Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Zagadki Wrocławia

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 359
x 197
Podziękował: 30150 razy
Otrzymał podziękowanie: 8870 razy

Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 06 gru 2014, 00:53

Wbyłem w tym mieście tylko kilka razy, można by policzyć na palcach jednej ręki więc nie będę się wymądrzał.
Jest jednak kilka osób, którym leży na sercu odszyfrowanie historii ich miasta i myślę, że poniższym artykułem
zmotywuję ich do dalszego grzebania w "brudach" historii ;) :

Juliusz Prawdzic-Tell pisze:09. PROMETEOMACHIA
Kościoły Tymoteusza?

Kolegowałem się górnośląskim milicjantem, który studiował we Wrocławiu Historię Sztuki. Ponieważ abnegował moje Kultury Megalityczne więc KAZAŁEM MU zhistoryzować znalezioną w fundamencie domu przy Odrzańskiej głowicę "pseudokoryncką". Ubawił mnie, bo powiedział, że mogła zostać przywieziona z Bałkan.

Ja UDAWAŁEM MĄDREGO, ale w mej teorii brakowało kilka Wieków; jednak gdy na początku V 2010 przeczytałem, że Krezus odbudował tylko spalony przez Kimeriów Artemizjon to te Wieki ZNALAZŁY SIĘ. Ponieważ nie wyobrażałem sobie by Posejdonidzi poznańscy budowali pałac z kolumnami z granitu strzelińskiego więc powinien to być pałac SEJMOWY. Podczas przeładunku w porcie Dolnym głowica uległa uszkodzeniu i została zbrakowana. Jeśli Artemizjon był hetycką budowlą Imperialną to pałac Sejmowy na Górze Narad w Poznaniu mógł być budowany przez tą samą szkołę architektoniczną. Niemcy wyprowadzali pałac Królewski w Kalundborgu z południowego-wschodu, więc jeśli pałac przypiszemy Odynowi, najstarszemu synowi Posejdona, to mógł być naśladownictwem pałacu na Cytadeli?

Teraz to wszystko jednak wzięło w łeb, bo głowica Pseudokoryncka przestała być fenomenem jako zbrakowny w Porcie Dolnym element Wozowni pałacu Ptolemeuszy polskich w Kairze-Koninie. Również przy kopaniu fundamentów przy ul. Św. Antoniego 11 znaleziono wielką granitową głowę mężczyzny. Wg mnie jest to głowa posągu z HOŁDOWNICZEJ świątyni Attyli w postaci obecnego kościoła św. Antoniego. Po odarciu w Kielcach posłom huńskim mięsa od kości dla sporządzenia pupetów, które odesłano Hunom, wrocławiaczki wywlokły też posąg Attyli, któremu odrąbali głowę, i toczyli OBIJAJĄC JĄ. Świątynię jednak uratowano przez zakopanie i urządzenie w niej zimnicy a potem prochowni.

Austriacy likwidując Ogród Strzelecki tą prochownię odkopali i przebudowali barokowo, likwidując galerię dolną, jakich to kościołów katolicy NIE BUDOWALI. Świątynie galeriowe budowali Krok z Pragi i Erychtonos, od którego przejął to Chronos i jego syn Chejron, którego ostanim dziełem jest kamienna katedra w Ribe. Katedrę w Ribe miał budować warsztat katedry mogunckiej, co należy rozumieć, że wypędzony z Pragi Tryton uznał się wasalem Chejrona, ale Chejron został pobity przez Prometeusza i przykuty do pręgierza na Chojniku, wobec czego do Bohemii wyprawił się Odrą Posejdon, który pojmał Prometeusza i przykuł w miejsce Chejrona, Koronując się tym na Pana Oceanów.

Ja do tej świątyni na Antoniego mam analogię, a mianowicie kamienice, które zostały wbudowane w pałac Bonapartego. Zostały one ozdobione piękną sztukaterią RENESANSOWĄ, którą Langhans złożył w piwnicach więc przy ostatniej odbudowie założono ją na swoje miejsca, ale nie odnowiono na POŁYSK. Ta sztukateria Spycha te kamienice do PRZEDROMANIZMU.

W latach 80 do WOAK przyszedł robotnik, żeby pokazać nam rzecz niesamowitą. Na ul. Mikołaja kamienica secesyjna stała na piwnicach GLINIANYCH. Ale na tym nie koniec, bo 10 lat temu przy ul. Mikołaja, Kiełbaśniczej i Rzeźniczej odkopano domki takie jak Jaś i Małgosia, ale o sklepieniach GRANITOWYCH i bez śladu cegły. Awanturowałem się i GROZIŁEM Żydówce Hawrylak – że to zabudowa sprzed KILKU TYSIĘCY LAT, ale rozebrali...

Wniosek z tego jest taki, że CEGLANY kościół św. Antoniego zbudował Tymoteusz, który mógł uznać się wasalem Prometeusza nad Wełtawą a potem ożenił się z Okeanidą, powinowatą Posejdona, po której śmierci OSZALAŁ. Zbudował dla niej grobowiec w postaci rotundy Romańskiej na wrocławskim Ostrowie, w jakim stylu zbudował też zespół klasztorny w Trzebnicy. Gdy Polacy odkopali fundamenty rotundy Tymoteusza dla Okeanidy to znlaeźli tam nawierty macki archeologicznej, czego Niemcy NIE ODNOTOWALI.

Kto jednak w takim razie budował kościół ze sklepionym prezbiterium i stropową nawą św. Barbary przy Mikołaja? jakich to kościołów było we Wrocławiu jeszcze 3, a poza Wrocławiem są w Poznaniu, Cieszynie, Krakowie Sandomierzu i Zawichoście - stanowiąc jakby I etap konstruktywizmu ceglanego. Pasują one do Pana Oceanów, który BEZ DREWNA świątyń budować nie mógł. Oprotestowałem manierystyczną odbudowę zespołu dominikańskiego, obecnie jezuickiego, w Poznaniu, gdyż pałac PANA OCEANÓW może być odbudowany tylko historyzacyjnie.
http://www.wandaluzja.com/?p=p_220&sNam ... ymoteusza-
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 359
x 197
Podziękował: 30150 razy
Otrzymał podziękowanie: 8870 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 06 gru 2014, 01:12

Białczyński pisze:3. Starożytny Wrocław:

Zacznijmy od mitologicznych początków Wrocławia:

Wrocław budował zięć Posejdona Tymoteusz a następcą jego został II syn Posejdona Innachos, który zbudował obecną farę wrocławską „

Podobnie jak w przypadku Uranosa nie mam pojęcia, czy to przenośnia czy jest to pisane na serio. Idźmy dalej, co łączy Wrocław z piramidą Cheopsa?

” W Piramidzie Cheopsa znaleziono staliwne dłuto do obróbki granitu i ślady piły DIAMENTOWEJ, co powinno pochodzić z Sobótki, bo takich pił używano przy budowie Wrocławia. „

Juliusz wspomina o Pałacu Pana, który miał być budowany z pomocą pił diamentowych. Chyba właśnie tego dotyczy poniższy tekst:

” pałac Królewski we Wrocławiu, którego budowę podjął Pan – ojciec czy dziad Jura-Uranosa – był budowany piłami DIAMENTOWYMI, gdyż było TYSIĄCE ciosów, z której to racji obecny minister KiDzN Zdrojewski i jego konserwator Wrocławia Hawrylakowa niszczyli ten pałac z POŚWIĘCENIEM. „

Skoro o piłach mowa to zapewne wspomniane poniżej płyty granitowe były cięte właśnie z ich użyciem. Prusacy z tego tekstu to zapewne Niemcy po tym, jak Wrocław odłączył się od Polski:
” Przedlokacyjny Wrocław był wyłożony PŁYTAMI GRANITOWYMI, które zbrakowali Prusacy „

Kolejna sprawa- krypta w katedrze wrocławskiej. Tutaj po raz kolejny pojawia się Waleska Złotowłosa:

„MMC pisze, że nie znaleziono śladów obróbki mechanicznej na megalitycznych blokach poligonalnych, które wyglądają jak LANE. Bazalt lany nazywa się lejzną, co łączy się z murami ZESZKLONYMI i kryptą III katedry wrocławskiej, którą – na moje wezwanie – oglądał Bundestag, a którą ja przypisuję Walesce, córce Gereona po r. 3400 pne. Wg Lincoln & Sp. to architektura gotycka pochodzić z głębokiej starożytności, co głosiła lwowsko-wrocławska szkoła archeologiczna i architektoniczno-historyczna.
To że Indianie znali technikę topienia kamienia wnioskowałem dawno. Technikę tą opracowano prawdopodobnie przy budowie III katedry wrocławskiej, gdyż bliźniacza krypta Grobów Królewskich na Wawelu została przepalona. Wawel Gotycki powinien być budowany po zburzeniu Wawelu przedromańskiego przez Tyfona, który rozgromił Gereona. Kamień topiono prawdopodobnie fosforem. Mury takie nazywa się POLIGONALNYMI. Wcześniej Chejron z Płocka zbudował Stonehenge. „


Chodzi chyba o to, że technikę opisaną powyżej zastosowano eksperymentalnie właśnie we Wrocławiu i w Krakowie, eksperyment krakowski jak widać się nie udał. O Chejronie z Płocka będzie jeszcze w dalszej części.

W latach 80-tych i 90-tych Wrocław miał się stać według Juliusza miejscem celowego zacierania śladów przeszłości. Dokonywać mieli tego pani Hawrylak i Bogdan Zdrojewski. Taka jest opinia Wandaluzji, więc osoby, które ewentualnie znają osobiście te postaci niech kierują pretensję do Juliusza jeśli czują sie urażone, ja tylko cytuję jego opinię. Przykładowy tekst na ten temat, jaki znalazłem:

http://www.wandaluzja.com/?p=p_220&sNam ... ymoteusza-



Białczyński pisze:Poniższy tekst proszę dołączyć do starożytnego Wrocławia, na sam koniec tego punktu:

Juliusz twierdzi również, że w piwnicy jednego z domów na ulicy Akacjowej we Wrocławiu znajduje sie dziwny obiekt, który jest przez niego łączony z legendarną Księżycową Jaskinią w tym sensie, że mógł zostać wykonany tą samą techniką. Czy to pozostałość po starożytnej historii miasta? Czy też jednak jest to bunkier z czasów II wojny światowej?

” We Wrocławiu przy ul. Akacjowej (
) stwierdzono w piwnicy Nibybunkier o fakturze szarej i połyskliwej, do którego się wejść nie dało a którego nie można było zarysować najtwardszymi wiertłami, choć lokator – pracownik naukowy PWr – wezwał fachowców.”

Celowo nie podaję pełnego adresu ze względu na poszanowanie danych osobowych aktualnych lokatorów.
viewtopic.php?f=60&t=99&start=150#p29229
https://bialczynski.wordpress.com/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 359
x 197
Podziękował: 30150 razy
Otrzymał podziękowanie: 8870 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: abcd » środa 10 gru 2014, 20:58

Myślę, że podbuduje to dumę miłośników Wrocka (podkreślenie moje) :D :

Juliusz pisze:Juliusz:
Przełożył z stilcoliny@yahoo.com z 30 VII 2004 Jerzy Florczykowski, Odkopanie starożytnrgo urządzenia elektrycznego w Bułgarii ; Nexus, I-II 2005, s. 59-60

Nagłośniona przez Anglików i Niemców Europejska Atlantyda pod Dreznem, którą odatowano dendrologicznie na 5000-4800 l. pne, jest rewolucją archeologiczną, co postulowałem przed 40 laty, jako bojownik lwowsko-wrocławskiej szkoły archeologicznej. Odkryta pod Dreznem kultura była już badana przez Austriaków i Słowaków, ale ci na nagłośnienie jej nie odważyli się.
Atlantyda Europejska była mi potrzebna z racji Wałów Śląskich, które łączyłem politycznie z Wałami Łużyckimi, oraz budową pierwotnego Wrocławia, gdzie stwierdziłem obróbkę kamienia piłą tarczową – ale moją datację Wałów Śląskich na kulturę pucharów lejkowatych ośmieszono w Muzeum Archeologicznym stosowaniem przy budowie ich piły atalowej.
W Wandaluzji (http://www.wandaluzja.svasti.org) datuję budowę Wrocławia na ok. 3400 pne, jako efekt Sudeckiej Metalurgii Żelaza, która była zaczynem cywilizacji bliskowschodniej. Ta teoria została wsparta Europejską Atlantydą, która była efektem czeskiej metalurgii żelaza i budowała Wały Łużyckie przeciw metalurgii sudeckiej, która wzniosła Wały Śląskie.
Musimy do tej Europejskiej Atlantydy wlepić znaleziony pod Warną w warstwie archeologicznej 4800-4600 pne fragment transformatora wysokonapięciowego – zwłaszcza że badanie go wykazało grafit syntetyczny, nie stosowany w naszej cywilizacji technicznej.
http://histmag.org/forum/index.php/topi ... /wap2.html
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 359
x 197
Podziękował: 30150 razy
Otrzymał podziękowanie: 8870 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: abcd » piątek 26 gru 2014, 21:42

Traktuję ten temat nieco po macoszemu, bo to miasto jest mi obce, choć byłem w nim kilkakrotnie.
Niemniej nie znaczy to, że jest mi obojętne.
Obecnych jest na forum przynajmniej kilka osób, które mogą co nieco o tym prawiecznym mieście powiedzieć nieco więcej, jednak osobioście mogę ograniczyć się tylko do ewentualnych sprawozdań historycznych, które udało mi się wyłowić z "sieci":

Juliusz Prawdzic-Tell pisze:35. STRZELNO PRZEMÓWIŁO

Zbigniew Sroka, JEDNAK NAJSTARSZY – Ciąg dalszy nowych interpretacji płaskorzeźb w Strzelnie; Spotkane z Zabytkami, 12/2000, s. 9-10

Obrazek

ZS powtarza z jednej strony CIĄGLE KWESTIONOWANY PRZEKAZ DŁUGOSZA, na którym opiera się historyczna interpretacja architektury Strzelna Kujawskiego, a z drugiej zaznacza NIEREALNOŚĆ zapodanych danych. Długosz był wiernym Synem Kościoła, patriotą polskim i szowinistą małopolskim. Gdy 20 lat temu wybuchła sprawa ZAGINIONEJ KRONIKI W ROCZNIKACH DŁUGOSZA to włączyłem się do sprawy w ramach 750-lecia bitwy pod Legnicą, i doszedłem do zdumiewających wniosków.

