Drodzy forumowicze i goście!

Prezentujemy wam forum po poważnej naprawie i aktualizacji, większość rozszerzeń jest włączona i u mnie działa.
Wszystkie błędy i uwagi proszę zgłaszać w dziale technicznym.
Na razie nie będzie działało wyszukiwanie, jeśli po ok 2 dniach eksploatacji nie wystąpią zasadnicze błędy, to zrobimy indeksację baz danych.

Po wejściu na forum proszę najpierw usunąć ciasteczka witryny _ to bardzo ważne! Inaczej forum może nie działać u was prawidłowo!
To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem forum, bo jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Najnowsze odkrycia archeologiczne

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 8514
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 21
x 251
Podziękował: 14769 razy
Otrzymał podziękowanie: 11855 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » piątek 23 cze 2017, 12:31

Bogowie To Nie Fikcja 3
Strach w 52-letnim cyklu


O czym pisze Erich von Daeniken
Kalendarz Majów dostarczył nauce nie lada sensacji. Stwierdzono, że istniały równolegle dwa kalendarze tzolkin i haab. Tzolkin to rok boski liczący 260 dni (20 miesięcy po 13 dni), natomiast haab traktowano jako kalendarz „roboczy” liczący 18 miesięcy po 20 dni, na którego końcu dokładano 5 dni uznawanych za „feralne” otrzymując w sumie 365 dni. Oba kończyły jednocześnie każdy 52-letni, niezrozumiały cykl zamykający się datą 4-Ahau 8-Cumhu.
Erich von Daeniken w swojej książce „Dzień, w którym przybyli Bogowie” opisuje swoją korespondencję z dr. Kisslingiem. Pozwolę sobie zacytować obszerny fragment jego książki.

Tzolkin i haab składają się na „calendar-round”, liczący 18980 dni albo 52 lata. Koło tzolkin obejmujące 260 dni jest mniejsze od koła haab, mającego 365 sektorów na 365 dni. W ciągu 52 lat koło haab obraca się tylko 52 razy, gdy tymczasem koło tzolkin musi wykonać 73 obroty, żeby nie wypaść z gry. Ale w ciągu 52 lat każdemu z kół udaje się jakoś wypełnić plan:


52 × 365 = 18980 dni 73 × 260 = 18980 dni

Tzolkin był kalendarzem świętym, boskim, bez jakiejkolwiek wartości praktycznej – 73 lata boskie odpowiadały 52 latom ziemskim. W okresie tych 52 lat, zgodnie z odczytanymi hieroglifami, na firmamencie dziesięć razy ukazywali się określeni bogowie o nader skomplikowanych imionach – co 52 lata obawiano się powrotu tych „strasznych istot”. Jeżeli w trakcie owych 52 lat (18980 dni) bogów było widać na firmamencie dziesięć razy, to logiczne jest, że w ciągu 5,2 roku (1898 dni) tylko raz.

Dr Kiessiing zadał sobie pytanie: Co pojawiało się więc co 5,2 roku (albo co 1898 dni) na niebie? Kometa? Statek kosmiczny? Boska planeta Wenus? Zaciekawiony badacz skrupulatnie sprawdził wszystkie dane orbit planet Układu Słonecznego i poczynił zadziwiające spostrzeżenie:

Nazwa planety obieg Słońca w dniach ziemskich obieg Słońca w latach ziemskich
Merkury 88 0,24
Wenus 225 0,62
Ziemia 365 1,00
Mars 687 1,88
Planeta X 1898 5,20
Jowisz 4329 11,86
Jeśli spojrzymy na schemat Układu Słonecznego, od razu rzuci nam się w oczy wielka luka między Marsem a Jowiszem. Porusza się tam dokoła Słońca zgodnie z prawami Keplera olbrzymia, widoczna tylko przez teleskop gromada niewielkich ciał niebieskich zwanych planetoidami. Jeżeli założymy, że planetoidy te są szczątkami jakiejś planety, to będzie można obliczyć, że planeta owa, w czasie kiedy stanowiła całość, wykonywała jeden obrót wokół Słońca w ciągu 1898 dni, czyli dokładnie 5,2 roku ziemskiego! Z tego punktu widzenia kombinacja kalendarza tzolkin i haab byłaby nieprzypadkowa – określałaby dokładny okres obiegu Planety X wokół Słońca. Określałaby zarazem nie tylko to – 1898 dni razy 10, równa się 18980 dni (52 lata), a co 52 lata Planeta X znajdowała się najbliżej naszej planety. Tego właśnie dnia dzieci Ziemi obawiały się przybycia bogów i dlatego przed upływem cyklu kalendarzowego narastało wśród Majów takie napięcie. Z tego powodu co każde 52 lata ze strachem i ze szczególną uwagą obserwowano niebo – oczekiwano pojawienia się boga Kukulcana albo Quetzalcoatla. Zbieganie się dat boskiego kalendarza tzolkin i ziemskiego haab w 18980 dniu zwiastowało niebezpieczeństwo. Istoty pozaziemskie i Ziemianie przygotowywali się do spotkania na najwyższym szczeblu.

Tu chyba pana Daenikena trochę poniosła fantazja. Sądzę, że wyciągnął zbyt daleko idące wnioski. Dlaczego? Wydaje się, że nie chodzi o spotkanie z Bogami, a raczej o spotkanie z czymś gorszym – z kosmiczną śmiercią. Ale po kolei.

Kłopoty z kalendarzem Majów

a właściwie z kalendarzem całej Mezoameryki, gdyż jak twierdzą uczeni, kalendarza tego używały wszystkie ludy od Meksyku po Jukatan. Odkrycie go było wielką sensacją, która niebawem zamieniła się w wielki kłopot. Jak oni go używali?

Do dnia dzisiejszego zdania uczonych są podzielone. Bardzo mała, wręcz uznawana za skąpą ilość materiału spowodowana konkwistą ówczesnej Hiszpanii oraz szczególnym działaniem „naziemnego personelu” Najwyższego, zaowocowała zniszczeniem tubylczej „bazy danych” – spisanych dziejów liczących setki, jeśli nie tysiące lat. Materiały, na których opiera się dzisiejsza nauka, to kilka tzw. „kodeksów” oraz zapiski mnichów hiszpańskich, którzy opamiętawszy się po początkowym szale niszczenia raczyli zauważyć, że zniszczyli kulturę, która pod pewnymi względami, przewyższała nawet ich własną. Powód tej kulturowej restauracji był zapewne bardziej prozaiczny – mnisi chyba doszli do wniosku, że w orgii niszczenia mogli spalić też cenne informacje o miejscach bajecznych skarbów Indian, ale to tylko mój domysł.

Co można powiedzieć o tym kalendarzu? Jest tak skomplikowany, że do dziś nie ustalono jednolitego poglądu na sposób liczenia czasu. Jego interpretacja odbywa się na wałęsowskiej zasadzie: „jestem za, a nawet przeciw”. Nie ustalono ani początku, ani końca kalendarza, a co za tym idzie brak jest punktu zaczepienia z naszym dzisiejszym kalendarzem i naszą chronologią. Jeśli zaś nie można tego ustalić, to wprowadza się teorię zabobonu. Mówi się, że jest to „kalendarz bosko-astrologiczno-astronomiczny z elementami matematyki w systemie dwudziestkowym uwzględniającym cyfrę zero, służący do odmierzania czasu pozostałego do śmierci Matki-Ziemi ze wskazaniem terminów modlitw do Boga aktualnie dominującego na firmamencie”. Żarty, żartami, ale co tak naprawdę można o nim powiedzieć. Jest kalendarzem posiadającym trzy, a właściwie cztery elementy:

Liczbę dni, jaka upłynęła od jakiegoś określonego wydarzenia będącego początkiem kalendarza.

Kalendarz „boski” nazywanym przez twórców „tzolkin” lub „tonalpohualli”, co tłumaczy się jako „rachunek dni” lub „rachunek losu”. Składa się z 20 elementów podzielonych jeszcze na 13 składowych dających razem 260 jednostek nazwanych przez nas dniami. Nazwy „dni” to: Imix, Ik, Akbal, Kan, Chicchan, Cimi, Manik, Lamat, Muluc, Oc, Chuen, Eb, Ben, Ix, Men, Cib, Caban, Eznab, Cauac i Ahau. Nazwy przetłumaczone na język narodowy nie dają w zasadzie nic, a tylko gmatwają sprawę.

Kalendarz „ziemski” nazywany haab – 18 „miesięcy” po 20 „dni” dającym w rezultacie 360 dni, po upływie których dodawano 5 dni feralnych (nemontemi). Wyróżnia się tu w zasadzie dwa terminy: „tun” – liczący 360 dni oraz „haab” liczący 365 dni. Czy Majowie znali rok przestępny? Chyba tak. Mnich hiszpański, Sahagun, pisze: „
istniały określone lata, które posiadały 6 nemontemi.” co wskazywałoby na to, że Majom nieobce były niedoskonałości kalendarza. Nieznany jest także sposób kończenia roku. Czy po 360 dniach kalendarz zatrzymywał się na 5 dni, czy koła czasu obracały się przez całe 365 dni? Nazwy „miesięcy” to: Pop, Uo, Zip, Zotz, Tzec, Xul, Yaxkin, Mol, Chen, Yax, Zac, Ceh, Mac, Kankin, Muan, Pax, Kayab i Cumhu.

Kalendarz, o którym się prawie nie wspomina, nazywany „xiuhamatl” – księga lat. Składał się z 4 elementów podzielonych na 13 części, które w kombinacji (13 × 4) dawały liczbę 52.

Jak ich używano, do dziś toczą się spory. Najczęściej wspomina się o trzyczęściowym kalendarzu, składającym się z liczby dni, kalendarza tzolkin i kalendarza haab. Każdy cykl kalendarza (boskiego i ziemskiego współdziałających razem) trwał 52 lata. W tym okresie nie powtarzała się żadna kombinacja złożona z liczby i nazwy elementu „tzolkin” oraz liczby i nazwy elementu „haab”. Przykładowo data „12-Men 18-Mac” nie mogła się powtórzyć w jednym cyklu 52-letnim. Na potrzeby nauki stworzono dwa systemy liczenia dni: krótkie i długie liczenie. Daty w tych systemach wyglądają następująco:

krótkie – 4-Ahau 8-Cumhu, albo długie – 13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu.

Wprowadzony przykład kalendarza Majów z trzema obracającymi się kołami całkowicie, według mnie, zaciemnił sprawę. Nigdzie, w żadnym miejscu Mezoameryki, nie znaleziono czegoś takiego i raczej wprowadzono go dla udowodnienia „naukowości” tej teorii. Majowie czy Aztekowie nie obracali kółkami, a mozolnie dzień po dniu zapisywali daty i wydarzenia z nimi związane. Co więcej, z opisów (Naród Słońca, Dawni Meksykanie) wynika, że daty zapisywano w trzech księgach: rachunku dni „tonalpohualli”, rachunku lat „xiuhpohualli” i księdze lat „xiuhamatl”. Ponadto nauka jest zgodna co do tego, że istniejąca ówcześnie cywilizacja tego kalendarza nie stworzyła. Ten kalendarz został im dany. Z tego względu, sądzę, musiał być prosty w użyciu i zawierać tylko niezbędne elementy pozwalające ostrzegać przed niebezpieczeństwami z przyszłości. Sprawa wplątania w to Bogów była chyba sprawą wtórną i obliczoną na łatwiejsze „zapamiętanie” zdarzeń przez ludzi.

