.

W początkach ich znajomości, El Zeini postanowił zweryfikować twierdzenie Omm Seti dotyczące ogrodu przy świątyni Seti. W tym celu rozmawiał z kierującym wykopaliskami, który pokazał mu miejsce, gdzie odkryto ogród. Były tam jeszcze widoczne kanały irygacyjne, natomiast pnie drzew z korzeniami zostały ponownie zasypane piaskiem. Kierownik kazał odkopać dwa z nich, aby El Zeini mógł je zobaczyć. Kilka miesięcy później Hanny El Zeini spotkał inspektora do spraw starożytności odpowiedzialnego za świątynię Seti i poprosił go, aby opisał rolę odegraną przez Omm Seti przy odkryciu ogrodu. Inspektor stwierdził:

- To ona odkryła korzenie drzewa i okazała się bardzo przydatna przy odnalezieniu tunelu przebiegającego pod północną częścią świątyni
Jest nie tylko doskonałym rysownikiem, ale wydaje się również, że posiada tajemniczy zmysł wyczucia terenu, po którym chodzi. Zdumiewa mnie jej głęboka znajomość zarówno świątyni, jak i okolic... Ośmielam się stwierdzić, że jej obecność byłaby niezbędna przy jakiejkolwiek poważnej misji archeologicznej w okolicach Abydos.

Od tej chwili El Zeini przestał powątpiewać w wiedzę Omm Seti, a obopólne zaufanie, sprawiło, że kobieta wyjawiła najbardziej niewiarygodną część swojej historii.
Według Dorothy, faraon Seti zakochał się w Bentreshyt, kiedy spotkał ją w ogrodach świątyni. Miała wówczas czternaście lat. Ich związek był niebezpieczny, ponieważ prawa świątyni wymagały, aby dziewczyna pozostała dziewicą. Niestety, Bentreshyt zaszła w ciążę i władze świątyni zmusiły ją do wyznania, że miała kochanka. Zagroziły też, że za swoje wykroczenie zostanie ukarana śmiercią. Obawiając się, że w razie procesu tożsamość Seti wyjdzie na jaw, dziewczyna zabiła się. Kiedy kochanek powrócił, by się z nią spotkać, z bólu doznał szoku i poprzysiągł, że nigdy jej nie zapomni.
Od tego momentu, cała ta historia staje się naprawdę niewiarygodna. Omm Seti twierdzi, że kiedy miała czternaście lat, Seti dotrzymał słowa i powrócił, by złożyć jej wizytę. Jak wyjaśniła El Zeuniemu, blisko pięćdziesiąt lat później pewnej nocy po obudzeniu miała wrażenie, że jakiś ciężar przyciska jej piersi. Kiedy otworzyła oczy, ujrzała patrzącą na nią zmumifikowaną twarz faraona. Byłam oszołomiona, zaszokowana, a mimo to oszalała ze szczęścia... To tak, jakby coś, na co od dawna czekałam, wreszcie nadeszło... A później rozdarł na mnie nocną koszulę od szyi aż do samego dołu.

Obrazek Następna wizyta miała miejsce, kiedy Omm Seti przeniosła się do Kairu. Seti pojawił się znowu, tym razem już nie jako mumia, lecz przystojny mężczyzna koło sześćdziesiątki. Wizyty trwały nadal i Omm Seti i jej astralny kochanek spędzali razem noc po nocy. Jakby dotychczasowe opowieści nie były już same przez się dostatecznie szalone, kobieta wyjaśniła, że czas i okres trwania wizyt regulował surowy kodeks moralny. Seti mógł ją odwiedzać jedynie dlatego, że otrzymał na to specjalne zezwolenie od rady w Amentet (egipskich zaświatach). Pod jej nadzorem kochankowie musieli trzymać się surowych reguł. Dlatego, kiedy Seti składał wizyty Dorothy w okresie trwania jej małżeństwa, spotkania miały charakter ściśle platoniczny. Dopiero po rozwodzie rygory te zostały zniesione, a Seti oświadczył, że po przybyciu kobiety do Amentet zamierza się z nią ożenić.

Związek z faraonem-duchem był prawdziwym powodem jej opóźnienia w powrocie do Abydos. W tym miejscu powinna była ponownie podjąć rolę kapłanki i pozostać dziewicą. Tym razem Omm Seti postanowiła trzymać się obowiązującego ją prawa. Dzięki temu – jak tłumaczyła – po jej śmierci, poprzednia zbrodnia zostałaby wybaczona, a ona oraz Seti mogliby zostać połączeni na wieki.
W ostatnich latach swego życia nadal prowadziła tajemny dziennik swych romantycznych spotkań z faraonem, rozpoczęty na prośbę El Zeiniego.
Opowieści Omm Seti jakkolwiek romantyczne i chwytające za serce, a przy tym pikantne, wydają się tak nieprawdopodobne, że aż śmieszne. Na refleksję zasługuje jednak sama ich śmiałość. Czy kobieta o wielkiej inteligencji i nieposzlakowanej reputacji mogłaby wymyślić tak skomplikowaną bajdę pełną szczegółów i odnoszącą się do całego swojego życia? Omm Seti wydaje się być osobą całkowicie wiarygodną, której nikt nigdy nie oskarżył o kłamstwo. Byłaby więc może wariatką? Sama Omm Seti brała to pod uwagę, przyznając, że upadek ze schodów, mógł pozbawić ją jakiejś klepki. Na co dzień sprawiała jednak wrażenie osoby całkowicie zrównoważonej.

Obrazek Dziennikarz Jonathan Cott, jedyny, który napisał biografię Dorothy, omawiał jej stan umysłowy z wieloma ekspertami. Pewien psychiatra, specjalista od patologii młodzieńczego wieku, zasugerował, że jeśli na skutek upadku zostałaby uszkodzona pewna część mózgu, spowodowałoby to stan długoterminowego pomieszania umysłowego. Innymi słowy pozostawiłby on w psychice kobiety stałe wrażenie dysharmonii z własnym środowiskiem. Obsesja na punkcie Egiptu stanowiłaby w tym kontekście efekt wtórny.
Ale uszkodzenie mózgu nie wyjaśnia historii Omm Seti. Kobieta nie uważała, że ma jakieś problemy i nawet obsesyjne pragnienie życia w Egipcie, które popchnęło ją do podjęcia kariery egiptologa, nie stanowiło dla niej problemu, była cudzoziemką, która rozpoczęła pracę w muzułmańskim kraju. Słynny psycholog z Nowego Jorku, dr Michael Gruber, którego Cott poprosił o wyrażenie opinii o historii Seti, stwierdził, że mimo iż Dorothy żyła we własnej rzeczywistości równoległej, nie przeszkadzało jej to zupełnie w wykonywaniu codziennych obowiązków. Wręcz przeciwnie, wzbogacało normalne życie.

Nie potrzebowała żadnej terapii ani pomocy psychiatrycznej.

