Strona 1 z 1

Rozważania o medytacji - mętlik w głowie -Mam problem ,medytacja

: środa 02 sty 2019, 16:57
autor: katarynka
Witam wszystkich, forum czytam już od pewnego czasu, ale dopiero teraz zdecydowałam się na założenie konta, ponieważ męczy mnie pewna sprawa.
Chodzio o medytację. Jako że wielu ludziom jest ona i daje ona wiele korzyści, właściwie jest czymś uniwersalnym, to jednak mnie zastanawia jej sens praktykowania oraz to skąd pochodzi. Mianowicie, medytacja została spopularyzowana przez buddyzm, a konkretnie przez Buddę i wielu ludziom się z nim zresztą kojarzy. Jednakże, mało ludzi praktykuje ją w taki sposób jak robił to jej propagator, czyli ciągłe praktyki medytacyjne aż do osiągnięcia pełnego oświecenia (Budda siedział pod drzewem 6 dni i nocy aż osiągnął pełne oświecenie i wyzwolił się od iluzji rzeczywistości). Dlaczego więc nikt go nie naśladuje dosłownie, skoro on po to ludzi uczył medytacji?

My praktykujemy medytację wybiórczo, żeby pozbyć się negatywnych programów/emocji i skupić na pozytywnych, a jednak Budda całkowicie porzucił doczesny świat i "chciał pozbyć się wszystkiego" tzn. mówił, że każde pragnienie wiąże się z cierpieniem, że trzeba wyzwolić się od cierpienia, nawet te pozytywne potrzeby, ponieważ będą one później prowadziły do cierpienia. Cała filozofia buddyzmu kojarzy mi się z taką ucieczką od życia i przeświadczeniem że świat jest zły i jest iluzją, więc za pomocą medytacji i pewnych technik trzeba się od niego wyzwolić. W tym wypadku skupianie się na pozytywnych rzeczach też jest złe, ponieważ najlepiej by było mieć neutralny stosunek do wszystkiego i uciec od tego świata.

Szukam swojej drogi i bardzo dużo osób zachwala praktyki buddyjskie, stawia sobie Buddę jako wzór człowieka oświeconego, a jednak nikt nie postępuje dokładnie tak jak on i nie wyrzeka się życia doczesnego. Przez właśnie takie myślenie nie mogę przekonać się do praktyk medytacyjnych, bo jakby prawdziwy ich sens nadany ok. 2500 lat temu został zatracony. Być może mój problem polega na tym, że nie wyznaję pół środków i jeżeli miałabym coś praktykować, to robiłabym to według jego pierwotnego przeznaczenia, a nie tak jak mi wygodnie. I chociaż mało jest krytyki wokół tej filozofii (nie mówię o religii) to jednak nikt nie praktykuje jej tak jak uczono u źródła. Jaki jest Wasz stosunek do tej filozofii? Byłabym wdzięczna, gdyby ktoś się wypowiedział na ten temat, bo chyba się trochę zagubiłam w moich rozmyślaniach.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku! ;)

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: środa 02 sty 2019, 18:40
autor: songo70
..czy to budda jest ojcem medytacji- raczej nie, pewnie dał sobą jakiś model życia. Czasem rozmawiam z kolegą Anglikiem,-
który zaczął medytacje, ale trzeba z góry zaznaczyć, że to co jednemu pomaga- to niekoniecznie innemu,-
tj z lekami i dietami- to są sprawy b.indywidualne, a nie panaceum na wszystko dla każdego.
Krótka dygresja- właśnie model medycyny Chińskiej jest prawidłowy, bo traktuje on każdego pacjenta b.indywidualnie,-
i oferuje b.indywidualne terapie wyłącznie dla danej os. :)