Nie spodziewaj się ode mnie gotowej recepty na kalendarz Majów. Gdybym ją znał, to zapewne i ty znałbyś mnie od dawna z imienia i nazwiska jako wielkiego odkrywcę. Niestety brak mi gruntownej wiedzy matematycznej i astronomicznej, a ta leży zapewne u podstaw kalendarza. Chcę tylko zwrócić uwagę na najważniejsze, moim zdaniem, elementy oraz postawić trochę kłopotliwych pytań.

Na początek dwie daty odczytane w ruinach Mezoameryki i trzy odpowiedzi:

Autor obliczeń (rok) / Data

13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu

0.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu

Makemson (1946)

11 luty 3373 r. pne

2 październik 8499 r. pne

Spinden (1930)

15 październik 3373 r. pne

5 czerwiec 8498 r. pne

Thompson (1935)

13 sierpień 3113 r. pne

2 kwiecień 8238 r. pne

Jak na ilość lat, prócz „drobnych” rozbieżności, można przyjąć, że nauka jest zgodna. Nie spotkałem pełnego opisu zastosowanych metod, oprócz tego, że były skomplikowane, mozolne, praco i czasochłonne. Dość ścisły i naukowy opis metody, ale nie pozwalający na sprawdzenie prawidłowości obliczeń. Czy wynika z tego, że wspomniani badacze też pisali księgi dni i lat, lecz do tyłu? Ta sama nauka przekazała nam także, że „Majowie” określili długość roku z zadziwiającą precyzją – 365,2422 doby. Czemu więc nie wykorzystać tej informacji do określenia upływu lat? Zbyt prostackie i mało „naukowe”?

Zanim spróbuję coś policzyć trzeba jeszcze wspomnieć, że nauka określa zapis liczb Majów jako podobny do naszego dziesiętnego (wielkość liczby zależna jest od pozycji cyfry) ale nie jest zgodna co do mnożników, wykonam więc dwa rodzaje obliczeń dotyczące wieku początku kalendarza. Jako datę przyjmiemy – 19.19.19.19.19.12-Ahau.19-Cumhu – ostatniego dnia cyklu poprzedzającego początek kalendarza przy jednoczesnym założeniu, że rok ma 365 dni i nieuwzględnieniu lat przestępnych.

Liczba

Mnożnik logiczny

Wynik I

Mnożnik naukowy

Wynik II

19

20 × 20 × 20 × 20

3 040 000

baktun=144 000

2 736 000

19

20 × 20 × 20

152 000

katun=7 200

136 800

19

20 × 20

7 600

tun=360

6 840

19

20

380

unial=20

380

19

1

19

kin=1

19

12-Ahau

19-Cumhu

340

340

W obliczeniach nie uwzględniłem kalendarza Tzolkin, gdyż liczył on ilość dni w innym, „boskim” roku, a w zasadzie był chyba tylko potrzebny do utworzenia jednej niepowtarzalnej nazwy daty w cyklu 52 lat. Tak mi się przynajmniej wydaje. Policzmy zatem ilość dni i zamieńmy na lata trwające po 365,2422 dnia.

Ilość dni

3 200 339

2 880 626

Ilość lat

8762,24

7886,89

Wynik zbliżony, choć z rozrzutem szrapnela. Jedno co jest pewne – było to bardzo dawno temu. Pozostają dwa problemy: Który sposób oddaje właściwe obliczenie liczby dni, a co za tym idzie lat oraz jaką naszą datę należy przyjąć za „zerową”? Nadto nic nam nie wiadomo kiedy powstał ten kalendarz i jakie wydarzenie jest jego początkiem. Trudności z uzyskaniem materiału badawczego (czytaj – nie umieją odczytać hieroglifów, bo materiału badawczego jest ogromna ilość) nie posuwają sprawy naprzód.

Następne pytanie, bardziej już retoryczne. Dlaczego uczeni unikają objaśnienia istoty trzeciego kalendarza zwanego „ksiegą lat”? Po co używano by dwóch kalendarzy mających wspólną liczbę 52? Kalendarz (tzolkin i haab) był stworzony dla 52-letniego cyklu. Maiści twierdzą, że jedna data mogła się powtórzyć najwyżej dwa razy w cyklu jednego pokolenia Indian, a i to byłby przypadek, bo ci nie żyją zbyt długo, ale zastosowanie trzeciego kalendarza w systemie „bardzo długie liczenie” wykluczyło by powtórzenie się daty przez okres bez mała 2700 lat. W kalendarzu tym używano 4 „kwartałów” podzielonych na 13 części. Były to: Acatl (trzcina), Tecpatl (krzemień), Calli (dom) i Tochtli (królik). Czy spotkano już datę zapisaną w takim formacie?:

13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu 1-Acatl.

I kolejne: skąd uczeni posiadają pewność, że liczba dni poprzedzająca nazwę w 52-letnim cyklu składała się tylko z pięciu pozycji? Czy nie mogła składać się z sześciu? Chyba mogła. Majowie mogli równie łatwo jak my dopisywać liczby z przodu. Co to może oznaczać? Na przykład to, że data 19.19.19.19.19.19.12-Ahau.19-Cumhu oznaczała by wydarzenie z przed 175 227 lat! Tylko co wtedy mogło być wydarzeniem wyznaczającym „start” kalendarza?

Czy przypadkiem sami naukowcy nie skomplikowali sprawy, by dodać sobie powagi? Pomyśl logicznie: skoro pierwsza część daty zawiera liczbę dni od początku kalendarza, to wystarczy podzielić ją przez 365,2422 i otrzymujemy liczbę lat z dokładnością do jednego roku. Ale stawiam pytanie: czy przypadkiem licznik ten nie „przeskakiwał” o 1 dopiero po upływie 52-letniego cyklu? Jeśli tak, to liczba z przodu winna wskazywać ilość cykli po 52 lata każdy i wszystkie dzisiejsze wyliczenia można spokojnie wyrzucić.

Kalendarz Majów jest podobny do kalendarza egipskiego, ale tylko w miejscu gdzie jest mowa o roku składającym się z 360 dni i dodatkowych 5 dniach. Mam niejasne przeczucie, że w liczbie 360 dni zawiera się także jakaś informacja o kole i kącie pełnym. Coś w rodzaju mitologicznego – „koło się zamknęło” lub „cykl się zakończył”, bogowie udali się na 5-dniowy wypoczynek. Czy nie oznaczało to, że koło czasu należy zatrzymać i puścić w ruch ponownie dopiero po upływie 5 dni feralnych? Nie mam żadnego pomysłu.

W sumie, wydaje mi się, że dla Majów naistotniejszy był kalendarz o 52-letnim cyklu oraz data 4-Ahau 8-Cumhu, która pojawiała się na 19 dni przed jego zakończeniem. Dlaczego? O tym niżej.

Pierścień z dużym kamiennym oczkiem
Będąc niejako poza naukowym gremium i laikiem w dziedzinie astronomii mogę pozwolić sobie na wszystko to spojrzeć z boku i zarazem inaczej. Nie zwalnia to wszakże od jednego. Moja hipoteza nie może urągać logice. Przesłanki naukowe dopuszczają, że w miejscu, gdzie dziś rozciąga się pas planetoid, po ich orbicie kiedyś krążyła planeta. Została rozbita lub wybuchła. Z teorią wybuchu planety byłbym ostrożny więc pozostańmy przy kosmicznej katastrofie.

Obrazek

Potężnie uderzona planeta bądź cała rozpadła się na kawałki, bądź wierząc Sumerom została rozbita na dwie części. Jedna część stała się naszą Ziemią, pozostałość krąży wokół Słońca w kawałeczkach po jej dawnej orbicie. Kolizja spowodowała wyrzucenie w przestrzeń ogromną ilość gruzu kosmicznego. Część uleciała bezpowrotnie w kosmos, część zapewne opadła na Słońce, część pochłonął Jowisz, część spadła na inne planety, część oglądamy jako widowiskowe komety, a reszta zaś w postaci planetoid w dalszym ciągu okrąża naszą gwiazdę.

Niektórzy wręcz twierdzą, że żadnej katastrofy nie było. Pokażcie nam „winowajcę”, który spowodował rozbicie! Nie ma takiego! Takie rozumowanie prowadzi do paradoksu – jeżeli jest trup, a nie ma mordercy, to czy mamy prawo twierdzić, że nieboszczyk jest żywy?

To jednak nie wszystko. Nie myślmy, że planetoidy to rząd koralików, gęsiego okrążający Słońce w równym i karnym rządku. Nie. Zamiast o pasie winno się mówić raczej o rurze planetoid i to rurze o zmiennej średnicy. W moim przekonaniu w miejscu dawnej kolizji gruz utworzył zapewne wielką chmurę odłamków planety, stanowiących coś w rodzaju „oczka” w tym pierścieniu planetoid (na rysunku oznaczyłem to jako X).

Czy co 10 okrążeń Słońca pozostałość po Planecie X zbliżała się i zbliża w dalszym ciągu do Ziemi na najmniejszą odległość? Co 52 lata Majowie oczekiwali w trwodze na przybycie Bogów. Jakich Bogów? Przecież Bogowie byli ich stworzycielami, dali im ziarna kukurydzy i nauczyli uprawy roli, polewali pola życiodajnym deszczem, codziennie dawali ciepło i światło. Jak można bać się dobroczyńców? Czego więc Majowie się obawiali?

Chyba tego, że Ziemia co 52 lata zbliżała się i zbliża w dalszym ciągu do wielkiego „oczka” pierścienia planetoid, do miejsca tworzącego „chmurę” kamieni, miejsca w którym kiedyś istniała planeta. Grawitacja zbliżającej się Ziemi być może jest zdolna do „wyrwania” z tej chmury jednej lub kilku planetoid i spowodować ich upadek na Ziemię. Bernardin de Sahagun (1500-1590), mnich hiszpański w „Historii ogólnej spraw Nowej Hiszpanii” pisze:

Powiadano, że kiedy nadeszła noc, bardzo się bano, oczekiwano, że gdy świder ognisty nie spadnie szczęśliwie, wówczas wszystko zginie, wszystko się skończy, nastanie zupełna noc. [
] A wszyscy byli owładnięci wiarą w czary do tego stopnia, że każdy starał się mieć na baczności przed niebem, przed gwiazdami, których imiona to wielu i świder ognisty.

Majowie nie bali się Bogów. Majowie obawiali się kosmicznego „przybłędy”, owego świdra ognistego, który może przynieść tylko śmierć wszystkim i wszystkiemu. Bogowie, wiedząc o takiej możliwości, poinformowali ich o takiej ewentualności i przekazali kalendarz, który będzie im o tym przypominał co 52 lata. Być może pouczenie brzmiało: Jeśli chcecie przeżyć, oglądajcie pilnie niebo szczególnie pod koniec cyklu, jeśli zauważycie zbliżające się niebezpieczeństwo chowajcie się pod ziemię, w grotach, ale nie pozostawajcie bierni.

Widać naszym uczonym jak zwykle coś umknęło. Może popełnili błąd w tłumaczeniu lub w interpretacji tekstów. Być może jest prawdą stwierdzenie, że:

nasz Armagedon nazywa się 4 Ahau 8 Cumhu
Obrazek

Może my, cywilizowana społeczność, także powinniśmy zacząć się obawiać i rozpocząć dokładniejsze badania pasa planetoid, a w szczególności określić położenie tej „chmury” odłamków, rozmiar tego „oczka” pierścienia i obliczyć, czy takie zdarzenie jest możliwe. Musimy jeszcze raz sprawdzić, kiedy nastapi zakończenie 52-letniego cyklu Majów i zacząć dokładniej przypatrywać się niebu.

