Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Życie przed i po życiu?

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 03 lut 2013, 23:48

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 19 lut 2013, 22:47

Chłopiec, który żył już kiedyś” – PREMIERA

ObrazekCzy po śmierci można narodzić się powtórnie? Wierzą w to wyznawcy reinkarnacji w kilku religiach.

Ale jeśli o swym poprzednim życiu z detalami, których nie mógł znać - nazwy, imiona, szczegóły - mówi 4 letni chłopiec, opowiadający m.in. swej drugiej mamie, sprawa staje się niezwykle zastanawiająca. Matka Camerona najpierw składała opowieści syna na karb jego dziecięcej fantazji, ale kiedy z czasem stały się one coraz bardziej szczegółowe i powracały z większą częstotliwością, sprawa zaczęła ją niepokoić. Chłopcem zainteresowali się naukowcy. By zweryfikować poprzednie życie Camerona, rodzina wybrała się do miejsca, które wymieniał chłopiec, oddalonego o wiele godzin podróży od domu. W filmie zobaczymy, co z tej podróży wyniknęło i czy opowieści Camerona można potraktować poważnie.

Film już 11 marca w TVP1!

http://www.tvp.pl/filmoteka/cykle-filmo ... n_ref_map=[]
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12147 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 19 lut 2013, 23:41

W jednej ze swych książek Carolyne Myss, opowiadała o dziewczynce, chyba też w wieku trzech - pięciu lat, która wraz z rodzicami odbywała podróż po Europie (na stałe mieszkali w USA) i we Francji odnalazła w bocznej drodze, za lasem dom ze swojego poprzedniego życia. Zmusiła rodziców do skręcenia i odnalazłszy dom, poznała wymieniając wszystkich domowników po imieniu. Okazało się, że wcieliła w nową formę, wcześniej bądąc nestorem dużej rodziny. Śmiesznie wyglądało, jak mała dziewczynka pouczała posunięte w latach dzieci z poprzedniego wcielenia. Po jakimś czasie dziewczynka straciła część "pamięci" i nie potrafiła już tak biegle rozprawiać po francusku.



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



ex-east
Posty: 1145
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 20:57
x 2
x 91
Podziękował: 392 razy
Otrzymał podziękowanie: 1520 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: ex-east » środa 20 lut 2013, 10:11

Motyw wcześniejszych i późniejszych żyć przewija się też pięknie w filmie Atlas Chmur. Tam jest pokazany z jeszcze innej perspektywy, jako coś więcej niż personalne doświadczenia jakiegoś człowieka. Pokazane jest jak w przeciągu różnych wcieleń (wątki dzieją się jakby w wiecznym teraz) ludzie odnajdują innych , a kiedy ich losy się krzyżują ,to wtedy zdolni się oni do czynów dla nich samych niezrozumiałych, co uświadamia im ponadczasowość Istnienia. Nie ich osobistego istnienia, ale jakiejś energii, która zawsze była .

Pada tam takie zdanie, że jesteśmy tylko kukiełkami w rękach potężnych odwiecznych sił.

W pewnym wcieleniu życie danego człowieka kończy się z chwilą rozpoznania tej ponadczasowości i wykonania jednego właściwego ruchu. W innym ów człowiek jest bohaterem , w jeszcze innym niewolnikiem, albo nawet i nie człowiekiem (rola boginii/klona/niewolnicy) co w sumie nie ma znaczenia, gdyż wcielenie to tylko rola do odegrania.

Ileż razy mamy świadomość, że kogoś znamy od tysięcy lat. W sensie , że spotkana osoba uruchamia w nas nagle całą sekwencję uczuć tak jakby one były w nas od zawsze a przecież przed chwilą nie mieliśmy o tym zielonego pojęcia. Podobnie , jak się zdaje, odnalezienie miejsc i ludzi z poprzedniego wcielenia, czy rozumienie ludzi w obcym języku tak naturalnie jakbyśmy się urodzili w danym kraju.

Odkrycia takie przynoszą nadzieję, (a moze obawę ?), że w którymś momencie znowu pojawimy się na scenie w reality show z nowymi rzeczami do przepracowania oraz innej konfiguracji. Może jako kobieta, albo dziecko osoby, która kiedyś wyrządziła nam wielki ból ? A może to w naszym życiu pojawi się dziecko-nauczyciel, albo dziecko-pogromca, przy którym trzeba będzie przewartościować cały swój światopogląd.

Jeśli odrzucimy ignorancję i przestaniemy udawać, że w życiu spotykają nas same przypadki i zbiegi okoliczności ,to jest szansa, że odkryjemy, iż wszystko co się dzieje ma znaczenie i wielki sens. Nikt z nas nie napisał do tego życia scenariusza i z tym też trzeba się pogodzić. Ale z jakiegoś powodu wszystko, co PRZED i co będzie PO tym wcieleniu przejawia się TERAZ . Moze dlatego, żeby się dopełniło, a może z jeszcze innych przyczyn, o których nie mamy pojęcia.

Uczestniczmy zatem w tym z radością i moze odrobiną braku identyfikacji ,gdyż naprawdę niewiele w tym spektaklu zależy od Ciebie. Ten niewielki fragment ,który ewentualnie zależy ,to sposób w jaki przyjmiesz to, co się musi wydarzyć. A wtedy Życie może samo odmienić scenariusz ,bo on pisze się na bieżąco, choć zupełnie poza Tobą. Nie jeden scenariusz, ale tysiące równoległych linii życia, które mogą się potencjalnie urzeczywistnić.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 24 lut 2013, 21:33

http://www.youtube.com/v/MJt6ixPwdsE?hl=pl_PL

Fragment programu "Extreme prophetic" Patricii King. Mickey Robinson przeżył katastrofę lotniczą. Będąc w szpitalu opuścił swoje ciało i oglądał dziwne rzeczy...
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 03 mar 2013, 23:40

Dr Michael Newton - Przejście na tamten świat
W momencie śmierci dusza opuszcza ciało, w którym przebywała. Jeżeli jest starsza i ma doświadczenie z wielu poprzednich wcieleń, orientuje się natychmiast, że zyskała wolność i powraca do domu. Jednak większość dusz, z którymi miałem do czynienia, spotykała się z przewodnikami tuż poza ziemskim planem astralnym. Młoda dusza, czyli inaczej dziecko, które wcześnie zmarło, może być nieco zdezorientowana, dopóki nie pojawi się ktoś, kto się nią zajmie. Są dusze, które przez pewien czas pragną pozostać na miejscu swojej śmierci. Większość woli odejść natychmiast. W świecie dusz czas nie ma znaczenia. Istoty bezcielesne, które wolą pocieszyć rozpaczających bliskich lub też z jakichś innych powodów pragną pozostać jeszcze przez chwilę w pobliżu miejsca swojej śmierci, nie mają poczucia utraty czasu. Staje się to po prostu przeciwieństwem czasu linearnego.
Oddalając się od Ziemi, dusze postrzegają wokół siebie coraz jaśniejsze światło. Niektóre mogą na mgnienie oka ujrzeć szarawą ciemność i odczuć przemieszczanie się przez tunel lub przekraczanie bramy. Różnica między tymi dwoma zjawiskami zależy od tempa poruszania się duszy, co z kolei ma związek z jej doświadczeniem. Dusza może odnosić wrażenie, iż przewodnik ciągnie ją łagodnie lub mocno, zależnie od jej dojrzałości i zdolności do nagłej przemiany. Na wczesnych etapach odchodzenia wszystkie dusze napotykają wokół siebie jakby „obłoki waty", lecz wkrótce wszystko się przejaśnia i dusze mogą widzieć na wielkie odległości. W tym właśnie momencie przeciętna dusza dostrzega zbliżanie się przypominającej ducha formy energii. Postacią tą może być kochająca nas bratnia dusza (jedna bądź kilka), lecz częściej jest to nasz przewodnik. W sytuacji, kiedy spotyka nas małżonek lub przyjaciel, który odszedł przed nami, nasz przewodnik także znajduje się w pobliżu, by nadzorować proces przejścia. W ciągu wielu lat moich badań nigdy nie zetknąłem się z pacjentem, którego spotkałaby jakaś znacząca postać religijna w rodzaju Jezusa czy Buddy. Jednakże przypisani nam osobiści przewodnicy uosabiają esencję nauk wielkich nauczycieli religii na Ziemi.
Kiedy dusze „przeorientują się" z powrotem na miejsce, które nazywają domem, ich ziemskość ulega zmianie. Nie są już dłużej ludzkie w tym znaczeniu, w jakim myślimy o istotach ludzkich z ich szczególną emocjonalną i fizyczną naturą czy temperamentem. Na przykład nie rozpaczają nad swoją niedawną śmiercią fizyczną w taki sposób, jak pozostawieni przez nie bliscy. To nasze dusze czynią nas ludzkimi na Ziemi, lecz bez naszych ciał przestajemy zaliczać się do gatunku homo sapiens. Dusza posiada majestat wymykający się wszelkim opisom. Skłonny jestem uważać duszę za obdarzoną inteligencją energię w postaci światła. Tuż po śmierci dusze nagle ulegają przemianie, bowiem nie znajdują się już dłużej w klatce tymczasowego ciała wyposażonego w mózg i centralny układ nerwowy. Niektórym duszom przystosowanie się do nowej sytuacji zajmuje więcej czasu niż innym.
Energia duszy jest w stanie podzielić się na tożsame cząstki, analogicznie do hologramu. Mogą one prowadzić równoległe życia w różnych ciałach, choć zdarza się to znacznie rzadziej, niż się o tym pisze. Zdolność ta powoduje jednak, iż w świecie dusz zawsze pozostaje cząstka naszej energii światła. W ten sposób przy powrocie staje się możliwe ujrzenie własnej matki, chociaż mogła ona umrzeć trzydzieści ziemskich lat temu i ponownie inkarnować.
Okresy „przeorientowania" w towarzystwie naszych przewodników, które poprzedzają przyłączenie się do naszego skupiska dusz, są różne dla poszczególnych dusz, a także dla poszczególnych żywotów tej samej duszy. Jest to bardzo spokojny okres czasu, przeznaczony na doradzanie i rozmowy, umożliwiające pozbycie się nagromadzonych w czasie zakończonego właśnie życia frustracji. Przeorientowanie ma być rodzajem wstępnego, łagodnego przesłuchania przez troskliwych i rozumiejących nauczycieli-przewodników.
Spotkanie takie może być dłuższe lub krótsze, zależnie od tego, czego udało nam się bądź nie udało dokonać w wybranym przez nas wcześniej wcieleniu. Wspomina się także o pewnych kwestiach kar-micznych, chociaż będą one szczegółowo omawiane później, w naszym skupisku dusz. Powracającej energii niektórych dusz nie odsyła się natychmiast do ich grupy. Są to dusze, które zostały zanieczyszczone pobytem w ciele fizycznym i zaangażowały się w czynienie zła. Istnieje różnica między złymi uczynkami, którym nie towarzyszyła premedytacja i chęć skrzywdzenia innych, a złem intencjonalnym. Stopnie wyrządzonej innym krzywdy (od szelmostwa do wrogości) są starannie oceniane.
Dusze, które stykały się ze złem, zabiera się do specjalnych ośrodków, przez niektórych pacjentów zwanych „oddziałami intensywnej opieki". Jak mi opowiadano, w ośrodkach tych energia dusz zostaje przemodelowana, by ponownie stać się całością. W zależności od natury swych wykroczeń, dusza taka może być stosunkowo szybko wysłana z powrotem na Ziemię. Często się zdarza, że pełni ona wówczas rolę ofiary czyichś podłych uczynków. Gdy jednak naganne działania powtarzały się i były szczególnie okrutne, oznacza to istnienie wzorca złego zachowania. Dusze takie mogą spędzić dłuższy czas w odosobnieniu, wiodąc spokojny duchowy żywot, nawet przez ponad tysiąc ziemskich lat. W świecie dusz istnieje naczelna zasada, że za wszelkie krzywdy, intencjonalne lub nie, musi nastąpić zadośćuczynienie w przyszłym życiu. Nie jest to uważane za karę czy pokutę, lecz raczej za okazję do karmicznego rozwoju. Dla dusz nie ma piekła, chyba że na Ziemi.
Niektóre żywoty są tak ciężkie, że dusza powraca do domu bardzo zmęczona. Pomimo procesu odnawiania energii, zapoczątkowanego przez naszych przewodników łączących swoją energię z naszą przy przekraczaniu bramy, jej przepływ może być zakłócony. W takim przypadku bardziej pożądany jest odpoczynek i odosobnienie niż uroczystości. W istocie wiele dusz, które pragną odpoczynku, otrzymują go, zanim ponownie dołączą do swojej grupy. Nasza grupa dusz może być hałaśliwa lub bardzo spokojna, lecz wszyscy odnoszą się z wielkim szacunkiem do tego, co przeszliśmy podczas ostatniego wcielenia. Wszystkie grupy na swój sposób witają powracających przyjaciół, okazując im głęboką miłość i koleżeństwo.
Powrót do domu jest radosnym interludium, zwłaszcza gdy następuje po wcieleniu, w którym mogliśmy nie mieć zbyt wielu okazji do karmicznego kontaktu z zaufanymi bratnimi duszami.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 18 mar 2013, 00:47