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: środa 02 sty 2019, 22:40
autor: blueray21
Witaj @katarynka na forum.
Jest wiele możliwości opuszczenia tego świata na stałe i wcale nie wymaga to medytacji, natomiast wymaga jej opuszczenie tego świata (świadomością) i powrót do niego z powrotem.
Skoro jesteś na tym świecie to twoja dusza chciała czegoś doświadczyć, może coś naprawić, może coś innego, co jest możliwe jedynie w świecie fizycznym. Medytacja ułatwia kontakt z różnymi światami (przez nas zwanymi zaświatami), ale także kontakt ze swoją duszą czy innymi istotami energetycznymi.
Co do powoływania się na Buddę, to w rzeczywistości nikt nie może powiedzieć czego on doświadczał, bo jak kolega wspomniał, jest to bardzo indywidualna sprawa. To, co zapisano może być tak samo dalekie od prawdy jak choćby chrześcijańskie ewangelie. Stąd na twoim miejscu nie przywiązywałbym do tego wielkiej wagi.

Gdy już potrafisz medytować, możesz poprosić o kontakt z Buddą i jego świadomość skontaktuje się z twoją, wtedy otrzymasz wszystkie odpowiedzi z pierwszej ręki. W medytacji nie ma rzeczy niemożliwych.
Gdy już wejdziesz w prawdziwą medytację, te wszystkie teraźniejsze dywagacje będą ci się wydawały przedszkolem, jeśli nie żłobkiem, czego ci życzę.
Oczywiście są też jakieś niebezpieczeństwa związane z opuszczaniem ciała przez świadomość i trzeba się do tego dobrze przygotować, aby nie ściągnąć sobie jakichś podczepień energetycznych itp.

Edit: ten temat połączę potem z innym o medytacji, który istnieje.

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: środa 02 sty 2019, 23:34
autor: katarynka
Bardzo dziękuję za odpowiedzi i za przyjęcie mnie do grona forumowiczów :)

"Jest wiele możliwości opuszczenia tego świata na stałe i wcale nie wymaga to medytacji, natomiast wymaga jej opuszczenie tego świata (świadomością) i powrót do niego z powrotem."

Czy mógłbyś/mogłabyś rozwinąć temat? co wymaga opuszczenie czego? Bo chyba nie rozumiem.

Najbardziej to co mi nie odpowiada w tej filozofii to to, że moim zdaniem w dosłownym zrozumieniu namawia do porzucenia wszystkiego, w tym porzucenia pozytywnych emocji i pragnień bo one prędzej czy później doprowadzą do cierpienia.

Tak samo nie potrafię sobie wyobrazić Boga jako pustki/nieskończoności bez ruchu/nicości, bo teraz mamy tak wiele pięknych emocji takich jak Miłość i Radość, że po prostu mi to nie pasuje… ale być może nie pojmę tego teraz.. Czy mogę zapytać w jakiego Ty Boga wierzysz (oczywiście jeśli wierzysz 🙂 )? Jak go postrzegasz?

Zatem, szukając zrozumienia w tym wszystkim czym się kierować? Czym się kierować w filtrowaniu informacji które potrafią być tak sprzeczne? Intuicją/sercem?

Przepraszam za zasypanie pytaniami, aczkolwiek Wasze odpowiedzi i tak mi dużo rozjaśniły :)

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: środa 02 sty 2019, 23:43
autor: songo70
1. w Buddyzmie nie ma Boga jakiego znamy z innych wierzeń
2. droga do wyzwolenia z cierpienia tego świata- to porzucenie w zasadzie wszystkiego, bo to wiedzie do cierpienia
3. medytacja to droga do tego wyzwolenia

ale jak pisze jeden kolega z forum "dla każdego coś innego" ;)

to temat długi prawie jak droga do oświecenia ;)

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: środa 02 sty 2019, 23:57
autor: katarynka
"1. w Buddyzmie nie ma Boga jakiego znamy z innych wierzeń
2. droga do wyzwolenia z cierpienia tego świata- to porzucenie w zasadzie wszystkiego, bo to wiedzie do cierpienia
3. medytacja to droga do tego wyzwolenia"

@songo70 Nie rozumiem dlaczego to wypisałeś :) Właśnie o tych założeniach rozmyślam, bo są filarami buddyzmu, ale po prostu coś mi tu nie pasuje, dlatego ten post z rozkminamu :) Rozumiem, że to popierasz czy jak ?

