Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 23 kwie 2014, 21:38

Określenie "duchowość" nie bez kozery ująłem w cudzysłów, gdyż obecnie jest ono spaczone naleciałościami kk, new age i wszelkich innych religijnych oraz ezoterycznych "mistrzów".
W temacie tym chciałbym skupić się na wierzeniach i zwyczajach kultywowanych przez naszych przodków, tych bliższych i tych z czasów zamierzchłych.
Być może znajdziemy wiele powiązań z wierzeniami i zwyczajami innych kultur, jak np. celtyckich, nordyckich i jakich tam jeszcze, ale czyż nie stanowi to o wysokim rozwoju kultury słowiańskiej, jej geopolityzmie i otwartości, pozbawionej tak powszechnej dziś pazerności na posiadanie "jedynie słusznej prawdy".
Piszmy tu o naszych dawnych zwyczajach i wszystkim, co stanowiło o tym, że byliśmy i jesteśmy Słowianami. :D



Zapusty czy Walentynki?

Obrazek Ilustracje: Karol Czerniawski, "O tańcach narodowych
", Warszawa 1860.


Zwolenników jak i przeciwników współczesnych Walentynek mogłoby zapewne pogodzić inne, znacznie starsze, zimowe święto miłości i zabawy: staropolskie Zapusty. W swojej przebogatej obrzędowości Zapusty przechowywały lub przechowują nadal cały szereg wątków o charakterze przedchrześcijańskim. Nic zatem dziwnego, że już w XVI w. ks. Jakub Wujek potępiał to święto pisząc: "Mięsopusty od czarta wymyślone bardzo pilnie zachowują."

Obrazek Współczesny łużycki pochód par: [i]„Zapustowy pśeśěg",
fot. http://www.cottbus.de.[/i]

Jednym z najważniejszych elementów staropolskich jak i łużyckich Zapustów - oprócz radosnej biesiady, grup przebierańców czy kuligów - było kojarzenie par, a nawet ich zaręczyny i zaślubiny. Pod tym względem Zapusty pozostawały więc zimowym odpowiednikiem wiosenno-letniej Sobótki. Do dziś w związku z powyższym na Łużycach praktykowany jest uroczysty pochód par zwany tam „Zapustowym pśeśěgiem".

Więcej o staropolskich Zapustach:

www.wilanow-palac.art.pl/staropolskie_zapusty.html

www.wilanow-palac.art.pl/o_staropolskich_zwyczajach_karnawalowych.html

Zapusty na Łużycach:

www.cottbus.de

W odniesieniu do wierzeń rodzimych i słowiańskich jakie pojawiają się w obrzędowości Zapustów polecamy również:

Joanna i Ryszard Tomiccy, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, LSW, Warszawa 1975.
http://www.bogowiepolscy.net/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość"

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 23 kwie 2014, 22:24

Postylla Łukasza z Wielkiego Koźmina
Fragmenty (około roku 1405 - 1412[1]) oraz wyjaśnienia i komentarze badawcze.

Obrazek Herb Koźmina Wielkopolskiego

"Ale Brückner przeoczył przekaz, który najprawdopodobniej był dla Długosza najpierwszym źródłem. Chodzi o Postyllę Łukasza z Wielkiego Koźmina. Magister Lucas, teolog i prawnik, był od roku 1411 do 1412 rektorem Akademii Krakowskiej (bakalaureat uzyskał w Pradze i później, jako jedyny mistrz krakowski bronił Husa); wysunięto hipotezę, że jest on autorem Kazań Gnieźnieńskich. Swą łacińską Postyllę kazań niedzielnych, dedykowaną Wojciechowi Jastrzębcowi, ułożył najpewniej w latach [1405-1412] [1]. W kazaniu na Zielone Świątki tak mówi:


[tłumaczenie z łacińskiego oryginału]