Filmik o którym wspomniałem w drugim poście już jest na youtube. :D

Mieszkający w Glasgow czteroletni Cameron Macauley twierdzi, że pamięta swoje poprzednie życie. Podawane przez niego szczegóły dotyczące byłej rodziny i dawnego domu sprawiły, że jego losem zainteresowali się naukowcy, a jego zaniepokojona matka rozpoczęła prywatne śledztwo. Autorzy dokumentu towarzyszą jej oraz chłopcu podczas ich wyprawy do miejsca, gdzie rzekomo wcześniej żył, na wyspę Barra w Szkocji, aby tam zweryfikować jego opowieści.

http://www.youtube.com/v/xAQLfx77uOA
0 x



Awatar użytkownika
barneyos
Moderator
Posty: 1423
Rejestracja: piątek 04 sty 2013, 08:49
x 20
x 71
Podziękował: 142 razy
Otrzymał podziękowanie: 1843 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: barneyos » poniedziałek 18 mar 2013, 08:19

Film powyższy byłe emitowany jakiś tydzień temu w TVP1
0 x


======================================================
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy, których na razie nie potrafimy zrobić

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6839
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1258
x 350
Podziękował: 12596 razy
Otrzymał podziękowanie: 12888 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » poniedziałek 18 mar 2013, 10:58

barneyos pisze:Film powyższy byłe emitowany jakiś tydzień temu w TVP1


wiemy,wiemy barney ;) a teraz będzie emitowany naszym forum :D

Teraz na powaznie :film wzbudził we mnie niesamowite emocje,byłam bardzo wzruszona .Może dlatego ze wierze w reinkarnację.Parę dni temu w luźnej rozmowie przy kawie ,moja kolezanka z pracy opowiadała o swojej 5 letniej córeczce,która przytulając się do niej ,już kilkakrotnie wspomniała ze chciałaby wrócic do jej brzuszka bo tam jej było dobrze.Zaznaczam że koleżanka nigdy nie interesowała się reinkarnacją,nie udziela się na żadnym portalu spolecznosciowym i nie korzysta z internetu.To typ kobiety "kury domowej" czyli ; praca,dom dzieci.Poprosiłam ją żeby w trakcie zabawy z córką zadała jej kilka pytań odnośnie pobytu w brzuszku u mamy i poprzedniego zycia.O reinkarnacji cos tam słyszała ale się boi o tym rozmawiać.Podczas naszej rozmowy miała łzy w oczach i gęsią skórke na rękach ,bo nagle uswiadomiła sobie ze to moze być prawda.Mówiła mi że jej córka czasem ją przeraża swoim dorosłymi zachowami i tekstami i zawsze zastanawiała się skąd ona to wie.Dodała jeszcze że w telewizji oglada tylko bajki a z internetu nie korzysta.Na razie nie mialam okazji wrócic do tego tematu ,ale jak tylko będę coś wiecej wiedzieć to wam przekażę ;)

edit; poprawiłam literówkę
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 18 mar 2013, 21:36

Chanell czekam z niecierpliwością na Twój przekaz. :D
A w międzyczasie......Reinkarnacja amerykańskiego pilota dowody. :)
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 25 mar 2013, 23:06

Dowód na istnienie reinkarnacji
Urodziły się w 1958 r. i zszokowały psychologów, psychiatrów oraz własną rodzinę. Przypadek sióstr Pollock do dziś podawany jest jako dowód na istnienie reinkarnacji. Ich relacje stały się w niektórych kręgach potwierdzeniem tego, że ludzka dusza może zmieniać swą cielesną powłokę. Wielu sądzi, że stanowią one... inkarnację swoich dwóch zmarłych sióstr. Upowszechniony w kulturze wschodu pogląd, zgodnie z którym ludzka świadomość przenosi się z jednego ciała do drugiego, bliski jest także zwolennikom różnych nurtów kulturowych i wyznaniowych upowszechnianych na Zachodzie. Wiara w reinkarnację ma związek nie tylko z modą na Indie i pochodzące stamtąd prądy, które upowszechniły się szczególnie w ostatnich latach i firmowane są np. przez przedstawicieli świata rozrywki, którzy próbują wypełnić egzystencjalną pustkę, ślizgając się po wzorcach pochodzących z hinduizmu i traktując je jako "fajne" uzupełnienie prozy życia. W wielu środowiskach pojawiają się zaskakujące przykłady niezwykłych zdarzeń, które mogłyby posłużyć jako dowód na istnienie reinkarnacji. Jednym z nich jest przypadek sióstr Pollock. Gillian i Jennifer Pollock, urodzone w Anglii, w 1958 r. bliźniaczki, przyszły na świat dwa lata po tragicznej śmierci swoich sióstr. Ich krewne - Joanna i Jacqueline - zginęły w wypadku samochodowym. Jedenastolatka oraz sześciolatka spacerowały, kiedy z dużym impetem wjechał w nie samochód.

Wkrótce po urodzeniu Gillian i Jennifer ich bliscy spostrzegli wiele powiązań pomiędzy zmarłymi siostrami a maluchami. Odnotowano np., że pierwsza z nich posiadała dokładnie takie same znamiona, ulokowane w tych samych miejscach, gdzie miała je jedna ze zmarłych. Jennifer miała zaś znak dokładnie w tym samym miejscu, w którym Jacqueline miała bliznę. Jeszcze bardziej niezwykłe sytuacje zaczęły jednak mieć miejsce, gdy dzieci zaczęły mówić.

Maluchy szybko zaczęły opowiadać o szczegółach pochodzących z życiorysu swoich sióstr, których nie miały szans poznać. Bez trudu rozpoznały też dom, w którym mieszkały Joanna i Jacqueline, choć nikt bliźniaczkom wcześniej nie mówił o miejscu, w którym dorastało ich rodzeństwo.

Kiedy Gillian i Jennifer miały cztery lata, rodzice zabrali je w miejsce znajdujące się w pobliżu parku, w którym niegdyś często bywały ze zmarłymi córkami. Bliźniaczki bardzo nalegały na to, by wejść do ogrodu, a potem drobiazgowo zaczęły opisywać jego cechy, choć rodzice nigdy wcześniej ich do niego nie zabierali.

Szybko okazało się też, że młode Brytyjki bez trudu potrafią zidentyfikować zabawki, którymi bawiły się ich siostry. Najbardziej wstrząsający był jednak fakt, że zarówno Gillian, jak i Jennifer potrafiły z detalami opisać wydarzenia, jakie poprzedzały tragiczny wypadek, w którym zginęło ich rodzeństwo. Mało tego, w najdrobniejszych szczegółach ujawniły wszystkie niuanse, które miały miejsce podczas dramatycznego w skutkach incydentu. Ujawniały te wszystkie wspomnienia, choć nikt nigdy z nimi na ten temat nie rozmawiał. Jak utrzymywali rodzice, nikt przy maluchach nigdy nie poruszał nawet tematu zmarłych Joanny i Jacqueline.

Przypadek sióstr, które nigdy nie się spotkały, a jednak doskonale się "znały", przykuł uwagę naukowców. Doktor Ian Stevenson, uznany psychiatra i naukowiec postanowił wnikliwie zbadać ich casus. Angielski badacz, który na początku sceptycznie podchodził do tego typu zjawisk, negując reinkarnację, potwierdził prawdziwość całej historii. Stevenson śledził losy Gillian i Jennifer aż do 1985 r. W ciągu swojej kariery przeanalizował on aż 2,5 tysiąca podobnych przypadków. Jest też autorem książki zatytułowanej: "Dwadzieścia przypadków wskazujących na reinkarnację".
Sprawa dwóch Brytyjek stała się z punktu nauki szczególnie interesująca, bo pojawiają się w niej pewne fizyczne dowody (znaki na ciele), które mogą być łączone z reinkarnacją.
niewiarygodne.pl 30.11.2012
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 13 kwie 2013, 22:16

Oni i My - Pomoc z zaświatów wg pracy M. Newtona - ''Przeznaczenie Dusz''.

Techniki terapeutyczne dusz
Zacznę od przykładu zaawansowanej w rozwoju duszy o imieniu Tammano. Tammano szkoli się na przewodnika. Powiedział mi: „Od tysięcy lat inkarnuję i umieram na Ziemi, a dopiero kilka wieków temu zacząłem rozumieć, jak zmieniać negatywne wzorce myśli i uspokajać ludzi". Przykład ten zaczyna się w momencie, kiedy Tammano opisuje mi chwile tuż po swej nagłej śmierci w poprzednim życiu.
Przykład 1
P. (Pacjent) - Żona nie wyczuwa mojej obecności. W tej chwili zupełnie nie mogę się do niej przebić.
DrN. - Jaka jest tego przyczyna?
P. - Zbyt wielka, przemożna rozpacz. Alicja jest w stanie szoku po moim nagłym zgonie, otępia ją to tak bardzo, że nie wyczuwa mojej energii.
Dr N. - Tammano, czy ten problem powracał we wcześniejszych wcieleniach, czy powodem jest Alicja?
P. - Tuż po śmierci ludzie, którzy cię kochają, są albo szalenie zdenerwowani, albo całkowicie otępiali. W obu wypadkach ich umysły mogą się zatrzasnąć. Moim zadaniem jest próba przywrócenia równowagi między umysłem a ciałem.
Dr N. - Gdzie w tej chwili znajduje się twoja dusza?
P. - Na suficie naszej sypialni.
DrN. - Co chciałbyś, żeby zrobiła Alicja?
P. - Chciałbym, żeby przestała płakać i skupiła się. Nie wierzy, że mogę być nadal żywy, więc jej wzorce energii tworzą strasznie splątaną masę. To ogromnie frustrujące. Jestem tuż przy niej, a ona o tym nie wie!
Dr N. - Czy masz zamiar zaniechać dalszych prób i wrócić do świata dusz, ponieważ jej umysł jest zatrzaśnięty?
P. - To byłoby łatwe dla mnie, ale nie dla niej. Za bardzo mi na niej zależy, bym teraz zaprzestał prób. Nie odejdę, dopóki przynajmniej nie poczuje, że ktoś jest wraz z nią w pokoju. To mój pierwszy krok. Potem będę w stanie zrobić więcej.
Dr N. - Ile czasu upłynęło od twojej śmierci?
P. - Kilka dni. Jest już po pogrzebie i dlatego właśnie staram się pocieszyć Alicję.
Dr N. - Domyślam się, że twój przewodnik czeka na ciebie, by odprowadzić cię do domu?
P. (śmieje się) - Poinformowałem moją przewodniczkę Eaan, że będzie musiała na mnie trochę poczekać... co nie było konieczne. Ona to wszystko wie - sama mnie uczyła!
Przykład ten ilustruje powszechną skargę, jaką słyszę od świeżo uwolnionych z ciała dusz. Wielu z nich brakuje takiego doświadczenia lub determinacji, jakie posiada Tammano. Mimo to większość dusz, które pragną odejść do świata dusz, nie opuści ziemskiego planu astralnego, dopóki nie podejmą próby przyniesienia pociechy rozpaczającym po nich bliskim. Streściłem opowieść mojego pacjenta o tym, jak pomagał swojej żonie Alicji otrząsnąć się z rozpaczy, by móc skupić się na kojącym dzia¬łaniu wzorców energii duszy na rozproszoną energię ludzką.
Dr N. - Tammano, chciałbym, byś wprowadził mnie w techniki, jakich używasz pomagając Alicji radzić sobie z rozpaczą.
P. - Zacznę od tego, że Alicja mnie nie straciła, (bierze głęboki oddech) Najpierw wylewam na nią deszcz mojej energii, który niczym kopuła otacza ją od pasa do głowy.
Dr N. - Gdybym był istotą duchową stojącą obok ciebie, co by mi to przypominało?
P. (uśmiecha się) - Chmurę cukrowej waty.
DrN. - Jakie jest tego działanie?
P. - Przykrywa to Alicję kocem mentalnego ciepła, co ją uspokaja. Muszę zaznaczyć, że nie opanowałem jeszcze tej sztuki w stopniu doskonałym, lecz tuż po moim zgonie umieściłem nad Alicją ochronną chmurę energetyczną, by sprawić, że będzie bardziej receptywna.
DrN. - Rozumiem, swoje działania rozpocząłeś już wcześniej. A co teraz robisz?"
P. - Zaczynam filtrować pewne aspekty siebie poprzez chmurę energii wokół niej, dopóki nie wyczuję punktu, w którym jest najmniejsza blokada, (milczy chwilę) Znajduję go po lewej stronie czaszki, tuż za uchem.
Dr N. - Czy to miejsce ma jakieś znaczenie?
P. - Alicja uwielbiała, kiedy całowałem jej uszy. (pamięć o czułych miejscach ma znaczenie) Kiedy po lewej stronie dostrzegam otwarcie, skupiam swoją energię w potężny promień i kieruję ją w to miejsce.
Dr N. - Czy twoja żona od razu to odczuwa?
P. - Alicja wyczuwa na samym początku łagodne dotknięcie, lecz jej świadomość jest pokawałkowana przez rozpacz. Wówczas zwiększam moc mojego promienia - posyłam jej myśli pełne uczucia.
Dr N. - Czy widzisz, że to działa?
P. (radośnie) - Tak, odkrywam nowe wzorce energii płynące od żony, które nie są już teraz ciemne. Jej emocje przemieniają się... przestaje płakać... rozgląda się, wyczuwa mnie. Uśmiecha się. Teraz ją mam.
Dr N. - Czy zakończyłeś swoje działania?
P. - Będzie z nią wszystko w porządku. Czas na mnie. Będę nad nią czuwał, lecz wiem, że sobie poradzi. To dobrze, bo ja sam będę teraz bardzo zajęty.
Dr N. - Czy to oznacza, że nie będziesz się już kontaktował z Alicją?
P. (urażony) - Skądże znowu! Będę przy niej, kiedy tylko będzie mnie potrzebowała. Jest moją wielką miłością.
Przeciętna dusza jest o wiele mniej biegła nawet od najmłodszych stażem przewodników. Omówię tę kwestię później w rozdziale czwartym, we fragmencie dotyczącym przywracania energii. Większość dusz, z którymi pracuję, radzi sobie dość dobrze z oddziaływaniem ze świata dusz na ciało fizyczne. Typowe jest dla nich działanie na skoncentro¬wane obszary przy użyciu efektu promienia, opisanego przez Tammano. Taki przekaz energii miłości ma wielką moc, nawet jeśli wysyłają ją dusze niedoświadczone, i potrafi bardzo pomóc osobom, które przeżyły szok fizyczny i emocjonalny.
Wschodnie praktyki jogi i medytacji wykorzystują czakry w ciele w sposób, który przypomina obdzielanie ludzkiego ciała przez dusze leczniczą energią. Osoby praktykujące sztukę leczenia czakrami mówią, że skoro posiadamy ciało eteryczne istniejące wraz z ciałem fizycznym, leczenie musi obejmować oba te elementy. Praca z czakrami polega na odblokowywaniu energii emocjonalnej i duchowej w różnych punktach ciała, poczynając od kręgosłupa poprzez serce, krtań, czoło i tak dalej, by otworzyć i zharmonizować ciało.