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: czwartek 03 sty 2019, 00:02
autor: songo70
.. nie wiem czy popieram i czy to ma jakieś znaczenie, to pewna prawda sporej grupy ludzi na świecie,-
dla mnie jedna z wielu prawd.

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: czwartek 03 sty 2019, 00:16
autor: blueray21
Oczywiście opuścić ten świat na stałe, może powiem dokładniej opuścić to wcielenie, oznacza pozbawienie życia swojego ciała.
Druga część jest chyba oczywista i dotyczy podróżowania świadomością poza ciałem, co wymaga nieco nauki i treningu medytacji.
Ja wierzę, jak to @Kiara nazywa w "Stwórcę Wszechrzeczy", choć nazwy tej energii bywają różne, to nie jest katolicki bóg, czy Jahwe. Jak zapewne wiesz energia nie zna spoczynku, zawsze musi być w ruchu, jak prąd w przewodach, żeby wykonać jakąkolwiek pracę, musi nimi przepływać. Więc Stwórca to nie jest dla mnie "Bóg Ojciec" na chmurce, tylko Absolut. O postrzeganiu zawsze decyduje nasza osobista wyobraźnia, choć dla większości, są to wprogramowane wyobrażenia.
Zawsze kierować się sercem, intuicją, jednak potrzeba się nieco wyczulić aby te sygnały poprawnie odbierać (trening), bo podszepty mogą być różne, ale intencje zawsze muszą być czyste i klarowne. To oznacza, że w materialnym świecie nie zawsze będzie to opłacalne, ale jesteśmy tu zwykle po to, aby dokonywać trudnych wyborów.
Nie zgadzam się z tezą, że trzeba się tu czegokolwiek wyrzekać, za wyjątkiem krzywdzenia każdej formy życia.
Trzeba kreować tu sobie godne warunki, żaden Ojciec nie chciałby aby jego dzieciom powodziło się źle, ale trzeba też pomyśleć lub dowiedzieć się o warunkach obecnej inkarnacji, co sobie pozostawiliśmy po poprzednich wcieleniach.
Nie zgadzam się też z twierdzeniem, że emocje, czy pragnienia prowadzą do cierpienia, nie muszą - wszystko zależy od tego, czego się pragnie, a jeszcze bardziej od tego w jaki sposób te pragnienia się realizuje.
Najtrudniejsze są emocje i pragnienia dotyczące innych ludzi, ponieważ nasze interwencje są niedopuszczalne, zresztą zwykle przynoszą złe plony.
Ale miało być o medytacji, a zrobiło się jakoś filozoficznie.

Jeśli chcesz się dalej tą filozofią zajmować, to możemy zmienić tytuł tematu na taki, jaki zaproponujesz, albo wpasować się w taki, jaki już mamy.

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: czwartek 03 sty 2019, 00:37
autor: katarynka
"Oczywiście opuścić ten świat na stałe, może powiem dokładniej opuścić to wcielenie, oznacza pozbawienie życia swojego ciała."

Chodzi Ci po prostu o śmierć tak? Że kiedyś umrzemy? Bo skojarzyło mi się to z samobójstwem, że my pozbawiamy życia swojego ciała, ale wiadomo że tego nie powinno się robić :)

Sorki, że tak dokładnie wypytuję o wszystko, ale jakby to ująć - badam grunt jeszcze i o niektóre rzeczy wolę raz jeszcze spytać.