Być może to nasze własne kulturowe uprzedzenia sprawiają, że historia Omm Seti wydaje nam się całkowicie absurdalna. A przecież jej przypadek odpowiada innym, dobrze udokumentowanym casusom dzieci, posiadającym wspomnienia, które nie mogą być ich własnymi. Dorothy Eady miała trzy lata, kiedy przydarzył się jej wypadek, który stał się początkiem późniejszego doświadczenia. Jeśli nie była to reinkarnacja, może Omm Seti uzyskiwała informacje o przeszłości z innych źródeł? Najbardziej niewiarygodna część jej doświadczeń – miłosna relacja z Seti – mogła być owocem snów na jawie, przepełnionych informacjami, których nie była w stanie zinterpretować. Jak jednak wyjaśnić znajomość faktów, odnoszących się do starożytnego Egiptu?
Jej najbardziej znane twierdzenie dotyczące istnienia ogrodu przy świątyni w Abydos, traci na wartości, jeśli weźmie się pod uwagę, że prawie wszystkie egipskie świątynie posiadały ogrody. Wszelako w 1908 roku, kiedy archeologia była jeszcze w powijakach, czteroletnie dziecko nie mogło o tym wiedzieć. Mimo to wskazała nie tylko dokładną lokalizację ogrodu, ale poprowadziła archeologów do podziemnego tunelu w północnej części świątyni. Omm Seti często twierdziła, że pod świątynią, w ukrytej komorze, znajdują się dokumenty o treści historycznej i religijnej. Jeśli zostałyby odkryte, byłoby to znalezisko odsuwające w cień znalezienie grobu Tutenhamona. Na nieszczęście, jak dotąd, nikt nie poszedł za jej wskazówkami.

W odróżnieniu od lokalizacji ogrodu i tunelu (pochodzących ze wspomnień), wydaje się, że informacje odnoszące się do ukrytej biblioteki otrzymała Dorothy podczas rozmów z faraonem Seti. Niektóre z tych rozmów zapisane w tajnym dzienniku, zostały podane przez Cotta w jej biografii. Niezależnie od tego czy obcujemy tu z fantazją, czy nie, są one fascynujące. Zostajemy bowiem wprowadzeni w wizje Seti, odnoszące się do najróżniejszych spraw: od moralności seksualnej aż po możliwości lotów kosmicznych (które Seti uznaje za negatywne). Ironiczny zbieg okoliczności sprawia, że naukowe programy badań życia w Kosmosie firmuje organizacja o nazwie SETI.
To, co odnosi się do archeologii, a zostało przekazane Dorothy przez Seti, potwierdza, że nie mógłby on zbudować Osyrionu w Abydos, o wiele starszego od jego ery. Faraon twierdził poza tym, że Sfinks został wzniesiony dla uczczenia boga Horusa i był o wiele starszy od królestwa faraona Chefrena (2350 r. przed Chrystusem), uważanego za jego twórcę. Niektórzy z pierwszych egiptologów podzielali tę opinię, powielaną w licznych nieakademickich tekstach. Wielu współczesnych naukowców godzi się z faktem, że Sfinks nie jest portretem Chefrena (jak kiedyś wierzono), woląc opisywać go jako posąg Horusa w swej roli słonecznego bóstwa. Fakt, że posąg ten, mógł zostać wykonany przed okresem rządów Chefrena, jest do dziś przedmiotem zażartych polemik. Dlatego wiele twierdzeń Omm Seti odnoszących się do historii Egiptu, mimo iż wydają się fascynujące, pozostaje nie potwierdzonych, a dopóki nie zostaną opublikowane w całości tajne, prywatne dzienniki Dorothy, nie będzie możliwe określenie, które z nich są prawdziwe, a które nie... Ich kompletna analiza mogłaby stanowić interesujący obiekt studiów dla osób robiących dyplom z psychologii lub historii, a nam dostarczyć lepszy obraz idei Omm Seti.

Obrazek Wielką stratą jest, że osobowość tak interesująca, jak Omm Seti nigdy nie została poddana poważnym studiom parapsychologów.
Wielu ludzi dzięki snom, albo świadomym wspomnieniom , np. w trakcie regresji hipnotycznych, odkryło, że żyło w poprzednim życiu w Egipcie. Nikt jednak nie przedstawił tak przekonującego materiału faktograficznego, jak Omm Seti, której siła twierdzeń tkwiła w niewątpliwej i mocnej wierze, w głęboko ugruntowanym przekonaniu przynależenia do Egiptu, w dziwnych wydarzeniach z dzieciństwa oraz wielu zdumiewających przypadkach z dorosłego życia.
Omm Seti udało się przekazać wiele wiadomości z życia w starożytnym Egipcie. Znaczyła ona także własny udział w literaturze i w archeologii. Istnieje wiele sposobów poznania przeszłości, ale żaden człowiek, ani z Zachodu, ani z Egiptu, nie wylegitymował się taką znajomością starożytnego Abydos jak Omm Seti.

Docent egiptologii z Uniwersytetu w Liverpoolu, a jednocześnie ekspert w zakresie XIX dynastii (do której należał faraon Seti), Kenneth Kitchen, mimo iż podziwiał Dorothy, zwrócił uwagę na oczywisty fakt: Omm Seti doszła do sensownych wniosków odnośnie świątyni Seti, gdyż spędziła tam o wiele więcej czasu, niż my wszyscy. Dlatego miała możliwość przeprowadzenia wielu różnych obserwacji. Nie ma to nic wspólnego z poprzednim życiem... Obecne jest aż nadto wystarczające!
Dr James P. Allen, były szef amerykańskiego Centrum Badań w Egipcie, wspomina:
- Absolutnie nie była szarlatanką... Omm Seti rzeczywiście wierzyła ślepo we wszystkie te szaleństwa; była o tym tak przekonana, że sprawiała, iż stawały się one w pewnym stopniu „widmowe”. Doprowadzała cię wręcz do tego, że powątpiewałeś we własne odczucie rzeczywistości.

Być może pewnego dnia odkrycia archeologiczne dostarczą dowodu na zapiski Omm Seti. Jeśli kiedykolwiek zostanie odkryta wspaniała biblioteka zawierająca dokumenty i znajdująca się pod świątynią Seti, umożliwi to ocenę jej przypadku w zupełnie innym świetle. Ale nawet, wówczas nie będzie nam znane źródło pochodzenia tajemniczych wiadomości. Czy opierały się one na głębokiej znajomości Abydos, czy też pochodziły z paranormalnych źródeł? Czy Dorothy jest przypadkiem reinkarnacji, jak sama w to wierzyła, czy wrażenia z przeszłości odbierała za pomocą narzędzi, których nie mogła zrozumieć i dlatego tłumaczyła je w ten sposób? Niestety, możliwość udzielenia odpowiedzi na te pytania definitywnie zniknęła wraz ze śmiercią Dorothy Eady, a przypadek Omm Seti na zawsze pozostanie zagadką.

Na podstawie Księgi antycznych tajemnic P. Jamesa N. Thorpe’a tłumaczyła i opracowała Joanna Burakowska
Zdjęcia: archiwum NŚ

Nieznany Świat 1/2005

http://www.nieznanyswiat.pl/nieznany-%C ... imitstart=
1 x



Awatar użytkownika
barneyos
Moderator
Posty: 1409
Rejestracja: piątek 04 sty 2013, 08:49
x 17
x 68
Podziękował: 138 razy
Otrzymał podziękowanie: 1806 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: barneyos » wtorek 22 gru 2015, 14:30

Incepcja, tunel białego światła i fraktale rzeczywistości - Bruce Moen

Porozmawiajmy.TV - Wywiad Aleksandra Berdowicza z Brucem Moenem.

https://www.youtube.com/watch?v=WLIklq28-qM
0 x


======================================================
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy, których na razie nie potrafimy zrobić

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 26 gru 2015, 00:13

Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata
31 października 2015 Robert Dee

Wiele zamieszania wywołała ostatnio książka napisana przez dr Roberta #Lanza zatytułowana „#Biocentryzm: Jak #życie i #świadomość są kluczem do zrozumienia natury wszechświata”. Zawarto w niej tezę, wedle której życie nie kończy się, gdy ciało umiera i praktycznie może trwać wiecznie.

Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata

Lanza został uznany przez New York Times’a za trzeciego najważniejszego żyjącego naukowca. Jest on na co dzień specjalistą w zakresie medycyny regeneracyjnej. W życiu zawodowym zajmuje się badaniami nad komórkami macierzystymi, w przeszłości miał też epizody związane z klonowaniem zagrożonych gatunków zwierząt. Nie jest to zatem człowiek z nikąd.

Jakiś czas temu naukowiec zainteresował się fizyką, mechaniką kwantową i astrofizyką. Z połączenia takich dziedzin musiało wyjść coś ciekawego i tak pojawiła się teoria biocentryzmu, którą uczony głosi od jakiegoś czasu. Według tej hipotezy to świadomość jest podstawą wszechświata. Tworzy ona materialny#wszechświat, a nie odwrotnie. Lanza wskazuje na to, że prawa natury i stałe kosmologiczne wydają się być dostrojone do tego, aby istniało życie. Jego zdaniem wynika z tego, że inteligencja istniała przed materią.

Obrazek

Zdaniem Lanzy inteligencja istniała przed materią

Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, jeśli zna się przypadek tak zwanego paradoksu obserwatora. Na poziomie #kwantowy’m sam fakt obserwacji danego układu odniesienia ingeruje w ten układ determinując konkretny stan. Oznacza to, że bez obserwatora zjawiska fizyczne mogą po prostu nie istnieć. Teoria biocentryzmu zakłada, że śmierć świadomości po prostu nie istnieje. #Śmierć jest tworem funkcjonującym tylko w myślach, ponieważ ludzie identyfikują się ze swoim ciałem. Materialna powłoka prędzej czy później musi umrzeć i wydaje się, że to samo dzieje się ze świadomością.

Jeśli jednak uznamy, że to świadomość wytwarza nasz organizm i określa go niczym sygnałem telewizyjnym określa się to, co potem widać odbiorniku, to staje się oczywiste, że fizyczny rozpad naszej powłoki nie jest końcem naszej świadomości.

Obrazek

Według Lanzy świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez #czas i #przestrzeń. Innymi słowy nie jest ona lokalnie przypisana do ciała, tylko jest obiektem kwantowym z zasady nieprzypisanym do miejsca. Jest obiektem, który określa się w trójwymiarowej przestrzeni dzięki zjawisku dekoherencji kwantowej, czyli ostatecznej siły determinującej kierunek, w którym podąży dany układ kwantowy.

Według dr Lanzy w jednym wszechświecie nasze #ciało może być już martwe, ale zawsze będzie istniał jakiś inny wszechświat, w którym może się określić nasza świadomość zyskując tymczasowe przypisanie do czasu i przestrzeni. Gdyby ta teoria była prawdziwa oznaczałoby to, że po śmierci nasza świadomość nie wędruje do piekła czy nieba, ale do innego wszechświata.

#teoria dobrewiadomosci.net.pl//914-teoria-kwan

https://gloria.tv/media/taAzDFQ5bHW
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 27 gru 2015, 00:28

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 06 sty 2016, 23:21

Co kryje Tybetańska Księga Umarłych?

To zagadkowe i poruszające dzieło stanowi opis doświadczeń umierającego człowieka i jest przewodnikiem po kolejnych stadiach zaświatów, gdzie dusza przebywa ponoć 49 dni. Treść księgi do złudzenia przypomina szczegóły z opowieści osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Skąd jej twórca wiedział, jak wygląda życie po życiu?

Obrazek

Główny problem ze śmiercią polega na tym, że nikt nigdy nie ustalił, co dzieje się po niej. Autor "Tybetańskiej Księgi Umarłych" wiedział jednak, że tułaczka po zaświatach trwa 49 dni, a zmarły widuje wtedy świetliste emanacje i doświadcza zjawisk, o których wspominają osoby, które przeżyły śmierć kliniczną.

Skąd się wzięła?

"Tybetańska Księga Umarłych" - znana też jako "Bardo Thodol" (lub "Bar-do Thos-grol") - jest tekstem pogrzebowym opisującym wydarzenia, do których dochodzi w pośmiertnym stanie "bardo" - okresie przejściowym między wcieleniami. Tradycja przypisuje jej autorstwo Padmasambhavie (Guru Rinpocze, 730-810) - mędrcowi i joginowi urodzonemu w indyjskim królestwie Oddiyana, który wprowadził do Tybetu nauki Wadżrajany (jednego z kierunków buddyzmu). Spisany ręką jego uczennicy, Yeshe Tsogyal, tekst został ukryty na wzgórzach Gampo, gdzie znaleziono go ponownie dopiero w XII w.

Pierwsze europejskie tłumaczenie księgi pojawiło się pod koniec lat 20. ub. stulecia. Jej oryginalny tytuł "Wyzwolenie przez słuchanie w stanie przejściowym" zastąpiono prostszą nazwą "Tybetańska Księga Umarłych". Już na samym wstępie - niczym w podręczniku umierania - autor zaleca, by treść wyrecytować nad umierającym lub zmarłym, któremu pomoże to pojąć procesy związane z opuszczaniem ciała fizycznego: "Gdy tylko przestaniesz oddychać, pojawi się przed tobą tak zwana Główna Jasność Pierwszego Bardo
".

Poziomy międzybytu

Bardo jest stanem bezcielesnego trwania między jedną a drugą inkarnacją. Mówiąc najprościej, "Tybetańska Księga Umarłych" stanowi rodzaj "poradnika" o tym, jak skutecznie przejść przez kolejne etapy umierania, których są trzy. Pierwszy - najtrudniejszy - wiąże się z koniecznością uświadomienia sobie śmierci i przebywania w otoczeniu rządzącym się zupełnie innymi prawami niż świat realny. Drugiemu bardo towarzyszą wizje uzależnione od karmy danego człowieka, które przybierają postać pozytywną, jak i negatywną. Trzecie stadium wiąże się z pragnieniem ponownego wcielenia i ujawnieniem "aury" świata, w którym to nastąpi (a nie musi być to wcielenie ludzkie).

Carl G. Jung (1875-1961) - słynny psychiatra i psycholog - napisał komentarz do "Bardo Thodol", w którym wyjaśniał: "Chwila śmierci jest najwznioślejsza i najwspanialsza - dusza wtedy wyzwala się, aby odrodzić się fizycznie 49 dni później. W chwili śmierci człowiek staje się częścią umysłu Buddy - stan ten nazywa się Chikhai [
]. Drugi stan to Chonyid lub bardo doświadczania rzeczywistości. Wtedy człowiek dowiaduje się o znaczeniu dobra i zła, tym, co cenne i bezwartościowe. [
] Trzeci stan to Sidpa lub bardo szukające odrodzenia. W nim dusza przyciągana jest do kochających się par, aż w końcu skupia się na jednej, którą wybiera do swego odrodzenia". To wszystko skrót - droga między kolejnymi "przystankami" jest dużo bardziej skomplikowana.