Sposoby nawiązywania kontaktu z żywymi

Dotyk somatyczny
Z klinicznych terminów „połączenie somatyczne" i „dotyk terapeutyczny" utworzyłem jedno pojęcie, by opisać metodę, jakiej używają istoty bezcielesne, kierując promienie energii, którymi dotykają poszczególnych części ludzkich ciał. Uzdrawianie nie ogranicza się do punktów czakralnych w ciele, o których wspominałem wcześniej. Dusze pragnące pocieszyć swoich rozpaczających bliskich szukają obszarów, które są najbardziej receptywne na ich energię. Wzorzec energii staje się terapeutyczny, kiedy tworzy się mosty, by połączyć dwa umysły - nadawcy i odbiorcy - w transmisji telepatycznej.
Połączenie poprzez transmisję myśli do cierpiącego ciała, jest somatyczne, kiedy posługuje się metodami fizjologicznymi. Polega ono na subtelnym dotykaniu narządów cielesnych, co wywołuje określone reakcje emocjonalne, niekiedy z wykorzystaniem zmysłów. Umiejętnie stosowane promienie energii mogą wywołać rozpoznanie dzięki wrażeniom dźwiękowym, wzrokowym, smakowym i zapachowym. Cała idea rozpoznania polega na tym, by osobę rozpaczającą przekonać, iż ukochany zmarły nadal żyje. Dotyk somatyczny ma ułatwić pogrążonej w żalu osobie pogodzenie się ze stratą, a dzieje się to dzięki zrozumieniu, że nieobecność zmarłego jest jedynie zmianą rzeczywistości i nie jest ostateczna. Istnieje nadzieja, że metoda ta pozwoli bliskim otrząsnąć się ze smutku i konstruktywnie kształtować dalsze życie.
Dusze wykorzystujące dotyk somatyczny popadają też w rutynowe przyzwyczajenia. Kolejny przykład dotyczy czterdziestodziewięcioletniego mężczyzny, który zmarł na raka. Choć jego dusza nie wykazuje zbytniej biegłości, intencje ma dobre.

Przykład 2
Dr N. - Jakiej techniki używasz, by dotrzeć do swojej żony?
P. - Mojej wypróbowanej, standardowej - w środek klatki piersiowej.
DrN. - Gdzie dokładnie?
P. - Kieruję mój promień energii prosto w serce. Jeżeli trochę zboczę, nic się nie stanie.
DrN. - Dlaczego ta metoda jest w twoim przypadku skuteczna?
P. - Znajduję się na suficie, a żona jest pochylona i płacze. Mój pierwszy strzał powoduje wyprostowanie się. Wzdycha głęboko i zdaje się coś wyczuwać, bo patrzy w górę. Wtedy używam mojej techniki rozpraszającej.
DrN. - Co to znaczy?
P. (uśmiecha się) - Miotam energię we wszystkich kierunkach z centralnego punktu na suficie. Zazwyczaj jedna z takich strzał dosięga właściwego celu, czyli głowy, w dowolnym miejscu.
Dr N. - Co jednak określa ten właściwy cel?
P. - Chodzi oczywiście o miejsce niezablokowane przez negatywną energię.
Zwróćmy uwagę na różnicę między pacjentem z przykładu 2 a kolejną pacjentką, która ostrożnie rozmieszcza swoją energię na konkretnym obszarze, jak gdyby lukrowała tort.

Przykład 3
DrN. - Opisz sposób, w jaki masz zamiar pomóc swojemu mężowi twoją energią.
P. - Mam zamiar pracować z podstawą czaszki tuż powyżej kręgosłupa. Mój Boże, Kevin tak bardzo cierpi. Nie odejdę, dopóki nie poczuje się lepiej.
Dr N. - Dlaczego wybrałaś to właśnie miejsce?
P. - Ponieważ wiem, że lubił, kiedy pocierałam jego kark, więc jest to obszar, w którym najłatwiej będzie mu odebrać promień mojej energii. Potem zabawię się z tym obszarem tak, jak gdybym wykonywała coś w rodzaju masażu.
Dr N. - Zabawisz się z tym obszarem?
P. (pacjentka chichocze i wyciąga przed siebie dłonie, szeroko rozpościerając wszystkie pięć palców) - Tak, rozmieszczę swoją energię i poprzez dotyk wprowadzę się w delikatne drgania. Dla uzyskania jak najlepszego efektu złączę obie dłonie i będę nimi przesuwać wokół obu skroni Kevina.
Dr N. - Czy on wie, że to ty?
P. (z chytrym uśmieszkiem) - Och, on pojmuje, że to muszę być ja. Nikt inny nie potrafiłby tego zrobić, a zajmuje mi to tylko chwilkę.
DrN. - Czy nie będzie mu tego brakowało, kiedy już powrócisz do świata dusz?
P. - Myślałam, że wiesz o tych rzeczach. Mogę wrócić za każdym razem, kiedy będzie mu ciężko i będzie za mną tęsknił.
Dr N. - Ja tylko tak sobie pytałem. Nie chciałbym być niedelikatny, lecz co będzie, jeśli Kevin zwiąże się kiedyś z inną kobietą?
P. - Ucieszy mnie to bardzo, jeżeli znowu będzie szczęśliwy. To świadectwo tego, jak dobrze nam było razem. Nasze życie ze sobą- każda chwila - nigdy nie zostaje stracone, można je odtwarzać na nowo w świecie dusz.
Kiedy tylko zaczynam sądzić, że całkowicie pojmuję zdolności i ograniczenia duszy, pojawia się pacjent, który niweczy te fałszywe wyobrażenia. Przez długi czas informowałem ludzi, że niekontrolowany szloch pogrążonych w żalu bliskich wydaje się sprawiać kłopot wszystkim bez wyjątku duszom, utrudniając im pracę z uzdrawiającą energią. Oto krótki cytat z relacji pacjenta z poziomu III, którego podejście taktyczne w czasie największego natężenia rozpaczy przeczy mojemu dotychczasowemu przekonaniu:
Szlochający rozpaczliwie ludzie nie opóźniają mojego działania. Moja technika polega na skoordynowaniu mojego rezonansu wibracyjnego z dźwiękowymi wariacjami ich strun głosowych, a następnie przeskoczeniu do mózgu. Sprawiam w ten sposób, że moja jaźń szybciej stapia się z ich ciałem. Wówczas dość szybko przestają płakać, chociaż sami nie wiedzą dlaczego.

Wykorzystanie przedmiotów osobistych
Słyszałem nieraz fascynujące historie o wykorzystaniu znanych przedmiotów osobistych, co ilustruje kolejny przykład. Ponieważ mężowie zazwyczaj umierają przed żonami, słyszę więcej o technikach energetycznych z tej właśnie perspektywy. Nie oznacza to, by dusze takie były bardziej biegłe w uzdrawianiu, skoro mają większą praktykę w niesieniu pociechy. Dusza z przykładu 4 była równie skuteczna w przeszłych życiach jako kobieta, która zmarła wcześniej od męża, i jako mąż w obecnym wcieleniu.
Przykład 4
Przykład 4
Dr N. - Co robisz, jeżeli twoje wysiłki tuż po śmierci nie przynoszą pożądanych rezultatów?
P. - Kiedy stwierdziłem, że moja żona Helena nie odbiera mnie bezpośrednio, zdecydowałem się w końcu wykorzystać domowe otoczenie.
Dr N. - Masz na myśli jakieś zwierzę domowe - kota lub psa?
P. - Korzystałem wcześniej z pomocy zwierząt, lecz nie, nie tym razem. Postanowiłem posłużyć się jakimś wartościowym dla mnie przedmiotem, czymś bardzo osobistym. Wybrałem sygnet.
W tym miejscu swojej relacji pacjent wyjaśnił mi, że w ciągu ostatniego życia zawsze nosił na palcu masywny indiański sygnet, w którym osadzony był duży turkus. Razem z żoną siadali często przy kominku omawiając wydarzenia minionego dnia. Mężczyzna ów w czasie roz¬mowy miał zwyczaj pocierać palcem kamień. Żona żartowała z niego, że kiedyś zetrze turkus aż do metalu, w którym kamień był osadzony. Helena przypomniała mu pewnego razu, że tę jego nerwową manierę zauważyła już pierwszego wieczoru, kiedy się poznali.
Dr N. - Sądzę, że rozumiem, jakie znaczenie miał sygnet. Co zatem zrobiłeś z nim jako istota duchowa?
P. - Kiedy pracuję z ludźmi i przedmiotami, muszę czekać, aż sceneria będzie bardzo spokojna. W trzy tygodnie po mojej śmierci Helena zapaliła ogień na kominku i patrzyła weń pełnymi łez oczyma. Rozpocząłem od owinięcia mojej energii ogniem, wykorzystując go jako przekaźnik ciepła i elastyczności.
Dr N. - Wybacz, że przerywam, lecz co masz na myśli mówiąc „elastyczność"?
P. - Nauczenie się tego zajęło mi całe wieki. Elastyczna energia jest płynna. Sprawienie, by energia mojej duszy stała się płynna, wymaga intensywnej koncentracji i praktyki, ponieważ musi ona być cienka i puszysta. Ogień służy jako katalizator w tym procesie.
DrN. - Czy jest to przeciwieństwo mocnego, wąskiego promienia energii?
P. - Właśnie tak. Mogę działać bardzo skutecznie, szybko zmieniając stan mojej energii z płynnego w stały i z powrotem. Zmiana ta jest subtelna, lecz potrafi pobudzić ludzki umysł.
Uwaga: Inni pacjenci także mówili mi o tym, iż technika zmiany postaci energii „łaskocze ludzki umysł".
DrN. - To ciekawe, proszę, mów dalej.
P. - Helena łączyła się z ogniem, a przez to i ze mną. Przez chwilę jej ból był mniej przygniatający, więc przesunąłem się prosto do czubka jej głowy. Odczuła moją obecność... bardzo lekko. To nie wystarczyło. Wówczas zacząłem zmieniać moją energię, tak jak to już wcześniej opisałem, z twardej na miękką, rozwidlając ją.
Dr N. - Na czym polega ten sposób?
P. - Rozszczepiam ją. Miękką, płynną energię trzymam na głowie Heleny, by zachować kontakt, zaś twardy promień kieruję na leżące w szufladzie biurka pudełko z sygnetem. Chodzi mi o to, by utworzyć gładką ścieżkę prowadzącą z jej umysłu do sygnetu. Dlatego używam twardego, stałego promienia, by nakierować ją na sygnet.
Dr N. - Co wówczas robi Helena?
P. - Prowadzona przez mnie powoli podnosi się, sama nie wiedząc dlaczego. Porusza się jak lunatyczka, podchodzi do biurka i waha się. Następnie otwiera szufladę. Ponieważ sygnet znajduje się w pudełku, nie przestaję przesuwać energii z jej umysłu do wieczka pudełka. Helena otwiera je i wyjmuje sygnet, trzymając go w lewej dłoni. (wzdycha głęboko) Wtedy wiem, że ją mam!
DrN. - Ponieważ...?
P. - Ponieważ sygnet nadal zachował nieco mojej energii. Czy nie rozumiesz? Helena odczuwa moją energię na obu końcach rozwidlenia. Jest to sygnał dwukierunkowy. Bardzo skuteczny.
Dr N. - Ach, rozumiem. Co robisz dalej?
P. - Tworzę silne połączenie między mną stojącym po jej prawej stronie a sygnetem, który trzyma w lewej dłoni. Helena odwraca się do mnie z uśmiechem, po czym całuje sygnet i mówi: „Dziękuję ci, kochanie, teraz wiem, że nadal jesteś ze mną. Postaram się być bardziej dzielna".
Chciałbym zachęcić wszystkich, którzy rozpaczają po stracie ukochanych bliskich, by zrobili to, co czynią jasnowidze, kiedy chcą odnaleźć osobę zaginioną. Weźcie do ręki jakąś biżuterię, fragment odzieży - cokolwiek, co należało do osoby, która odeszła - i potrzymajcie to przez chwilę w znanym wam obojgu miejscu, starając się spokojnie otworzyć swój umysł i wyłączyć wszelkie niepotrzebne myśli.
Zanim zakończę ten rozdział, chciałbym przytoczyć moją ulubioną opowieść o kontakcie energetycznym poprzez przedmioty należące do istoty bezcielesnej.
Moja żona Peggy jest pielęgniarką na oddziale onkologicznym, a poza tym ukończyła kurs psychologii, więc bardzo często zajmuje się pomocą psychologiczną dla pogrążonych w rozpaczy pacjentów z nowotworem i ich rodzin. Ponieważ aplikuje ona chemioterapię w szpitalu, ma także kontakt z personelem hospicjum. Kilka tych pielęgniarek i moja żona są bliskimi przyjaciółkami, które spotykają się regularnie jako grupa wsparcia. Jedną z członkiń tej grupy jest wdowa, której mąż Clay niedawno zmarł na raka. Clay uwielbiał tańczyć do muzyki big-bandów i często wraz z żoną podróżował do miejsc, gdzie grały najlepsze zespoły.
Pewnego wieczoru po śmierci Claya wdowa po nim, moja żona i reszta grupy wsparcia siedziały w kręgu w salonie tej kobiety, rozmawiając o moich teoriach na temat powracania dusz, które pragną pocieszyć rozpaczających po ich śmierci bliskich. Zmartwiona wdowa wykrzyknęła: „Dlaczego Clay nie dał mi nigdy żadnego znaku, który by mnie pocieszył?" Nastąpiła chwila ciszy, po czym nagle stojąca na regale pozytywka zaczęła grać znany utwór Glenna Millera „In the Mood". Żona opowiadała mi, że obecne w salonie kobiety zaniemówi¬ły, po czym zaczęły się nerwowo śmiać. Zdumiona wdowa zdołała wyjąkać, że od dwóch lat nikt nie dotykał tej pozytywki. To nie miało znaczenia. Sądzę, że zrozumiała wiadomość od Claya.
Energia światła ma pewne właściwości siły elektromagnetycznej, co sprawia, że w nieco tajemniczy sposób potrafi posługiwać się przedmiotami. Małżonkowie Anna i Jim są moimi byłymi pacjentami, ich związek jest bardzo mocny. Po jednym z seansów wdaliśmy się w dyskusję na temat wykorzystania promieni energii przez istoty żywe. Z łobuzerskim błyskiem w oku oznajmili mi, że czasem łączą swoje energie na autostradach Kalifornii, by odsuwać przed sobą samochody z pasa szybkiego ruchu, kiedy bardzo im się śpieszy. Gdy zapytałem, czy siedzą takim osobom na ogonie, odparli: „Nie, po prostu kierujemy połączony promień energii na tył głowy kierowcy, a następnie rozdzielamy go i częściowo kierujemy na prawo (środkowy pas), i z powrotem". Oboje twierdzą, że w ponad 50% przypadków ich metoda odnosi skutek. Powiedziałem im pół żartem, że usuwanie samochodów z drogi jest nadużyciem władzy i powinni się natychmiast poprawić. Sądzę, że oboje wiedzą, iż wykorzystanie posiadanego daru w bardziej konstruktywny sposób będzie lepiej odebrane „na górze", choć z pewnością niełatwo będzie im zmienić swój nawyk.