Na zdjęciu obok można zobaczyć jak wygląda jeden „Bogów” Majów, których tak się obawiali. To planetoida Eros, jedna z mniejszych. Ma tylko 35 km średnicy i porusza się po orbicie, której średnia odległość od Słońca wynosi około 213 mln km, a więc bliżej niż Mars! Dotychczas zidentyfikowano około 400 tys. planetoid, ale orbity tylko około 2000 są nam znane. Największe z nich mają średnicę: Ceres – 768 km, Pallas – 492 km a Juno – 204 km, ale te raczej nam nie zagrażają gdyż krążą w dalszym ciągu pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ponadto uczeni od dawna zastanawiają się nad księżycami Marsa. Twierdzą, że Dejmos i Fobos, to przechwycone planetoidy, ale nie wiedzą jak to się stało. Czy przypadkiem Mars nie dokonał tego w dalekiej (lub nie) przeszłości przechodząc przez „oczko” pierścienia?

Może my, cywilizowana społeczność, także powinniśmy zacząć się obawiać i rozpocząć dokładniejsze badania pasa planetoid, a w szczególności określić położenie tej „chmury” odłamków, rozmiar tego „oczka” pierścienia i obliczyć, czy takie zdarzenie jest możliwe. Musimy jeszcze raz sprawdzić, kiedy nastapi zakończenie 52-letniego cyklu Majów i zacząć dokładniej przypatrywać się niebu.

Na zdjęciu obok można zobaczyć jak wygląda jeden „Bogów” Majów, których tak się obawiali. To planetoida Eros, jedna z mniejszych. Ma tylko 35 km średnicy i porusza się po orbicie, której średnia odległość od Słońca wynosi około 213 mln km, a więc bliżej niż Mars! Dotychczas zidentyfikowano około 400 tys. planetoid, ale orbity tylko około 2000 są nam znane. Największe z nich mają średnicę: Ceres – 768 km, Pallas – 492 km a Juno – 204 km, ale te raczej nam nie zagrażają gdyż krążą w dalszym ciągu pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ponadto uczeni od dawna zastanawiają się nad księżycami Marsa. Twierdzą, że Dejmos i Fobos, to przechwycone planetoidy, ale nie wiedzą jak to się stało. Czy przypadkiem Mars nie dokonał tego w dalekiej (lub nie) przeszłości przechodząc przez „oczko” pierścienia?

Zauważyłem też pewną rzecz, która zaczyna napawać mnie niepokojem. Od 2-3 lat w prasie zaczynają pojawiać się notatki o mijaniu Ziemi przez meteoryty różnej wielkości i to w coraz mniejszej odległości od naszej planety. Czy nie jest to oznaką, że Ziemia zbliża się do jakiegoś skupiska „gruzu kosmicznego”, owego „oczka pierścienia”, o którym pisałem wyżej? Jak do tej pory astronomowie zauważają „gości” z kosmosu dopiero w pobliżu Ziemi lub tuż po jej minięciu. Czy na takim poziomie stoi wykrywanie niebezpieczeństwa, czy też astronomowie nie chcą siać paniki wśród ludzi? Czy w drodze już są „wielu” i „świder ognisty”? Na pewno są i na pewno nie będą czekały na nasz rozwój nauki i techniki, ale priorytetem ziemskiej cywilizacji jest w dalszym ciągu wyścig zbrojeń.

A co nas może czekać? Asteroida o średnicy sięgającej 400 metrów zagraża Ziemi. Mniejsza niż 65 mln lat temu, ale większa on meteorytu tunguskiego. Jak obliczyli astronomowie, może ona uderzyć w naszą planetę 13 kwietnia 2029 roku (Piątek!!! I jak tu nie być zabobonnym?). Naukowcy uspokajają jednak, że na razie nie ma powodów do obaw. Prawdopodobieństwo, że dojdzie do katastrofy, jest w tej chwili szacowane na 1:300. Ponadto dalsze dokładniejsze obserwacje mogą skorygować prognozy i – jak to się zdarzyło już wiele razy – będziemy o tej asteroidzie mogli całkowicie zapomnieć. Asteroida, która astronomowie oznaczyli kryptonimem 2004 MN4 obiega słońce w czasie nieco krótszym od ziemskiego roku, prawie w płaszczyźnie orbity naszej planety. Podobno NASA ogłosiła nawet „alarm żółty”, ale po odnalezieniu starych zdjęć, odwołała go.

Jaki jest cel całego zamieszania? Przypomina to dziecięcą zabawę w „wilka i owce”, w której czasem krzyczy się „wilk” a wilka nie ma. Może i tu chodzi o zobojętnienie ludzi na takie komunikaty. Własną indolencję można przecież zasłonić zobojętnieniem społeczeństwa.

https://treborok.wordpress.com/about/bo ... -fikcja-3/
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 8514
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 21
x 251
Podziękował: 14769 razy
Otrzymał podziękowanie: 11855 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » piątek 23 cze 2017, 15:21

Bogowie To Nie Fikcja 1
viewtopic.php?f=71&t=52&p=18402&hilit=Bogowie+To+Nie+Fikcja#p18402

Bogowie To Nie Fikcja (2) Co łączy Hapgood’a z Naui Ollin ?
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... aui-ollin/
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 6607
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 20
x 288
Podziękował: 14017 razy
Otrzymał podziękowanie: 12030 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 27 cze 2017, 23:00

W Etiopii odnaleziono mityczne "miasto gigantów"

https://www.youtube.com/watch?v=jW24EVqaTSY

Opublikowany 26 cze 2017

Zespół archeologów dokonał sensacyjnego odkrycia w Etiopii. Odnaleziono zakopane ruiny zaginionego miasta, które według lokalnych legend, było kiedyś zamieszkane przez gigantów.
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 8514
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 21
x 251
Podziękował: 14769 razy
Otrzymał podziękowanie: 11855 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » piątek 07 lip 2017, 16:05

W Peru w pobliżu płaskowyżu Nazca znaleziono dziwną mumię

Doktor nauk technicznych, profesor Narodowego Uniwersytetu Badawczego w Petersburgu Konstantyn Korotkow i Natalia Załoznaja, rentgenolog, specjalista w dziedzinie tomografii komputerowej Międzynarodowego Instytutu Systemów Biologicznych niedawno powrócili z Peru, gdzie byli świadkami i uczestnikami nieprawdopodobnego wydarzenia.

Obrazek

W ramach międzynarodowej ekspedycji badali zagadkową mumię, znalezioną w jaskini niedaleko słynnego płaskowyżu Nazca.

Trzy długie palce u nóg, jakby potrzebne do czepiania się

Obrazek

Na rękach również po trzy palce

Obrazek

Proporcje ciała przy mumii ogólnie ludzkie. W stanie wyprostowanym wzrost wynosiłby 168 centymetrów. Bardzo dziwna głowa z wydłużoną, wyciągniętą do tyłu czaszką. Nos — malutki, uszu — brak. Zamiast nich ledwo widoczne otwory w czaszce.

Całkowicie nieludzki wygląd kończyn. Na rękach i nogach mumii wyrastają po trzy bardzo długie palce.

Proporcje ciała mumii
Obrazek


Mumia wyglądem przypomina rzeźbę gipsową, obsypana jakimś białym proszkiem. Ale jak wykazały rentgen i tomografia komputerowa nie jest rzeźbą. Wewnątrz — szkielet i pozostałości organów wewnętrznych. Poprzez badanie metodą radiowęglową ustalono, że tkanki mumii liczą 2300 — 2500 lat. Proszek, zdaniem naukowców, posiada właściwości balsamujące. Mumię obsypano im w celach ochronnych.

Obraz mumii, otrzymany za pomocą tomografu

Obrazek

– Nie mam wątpliwości, że kiedyś ta istota była żywa, – powiedział profesor Korotkow. – Pobraliśmy próbki tkanek, które się zachowały. Teraz analizowane są one przez genetyków w dużym centrum medycznym w Sankt- Petersburgu.

Wstępne wyniki świadczą, że istota była płci żeńskiej. Wnioski dotyczące tego kim ona była — czy nieznaną odmianą ludzi, mutantem lub przedstawicielem rasy pozaziemskiej, można będzie stwierdzić dopiero po rozszyfrowywaniu genomu.

Zamiast uszu prawie niewidoczne otwory

Obrazek

Zdjęcie rentgenowskie czaszki mumii

Obrazek

Miejsca gdzie znaleziono mumie, specjaliści nie określają ale informują, że obok znaleziono kamienie z rysunkami. Na rysunkach widnieje istota z trzema palcami.

Obraz trójpalczastej istoty na kamieniach w pobliżu płaskowyżu Nazca

Obrazek

Badania mumii trwają. Profesor Korotkow spodziewa się uzyskania sensacyjnych wyników, które być może pozwolą inaczej spojrzeć na historię ludzkości.

Zaciemnia historię tylko jedno: zapoznanie się z mumią zorganizował meksykański ufolog prowadzący program telewizyjny „Trzecie tysiąclecie” Jamie Maussan, który w 2015 roku uznał za obcego przybysza, mumię dwuletniego dziecka przechowywaną w muzeum.

Ale kto wie, może teraz w końcu „zdobył” kosmitę? Podobno Maussan kupił go za duże pieniądze od miejscowego, który znalazł mumię.
https://youtu.be/xZPDhPeQnRY

https://treborok.wordpress.com/w-peru-w ... iew=true--
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 270
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 28
Podziękował: 482 razy
Otrzymał podziękowanie: 866 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: Piter1974 » czwartek 27 lip 2017, 15:13

Archeolodzy odkryli w Pakoszówce cmentarzysko Wandalów. Groby są bogato wyposażone w broń, biżuterię i przedmioty codziennego użytku (FILM, ZDJĘCIA)

https://youtu.be/_ajYiUcT18o

PAKOSZÓWKA / GM. SANOK. Dzięki Tomaszowi Podolakowi, pochodzącemu ze Srogowa Górnego miłośnikowi historii, archeolodzy natrafili na wyjątkowe cmentarzysko z przełomu II i III wieku naszej ery. Badacze od 2011 roku informacje o nim trzymali w ukryciu, by nie zostało spenetrowane przez poszukiwaczy skarbów. To dopiero drugie odkryte cmentarzysko Wandalów w całej strefie podkarpackiej.
Dorota Mękarska

Cmentarzysko pochodzi z czasów wpływów rzymskich. Archeolodzy w trakcie trzech sezonów wykopaliskowych natrafili na 10 pochówków, w większości mężczyzn, bogato wyposażonych. Znaleziska to broń, przedmioty codziennego użytku i biżuteria.
– Nie spodziewaliśmy się, że będą w takiej ilości – podkreśla Piotr Kotowicz, archeolog z Muzeum Historycznego w Sanoku .
Cmentarzysko związane jest przypuszczalnie z migracją Wandalów w czasie wojen markomańskich (II wiek n.e), czyli konfliktu zbrojnego między Cesarstwem Rzymskim a plemionami germańskimi.