Wiedz, że nie żyjesz

By przejść przez kolejne etapy zaświatów, trzeba najpierw uświadomić sobie własną śmierć. Nie jest to ponoć łatwe i nieraz "nawet człowiek o bystrym rozumie nie potrafi jej rozpoznać". "Bardo Thodol" podaje, że okres pośmiertnej nieświadomości trwa "cztery i pół doby". Rozstanie ze światem żywych nie przychodzi łatwo: "Zdarza się to wszystkim. Nie pożądaj już i nie tęsknij do tego życia. Gdybyś jednak pożądał go i tęsknił doń, nie będziesz mógł tutaj trwać; nie wyzwolisz się z ustawicznego błądzenia po kolisku samsary [tj. kołowrocie narodzin i śmierci]" - przestrzega księga.

Lektura "Tybetańskiej Księgi Umarłych" nie jest prosta i przyjemna. Dzieło osadzone jest głęboko w tradycji buddyjskiej, a pośmiertne koleje losu nie zawsze opisane są dosłownie. Czas przejścia przez zaświaty ma trwać 49 dni, choć uzależnione jest to od stanu świadomości zmarłego. Ten (cały czas widząc swoje otoczenie) dość późno orientuje się, co naprawdę się z nim dzieje: "Wszyscy bliscy płaczą wówczas, wznoszą krzyki i lamenty, zabierają mu pożywienie, ściągają zeń ubranie, zamiatają wokół łoża. Choć on sam ich widzi, oni go nie widzą, on słyszy, że mówią do niego, lecz oni nie słyszą jego głosu. Z sercem zasmuconym odchodzi
".

Co czuje umarły?

"Bardo Thodol" opisuje też ze szczegółami jasne emanacje i zjawy, które towarzyszą pobytowi w zaświatach. W pewnym momencie umarłemu objawia się na przykład sześć świateł kolejnych "królestw" (od boskiego, przez ludzkie, zwierzęce i piekielne), ale tekst ostrzega, by nie zbliżać się do żadnego z nich. Na którymś z dalszych etapów dusza napotyka z kolei coś, co znane jest z relacji ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej: "Cielesne kształty i postaci twych ziomków, krewnych i bliskich wychodzić ci będą na spotkanie niby we śnie. Będziesz zwracał się do nich słowami mowy, lecz nie otrzymasz odpowiedzi" - wspomina "Bardo Thodol".

Jedną z ciekawszych części księgi są opisy odczuć towarzyszących zmarłemu: "Będziesz się zatrzymywał na krótkie chwile przy mostach, w świątyniach, klasztorach, stupach, chatach i innych budowlach; nigdy na dłużej, bowiem po oddzieleniu się twego umysłu od ciała nie potrafisz nigdzie zagrzać miejsca. Będzie ci zimno, świadomość twoja będzie rozchwiana i niestała. [
] Myślenie stanie ci się przykre i nużące, i w sercu poczujesz dotkliwy chłód. Będziesz doznawał wielkiej, niezmiernej udręki. Będziesz musiał wędrować nie zatrzymując się ani nie przywiązując do jakiegokolwiek miejsca, niczego sobie nie przypominając, o niczym nie myśląc". Te poruszające słowa były dla niektórych niczym deja vu. Okazuje się bowiem, że ramy doświadczeń z "Bardo Thodol" wpisują się dokładnie w to, o czym wspominają osoby, które wróciły z krainy umarłych.

Największa tajemnica

Od wielu lat trwa spór, czy doświadczenia z pogranicza śmierci - tzw. NDE (od ang. near death experience) - stanowią dowód na istnienie życia po życiu czy są to raczej wytwory mózgu mające tłumić świadomość umierania. Choć najczęściej opisuje się je jako podróże przez tunel ze światłem na końcu, NDE obejmują w rzeczywistości szerszą gamę doświadczeń, takich jak poczucie opuszczania ciała, błyski światła, szum lub huk w uszach, poczucie czyjejś obecności czy wreszcie podróże przez różne poziomy zaświatów, kończące się często "przymusem" powrotu do żywych. Co ciekawe, w wizjach względnie rzadko występują postaci świętych, a znaczna ich część ma charakter negatywny i zawiera sceny, które wielu kojarzą się z "piekłem".

Ci, którzy przeżyli śmierć kliniczną (niezależnie od wieku i wykształcenia) wracają z tych doświadczeń zmienieni i uduchowieni. Marek Rymuszko w książce "Polskie życie po życiu" udokumentował opowieści ludzi, którzy na chwilę znaleźli się po "drugiej stronie". Ich relacje przypominają to, co zawarto w "Bardo Thodol". Oto kilka przykładów: "Znalazłam się gdzieś, gdzie było tęczowo i pastelowo oraz panował błogi spokój"; "Ogarnęła mnie nieprzenikniona ciemność. Zaczęłam gdzieś spadać. [
] Ból ustał całkowicie, zrobiło mi się lekko"; "Zobaczyłem fantastyczną jasność - jakby świeciły tysiące jupiterów, które jednak nie raziły w oczy. Wokół mnie ujrzałem inne ludzkie dusze. Niektóre były blisko, inne poruszały się w oddali"; "Widziałam tysiące załamujących się promieni, które nie raziły oczu. [
] Światło zapytało: Powiedz mi, co też tam zdziałałaś. Naraz zobaczyłam film swego życia: lata dzieciństwa, młodzieńcze. Patrzyłam w twarz tego światła, które twarzy nie miało...".

To zaledwie namiastka tego, co dzieje się podczas NDE. Mimo braku naukowego konsensusu w tej sprawie ludzie, którzy przez to przeszli nabierali pewności, że nasza egzystencja nie ogranicza się do pobytu na Ziemi. "Tybetańska Księga Umarłych", a szczególnie jej część dotycząca pośmiertnej świadomości, zainteresowała też parapsychologów, którzy pytali, co dzieje się z duszami, które zgubiły się podczas tej drogi. Czy dają one znaki swojej obecności? A może wszyscy kiedyś przejdziemy przez własne bardo? Nie wiadomo, choć każdy z nas będzie miał szansę to sprawdzić.

_______________________

Cytaty z "Tybetańskiej Księgi Umarłych" pochodzą z tłumaczenia Ireneusza Kani (1984).

Pozostałe cytaty pochodzą z:

Abstracts of the Collected Works of C.G. Jung, red. C. L. Rothgeb, Exeter 1992.