Długosz korzystał ze źródeł archiwalnych, które NISZCZYŁ. Kupił np. za kasztelanię Mirów kronikę rodową Lisów z Częstochowy, którą po fragmentarycznym wykorzystaniu zniszczył. Korzystał też w klasztorze trzebnickim z materiałów procesu kanonizacyjnego Henryka II Pobożnego, które zniknęły.

Długosz pisze o Piotrze Właście ze Skrzynna w STRZELNIE, gdy Strzelno było siedzibą Wszeborowiczów, z którymi Włastowie wrocławscy mają koneksje PRZEZ TYMPANONY. Gdy Długosz pisał swą Kronikę Królestwa Polskiego, to na fali politycznej byli małopolscy Włastowie – więc może robił im podstawę roszczeniową do włości na Kujawach? Protoplasta Włastów małopolskich, Piotr ze Skrzynna, jest identyfikowany z palatynem śląskim Piotrem Włostowicem, ale w takim razie owe Skrzynno powinno być na wrocławskich Krzykach, gdzie mieszkam. Poza wyraźnymi uchybieniami historycznymi Długosza to wg mej Funkcjonalnej Chronologii Architektury Niemieckiej i Polskiej Architektury Przedromańskiej, Romańskiej i Gotyckiej jest to, że kościół w Strzelnie był kościołem Zaręczynowym Wandy Co Nie Chciała Niemca z królewiczem longobardzkim Rydygierem w r. 453, choć sam kościół jest STARSZY.

Badania archeologiczne wykazały, że kościół w Strzelnie był budowany RÓWNOCZEŚNIE z rotundą – którą zaczęli budować Chejron a ukończył CEGŁĄ Posejdon. To, że po roku 966 przyszli tu katarzy i albigensi, i pobudowali WSZYSTKO jest bajką dla grzecznych dzieci. Jeden stary działacz ludowy tłumaczył mi, że historia Polski SKOŃCZYŁA SIĘ W ROKU 966 – gdyż dalej jest „tylko historia Kościoła”. – Nie wiedziałem, że takich rzeczy uczono przed II wojną światową.
http://www.wandaluzja.com/?p=p_142&sNam ... przemowilo
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 359
x 197
Podziękował: 30150 razy
Otrzymał podziękowanie: 8870 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 27 gru 2014, 21:34

Juliusz Prawdzic-Tell pisze:35. STRZELNO PRZEMÓWIŁO

Wojna palatynów

...

O Sieciechu i Piotrze Włostowicu, szarych eminencjach Polski wczesnopiastowskiej, opowiada Sebastianowi Dudzie dr hab. Paweł Żmudzki, LEWE RĘCE PIASYTÓW, aleHISTORIA, Gazeta Wyborcza, 4 XI 2013

Mowa jest o Wojnie Palatynów: płockiego Sieciecha i wrocławskiego Magnusa Własta. Opiekunem obu synów królewskich był Magnus, który w r. 1093 wyprawił się ZBROJNIE na Mazowsze, aby w Kruszwicy osadzić starszego z królewiczów Zbigniewa, za czym kryła się prawdopodobnie matka Zbigniewa – mieszkająca w Trzebnicy Jadwiga z Prawdziców. Sprawa była poważna, gdyż stołeczna za Chrobrego, Mieczysława II, Bolesława Zapomnianego i Masława Kruszwica chciała rządzić Polska jak londyńska City Anglią, co zostało WSPARTE przez potężnego palatyna wrocławskiego.

Palatyn płocki, który był faktycznie Kanclerzem, nie zamierzał jednak tolerować tego Konstytucyjnego Zamachu Stanu i w r. 1096 obległ Kruszwicę. Miastu przybyło na pomoc Tysiące Rycerzy, którzy trzymali pieniądze w banakch kruszwickih, ale zostali rozgromieni a Kruszwica zdobyta i WYMORDOWANA.

W odpowiedzi na to Magnus Włast ponownie wyprawił się na Mazowsze i obległ Sieciecha, którego uratował król płynąc do zamku ŁÓDKĄ. Sieciech udał się do swych włości w Wiślicy, zabierając ze sobą swe wielkie łupy, których król nie chciał tykać, „brzydząc się skrwawionym srebrem”. To jest właśnie tajemnica SIECIECHÓW czyli złamania „monarszego monopolu menniczego”, co zresztą robił Magnus Włast we Wrocławiu bijąc monetę w imieniu obu królewiczów, ale to SIECIECHY wygnanego wojewody Wstrząsnęły systemem monetarnym Polski.

Magnus Włast jako KANCLERZ był władny spowodować aresztowanie Sieciecha przez Węgrów, którzy rządzili w Krakowie jako Protektorzy wdowy po Mieszku Bolesławowicu Anastazji, i wydania go Kanclerzowi, który mógł też WYMÓC na królu skazanie banity na Najwyższą Karę czyli OŚLEPIENIE.

Podobny los spotkał syna Magnusa Piotra Włostowica, który POSTAWIŁ SIĘ księciu Pryncepsowi. Wędrówka oślepionego i objęzyczonego Piotra do Poznania była inicjacją Feudalnego Władztwa Gruntowego, które znamy jako Magna Carta. Pamiątką tej wędrówki do Poznania jest kaplica Włostowiców w Trzebnicy, którą Jadwiga zapisała Włastom i benedyktynom słowiańskim
http://www.wandaluzja.com/?p=p_146&sNam ... -palatynow
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 359
x 197
Podziękował: 30150 razy
Otrzymał podziękowanie: 8870 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 28 gru 2014, 21:35

Juliusz Prawdzic-Tell pisze:40. HOROLOGIA POLSKA

...

Krzysztof Kwaśniewski, PODANIA WROCŁAWSKIE; "Rzeka" Wrocław 2000, 268 ss.

Jest kilka legend o POCZĄTKACH WROCŁAWIA. Nazwę miasta wyprowadza się od jakiegoś WRATYSŁAWA – ale już dawno zwracano uwagę, że mogło to być imię tytularne jakiegoś TRYUMFATORA, w tym również zbiorowego, jak TRYUMFALNY Powrót Słowian. Niemcy zwracali uwagę, że mogła to być polska nazwa Wrota Sławy, gdyż nazwa niemiecka zdaje się pochodzić od Bramy Sławy. Ponieważ nazwa rzeki pochodzi od Śląskiej wODRY więc wcześniej rzeka, która płynęła do Hamburga, mogła być SŁAWĄ, a przedtem WIDAWĄ, którą lokalizuje się gdzieś na Pomorzu. Tym Wratysławem był wyraźnie Lech Afrykański, który przybył do Wrocławia w r. 550 ze zdobytego przez Wandalów Afrykańskich Belgradu, a w r. 568 uczynił Wrocław stolicą.

Inna tradycja mówi, że założycielem Wrocławia był Juliusz Cezar, co pochodzi stąd, że Cezar był gościem Lestka, którego wypada identyfikować z Leszkiem Chytrym, nazywanego przez Cezara Ariowistem. KK pisze, że jako pierwszy zapisał tą tradycję Wincenty Kadłubek, ale tradycja wrocławska jest niezależna od krakowskiej, według której szwagrem Cezara był Lubran, syn Leszka Chytrego. Kadłubek pisał na podstawie Kroniki Wielkiej w Archiwum Koronnym na Wawelu, która zaginęła w czasie Potopu.

Pisałem wielokrotnie, że tradycja o weselu Julii z Lubranem w Lubiążu jest rzeczowa historycznie, tylko że Cezarowi nie chodziło o podbój Śląska. Będąc najbardziej zadłużonym mężem stanu w historii mógł odzyskać wypłacalność przez zagrabienie karpackiej metalurgii STALI, czemu sprzeciwił się Leszek, wypraszając Rzymian przez Salowię, którą nazwali GLACIES czyli lodem.

Rozdział O KAMIENNEJ GŁOWIE NA KATEDRZE WROCŁAWSKIEJ, zdaje się mówić o spisku. Głowa ma twarz z nawy bocznej, tylko w starszym wieku. To znaczyłoby, że jest to MURATOR, który przebudowywał katedrę po ostrzale mongolskim, gdy runęła wieża północna. Rozkuto wówczas okna i założono łuki przyporowe. Miast jednak zapłacić muratorowi to rada oskarżyła go o ZŁE fundamentowanie i ścięła. Świadczy o tym URWANIE SIĘ FRYZU POD GŁOWĄ i wtórny wyraźnie mur z wmurowaną głową z rzekomym pęknięciem fundamentowym.

Przy tej sprawie trzeba wspomnieć o PAŁACU KRÓLEWSKIM Henryka Brodatego, który był na Wzgórzu Polskim. Gdy mieszczanie średzcy zdobyli pod Legnicą majestatyczny skarb Złotej Ordy to murator Pałacu Królewskiego wybudował wspaniały ratusz średzki, którego jednak nie ukończył z powodu I śledztwa w sprawie tego skarbu w r. 1245. Murator ten wyjechał do Torunia, gdzie wzniósł cudowny ratusz toruński. Pałac Królewski Henryka Brodatego został rozebrany przez mieszczan wrocławskich jako zakazana prawem magdeburskim cytadela. Wielki Pałac Chrobrego obniżono wówczas o jedno piętro i zlikwidowano kolumnadę na której stała wewnętrzna fasada pałacu.

W kościele Bożego Ciała jest malunek Joannita i franciszkanin. Franciszkanin odwraca głowę ze wstrętem na wenecki strój joannity – że jaja na wierzchu – ale w katedrze mamy tego samego joannitę w towarzystwie dwóch dam, matki i córki, które nie mają nic naprzeciw.

W PODANIACH O KOŚCIELE ŚW ELŻBIETY, jest mowa o buncie wrocławskim w r. 1418. Było to POWSTANIE HUSYCKIE, stłumione przez KRZYŻOWCÓW Zygmunta Luksemburskiego w r. 1420. Status krucjaty był tu niezbędny ze względu na Polskę. Bazaltowe kule w murze I kościoła św. Maurycego pochodzą właśnie z r. 1420 - czyli że jest to POLSKA ŚCIANA PŁACZU.

Rozdział O KARLE NA WIEŻY KOŚCIOŁA ŚW. ELŻBIETY należy rozumieć jako zredagowaną dla ludu sprawę Mistrza Mikołaja. Historia zaczyna się od odebrania z recenzji księgi lekarskiej Mistrza Mikołaja przez Mikołajka i Grubego Jaśka, którym był Jan Dantyszek. Kopernik z Dantyszkiem mieszkali w Legaturze, która została rozbudowana na kamienicę naprzeciw pomnika Jana XXIII. Projektantem i budowniczym Legatury, wg której wybudowano potem Pałac Biskupi, był Kopernik.