Wandalowie żyli na ziemiach polskich ponad sześć wieków
Wandalowie znani są głównie ze zdobycia Rzymu w 455 r. n.e, ale plemiona wandalskie przybyły na tereny dzisiejszej Polski dużo wcześniej, bo na przełomie III i II w. p.n.e. Zamieszkiwali południową i zachodnią część Wielkopolski, Kujawy, Dolny Śląsk, Świętokrzyskie, Małopolskę i dzisiejsze Podkarpacie. Znana jest ich nekropolia w Prusieku, którą rozpoczęto badać archeologicznie ponad 10 lat temu.
Na ziemiach dzisiejszej Polski Wandalowie żyli przez ponad sześć wieków. Byli ludem odpowiadającym tzw. kulturze przeworskiej. W czasie wędrówki ludów część plemion wandalskich idąc na południe zasiedlała właśnie tereny południowo- wschodniej Polski.
Jedno cmentarzysko, dwie osady
Ciała zmarłych palili na stosach. Prochy składano do grobów wraz z uzbrojeniem i wartościowymi przedmiotami. Te pochówki nazywa się ciałopalnymi.
– Takie groby mają zazwyczaj dwie podstawowe formy. Jedna to grób popielnicowy, gdzie do zdobionego naczynia wkładano szczątki zmarłego razem z jego wyposażeniem. Jeżeli był to wojownik to często były to części jego broni, czyli tarcza i mecz lub ulubiona broń barbarzyńców, włócznia i oszczep. Drugą formą był grób jamowy, gdzie ciało wkładano do worków organicznych, czy skrzyneczek – tłumaczy Jan Bulas z Instytut Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Prawdopodobnie cmentarzysko związane było z jedną z dwóch pobliskich osad. Pierwsza mieściła się w okolicy dzisiejszego Srogowa Górnego, druga w rejonie wsi Pakoszówka. Dzisiaj trudno wskazać do której osady cmentarzysko należało.
– To nie była uboga ludność – o jej mieszkańcach mówi Piotr Kotowicz.
Świadczą o tym znaleziska, wśród których są trzy przypuszczalnie rzymskie miecze. Trudno dzisiaj stwierdzić, jak broń trafiła w ręce wandalskich wojowników, gdyż w Rzymie istniał zakaz handlu bronią z barbarzyńcami. Nie mniej jednak ich obecność na cmentarzysku świadczy o kontaktach pomiędzy Wandalami a Cesarstwem Rzymskim.
– Miecze są niezwykle ciekawe – podkreśla Piotr Kotowicz. – W czasie lub przed rytuałem pogrzebowym zostały intencjonalnie zniszczone. Są pogięte i nie mają swojej formy pierwotnej.


Obrazek
Miecz rzymski pogięty w rytuale pogrzebowym


Niektóre groty włóczni mają również zgięte czubki.
Jak zaznacza archeolog, badacze w różny sposób interpretują te zachowania pogrzebowe. Niektórzy uważają, że zniszczenie broni miało zapobiegać szkodzeniu żyjącym, inni interpretują to jako przypieczętowanie własności broni, która po śmierci właściciela nie mogła należeć do innego wojownika, a jeszcze inni twierdzą, że dzięki temu zabiegowi broń miała szybciej dostać się w zaświaty.
To jest cecha charakterystyczna dla całej kultury przeworskiej i dotyczy szczególnie przedmiotów bojowych.
Unikatowy złoty wisiorek
Wśród zabytków są również umba, czyli środkowe okucia tracz, chroniące dłonie wojowników, groty włóczni i oszczepów, fibule, czyli zapinki do szat, a także biżuteria.


Obrazek
Złoty wisiorek odnaleziony w jednym z grobów


– Jednym z najciekawszych znalezisk jest złoty wisiorek, który stanowi całkowity unikat na ziemiach polskich i w Europie – zaznacza Jan Bulas. – To pierwszy zabytek tego typu i niezwykle cenny dla nas.

Obrazek

Obrazek

Źródło: http://esanok.pl/2017/archeolodzy-w-pakoszowce-odkryli-cmentarzysko-wandalow-groby-sa-bogato-wyposazone-w-bron-bizuterie-i-przedmioty-codziennego-uzytku-film-zdjecia-00e13dm-00e8mc.html
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 270
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 28
Podziękował: 482 razy
Otrzymał podziękowanie: 866 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: Piter1974 » sobota 12 sie 2017, 12:10

Ukarani przez Mieszka I, odkopani ponad tysiąc lat później na Śródce

Obrazek

W X wieku na cmentarzu na Śródce chowano nie tylko bogobojnych chrześcijan - także złoczyńców, osądzonych i ukaranych przez księcia Mieszka I. Kilku z nich - jednego poćwiartowanego, innych zdeformowanych - odkryli niedawno archeolodzy.

Na poznańskiej Śródce trwają prace archeologiczne w miejscu, w którym powstanie budynek mieszkalny. W X wieku było tu cmentarzyska – jeden z najstarszych chrześcijańskich cmentarzy w Polsce. Cmentarz powstał prawdopodobnie w X wieku – wraz z potężnymi inwestycjami księcia Mieszka I, takimi jak rozbudowa grodu na Ostrowie, budowa katedry czy mostu, łączącego gród książęcy z Ostrówkiem i Śródką.

Wykopaliska archeologiczne w Poznaniu. Na placu Kolegiackim ślady po dawnych luksusach: muszle ostryg i łaźnia miejska

– Cmentarz na Śródce był demonstracją nowej wiary i nowych zwyczajów pogrzebowych. Na wydzielonym terenie nawieziono białego piasku i wysypano go na placu, pod pochówki – opowiada Paweł Pawlak, archeolog i kierownik ekipy badawczej. Cmentarz funkcjonował do przełomu XII i XIII wieku.

Osada stara jak gród
– Nasze badania trwają tutaj od 23 lat. W 1994 r., gdy nadzorowaliśmy zakładanie wodociągów na Śródce, odkryliśmy pierwsze 23 groby. Potem sukcesywnie poszerzaliśmy nasze wykopy. Do tej pory udało nam się odkryć prawie pół tysiąca pochówków.

Zanim Mieszko w końcu X wieku założył na stoku Cybiny cmentarz, w miejscu tym funkcjonowała osada, która powstała równolegle z grodem poznańskim (datowanym na IX wiek). To jej pozostałości odkrywają w tym roku archeolodzy. – Książę prawdopodobnie przeniósł jej mieszkańców na Zagórze, gdy rozbudowywał gród – wyjaśnia Pawlak.

Osada leżała przy wczesnośredniowiecznym trakcie, prowadzącym w stronę grodu poznańskiego, a także w dwóch kierunkach: w stronę Giecza-Kalisza i Gniezna. – Rejestrujemy tu bardzo dużo śladów pobytu kupców z różnych rejonów świata. Mamy fragmenty monet arabskich, monetę bizantyjską – relacjonuje Paweł Pawlak.

W wykopie spotykamy Ewę Pawlak, żonę pana Pawła. Wybiera łopatą ziemię wokół pozostałości pieca sprzed ponad tysiąca lat. Widać resztki tzw. polepy oraz kamiennego bruku. – Z naszych badań wynika, że w osadzie stały długie budynki mieszkalne, a nie pojedyncze domki – wyjaśnia Ewa Pawlak.

Nieopodal badacze odkryli pozostałości budowli słupowych większych rozmiarów. – Podejrzewamy, że mogły tu stać ówczesne hale handlowe – mówi Paweł Pawlak. – Mógł tu być rynek handlowy, bo w grodzie poznańskim na handel nie było miejsca.


Zagadka rzekomego wampira
W lipcu archeolodzy odkryli... szczątki ludzkie, przepołowione. Ułożenie kości, a zwłaszcza czaszki – z fragmentem ceramiki między szczęką a żuchwą, sugerowały, że pochowany mógł być ofiarą kaźni – albo osobą podejrzewaną o bycie wampirem (takim zmarłym wsadzano w zęby różne przedmioty, aby „nie kąsał”).

Zobacz-Galerię zdjęć

Po konsultacji z dr Dorotą Lorkiewicz-Muszyńską z zakładu medycyny sądowej archeolodzy skłaniają się ku tezie, że pochowany został poćwiartowany w ramach strasznej kary. – Ceramika w zębach ofiary wskazuje, że był to wyjątkowy pochówek – wyjaśnia Ewa Pawlak. – Pochówek miał charakter haniebny. Takich pochówków mamy tu zresztą kilka: w jednym była ucięta kość ramieniowa, w innym przewiercona kość udowa. Wszystkie te znaleziska kierują nas w stronę ówczesnego wymiaru sprawiedliwości. Na cmentarzu tym chowano także ludzi, którzy ponieśli karę. Bo na Ostrowie Tumskim wykonywano także wyroki na konkretnych ludziach.

Niewykluczone, że szkielet we fragmentach to szczątki skazańca, którego osądził sam Mieszko I.


Ofiary dżumy?
Ciekawym odkryciem było też odnalezienie trzech nowożytnych pochówków, które są najprawdopodobniej śladem po epidemii dżumy z 1709 roku. Na tę okoliczność naprowadziła badaczy srebrna moneta z początków XVIII wieku. Epidemia zabiła dwóch na trzech ówczesnych mieszkańców Poznania (w sumie 8-9 tys. osób). Zwykle chowano ich pospiesznie, owiniętych w płótno. Jeden z odkrytych pochówków został jednak dokonany w trumnie – spoczywała w nim kobieta w starszym wieku.

W mieszkaniu w pobliskiej kamienicy znajduje się baza archeologów. W niej – setki wydobytych z ziemi zabytków, skrytych w folii i tekturowych pudełkach. Część z nich pojechała już do konserwacji, inne oczekują na swoją kolej. Archeolodzy odkryli m.in. srebrny pierścionek, paciorki z kryształu górskiego i karnolu, wreszcie paciorek z bursztynu. Wrażenie robi też niewielka gliniana figurka Jezusa z XV wieku. Chrystus trzyma w ręce ptaka, być może gołębia – symbol Ducha Świętego. Takie figurki stały w czasach renesansu w domowych ołtarzykach.

Badacze będą prowadzić swoje prace na Śródce do końca września. Efekty ich prac trafią do Muzeum Archeologicznego w Poznaniu.


Żródło: Wyborcza.pl Poznań
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 6607
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 20
x 288
Podziękował: 14017 razy
Otrzymał podziękowanie: 12030 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 03 wrz 2017, 00:17

Zachodniopomorskie: archeolodzy badają megalityczny grobowiec sprzed prawie 6 tys. lat

Obrazek
Studenci Katedry Archeologii US Joanna Strzelczyk (P) i Bogdan Przybyła (2P) podczas prac archeologicznych przy grobowcu sprzed blisko 6 tys. lat w Dolicach. Fot. PAP/J. Muszyński

Zbudowano go niemal 6 tys. lat temu z kamieni ważących nawet po kilka ton. Potężny, megalityczny grobowiec w Dolicach (woj. zachodniopomorskie) jest w wiele lepszym stanie, niż sądzono - twierdzą archeolodzy po pierwszych badaniach obiektu.

Grobowce takiego typu, jak ten odkryty w Dolicach - ze względu na monumentalny charakter - określa się często mianem "polskich piramid". Budowlę w Dolicach wzniesiono niemal 6 tys. lat temu, na planie wydłużonego trójkąta o długości ponad 70 m, i wysokości sięgającej 2 m. Jej plan wyznaczają olbrzymie, nieobrobione głazy, z których część waży nawet kilka ton.

Do tej pory grobowiec nie był badany metodą wykopaliskową, choć o jego istnieniu w tym miejscu archeolodzy wiedzą od ponad wieku.

Wykopaliska zaczęły się w sierpniu 2017. Wcześniej naukowcy byli przekonani, że grobowiec zachował się do naszych czasów w kiepskim stanie. Gdy jednak przystąpili do pracy i zaczęli odsłaniać kolejne warstwy ziemi - okazało się, że większość głazów stoi na miejscu od tysiącleci.