"Należałoby zwrócić uwagę na tych, którzy dzisiaj mówią rzeczy bezbożne w tańcach lub gdzie indziej na widowiskach, rozważają w sercu rzeczy nieczyste, wykrzykują i wymieniają imiona bożków, i zastanowić się, czy jest możliwe <ich> nawrócenie do Boga Ojca. Na pewno nie. Albowiem nie wolno dopuszczać do uszu swobodnie tych świąt, które niestety obchodzą wedle tego, co pozostało z obrządków przeklętych pogan, jakimi byli nasi przodkowie, chyba że dla ukarania, tak jak niegdyś podniósł się krzyk mieszkańców Sodomy i Gomory. Albowiem na tym święcie swobodnie stawały się nieprzyzwoite obnażenia i inne obrzydliwości, o których Apostoł powiada, że nie godzi się ich nawet nazywać z powodu Boga Ojca. Takich rzeczy jednak, dzięki temu, że przybyło kaznodziejów, zaprzestaje się, a w wielu miejscach już się zaprzestało [
] Nie ma innego imienia pod niebem, w którym możemy zostać zbawieni. Albowiem nie zbawia się człowiek w imię Łado, Jassa, !Quia, Nija, tylko w imię Jezusa Chrystusa [
] Nie Łada, nie Jassa, nie Nija, które są skądinąd imionami bożków tu w Polsce czczonych, jak zaświadczają niektóre kroniki samych Polaków
"

"Przypominam sobie, iż w młodości czytałem w pewnej kronice, że były w Polsce bóstwa, skąd też do naszych czasów dociera taki obrzęd, a mianowicie tańce wykonywane przez dziewczęta z mieczami, jak gdyby na ofiarę bożkom pogańskim, a nie Bogu, i przez chłopców uzbrojonych w miecze i kije, które nawzajem sobie rozłupywali
"


[oryginalny fragment]

"Hoc deberent advertere hodie in coreis vel alibi in spectaculis nephanda loquentes, in cordibus immunda meditantes, clamantes et nominantes ydoloroum nomina, et attendere an possit referri ad Deum Patrem. Certe non. Non enim festa libere quales proch dolor celebrant ex remanenciis rituum execrabilium paganorum, quales fuerunt predecessores nostri, pervenire poterint ad aures, nisi ad ulciscendum, sicuti ascenderat clamor Sodomorum et Gomorrorum. Nam in hoc festo libere fiebant turpes denudacione et alia turpia que dicit Apostolus eciam non nominare gracia domini Dei. Tamen talia, iam auctis predicatoribus, cessantur et in multis locis cessaverunt [
] "Non est aliud nomen sub celo in quo oportet non salvos fieri. Non enim salvatur in hoc nomine Lado, Yas<s>a, Quia, Nia sed in nomine Ihesus Christus [
] Non Lada, non Yassa, non Nia, que suntnomina alias ydolorum in Polonia hic cultorum, ut quedam cronice testantur ipsorum Polonorum."

"In quadam Cronica recolo tempore adolescencie mee legisse fuisse ydola in Polonia, unde et iste ritus usque ad tempora nostra pervenit, nam chorea exercebantur puellule cum gladiis ac si ymmolande demonibus et non Deo disponebantur et masculi cum fustibus et gladiis armabantur et invicem findebantur
"


Obrazek Pieczęć Akademii Krakowskiej
z czasów Władysława Jagiełły

Jest to pierwszy znany dokument, w którym pojawiają się imiona polskich [bogów]: Łada/Łado, Jassa, Nija oraz niepowtórzonego w drugim szeregu - !Quia, czyli Kwija albo może raczej Kija [lub Kuja].

Odkrycia tego dokonała, badając rękopisy Biblioteki Jagielońskiej (rkps BJ 1446), Maria Kowalczykówna, która przytoczone fragmenty (k.268v-269r) opublikowała w 1979 roku. Jednak odkrycie to nie zostało zauważone: nie wspomina o nim ani Aleksander Gieysztor w Mitologii Słowian z 1982 roku, ani nawet Stanisław Urbańczyk z Uniwersytetu Jagielońskiego, który w Dawnych Słowianach z 1991 roku wyraża przecież swoje uznanie dla odkrywczości Kowalczykówny."

(za: Leszek Kolankiewicz, Dziady, Słowo/Obraz Terytoria 1999)


Wzmianka Wikipedii o Łukaszu z Wielkiego Koźmina - kliknij tutaj.