Mikołajek był szpiclem rady miejskiej, której dostarczył odbitki kluczy na wieżę św. Elżbiety, gdzie była winda, gdyż Dantyszek miał trudności z chodzeniem po schodach, choć był oduczany przez Chudą Babę od obżarstwa i długiego spania. W czasie zawodów kurkowych Mikołajek udał się z podrobionymi kluczami na wieżę, ale w pracowni zastał Chudą Babę, która rzuciła się nań z krzykiem: "Mam cię łotrze, co tu robisz! Dobrze, że w porę przyszłam za tobą!!!". Mikołajek udusił Babę i – czego można się domyślać – wpuścił halabardników, którzy zrobili rewizję i znaleźli dossier: "Pan rajca Szolc, zamordowany przez Konrada i Piotra Petersów." – Po rewizji halabardnicy zrzucili Mikołajka z wieży.

Mamy tu DOWÓD z kamienicy JAŚ, należącej do kapituły farnej, której kanonikiem był Mikołaj Kopernik. Pan Leszek Zdek, Zasłużony Architekt Polski Ludowej numer STO - jedyny niepartyjny - mówił mi, że jego przyjaciel Rechorowski obronił pracę doktorską o szafie gdańskiej w kamienicy JAŚ, datując szafę na Średniowiecze. Ja zaraz uzupełniłem to, że szafa była własnością Szylingowej.

Mistrz Mikołaj urządził pogrzeb Babie i Mikołajkowi, i wyniósł się do Warszawy, gdzie Bona urządziła mu szlifiernię do produkcji zegarów, gdyż luterański Gdańsk uniemożliwił dalszą produkcję zegarów w szlifierniach oliwskich. W Warszawie nie było jednak słynnych hamerników gdańskich, więc Kopernik – widząc że się z partaczami warszawskimi nie dogada – zrezygnował z wychwytu oscylacyjnego na rzecz systemu kotwica-balans KB, który przypisuje się Huygensowi, Hooke'owi i Kochańskiemu. Przywilej królewski dla szlifierni warszawskiej ma datę 4 II 1539 r, wobec czego dramat wrocławski mogła być jesienią 1538, gdyż Mistrz Mikołaj spędzał lato nad morzem. Znaleziony grób Kopernika jest WTÓRNY, co potwierdza mój wniosek, że kości z kaplicy Szembeka wsypano luzem do wykopu. Król zagnił za to Szembeka i ufundował epitafium.
http://www.wandaluzja.com/?p=p_209&iPageContent=4

Juliusz Prawdzic-Tell pisze:40. HOROLOGIA POLSKA

STOLICA DOLNEGO ŚLĄSKA – Najstarszy szczegółowy plan Wrocławia z 1562 R.

Plan Wrocławia z Rokiem 1562 został zawłaszczony przez Weinerów po skonfiskowaniu go Mikołajowi Kopernikowi w roku 1539. Plan został namalowany z odbudowanej renesansowo przez Kopernika i będącej jego własnością wieży farnej, gdyż Kopernik do roku 1529 reprezentował we Wrocławiu władzę SUWERENNĄ. Luterański Wrocław nienawidził Kopernika – za ZNISZCZENIE NIEBA NAD WITTENBERGĄ LUTRA – ale obejść się bez niego nie mógł, gdyż podstawą Reformacji był tandem Luter-Kopernik. Gdy r. 1539 Kopernik przestał być luteranom POTRZEBNY to pokazali mu drzwi Od Siebie więc wyniósł się do Warszawy – ale na tym nie koniec, bo został jeszcze przez luteranów ZAMORDOWANY. OPUBLIKOWANIE Planu Weinerów zosdtało spowodowane przyjęciem planu budowy fortygilacji WŁOSKICH, które ukończono w r. 1584.

Wrocław w Kronice Schedla jest miedziorytem z roku 1242. Dowodem na to jest rysunek BERLINKI NA ŚLUZIE NOWOMIEJSKIEJ W ROKU 1242. CYTADELA była poza prawym marginesem miedziorytu a jako SPRZECZNA z prawem magdeburskim – które patrycjat przyjął korzystając ze śmierci księcia i małoletności jego następców – została rozebrana. Uznał to dopiero Henryk III Biały, zakładając na terenie rozebranej Cytadeli Nowe Miasto, czego manifestacją jest jego statua na południowej fasadzie wieży farnej
http://www.wandaluzja.com/?p=p_209&iPageContent=5
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 10 sty 2015, 20:21



0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 16 sty 2015, 22:55

Nocne zagadki Wrocławia

Obrazek Na Ostrowie


Obrazek Most Milenijny we mgle


Obrazek Sky Tower

Obrazek Most Grunwaldzki

https://www.facebook.com/marek.marek.7923
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 31 sty 2015, 01:06

Instytut Pedagogiki i Psychologii (dawne Gimnazjum św. Elżbiety) - St. Elisabeth Gimnasium

Autorzy projektu Karl Klimm i Richard Plüddemman oraz Julius Nathansohn. Koszt budowy 592000 marek. Uroczyste otwarcie 16 listopada 1903 r. W 1913 budynek rozbudowano w kierunku południowym w/g projektu Nathansohna.

Obrazek

Obrazek

Samo wejście jest pełne ciekawych symboli.... ;)

Obrazek
Kolumna w środku, z pszczółką i różyczką pięciopłatkową :o

Obrazek
.....oraz z węzełkiem masońskim :shock:

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Kolumna z herbem miasta Wrocławia, otoczona sówkami i zakończona ..... :?:

Obrazek
......smokiem walczącym z wężem :?

W środku wita nas napis....

Obrazek Witaj światło po ciemności.

Na parterze, pierwszym i drugim piętrze symboliczny las kolumn reprezentujący świat ludzi, roślin, zwierząt. :idea:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Natomiast między piętrami, znowu światło w ciemnościach, otoczone symbolami z herbu miejskiego ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najciekawszy miejscem jest aula z mechanizmem podtrzymujący dawniej, potężne źródła światła.....

Obrazek

Obrazek Aula dzisiaj

Obrazek Smoki pod sklepieniem :D

Obrazek
......pszczółka między kolumnami 8-)

Ciekawe czego uczono w tym gimnazjum przed wojną :roll:

http://www.psychologia.uni.wroc.pl/wirt ... jscie.html wirtualny spacer wewnątrz uczelni
0 x



Herodot
Posty: 6
Rejestracja: poniedziałek 17 lis 2014, 13:20
Otrzymał podziękowanie: 10 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: Herodot » piątek 20 mar 2015, 19:06

W centrum Wrocławia, na ul. Zamkowej od początku roku trwa wielka przebudowa. Wszystko po to, by na ulicy powstał nowoczesny deptak i tunel, którym będzie można wjechać na podziemny parking jednej z największych miejskich inwestycji - Narodowego Forum Muzyki. Na plac budowy wkroczyli archeolodzy, którzy metr po metrze przekopywali teren.
" Spodziewaliśmy się, że odkryjemy tu pozostałości muru obronnego. Jednak nie spodziewaliśmy się, że natrafimy na kolejne znalezisko, czyli wał ziemny wraz z fosą - wyjaśnia Tomasz Kastek, archeolog, który wykonuje prace na budowie przy ul. Zamkowej.
Jeśli badania potwierdzą nasze przypuszczenia, że wał stworzono na początku XIII wieku, to będzie trzeba zastanowić się nad tym, czy przygotowania do powstania miasta nie rozpoczęły się znacznie wcześniej niż sądzono do tej pory, czyli za czasów Henryka Brodatego - mówi Kastek. A do tej pory badacze byli podzieleni: niektórzy uważali, że historia miejskiego Wrocławia rozpoczęła się w 1261 roku o czym miał świadczyć dokument lokacyjny, według innych miasto powstało wcześniej, ale na dowód brakowało dokumentów."
I pomyśleć, że w Efez już 2000 lat wcześniej były toalety miejskie wyposażone w ogrzewanie podłogowe, a w Pompejach progi zwalniające na skrzyżowaniach ułatwiające przechodzenie pieszych przez ulice.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 04 cze 2015, 19:44

Mysi Staw - Papierek lakmusowy miasta Słowa ;)

Obrazek
Widoczny jest na planie miasta B. Weihnera z 1562 (fot. obok) i kolejnych następnych; w XVIII wieku przy okazji rozbudowy fortyfikacji bastionowych włączony został w system wodny zewnętrznej fosy miejskiej. Po likwidacji umocnień wskutek kapitulacji miasta przed wojskami napoleońskimi w 1807 samą fosę miejską pozostawiono (istnieje do dzisiaj), ale Mysi Staw został zasypany i na planie W. Hoffmana z 1827 już nie jest pokazany. Przez cały XIX wiek teren dawnego Stawu pozostawał niezabudowany; w połowie stulecia urządzono tu ogród z niewielkim stawkiem.

Obrazek
Plan Weihnera z 1562; Mysi Staw przy dolnym skraju mapy, po lewej

Obrazek
Mysi Staw podkolorowany na niebiesko na planie miasta z XVII w.

W latach 20. XX wieku na terenie ogrodu w miejscu dawnego Mysiego Stawu rozpoczęto budowę gmachu komendy policji państwowej. Gmach ten istnieje do dziś i dziś również służy jako komenda policji.

Obrazek
Gmach komendy policji wybudowany na miejscu dawnego Mysiego Stawu. Wieża pobliskiego sądu dziwnie kojarzy się z inną znaną legendą. :D

Jeszcze na planie Wrocławia z XVII wieku, pomiędzy fosą a Magazinstrasse (okolice Świebodzkiej) był zaznaczony duży staw. Nie zapisano wprawdzie jego nazwy, ale wrocławianie mówili: Mysi Staw. Zaklinali się, że gdy miasto ma spotkać nieszczęście, wody stawu robią się czerwone. Zabarwia je krew ofiar myszy. A było to tak:

Żył kiedyś we Wrocławiu bogaty kupiec, dumny i pyszny jak sam diabeł. Zasiadał w radzie miejskiej, kupił sobie majątek ziemski i marzył o szlacheckim herbie. Miał on córkę, śliczną Maryjkę, którą zamierzał dobrze wydać za mąż. Mariaż miał przydać rodzinie splendoru. Kandydatów do ręki córki nie widział nawet wśród wrocławskich patrycjuszy. Odmówił młodemu Rehdigerowi, choć ten należał do jednej z najbogatszych rodzin na Śląsku. A we Wrocławiu to już nikt im nie mógł dorównać. Złośliwi nazywali wrocławską radę miejską „die Rehdigersche Schwaegerschaft” (Redigerowe pociotki) i twierdzili, że Rehdigerowie zawsze dostają to, co chcą. Z wyjątkiem Maryjki.

Nic więc dziwnego, że kupiec wpadł w złość, gdy zobaczył, że na Maryjkę słodkimi oczami spogląda młody złotnik Karol. Zwykły złotnik! Znali się od dziecka i często razem bawili. Ale kupiec podejrzewał, że Karolowi przyjaźń nie wystarcza. Ucieszył się więc, gdy młodzieniec oznajmił mu, że jedzie w świat. Nie dodał jednak, że jedzie po to, by zdobyć majątek umożliwiający mu ożenek z Maryjką. Nie powiedział też, że dziewczyna przysięgła czekać do jego powrotu.

Minęło kilka lat. Do miasta zjechał namiestnik króla czeskiego, jako że działo się to w czasach, gdy Wrocław należał do korony czeskiej. Dostojnik miał wystarczająco dużo pieniędzy i tytułów, żeby podeptać wszelkie konwenanse, i mógł pozwolić sobie na kaprys poślubienia mieszczańskiej córy. Oświadczył się o Maryjkę i został przyjęty. Przez ojca, bo dziewczyna dostała histerii i zalewając się płaczem, wyznała miłość do Karola. Pech chciał, że złotnik zjawił się właśnie we Wrocławiu (ze sporym, dodajmy, majątkiem) i kupiec, chcąc rozwiązać problem, postanowił utopić niechcianego kandydata na zięcia w stawie. Gdy zapadł zmrok, pachołkowie pochwycili Karola, zawlekli nad staw i przywiązali kamień do szyi. Nie zdążyli jednak wrzucić go do wody, bo ze stawu wyszły... myszy. Tysiące myszy. Nie minęły trzy pacierze, a z pachołków i kupca nie została nawet kosteczka.


Podobno to nie były jedyne mysie ofiary w historii Wrocławia. Gryzonie miały także schrupać niedobrego biskupa i jego świtę. Było to w czasach, gdy Śląsk nawiedziła klęska głodu. Zrozpaczeni ludzie udali się po pomoc do swego pasterza, ale ten poradził głodującym, by jedli myszy. I myszy natychmiast pojawiły się. Wyszły ze stawu, by pożreć biskupa.