"Jego bardzo dobry stan zachowania zaskoczył nas wszystkich" - relacjonuje kierowniczka badań archeologicznych, dr Agnieszka Matuszewska z Katedry Archeologii Uniwersytetu Szczecińskiego. - "Grobowiec nie był więc zniszczony, ale po prostu zasypany zwałami ziemi".

Według badaczy w najszerszej części grobowca znajduje się prawdopodobnie komora grobowa, w której złożono zmarłego. (Jej poszukiwania zaplanowano na kolejny sezon wykopalisk).

Archeolodzy sądzą, że po złożeniu zmarłego wnętrze grobowca - wyznaczone przez olbrzymie głazy - wypełniono ziemią. Natomiast na samej górze konstrukcji ułożono kamienny bruk. Dlatego tuż po ukończeniu konstrukcji można było odnieść wrażenie, że była ona w całości wykonana z kamieni. "Musiała robić duże wrażenie, gdyż w najwyższej części osiągała ponad 2 m wysokości" - dodaje badaczka.

Konstrukcję wznieśli przedstawiciele społeczności określanej przez archeologów jako kultura pucharów lejkowatych, niemal 6 tys. lat temu. Dr Matuszewska sądzi, że w grobowcu złożono osobę związaną ze starszyzną plemienno-rodową.

W ostatnich latach dr Matuszewska wraz z zespołem, wykorzystując dane z lotniczego skanowania laserowego, odkryła w lasach w okolicach Dolic więcej podobnych konstrukcji, które do tej pory nie były znane nawet służbom konserwatorskim.

Konstrukcje megalityczne na terenie Polski zachowały się wyłącznie na terenach leśnych, gdzie uniknęły zniszczenia związanego z prowadzeniem działalności rolniczej. Najbardziej znane "polskie piramidy" można obejrzeć w Sarnowie i Wietrzychowicach, gdzie po badaniach archeologicznych zrekonstruowano ich dawny kształt. Wszystkie konstrukcje tego typu wpisują się w ogólnoeuropejski trend wznoszenia w V-III tysiącleciu p.n.e. olbrzymich budowli z monumentalnych bloków kamiennych, z czego najsłynniejsze jest brytyjskie Stonehenge.

"W przyszłości planujemy nieopodal budowę skansenu archeologicznego, gdzie znalazłaby się rekonstrukcja naszego grobowca oraz kurhanów z położonego nieopodal cmentarzyska z epoki brązu. Chcielibyśmy także wpisać okoliczne megality na europejski szlak megalityczny" - podsumowuje dr Matuszewska. (PAP)

Szymon Zdziebłowski

szz/ zan/

http://dzieje.pl/dziedzictwo-kulturowe/ ... -6-tys-lat
0 x



Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 270
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 28
Podziękował: 482 razy
Otrzymał podziękowanie: 866 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: Piter1974 » poniedziałek 04 wrz 2017, 23:17

Odkryli krypty książąt głogowskich?

Obrazek

Pod posadzką kościoła parafialnego pw. Matki Bożej Gromnicznej odkryto krypty z ludzkimi szczątkami. – Wiemy, że są tam szczątki przynajmniej trzech osób. Trudno powiedzieć, czyje są, ale według źródeł pisanych, w Kożuchowie pochowani byli ostatni Piastowie głogowscy Henryk IX i Henryk XI – mówi Zdzisław Szukiełowicz, który od 30 lat interesuje się historią Kożuchowa

W 2009 r. Towarzystwo przyjaciół Ziemi Kożuchowskiej rozpoczęło nawierty posadzki, a rok później przeprowadzało badania georadarowe, które miały wyjaśnić zagadkę pochówków książąt piastowskich z linii Głogów. Jak podają źródła, Henryk IX i Henryk XI pochowani zostali w Kożuchowie, jednak nie wiadomo, gdzie dokładnie. – Wiemy, że Henryk IX na początku pierwszej połowy XV wieku ufundował kaplicę mansjonarską, gdzie według źródeł został pochowany. Z informacji źródłowych dowiadujemy się, że w kaplicy mansjonarzy mogła znajdować się zakrystia – mówi Z. Szukiełowicz.

Krypta otwarta została około 3 tygodnie temu, jednak wiadomo o nich było już kilka lat wcześniej. Towarzystwo uzyskało zgodę od wojewódzkiego konserwatora zabytków na wykonanie odwiertów, a w 2009 r. na przeprowadzenie badań georadarowych. Zrobiono je pomiędzy ławkami mniej więcej na środku kaplicy, w miejscu gdzie znajdowała się najstarsza płyta mansjonarska. Drugi otwór wywiercono między ołtarzem a płytą. Nic tam nie było. Po badaniach georadarem, które wykonane zostały przez dr inż. Macieja Madziasza z Instytutu Górnictwa na Politechnice Wrocławskiej i które udało się wykonać za darmo, okazało się że pod posadzką znajdują się komory.

– Mając tą dokumentację, w następnym etapie przystąpiono do badań. Po podniesieniu płyty szlacheckiej okazało się, że znajduje się pod nią grunt. Odkopaniem tego zajął się w głównej mierze i pod nadzorem archeologicznym Łukasz Hasik, członek TPZK. Odsłoniliśmy stopnie i schodziliśmy w dół. Trafiliśmy na gruzowisko z ceramiką i ludzkimi szczątkami. W 1650 r. kościół został przejęty przez katolików i proboszcz Szmalant zaczął go odbudowywać. Wtedy też cały ten dół, który odkryliśmy, zasypał gruzem i piaskiem z okalającego kościół cmentarza, stąd szczątki – opowiada Z. Szukiełowicz.


Archeolog Jarosław Lewczuk wykonał dokumentację. Po uzgodnieniu ze służbami konserwatorskimi podjęto decyzję o zamurowaniu wnętrza tej zagruzowanej części. Zainstalowano barierkę. W trakcie tych prac wykonane zostały dwa boczne otwory i wtedy już wiedziano o tym, że znajdują się w tym miejscu komory.

Z. Szukiełowicz własnoręczne odkuwał wejście do krypt. Kiedy skończył, powiadomił służby konserwatorskie. Po kilku dniach, kiedy trochę się przewietrzyło, zebrali się Kamila Domagalska, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków, Jarosław Lewczuk, archeolog, dr Adam Górski, epigrafik z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Karol Błaszczyk, konserwator dzieł sztuki, dr Tomasz Andrzejewski, historyk i regionalista, Paweł Jagasek, burmistrz Kożuchowa oraz oczywiście Zdzisław Szukiełowicz, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kożuchowskiej.

– Oni schodzili w dół pierwsi. Ja szedłem za nimi. Każdy miał maseczkę, kask, buty itd. Nic nie było tam ruszane. Tylko oglądaliśmy, aby można było podjąć jakieś decyzje konserwatorskie. Wszystko tam jest porozwalane, zgniecione. Dwie trumny, w których znaleziono dwie czaszki są zapadnięte. Tam na razie jest jeden wielki bałagan, ciężko powiedzieć, co tam mamy. Z drugiej strony komory znajduje się trzecia trumna, w której najprawdopodobniej również są szczątki, znaleziono też szaty – opowiada radny i pasjonat historii miasta.


Teraz czekamy na decyzję służb konserwatorskich, potrzebną do prowadzenia dalszych czynności polegających na odkażeniu i przeprowadzeniu badań antropologicznych. – Dopiero po tym będziemy jako TPZK prowadzić dalsze badania i ustalać, czyje są to szczątki. Ja chciałbym, żeby to byli książęta, lecz są to prawdopodobnie szczątki szlacheckie – uśmiecha się Szukiełowicz.

Termin rozpoczęcia prac zależy jednak od posiadanych przez wojewódzkiego konserwatora zabytków środków. – Pani Kamila poinformowała mnie, że może to potrwać miesiąc, dwa. Tak że do końca roku powinniśmy zakończyć temat uporządkowania komory, by po nowym roku rozpocząć dalsze prace badawcze związane z inwentaryzacją. Szczątki planujemy umieścić w jednej lub dwóch wspólnych trumnach i złożyć z powrotem w krypcie. Szaty, które się tam znajdują, poddane zostaną również pracom konserwatorskim, ale to będzie trwało już dłużej. W przyszłości chcielibyśmy je wystawić w izbie regionalnej lub gablocie w kościele – mówi Z. Szukiełowicz. I dodaje: – Sporo osób było zaangażowanych w prowadzone tu prace. Wiele z nich pomogło nam zupełnie nieodpłatnie. Chciałbym wszystkim serdecznie podziękować.
Anna Karasiwicz


Źródło: http://tygodnikkrag.pl
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 6607
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 20
x 288
Podziękował: 14017 razy
Otrzymał podziękowanie: 12030 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 12 wrz 2017, 23:41

Archeolodzy XXI wieku kontra gród w Rozprzy
11 września 2017 - Jerzy Sikora and Piotr Kittel

Obrazek

Lakoniczne wzmianki w średniowiecznych dokumentach mówiące o wielu piastowskich kasztelaniach, takich jak Rozprza, to bardzo często jedyne informacje, jakie dotrwały do naszych czasów. Zastosowanie szerokiej gamy metod badawczych oferowanych przez archeologię i nauki przyrodnicze pozwala ukazać obraz tętniącego tam życia – zdecydowanie pełniejszy, niż ten zawarty w archiwaliach.

W dokumencie datowanym na rok 1065, ale pochodzącym raczej z drugiej połowy XII wieku, zwanym Falsyfikatem Mogileńskim, wymieniane są nadania Bolesława Śmiałego dla klasztoru w Mogilnie. Pośród licznych nazw miejscowych, w tym kilku grodów pochodzących z centralnej Polski, wymieniona jest po raz pierwszy nazwa grodu „Rospir”, z którego mnichom należała się suma siedmiu grzywien rocznie.

Natomiast w 1136 r., w bulli papieża Innocentego II, zwanej Gnieźnieńską, inny skryba, opisując uposażenie arcybiskupstwa gnieźnieńskiego wymieniał: „Również z grodów Sieradza (Zeraz), Spicymierza (Spitimir), Małogoszczy (Malogost), Rozprzy (Rospra), Łęczycy (Lunciz), Wolborza (Voibor), Żarnowa (Sarnov), Skrzyna (Skrin) pełne dziesięciny ze zboża, miodu, żelaza, skórek lisich i kunich, z opłat, z karczm, z cła pobieranego zarówno w grodach jaki i w przyległych do nich miejscowościach na wszystkich przejściach”. W obu tych źródłach wspomniany był gród w Rozprzy, który w XIII wieku był siedzibą książęcych urzędników – kasztelanów i nadawał nazwę jednej z kilku jednostek administracji państwowej na terenie dzisiejszego województwa łódzkiego, czyli kasztelanii rozpierskiej.

Obrazek
Grodzisko w Rozprzy w trakcie badań wykopaliskowych w 2015 roku. Na zdjęciu widać nie tylko wykop przez kopiec oraz drugi wykop przecinający fosę, ale także przestrzenny układ założenia. Centralny kopiec otoczony jest fosą i dookolnym wałem. Na południe od nich znajduje się druga trapezowata fosa oraz pozostałość ostańca terasy w dnie doliny Luciąży, na której rozłożone były obiekty drewnianego podzamcza (fot. P. Wroniecki)

Pradawne korzenie?
W 1965 r. ówczesne władze gminy Rozprza z wielką pompą zorganizowały obchody 900-lecia miejscowości. W ich trakcie, oprócz tradycyjnych odczytów przedstawicieli władzy oraz barwnego korowodu postaci ubranych w historyczne stroje, zaprezentowano wyniki prac archeologicznych, jakie dwa lata wcześniej rozpoczęły się na położonym nieopodal grodzisku. Z badań tych, przeprowadzonych pod kierownictwem Aldony Chmielowskiej z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi (MAiE), wynikało jednoznacznie, że historia Rozprzy sięga znacznie dalej w przeszłość niżby na to wskazywać miała data z Falsyfikatu Mogileńskiego.