Zrobiło się ciekawie co do tematu w sumie, ale nie mam na ten moment propozycji jego zmiany.
Z wieloma rzeczami zgadzam sie Tobą :) :) Dzięki, że się wypowiedziałeś :)

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: piątek 04 sty 2019, 23:18
autor: chanell
Witaj na forum katarynka :)
Niedawno dowiedziałam się że ,żeby medytować trzeba mieć zabezpieczenie ( ochronę ) ponieważ medytując otwierasz wszystkie swoje kanały na wszechswiat a co za tym idzie na wszelkiego rodzaju byty. Wiadomo powszechnie że, mogą być zarówno dobre jak i bardzo negatywne.Wtedy też mogą podczepić się pod osobe medytującą i czerpać energię . Podobno trzeba najpierw prosić o ochronę swojego opiekuna duchowego lub Anioła stróża ( co kto woli ) .

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: sobota 05 sty 2019, 21:15
autor: Fedon
Dlaczego więc nikt go nie naśladuje dosłownie, skoro on po to ludzi uczył medytacji?
Dlatego, ze żyjemy w innej epoce i nie możliwości bezkrytycznego przenoszenia wzorców sprzed tysiącleci.
Przez właśnie takie myślenie nie mogę przekonać się do praktyk medytacyjnych, bo jakby prawdziwy ich sens nadany ok. 2500 lat temu został zatracony.
Prawdziwy sens buddyzmu (podobnie jak każdej religii) nie polega na mechanicznym powielaniu czegoś, co ktoś, kiedyś nakazał, gdyż nie były to nakazy w sensie sformalizowanym, lecz wskazówki (drogowskazy; a nie należy mylić mapy z rzeczywistym terenem), które każdy winien dopasować do własnych uwarunkowań.
Być może mój problem polega na tym, że nie wyznaję pół środków i jeżeli miałabym coś praktykować, to robiłabym to według jego pierwotnego przeznaczenia, a nie tak jak mi wygodnie.
Musisz uwzględniać „tu i teraz”. To nie są półśrodki, tylko adaptacja i liczenie się z uwarunkowaniami. Skup siły i energię, na tym, co istotne, a nie na zewnętrznych formach, gdyż nie żyjesz w Indiach dwa i pół tysiąca lat temu. Masz inną mentalność, kulturę, wychowanie, pojmowanie świata, etc.

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: poniedziałek 23 mar 2020, 22:51
autor: janusz
SZTUKA AFIRMACJI - LESZEK ŻĄDŁO

https://www.youtube.com/watch?v=YNZwAAdZqiA

Opublikowany 21 mar 2020

Re: Rozważania o medytacji - mętlik w głowie

: piątek 11 lut 2022, 11:35
autor: janusz
Jak naprawdę działa joga na człowieka? | Siostra Michaela Pawlik OP | odc. 4 ;)
9 lut 2022

https://www.youtube.com/watch?v=62XdANrjJ9o

Salve NET

Siostra Michaela Pawlik OP przez wiele lat mieszkała i posługiwała w Indiach. W nowej serii kanału SalveNET "Wschodnie zagrożenia duchowe" opowiada o zwyczajach religijnych hinduizmu. Przestrzega chrześcijan przed stosowaniem wschodnich praktyk duchowych.