Jak widać z tej opowieści, wrocławskie myszy uchodziły za zwierzątka nader pożyteczne. Nie tylko w charakterze wymiaru sprawiedliwości. Niemiecka medycyna ludowa kazała przykładać świeżo zabitą, obdartą ze skóry mysz do chorego miejsca, aby uleczyć raka. Myszy uwalniały także od konieczności chodzenia do cyrulika, gdy bolał ząb. Wystarczyło bowiem odgryźć głowę żywej myszy i ból przechodził. Na szczęście, nie musimy sprawdzać. Mysi Staw osuszono, a dentyści leczą ze znieczuleniem. Jednak myszy zostały i wrocławianie zawsze mogą ich użyć. :shock: brrrrr....

Obrazek


Niektórzy twierdzą, że rejon dawnego stawu, lepiej nie odwiedzać wieczorową porą, bo to strefa, w której nadal słychać chóralne odstraszające piski. Ponoć tylko koty ściągają tu masowo z całego miasta. ;)
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 07 cze 2015, 18:05

Bramy i mury obronne Wrocławia

Obrazek Henryk III Biały wydał polecenie otoczenie miasta murami obronnymi wykonanymi w cegle. Miały one wysokość 9m a ich grubość dochodziła do 2,20 m. Wzmocnione były 62 basztami do wysokości 16m. Do grodu prowadziło wówczas siedem bram. Piaskowa zwana Bramą Najświętszej Marii Panny, znajdowała się naprzeciw Wyspy Piaskowej, Oławska we wschodnim narożniku murów obronnych. Od południa wjeżdżało się do Wrocławia Bramą Świdnicką, natomiast od zachodu Bramą Ruską oraz Mikołajską. Brama Odrzańska usytuowana była w północno – zachodnim rejonie grodu, natomiast Ceglarska, zwana też Nową, Nowomiejską lub Krupniczą prowadziła do Nowego Miasta i stała mniej więcej w okolicy dzisiejszego skrzyżowania ulic Jana Ewangelisty Purkyniego, Klemensa Janickiego i ks. Wincentego Kraińskiego. Przebudowana w latach 1618 – 1624, pełniła funkcję miejskiego więzienia.

ObrazekObrazekWrocław jak słynne Teby miał siedem bram....przy których czuwał sfinks ;)

Obrazek Brama Piaskowa
Tuż obok bramy, znajdował się punkt pomiarowy, od którego wyznaczano milę wrocławską Miała ona 11 250 łokci ( łokieć wrocławski, obowiązujący na Śląsku do 1816 roku, wynosił 57,6 cm) i obliczano ją przy pomocy drewnianego koła o promieniu pięciu łokci, przetaczanego od Bramy Piaskowej przez most Piaskowy, mosty Młyńskie, obecną ulicę Jedności Narodowej i dalej podmiejskimi traktami, aż do Psiego Pola. Milę wrocławską wyznaczono w roku 1630 i od tego czasu wszystkie drogi na Śląsku były według niej mierzone.

Oblężenie Wrocławia 1806/1807

Początek 1807 r. w dziejach Wrocławia był dramatycznym i smutnym czasem. Miasto płonęło już prawie od czterech tygodni, nawet do Wigilii Świąt Bożego Narodzenia 1806 r. wrocławianie zasiedli przy akompaniamencie salw armatnich. W niewesołych nastrojach przywitano również nowy 1807 rok. Kto wtedy mógł przypuszczać, że po tym przygnębiającym okresie Wrocław zmieni się nie do poznania?

Obrazek
Hieronim Bonaparte, brat Napoleona
Źródło: Wikipedia

Po zwycięstwie wojsk Napoleona Bonaparte w bitwach pod Jeną i Auerstadt wojska pruskie były rozbite. Królestwo Fryderyka Wilhelma III podbili Francuzi. IX korpus wojsk Napoleona skierował się wtedy na wschód i tak trafił na Śląsk. Oddziałami francuskim dowodził najmłodszy brat Napoleona, Hieronim Bonaparte. Na jego rozkazy czekało 23 tys. żołnierzy dwóch dywizji bawarskich i jednej wirtemberskiej, którzy dysponowali 48 działami. Francuzi, po zdobyciu 3 grudnia 1806 r. Głogowa, ruszyli na Wrocław, wówczas mocno ufortyfikowaną twierdzę. Jej załogę stanowiło blisko 6 tys. ludzi, w tym 473 inwalidów. Załoga dysponowała 208 działami na wałach, zaś 46 armat pozostawało w rezerwie.

Zdobycie Wrocławia nie było dla armii napoleońskiej łatwym zadaniem: "[Breslau] był zawsze jedną z najważniejszych fortec prowincji, a dzięki wysiłkom Fryderyka II zyskał jeszcze na sile. Ulice i rynki miasta skrywały się za trzema potężnymi murami, z których główny [...] budził respekt już z daleka. Długie i głębokie fosy wypełniała Oława i Odra. Wokół nie było żadnych wzgórz, które panowałyby nad miastem, jedynie rozciągnięte przedmieścia mogłyby dać oblegającym jakąś przewagę".
(J. Stein, Geschichte der Stadt Breslau im 19 Jahrhundert, 1884. - cyt. za: N. Davies, R. Moorhouse, Mikrokosmos, 2007)

Obrazek
Plan Wrocławia z 1800 r. z widocznymi fortyfikacjami
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Twierdzą wrocławską dowodził gen. von Thile, który jeszcze w listopadzie podjął dramatyczną dla mieszkańców wrocławskich przedmieść decyzję o spaleniu wszystkich zabudowań przed murami miasta. Miało to zapobiec możliwości ich wykorzystania do przeprowadzenia natarcia przez wojska francuskie.

Obrazek
Pożar przedmieść przed Bramą Odrzańską
Źródło: Wikipedia

Kiedy płonęły wrocławskie przedmieścia, miasto przygotowywało się do obrony. Trzy dni po zdobyciu Głogowa, a więc dokładnie 6 grudnia, pod Wrocławiem pojawiły się pierwsze oddziały kawalerii napoleońskiej. Następnego dnia rozpoznanie umocnień miasta przeprowadził gen. Vandamme, zdobywca Głogowa. 8 grudnia Francuzi rozpoczęli pierwsze prace inżynieryjne – sypano baterie i wyznaczono dwie równoległe linie okopów. Pierwsze umocnienia francuskie wykonano w rejonie Bramy Mikołajskiej i tamtejszego przedmieścia, potem na prawym brzegu Odry i w rejonie Bramy Oławskiej. Regularny ostrzał artyleryjski Wrocławia Francuzi zaczęli 10 grudnia. Trwał on niemal nieprzerwanie do 3 stycznia 1807 r. Ostrzał wywołał we Wrocławiu liczne pożary i zniszczenia.

Obrazek
Plan sytuacyjny oblężenia Wrocławia przez Francuzów
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Oblężenie Wrocławia na przełomie 1806 i 1807 r. miało kilka ważnych epizodów. Jednym z nich była próba zdobycia miasta, którą oddziały francuskie podjęły 22 grudnia 1806 r. Francuzi zaatakowali w rejonie Przedmieścia Oławskiego, w miejscu dzisiejszej ulicy Krasińskiego. Szturm został odparty przez pruskich obrońców. Punktem zwrotnym oblężenia Wrocławia było jednak rozbicie przez oddziały napoleońskie pod Strzelinem wojsk pruskich dowodzonych przez księcia pszczyńskiego. W ten sposób przekreślone zostały nadzieje obrońców na jakąkolwiek odsiecz. Zarówno szturmujący Wrocław Francuzi, jak i pruscy obrońcy, zdawali sobie sprawę, że zajęcie miasta przez oddziały napoleońskie jest już raczej kwestią dni. Tym bardziej, że wojska francuskie od umocnień miasta dzieliło już tylko 400, a miejscami zaledwie 250 kroków.

Obrazek
Wojska napoleońskie pod murami Wrocławia
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Tymczasem 2 stycznia 1807 r. oddziały francuskie wznowiły intensywny ostrzał Wrocławia. Sprzeciw mieszkańców wobec bezcelowej obrony, a także liczne straty doprowadziły do zawieszenia broni, które ogłoszono 3 stycznia. Dwa dni później pruski gen. von Thile ogłosił kapitulację Wrocławia. 7 stycznia do Wrocławia przybył sam Hieronim Bonaparte, który podpisał akt kapitulacji. Na jego mocy pruscy oficerowie zostali zwolnieni, a szeregowi żołnierze trafili do francuskiej niewoli. Podczas walk zginęło 13 żołnierzy pruskich, ponadto przeszło 100 cywilnych mieszkańców Wrocławia zostało zabitych lub rannych w czasie oblężenia. W relacji korespondenta „Gazety Poznańskiej” (dodatek do nr 8/1807) czytamy: „We Wrocławiu znajduje się ledwo 400 domów, które by nie były uszkodzone”. Dla jasności należy dodać, że Wrocław liczył wtedy ok. 50 tys. mieszkańców i ok. 4,5 tys. domów (w tym obiekty użyteczności publicznej). W przytoczonej relacji dziennikarza „Gazety Poznańskiej” czytamy również: „Znaleziono [we Wrocławiu] tak wielką ilość amunicji wojennej, iżby wystarczyła do oblężenia dwunastu fortec. Mieszkańcy Wrocławia złorzeczą gubernatorowi pruskiemu, którego nierozmyślny upór daleko więcej temu miastu zrządził szkody jak nieprzyjaciel”.
Straty po stronie francuskiej nie są znane.

We Wrocławiu nastał czas krótkiej, ale znamiennej dla miasta okupacji francuskiej. Nie obyło się przy tym bez licznych gwałtów i grabieży, których dopuszczały się krótko po zdobyciu Wrocławia oddziały napoleońskie. 9 stycznia pośród huku dział do miasta wjechał Hieronim Bonaparte. Ulicami Wrocławia przemaszerowały w uroczystej paradzie wojska francuskie. Tego samego dnia duchowieństwo, urzędnicy i lokalni dygnitarze złożyli hołd wierności przed bratem cesarza Francuzów i króla Włoch. Wieczorem wrocławskie ulice po raz pierwszy od przeszło miesiąca zostały oświetlone, a w teatrach, które podczas oblężenia pozostawały zamknięte, wystawiono francuskie sztuki.

Jedną z pierwszych decyzji, jakie podjął Hieronim Bonaparte był rozkaz zburzenia wrocławskich murów obronnych i zasypania fos. Prace zaczęły się niemal natychmiast po zdobyciu Wrocławia. Ta decyzja miała ogromny wpływ na późniejszy rozwój urbanistyczny miasta. Do roku 1806 stolica Śląska była, co tu dużo mówić, całkiem prowincjonalnym pruskim miastem, otoczonym silnymi fortyfikacjami. W obrębie umocnień każdy metr kwadratowy wolnej przestrzeni był zagospodarowany. Brakowało jakichkolwiek terenów zieleni. W tej ścisłej zabudowie gnieździło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wrocław był brudnym i cuchnącym miastem. Czarna Oława przepływająca przez miasto była prawdziwym ściekiem i siedliskiem chorób. Poza obrębem murów miejskich wyrosły przedmieścia: Odrzańskie, Piaskowe, Oławskie, Świdnickie i Mikołajskie. Ich zabudowa była jednak dość chaotyczna i licha, bo nikt nie chciał ryzykować budowy czegoś trwalszego poza pasem murów miejskich.

Obrazek
Rozbiórka Bramy Mikołajskiej (obecnie rejon pl. Jana Pawła II) na rycinie H. Mützela
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Obrazek
Plan Wrocławia po zburzeniu murów miejskich (ok.1807 r)
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Likwidację fortyfikacji, którą rozpoczęto z rozkazu Hieronima Bonaparte, kontynuowano długo po zakończeniu okupacji francuskiej we Wrocławiu, bowiem aż do roku 1838. Wrocław pozbawiony umocnień mógł się w końcu rozwijać. Koncepcja utworzenia bulwarów w miejscu murów miejskich, choć udało się ją zrealizować dopiero po opuszczeniu Wrocławia przez wojska francuskie, była jednym z warunków kapitulacji Wrocławia w 1807 r. Wytyczenie dzisiejszego placu Kościuszki (niem. Tauentzienplatz) jest pomysłem francuskiego oficera inż. Bleina. Już w 1807 r. w miejscu przecięcia dwóch traktów – dzisiejszej ul. Świdnickiej i Kościuszki – inż. Blein wytyczył reprezentacyjny kwadratowy plac, którego centrum stanowił pomnik gen. Friedricha Bogislawa von Tauentziena. Przełomem było również przywrócenie samorządu, którego podstawą było nowe prawo wydane w 1808 r. Na jego mocy do Wrocławia przyłączono również przedmieścia. W wyniku tego obszar miasta wzrósł do 2048 ha, podczas gdy przed 1808 r. obszar Wrocławia w obrębie murów miejskich wynosił 350 ha.

W dużej mierze współczesny układ urbanistyczny Wrocławia zawdzięczamy więc Francuzom.

http://wroclawzwyboru.blox.pl/html/1310 ... tml?0,2009
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 29 cze 2015, 23:54

SKAMIENIAŁE TANCERECZKI
Siedziba Etnologii i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego (nr 50/51), obok Instytutu Historii.