Najstarszy gród nad Luciążą powstać miał bowiem już między VI a IX wiekiem. Miał być więc jednym z najstarszych grodów w regionie i miał stanowić centrum plemiennej wspólnoty, być może związanej z hipotetycznym plemieniem Łęczycan lub też Sieradzan. W późniejszym okresie gród podlegał wielokrotnym przebudowom oraz otoczony został przez kilka osad. Współtworzyły one wraz z nim prężny, wczesnośredniowieczny ośrodek. Stał się siedzibą kasztelanów, o których informowały XIII–wieczne dokumenty. Później zaś, w XIV wieku, kiedy przeszedł w ręce prywatne, miał być zamieniony na obronną siedzibę możnego rodu Nagodziców–Jelitczyków. Odkryty w grodowej fosie średniowieczny but skórzany stał się nawet jednym z głównych motywów okolicznościowego przedstawienia zaprezentowanego w trakcie rocznicowych uroczystości i do dziś prezentowany jest na wystawie archeologicznej MAiE w dziale wczesnego średniowiecza.

Obrazek
Schemat ilustrujący integrację wyników badań różnych dyscyplin, wykorzystanych do rozpoznania struktury przestrzennej grodziska w Rozprzy, w ramach jednej bazy danych GIS (oprac. J. Sikora)

Gród w Rozprzy po raz wtóry…
Po upływie 48 lat, w 2013 r. Rozprza znalazła się na liście sześciu grodzisk, które miały stać się obiektem badań nieinwazyjnych, realizowanych przez archeologów z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego oraz ze Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich, oddział w Łodzi. Badaniami kierował dr Jerzy Sikora, a wzięli w nich udział także Piotr Wroniecki – specjalista od archeologicznej geofizyki oraz dr Piotr Kittel – geoarcheolog i geomorfolog z Katedry Geomorfologii i Paleogeografii Uniwersytetu Łódzkiego. W trakcie tych badań wykonano na grodzisku pomiary geofizyczne (metodami magnetyczną i elektrooporową), analizy fosforowe, badania powierzchniowe oraz szereg zdjęć lotniczych, których autorem był Wiesław Stępień, jeden z pionierów polskiej archeologii lotniczej.

Pozyskiwane w trakcie badań dane: zdjęcia lotnicze, numeryczne modele terenu, wyniki prospekcji geofizycznej, powierzchniowej czy fosforowej oraz wyniki rozpoznania geomorfologicznego wprowadzano do Systemu Informacji Geograficznej (Geographic Information System – GIS). Wszystko to razem utworzyło bazę informacji, którą można było wykorzystywać do planowania kolejnych działań badawczych, a później także w procesie rekonstrukcji założenia. W efekcie badań udało się ustalić, że rozpierskie grodzisko miało formę nieco odmienną od tej, jaką rekonstruowali badacze przed pięćdziesięcioma laty.

Udało się zidentyfikować niezwykłą fosę o szerokości do 21 metrów, zewnętrzny wał dookolny oraz drugą nieznaną wcześniej fosę od południa i rozległą przestrzeń ostańca terasy w dnie doliny rzeki Luciąży, na którym znajdują się relikty grodu. Jednocześnie archeolodzy doszli do wniosku, że nasza wiedza o grodzisku jest dalece niewystarczająca. Przyszła pora na to, by poznać je lepiej.

Wykonane podczas badań odwierty udokumentowały liczne dobrze zachowane elementy drewniane w obrębie fos i dawnych starorzeczy. To dawało nadzieję na uzyskanie dokładnych dat dendrochronologicznych, jakimi nie mogli się wspomagać archeolodzy w latach 60. XX wieku. Rozpoznane w odwiertach nawarstwienia organiczne pozwalały zaś na zaplanowanie bogatego programu badań środowiskowych. Ten z kolei pozwoliłby lepiej rozpoznać nie tylko gospodarcze uwarunkowania funkcjonowania grodu, ale także zrekonstruować przemiany środowiska naturalnego w rejonie grodu.

Obrazek
Prowadzenie eksploracji w silnie nawodnionych nawarstwieniach dawnego koryta rzecznego wymagało stałej pracy pompy. (Prace archeologiczne w wykopie 5/2016.) (fot. J. Sikora)

Obrazek
Pobieranie rdzenia osadów wypełniających fosę gródka ze ścian wykopu 3/2015. Rdzenie dostarczały materiału do szczegółowych analiz paleośrodowiskowych (fot. P. Kittel).

Obrazek
Miniaturowe naczynie z XIV wieku wyciągnięte z wykopu 5/2016 (fot. J. Sikora)

Z grantem „w ręku”
Rok później udało się uzyskać grant Narodowego Centrum Nauki pt. „Uwarunkowania środowiskowe rozwoju średniowiecznego ośrodka grodowego w Rozprzy w Polsce Środkowej w świetle badań multidyscyplinarnych”, dzięki któremu, po niemal półwieczu, możliwe stało się wznowienie badań archeologicznych oraz przeprowadzenie analiz z zakresu archeologii środowiskowej. Kierownikiem programu został dr Piotr Kittel. W ramach projektu w latach 2015 i 2016 przeprowadzono uzupełniające badania geofizyczne oraz prace wykopaliskowe. Te ostatnie ograniczono do rozpoznania kluczowych elementów kompleksu osadniczego (nasyp grodziska i fosy) oraz wybranych obiektów naturalnych – paleokoryt, czyli dawnych koryt rzecznych i starorzeczy w dnie doliny Luciąży. Dzięki integracji wyników badań nieinwazyjnych w ramach GIS można było precyzyjnie planować działania nieinwazyjne, w możliwie niewielkim zakresie. Wszystko po to, by ograniczyć zniszczenia stanowiska, które są niestety nieuniknione w trakcie badań wykopaliskowych.

Badania paleokoryt oraz fosy grodziska nie należały do najłatwiejszych. Z uwagi na silne napływanie wód gruntowych w pracach stale uczestniczyć musiała pompa wodna. Odprowadzaną z wykopów wodę wykorzystywano do przepłukiwania eksplorowanych osadów na specjalnym sicie, o oku 4×4 mm. Dzięki tej „mokrej robocie” możliwe było pozyskanie drobnych przedmiotów. Było to rogowe kości do gry, okucia średniowiecznych strojów i obuwia, a nawet pierścienie. Dzięki korzystnym warunkom w silnie nawodnionych nawarstwieniach przetrwały nie tylko drewniane konstrukcje, ale także fragmenty skórzanego obuwia czy roślin – łupiny orzechów laskowych i łodygi lnu.

W badaniach wykorzystano nowoczesne metody dokumentacji. Każdy kolejny odsłaniany poziom był dokumentowany z wykorzystaniem technik cyfrowej fotogrametrii, które pozwalają na uzyskiwanie trójwymiarowych modeli obiektów archeologicznych. Każdy taki model był georeferowany, dzięki specjalnym fotopunktom, które rozmieszczane były na dokumentowanej powierzchni i dokładnie namierzane dzięki wykorzystaniu urządzeń GPS RTK oraz tachimetru. Wszystkie te dane trafiały do naszej bazy GIS.

W efekcie tych badań udało się stwierdzić, że historia grodu w Rozprzy przedstawia się inaczej, niż postrzegali ją archeolodzy w latach 60. XX wieku. Wiemy obecnie, że (…)

Cały artykuł... http://www.nexto.pl/e-prasa/archeologia ... 129262.xml

http://archeologia.com.pl/2017/09/11/grod-w-rozprzy/
0 x



Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 270
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 28
Podziękował: 482 razy
Otrzymał podziękowanie: 866 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: Piter1974 » czwartek 12 paź 2017, 16:17

Potwierdzili średniowieczną legendę. "To sensacja"

ZOBACZ FILM


Eksploratorzy i archeolodzy ponownie pojawili się na dolnośląskim Zamku Grodno i po raz kolejny dokonali odkrycia. Tym razem przełomowego. Ich ustalenia mogą pomóc w potwierdzeniu legendy o dacie założenia warowni. Okazuje się, że zamek istniał sto lat wcześniej niż do tej pory sądzono.

- Zaczęliśmy od sprawdzenia nasypu ziemnego na podzamczu. Nikt nie jest w stanie powiedzieć co się pod nim kryje, a legendy są różne - mówił w kwietniu Łukasz Orlicki z miesięcznika "Odkrywca".

Tajemniczy nasyp

Teraz eksploratorzy wrócili na teren Zamku Grodno. By po raz kolejny spróbować zgłębić tajemnicę warowni. Na celownik wzięli nasyp znajdujący się pomiędzy zamkowymi murami. Choć niektórzy na wieść o badaniu nasypu lekceważąco machali ręką. Twierdzili, że ten został usypany po wojnie. W warstwie ziemi miały znajdować się niewiele warte kapsle i kable. Jednak to nie zniechęciło eksploratorów. - Chcieliśmy uzyskać odpowiedź na pytanie co kryje się pod tym zagadkowym nasypem. Nasze badania polegały na przeprowadzeniu sondażowego wykopu archeologicznego - wyjaśnia dziś Orlicki.

Spalenizna, a potem ...

Najpierw badacze, pod kierunkiem archeologa dr. Pawła Konczewskiego, odkryli warstwy pochodzące z XVII wieku. - Warstwa spalenizny świadczy o pożarze, który strawił część zamku. Pochodzi prawdopodobnie z okresu buntu chłopskiego, który ogarnął okoliczne wsie - relacjonuje Orlicki. Jednak uwagę badaczy przykuło to co znaleźli niżej. To warstwa, która pochodzi z początków istnienia warowni. - Zawiera fragmenty ceramiki datowanej na przełom XII i XIII wieku. To najwcześniejsze zabytki znalezione w obrębie Zamku Grodno - podkreśla eksplorator.

... "sensacja"

Dlaczego znalezisko jest tak cenne? Według legendy murowany zamek został w XIII wieku założony przez księcia Bolka I Surowego. Jednak pierwsze wzmianki o warowni pojawiły się dopiero w XIV wieku. Odkrycie może potwierdzać legendę. - Znalezione przedmioty mogą być dowodami na prawdziwość legendy o tym, że już za czasów Bolko I był tu zamek - uważa Orlicki. Sprawa jest tym ciekawsza, że nigdy wcześniej na Zamku Grodno nie udało się znaleźć tak starych artefaktów. - To sensacja - mówi wprost eksplorator. A Łukasz Kazek, popularyzator historii Dolnego Śląska i były kasztelan Zamku Grodno dodaje: sensacja jest wielka. - Nikt nigdy wcześniej takich badań tam nie prowadził. Okazuje się, że zamek istniał ponad sto lat wcześniej niż dotychczas sądziliśmy - cieszy się Kazek. To nie koniec badań Wykop został wykonany w miejscu, gdzie przed wiekami znajdowała się fosa. Z niego badacze chcą wyciągnąć maksymalnie dużo informacji na temat średniowiecznej warowni. Pobrali próbki ziemi, przebadają znalezione zwierzęce kości, by sprawdzić jak wyglądała średniowieczna dieta. - Chcemy wycisnąć z tego miejsca, ile się da - zapewnia Orlicki. Prace będą kontynuowane.