Mam problem ,medytacja

: poniedziałek 31 paź 2022, 15:19
autor: Tpwc13
Witam wszystkich.Mam pewien problem i mam nadzieję że znajdę dzięki wam na niego jakąś odpowiedź lub chociaż słowa nic się nie martw :). Myślę że przedstawię sprawę trochę szerszej perspektywy,co da więcej danych.Pierwszy kontakt z medytacją miałem w czerwcu,cierpiałem na depresję i szukałem jakiegoś rozwiązania ,lekarz oraz inne medyczne rozwiązania nie wchodziły w grę ,ponieważ zawsze wierzyłem w moc umysłu i skoro potrafiłem się do tego stanu doprowadzić sam,to także sam również będę potrafił z niego wyjść. Pokrótce,depresja była kumulacją ostatnich siedmiu lat , przez ten czas byłem w ciągłym psychicznym regresie z drobnymi pozytywnymi wzlotami.Kumulacja tych lat była w kwietniu,musiałem znaleźć na to jakiś sposób. Miałem parę razy kiedyś styczność z medytacją,ale raczej na zasadzie 2,3 min i tyle.Przez trzy tygodnie medytowalem najmniej godzinę dziennie ,czasami ten czas wydłużał się do całego dnia.Nie szukałem jakiś technik,po prostu skupiałem się na oddechu.Nie będę ukrywał że efekty były oszałamiające.Przede wszystkim czułem ogromny błogi stan i haj po praktyce ,zwłaszcza takiej która trwała ponad godzinę.Nie potrzebowałem nic wiecej do szczęścia,kładłem się do łóżka po takiej medytacji i byłem po prostu szczęśliwy.Chyba najlepsze uczucie w moim życiu .Czasami podczas medytacji miałem wrażenie że przenoszę się gdzieś indziej ,ale panikowałem i wychodziłem z tego stanu.Czas w ciągu dnia mi bardzo szybko mijał,często łapałem się na tym że w sumie czuję się jakbym dopiero zaczął dzień a już 18:00 godzina.Koncentracja czy toczenie rozmyślań w swojej głowie na zupełnie innym poziomie.Wszystkie plany które miałem przed rozpoczęciem tej trzy tygodniowej medytacji przestały mieć znaczenie ,sport dla którego poświęciłem mnóstwo lat życia i po części był katalizatorem mojej depresji ,stał się dla mnie bez znaczenia i wykonywanie go nie miało już najmniejszego sensu.Uwielbialem rywalizować i wygrywać,a stało się to dla mnie bez znaczenia. Później przestałem medytować ,sam nie wiem dlaczego.Wyjechalem na wakacje ,parę razy zabłądziłem myślami i byłem w gorszym stanie niż przed tą medytacją.Nie medytowalem miesiąc. Musiałem spróbować raz jeszcze ,tylko tym razem chciałem wprowadzić metody Joe Dispenzy które przeczytałem w książce ,,Jak zerwać z nałogiem bycia sobą" . Miałem do wyeliminowania przede wszystkim ogromne poczucie winy które czułem do własnej osoby ,później wziąłem się za złość ,frustrację,niepokój .Robiłem wiele ciężkich rzeczy w życiu ,ale zdecydowanie jak dla mnie było to najcięższe co musiałem w nim zrobić. Dziś nie mam depresji ,nie czuję poczucia winy , resztę skutecznie przycinam w umyśle i myślę że też całkowicie znikną gdy nadejdzie odpowiednia pora.Jestem obserwatorem swoich myśli i jestem w stanie skutecznie wyłapać te niechciane zanim się w moim umyśle ukażą. Była to droga pełna upadków i wzlotów. Czułem przez ten czas jakby walkę dwóch osób w swoim ciele. Mój organizm się bronił,moje ego się sprzeciwiało i dalej się sprzeciwia . Myślę że jeszcze przede mną długa podróż by stać się lepszą osobą.Bo taki chce być, wolny ,szczęśliwy bez względu na okoliczności.Doszedlem w medytacji do punktu tworzenia swojego nowego ja.Czasami były to medytacje bardziej udane ,czasami mniej . Ciężko jest przekonać swój umysł że to wszystko prawda ,tym bardziej jak kiedyś patrzyło się na świat bardzo realistycznie .Po niektórych medytacjach czułem się wręcz jakbym był niepokonany,a wszystko byłoby możliwe,jak twórca. Jednak brakowało mi medytacji którą robiłem w czerwcu , skupianie się na samym oddechu lub przestrzeni po prostu lubiłem .Więc to połączyłem ,wykonuje w ciągu dnia obydwie.Czasami medytuje 2 godziny dziennie a czasami 4,5. W końcu do sedna sprawy.Wczoraj wydarzyło się coś co mnie trochę zaniepokoiło. Już nie raz czułem ucisk między oczami czy na skroniach,więc się do niego przyzwyczaiłem.Pojawia się częściej przy medytacji w której bardziej skupiam się na oddechu.Nie mam po medytacjach już takiego błogiego stanu jak w czerwcu.Ostatnio udało mi się raz taki osiągnąć ,chociaż nie jest