Rymuszko M., Polskie życie po życiu, Warszawa 2011.

http://strefatajemnic.onet.pl/extra/co- ... E.facebook
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 12 sty 2016, 19:31

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 17 sty 2016, 00:47

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 03 lut 2016, 23:13

0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 07 lut 2016, 01:19

Moim skromnym zdaniem dość ciekawy film, traktujący o tzw. jasnowidzeniach, wynikających niekiedy ze zdarzeń będących następstwem... (obejrzycie sami): "Martwa strefa"
Niestety w kinoman.tv ( http://www.kinoman.tv/film/martwa-strefa-1 ), ale zapewne można znaleźć i na innych portalach.
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15551
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 825
Podziękował: 29100 razy
Otrzymał podziękowanie: 23404 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 07 lut 2016, 22:48

Obrazek

Historia Santi Dewi – Prawdziwa historia o reinkarnacji

Historia SANTI DEWI – z archiwum Fundacji NAUTILUS

Ta historia jest uważana za jeden z najbardziej udowodnionych przypadków reinkarnacji w dziejach ziemi. Sprawą interesował się Mahatma Gandhi. Jego zdaniem był to jeden z wielu, za to stuprocentowo dowiedziony i nie pozostawiający cienia wątpliwości fakt powtórnych narodzin. Poznajmy go. Tę niezwykłą historię poznaliśmy dzięki Szwedowi, Stur Linnerstrandowi, który zainteresował się przypadkiem Santi Dewi, kiedy przebywał w Indiach. Była to historia z początku XX wieku, dlatego trudno było dotrzeć do dokumentów i świadków. Linestrand przez kilkadziesiąt lat przyjeżdżał do Indii i dzięki temu udało mu się zgromadzić materiał świadczący o prawdziwości niesłychanie rzadkiego zjawiska: pamięci o wcześniejszym wcieleniu. Warto dodać, że w latach trzydziestych ub. wieku historia Santi Dewi była znana w Europie Zachodniej, nie mówiąc o Indiach. Zacznijmy od początku. Jest 11-sty grudnia 1926 roku, kolonialne Indie. W małym szpitalu w Delhi młoda kobieta, Prem Pjari, rodzi dziewczynkę. Już wcześniej razem ze swoim mężem ustalili, że nadadzą dziecku imię Santi Dewi. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej dziecko będzie wyjątkowe
.

Lekarze zapamiętali, że tuż po urodzeniu dziewczynka nie płakała jak inne dzieci, ale uważnie rozglądała się wokół. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Santi Dewi miała dwa lata, zaczęła wypowiadać słowa w dziwnym dialekcie. Jej akcent był podobny do tego, w jakim mówią ludzie w mieście Mahura. Rodzice byli tym zaskoczeni, ale uznali, że jest to jeszcze jedno dziecięce dziwactwo. Dziewczynka była małomówna, wręcz nieufna. Przełom nastąpił wtedy, kiedy ukończyła cztery lata. Wtedy ku przerażeniu rodziców powiedziała, że jest żoną bramina z miejscowości Mutra, która zmarła i teraz, jako Santi Dewi ponownie przyszła na świat. Dziewczynka opisywała dokładnie dom, w którym mieszkała, swojego męża i rodzinę. Pamiętała nawet, jaki był jej adres w Mutrze. Prosiła, że chce jechać do swojego prawdziwego domu i zobaczyć syna. Według jej słów zmarła przy jego narodzeniu.

Rodzice byli wstrząśnięci tym, co mówi ich córka. Santi Dewi wyrażała się w sposób, w jaki mówią dorosłe kobiety. Mówiła wyraźnie: to nie jest mój prawdziwy dom. Jestem mężatką, a mój mąż mieszka w Mutrze. Pamiętała wszystko, numer ulicy i domu, nawet imię męża. Czteroletnia dziewczynka powtarzała zapłakanym rodzicom, że tak naprawdę nazywa się Ludżi Dewi, i mieszkała ze swoim mężem w żółtym domu przy ulicy Chaubych w Mutrze. Podawała przy okazji setki, jeśli nie tysiące szczegółów: jak wygląda pobliska świątynia, jaki jest rozkład pokoi w jej prawdziwym mieszkaniu. Santi Dewi wiedziała o wiele za dużo, jak na czteroletnie dziecko. Rodzice myśleli, że jej to przejdzie, dziecko jednak uparcie opowiadało, że jest jedynie wcieleniem innej osoby. Przełom nastąpił wtedy, kiedy Santi Dewi skończyła 9 lat. Jej ojciec nagle zrozumiał, że miasto, o którym mówi jego córka, to Mahura. Mieszkańcy Mahury nazywali swoje miasto Mutrą. Wraz z dyrektorem szkoły, do której chodziła jego córka, postanowił szukać mężczyznę z opowieści córki. W książce adresowej był człowiek, który nazywał się dokładnie tak, mówiła Santi Dewi.

Obrazek

Napisali do niego list Wielce Szanowny Panie! W dzielnicy Delhi jest dziewczynka, Santi Dewi, córka kupca Ranga Bahadura . Jest ona niespełna 9-letnim dzieckiem, i podaje niezwykłe informacje dotyczące Pana osoby. Twierdzi, co następuje: „w moim poprzednim wcieleniu przynależałam do kasty Chaubych, żyłam w Mutrze i miałam męża, Kedara Nata. Posiadał on sklep w pobliżu świątyni Władcy Dwaraki. Miałam na imię Ludżi Dewi, a dom, w którym mieszkałam był żółty”. Szanowny Panie, chcemy sprawdzić, czy w jej opowieści kryje się prawda. Jeżeli list Pana zainteresował, prosimy o odpowiedź Odpowiedź przyszła już po trzech tygodniach. List był następującej treści. Szanowni Panowie! Jestem wstrząśnięty treścią listu, który od Panów otrzymałem. Wszystko się zgadza, co do joty. Moja zmarła żona miała naprawdę na imię Ludżi Dewi. Posiadam także sklep niedaleko świątyni Władcy Dwaraki. Kim jest dziewczynka posiadająca te dane? W Delhi mam kuzyna, któremu zleciłem natychmiastowe skontaktowanie się z Panem. Będę wdzięczny, jeśli będę miał możliwość spotkania się z tym dzieckiem. Niech Kryszna ma nas w swojej opiece.

Kuzyn, o którym wspomniał w liście Kedar Nat, natychmiast przyjechał do domu Santi Dewi. Kiedy dziewczynka spojrzała na niego, od razu rozpoznała kuzyna swojego męża. Nie tylko, że rozpoznała, ale powiedziała dokładnie, jak się nazywa, i gdzie mieszka. Pamiętała także, że kuzyn odrzucił propozycję pracy w sklepie jej męża. Można przytoczyć tylko jeden krótki fragment rozmowy. Na pytanie, ilu braci miał jej mąż, Santi Dewi odpowiedziała, że tylko jednego, który nazywał się Jet, był słaby i chorowity, skarżył się na bóle pleców. I znów informacje podawane przez dziecko zgadzały się w stu procentach. I wtedy rodzina Santi Dewi podjęła dramatyczną decyzję: postanowili doprowadzić do spotkania ich 9-letniej córki z jej byłym mężem. Dziecko opisywało szczegółowo okoliczności swojej śmierci. Umarła w szpitalu podczas porodu. Ale w jej historii było jeszcze coś więcej: pamiętała także, co się z nią działo w przerwie między wcieleniami. Chodzi w sumie o ponad rok. Ludżi Dewi zmarła podczas porodu 4 października 1925 roku, a na ziemię, już jako Santi Dewi, powróciła po roku, dwóch miesiącach i siedmiu dniach, 11 grudnia 1926 roku. Opis jej pobytu w zaświatach jest tak fascynujący, że poświęcimy mu dzisiaj więcej czasu. Ale wróćmy do 34 roku, kiedy to do rodziny dziewczynki przybywa mężczyzna, którego ona uważa za swojego męża z poprzedniego wcielenia. Kedar Nat otrzymał list od swojego kuzyna. W liście kuzyn pisze: ta dziewczynka wie o tobie wszystko, a także wie wszystko o sprawach, które wydarzyły się w Mutrze. Przyjedź sam i przekonaj się na własne oczy. Do Delhi Kedar Nat wybiera się razem ze swoją obecną żoną oraz synem z poprzedniego małżeństwa. Jeżeli informacje o ponownym wcieleniu jego nieżyjącej małżonki są prawdziwe, to właśnie ten chłopiec będzie jej synem. Do Delhi przybył późnym wieczorem. Oto zapis wydarzeń, który znajduje się w raporcie specjalnej rządowej komisji badającej ten przypadek.