Pojawianie się w snach
Jednym z głównych sposobów dotarcia duszy, która świeżo odeszła, do pogrążonych w bólu bliskich jest wykorzystanie stanu snu. Rozpacz rządząca świadomym umysłem zostaje podczas snu tymczasowo odsunięta gdzieś na bok. Nawet jeśli sen nie jest głęboki, nieświadomy umysł jest teraz znacznie bardziej otwarty i receptywny. Niestety, rozpaczająca osoba nazbyt często budzi się ze snu, który mógłby zawierać jakiś przekaz, i pozwala mu zniknąć w odmętach niepamięci, zamiast go sobie zapisać. Albo obrazy i symbole widziane we śnie niczego w tamtym czasie nie znaczyły, albo też sekwencja snu została po¬chopnie zakwalifikowana jako myślenie życzeniowe, jeśli na przykład śniący widział siebie w towarzystwie zmarłego.
Zanim przejdziemy dalej, chciałbym zająć się ogólną naturą snów. Moje doświadczenie zawodowe ze snami bierze się ze słuchania pozostających w stanie hipnozy pacjentów, którzy wyjaśniają mi, w jaki sposób - jako istoty bezcielesne - wykorzystują stan snu, by dotrzeć do żywych. Istoty duchowe są bardzo wybredne, jeżeli chodzi o wykorzystanie sekwencji snów. Doszedłem do wniosku, że większość snów nie ma głębokiego znaczenia. Specjaliści w tej dziedzinie również uważają, że wiele snów to po prostu stek głupstw, wywołanych przeciążeniem połączeń mózgowych w ciągu dnia.
Klasyfikuję sny na trzy sposoby, a jednym z nich jest stan sprzątania domu. W ciągu nocy wiele przypadkowych myśli nagromadzonych w czasie dnia zostaje wymiecionych z umysłu jako kompletny bełkot. Nie potrafimy zrozumieć ich plątaniny, bowiem nie mają żadnego sensu. Z drugiej strony wiemy, że sny mają pewną wartość poznawczą. Dzielę ten stan na dwie części - rozwiązywanie problemów i część duchową- a oddziela je jedynie cienka linia. Są ludzie, którzy we śnie doznali przeczucia pewnych przyszłych wydarzeń. Sny mogą zmienić nasz stan umysłu.
Jednym z najbardziej stresujących okresów w życiu jest czas żałoby po odejściu ukochanych osób, które, jak sądzimy, opuściły nas na zawsze. Niejaką ulgę w bólu przynosi nam jedynie sen. Cierpiąc kładziemy się spać i budzimy się z bólem, natomiast pomiędzy stanami jawy kryje się tajemnica. Niektóre poranki przynoszą nam dobre pomysły, jakie kroki powinniśmy podjąć, by pogodzić się z naszą stratą. Rozwiązywanie problemów dzięki sekwencjom snu jest procesem inkubacji mentalnej, zwanej proceduralną, ponieważ pojawiają się w nich obrazy pokazujące, jak sobie radzić. Czy ta wiedza może pochodzić z innego źródła niż my sami? Jeśli sen ma pewne duchowe wartości poznawcze, to być może Tkacze Materii Snów złożyli nam. wizytę, by towarzyszyć nam w naszym emocjonalnym nieszczęściu.
W snach duchowych pojawiają się nasi przewodnicy, nauczyciele i bratnie dusze, które przychodzą jako posłańcy, by podsuwać nam rozwiązania. Nie musimy pogrążać się w rozpaczy, by otrzymać od nich taką pomoc. Tkwi w nas przecież pamięć naszych doświadczeń z innych światów fizycznych i mentalnych, łącznie ze światem dusz. Ilu z was śniło kiedyś, że potrafi latać lub bez wysiłku pływać pod wodą? Uważam, że w przypadku niektórych moich pacjentów te mityczne wspomnienia zawierają informacje o życiach, jakie wiedli na innych planetach jako inteligentne istoty wodne lub latające. Często ten rodzaj sekwencji snów dostarcza nam metaforycznych kluczy, dzięki którym możemy otworzyć drzwi do porównań poprzednich wcieleń z obecnym. Charakter naszej nieśmiertelnej duszy niewiele się zmienia pomiędzy kolejnymi wcieleniami, więc porównania takie wcale nie są tak dziwaczne. Niektóre z naszych największych objawień biorą się z epizodycznych snów o zdarzeniach, miejscach i wzorcach zachowań, emanujących z doświadczeń uzyskanych zanim otrzymaliśmy nasze obecne ciało.
W rozdziale pierwszym napomknąłem o zajęciach przygotowawczych, w których bierzemy udział w świecie dusz, zanim udamy się do nowego ciała. O ćwiczeniach takich szerzej mówiłem w mojej pierwszej książce, tu natomiast wspominam o nich dlatego, że doświadczenie to ma związek z naszymi snami. Celem zajęć jest rozpoznanie w przyszłości pewnych ludzi i zdarzeń. Przygotowując się do inkarnacji, z pomocą nauczycieli wzmacniamy pamięć o niektórych ważnych aspektach nowego życia. Integralną częścią takich zajęć jest spotkanie i współdziałanie z duszami z naszej grupy i z innych skupisk, które będą częścią naszego nowego życia.
Wspomnienia z takich zajęć przygotowawczych mogą z powodzeniem pojawiać się w czasie snu, by zapalić światełko lampy w ciemności rozpaczy, zwłaszcza wtedy, gdy tracimy najważniejszą bratnią duszę. Jung powiedział: „Sny wyrażają utajone pragnienia i lęki, lecz mogą także ujawniać nieuniknione prawdy, które wcale nie są iluzją czy dziką fantazją". Niekiedy prawdy te są reprezentowane przez archetypiczne obrazy jawiące się w naszych snach. Senne symbole bywają uogólniane kulturowo, a senniki nie są wolne od tego uprzedzenia. Interpretując znaczenie snów każdy powinien korzystać z własnej intuicji.
Australijscy aborygeni, których kultura liczy sobie ponad 10 000 lat wierzą, że czas snu jest w istocie czasem realnym w kategoriach rzeczywistości obiektywnej. Percepcja w czasie snu jest często równie realna, jak doświadczenie na jawie. Dla duszy w świecie dusz czas jest zawsze teraźniejszością, więc bez względu na to, jak dawno temu zakończyła się jej fizyczna obecność w naszym życiu, osoba, którą kochamy chce, byśmy wiedzieli, iż znajduje się wciąż w rzeczywistości teraz. Jak istota duchowa stara się w czasie snu pomóc nam w uzyskaniu tego zrozumienia i zaakceptowaniu takiego stanu rzeczy?