to moim celem. Może coś źle robię ?Czasami mam wrażenie że dziwnie oddycha mi się w trakcie medytacji ,gdy już jestem w bardzo głębokim stanie i oddam sposób oddychania bardziej organizmowi niż na siłę wymuszać głębokie wdechu i wydechy to są to raczej spokojne ,płytkie wdechy i wydechy.Ale też nie ma w tym reguły ,bo czasami jest wręcz odwrotnie i oddycham bardzo głęboko może z 3 razy na minutę.Wczoraj medytowalem około dwóch godzin .Podczas medytacji byłem w bardzo głębokim stanie.Czułem ucisk w głowie między oczami i na skroniach,po chwili jakby trochę zelżał ,dziwnie się poczułem .Stwierdziłem że już wystarczy i otworzyłem oczy.Czulem ogromny spokój,a z drugiej strony czułem się trochę dziwnie ,nieswojo.Spowolniony ,zmieszany.Jak już pisałem wyżej,mam wrażenie jakby czasami walczyły u mnie dwie osoby odkąd medytuje i tym razem było podobnie.Z jednej strony wiedziałem że jest ok a z drugiej ogarniała mnie panika że coś mi się dzieje i że kiepsko jest.Nie wspominałem,że przez ostatnie siedem lat często zdarzało mi się miewać ataki paniki i wrażenie jakbym miał zaraz umrzeć,ale było to raczej spowodowane przeciążeniem fizycznym i innymi okolicznościami. Już zapomniałem jak to jest ,aż tu wróciło z ogromną mocą i to po medytacji gdzie powinienem czuć się świetnie .Czułem że serce bije mi bardzo wolno i tego się wystraszyłem,że zaraz mi stanie :D w głowie się też jakoś nieswojo czułem.Wiec wygrała strona mojej osoby z dawnego ja ,świadomie się jej poddałem.Tylko mimo tej paniki ,czułem jakby drugą osobę która jest spokojna i opanowana,wiem dziwne .Ciężko opisać to słowami.Takiego stanu nie miałem nigdy i dlatego również spanikowałem.Nie potrafiłem znaleźć miejsca przez następne 5 godzin ,spokój mieszał się ze strachem o swoje życie bo gdy tylko przestawałem panikować ,czułem jak mi serce ogromnie spowalnia i takie wyobcowanie .Gdy udawało mi się wyzbyć tej paniki to nie miałem żadnych innych myśli w głowie ,jakby reszta świata nie istniała czy moje dawna ja. Może ta panika to była taka ostatnia deska ratunku mojego ego ? Albo po prostu mi coś jest hehe. Miałem ten stan od godziny 10:30 do 16:30.Ostatnio zacząłem trochę pisać do szuflady i w tym stanie w 30 mini napisałem najlepszy tekst jak do tej pory. Później mi przeszło ,poczułem ogromne zmęczenie i senność ,nie wiem czy spowodowane tym stanem czy stresem spowodowanym tą paniką. Żałowałem trochę że tak podszedłem do tego ,ale było to dla mnie coś nowego ,niespotykanego do tej pory. Obiecałem sobie że gdy drugi raz tak będę miał,to nie dam staremu ja popsuć mi tego .Wystarczyło kilka głębszych wdechów wieczorem bym znowu zlanazl się w takim stanie ,zmęczenie zniknęło ,przestałem być senny.Troche bardziej nad tym panowałem ale gdzieś tam z tyłu głowy te myśli się kotłowały.Dzisiaj nie medytowalem jeszcze ,wykonałem parę głębszych wdechów jak zamknąłem oczy i momentalnie znalazłem się znowu w tym stanie ,dalej mnie on trochę przeraża.Jestem jakiś inny wtedy ,żadne myśli do mojej głowy się nie przebijają gdy nie panikuje,ale nie jestem jakby sobą,ani wesoły ani smutny ,tylko jakiś obojętny.Co to może być ? Pisząc do was tą wiadomość przeszło mi znowu,czy ja w takim stanie mogę iść na trening ,nic mi się nie stanie ? :D Gdy zamykam oczy i zaczynam medytować to wchodzę w ten stan bardzo szybko,zero myśli ,zero niczego ,inna pustka niż wcześniej. Może mi coś jest a ja sobie coś ubzduralem :D Nie wiem czy zrobić przerwę i nie medytować czy brnąć w to nieznane dalej.Chyba od medytacji nikt jeszcze nie umarł :D Z góry dziękuję za odpowiedzi i wybaczcie za tak haotyczna wiadomość. Uzupełniając wiadomość ,zrobiłem dzień przerwy ,później poranna medytacja przebiegła ok ,ale gdy wieczorem medytowalem drugi raz ,znowu osiągnąłem ten stan ,tylko po medytacji zrobiło mi się zimno i zacząłem się trząść,jakoś mi to przeszło ,zauważyłem też że robi mi się trochę niedobrze . Minął tydzień od tego i w sumie bez zmian .Medytuje znacznie krócej niż wcześniej ,teraz po 20 minutach osiągam taki stan jak kiedyś po dwóch godzinach ,z tym jak pisałem wcześniej jest to dosyć dziwne uczucie.Nie wiem może jakoś muszę to przełamać po prostu ?