Tabele systematyzujące:

Obrazek
Hipotetyczna systemtyka funkcyjna bóstw prapolskich w najstarszych źródłach (Leszek Kolankiewicz).

Obrazek
Formowanie się kanonu Długoszowego w XV wieku (Leszek Kolankiewicz).

Obrazek
Utrwalenie i rozszerzanie się kanonu Długoszowego w XVI wieku (Leszek Kolankiewicz).



"
nie można wykluczyć recepcji wszystkich wymienionych źródeł, skoro predykant podkreślił żywotność zwyczaju w jego czasach. Łukasz, jak wiemy, to postać wyjątkowa w rodzimym kaznodziejstwie. Erudycyjny kaznodzieja był proboszczem w małej wsi, gdzie głosił kazania do ludu i gdzie musiał obcować z tradycyjną kulturą chłopską."

"Wydaje się, że omówiony kontekst obrzędowy umacnia wiarygodność przynajmniej części podanych w relacjach kaznodziejskich imion. Sugerują to również niektórzy badacze zagadnienia. Kontekst pieśni nie wyklucza ich autentyzmu. Były to pieśni obrzędowe, które miały - szczególnie w obyczajowości zaręczynowej, weselnej lub dożynkowej - charakter zażegnywań z wezwaniem istot mitycznych, najczęściej w refrenach. Nie ma powodów by odczytywać je inaczej."

"
teksty kazań w zakresie omawianej tematyki jawią się nadal jako źródła wysoce niedoceniane."


(za: Krzysztof Bracha, Tria ydola Polonorum na Zielone świątki w krytyce kaznodziejskiej późnego średniowiecza (w: Sacrum pogańskie - sacrum chrześcijańskie)


Obrazek

Istniejący do dziś gotycki kościół p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Beszowej Rycerskiej (trasa Kraków-Sandomierz). To tu Łukasz Koźmińczyk był proboszczem i co istotne głosił kazania nie po łacinie ale w języku polskim. Na szczególną uwagę zasługują unikatowa poźnogotycka drewniana wieża (dzwonnica) oraz duży plac odpustowy gdzie (jak pewnie i wcześniej w Koźminie Wielkopolskim) Łukasz mógł być świadkiem "bezbożnych widowisk". Czy rozpoczęcie w tamtych czasach intensywnej działalności misyjnej w okolichach Beszowej i Łubnicy było tylko przypadkiem? A może i tu wzorem wielu innych miejsc tak duży kościół zbudowano by zastąpić ważny pogański ośrodek kultowy?

Legenda o powstaniu Koźmina Wielkopolskiego

Oto interesująca legenda o powstaniu rodzinnego miasta Łukasza. Mimo nieuniknionych przekształceń wykazuje ona nadal cechy mitologiczne.

"Dawno temu wielkopolską ziemię przemierzał nikomu nieznany wędrowiec. W swojej wędrówce unikał ludzkich osad, najlepiej czując się w leśnych ostępach, w towarzystwie dzikich zwierząt. Pewnego dnia ujrzał dwa orły krążące nad nim, tak jakby chciały mu coś powiedzieć. Nagle ptaki odleciały, by powrócić niosąc ku niemu w dziobach żmije.

Wędrowiec skierował swoje kroki w kierunku, z którego nadleciały ptaki. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył wśród głazów kłębowisko żmij, a między nimi płaczące niemowlę. Była to maleńka dziewczynka odziana w szaty wyszywane złotą nicią. Człowiek zrozumiał, że ma przed sobą dziecko pochodzące z bogatego rodu, które z nieznanej przyczyny źli ludzie porzucili w lesie na nieuchronną zgubę.

Widok bezbronnego dziecka tak go wzruszył, że postanowił osiąść w leśnej głuszy, porzucić swoją wędrówkę i zaopiekować się dziewczynką. Mijały lata. Wędrowiec posunął się w latach, stracił siły, jego włosy posiwiały. Dziewczynka natomiast z każdym rokiem rosła i piękniała. Od swojego opiekuna nauczyła się kochać las i jego mieszkańców, była dobra i wrażliwa na niedolę każdego żywego stworzenia.