Przykład 5
Pacjentka, o której mowa w tym przykładzie, zmarła na zapalenie płuc w Nowym Jorku w roku 1935. Była młodą, zaledwie trzydziestoletnią kobietą, która przybyła do tego miasta z niewielkiego miasteczka na Środkowym Zachodzie, gdzie się wychowała. Śmierć Sylwii była nagła, zatem pragnęła ona bardzo pocieszyć swą rozpaczającą, owdowiałą matkę.
Dr N. - Czy po śmierci natychmiast odchodzisz do świata dusz?
P. - Nie. Muszę pożegnać się z moją matką, więc zostanę tu jeszcze trochę, dopóki nie otrzyma wiadomości o moim zgonie.
DrN. - Czy jest jeszcze ktoś, kogo chciałabyś zobaczyć, zanim udasz się do matki?
P. (z ociąganiem, chropawo) - Tak... jest mój dawny chłopak, ma na imię Phil... Najpierw pójdę do niego.
Dr N. (łagodnie) - Rozumiem; czy byłaś zakochana w Philu?
P. (milczy) - Tak, lecz nigdy się nie pobraliśmy. Ja... chciałam go tylko jeszcze raz dotknąć. Nie nawiążę z nim prawdziwego kontaktu, ponieważ mocno śpi i nie śni. Nie mogę zostać długo, bo chcę dotrzeć do matki, zanim usłyszy wieści na mój temat.
Dr N. - Czy z Philem nie działasz nieco zbyt pośpiesznie? Dlaczego nie zaczekasz na właściwy cykl snu i nie zostawisz mu wiadomości?
P. (twardo) - Phil od lat nie był częścią mojego życia. Oddałam mu się, kiedy oboje byliśmy młodzi. On już prawie o mnie nie myśli... gdyby przypomniał mnie sobie we śnie, i tak nie zrozumiałby wiadomości. Zostawienie śladów mojej energii wystarczy, ponieważ spotkamy się przecież w świecie dusz.
Dr N. - Czy opuściwszy Phila udajesz się do matki?
P. - Tak. Zaczynam od bardziej konwencjonalnej komunikacji myślowej, kiedy matka nie śpi, lecz niczego nie osiągam. Jest bardzo smutna. Cierpi, że nie może być przy mnie w chorobie.
Dr N. - Jakich metod dotychczas próbowałaś?
P. - Projektuję moje myśli jako pomarańczowo-żółte światło, niczym płomień świecy, umieszczam je wokół jej głowy i przesyłam myśli pełne miłości. Nie odnosi to skutku. Matka nie rozumie, że jestem przy niej. Spróbuję w czasie snu.
Dr N. - Dobrze, Sylwio, wyjaśnij mi to po kolei. Zacznij od tego, czy skorzystasz z jakiegoś snu swojej matki, czy też sama go stworzysz?
P. - Jeszcze nie potrafię dobrze tworzyć snów. O wiele łatwiej jest mi skorzystać z jednego z jej snów i wejść w niego, by osiągnąć bardziej naturalny kontakt. Chcę, by nie miała wątpliwości, że pojawiłam się w jej śnie.
Dr N. - Dobrze, zatem opisz mi ten proces.
P. - Kilka pierwszych snów się nie nadaje. Jeden z nich jest kłębowiskiem absurdów. Inny jest fragmentem z poprzedniego życia, lecz mnie w nim nie ma. Wreszcie matka zaczyna śnić, że wędruje samotnie polami wokół domu. Musisz wiedzieć, że w tym śnie nie rozpacza. Jeszcze nie umarłam.
Dr N. - Co jest dobrego w tym śnie, skoro cię w nim nie ma, Sylwio?
P. (śmieje się ze mnie) - Jak to, nie rozumiesz? Mam zamiar wśliznąć się w niego niepostrzeżenie.
Dr N. - Możesz zmienić sekwencję snu, by się w nim znaleźć?
P. - Oczywiście, wchodzę na pole z drugiej strony, dopasowując wzorce mojej energii do myśli matki. Pokazuję jej taki obraz mnie samej, jaką byłam, gdy widziała mnie po raz ostatni. Nadchodzę wolno polami, by zdołała się przyzwyczaić do mojego widoku. Macham do niej i uśmiecham się, a potem podchodzę bliżej. Obejmujemy się mocno, a wtedy wysyłam do jej śpiącego ciała fale odmładzającej energii.
Dr N. - Jakie to ma znaczenie?
P, - Ten obraz ma się wznieść na wyższy poziom świadomości mojej matki. Chcę być pewna, że ten sen zostanie z nią nawet po obudzeniu.
Dr N. - Skąd masz pewność, że nie pomyśli, iż to wszystko jest tylko projekcją jej tęsknoty za tobą? Że nie zlekceważy tego snu jako nierzeczywistego?
P. - Wpływ snu tak żywego jak ten jest bardzo duży. Kiedy matka się obudzi, jej umysł zapamięta żywy obraz tego krajobrazu i mnie, będzie czuła, że z nią jestem. Po pewnym czasie to wspomnienie stanie się tak realne, że będzie tego pewna.
Dr N. - Sylwio, czy obrazy ze snu przemieszczają się z rzeczywistości nieświadomej do świadomej dzięki dokonanemu przez ciebie transferowi energii?
P. - Tak, kontynuuję wysyłanie do niej fal energii przez następne kilka dni, dopóki nie zacznie godzić się z moim odejściem. Chcę, by uwierzyła, że wciąż jestem jej częścią i zawsze nią będę.
Wracając do fazy snu śpiącego Phila, jasne było, że Sylwia nie ma zamiaru manifestować swoich uczuć w jego nieświadomym umyśle. Sny nie pojawiają się na głębokim poziomie delta aktywności fal mózgowych, kiedy nie występują ruchy gałek ocznych. Faza snu REM, zwana także snem paradoksalnym, jest znacznie lżejsza i pojawia się najczęściej na wczesnym i późnym etapie snu. W kolejnym przykładzie kontakt ze śniącym zostanie nawiązany pomiędzy dwoma snami, ponieważ znajduje się on nadal w fazie REM.
Tkacze Materii Snów, z którymi miałem kontakt, zajmują się implantacją snów na dwa sposoby.
1. Zmiana Snu.
Odznaczająca się znaczną biegłością istota bezcielesna wnika do umysłu śpiącego i częściowo zmienia już istniejący, trwający właśnie sen. Nazwałbym tę technikę międzywierszową. Istoty duchowe umieszczają się jak aktorzy między wierszami rozwijającej się sztuki, a osoba śniąca nie uświadamia sobie, że sekwencje ulegają pewnemu zafałszowaniu. Tak właśnie postąpiła Sylwia ze swoją matką. Czekała na odpowiedni rodzaj snu, w który mogła gładko i bez przeszkód wejść. Choć proces ten wydaje się być trudny, jest dla mnie jasne, że druga procedura jest jeszcze bardziej złożona.
2. Tworzenie Snu.
Dusza musi stworzyć od zera i zaszczepić nowy sen, tkając dywan z takich obrazów, które będą tworzyły znaczący, odpowiedni dla jej celów przekaz. Tworzenie lub zmienianie scen w umyśle śniącego ma stanowić dla niego jasne przesłanie. Postrzegam to jako akt służby i miłości. Jeśli implantacja snu nie zostanie wykonana z biegłością i nie uda się nadać mu szczególnego znaczenia, śniący będzie rano pamiętał jedynie niepowiązane ze sobą, dziwaczne fragmenty albo zgoła niczego sobie nie przypomni.

Dla zilustrowania terapeutycznego wykorzystania Tworzenia Snu przytoczę przykład pacjenta z poziomu V, który w swym ostatnim życiu nosił imię Bud. Zginął on w jednej z bitew II wojny światowej w roku 1942. Osobą śniącą jest brat Buda o imieniu Walt. Bud uczy się sztuki tkania materii snów, zatem po swojej śmierci na polu bitwy wrócił do świata dusz i poczynił odpowiednie przygotowania, by skutecznie ulżyć rozpaczy brata. Jest to jeden z tych przykładów, które pozwoliły mi lepiej wejrzeć w subtelne metody postępowania Dusz-Tkaczy ze śpiącymi osobami. Podczas tego ciekawego seansu mój pacjent opisze techniki snu, jakich nauczył go jego przewodnik Axinar.

Przykład 6
Dr N. - Jak masz zamiar uśmierzyć ból swojego brata po powrocie do świata dusz?
P. - Axinar pracował ze mną nad skuteczną strategią. To bardzo delikatna sprawa, ponieważ jest z nami duplikat Walta.
Dr N. - Czy masz na myśli cząstkę energii Walta, która pozostaje w świecie dusz podczas jego inkarnacji na Ziemi?
P. - Tak, Walt i ja należymy do tej samej grupy dusz. Zaczynam od połączenia się z jego podzieloną naturą znajdującą się tutaj, by móc bardziej ściśle porozumiewać się ze światłem Walta na Ziemi.
DrN. - Opisz mi całą tę procedurę
P. - Unosząc się w powietrzu, zbliżam się do miejsca, w którym znajduje się zakotwiczona cząstka jego energii i stapiam się z nią na krótką chwilę. Pozwala to na doskonałe zarejestrowanie odcisku wzorca energii Walta. Istnieje już między nami więź telepatyczna, lecz chcę jeszcze ściślej współpracować z nim na płaszczyźnie wibracyjnej, kiedy znajdę się już przy jego łóżku.
Dr N. - Dlaczego pragniesz mieć ze sobą absolutnie doskonały odcisk wzorca energii Walta, kiedy powrócisz na Ziemię?
P. - W celu uzyskania silniejszego związku ze snami, które stworzę.
Dr N. - Lecz czemu druga połowa Walta nie może się z nim skontaktować zamiast ciebie?
P. (ostro) - To nie działa prawidłowo. To nic innego, jak rozmowa z samym sobą. Nie wywiera wpływu, zwłaszcza podczas snu. To kompletny niewypał.
Dr N. - No dobrze, skoro masz przy sobie dokładny odcisk wzorca energii Walta, co dzieje się, kiedy podchodzisz do jego śpiącego ciała?
P. - Walt rzuca się i miota przez całą noc, ponieważ naprawdę cierpi, że zostałem zabity. Axinar nauczył mnie pracować pomiędzy snami, on sam wykonuje doskonale takie transfery energii.
Dr N. - Pracujesz pomiędzy snami?
P. - Tak, mogę wówczas zostawić wiadomości po każdej stronie dwóch różnych snów, a następnie połączyć je dla lepszego odbioru. Ponieważ mam dokładny odcisk energii Walta, z łatwością wślizguję się do jego mózgu, by rozmieścić swoją energię. W jakiś czas po mojej wizycie rozwija się trzeci sen dotyczący dwóch pierwszych, a Walt widzi nas znowu razem jak przebywamy w środowisku poza-cielesnym. I chociaż nie rozpozna tego miejsca jako świata dusz, przywołanie tych wspomnień go pocieszy.
Uwaga: Członkowie niektórych kultur, na przykład mistycy tybetańscy, wierzą, że potrafią rozpoznać świat dusz jako niemal fizyczny raj, będący naturalną częścią snu.
Dr N. - Jakie sny stworzyłeś?
P. - Walt był o trzy lata starszy, lecz mimo to dużo bawiliśmy się ze sobą jako chłopcy. Zmieniło się to, kiedy miał trzynaście lat, nie dlatego, że przestaliśmy być sobie bliscy jako bracia, lecz ponieważ zaczął się trzymać z chłopakami w swoim wieku, a ja byłem z tych spotkań wyłączony. Pewnego dnia Walt wraz z przyjaciółmi huśtał się na linie zawieszonej na gałęzi wysokiego drzewa, rosnącego nad stawem w pobliżu naszej farmy. Stałem nieopodal, obserwując ich. Inni chłopcy huśtali się pierwsi, a teraz byli już zajęci zapasami w wodzie, kiedy Walt zbyt mocno się rozbujał i silnie uderzył głową w grubą gałąź. Niemal zamroczony wpadł do wody. Żaden z przyjaciół nie zauważył jego upadku. Wskoczyłem do stawu i podtrzymywałem mu głowę nad powierzchnią wody, głośno wzywając pomocy. Później, już na brzegu, Walt popatrzył na mnie w zamyśleniu i powiedział: „Dzięki, że mnie uratowałeś, Buddy". Miałem nadzieję, że ten wyczyn otworzy mi drogę do ich paczki, lecz kilka tygodni później Walt i reszta chłopców nie pozwolili mi zagrać ze sobą w piłkę. Poczułem się zdradzony, bo Walt nie wstawił się za mną. Podczas gry ktoś rzucił piłkę daleko w krzaki i nikt nie potrafił jej odnaleźć. Tego samego wieczora udało mi się jednak znaleźć piłkę, więc schowałem ją w naszej stodole. Byliśmy biednymi dzieciakami, więc zanim ktoś w końcu dostał na urodziny nową piłkę, przez wiele dni chłopcy nie mieli czym grać.
Dr N. - Powiedz mi, jaką wiadomość chcesz przekazać Waltowi?
P. - Pokażę mu dwie rzeczy. Chcę, żeby mój brat zobaczył mnie, jak siedząc nad brzegiem stawu, płaczę trzymając na kolanach jego zakrwawioną głowę, i żeby przypomniał sobie, co wówczas mówiliśmy, kiedy już przestał dławić się i parskać. Drugi sen, o grze w piłkę, zakończył się dodatkiem, w którym zabrałem go do stodoły i pokazałem wciąż schowaną w niej zgubę. Powiedziałem Waltowi, że wybaczyłem mu wszystkie przykrości, jakie spotkały mnie z jego strony podczas naszego wspólnego życia. Chcę, żeby wiedział, że zawsze z nim jestem, a oddanie, jakie dla siebie żywimy, nie umrze nigdy. Kiedy wróci do stodoły poszukać starej piłki, będzie o tym wiedział.
DrN. - Czy Walt będzie musiał śnić o tym wszystkim jeszcze raz po twojej wizycie?
P. - (śmieje się) To nie będzie konieczne, jeżeli po obudzeniu przypomni sobie miejsce ukrycia piłki. Walt pamiętał, co mu wszczepiłem. Pójście do starej stodoły i odszukanie piłki sprawiło, że przekaz stał się wyraźny. To dało Waltowi ukojenie po mojej śmierci.
Symbolika snów istnieje w umyśle na wielu poziomach, niektóre z nich są abstrakcyjne, inne zaś emocjonalne. Omówione wyżej sny wzmocniły wzruszające wspomnienia obu braci, dotyczące konkretnego odcinka czasu. Połączenie się w przyszłości zostało Waltowi przedstawione w trzecim, dość niejasnym i zagadkowym śnie, w którym obie dusze radośnie przebywały w świecie dusz.
Zajęło mi sporo czasu, zanim spotkałem zaawansowanego pacjenta, będącego uczniem Mistrza Snów, co jak sądzę, jest adekwatnym tytułem dla wspomnianego w przykładzie 6 Axinara. Jak to się dzieje z każdą techniką duchową, jedne dusze wykazują więcej zdolności niż inne w kierunku zdobywania bardziej zaawansowanych umiejętności. W przykładzie 6 Bud nie tylko stworzył sekwencję snów w umyśle Walta, lecz także zastosował bardziej skomplikowaną technikę połączenia ich w jeden centralny temat miłości i wsparcia dla swojego brata. Na koniec Bud dostarczył namacalnego dowodu swojej obecności dzięki ukrytej w stodole piłce. Niczego nie ujmuję Sylwii z przykładu 5, ponieważ bardzo skutecznie weszła ona w sen swojej matki, by napełnić ją ukojeniem. Wydaje mi się po prostu, iż pacjent w przykładzie 6 ujawnił większy artyzm.
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6839
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1258
x 350
Podziękował: 12596 razy
Otrzymał podziękowanie: 12888 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 28 kwie 2013, 23:32

Przebłysk wieczności (cały film lektor pl)



Robiłam dzisiaj porządki w zakładkach i znalazłam ten filmik,nie pamiętam skąd go mam ,ale wydaje mi się że, pasuje własnie tutaj.Sprawdzałam i chyba go nie ma na forum.
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 14350
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 992
x 403
Podziękował: 15182 razy
Otrzymał podziękowanie: 22137 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: songo70 » wtorek 30 kwie 2013, 18:14

Idź i znajdź siebie
muninszaman, wt., 2013-04-30 13:58


źródło: dreamstime.com

Spędzaj czas na łonie natury. Tam nie ma domów, ulic, samochodów, tłumów ludzi, nowoczesnych wynalazków. Tam możesz otworzyć się na naturalne doświadczenie. Uświadamiasz sobie przemijanie, zmienność wszystkiego. Przestajesz się chwytać i przywiązywać.