Re: Mam problem ,medytacja

: poniedziałek 31 paź 2022, 20:43
autor: chanell
Witaj na forum :)
Słyszałam ,że podczas medytacji trzeba się zabezpieczyć .Prosić opiekunów duchowych o opiekę ,ponieważ bardzo łatwo o podczepienia . Nie jestem jednak ekspertem w tej dziedzinie ,sama raczej nie medytuję .

Re: Mam problem ,medytacja

: czwartek 03 lis 2022, 22:39
autor: Ramzes3
Im głębszy poziom wyciszenia fal mózgowych w czasie medytacji tym większy napływ energii do ciała fizycznego. Skutkiem ubocznym głębokiej medytacji mogą być negatywne odczucia w postaci uczucia zimna, dreszczy, gęsiej skóry, mdłości czy nawet zgrzytania zębami (z podobnymi historiami można spotkać sie podczas cwiczeń oddechowych). Jest to związane z uwalnianiem sie negatywnych pól przekonań, które znajdują się w naszym polu energetycznym. Wybite czy też rozpuszczone rozpływają się czasami w naszej aurze powodując wymienione negatywne odczucia. Stan ten jest zazwyczaj krótkotrwały i nieszkodliwy. Czasami przejściowo może pojawić się puchlizna co przeważnie związane jest z uwolnieniem blokady energetycznej.
Człowiek medytujący systematycznie z biegiem czasu potrzebuje coraz mniej czasu na osiągniecie głębokiego stanu medytacji w którym doświadcza doznań nieznanych podczas zwykłego funkcjonowania na poziomie fal mózgowych beta np. uczucie błogości, braku ciała, pobudzenia energii kundalini, widzenia pozazmysłowego a czasami nawet stanu oświecenia.
W stanie głębokiej medytacji nie należy przebywać zbyt długo a po wyjściu z tego stanu powinno się pozbyć nadmiaru energii np. przekazujac go Ziemi a następnie przeprowadzić jakieś ćwiczenia relaksacyjne.