Pewnego dnia stary człowiek usłyszał głosy ludzi i koni zbliżających się do jego siedziby. Był to orszak młodego księcia, który zabłądził w kniei. Na spotkanie gości wyszedł starzec w towarzystwie urodziwej dziewczyny. Niespodziewani goście na zaproszenie starca zasiedli do wieczerzy, w czasie której snuli swoje opowieści.

Młody książę opowiadał o dziejach swojego księstwa, o bratobójczych walkach, jakie przed laty wyniszczyły kraj, o tajemniczym zniknięciu maleńkiej królewny. Starzec zamyślił się i po chwili przyniósł z izby wdzianko ozdobione misternym złotym haftem, to samo w którym znalazł przed laty niemowlę. Książę bez trudu rozpoznał królewski herb. Oddał dziewczynie pokłon, a następnego dnia zabrał na zamek jako prawowitą dziedziczkę tych ziem.

Na rozkaz księcia w miejscu spotkania założono nową osadę i dano jej nazwę pochodzącą od historii tego miejsca – Koszżmij, co później z biegiem lat przekształcono w Koźmin, zaś rzeczkę, która przez osadę przepływała nazwano Orla."


Legenda dostępna jest na stronie - Region Wielkopolska.

[1] 1405-1412 według badań Krzysztofa Brachy
http://www.bogowiepolscy.net/postylla.html
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 30 kwie 2014, 20:04

Na stronie Rodzima wiara >> znalazłem taki opis przebiegu święta Jarych Godów:

Jare Gody

Witam was w tym świętym borze.
Witamy cię świętoborze (zutiborze)!

Nastała równonoc, a wraz z nią Wiosna, od dziś Słońce wznosi się coraz wyżej, a dzień staje się coraz dłuższy i dłuższy od nocy. Nastał czas, kiedy puściły mrozy i ciała nasze i dusze mogą chłonąć życiodajne promienie. Podobnie energię czerpać będzie Ziemia, która teraz brzemienna, niedługo wypuści pierwociny. Świeża po zimowym śnie, poddając się deszczom i Słońcu, pięknieje z dnia na dzień. Umajona jasną zielenią, świeżą i obfitą. Z ożywionego tańca życia z Matką Ziemią - Mokoszą - powstają płody, które dzięki pracy ludzi przyniosą nam dostatek. Odradza się Natura, przyroda i odradza się nadzieja, a wraz z nią szczęście.

Wiosna jest też czasem burz i piorunów, tego potężnego żywiołu, dawcy okrutnej energii. Perun uderza swym młotem rozjaśniając nieboskłon energią piękniejszą niż Swarożycowy ogień.

Jak nasi Ojcowie drzewiej, tak my dziś w Ziemi Lechickiej, dumni i pomni swej słowiańskiej Tradycji, wznosić będziem modły ku Bogom, Żywiołom, Naturze. Równonoc w wielkim cyklu słonecznym przynosiła ulgę w życiu naszych przodków, odradzając nadzieję na nieodległe zbiory, tak i teraz Natura dostarcza swej bujności. Dzisiejsi dawcy żywności, jak nasi Ojcowie przystępują do prac polnych. My zaś wzywając Bogów, złożym trzebę należną Naturze i obiatę, by móc prosić o szczodrość.

NASTAŁY JARE GODY

W ten dzień Ojcowie nasi czcili, a my, podtrzymując ów zwyczaj, czcimy i dzisiaj przodków naszych i Ojców. Gościmy i witamy przybyłych z Nawii, ofiarowując im ogień dla ogrzania i strawę i napitek ku pokrzepieniu, palmy grumadki ku ich pamięci.

(podpalamy znicze)

Sława Wam Ojcowie!
Sława Wam Przodki!

Żerca I: Nastały Jare Gody! Utwórzcie krąg, silną Zadrugę, by nic z zewnątrz nie miało doń dostępu, ni żadna siła nie rozerwała go od środka.

Żerca obchodzi krąg hałasując kołatką dla odstraszenia złych mocy, po czym sypie w krąg sól.

Żercy zamykają mieczami krąg.