Obrazek



Faktem jest, że ludzie umierają. Nasi bliscy odejdą, również my sami. W kulturze jest wielki hałas. W naturze możesz znaleźć ciszę. Oczywiście da się ją odkryć w swoim wnętrzu, ale natura wspiera cię i łatwiej jest ją odszukać. Tu, wśród drzew, ptaków, traw itd. uświadamiasz sobie swój boski, duchowy, świadomy potencjał. Odkrywasz, że nie umierasz - że to, co nazywamy duchem, pomimo powszechnej zmienności świata zewnętrznego, nie przemija, nie kończy się. Odłącza się od ciała i trwa dalej. To jest naturalne odkrycie. Każdy człowiek ma do niego prawo.


Dzięki kontaktowi z przyrodą połączysz się z naturalnymi rytmami. Nie zapominaj jednak, nigdy o tym nie zapominaj, że poza ciałem istnieje jeszcze energia. Naucz się ją wyczuwać, postrzegać, odbierać jej impulsy, rozróżniać pięć eterycznych świateł - żółte, niebieskie, czerwone, zielone i białe. Lama Tenzin Wangyal Rinpocze, gdy był dzieckiem przyjętym do klasztoru bon (teraz żyje jako świecki mistrz) otrzymał od swojego nauczyciela instrukcję, by poszedł do przyrody (tam było niewiele miejsc do spacerowania) i znalazł siebie.



Idź i znajdź siebie. Możesz to zrobić. Idź w blisko położone miejsce, gdzie spotkasz drzewa i inne naturalne elementy środowiska, i znajdź siebie samego. Uda ci się. Możesz wychodzić z takim nastawieniem. Zaczniesz otwierać się na ducha i jego prawdę, wiedzę o życiu przed życiem i po śmierci. W taki właśnie naturalny sposób osiągają poznanie szamani.


Czytają z natury jak z otwartej księgi. Są tam różne akapity: o reinkarnacji, o stanie przejściowym (bardo), o ciałach subtelnych, o uzdrawianiu i wiele więcej. Sam możesz to znaleźć i czytać. Nikt nie musi cię niczego na ten temat uczyć i niczego ci udowadniać. Kontakt z naturą jest tym, czego potrzebujemy. Mamy bliski kontakt z kulturą, ale kulturę wytworzył człowiek. Jest równie ograniczona, jak jego własne pojęcia o świecie i nawyki. W naturze masz zawsze świeże doświadczenie. My nudzimy się kulturą. Ale żyjemy w niej, jakbyśmy mieli nigdy nie umierać.


Śmierć nasza i bliskich, niewiedza z nią związana to wystarczające powody, by uzdrowić swoją relację z naturą i znaleźć dzięki jej wsparciu siebie takimi, jakimi jesteśmy - bez zafałszowania, jakie kreują systemy myślowe czy religijne.




Źródło: http://www.muninszaman.blogspot.com
0 x


Jak się nie ma talentu, by napisać książkę to się zostaje krytykiem i wylewa wiadro pomyj na innych.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 12 maja 2013, 23:06

Niebo na górze, niebo w dole; Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole;
Wszystko co jest nad, pokaże to, co pod, Szczęśliwyś który zagadkę rozwiążesz.
Szmaragdowa Tablica Thota

Śmierć jest najważniejszą zagadką życia. Wszyscy mogą być jej pewni i nikt nie wie, co ona oznacza.
Tajemnicę można sprowadzić do prostych dylematów. Czy kiedy umieramy, wszystko się dla nas kończy, czy też w jakiś sposób żyjemy nadal? Czy jesteśmy tylko sumą naszych materialnych części, czy istnieje także dusza? Czy dusza jest wymysłem ludzkiej psychiki, czy też wynalazkiem religii? A może jest czymś cudownie prawdziwym?
Nauka, która potrafi zważyć, zmierzyć i zbadać ciało zmarłego, nie jest w stanie powiedzieć, co dzieje się. po śmierci. W nauce powszechnie, chociaż nie jednogłośnie, zakłada się, że nie ma żadnej duszy, a „śmierć znaczy śmierć". Niektórzy naukowcy powtarzają takie stwierdzenia, jakby były one doświadczalnie potwierdzonymi faktami. A jednak nie są to żadne fakty, lecz przypuszczenia, których nie sposób dowieść. Można wręcz powiedzieć, że nauka prezentuje w tym momencie czysto religijne podejście, ponieważ wyraża głęboką wiarę w nieistnienie duszy, lecz nie dysponuje żadnym sposobem na udowodnienie tej tezy.
Religia zajmuje dokładnie przeciwną pozycję, broniąc jej z równym zapałem i na równie niepewnym gruncie. Nie ma naukowych dowodów na istnienie różnych religijnych niebios, piekieł czy zaświatów. Mimo to przedstawiciele religii nieustannie zapewniają nas, że dusza istnieje, po śmierci będzie osądzona, może wcielać się w różne formy i może się odrodzić.
Niezrodzona, odwieczna, niepamiętna, starożytna, nie ginie, kiedy ciało zostaje zabite (...), mniejsza niż mała, większa niż wielka, jest ukryta w sercu człowieka (...), rozumiejąc to (...), mądry człowiek nie może się smucić (...). Bezcielesna w ciałach, trwała wśród nietrwałych (...) zostaje uwolniona z paszczy śmierci.

Taka filozofia religijna dotycząca istnienia elementarnej, nieśmiertelnej cząstki bytu, była filarem starożytnych duchowych nauk, głoszonych w tak odległych częściach świata, jak Indie, Meksyk, Egipt, Indochiny, Azja i Ameryka Południowa. Ciekawostką jest, że Ten tajemniczy system idei wskazuje na istnienie wspólnej cywilizacji, o której nic nie mówią żadne podręczniki historii. To „wspólne źródło" wywierało wpływ na wszystkie te regiony. System ten stosował jako swą podstawową metodologię, ezoteryczną formę astronomii i prowadził do wznoszenia na ziemi ogromnych dzieł architektury, które odzwierciedlały układy i ruchy ciał niebieskich. Był rodzajem ''nauki o nieśmiertelności'', mającej na celu uwolnienie ludzkości ''z paszczy śmierci''. Jego początki giną w mrokach prehistorii czyli całkowitej ''amnezji'', jakiej doznał nasz gatunek w odniesieniu do ponad 40 000 lat naszej przeszłości. Amnezja ta obejmuje okres od pojawienia się człowieka współczesnego do spisania pierwszych ''źródeł historycznych'' w Egipcie i Sumerze w III tysiacleciu p.n.e.
Wspólną cechą wszystkich tych kultur była próba rozwiązania zagadki duszy: dokładnie tak, jak - według relacji Cezara - czynili to druidzi. W Meksyku, w Egipcie, Kambodży, na Wyspie Wielkanocnej, w Ameryce Południowej i celtyckiej Brytanii, wszędzie trwały poszukiwania. Bardzo często miały one jakiś związek z postacią „boga" lub „cywilizującego bohatera", uważanego za wielkiego nauczyciela i założyciela religii. Zawsze i wszędzie poszukiwania te były prowadzone wśród świętych monumentów, stworzonych w celu podtrzymywania związku między niebem i ziemią. :)

Niebo istnieje - życie po śmierci - udokumentowane przypadki

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 04 cze 2013, 23:36

Plany astralne M.Newton - Przeznaczenie dusz.
Kiedy moi pacjenci opisują wchodzenie do świata dusz jako „wznoszenie się ponad mgliste powłoki półprzeźroczystego światła", przywodzi mi to na myśl poziomy astralne, o których czytamy w tekstach wschodnich mędrców. Muszę wyznać, że wcale mi się nie podoba sztywny, przypominający stopnie schodów podział na dokładnie siedem poziomów egzystencji, od najniższego do najwyższego, którym posługuje się duchowa filozofia Wschodu. Bierze się to stąd, że moi pacjenci nie widzą żadnego dowodu ich istnienia. Ludzie mają słabość do kodyfikowania wszystkiego. W swoich opisach świata dusz prawdopodobnie sam temu ulegam. Być może najlepiej będzie przyjąć te koncepcje, które mają dla nas sens z duchowego punktu widzenia, a całą resztę odrzucić, nie przejmując się starożytnością niektórych idei czy też tym, kto zaświadcza o ich prawdziwości.
Powodem moich obiekcji wobec sztywnej formuły istnienia ściśle określonych poziomów egzystencji od Ziemi do Boga jest fakt, że stanowią one niepotrzebną przeszkodę. Moje badania z udziałem pacjentów w wyższym stanie świadomości wskazują, że w momencie śmierci przechodzimy bezpośrednio z jednego poziomu astralnego otaczającego Ziemię przez bramę do świata dusz. Nie ma znaczenia, czy dusza mojego pacjenta jest młodą, czy też bardzo zaawansowaną, starszą duszą - wszyscy mówią mi, że tuż po śmierci przenikają przez gęstą atmosferę światła wokół astralnego poziomu Ziemi. Światło to ma ciemno-szarawe plamy, lecz nie widać czarnych, nieprzenikalnych stref. Wiele osób opisuje tunel. Wszystkie przychodzące z Ziemi dusze szybko wnikają w jasne światło świata dusz. Jest to jednorodna przestrzeń eteryczna, bez żadnych barier czy podziału na strefy. W samym świecie dusz wszystkie tak zwane przestrzenie czy miejsca dostępne reinkarnującej duszy łączą się ze sobą. Na przykład rejestry, zwane przez moich pacjentów Księgami Życia, przechowywane są w symbolicznych bibliotekach, sąsiadujących z innymi przestrzeniami duchowymi (według myśli Wschodu rejestry takie znajdują się na poziomie czwartym, oddzielonym od innych obszarów funkcjonalnych).
Kiedy moi pacjenci opowiadają o podróżach między wymiarami, przypuszczam, że można by je interpretować jako ruch duszy poprzez różne poziomy. Sam termin „poziom, plan" niezupełnie odpowiada takim pojęciom, jak poziomy, płaszczyzny, granice, podziały, chyba że pacjent ma na myśli Ziemię. Osoby poddane hipnozie relacjonują, że wewnątrz otaczającego naszą planetę poziomu astralnego znajdują się alternatywne lub współistniejące rzeczywistości, będące częścią naszego świata fizycznego. Niektórzy ludzie z naszej rzeczywistości fizycznej potrafią tam ujrzeć pewne istoty niematerialne. Opowiadano mi o różnorodności sfer między wymiarami, wykorzystywanych przez dusze jako miejsca szkoleniowe lub rekreacyjne. Duchowe granice mogą być równie wąskie jak „szkłopodobne" ścia¬ny dzielące skupiska dusz, bądź też równie szerokie jak strefy między wszechświatami. Opowiadano mi, że wszystkie strefy przestrzenne mają określone właściwości dźwiękowe, które pozwalają na ich przejście tylko wtedy, gdy fale energetyczne są dostrojone do prawidłowej częstotliwości. Bardziej zaawansowane dusze wyjaśniają, że znany nam czas absolutny na tych obszarach nie istnieje. Czy fizyczny świat Ziemi posiada podobne cechy, których większość z nas nie dostrzega? Jeden z moich pacjentów napisał do mnie po naszym seansie następujący list:
Nasza praca pozwoliła mi zrozumieć, że otaczająca nas rzeczywistość przypomina film wyświetlany na trójwymiarowym ekranie nieba, gór i mórz. Gdyby drugi projektor, posiadający własne, zmienne częstotliwości światła i sekwencje czasoprzestrzeni, był zsynchronizowany z pierwszym, obie rzeczy-wistości mogłyby istnieć równolegle, a istoty materialne i niematerialne przebywać w tej samej strefie.