Grzech we Wrocławiu nie popłaca ;)

Często mówi się, że "Wrocław posiada 1000-letnią historię i tylko 50-letnią tradycję". Dopiero po upadku komunizmu, powoli, dzięki coraz liczniejszym publikacjom, felietonom w prasie oraz własnym poszukiwaniom wrocławian, mity i legendy dawnego Breslau, Wratislavii, Vratislavia zaczęły na powrót gnieździć się w świadomości mieszkańców.


Obrazek

Turystyczną atrakcją ulicy Szewskiej jest z pewnością piękna płaskorzeźba przedstawiająca skamieniałe tancerki. Można ją obejrzeć na niewielkim podwórku przy ulicy Szewskiej 50/51, na frontowej ścianie oficyny. Przedstawia Chronosa - boga mitologii greckiej uważanego za personifikację czasu, który wszystko widzi, ujawnia i wyrównuje, oraz Talię - muzę komedii i poezji. Obok nich w tanecznym korowodzie dwanaście dziewcząt w zwiewnych jońskich chitonach.

Skąd wzięły się te tajemnicze tancerki na ulicy Szewskiej? Chcąc znaleźć odpowiedź na to pytanie, musimy sięgnąć do legendy, która pojawiła się we Wrocławiu na początku XIX wieku. A było to tak
Morowe powietrze, które nawiedziło Wrocław wiosną 1633 roku, nie oszczędziło również mistrza Wacława. Na nic się zdały zabiegi najbieglejszych w sztuce medycznej wrocławskich cyrulików. Mimo puszczania krwi, lewatyw, podawania pigułek ze sproszkowanego rogu jelenia, okadzania wonnymi ziołami i pojenia gorzkimi miksturami Wacław gasł w oczach. Leżąc w łóżku pod grubą pierzyną, przygotowując się do spotkania z kostuchą, z wielką miłością spoglądał na siedzącą obok zatroskaną małżonkę i ze smutkiem wsłuchiwał się w odgłosy dobiegające z warsztatu szewskiego zajmującego cały parter jego pięknej kamienicy przy Schuhbrücke. To właśnie dzięki tej pracowni, w której ciężko pracował z dwoma czeladnikami i trzema uczniami, mógł wieść dostatnie życie z ukochaną żoną Marią oraz spełniać zachcianki swoich dziewięciu pięknych i rozpieszczonych córek. Pokonany przez chorobę, czując, że nadchodzi kres jego żywota, słabnącym głosem wyszeptał do czuwającej przy nim małżonki: - Czas pożegnać się z tym światem. Taka jest wola Stwórcy i należy się z nią pogodzić. Dlatego nie rozpaczaj. Pamiętaj natomiast, aby należycie wychować nasze córki. Wiem, że będzie ci trudno, bo je zanadto rozpieszczałem i na wszystko im pozwalałem. Chwilę potem mistrz Wacław wyzionął ducha. Po śmierci męża Maria nie załamała rąk, lecz energicznie zabrała się do pracy. Wkrótce szyte w jej warsztacie trzewiki zaczęły zdobywać oraz większe uznanie nie tylko wśród wrocławian, ale też i zagranicznych kupców odwiedzających nadodrzański gród. Dzięki temu w ciągu zaledwie paru lat Maria znacznie powiększyła majątek, jaki pozostawił jej małżonek. Jednak o ile w interesach wiodło jej się znakomicie, to już z córkami miała spore kłopoty. Rozpieszczone przez ojca panny, mimo że dorosłe, nie traktowały życia poważnie. Czas trwoniły na nieustannych zabawach, tańcach i przelotnych flirtach. Na nic zdawały się prośby matki, aby się ustatkowały i zaczęły poważnie myśleć o przyszłości. Dziewczyny zbywały jej napomnienia śmiechem i gdy tylko usłyszały o jakiejś kolejnej zabawie, natychmiast na nią biegły. Wszędzie je chętnie widziano, bo nie tylko wspaniale tańczyły, ale też pięknie śpiewały oraz recytowały i dlatego niejedna potańcówka kończyła się ich popisami wokalnymi. Rozrywkowy oraz beztroski tryb życia córek niezmiernie irytował Marię. Szczególnie wtedy, kiedy dziewczyny zabawy przedkładały nad obowiązki domowe. Pewnego razu, a było to w Wielki Piątek, oznajmiła córkom, że tym razem mają pozostać w domu, by wspólnie, zachowując powagę oraz należyte skupienie, uszanować dzień święty. Panny jednak ani myślały jej słuchać i zaczęły przygotowania do wyjścia na zabawę. Zdenerwowana matka, widząc, że po dobroci niczego nie wskóra, zamknęła krnąbrne dziewczyny w pokoju na pierwszym piętrze i sama poszła do kościoła na mszę. Panny nie zamierzały jednak siedzieć w domu. Po godzinie przymusowego aresztu, za namową najmłodszej, postanowiły wyjść przez okno na gzyms, a następnie po sznurze zjechać na dół. Tak też uczyniły. Kiedy jednak ostrożnie przesuwały się jedna za drugą po wąskim występie na ścianie kamienicy, dostrzegła je wracająca z nabożeństwa matka. Widząc uciekające córki, wielce rozzłoszczona krzyknęła: - Oby was pokarało, próżne dziewuchy!

Obrazek

I wtedy stała się rzecz niesamowita. Powiał lekki wiatr i stojące na gzymsie panny skamieniały. - O Boże, cóż ja najlepszego zrobiłam - szepnęła przerażona Maria i czując okropny ból w klatce piersiowej, bez życia upadła na ziemię. Ponoć pękło jej serce. Kilka dni po pogrzebie Marii, na fasadzie kamienicy, tuż obok jej skamieniałych córek, pojawiły się pewnej nocy trzy młode niewiasty oraz dorodny mężczyzna i piękna kobieta. Zdaniem biegłych w interpretacji wrocławskich legend do dziewięciu córek wdowy dołączyły nimfy, bóg Chronos oraz muza Talia. To właśnie Talia, której córki Marii imponowały swoimi artystycznymi zdolnościami, namówiła Chronosa oraz trzy nimfy, by wspólnie do nich dołączyć. W ten sposób chciała złożyć hołd ich talentom oraz nagrodzić za występy, którymi za życia radowały uczestników zabaw. Tyle legenda. Jeżeli zaś chodzi o płaskorzeźbę, to jeszcze pod koniec XIX wieku zdobiła ona fasadę barokowej kamienicy stojącej w tym miejscu, gdzie dziś wznosi się obecna oficyna. Jej autorem, według historyków sztuki, jest najprawdopodobniej któryś z uczniów sławnego niemieckiego rzeźbiarza Johanna Gottfrieda Schadowa.
Wojciech Chądzyński

- Historycy sztuki twierdzą, że to nie są grzeszne wrocławianki, tylko tańczące nimfy, otaczające Chronosa i muzę Talię - dementuje dr Łukasz Krzywka z UWr, nadzorujący konserwację.

A w samej kamienicy więcej było kawalerów niż panien - mieściło się tu bowiem Towarzystwa Pomocy Wzajemnej Pracowników Handlu. Każdy subiekt, który zdecydował się wstąpić do tego towarzystwa i płacić składkę, mógł liczyć na wsparcie w przypadku utraty pracy czy jakiś wypadków losowych, a nawet pokrywanie kosztów leczenia i wynajmu mieszkania.

- Fryz jest tak ładny, że gdy ponad sto lat temu kamienicę wyburzono, żeby na jej miejscu wybudować nowy dom, fryz przeniesiono na ścianę od podwórza. Na początku ubiegłego stulecia konserwatorzy bardzo interesowali się architekturą z ok. 1800 roku i starali się ocalić detale z rozbieranych domów - opowiada dr Krzywka.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 11 lip 2015, 23:38



Nawę główną i sklepienia naw bocznych kościoła NMP na Piasku we Wrocławiu, zdobią 44 rzeźby aniołów. Doktor Łukasz Krzywka uważa, że ''tańczące'' na wspornikach anioły, symbolizują ''Pieśń nad Pieśniami'' króla Salomona.

Grzeszny taniec aniołów.....

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Zgłębiając tajniki dawnej nauki – geomancji – jej poszukiwacze odkryli jednocześnie, że w wielu miejscach na Ziemi przechowuje się sekretną wiedzę. Są to miejsca, w których w dawnych czasach kapłani i magowie przygotowywali ludzką świadomość do skoku w trzecie tysiąclecie. Tajemnice te dostały się jednak w niepowołane ręce, co stwarza zagrożenia o nie dających się przewidzieć skutkach. Ratunkiem może być tylko konsekwentna praca nad pogłębianiem świadomości i życie zgodne z odwiecznymi zasadami harmonii.

Według wtajemniczonych, ''Pieśń nad Pieśniami Salomona'', to instrukcja powolnego, bezpiecznego obudzenia w sobie węża kundalini, którego ''droga'' powinna przebiegać zgodnie ze stanem rozwoju świadomości danej osoby. Czyli, jak to mówią ''nic na siłę''. ;)
0 x



Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 333
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 35
Podziękował: 659 razy
Otrzymał podziękowanie: 1048 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: Piter1974 » piątek 07 sie 2015, 22:54

Rozszabrowane grobowce władców Silingii

Kategoria: Teatr
W okresach wcześniejszych zabytki często były własnościami osób które je znalazły. Wyjasniało to sprawę praw do znalezisk. Jednocześnie też pojawiła się grupa ludzi którzy żyli w świecie starożytnych popielnic i uroczysk- złodzei starożytności. Nie wiemy ile dokładnie dawnych artefaktów padło łupem złodziei kosztowności. Część znalezisk miejscowa ludność zidentyfikowała tylko dlatego iż temat np. słowiańskich czy gockich napisów runicznych poruszano w prasie.

Do dziś nie sposób jednoznacznie wyjaśnić czy tzw. kamienie mikorzyńskie są falsyfikatem, czy nie. Okoliczności odkryć są podobne jak w przypadku posągu pogańskiego wyciągniętego ze Zbrucza miejscowa ludność odkrywa dziwne obiekty i informuje o tym lokalny dwór (rzecz się dzieje u schyłku czasów feudalnych). Trudno nie zauważyć że nagle "zwykli ludzie" znajdują mniej zabytków, niż w czasach gdy prasy było znacznie mniej, ale miała lepszą jakość. Możliwe że ujawniono tylko niewielką część znalezisk, inne ich znalazcy spieniężyli. W XIX wieku zwykli ludzie odnaleźli kilka znacznych zabytków, w.in. figurę słowiańskiego bóstwa w rzece. Bez tych kilku znalezisk wiedzielibyśmy znacznie mniej, mimo że ich oryginalność bywa podważana.

Przykładem szabrownictwa jest grabież grobów komorowych władców Sylingii (starożytnego Dolnego Śląska). We Wrocławiu- Zakrzowie podczas prac ziemnych odkryto obłożony kamieniami podziemny grób zawierający w sobie komorę grobową wypełnioną różnymi cennymi przedmiotami z czasów antycznych- będących wyposażeniem władcy w podróży w zaświaty. Nie wiadomo jak wielką część skarbu odzyskano. Podobno po przeszukaniach w domach odkrywców odzyskano tylko srebrne łyżeczki.

Jako ekonomista mogę domniemywać, że mało kto, znalazłwszy skarb o znacznej wartości, może zechcieć go oficjalnie zgłosić. Nie słyszałem, ale też nie sprawdzałem, czy za znalezione starożytności można otrzymać znaleźne. Z braku opisanych w prasie precedensów zwrotu znalezionych zabytków cennej wartości wnioskuję że statystyczny znalazca woli nawet sprzedać znalezione przedmioty za ułamek ich wartości niż oddać je drogą oficjalną.

Możliwe że nawet nie jest dokładnie ustalone, kto wypłaca znaleźne, i gdzi ema się zwrócić osoba która takowy zabytek znalazła. Przeglądając różne urzędowe witryny nigdy nie natknąłem się na taką informację.