Żerca I: "Ogińku święty, skarbiczku boży, nie dajże nas też nigdy zubożyć"

Wszyscy żercy: "Ogińku święty, skarbiczku boży, nie dajże nas też nigdy zubożyć"

Żerca I: Przyjm w swe ciało trzebę należną Bogom, abyśmy mogli przywołać ich w ten krąg. Świętowicie, Perunie, Silni Panowie, przyjmijcie naszą trzebę i przybądźcie z mądrością i grzmotem. Leję do świętego ognia wszechwieczny miód, który wspomaga przenikliwość, umysłu, jest źródłem poezji, wzmaga siłę i zapał bitewny.

Żerca II: Swarogu, Swrożycu, ogniu niebieski i ogniu ziemski, Ojcze i Synu. To wy dajecie życie i bezpieczeństwo, aleście tacy okrutni w gniewie, przyjmijcie naszą trzebę i przybądźcie.

Podpalana jest swarga.

Żerca III: Dadźbogu, dawco dostatku, niechaj Twoja przychylność będzie przy nas po wieki. Przyjm naszą trzebę i przybądź. Składam w święty ogień ten kołacz, jako symbol dostatku.

Żerca IV: Trzygłowie, Welesie, pilnujący dobytku, pilnujący Nawii i słuchający przysiąg, przyjmijcie naszą trzebę i przybądźcie.

Żerca składa w ogień kość.

Żerca II: Mokoszo, Bogata Święta Matko, wilgotna ziemio rodząca płody, tobie należy się wdzięczność. Przyjm naszą trzebę i przybądź.

Żerca wylewa mleko na ziemię i do ognia.

Żerca III: Rgle, któryś zbożem, abyś upodobał sobie tę ziemię i osiadł tu. Przyjm naszą trzebę i przybądź. Składam dla Ciebie w Święty Ogień Twe dzieci.

Składa w ogień ziarna.

Żerca IV: Chorsie, któryś teraz krócej panujesz, prowadź nas i teraz pośród nocnych dróg. Przyjm naszą trzebę i przybądź.

Rzuca kaszę w powietrze.

Żerca I: Bogowie przybyli, poczujcie ich i ciałem i wnętrzem. Oto oni

Wszyscy: Wszechobecni!!!

Żerca I: Złóżmy obiatę, abyśmy mogli prosić o los lepszy, który nie jest zapisany, a zależny od nas samych i przychylności Natury. Pomnijcie, jak prze wola taka dola!

Wszyscy: "Dolo, Dolo moja, sądzona i nie sądzona, proszę Ciebie, chodź do mnie wieczerzać"

Żerca I: "Dolo, Dolo moja, sądzona i nie sądzona, proszę Ciebie, chodź do mnie wieczerzać" "Ja Ci składam obiatę, a ty daj szczęście". Przyjm i miód i chleb i płótno i ryby abyśmy mogli prosić Cię o dostatnie bytowanie w tym roku. Składa je w ziemię. Przyj i jaja te kraszone, które jako ty z pozoru martwego, dają życie. Przyjm ten symbol odrodzenia Wszechświata! Pisanki w ziemię.

Wszyscy Żercy biorą jajo, skorupki wrzucają w ogień, gryzą i resztę jaja dodają do ognia.

Żerca II: Teraz, gdyś nakarmiona, niechaj lędźwie Twoje otworzą się i poddadzą zapładniającemu Słońcu i Deszczowi. Pocznij!

Wbija drewniany fallus w ziemię.

Żerca III: Niechaj wiosenny deszcz przyniesie i wam siłę i wróży potomstwa moc.

Kobieta kropi zgromadzonych wodą.

Żerca IV: Pomłość ta, różdżka wiosenna, niech wygna z was słabość i zastanie zimowe, a doda wigoru i twórczości siły.

Kobieta smaga zgromadzonych witką wierzbową.

Żerca I: Wzmocnijcie ciała swe i wnętrza kosztując z dostatku życia.

Żercy urywają kołacz.

Wszyscy: Sława!

Zapijcie miodem mocnym, aby życie Wasze było tak słodkie jak on.

Żercy piją miód.

Wszyscy: Sława!

Niechaj krąży zdrawica.

Wszyscy zgromadzeni kosztują kołacza i miodu.