Gdyby to, co na temat tego systemu słyszę od pacjentów w transie hipnotycznym, było prawdziwe, istoty eteryczne byłyby zdolne do istnienia w różnych światach wewnątrz tego samego poziomu astralnego, który otacza Ziemię - a właściwie na samej Ziemi. Siły energii oscylacyjnej wokół naszej planety podlegają permanentnej zmianie. Wydaje mi się, że gdyby te pola magnetyczne zmieniały swą gęstość, wytwarzałyby cykliczne przekształcenia (czy wariacje) w ciągu wieków ludzkiego życia. Wynika stąd, że być może w danym wieku jesteśmy bardziej lub mniej receptywni, jeśli chodzi o postrzeganie istot duchowych. Kto wie, czy starożytni rzeczywiście nie mogli widzieć więcej niż my, żyjący współcześnie.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 06 lip 2013, 00:00



Prelekcja Łukasza Bartoszewicza w oparciu o książkę amerykańskiej prawniczki Nancy Danison, w której opisuje swoje doświadczenie śmierci klinicznej w efekcie której uzyskała wgląd w świat życia po śmierci.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 07 lip 2013, 00:10

Dusza w ciągłym cyklu życia i śmierci



Nasz wszechświat tworzy połączenie z siedmioma formami materii, które różnią się między sobą swoją określoną przyczyną, stopniami i właściwościami. Nie przypadkowo białe załamania światła rozdzielają się na siedem kolorów, oktawa zawiera siedem nut w rodzinie. Ciemną materię naszego wszechświata, tworzy siedem różnych pod względem swoich cech i właściwości pierwotnych materii, które po połączeniu się ze sobą tworzą dobrze wszystkim znaną i odczuwalną fizycznie gęsta substancję. Właśnie z niej składa się duch, tzn. dusza samego człowieka i istota wszystkiego co żywe.
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6839
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1258
x 350
Podziękował: 12596 razy
Otrzymał podziękowanie: 12888 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 07 lip 2013, 09:25

Świetny film Janusz :) W bardzo prosty sposób przedstawione życie duszy. Ciekawi mnie czy Dusza cierpi ,kiedy nie może oderwać się od nieżyjącego już ciała fizycznego i jak to wygląda w przypadku mumifikowania ciał np. faraonów ?

edit;

Wstawiam jeszcze prelekcję Łukasza Bartoszewicza z Harmonii Kosmosu 2013


Nancy Danison i jej podróże po zaświatach - Łukasz Bartoszewicz - 5.07.20
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Fair Lady
Posty: 1542
Rejestracja: czwartek 25 kwie 2013, 10:12
x 1
x 11
Podziękował: 579 razy
Otrzymał podziękowanie: 957 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: Fair Lady » niedziela 07 lip 2013, 12:43

janusz juz wstawil wczesniej te prelekcje.
Ciekawy temat - ale ja zalozylam, ze istnieje osiem poziomow, czy czesci "skladowych", a moze swiatow. I mysle, ze jest to tylko pozycja wyjsciowa, matryca.
Macierz ta moze sie rozszerzac, powiekszac, lub redukowac, a przez to zmieni sie jej wyglad i oddzialywanie.
Osobiscie postrzegam czaso-przestrzen jako cykl falowy i wlasnie dziele te fale na 8 czesci, faz. One nie nakladaja sie na siebie, kazda faza jest indywidualna wielkoscia i pelni inna role.
Ale na Olimpie bylo 12 Bogow w Radzie "Nadzorczej" ;) - widac dzielili wg ruchu wirowego, obrotowego, katowego.
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6839
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1258
x 350
Podziękował: 12596 razy
Otrzymał podziękowanie: 12888 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 07 lip 2013, 12:47

Fair Lady pisze:janusz juz wstawil wczesniej te prelekcje.
Ciekawy temat - ale ja zalozylam, ze istnieje osiem poziomow, czy czesci "skladowych", a moze swiatow. I mysle, ze jest to tylko pozycja wyjsciowa, matryca.
Macierz ta moze sie rozszerzac, powiekszac, lub redukowac, a przez to zmieni sie jej wyglad i oddzialywanie.
Osobiscie postrzegam czaso-przestrzen jako cykl falowy i wlasnie dziele te fale na 8 czesci, faz. One nie nakladaja sie na siebie, kazda faza jest indywidualna wielkoscia i pelni inna role.
Ale na Olimpie bylo 12 Bogow w Radzie "Nadzorczej" ;) - widac dzielili wg ruchu wirowego, obrotowego, katowego.


Gdzie ? ups ,nie wiedziałam .
Dlaczego zakładasz że 8 poziomów ? Wydaje mi się że to może być każda liczba , ale zgadzam się co do cyklu falowego.To ma sens.
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Fair Lady
Posty: 1542
Rejestracja: czwartek 25 kwie 2013, 10:12
x 1
x 11
Podziękował: 579 razy
Otrzymał podziękowanie: 957 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: Fair Lady » niedziela 07 lip 2013, 13:17

Dlaczego zakładasz że 8 poziomów ?


Taka informacje otrzymalam od jakiejs sily niewidzialnej, od sily madrej i dobrej (dla mnie), czyli tak jakbym nagle dostapila jakiegos poziomu poznania i zaczelam wdrazac sie w tajniki i ezoteryki i gi gonga (tego od Shaolinu) i tam jest 8 etapow cyklu. Przyjelam to jako swoja filozofie.
8 to cztery fazy z przeszlosci i 4 kolejne, ktore pokazuja przyszlosc. Dotyczy to istot swiadomych.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 05 sie 2013, 23:43

Przesłanie z państwa Ozyrysa
O, sędziowie i uczeni, urodzeni i sławni i wszyscy ostatni ludzie, którzy wstąpicie kiedykolwiek do tego grobu, podejdźcie bliżej i słuchajcie mojej opowieści! - czytamy z napisu na grobowcu żony Taimhotepa w Aleksandrii. 30-letnia małżonka Wielkiego Księcia Memfisu, która w 42 r. p.n.e. odeszła na tamten świat, mówi o cierpieniu w ciemnym państwie wiecznego zapomnienia i smutek emanujący z jej słów dobiega do nas nawet po tylu stuleciach:

Na co zdają się lata, przez które nie żyjemy na Ziemi? Kraj Zachodu jest krainą snu i ciemność ciężko spoczywa na tych, którzy się tam dostali. Cienie ich cierpią i nie mogą liczyć na to, by ujrzeli swych braci. Nie widzą swych ojców, ani swych matek, daremnie rozglądają się za swymi małżonkami i dziećmi.

Woda życia, która jest na ziemi, należy się każdemu, ale moim udziałem tutaj jest pragnienie. Woda sama przypływa do tego, który jest na ziemi, ja jestem spragniona, choć woda jest tuż obok mnie, dlatego nie wiem, gdzie ona jest, odkąd przybyłam do tego smutnego ustronia. Daj mi cieknącą wodę, albo wskaż drogę wiodącą ku wodzie, nadstaw ma twarz ku północnemu wiewowi wiatru nad brzegiem rzeki, proszę, abyś wybawił moje serce od tego utrapienia.

Śmierć woła każdego. „Chodź do mnie” - to imię śmierci. Wszyscy, których do siebie woła, idą ku niej, choć serca ich pełne są strachu. Nie ma ani boga, ani człowieka, który odważyłby się na nią spojrzeć. Ma ona w swych rękach to co wzniosłe i proste, a nikt jej nie może się oprzeć. Jej ręka spocznie na każdym, na kim zechce: odbiera dzieci matce, na próżno chce uciec jej starzec. Wszyscy proszą ją o litość, ale ona nikomu nie odpuści - nie przychodzi do tego, który ją wzywa, nie słucha tego, kto się do niej modli, ani tego, który ją wielbi.

„Pieśń harfiarza”, która powstała na dwadzieścia stuleci przed napisem na grobie Taimhotepa, mówi nam jeszcze, że:

Z tamtego świata jeszcze nikt nie wrócił. Nikt nie może powiedzieć, jak martwi wyglądają i czego im trzeba. Pamiętaj, że nikomu nie jest dane zabrać ze sobą swój majątek. A z tych, którzy tam odeszli - nikt już nie powraca.

Te słowa wydają się szczególnie dziwne w porównaniu z kultem zmarłych, który rozwinął się w starożytnym Egipcie. W kulturze, w której dobro osób zmarłych było stawiane na pierwszym miejscu, o przemijającym ziemskim życiu musimy poszukać prawdy w magicznych tekstach, a nie w zapisanych pieśniach żałobników.

Powrót z tamtego świata
Jak to wynika z różnych cytatów ze staroegipskich magicznych papirusów, dusze osób zmarłych nie tylko wracały z zaświatów, ale istniały konkretne wyobrażenia o ich wyglądzie. Sprawiedliwy i szlachetny człowiek stawał się po swej śmierci Promieniującym duchem przebywającym w towarzystwie bogów i zapewniał on ich pomoc i opiekę nad swymi żyjącymi bliskimi, a także tym, którzy odpowiednimi rytuałami zyskali jego przychylność. Duch złego człowieka nazywany martwym duchem był wykluczony z obiegu pośmiertnego życia i przebywał na skraju pustyni, gdzie jako złowroga istota wkraczał do ludzkich siedzib i tam się na ludziach srodze mścił - wchodząc w ciała żywych powodował padaczkę, szaleństwo czy choroby zakaźne

O możliwości spontanicznego powrotu zmarłych bogów i duchów mówi znana historia o faraonie Tutmozisie IV władającym w latach 1413-1405 p.n.e. Granitowa stela znaleziona między łapami Sfinksa mówi, że kiedy faraon zdrzemnął się w południe pod tą ogromną rzeźbą zmęczony polowaniem, objawił mu się we śnie bóg Haremachet, który rozkazał mu oczyszczenie Sfinksa z pokrywających go warstw piasku, co Tutmozis bez wahania rozkazał wykonać.

Tajemnice nekromancji
Wywoływanie duchów zmarłych, ściślej zwane nekromancją, jest dokładnie opisane w demotycznych, magicznych księgach z muzeów Londynu, Leidy i Luwru. Znajdziemy tam całe przepisy, w jaki sposób przywoływać nie tylko bogów i świetliste duchy, ale także złe i demoniczne istoty, dusze zatracone. Nekromancja powstała dzięki chęci poznania rzeczy ukrytych, teraźniejszych, przeszłych i przyszłych - co wynika z samej jej nazwy. Nekromancja pozwala na przyjmowanie rozkazów z innego świata i wydawanie rozkazów istotom w nim przebywającym. Wszystkie te czynności, oczywiście, były głęboko zrytualizowane.

Wiedza starożytnych Egipcjan o istnieniu, wyglądzie i działalności demonów była o wiele bardziej złożoną, niż wiedza europejskich magów na przełomie Średniowiecza i Odrodzenia. Z pisemnych i rzeczowych źródeł wiemy, że było ich ponad 200. Imion wielu z nich zapomniano, bowiem ich imion nie można było zapisywać i wymawiać, na zasadzie „nie wywołuj wilka z lasu”

Wszystkie demoniczne istoty były obdarzone nadprzyrodzoną siłą i poza czarodziejskimi różdżkami, amuletami i inną magiczną bronią, można je było przegonić przy pomocy ognia. Z pomiędzy tych, które złowrogich stworów można wspomnieć te, których imiona związane są z ich fizycznymi właściwościami: Czerwonooki, Ślepogłowy, Białozęby, Dalekokroczący, Czaszkogłowy, itp. Osobną podgrupę stanowią demony towarzyszące bogini wojny Sachmet, którzy w każdym roku rozsiewali w Egipcie mór. Jednak najwięcej informacji zostało na temat podziemnych demonów opisanych w tekstach „Księgi zmarłych”. Niektóre z nich strzegły bram podziemnego królestwa przed „nieczystymi”, inne zaś krążyły po podziemnym państwie Ozyrysa i w tej ciemnej krainie jedzeniem ich były ciała zmarłych, zaś napojem - ich krew.

Ze złymi duchami zazwyczaj egipski mag się nie zadawał, a kiedy się zbliżyły, to używał zwierciadła by je odegnać, zaś kiedy weszły do ciała jakiejś osoby, wypędzał je - co nie było prostą i łatwą czynnością.

Magiczne teksty i zaklęcia
Podstawową czynnością w magicznej działalności (i to nie tylko w Egipcie) było zaklinanie służące przywołaniu, opanowaniu i odwołaniu z powrotem na plan astralny istot z zaświatów. Najstarszym i najprostszym czarodziejskim środkiem, który zrodził się wraz z językiem mówionym, było zaklęcie. Wygłaszanie jego tekstu, już to z pamięci, już to z zapisu miało zawsze brzmienie rozkazujące, wzmacniane jeszcze dodatkowo odpowiednią wokalizacją i gestykulacją. I tak najstarsze zaklęcia występowały tylko w formie rozkazu - nakazu czy zakazu - później łączono je z innymi tekstami i używano także do innych celów. Czarodziejskie zaklęcia były często ściśle utajniane i tak poza ich właścicielem nikt nie mógł ich używać, czy nawet przeczytać, inaczej traciły moc.

Bolesław Prus w swej powieści, niejednokrotnie podaje przykłady takich magicznych formuł:

Ojcze niebieski, łaskawy i miłosierny, oczyść duszę moją... Ześlij na niegodnego sługę swoje błogosławieństwa i wyciągnij wszechmocne ramię na duchy buntownicze, abym mógł okazać moc Twoją...

Oto znak, którego dotykam w waszej obecności. Otom jest - ja - oparty na pomocy bożej, przewidujący i nieustraszony... Otom jest potężny i wywołuję was i zaklinam... Przyjdźcie tu, posłuszne w imię Aye Saraye, Aye Saraye...[...]