Źródło: TVN24.PL
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 599
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 51
x 34
Podziękował: 1249 razy
Otrzymał podziękowanie: 1350 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: św.anna » piątek 20 paź 2017, 21:54

Nieznana cywilizacja ukryta w Himalajach

Obrazek

Rosyjsko-hinduska ekspedycja odkryła dwa starożytne rytualne kompleksy o niespotykanych kamiennych figurach. Naukowcy nie potrafią zidentyfikować do jakiej cywilizacji należały. Miejsce odkrycia znajduje się w Himalajach.

"Okryto dwa rytualne kompleksy, zlokalizowane w odległym i niełatwym do dotarcia miejscu w górach. W sanktuarium znaleziono około 200 posągów jeźdźców. Ich osobliwość polega na tym, że przedstawiają po kilku jeźdźców na jednym koniu. Można znaleźć jednego, dwóch, trzech, a nawet czterech jeźdźców" opowiada Viacheslav Molodin, zastępca dyrektora Instytutu Archeologii i Etnografii Rosyjskiej Akademii Nauk.

Wszystkie rzeźby wykonane są bogato zdobione i zrobione w tym samym stylu. Odkrycie jest dość wyjątkowe. W pobliskim sanktuarium, archeolodzy odkryli również kilka źródeł wody, oraz inne kamienne struktury, które mogą być związane z kompleksami religijnymi.

Odkrycie skatalogowano jako odkrycie pozostałości zaginionej cywilizacji, która rozwinęła się w Himalajach. Nie jest jasne, jakiej cywilizacji są to pozostałości, ponieważ w historii indyjskiej sztuki nie odnotowano podobnych rzeźb. "To cywilizacja, która pojawiła się nagle i osiadła w odległych rejonach pozostawiając tylko ten ślad" sugeruje Viecheslav Molodin.

Obrazek

Zdaniem Molodina, okrycia są zaskakujące i fantastyczne. "Wydaje się, że już wiemy wszystko o Indiach, ale to pojawia się tak nagle. Jest to informacja o której społeczność naukowa nigdy nie słyszała. Nic na ten temat nigdy nie publikowano. Odkrycie dowodzi, że nie wiemy wszystkiego o tej planecie" podsumowuje w oświadczeniu opublikowanym przez Ria Novosti.

Ekspedycja przebywał już w Indiach od trzech lat. Podczas ostatniej wyprawy przeprowadzano badania na granicy między Indiami, a Pakistanem. Badania finansuje IEA z dotacji otrzymanych z Rosyjskiego Funduszu Naukowego oraz z Fundacji Henkel z Niemiec.


http://www.paranormalzone.pl/swiat-odkr ... himalajach
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 599
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 51
x 34
Podziękował: 1249 razy
Otrzymał podziękowanie: 1350 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: św.anna » sobota 28 paź 2017, 14:47

Archeologiczne odkrycie sprzed 3,5 tys. lat wywróci do góry nogami całą historię Warmii i Mazur?

Obrazek

Przełomowe odkrycie archeologów z Warmii i Mazur. Zdaniem naukowców, znaleziska z okolic Dobrego Miasta znajdą się w przyszłości w światowych leksykonach i encyklopediach archeologicznych. Artefakty wykopane w Kosyniu i Praslitach zweryfikują historię naszego regionu.

Pod Dobrym Miastem odnaleziono pozostałości cmentarzysk z początków epoki brązu, a więc sprzed ok. 3,5 tysiąca lat. Pierwsi natknęli się na nie członkowie Grupy Historycznej „Guttstadt” z Dobrego Miasta, którzy zaalarmowali olsztyńskich archeologów.

Zdaniem prof. Mirosława Hoffmana, kustosza w Muzeum WiM oraz prezesa olsztyńskiego Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich, wykopane artefakty wskazują na cmentarzysko elit i bogatej cywilizacji.

Z kolei dr Jarosław Sobieraj, kustosz w Muzeum WiM twierdzi, że znaleziska wywrócą do góry nogami całą historię naszego regionu, bo dotąd sądzono, że te tereny były słabo zaludnione lub wręcz nikt tu nie mieszkał. Teraz, jak mówi, wiemy że było dokładnie odwrotnie.
Wśród odnalezionych artefaktów są m.in.: złote szpilki, koraliki i zausznice oraz groty i toporki z brązu

Obrazek

Obrazek

Obrazek
https://ro.com.pl/archeologiczne-odkryc ... r/01359245

materiał z tvp:
https://olsztyn.tvp.pl/34568746/rewelac ... ezentowane
0 x



Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 270
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 28
Podziękował: 482 razy
Otrzymał podziękowanie: 866 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: Piter1974 » sobota 28 paź 2017, 18:48

Odkryto część ozdoby duńskiej szamanki wikińskiego króla Haralda Sinozębego

Obrazek

Podczas badań archeologicznych w fortecy Wikingów w Køge, w Danii znaleziono niewielki srebrny kawałek. Pasuje on do charakterystycznej broszki z Gotlandu, którą wcześniej odkryto w twierdzy Fyrkat w Hobro na północ od Borgring.

Grobowiec Fyrkat należał do jednej z najbogatszych kobiet w Danii, pochodzącej z czasów Wikingów. Była ona najprawdopodobniej szamanką lub czarownicą, o którą Wikingowie bardzo dbali i szanowali. Jeżeli ten srebrny, pasujący kawałek znaleziony w Borgring pochodzi z tej samej broszki, to sugeruje nam to, że ta kobieta podróżowała między zamkami, które najprawdopodobniej zostały wybudowane przez Haralda Sinozębego, króla Danii panującego między 958 a 987 r. n.e.
Ozdobną oprawę na broszkę odkryto w północnej bramie w Borgring, uważanej za główne wejście do twierdzy.
Początkowo naukowcy nie mogli rozpracować, skąd ona pochodzi. Okazało się, że jest to bardzo niezwykła biżuteria, z czego tylko jedna część została znaleziona w Danii: w grobowcu szamańskim w Fyrkat, powiedział Søren Sindbæk, profesor archeologii średniowiecza na Uniwersytecie w Aarhus w Danii. Sindbæk pomógł odkryć fortecę w 2014 r.
Żeńskie szamanki mogły przepowiadać przyszłość i rzucać zaklęcia. Źródła pisane opisują ich wysoką pozycję w społeczeństwie w tamtym czasie, a często były traktowane jak królowe.
Gotlandzkie pudełko na broszkę ma kształt podobny do pudernicy, co sugeruje, że mogła być używana do jej rytuałów.



Źródło: historykon.pl
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 3990
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 385
x 132
Podziękował: 6188 razy
Otrzymał podziękowanie: 6641 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: chanell » wtorek 07 lis 2017, 20:21

Starożytne miasto na środku oceanu

Nan Madol to starożytne miasto, które od dawna jest niedostępne dla archeologów. Dzięki zastosowaniu nowych technologii, naukowcy dostali dostęp do części miasta, które było niegdyś siedzibą dynastii Saudeleur.
Obrazek
Nan Madol to starożytne miasto na środku oceanu /YouTube
"Pływające" miasto znajduje się na rafie koralowej na Oceanie Spokojnym u wybrzeży wyspy Pohnpei, stolicy Sfederowanych Stanów Mikronezji. Miasto jest oddalone o 4000 km od Los Angeles i 2575 km od wybrzeży Australii.

W najnowszym odcinku What On Earth? na Science Channel można zobaczyć ostatnio wykonane zdjęcia satelitarne przedstawiające stanowiska archeologiczne.

- Dlaczego ktoś miałby budować miasto na środku oceanu? Dlaczego tu, tak daleko od jakiejkolwiek innej znanej cywilizacji? - zastanawia się dr Patrick Hunt z Uniwersytetu Stanforda.

Miasto Nan Madol jest nieco mniejsze od Nowego Jorku i zawiera 90 bloków zbudowanych z bazaltowych i koralowych głazów, poprzedzielanych kanałami. Naukowcy uważają, że każdy blok służył konkretnemu celowi, np. do budowy kanoe lub opieki nad chorymi. Miasto otrzymało już przydomek "Wenecji Mikronezji".

Na każdej z "wysepek" znajdują się pozostałości świątyń, łaźni publicznych, domów spotkań, pałaców i rezydencji zbudowanych w latach 1200-1600 n.e. Najwyższym budynkiem w Nan Madol jest królewska świątynia Nandauwas otoczona ścianami o wysokości 7,6 m.

Mieszkańcy Pohnpei nie wiedzą, w jaki sposób zbudowano miasto, ale wierzą, że wykorzystano w tym celu magię. Plotka głosi, że pierwszymi Saudeleurami, którzy odwiedzili wyspę byli bracia Olisihpp i Olosohp - czarownicy, którzy wykorzystali od bogów moce, by stworzyć miasto Nan Madol. Naukowcy nie zgadzają się z tym i twierdzą, że bazaltowe głazy prawdopodobnie zostały wysłane z drugiej części wyspy przy użyciu tratw i pni palmowych. Brały w tym udział setki tysięcy robotników.

Od momentu, gdy Europejczycy odwiedzili wyspę po raz pierwszy w XIX w., Nan Madol jest opuszczonym miejscem. Teraz mieszkańcy Pohnpei unikają tego starożytnego miasta, bo wierzą, że jest nawiedzone.
https://youtu.be/u4iAvpPaJwg
Nan Madol

INTERIA.PL


Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/raporty/raport-nie ... ign=chrome
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 599
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 51
x 34
Podziękował: 1249 razy
Otrzymał podziękowanie: 1350 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: św.anna » środa 08 lis 2017, 23:56

Sensacyjne odkrycie archeologów. To olbrzymia świątynia sprzed 7 tysięcy lat. ,,Najbardziej złożona konstrukcja tego typu”

Ok. 120 m średnicy mają pozostałości olbrzymiej świątyni sprzed niemal 7 tys. lat, odkrytej w Nowym Objezierzu (Zachodniopomorskie). W jej wnętrzu czczono pamięć przodków, zawierano małżeństwa i świętowano zrównanie dnia z nocą – uważają archeolodzy.


„To najbardziej złożona konstrukcja tego typu znana z obszaru Polski”
– powiedziała PAP dr Agnieszka Matuszewska z Katedry Archeologii Uniwersytetu Szczecińskiego, członek zespołu badającego ten spektakularny zabytek.

Naukowcy ustalili, że główny element założenia stanowiły cztery dookolne rowy, natomiast jej centralna część była osłonięta przez trzy koncentryczne palisady. Do wnętrza prowadziły trzy bramy. Naukowcy określają tego typu budowle mianem rondeli.

Budowla położona jest w najwyższym punkcie w okolicy, gdzie dziś znajduje się pole uprawne. Zdaniem naukowców musiała być widoczna już z daleka, a z budowli roztaczał się widok na okolicę. Walory lokalizacji doceniono też współcześnie – obok rondela znajduje się maszt telekomunikacyjny.

Do tej pory w Polsce odkryto tylko trzy podobne struktury: w Wenecji pod Biskupinem, w Bodzowie koło Głogowa, a w ostatnich miesiącach – pod Oławą. Wszystkie, łącznie z nowo odkrytym, wzniesiono ok. 4800-4600 lat p.n.e. Jednak w obrębie żadnego z tych odkrytych w Polsce nie przeprowadzono na taką skalę wykopalisk. Archeolodzy zaznaczają, że to dopiero początek szeroko zakrojonych prac.