Historia rozkradzionego znaleziska

Skarb zakrzowski to trzy grobowce nazwane książęcymi znaleziono w dzielnicy Wrocławia Zakrzowie. Dnia 1 kwietnia 1886 r. grupa robotników wydobywała piasek w miejscowej piaskowni. Nagle jeden z nich natrafił na duży kamień. Po jego usunięciu z ziemi znajdującej się pod nimi przez kilka dni wydobywano różne przedmioty, niektóre przy tym niszcząc. Kiedy trafiły one do rąk archeologów, okazało się, że są to niezwykle cenne zabytkowe znaleziska. Prace przeprowadzone na miejscu doprowadziły do odkopania wyłożonej kamieniami komory o wymiarach 4,90×6,25 m. Umieszczono w niej pochówki kobiety i mężczyzny pochodzące z IV w n.e.
Odkryte w grobowcu przedmioty, często wysokiej rangi artystycznej, pochodziły z różnych części imperium rzymskiego. Były to m.in. wielobarwne naczynia szklane typu „millefiori” wykonane w Kolonii, srebrne noże, łyżki, nożyce, brązowe misy, złota pinceta, łyżeczka do czyszczenia uszu, srebrne wiadro, kamienie do gry z Nadrenii, zestaw brązowych i srebrnych naczyń do picia wina z Panonii, czteronożna, brązowa podstawa przenośnego ołtarzyka z inskrypcją łacińską i brązową misą (znalezisko unikatowe na ziemiach polskich), złote zapinki i zawieszki w formie stylizowanego półksiężyca (tzw. lunule), naszyjniki, zawieszki z grecko-rzymskich warsztatów prowincjonalnych nad Morzem Czarnym, ponadto pierścienie, monety rzymskie z lat 161
270 (wśród nich tzw. aureusy), wyroby z bursztynu, resztki tkanin.


Nieco ponad rok później w tym samym miejscu na Zakrzowie archeolodzy natrafili na dalsze dwa groby o wymiarach 1,75×3 m. Zawierały one pochówki kobiet, a ich wyposażenie było niemniej bogate. Składały się na nie przedmioty podobne do tych z pierwszego odkrytego grobowca, a ponadto biżuteria ze złota, srebrne sztućce, srebrne i gliniane pucharki, naczynia gliniane toczone na kole oraz resztki drewnianej szkatułki wsadzanej rzymskimi monetami.


Wedle do niedawna powszechnie jeszcze uznawanych opinii archeologów należały do władców wschodniogermańskiego ludu Wandalów, którzy przybyli, na celtycki dotąd Śląsk na przełomie n.e. i ok. 400 lat zajmowali ziemie nad Odrą po Wisłę. Zdaniem I. Kramarkowej „książę” zakrzowski był przedstawicielem znanego z późniejszych źródeł IX w. słowiańsko plemienia Ślężan. Pomijana jest tutaj pokojowa asymilacja pozostałych po wędrówce ludów dotychczasowych mieszkańców z napływającą ludnością. Ślężanie stanowili mieszankę ludów germańskich i słowiańskich z domieszką celtycką.


Nie wszystkie skarby zakrzowskie trafiły do archeologów. Robotnicy pracujący w piaskowni, gdzie znaleziono skarb, zorientowali się, że mają do czynienia z rzeczami bezcennymi. Sprzedawali je więc wyspecjalizowanym handlarzom. Mimo wszczętego przez policję dochodzenia i rewizji w domach robotników, udało się odzyskać jedynie srebrne łyżeczki. Dziś trudno ustalić ile skarbów zginęło bezpowrotnie. Heinrich Korn (rajca miejski, właściciel dóbr pawłowickich, papierni w Zakrzowie i wydawca Schlesische Zeitung), na którego terenie znaleziono skarb, podarował go Muzeum Starożytności Śląskich we Wrocławiu. Wystawa skarbów była gotowa w 1937 roku. Później jej część została wypożyczona do Berlina. Tam skarby znajdowały się w 1945 roku, kiedy Armia Czerwona zniszczyła berlińskie muzeum. Przepadła również część zabytków z Wrocławia. Możliwe, że część zakrzowskich skarbów trafiła do Moskwy. Zachowane nieliczne zabytki zakrzowskie (ok. 15% kolekcji) znajdują się we wrocławskim Muzeum Archeologicznym.

Pochodzenie władców Silingii

Etymologia nazwy Śląsk (śląs. Ślůnsk, czes. Slezsko, niem. Schlesien, węg. Szilézia, łac. Silesia, ang. Silesia) pozostaje dyskusyjna. Nazwa rzeki i góry jest podawana jako jeden z wielu przedindoeuropejskich toponimów w tym rejonie Europy. Pierwszym, który zauważył korelację nazwy rzeki Ślęzy ze Śląskiem był niemiecki humanista Konrad Celtis, pisze on, że Odra (czyli starożytna Suevus) przybiera dopływ rzeki Slesus, od której pochodzi nazwa ziemi śląskiej – Hic Odera (a priscis qui nomina Suevus habebat) Nascitur et Codani praecipitatur aquis Suevus, qui Slesum socium sibi convocat amnem Aquo nunc nomen Ślesin terra gerit Do interpretacji Celtisa nawiązał polski filolog Jerzy Samuel Bandtkie, działający we Wrocławiu na przełomie XVIII/XIX wieku. Uważał on, iż od nazwy rzeki Ślęza przyjęli swoją nazwę słowiańscy Ślężanie (Sleenzane u tzw. Geografa Bawarskiego z ok. 845 r.), ale także nazwa góry Ślęży i rozciągającej się przy niej krainy.

Według polskich slawistów, M. Rudnickiego i S. Rosponda, nazwa Ślęża lub Ślęż ma zaś ścisły związek ze słowiańskim słowem "ślęg" względnie "śląg", oznaczającym wilgoć, mokrość. Z tych też zapewne pradawnych czasów pochodzą nazwy jezior, rzek i osad. W języku staropolskim mawiano na tę dzielnicę Szląsk. Nazwa w tej formie pozostała do dzisiaj w kaszubszczyźnie.

Śląski badacz Ignaz Imsieg (XIX w.) uważał, że nazwy góry, rzeki (i regionu) mają związek z nazwą plemienia Silingów. Stanowisko to zostało powszechnie zaakceptowane w kręgach naukowych, zarówno niemieckich, jak i słowiańskich (polskich, czeskich, etc.), po czym praktycznie obowiązywało aż do czasów międzywojennych, a zyskiwało uznanie w Europie Zachodniej jeszcze w trzeciej ćwierci XX wieku.

Na przełomie XX/XXI wieku niektórzy polscy i niemieccy językoznawcy powracają do tezy o pochodzeniu nazwy Śląsk od toponimu Ślęza, który kwalifikują - albo jako prastarą nazwę indoeuropejską - albo jako staroeuropejską, gdzie rdzeń sil- pierwotnie był określeniem „morza, jeziora, spokojnej wody”, natomiast sufiks -ing w wyniku przekształceń nazw w językach wschodniej Europy dał końcówkę -ęza. Nazwa Śląsk nie ma zatem ani germańskiego, ani słowiańskiego rodowodu, ponieważ nazwa rzeki Ślęzy należy do staroeuropejskiej hydronimii. Z kolei nazwa Ślęza miała zostać przejęta do języków indoeuropejskich od wcześniejszych mieszkańców tego regionu Europy.

W XI i XII wieku ziemie obecnego Śląska wchodziły do prowincji stanowiącej część państwa pierwszy Piastów . Prowincja ta była wtedy nazywana: provincia Wrarislawiensi , regio Wrarislawiensi a także ducatus Wrarislawiensi. Od początku XIII wieku książęta tych ziem tytułowali się dux Slesie, np. Bolezlaus dux Zle, pieczęć Henryka I Brodatego, Henrici Ducis Zlesi (1217-1238)

Historia Starożytność

Pierwszym znanym z imienia ludem zamieszkującym Śląsk byli Celtowie, którzy na początku IV wieku p.n.e. przybyli z obszaru Bohemii (Boiohaemum) przez Przełęcz Kłodzką, a w 2. połowie IV wieku p.n.e., przedostawszy się przez Bramę Morawską, zasiedlili Górny Śląsk (Wyżyna Głubczycka). Zdaniem Janiny Rosen-Przeworskiej, podobieństwo do znalezisk z obszaru Czech pozwala przypuszczać, że ziemie śląskie zasiedlili Celtowie z plemienia Bojów.

Szereg autorów starożytnych (Strabon, Pliniusz, Tacyt, Ptolemeusz, Kasjusz Dion) wspomina lud Lugiów, umieszczając go w I – II w. n.e. na obszarze dzisiejszej Polski środkowej i południowej, w tym Śląska. Według Henryka Łowmiańskiego spośród plemion lugijskich wymienionych przez Tacyta, Helizjowie (Helisii) mieli zamieszkiwać na północ od środkowej Odry, koło Kalisza, zaś Manimowie (Manimi) na Opolszczyźnie, a Naharwalowie (Naharvali) wokół góry Ślęży.

Strabon wymienia (Geographica hypomnemata, ok. 21 n.e.) państwo króla Marboda (celtycki Maroboduus „Wielki Kruk”, ok. 30 p.n.e. – 37 n.e.), władcy germańskich Markomanów, którego centrum po usunięciu celtyckich Bojów znajdowało się w Kotlinie Czeskiej, zaś granice sięgały od Dunaju po górną i środkową Odrę (Śląsk) oraz dolną Łabę. Maroboduus–Wielki Kruk, wykształcony w Rzymie i możliwe, że posiadający rzymskie obywatelstwo, jest pierwszym znanym z imienia władcą Śląska.

Ostatecznie ludy związku lugijskiego, o zróżnicowanym składzie etnicznym (celtycko-wenetyjsko-iliryjsko-germańskim), weszły w skład grupy wandalsko-lugijskiej, a następnie – związku wandalskiego. Naciskani przez Gotów z północy, Wandalowie kontynuowali wędrówkę z regionu Pomorza w kierunku południowym i południowo-zachodnim. W I – IV w. zajmowali tereny nad górną Odrą i Dunajem. Zdaniem części historyków i archeologów plemiona Wandalów–Silingów (Vandali cognomine Silingi) zajęły tereny Śląska. Kasjusz Dion nazwał Sudety „Górami Wandalskimi”.

Wczesne średniowiecze
Od połowy VII w. obszar Śląska znalazł się w zasięgu ekspansji słowiańskiej. Późniejsze źródła historyczne (m.in. Geograf Bawarski, Dokument praski) wymieniają z nazwy następujące plemiona: na zachodzie Dziadoszanie wraz z Bobrzanami nad rzeką Bóbr, dalej Ślężanie wokół Ślęży, Trzebowianie na północ od nich, Opolanie na wschód, Golęszycy w dorzeczu górnej Odry oraz Głubczycy na południowym-wschodzie. Część historyków uważa, że podporządkowanie Śląska państwu wielkomorawskiemu jest niepotwierdzone.

Natomiast według zwolenników hipotezy o podporządkowaniu Śląska państwu wielkomorawskiemu ekspansja morawska odbyła się najprawdopodobniej w dwóch etapach. W pierwszym, rozpoczętym po 875 roku, oddziały księcia morawskiego Świętopełka I przez Bramę Morawską wtargnęły do Małopolski i na Górny Śląsk, zajmując tereny aż do Przesieki Śląskiej. Ich obecność mają potwierdzać znaleziska na obszarach plemiennych Gołężyców i Głupich Głów (Głubczyców), a wśród źródeł pisanych pośrednio Żywot św. Metodego. Według tej hipotezy w drugim etapie, po 885 roku, poprzez Kotlinę Kłodzką zajęto Dolny Śląsk, południową Wielkopolskę oraz ziemie łużyckich Serbów. Mają to potwierdzać wielkomorawskie zabytki archeologiczne odnalezione na terenach Ślężan (m.in. krzyżyk morawski na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu) i Dziadoszan oraz bezimiennego plemienia nad Obrą na pograniczu śląsko-wielkopolskim.

Jednak część badaczy twierdzi, że te przesłanki są zbyt słabe i uważają, że państwo wielkomorawskie nie sprawowało kontroli politycznej nad Śląskiem i miało jedynie na niego wpływ kulturowy „Obecna wiedza archeologiczna pozwala jedynie stwierdzić, że Śląsk niewątpliwie znajdował się strefie oddziaływania kręgu kultury wielkomorawskiej, czego nie można jednak utożsamiać z zasięgiem trwałej kontroli politycznej. Ani bowiem rozprzestrzenianie się charakterystycznych wyrobów, ani rozprzestrzenienie się koncepcji fortyfikacyjnych w żadnym stopniu nie dowodzą pojawienia się w sudeckiej części Śląska drużyny wielkomorawskiej”. Podobnie „na terenach górnośląskich (
) nie dostrzega się znaczących elementów, jednoznacznie wskazujących na jakikolwiek stopień zależności od państwa wielkomorawskiego”.

Być może w latach 80. IX w. z Wielkich Moraw niejaki Oslaw został posłany przez abp Metodego z misją chrześcijańską w obrządku słowiańskim na Śląsk. Spory budzi także to czy Śląsk znajdował się w X w. pod zwierzchnictwem czeskim. Zwolennicy tezy o obecności czeskiej twierdzą, że po rozpadzie Wielkich Moraw w 905 roku, nastąpiło zajęcie Dolnego Śląska i założenie Wrocławia (Vratislavia) przez czeskiego księcia Wratysława I (915–921) z dynastii Przemyślidów. Najstarsze znalezisko pochodzenia czeskiego we Wrocławiu – monety z napisem Vratsao, datowane są na okres panowania księcia Bolesława I Okrutnego (929–972).