Kedar Nat był czterdziestoletnim mężczyzną. Na spotkanie z Santi Dewi postanowił przyjść w przebraniu. Postanowił przedstawić się jako własny kuzyn. Kiedy jednak wszedł do pokoju, dziewczynka natychmiast rozpoznała w nim swojego męża. Dokładnie pokazała, w którym miejscu ma bliznę po dawnym wypadku. Najbardziej wstrząsające było jej spotkanie z jej własnym synem. Tak długo na Ciebie czekałam – mówi szlochając – wreszcie przyszedłeś
Kedar Nat jest w szoku. Siedząca naprzeciwko niego 9-letnia dziewczynka wie o nim wszystko, zna nawet najbardziej intymne szczegóły ich wspólnego życia. W pewnym momencie pyta, czy dotrzymał obietnicy danej jej na łożu śmierci. Kedar obiecał, że już się więcej nie ożeni. Mężczyzna zaczyna płakać, prosi o wybaczenie. „Wybaczam Ci, bo Cię kocham” – odpowiada dziewczynka.

Obrazek

Jest jeszcze sprawa pieniędzy, która jest niezwykle przekonująca. Tak, chodzi o to, że umierając Santi Dewi prosiła swojego męża, aby 150 rupii ofiarował na rzecz ich nowo narodzonego syna. Jednak Kedar Nat nie dotrzymał tej obietnicy. Santi Dewi dokładnie opisała skrytkę, gdzie jej rodzina trzymała pieniądze. O przypadku nie mogło być mowy. Sprawą zainteresował się sam Mahatma Gandi. To na jego polecenie zostaje powołana specjalna rządowa komisja, która bada ten ewidentny dowód na istnienie reinkarnacji. Oto fragment wypowiedzi Santi Dewi, który został zaprotokołowany do sprawy.

W czasie porodu czułam się bardzo źle. Wszystko przez odłamek kości, który wbił mi się w stopę wiele lat wcześniej podczas pielgrzymki do Hadvardu i zaczął przemieszczać się w górę nogi. Lekarze tego nie rozpoznali, ale i ja nie byłam u żadnego specjalisty. Sprawa wyszła dopiero wtedy, kiedy operowano mnie przed porodem w szpitalu w Agrze. Wtedy powiedziano mi, że nie mam szans na urodzenie dziecka, jeżeli nie będę miała wcześniej operacji.

Warto powiedzieć, że wszystkie szczegóły zgadzały się, a mówiła to przecież 9-letnia dziewczynka. Ojciec Santi Dewi jest niechętny wyjazdowi jego córki do domu jej byłego męża. Zgadza się dopiero na skutek osobistej prośby Mahatmy Gandhiego. 24 listopada 1935 roku z Delhi wyrusza grupa piętnastu szanowanych w mieście osobistości wraz z Santi Dewi. Do Mutri udaje im się dotrzeć w okolicach południa. Oto zapis wydarzeń:

Tuż po wyjściu z wagonu dziewczynka podbiega do starszego mężczyzny, w którym rozpoznaje starszego brata swojego męża. Ten łapie się za głowę i mówi: mój Boże, a więc to jest prawda! W trakcie drogi do domu Santi Dewi ze szczegółami opisuje każdą ulicę i sklep. Wreszcie grupa dociera do domu. Dziewczynka opisywała budynek jako żółty, tymczasem jest on biały. Po chwili konsternacji ktoś mówi, że budynek zawsze był żółty, ale ostatnio został przemalowany. Tego Santi Dewi nie mogła wiedzieć
W domu w Mutri Santi Dewi rozpoznaje przedmioty i domowników. Zna wszystkie zakamarki, wszystkie skrytki. W pewnym momencie pokazuje miejsce, gdzie była studnia. Po studni nie ma jednak ani śladu. Ktoś odsłania jednak kamień i pokazuje się wlot studni, o której zapomnieli wszyscy domownicy. Członkowie rządowej komisji wiedzą, że oto na ich oczach rozgrywa się coś wyjątkowego. Oto dowód na reinkarnację, wędrówkę dusz, o której od tysięcy lat opowiadają mędrcy i starożytne ludy. W swoim raporcie komisja określa przypadek Santi Dewi jako „ w pełni dowiedziony przypadek reinkarnacji”. O Santi Dewi zaczynają pisać europejskie gazety. Traktują ją jednak jako „indyjską ciekawostkę”.

Ta historia zawiera tysiące elementów, które mogą być traktowane jako dowody na prawdziwość przeżycia Santi Dewi Podczas zwiedzania domu w Mutri, lokator domu nagle zapytał Santi Dewi o to, gdzie znajduje się jai-zarur. W ten sposób w miejscowym żargonie nazywano łazienkę. Nikt, poza mieszkańcami miasta, nie zorientował się, o co chodzi. Miał to być rodzaj testu. Dziewczynka prawie natychmiast uśmiechnęła się i pobiegła do małych drzwi w korytarzu, gdzie była łazienka. Jeszcze przed otworzeniem tych drzwi szczegółowo opisała, co znajduje się w środku. Kolejna sprawa to rozpoznawanie osób i pamiętanie przez dziewczynkę ich imion. Oto jedna ze scen, które znalazły się w rządowym raporcie.

Na ulicy Chaubych w Mahurze szedł 30-letni mężczyzna. Na jego widok Santi Dewi zaczęła radośnie podskakiwać, po czym rzuciła się mu na szyję. Zdumionym członkom komisji oświadczyła, że jest to jej brat, Nutura Nat. Ładnie wyglądasz – powiedziała do niego Santi Dewi – czy pamiętasz, jak bardzo byliśmy do siebie podobni? I jak często śmialiśmy się z tego? Mężczyzna nie mógł ukryć wzruszenia. Głośno dziękował Bogu za możliwość spotkania swojej siostry po tylu latach. Zadał dziewczynce kilka pytań dotyczących ich rodziny, ale odpowiadała na nie szybko i pewnie, wymieniała nazwiska, ulice i imiona. Kiedy 9-letnia dziewczynka udzielała odpowiedzi, zmieniała się jej twarz. Wyglądała wtedy niczym dorosła, doświadczona kobieta.