W imię wszechmocnego i wiekuistego Boga... Amorul, Tanecha, Rabur, Latisten... [
]

W imię prawdziwego I wiecznie żyjącego Eloy, Archima, Rabur, zaklinam was i wzywam... Przez imię gwiazdy, która jest słońcem, przez ten jej znak, przez chwalebne i straszne imię Boga żywego...

„Faraon”, tom 1, rozdz. XX

Ta księga, to jedna wielka tajemnica. Nie dopuść do tego, by widziało ją oko człowieka , ponieważ to jest szkodliwe dla niej, kiedy przeczyta ja ktoś obcy. Ukrywaj tę księgę! - czytamy w siódmym ustępie XII rozdziału „Księgi zmarłych”. W jej tekstach są opisane wszystkie efekty, które można osiągnąć stosując jej zaklęcia, mówi się o pochodzeniu i znalezieniu czarodziejskich papirusów - jak to ukazuje np. fragment z Papirusu Londyńskiego z przełomu XIII/XII wieku p.n.e.:

Księgę tę objawiono w sali świątyni w Chebjete, a dostała się ona tajemną mocą bogini do rąk bibliotekarza świątynnego. Ziemia była pogrążona w ciemnościach, a Księżyc świecił na tą księgę, gdziekolwiek by ona nie była.

Imperatywny charakter zaklęcia wzmagał się wraz z upływem czasu. Wydaje się być czymś naturalnym, że faraon będący zastępcą jedynego Boga na ziemi, nakazuje pomniejszym bogom w czasie rytuału pogrzebowego, by odstąpili część swej mocy duchowi jego zmarłego ojca - co Bolesław Prus opisał bardzo dokładnie w trzecim tomie „Faraona”, w rozdziałach IV i V, jednakże o znacznym upadku religijności świadczy fakt, że czarodzieje z czasów rzymskich zwracał się do bogów już tylko w sprawach dotyczących marnego żywota ziemskiego. Przyczyny tego stanu rzeczy możemy jednak widzieć w procesach, które zgubnie wpłynęły na egipskie życie religijne: obce kulty, rywalizacja pomiędzy faraonami a kapłanami, napływ mniejszości narodowych, zakulisowe walki o władzę i niezrozumiałe dla prostego ludu rytuały religijne. Do tego należałoby dodać jeszcze rozwój czarodziejskich i nekromantycznych praktyk, czarnej magii i negatywistycznych kultów bogini Amemait - postrachu wszystkich zmarłych, demona Apopa, wroga Słońca w kształcie ogromnego węża Sutecha (Seta, Setha) znanego jako „ucieleśnienie wszelkiego zła”, „złoczyńcy pomiędzy bogami”, Kuka - boga ciemności „którego władza już się skończyła”, itd.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 04 paź 2013, 00:39

"Egipska Ksiega Umarłych" czyli wiedza o życiu po życiu.

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 17668
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 932
Podziękował: 32172 razy
Otrzymał podziękowanie: 25784 razy

Re: Życie przed i po życiu?

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 16 paź 2013, 21:40

Istoty bezcielesne odwiedzające Ziemię - M.Newton ''Przeznaczenie Dusz''.

Istnieją byty, które podróżują na Ziemię jako turyści i nigdy nie inkarnowały na naszej planecie. Niektóre z nich są dość zaawansowane, inne natomiast są nieprzystosowane. Istoty te opisywano mi jako przyjazne, skore do pomocy i spokojne, albo też obojętne, nieznośne czy nawet kłótliwe. Od tysięcy lat w naszej tradycji ludowej istoty te obdarza się zdolnością wywoływania zarówno strachu, jak i oczarowania. Nasza mitologia rozróżnia między lekkimi, zwiewnymi i kapryśnymi duszkami a ciemnymi i ciężkimi istotami o przykrym temperamencie.
Spora liczba moich pacjentów opowiadała mi, że pomiędzy kolejnymi wcieleniami na Ziemi podróżują jako istoty bezcielesne do innych światów, leżących w naszym wymiarze, jak również poza nim. Niektórzy widują podczas takich wycieczek inne byty niefizyczne. Ich relacje są intrygujące, jak zobaczymy w kolejnym przykładzie.

Dr N. - Skoro opisałeś mi, jak bardzo lubisz podróżować do światów fizycznych i mentalnych w okresach pomiędzy wcieleniami, ciekawi mnie, co wiesz o innych istotach, które widujesz pojawiając się na Ziemi?
P. - Unoszą się one w naszej rzeczywistości, podobnie jak czynię to ja w innych wymiarach.
Dr N. - Czy znasz wiele dusz regularnie inkarnujących na Ziemi, które odwiedzałyby ją podobnie jak ty?
P. - Nie, w zasadzie nie jest to zbyt powszechne, ale ja lubię tu przebywać. Wielu moich przyjaciół woli zmianę otoczenia pomiędzy wcieleniami i trzyma się od Ziemi z daleka. Kiedy tu przebywam, czasem spotykam dziwaczne, nieznane mi istoty.
Dr N. - Jak one wyglądają?
P. - Dziwnie, mają osobliwe kształty, są jak z waty albo bardzo gęste... nie przypominają ludzi.
Dr N. - Porozmawiajmy o tym. Powiedziałeś mi, że dusze w świecie dusz mają zdolność jawienia się w ludzkiej postaci. Jak ty i twoi przyjaciele wyglądacie na Ziemi jako istoty duchowe?
P. - Och... raczej tak samo, lecz w bardziej gęstym świecie, jakim jest Ziemia, wzmacniamy niejako stronę fizyczną...
Dr N. - Chodzi ci o to, że jesteście bardziej cieleśni?
P. - Hm... tak... w pewnym sensie. W światach takich jak Ziemia jesteśmy jakby mocniej zarysowani, tak jak obrysowuje się ludzką sylwetkę zrobioną z przezroczystego materiału. W świecie dusz promieniujemy jasną, pełną energią.
Dr N. - Czy istota niefizyczna, nawet w stanie rozproszonym, może być widzialna dla żywych mieszkańców planety?
P. (parska śmiechem) - O tak... lecz tylko niektórzy ludzie mogą nas widzieć jako zjawy, a i to nie zawsze.
DrN. - Dlaczego tak jest?
P. - Ma to związek z poziomem receptywności w określonych momentach, kiedy znajdujemy się na ich obszarze.
Dr N. - Jeśli chcesz, wejdź w rolę przezroczystej zjawy i powiedz mi, co robisz na Ziemi. Opowiedz mi także o wszelkich nie-ludzkich duchach, jakie widzisz, które nie mają doświadczeń z wcielania się na naszej planecie.
P. (z zadowoleniem) - Jako goście szybujemy przez góry i doliny, miasta i osady. Zawsze ciekawie jest natknąć się na różne rodzaje istot, które także tu sobie podróżują. Wiedzą one, że mieszkańcy Ziemi się nas boją, więc większość tych istot chciałaby rozproszyć ten lęk, ale... my, z Ziemi, wiemy, że nie można sobie pozwolić na wikłanie się w życie ludzkiej społeczności.
Dr N. - Czy to oznacza, że istoty z innych światów nie mają takich obiekcji?
P. - Tak.
Dr N. - Rozumiem, że słowo „wikłanie się" oznacza wtrącanie się do linii czyjejś karmy?
P. - No... tak.
Dr N. - Ale dlaczego nie pomóc komuś, jeśli można?
P. (gwałtownie, może nawet z lekkim poczuciem winy) - Zrozum, nie jesteśmy oddelegowanymi na Ziemię przewodnikami. Jesteśmy tylko gośćmi, podobnie jak inni, których tu czasem spotykamy. Dla nas wszystkich to podróż wakacyjna. Kiedy napotkamy jakąś szczególnie nieszczęśliwą sytuację, możemy poświęcić chwilę, by krótko... pomyśleć o lepszej, alternatywnej ścieżce. Sprawia nam przyjemność... popychanie ludzi, by działali w swoim lepszym interesie, a nie kierowali się w złą stronę.
Dr N. - Jeśli znajdziecie się we właściwym miejscu i we właściwym czasie?
P. - Właśnie, żeby... łagodnie popchnąć w lepszym kierunku w przełomowym momencie (podnosi głos) - a nie naprawiać wyrządzone szkody, rozumiesz.
Dr N. - Zatem można was uznać za dobre duchy?
P. (śmieje się) - W przeciwieństwie do czego?
Dr N. - Do złych duchów, które wtrącają się dla przyjemności czynienia krzywdy.
P. (gwałtownie) - Kto ci to powiedział? Nie ma złych duchów, są jedynie nieudolne... i niedbałe... i obojętne...
Dr N. - A co z duchami smutnymi, zdezorientowanymi albo takimi, które lubią żarty - czy one mogą czynić krzywdę?
P. - Tak, ale nie ma w tym premedytacji, (milknie i dodaje) Nie wszyscy z nas należą do tej samej kategorii... szybujących po niebie jak skowronki.
Dr N. - O to mi właśnie chodziło. Mam na myśli widma.
P. - To duchy uziemione tu z własnej woli.

Dr N. - A duchy, które są obce na Ziemi?
P. (milczy) - Są pewne istoty, które podróżują między wymiarami, uważane przez nas za nieprzystosowane. Wydają się nie mieć żadnej wrażliwości dla Ziemi. Nie wiedzą o istnieniu ludzkich istot.
Dr N. (zachęcająco) - I to one właśnie mogą stwarzać ludziom problemy?
P. (zirytowany) - Tak, czasami... chociaż nie muszą mieć złych intencji. Nie są złe, to po prostu niezgrabne, psotne dzieciaki. Młodsze dusze mogą się zagubić w różnych wymiarach i pomiędzy nimi. Zabawy rozpraszają ich uwagę. Uważamy je za niegrzeczne nastolatki. Te łobuziaki myślą, że Ziemia jest ich miejscem zabaw, gdzie mogą się wyszaleć kosztem naiwnych, łatwowiernych ludzi, których uwielbiają straszyć. Znakomicie się bawią, dopóki nie zostaną schwytane przez jednego z Tropicieli, wysłanych specjalnie po tych wagarowiczów.
Dr N. - Czy to częste przypadki?
P. - Nie wydaje mi się. Są jak dzieci, które raz na jakiś czas uciekają przed uważnym wzrokiem rodziców.
Dr N. - A zatem nie spotykasz złośliwych duchów skierowanych tu przez jakieś siły demoniczne?
P. - Nieee... czasem zdarza nam się wpaść na jakąś ciemną, ciężką istotę zagubioną w ziemskiej atmosferze. To miejsce ma swoją gęstość, lecz istoty te przybywają z jeszcze bardziej gęstych obszarów. W każdym razie chcą się do nas przyczepić, bo nie wiedzą, co robić. Nazywamy je „grubasami", bo są bardzo nieruchawe.
Dr N. - A co z duchami, które są obojętne wobec mieszkańców Ziemi?
P. (wzdycha głęboko) - Tak, one potrafią straszyć ludzi. To dlatego, że niektóre z nich mają destruktywną naturę. Są nieprzewidywalne.
Dr N. - Słonie w składzie porcelany?
P. - Tak - brak przystosowania do miejscowych zwyczajów...
DrN. - Czy w przypadku istot, które mogą być nieznośne dla tutejszych mieszkańców, staracie się w jakiś sposób interweniować?
P. - Tak, jeśli natkniemy się na nich podczas jakichś ich zbójeckich poczynań, przerywamy je i usiłujemy ich stamtąd odegnać. Dzieje się tak bardzo rzadko... większość przybyszów nie z tego świata jest poważna i pełna szacunku, (milczy chwilę) Chciałbym podkreślić, że nie jesteśmy filantropami. To nasz okres wakacji, odpoczynku, podczas którego pragniemy uwolnić się od odpowiedzialności.
Dr N. - No dobrze, ale dlaczego jakiemuś nieudolnemu duchowi wolno pojawić się na Ziemi i sprawiać kłopoty, nawet nieumyślne, żyjącym tu ludziom? Czy ich przewodnikom brak cech dobrych rodziców?
P. (niewzruszony) - No cóż... nadmierny nadzór produkuje tępe dzieci. Gdyby były trzymane na krótkiej smyczy, jak mogłyby się czegokolwiek nauczyć? Nikt nie pozwoli im niczego niszczyć ani uczynić jakiejś wielkiej krzywdy.
Dr N. - Ostatnie pytanie. Czy sądzisz, że wszystkie te rodzaje duchów, o jakich tu mówiliśmy, roją się nad Ziemią w wielkiej liczbie?
P. - Wcale nie. W porównaniu z ziemską populacją jest ich zaledwie niewielki ułamek. Z mojego doświadczenia wynika, że są okresy, kiedy kręci się tu tylko kilka takich istot i mogę ich nawet wcale nie widzieć. To nie jest coś stałego... raczej kwestia cykliczna.

Z czymś, czego nie widzimy, a co jednak wyczuwamy zmysłami, zawsze wiąże się tajemnica. Zastanawiam się, czy duchowi podróżnicy nie wywołują w nas wspomnienia tego, kim kiedyś byliśmy i kim znowu będziemy.
0 x



ODPOWIEDZ