Istnieją także opinie historyków takich jak prof. Gerard Labuda i prof. Przemysław Urbańczyk, że Śląsk nie znajdował się pod zwierzchnictwem czeskim, ponieważ jedynym tego potwierdzeniem jest wzmianka czeskiego kronikarza Kosmasa żyjącego 240 lat po tym fakcie, a i inne źródła pisane nie wskazują jednoznacznie aby taka podległość istniała. Sławomir Moździoch twierdzi, że „czeskie wpływy na Śląsku w świetle wymowy wszystkich źródeł archeologicznych należy uznać za co najmniej wątpliwe”.

oprac. Na podstawie Wikipedia.
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 13 sie 2015, 23:49

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 14 sie 2015, 15:38

Obrazek Wrocławski Pomnik Anonimowego Przechodnia

Czternaście postaci z brązu, zapadających się pod ziemię, upamiętniają wprowadzenie stanu wojennego który wybuchł 13 grudnia 1981 roku, wielu ludzi "zniknęło" wówczas w środku nocy.

https://photosynth.net/view.aspx?cid=80 ... 42fbb25854
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 17 sie 2015, 19:30

Domasław – nekropola arystokracji z wczesnej epoki żelaza
Wojciech Pastuszka – 15 grudnia 2014

Wspaniałe zabytki sprzed ponad 2500 lat, które znaleziono kilka lat temu na wyjątkowym cmentarzysku pod Wrocławiem, można było je podziwiać w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu.

Obrazek
W Domasławiu archeolodzy odkryli m.in. rozległe cmentarzysko z około 750-450 r. p.n.e.

Badania archeologiczne, które w latach 2006-2008 prowadził w Domasławiu (gmina Kobierzyce, pow. wrocławski) Zespół Badań Ratowniczych Instytutu Archeologii i Etnologii PAN Oddział we Wrocławiu, były związane z budową obwodnicy Wrocławia. Przyniosły one znaleziska, które okazały się rewelacyjne w zakresie poznania kilku wycinków pradziejów. Najnowsza wystawa w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu ukazuje nam przełomowe odkrycie bogato wyposażonych grobów z wczesnej epoki żelaza (okres halsztacki 750-450 p.n.e.).

Waga odkryć w Domasławiu sprowadza się do tego, że zmuszają one badaczy do zmiany wielu aspektów obrazu kultury społeczeństw żyjących wówczas w zachodniej części ziem polskich. Znaleziska potwierdzają ich związek z ówczesnymi, głównymi nurtami cywilizacyjnymi, a w szczególności z kręgiem cywilizacji śródziemnomorskiej.

Porównanie konstrukcji i wyposażenia grobów z epoki brązu i epoki żelaza zaliczanych tradycyjnie do tej samej kultury łużyckiej pokazuje, że są to dwa różne światy. W grobach z wczesnej epoki żelaza po raz pierwszy w pradziejach w sposób tak jednoznaczny manifestuje się zróżnicowanie społeczne, a co za tym idzie, majątkowe tej ludności. Kształtuje się w tej społeczności rodzaj „arystokracji” utrzymującej bliskie kontakty z głównymi centrami kulturowymi Italii i alpejskiego kręgu kultury nazwanej halsztacką, od odkrytego i zbadanego w miejscowości Hallstatt w Austrii dużego cmentarzyska z bogato wyposażonymi grobami.

Zmienia się w dużej mierze obraz kultury materialnej, co czytelnie ilustruje wyposażenie i konstrukcja bogatych grobów, zwłaszcza blisko 300 odkrytych i zbadanych grobów komorowych o rozbudowanych konstrukcjach, głównie zrębowych, których występowanie koncentruje się w dużej mierze w jednej strefie cmentarzyska.

Obrazek
Najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem znalezionym na cmentarzysku w Domasławiu jest ten czterokołowy gliniany wózek

Poza konstrukcją wspomniane groby wyróżnia wyposażenie. Oprócz jednej popielnicy, a niekiedy kilku, w ich wnętrzu było po kilkanaście do ponad 50 innych naczyń-przystawek. Wśród nich częste są egzemplarze luksusowej halsztackiej ceramiki grafitowanej i malowanej. Łącznie w zbadanych 1028 obiektach z tego czasu archeolodzy znaleźli ponad 9000 wyrobów ceramicznych, głównie naczyń i ponad 2200 innych przedmiotów z brązu, żelaza, kamienia, szkła, bursztynu i in. Są wśród nich brązowe naczynia importowane z alpejskiego kręgu kultury halsztackiej i Italii podobnie jak 8 mieczy i wiele innych zabytków.

W zespole ceramiki malowanej niewątpliwie najcenniejszym zabytkiem, a zarazem rewelacją w skali europejskiej archeologii wczesnej epoki żelaza, jest czterokołowy wózek pochodzący z jednego z bogato wyposażonych grobów komorowych. Kultowa symbolika motywu wozu jest szeroko rozpowszechniona m.in. w epoce brązu i wczesnej epoce żelaza. Fakt złożenia tego egzemplarza w grobie zmarłego, należącego do wyróżniającej się części społeczeństwa, jak na to wskazuje konstrukcja i nader bogate wyposażenie grobu, nadaje mu określonego znaczenia w obrzędach grzebalnych. W tej symbolice dopatrywać się można oddziaływań kręgu cywilizacji śródziemnomorskich, w tym starożytnej Grecji.

Wystawę można oglądać od 20 grudnia do 15 lutego w Muzeum Archeologicznym, Oddziale Muzeum Miejskiego Wrocławia, ul. Cieszyńskiego 9, Arsenał Miejski.

Organizatorami wystawy są Muzeum Miejskie Wrocławia oraz Zespół Badań Ratowniczych Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk Oddział we Wrocławiu. Sponsorem – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział we Wrocławiu.

http://archeowiesci.pl/2014/12/15/domas ... ki-zelaza/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 19 sie 2015, 13:40

» Czy znaleźli Złoto Wrocławia?

Obrazek

Nie wiadomo gdzie znajduje się znalezisko. To największa tajemnica, a znają ją wyłącznie dwie osoby (Polak i najprawdopodobniej Niemiec). Jak wynika z naszych informacji wystosowały już stosowne pisma do samorządowców, w których informują o znalezisku. Wiedzą, gdzie jest pociąg pancerny z czasów II wojny światowej, na którym znajdują się prawdopodobnie działa samobieżne na specjalnych platformach. W środku mają być wartościowe produkty, cenne materiały przemysłowe i szlachetne kruszce. O sprawie wiedzą już służby: prokuratura, policja i wojsko. Jak udało się nam ustalić powołano już sztab kryzysowy. Za wskazanie miejsca, w którym znajduje się skarb żądają gwarancji prawa do znaleźnego w wysokości 10 procent. Jeżeli byłoby to Złoto Wrocławia w pociągu może znajdować się nawet ok. 300 ton złota.

http://wiadomosciwalbrzyskie.pl/8990,ak ... awia..html

Legendarny pociąg ze złotem na Dolnym Śląsku? "Namierzą, zbadają, a potem zaczną się schody"

"Działając w imieniu naszych mocodawców (...) zawiadamiamy o znalezieniu przez wspólników (...) pociągu pancernego z czasów II wojny światowej" - pisze w piśmie do starosty wałbrzyskiego jedna z kancelarii prawnych. W owianym tajemnicą składzie mają znajdować się "przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszcze szlachetne". - To byłoby niesamowite odkrycie - przyznają pasjonaci historii

Urzędnicy, którzy zostali poinformowani o rzekomym odkryciu są oszczędni w słowach.

- Wpłynęło do nas oficjalne pismo drogą urzędową. Nie było opatrzone klauzulą tajności. Starosta, zgodnie z ustawą, poinformował odpowiednie służby. Osoby, reprezentowane przez jedną z kancelarii prawnych domagają się 10 proc. znaleźnego - mówi Marika Tokarska, asystentka starosty wałbrzyskiego. I dodaje, że "sprawa jest procedowana". Wiadomość od starosty na razie nie dotarła do policjantów.

Chcą 10 proc. znaleźnego

Odkrycia miały dokonać dwie osoby: Polak i Niemiec. "Działając w imieniu naszych mocodawców (...) zawiadamiamy o znalezieniu przez wspólników (...) pociągu pancernego z czasów II wojny światowej" - czytamy w piśmie od kancelarii, które pokazał portal daminfo.pl.
Dalej prawnicy informują, że "na rzecz mocodawców zastrzegają prawo do żądania znaleźnego (...) w wysokości ustawowo określonej". Chodzi o 10 proc. wartości znaleziska.

Dlaczego odkrywcy zwracają się z tą sprawą do urzędników? Eksploratorzy domniemują, że pociąg może być zaminowany i dlatego odkrywcy potrzebują pomocy urzędników.

Wakacyjna opowieść?
Pasjonaci historii Dolnego Śląska są ostrożni. - Mamy tu dwa evergreeny poszukiwawcze, czyli dwa złote pociągi. Jeden ma znajdować się pod górą Sobiesz koło Piechowic, a drugi właśnie w okolicach Wałbrzycha - mówiła na antenie TVN24 Joanna Lamparska, autorka książek o tajemnicach Dolnego Śląska.

Jej zdaniem być może osoby, które zgłosiły się do urzędników wskazują zupełne inne miejsce i kolejny z zaginionych pociągów. - Wygląda to jednak na wakacyjną opowieść. Chociaż bardzo bym chciała, żeby pociąg został odnaleziony. To byłoby niesamowite odkrycie - przyznała Lamparska.

Jakie są szanse, że to jednak nie tylko legenda? Jak przyznaje autorka książek na tym etapie trudno to określić. - Szansa na to pojawi się zaraz po badaniach. Jeśli panowie mają faktycznie dokumenty to namierzenie pociągu nie będzie trudne, później będzie trzeba go zbadać, a później zaczną się schody - powiedziała Lamparska. I wyjaśniała, że jeśli sprzęt wykaże, że w danym miejscu znajdują się przemieszczenia gruntu lub pusta przestrzeń to eksploatorzy będą musieli tam wejść, a to będzie musiało odbyć się w asyście licznych służb i będzie wymagało olbrzymich środków. - A potem już tylko światowa sława - mówiła ekspertka uśmiechając się.

"Bujda i nieprawda"

Pociąg, który ma znajdować się niedaleko Wałbrzycha to "bohater" opowieści Tadeusza Słowikowskiego, emerytowanego górnika. Kilkadziesiąt lat temu jeden z Niemców miał powiedzieć mężczyźnie, że przy torach kolejowych znajduje bocznica, która wiedzie na Zamek Książ. Właśnie tam, w maju 1945, miał wjechać niemiecki pociąg pełen złota, być może platyny przemysłowej lub depozytów lokalnej ludności. Latami mężczyzna poszukiwał składu wypełnionego skarbami.
Poproszony przez nas o komentarz ocenił, że najnowsze rewelacje, które dotarły do urzędników "to bujda i nieprawda".

Podobnego zdania jest Andrzej Gaik, dziś przewodnik po Zamku Książ, który także poszukiwał zaginionego składu. - Moim zdaniem pociąg nie został odnaleziony. Nikt jeszcze nie trafił na jego ślad - twierdzi Gaik.

Dyplom zamiast nagrody?
Do wojewódzkiego konserwatora zabytków nie trafiły żadne oficjalne pisma ws. odkrycia skarbu. Jednak konserwator przyznaje, że uzyskanie znaleźnego może nie być łatwą sprawą. - Jeśli znalezisko to dobro kultury narodowej to znalazca może wystąpić o nagrodę, którą przyznaje minister kultury. Może być to gratyfikacja pieniężna, ale też np. dyplom uznania - tłumaczy Ewa Kica, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków. I podkreśla, że każde znalezisko w ziemi to własność skarbu państwa.

http://www.tvn24.pl/dolny-slask-twierdz ... 870,s.html

Twierdzą, że znaleźli zaginiony pociąg ze złotem. I chcą nagrody

Obrazek Złote pierścionki zrabowane przez Niemców więźniom w obozie w Buchenwaldzie

Dwóch mężczyzn zgłosiło się do radcy prawnego Starostwa Powiatowego w Wałbrzychu z wnioskiem o przyznanie im 10 procent znaleźnego - podał portal Radia Wrocław. Osoby te utrzymują, że znalazły legendarny niemiecki pociąg, który w maju 1945 roku miał wywieźć z Wrocławia cenne kruszce i przedmioty, a następnie zaginąć bez wieści w drodze do Świebodzic.