Ani jedna z udzielonych przez Santi Dewi informacji dotyczących okoliczności jej poprzedniego życia nie okazała się nieścisła. Dziewczynka zachowywała się jak dorosła kobieta. Wobec męża, Kedara Nata, Santi Dewi była powściągliwa, jak przystało na strzegącą obyczajów hinduską żonę. Natomiast w stosunku do syna to niespełna dziewięcioletnie dziecko okazywało uczucia macierzyńskie. Tuliła syna do piersi i płakała, mimo, że był on prawie jej rówieśnikiem. Hinduska komisja wykluczyła, aby na dziecko ktoś wywierał presję na opowiadanie historii o poprzednim życiu, co więcej, rodzice stanowczo nakłaniali ją do wyrzucenia z pamięci wspomnień z poprzedniego życia, gdyż obawiali się o jej zdrowie. Odrzucono także możliwość zahipnotyzowania dziewczynki, gdyż i taki wariant brano pod uwagę. Znała ona tak intymne szczegóły życia swojego męża, że ten bardzo często prosił ją, aby przestała mówić, gdyż czuje się skrępowany. Sięgnijmy jeszcze raz do raportu opisującego pobyt Santi Dewi w domu swojego męża z poprzedniego wcielenia. W pewnym momencie dziewczynka sama zaczęła oprowadzać po domu komisję i rodzinę.

Proszę bardzo, wchodźcie państwo. Jako mężatka tutaj spędzałam najwięcej czasu. Tutaj trzymałam moje tulsi, ozdoby, ubrania, no wszystko. A tutaj jest kuchnia
pokój sypialny. Tutaj stało moje łóźko, a teraz został po nim tylko ślad. A tu był mój ołtarzyk Kriszny, ale teraz ktoś go zabrał. Na tej ścianie wieszałam ubrania, a tutaj stały te skrzynie, które teraz są w przedpokoju. W tej szafie trzymałam moją biżuterię. O
jest tu nadal! A ten sznur pereł dostałam od Ciebie Kedar. Czyż nie jest piękny?

Obrazek

Warto powiedzieć, że w pewnym momencie Santi Dewi podniosła jedną z desek w podłodze, pod którą był tajemny schowek na pieniądze. Zapytała, gdzie znajduje się 150 rupii, które schowała dla syna. Zawstydzony mąż odpowiedział, że musiał je wydać na inny cel, i że bardzo ją za to przeprasza. Wszystkie szczegóły zgadzały się co do joty. Santi Dewi odpowiadała tak precyzyjnie na pytania związane ze swoim życiem w domu, że uznano za bezcelowe dalsze sprawdzanie jej prawdomówności. Drodzy czytelnicy Nautilusa, najciekawsze dopiero przed wami. Przypadek reinkarnacji Santi Dewi jest o tyle ciekawy, że dokładnie pamięta ona okres pomiędzy wcieleniami. Dzięki jej opisowi możemy się dowiedzieć, co się z nami dzieje po śmierci. Kiedy komisja rządowa wróciła do Delhi, na prośbę Mahatmy Gandhiego powstał raport. Ustalono w nim, że reakcje Santi Dewi były autentyczne, zaś jej historia jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie reinkarnacji. Raport ten opublikowano, ale także przekazano do analizy wielu znanym naukowcom. Żaden z nich jednak nie zdołał podważyć przedstawionych w nim dowodów. I jeszcze jeden fragment tego raportu. Mówi Rang Bahadur, ojciec Santi Dewi z obecnego wcielenia:

Do czwartego roku życia Santi Dewi nie mówiła praktycznie nic, jakby wstydziła się swojej wiedzy. I nagle zaczęła opowiadać, że tak naprawdę jest mężatką, ma syna i rodzinę w Mutri. Czteroletnie dziecko nagle oświadczyło, że jej rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami, jej dom nie jest jej prawdziwym domem i że tak naprawdę mieszka w mieście, o istnieniu którego nikt z nas wcześniej nie słyszał. W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co?

O historii Santi Dewi było przez chwilę głośno nawet w chrześcijańskim, zachodnim świecie, ale przyszła druga wojna światowa i natychmiast o sprawie zapomniano. My jednak ustaliliśmy, co się z nią działo później. Santi Dewi wróciła do szkoły, i wyrosła na spokojną, opanowaną kobietę. Z Kedarem Natem, swoim mężem z poprzedniego wcielenia, utrzymywała kontakt listowny, ale ich korespondencja ograniczała się do serdecznych pozdrowień. Traktowała go jak kogoś w rodzaju osobliwego krewnego. Po ukończeniu studiów powróciła do Delhi. Wtedy zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców zdecydowała, że nigdy już nie wyjdzie za mąż.

Czuję się, jak wdowa. A według niepisanego prawa wdowa nie może powtórnie wychodzić za mąż. Zresztą nadal kocham swego męża, pamięć o nim jest dla mnie święta i nikt nie potrafiłby go zastąpić. Moja decyzja jest ostateczna. Najbardziej ciekawy wydaje się jednak czas, który spędziła Santi Dewi w zaświatach. Mówiła o nim niechętnie, gdyż obawiała się, że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników. Przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy szwedzki badacz Stur Lonerstrand spotkał się z Santi Dewi. Wtedy była ona już dojrzałą kobietą, i zgodziła opowiedzieć mu o świecie po śmierci fizycznego ciała.

Obrazek

Santi Dewi uważała, że poprzez swoje doświadczenie otrzymała klucz do poznania jednej z największych tajemnic świata. Dokładnie i szczegółowo zaczęła opisywać, co działo się z nią, gdy jako Ludżi Dewi zaczęła umierać podczas porodu.

Śmierć nie następuje tak szybko, jak to się ludziom wydaje. Najdłużej pozostaje zmysł powonienia. Nie chciałam umierać. Bez przerwy modliłam się do Kriszny i powtarzałam mantrę, aby pozostać na Ziemi. I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. Leżałam w szpitalu i wiedziałam, że muszę umrzeć, ale wciąż kurczowo trzymałam się życia. Byłam cały czas świadoma tego, że przestaje bić moje serce. I nagle poczułam się wolna i nieskończenie pomniejszona. Czułam się, niczym punkt w przestrzeni. A jednocześnie był we mnie cały wszechświat. Otoczyły mnie istoty, które znałam i kochałam. Wszystko było jednością. Myślę, że gdyby tu, na ziemi, ludzie zrozumieli, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, to nie robiliby sobie nawzajem krzywdy. Po śmierci bowiem uświadamiamy sobie związki, których nie dostrzegaliśmy podczas życia. Wiedziałam, że jest tam źródło nieskończonego dobra, niczym centralne słońce, którego nie widziałam, ale czułam, że istnieje. Nie byłam gotowa na połączenie z tym światłem, musiałam wracać na ziemię, aby dalej się uczyć. Mój rozwój nie był dokończony, taki bowiem jest sens wędrówki dusz, taki jest sens istnienia świata. Pamiętam wstąpienie w łono mojej matki, i potworny ból narodzin. Wiem, że kiedy znowu umrę, wrócę do tego cudownego światła. Nie boję się śmierci, bo ona nie istnieje


Wielokrotnie zadawano Santi Dewi pytanie, dlaczego akurat ona pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie. Santi Dewi zawsze odpowiadała, że podczas śmierci prosiła Boga o to, aby pozwolił jej spotkać się z mężem w tym ziemskim świecie. Prośby jej zostały wysłuchane. „popełniłam błąd, za bardzo chciałam powrotu na ziemię” – mówiła. Ale Santi Dewi powiedziała także, że w życiu nie ma przypadku. Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy. Czytając relację z rozmów z Santi Dewi możemy dowiedzieć się wielu szczegółów dotyczących prawa cyklu narodzin i śmierci. Jeżeli jest tak naprawdę, to świat wygląda zupełnie inaczej, niż myślimy. A oto fragment jej wizji świata, wizji kobiety, która pamięta swój pobyt w zaświatach.

Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość. Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania
.

źródło: fundacja Nautilus

http://www.wisznuizm.info/historia-sant ... nacji.html
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6439
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11513 razy
Otrzymał podziękowanie: 11987 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » poniedziałek 08 lut 2016, 09:58

Piękna historia

DZIEKUJĘ :)
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
belfanior
Posty: 383
Rejestracja: niedziela 28 wrz 2014, 19:58
x 8
x 22
Podziękował: 1273 razy
Otrzymał podziękowanie: 882 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: belfanior » piątek 26 lut 2016, 21:58

Dosc poruszajaca historia która zdarzyla się nie tak dawno temu...mam nadzieje na temat... :mrgreen:
Mam znajomych,w tamtym czasie byli malzenstwem z jednym dzieckiem,usilnie starajacym się o drugie.
Cos nie wychodzilo,przez dość dlugi czas ale ze cierpliwosc jest cnota (podobno :mrgreen: )
a pracowitosc poplaca-udalo się!!!Alleluja!
Kobita w ciaze zaszla ,a po szczesliwej dziewiatce-wypelnionej zreszta codziennym zyganiem :lol: ,urodzila zdrowego synka nazwanego Bartus.
Bartus rosl...szybko,w miare zdrowo,po pewnym czasie okazalo się ze do aniolkow zdecydowanie nalezec nie będzie!
Noo...charakterny byl-ani slowa.
Mial wtedy ze 3 latka...Rodzice wybrali się do przyjaciol w odwiedziny,a ze odwiedziny były zakrapiane ,nie wypadlo do domu samochodem wracac.Skonczylo się więc noclegiem.
W nocy szczesliwy ojciec Bartka wstal aby pecherzowi ulzyc...na korytarzu domu zobaczyl dziewczynke w nocnej koszuli...Noc,spytal dlaczego nie spi (przekonany ze to corka gospodarzy)
Dzieciak nie odpowiedzial...pewnie zaspany,po powrocie z toalety dziewczynki już nie było.
Rzecz w zasadzie bez znaczenia,zapomniana by była wkrotce.
Rano sniadanie i powrot do domu.
Rzecz nie byłaby warta wzmianki gdyby nie...Bartus!
Od czasu tej imprezy,wcale nie takiej pamietnej,zaczal zachowywac się jakby szatan w niego wstapil,a wspominalem już wczesniej ze „normalnie”, diabla by o wrzody przyprawil.
Wrzeszczal ,krzyczal,rzucal zabawkami,czasem...gadal z kimś calymi godzinami.
Noc przynosila jeszcze większe atrakcji,kladl się z rykiem a na pytania matki odpowiadal ze...Ania mu zabiera poduszke...
Rodzicielka już zaczynala się domyslac ze z dzieciakiem cos zlego się dzieje,a ja...male sledztwo przeprowadzilem w okolicy tego „imprezownego”domu...
Miedzy nami mowiac-wysilac się nie musialem,bo-jako ze mieszkam w Irlandii,tu
wszyscy o wszystkim i wszystkich wiedza.
Wystarczy więc rzucic temat by ten plyyyyynal jak Guinnes z beczki! :mrgreen:
Co wyszlo na jaw:Dom ten parokrotnie zmienial wlasciciela ale...jakies 60-80lat temu
(roku nikt nie pamietal-wszyscy już na bani byli... )mial tam miejsce przykry wypadek.Podczas kapieli utopilo się dziecko...dziewczynka o imieniu Ann.
Gdy przylecialem z tymi rewelacjami do rodzicow,zachwyceni nie byli.
Zaczelismy szukac...udalo mi się znalezc czlowieka zajmujacego się...nazwijmy to,
pomoca w takich przypadkach.Trafilismy na niego wlasciwie przypadkiem,polecila go mloda ,wytatuowana dziewczyna,sama obdarzona czymś w rodzaju drugiego spojrzenia.
Seamus jak sam siebie okresla jest „spiritual healerem”ale procz kontaktu z,hmmm...zaswiatami,rowniez leczy.
Zadzwonilem,wsiadl bez ceregieli w samochód (choc mieszkal od nas 120km...)Kasy nie wzial...co stawia go w kregu sprawiedliwych...
Malusienki,lysy czlowieczek o ujmujacym sposobie bycia.
Nie ma rak...a raczej ma tylko...
Wyglada to na ofiare Thalidomidu,jeden nadgarstek wyrasta mu z lokcia,a dalej trojpalczasta dlon...w drugiej rece nadgarstka brak...nieruchoma dlon laczy się bezposrednio z koscia ramieniowa.
Usiadl,pogadal z Bartkiem...No i mowi ze jest tu dziewczynka,w dość staromodnej sukience...
Poprosil swoich rodzicow aby przyszli i pomogli Annie odejsc.
Ale nie chciala z nimi pojsc...zatem oni (rodzice)sprowadzili kogoś kogo ona zna...
Poszla...Seamus mowil ze szla na paluszkach z rekoma wzniesionymi w gore.
Rozplakal się potem...A Bartek powiedzial:Ania powiedziala Pa Pa !Pokazal kiwajac dlonia...
Brzmi jak bajka...prawda.Bajka nie jest!
Bartek dalej drze się,tzn wrocil do dawnej formy...ale już mu nikt poduszki nie zabiera...
Co do Seamusa,zaprzyjaznilem się z tym facetem.byl w polsce-mowi ze straszny kraj!!!
Nie można przestac jesc... :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Ze mna tez troche poczarowal.
Moim zdaniem kazdy ,raz w zyciu, powinien czegoś takiego doswiadczyc.
Kiedys o tym opowiem...moze...
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6439
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11513 razy
Otrzymał podziękowanie: 11987 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 28 lut 2016, 17:37

Niesamowita historia ! Ciekawe co by było gdyby Ania nie zechciała odejść ? Tak się zastanawiam ,skoro Bartuś widział Anię ,to może widzi też inne duchy ? Czy ktoś go o to zapytał ?
Myślę że Bartuś jeszcze pokaże co potrafi :D
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

AgaJaga
Posty: 141
Rejestracja: niedziela 21 lut 2016, 14:44
x 2
x 16
Podziękował: 291 razy
Otrzymał podziękowanie: 254 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: AgaJaga » czwartek 03 mar 2016, 12:23

Trzy tygodnie temu po ciężkiej chorobie odszedł mój tato. Umarł w domu rodzinnym. Po jego śmierci jako jedyna slyszalam krakanie nad domem (od razu skojarzyło mi sie ze śmiercią). Dzis będąc u mamy coś mi mignęło na końcu przedpokoju pod drzwiami pokoju w którym w ostatnich miesiącach mieszkał, zaczęłam się przyglądać widziałam unoszące się coś na kształt dymu lub energii, nie ma tam okien wiec w ciemnym przedpokoju łatwo było to dostrzec. Czy biedaczek możne do tej pory się krzątać? Czy mogę się zwrócić np bezpośrednio do jego opiekuna by go zabrał? Chciałabym żeby przeszedł już w lepsze miejsce.
0 x



ODPOWIEDZ