„Przeznaczenie rondeli nadal nie jest do końca jasne. Pełniły funkcje miejsca kultu, a jednocześnie forum spotkań lokalnych społeczności, które wspólnym wysiłkiem je budowały i utrzymywały. Można je też określić jako pierwsze w Europie monumentalne świątynie” – uważa dr Matuszewska. Według badaczki bardzo prawdopodobne jest, że wewnątrz nich świętowano zmiany pór roku.

Np. przez bramę północno-wschodnią wpadały promienie słońca wschodzącego w dniu zrównania dnia z nocą, co sygnalizowało bardzo ważny moment dla pradziejowych społeczności. Czczono tam też pamięć przodków, być może również zawierano małżeństwa albo rozsądzano ważniejsze spory sąsiedzkie – uważają badacze.

Dzięki badaniom geofizycznym wykonanym przez dr. Łukasza Pospiesznego z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu (które umożliwiają „zajrzenie” pod powierzchnię gruntu bez wbicia łopaty) archeolodzy uzyskali dodatkowe informacje na temat pradziejowej konstrukcji – zwłaszcza w miejscach, gdzie nie prowadzono wykopalisk. Dowiedzieli się też, że na południowy wschód od rondela mogą się znajdować kolejne konstrukcje.

„Być może jest to pozostałość pradziejowej osady, ale nie wiemy, czy z tego samego okresu, w którym funkcjonował rondel. Odpowiedź mogą przynieść przyszłe wykopaliska” – dodała archeolog.

Wewnątrz wszystkich rowów archeolodzy znaleźli bardzo rozdrobnione fragmenty naczyń ceramicznych. Wszystkie pochodzą z tego samego okresu, mają ok. 7 tys. lat. Z analiz prof. Lecha Czerniaka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Gdańskiego wynika, że są to pozostałości po naczyniach bardzo dobrej jakości, w większości cienkościennych i zdobionych nakłuciami. Zdaniem naukowców nie można wykluczyć, że naczynia były wrzucane do rowów w czasie obrzędów.

Natomiast w dwóch wewnętrznych rowach archeolodzy odkryli fragmenty kości bydlęcych.

Dla archeologów pozostaje zagadką, dlaczego tak duża konstrukcja przestała być wykorzystywana po zaledwie ok. dwustu latach (w jej obrębie do tej pory nie odkryto fragmentów naczyń z innych okresów). Pod tym względem nowo odkryty rondel z woj. zachodniopomorskiego nie jest wyjątkiem – inne znane z terenu Europy też przestały funkcjonować ok. 4600-4550 r. p.n.e.

W Europie zlokalizowano dotąd nieco ponad sto trzydzieści rondeli, z których jedna trzecia znajduje się w Austrii. Pozostałe są na terenie dzisiejszych Węgier, Słowacji, Czech oraz Niemiec.

Rondel w Nowym Objezierzu odkrył w 2015 r. paralotniarz Norbert Pająk. Niezależnie od niego pozostałości konstrukcji zostały dostrzeżone w czerwcu 2016 r. przez archeologa Marcina Dziewanowskiego, który przeglądał zobrazowania satelitarne dostępne w serwisie Google Maps.
https://niezlomni.com/sensacyjne-odkryc ... tego-typu/
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 599
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 51
x 34
Podziękował: 1249 razy
Otrzymał podziękowanie: 1350 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: św.anna » poniedziałek 13 lis 2017, 00:38

Niesamowita pieczęć

Obrazek

Niezwykłe znalezisko z przed 3500 lat, zostało odkryte w grobowcu greckiego wojownika. Znalezisko może zmienić historię starożytnej sztuki greckiej. Pieczęć wielkości kciuka przedstawia walkę pomiędzy trzema wojownikami.

Eksperci twierdzą, że konstrukcja pieczęci jest tak skomplikowana, że wymagała ona szkła powiększającego do wyrzeźbienia. Stwierdzono też, że jest jednym z najwspanialszych dzieł prehistorycznej sztuki greckiej, jaką kiedykolwiek odkryto.

Naukowcy z Uniwersytetu z Cincinnati twierdzą, że kunszt pieczęci nie przypomina niczego znanego z tego okresu. "Fascynujące jest reprezentacja ludzkiego ciała. Ten poziom szczegółów, ta muskulatura. Takiego czegoś nie znajdziemy w sztuce, aż przez następne tysiąc lat do klasycznego okresu greckiego" powiedział członek zespołu dr Jack Davis dla UC Magazine.

Skrupulatnie rzeźbiona scena waliki została wyryta na kawałku twardego kamienia o długości 3,6 centymetra. Niektóre szczegóły pieczęci są tak skomplikowane, że można je zobaczyć tylko za pomocą dobrej lupy lub pod mikroskopem. W tym czasie twórca tego dzieła mógł oczywiście też użyć szkła powiększającego. Problem w tym, że nie znamy żadnego narzędzia do powiększania obrazu z tego okresu.

"Niektóre szczegóły mają tylko pół milimetra i są niemożliwie małe" mówi doktor Davis.

Obrazek
Odwzorowanie pieczęci pokazujący szczegóły i dokładność wykonania.

Arcydzieło rzuca światło na cywilizację mykeńską, która podbiła kulturowo Minojczyków. "Wydaje się, że ci ludzie wytwarzali sztukę, której nikt nigdy sobie nie wyobrażał. Nawet nie przypuszczał, że są w stanie coś takiego wytworzyć. Pokazuje, że ich zdolności i zainteresowanie anatomią, ruchem wykracza poza nasze wyobrażenia. To odkrycie może zmienić sposób, w jaki eksperci postrzegają ewolucję sztuki greckiej." kontynuuje naukowiec.

"Ta pieczęć powinna być umieszczona we wszystkich przyszłych tekstach o historii sztuki. To zmienia sposób patrzenia na prehistoryczną sztukę" mówi dr Strocker.

Obrazek
Przedstawienie grobu wojownika i ułożenie ważniejszych artefaktów.

Pieczęć została znaleziona w 2015 roku w drewnianym grobowcu wojownika z epoki brązu, nieopodal starożytnego miasta Pylos. Odkryto ją wśród skarbów, w tym czterech złotych sygnetów, broni, kubków, dzbanów i miednic. Wszystko było wykonane z brązu, srebra i złota. Znaczna liczba artefaktów została wykonana przez Minojczyków, kulturowo bardziej zaawansowanej cywilizacji, która powstała na Krecie, na południowym wschodzie od Pylos. Grecki minister kultury potwierdził, że znalezisko było jednym z największych odkryć w przeciągu 65 lat. Fakt, że naczynia w grobowcu wojownika są z metali kolorowych, a nie ceramiczne oznacza jego bogactwo i władzę. Starożytny człowiek, który mógł być potężnym mykeńskim wojownikiem lub kapłanem został nazwany Gryfim Wojownikiem. Nazwa wzięła się z plakietki wykonanej z kości słoniowej na której znajdował się Gryf mityczna bestia.

Grób odkryto w 2015 roku, ale samo wyczyszczenie przedmiotów zajęło zespołowi prawie rok. Naukowcy spodziewają się jeszcze kilku niespodzianek, ponieważ łącznie w tym miejscu odkryto 3000 różnych przedmiotów i są one w trakcie czyszczenia oraz konserwacji.

http://www.paranormalzone.pl/swiat-odkr ... ta-pieczec
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 599
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 51
x 34
Podziękował: 1249 razy
Otrzymał podziękowanie: 1350 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany post autor: św.anna » środa 15 lis 2017, 19:38

Polscy archeolodzy odkryli w Turcji masowy grób sprzed 8 tys. lat

W jednym z najstarszych miast świata - Catalhoyuk w Turcji - poznańscy archeolodzy odkryli szczątki kilkunastu osób sprzed ok. 8 tys. lat. Natrafili na nie w dwóch sąsiadujących jamach grobowych znajdujących się w domostwie.

Catalhoyuk, położone w południowej części Wyżyny Anatolijskiej w centralnej Turcji, jest jednym z najbardziej znanych stanowisk archeologicznych świata. Stało się słynne dzięki charakterystycznej zabudowie składającej się z domostw wzniesionych z cegły mułowej. Ich ściany przylegały do bezpośrednio do siebie, a do wnętrza wchodzono z poziomu dachu. Wnętrza części domów były bogato dekorowane m.in. malowidłami.

"Ówcześni mieszkańcy osiedla znani byli też z praktyki składania zmarłych pod podłogami swoich domostw. Jednak w przypadku badanej przez nas w tym roku konstrukcji było inaczej - po złożeniu szczątków kilkunastu osób domu dłużej nie użytkowano" - opowiada PAP kierownik wykopalisk prof. Arkadiusz Marciniak z Instytutu Archeologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

Archeolodzy odkryli ludzkie kości w dwóch sąsiadujących ze sobą jamach. Na dnie pierwszej z nich znajdowały się szczątki kobiety wraz z jej nienarodzonym dzieckiem - naukowcy uważają, że zmarła w czasie porodu. Z kolei w drugiej odkryli kości mężczyzny, którego kość czołową czaszki udekorowano poziomym pasem namalowanym cynobrem (minerałem o czerwonym zabarwieniu).

"Kości tych dwóch osób były złożone w porządku anatomicznym. Szczątki kolejnych dokładano zapewne na przestrzeni kilkunastu lat. Wszystko wskazuje jednak na to, że umieszczano je w momencie, gdy ciała uległy co najmniej częściowemu rozkładowi, bo kości są przemieszane" - zaznacza prof. Marciniak.

Groby znajdowały się tuż przy platformach, czyli ławach z cegieł mułowych pokrytych białym tynkiem, które przylegały do jednej z wewnętrznych ścian domu. W zeszłym roku archeolodzy odkryli na niej dwie kamienne figurki przedstawiające nagie kobiety. Naukowcy twierdzą, że są unikatowe ze względu na swoje pokaźne rozmiary i surowiec - dotychczas znane wykonane były z gliny.

W tym roku szczęście ponownie uśmiechnęło się do archeologów. Tym razem w innej części tego samego domu natknęli się na dwie figurki, znów wykonane z kamienia. Jedna ukazuje siedzącą kobietę. "Przypomina najbardziej znane przedstawienie tzw. bogini matki odkryte kilkadziesiąt lat temu w Catalhoyuk" - wskazuje prof. Marciniak.

Z kolei druga figurka jest wykonana z marmuru i przedstawia stojącą, nagą kobietę. Ma ok. 25 cm wysokości i waży prawie 3 kg, więc jest jedną z największych odkrytych do tej pory w Catalhoyuk - podkreślają naukowcy.

W domu tym polscy archeolodzy odkryli także gliniany stempel przedstawiający trzypalcową ludzką dłoń. Podobne przedstawienia znane są z malowideł naściennych. Zdaniem badaczy przedmiot przypomina także chamsę, zwaną ręką Fatimy, czyli symbol znany z krajów arabskich i Izraela uznawany za amulet chroniący przez złem.

Domostwo, które badają polscy archeolodzy, pochodzi z czasów, w których osada powoli zamierała po ponad tysiącletnim okresie prosperity. Działo się to pod koniec VII tysiąclecia p.n.e. Zamieszkiwało ją coraz mniej osób. Domostwa wewnątrz nie były już tak pieczołowicie zdobione malowidłami.Zespół polskich archeologów pracuje w Catalhoyuk od kilkunastu lat w ramach projektu kierowanego przez prof. Iana Hoddera z Uniwersytetu Stanforda w USA. Kolejne lata przyniosą zmianę w charakterze badań - dużo uwagi zostanie poświęcone opracowaniu dotychczasowych znalezisk.(PAP)
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/ ... s-lat.html
0 x



ODPOWIEDZ