Jak podało Radio Wrocław, "odkrywcy" wysłali pismo do wałbrzyskiego starostwa za pośrednictwem kancelarii prawnej.
"Opinia dotyczy znalezienia pociągu pancernego z czasów II wojny światowej, zawierającego prawdopodobnie dodatkowe urządzenia w postaci na przykład dział samobieżnych, ustawionych na platformach o całkowitej długości około 150 metrów. Pociąg zawiera także, m. in. przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszce szlachetne" - czytamy we fragmencie tego pisma opublikowanym w portalu radia.

Pociąg legenda
Pasjonaci historycznych zagadek spekulują, że kiedy w maju 1945 roku Armia Czerwona zdobywała niemiecki wówczas Wrocław, Niemcy wywieźli z miasta złoto pociągiem. Miał on dotrzeć najpierw do Świebodzic, a potem do Wałbrzycha, ale nigdy go tam nie widziano. Według jednej z teorii, przytaczanej przez Radio Wrocław, skład mógł wjechać do tunelu, który miał być wydrążony w dolinie niedaleko osiedla Lubiechów i prowadzić pod Zamek Książ.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 20 sie 2015, 00:21

Kim są "łowcy skarbów", którzy wpadli na trop zaginionego pociągu na Dolnym Śląsku? Czy szykuje się sensacja na międzynarodową skalę?
Magdalena Zagała dziennikarka, autorka reportaży TV

Od wczoraj w mediach pojawiają się sensacyjne doniesienia o odnalezionym na Dolnym Śląsku skarbie. Na trop zaginionego, słynnego pociągu „ze złotem Wrocławia” miało wpaść dwóch mężczyzn, którzy chcą pozostać anonimowi. Sprawę dla Onetu komentuje Jarosław Chmielewski, radca prawny z Wrocławia, który ich reprezentuje.

Obrazek

Magdalena Zagała: Od wczoraj pojawiają się w mediach sensacyjne informacje, że dwaj mężczyźni znaleźli zaginiony pociąg ze złotem. Co z tego jest prawdą?

Jarosław Chmielewski, radca prawny: Niestety niewiele. Kilka dni temu do mojej kancelarii przyszło dwóch mężczyzn. Poprosili mnie o poradę prawną w sprawie potencjalnego znaleziska – twierdzą, że znaleźli pancerny pociąg z czasów II wojny światowej - i takiej porady im udzieliłem. Z uwagi na to, iż temat jest dość skomplikowany zwrócili się też do mnie z prośbą, bym im pomógł uregulować wszystkie kwestie prawne. Podjąłem się tego i ich reprezentuję.

Kim są pana klienci?

Jeden jest Polakiem, drugi to obywatel Niemiec. To nie są osoby młode, jakieś przypadkowe, ani typowi „łowcy skarbów”. Są bardzo kompetentni, wykształceni. Zaręczam, że to są poważni ludzie. Pracują w Polsce, płacą tu podatki. Dysponują dużą wiedzą historyczną, fachową. To, co zaprezentowali podczas rozmowy ze z mną daje mi przesłanki, by traktować całą sprawę jako bardzo wiarygodną.

Czy oni mogli wpaść na trop tego tzw. słynnego „złotego pociągu”?

To są jakieś sensacje medialne. Tego nie wiadomo. Szczegółów dotyczących tej dokumentacji nie mogę ujawnić. Mogę powiedzieć, że moi klienci są bardzo sceptyczni, że to jest właśnie ten słynny pociąg, na którym zostało zdeponowane złoto, inne cenne przedmioty. Z całą jednak pewnością jednak informacja o odnalezieniu pancernego składu mierzącego około 150-120 metrów jest wiarygodna, to wynika z danych technicznych, dlatego nastąpiło zgłoszenie tej sprawy za pośrednictwem mojej kancelarii do stosownych instytucji.

Czy te osoby dysponują jakimiś dokumentami, relacjami historycznymi, są w posiadaniu jakiś map?

To są informacje tylko i wyłącznie do wiadomości rządu polskiego, który jest właścicielem tego znaleziska. Nie mogę ujawnić żadnych szczegółów tej sprawy.

Ale może pan potwierdzić, że pana klienci precyzyjnie wskazali to miejsce.

Tak. Wypełnili też obowiązek wynikający z artykułu 4 ustawy: Kto znalazł rzecz i zna osobę uprawnioną do jej odbioru i miejsce jej pobytu niezwłocznie zawiadamia o znalezieniu rzeczy i wzywa do odbioru. Właściciel tego znaleziska jest znany, jest nim Skarb Państwa. Pismo w tej sprawie zostało już wysłane do Ministerstwa Skarbu. Jednak z uwagi na to, że nie wiadomo, co może być ukryte w tym pociągu powiadomiony został też jeden z organów samorządowych, prezydent miasta Wałbrzycha, który na tym terenie jest starostą grodzkim. Innych instytucji nie powiadamialiśmy.

Czy pana klienci mówili, jakie przedmioty mogą być ukryte w tym pociągu? Pojawiły się informacje, że oprócz złota mogą tam być dzieła sztuki, dokumenty, inne cenne przedmioty.

Oni tego nie wiedzą. Nie wykluczają, że to może być pusty skład, pociąg pancerny mający po prostu wartość historyczną. Nie można też na razie jednoznacznie wykluczyć, że nie jest to słynny zaginiony w tajemniczych okolicznościach „złoty pociąg”. Jednak było już tyle wskazań i jego nieudanych poszukiwań, że moi klienci mają do tej legendy podejście czysto racjonalne. Podejrzewają, że historia tego składu ze złotem może być tylko mitem. Informacje publikowane w mediach, że oni są pewni, że znaleźli pociąg ze złotem i chcą 10 proc. znaleźnego są nieprawdziwe. Potwierdzam tylko, że znaleźne moim klientom się należy, dlatego, że jest znany właściciel. Cała reszta to spekulacje. Dla mnie to jest niepojęte, że rozpętała się taka medialna burza. Moi klienci nie chcieli żadnego rozgłosu.

Czy rozmawiał pan dziś z nimi na temat tych publikacji?

Tak. Mówili mi, że czują się zagrożeni. Obawiają się, że ktoś ich może szukać. Wokół skarbów na Dolnym Śląsku narosło już tyle legend, krąży bardzo wiele mitów. Historie o tych cennych skarbach nadal wielu ludzi elektryzują. Nie wiadomo do czego może prowokować taka niezdrowa żądza, by się dowiedzieć, gdzie jest jakiś skarb. Do mnie już od wczoraj dzwonią różne osoby. Mówią, że tam mogą być ukryte nawet diamenty. Podgrzewanie takich sensacji w mediach nie jest niczym dobrym.

Bulwersuje mnie, że tak szybko nastąpił wyciek tej sprawy do mediów. Opinia prawna, którą przygotowałem została opublikowana gdzieś w internecie, tam były zamazane dane osobowe, to skrajny brak profesjonalizmu. Dla moich klientów to jest przykre. Oni dochowali należytej staranności, zachowali się uczciwie, wykazali postawą obywatelską. I liczyli na profesjonalizm organów naszego państwa. A ten skrajnie sensacyjny ton medialnych doniesień, niepoparty żadnymi dowodami naprawdę nie służy wyjaśnieniu całej sprawy. Ludzi może ogarnąć teraz jakaś niezdrowa gorączka. Niektórzy być może będą szukać tego pociągu. Wiele niepoważnych osób może się za to zabierać, a skutki tych poszukiwań mogą być naprawdę różne.

W publikacjach podkreśla się przede wszystkim, że pana klienci liczą na pieniądze. Czy mają także inne motywacje?

Zależy im na tym, by potem brać udział w potencjalnych projektach medialnych dotyczących tego znaleziska. Jeśli się to wszystko potwierdzi, to chcą zaistnieć w naukowych publikacjach. To są ich zainteresowania. Oczywiście chcą też dostać gratyfikację finansową, ale to nie jest ich głównym celem. Jeśli by się okazało, że to jest cenne znalezisko, to będzie sensacja na skalę światową, ale za wcześnie jest, by o tym mówić. Stanowisko moich klientów jest takie, że wolą się mile zaskoczyć niż rozczarować. Nie wykazują emocji, nie ma u nich niezdrowej fascynacji, są bardzo racjonalni.

Czy jakieś działania już zostały podjęte?

Nie. Organy państwa też muszą przeanalizować całą sytuację od strony formalnej, prawnej. Musimy poczekać na decyzje dotyczące sprawdzeń, potem ewentualnej eksploracji tego znaleziska. Dopiero wtedy będzie się można przekonać, co tam jest, w jakim stanie jest ten pociąg. Przecież on może być zniszczony. A być może okaże się po weryfikacji, że nie warto tego wyciągać. Mogę powiedzieć, bo to już sprawdzałem w Ministerstwie Skarbu, że nasze pismo zostało pozytywnie zaopiniowane i będę informowany o planowanych działaniach.

Dziękuję za rozmowę.

http://wiadomosci.onet.pl/wroclaw/kim-s ... czy/f19pbx
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 27 sie 2015, 23:21

https://www.youtube.com/watch?v=WaDFBnPtquE

Czekaliśmy na jakieś ciekawe odkrycia związane z remontem dworca i .....się nie doczekaliśmy :shock:
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 03 gru 2015, 22:39

Bar i restauracja wegańska Vega


https://www.youtube.com/watch?v=VMzjF_paoXc

Vega to jedna z najstarszych restauracji wegetariańskich i wegańskich nie tylko we Wrocławiu, ale i w całej Europie! W tym odcinku, Sebastian Bezwiński i Juliusz Woźny relacjonują nam, jak zmienił się kultowy bar Vega i co można zjeść w części restauracyjnej. Niedawno byłem tutaj w towarzystwie tajemniczej pani B ;)
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 5127
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 637
x 215
Podziękował: 8581 razy
Otrzymał podziękowanie: 8942 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: chanell » poniedziałek 07 gru 2015, 14:32

Super ! koniecznie muszę odwiedzić to miejsce :D ciekawi mnie ten keczup bananowy :D
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 10028
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 504
Podziękował: 18947 razy
Otrzymał podziękowanie: 16353 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 02 kwie 2016, 16:22


https://www.youtube.com/watch?v=lJhFBeMk7v8

Opublikowany 22.03.2016
Powódź 1997 we Wrocławiu - czy Archiwum Państwowe zalano celowo, tak jak w Warszawie w 1944 spalono ?
Miejsce i czas nagrania: Wrocław 19.3.2016, koło kładki dla pieszych na Niskich Łąkach i ZOO, delta Oławy wpadającej do Odry.
Udział biorą: Ekspert niebocentryzmu Mariusz Szczytyński i Beata Andrejas, Marszałek Sejmiku Ziemskiego Prowincji Wrocławskiej


https://www.youtube.com/watch?v=Xc9JXivlJVY

Opublikowany 19.03.2016
Polacy są jedynym wyjątkiem spośród narodów schrześcijanizowanych, którzy rozumieją czym były watykańskie krucjaty krzyżackie na Polske i polskich Królów oraz kim byli Krzyżacy. Na okładce widzicie Państwo co w 1109 na Psim Polu pod Wrocławiem Bolesław Krzywousty zrobił krzyżackim spiskowcom w starożytnej bitwie o Imperium Polaków z białym orłem na szkarłacie.
0 x



Ramzes3
Posty: 484
Rejestracja: niedziela 03 lut 2013, 16:21
x 13
x 46
Podziękował: 1775 razy
Otrzymał podziękowanie: 997 razy

Re: Zagadki Wrocławia

Nieprzeczytany post autor: Ramzes3 » sobota 02 kwie 2016, 23:28

abcd pisze:
Białczyński pisze:[size=130]3. Starożytny Wrocław:

Zacznijmy od mitologicznych początków Wrocławia:

Wrocław budował zięć Posejdona Tymoteusz a następcą jego został II syn Posejdona Innachos, który zbudował obecną farę wrocławską „

Podobnie jak w przypadku Uranosa nie mam pojęcia, czy to przenośnia czy jest to pisane na serio. Idźmy dalej, co łączy Wrocław z piramidą Cheopsa?

” W Piramidzie Cheopsa znaleziono staliwne dłuto do obróbki granitu i ślady piły DIAMENTOWEJ, co powinno pochodzić z Sobótki, bo takich pił używano przy budowie Wrocławia. „


Też nie mam pojęcia czy autor cokolwiek pisze na serio ponieważ:
- piramida Cheopsa była budowana około 72 - 70 tysięcy lat wstecz,
- w tym czasie w na terenie obecnej Polski panował ostatni okres zlodowacenia.Około 13,8 tys. lat wstecz lądolód ostatecznie ustąpił z terenu obecnej Polski.
0 x



ODPOWIEDZ