[i]Żerca I
: Sława Wam Bogowie, żeście przy nas stanęli! Dziękujemy wam, Sława! Krąg Zadrugi przetrwał, rozepnie się teraz, lecz nich nie rozpadnie i trwa po wieki. Sława! Zacznijmy pir ku czci Słowiańszczyzny!
http://www.rodzimawiara.org.pl/obrzedow ... -gody.html
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » piątek 02 maja 2014, 16:54

Adam Pawłowski pisze:Święta

Prasłowianie obchodzili cztery główne święta:


21 Marzec - pierwszy dzień wiosny. Święto Jare poświęcone narodzinom nowego życia po mroźnej zimie. W święto malowano pisanki, jajka które były symbolem odrodzenia życia. Święto poświęcone bogu Rodowi.

21-22 Czerwiec - pierwszy dzień lata. Święto Kresu (kupała) obchodzone ku czci ognia. To właśnie w noc tego święta rósł legendarny kwiat paproci. W święto palono ogniska, puszczano wianki na wodę, chłopcy i dziewczęta łączyli się w pary. Święto poświęcone bogu Dadźbóg Swarożycowi.

23 Wrzesień - Pierwszy dzień jesieni. Święto plonów poświęcone tegorocznym zbiorom zbóż. W święto dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku. Wróżono przyszłość , a po modlitwach organizowano rytualne biesiady. Święto poświęcone bogom Perunowi i Dadźbóg Swarożycowi.

21-22 Grudzień - pierwszy dzień zimy. Święto zmarłych poświęcone przodkom. W święto palono ogniska na cmentarzach by ogrzać zmarłych, organizowano obiaty (uczty ku czci zmarłych) by zmarli nie głodowali, na rostajach dróg palono "grumadki", drewniane polana. Święto poświęcone bogu Welesowi.
http://www.ashervah.republika.pl/tekst2.htm

Adam Pawłowski pisze:Zwyczaje i obrzędy

Narodziny - Kobiety tuż przed porodem wzywały Boga Roda i jego pomocnice Rodzenice prosząc o pomyślny los dla swojego dziecka. Stare kobiety zaraz po narodzeniu dziecka szykowały posiłek rytualny, z którego część była przeznaczona dla Rodzenic i duchów domowych. Prawdopodobnie również czyniono różne wróżby, starając się odgadnąć przyszłość noworodka. Dziecko otrzymywało imię, nadawane prawdopodobnie przez ojca lub plemiennego Żyrzca (kapłana).

Przyjście w wiek dojrzały (tylko mężczyźni) - Postrzyżyny

Małżeństwo - praktycznie nic nie wiemy.

Śmierć - Słowianie wierzyli, że każdy człowiek posiada duszę (nawie), która po śmierci wędruje do krainy zwanej Nawią. Jest to kraj ukryty gdzieś głęboko pod ziemią, gdzie wszyscy dobrzy ludzie żyją w wiecznej szczęśliwości. Dusze mogły od czasu do czasu wracać na ziemię. W celu ich godnego przyjęcia urządzano różnego rodzaju zabiegi magiczne. Chodzono całymi rodzinami na cmentarze gdzie spożywano posiłki oddając ich pewną część zmarłym przodkom. Palono ogniska w celu ogrzania wędrujących dusz. Dusze złych ludzi mogły wracać na ziemię w celu nękania ludzi.
Człowiek po śmierci był traktowany z należytą czcią. Śmierć zawsze budziła wśród żywych pewien respekt. Zmarłego ubierano w najlepsze szaty, ozdabiano biżuterią, nierzadko wyposażano w różnego rodzaju przedmioty codziennego użytki, czasem nawet w broń. Ciało zmarłego kładziono na stosie, płonęło w oczyszczającym ogniu. Prochy umieszczano w glinianych naczyniach (tzw. popielnicach) i zakopywano w grobach. Czasami były to płaskie, zwykłe groby, a czasami okazałe kurhany usypywane z ziemi. Zmarłymi oraz krainą wiecznej szczęśliwości, Nawią opiekował się Weles.

I Słowianie swoje demony mają! Tak, tak i to niejednego. Niewielu z was zapewnie wie, że taki wampir, zwany ongiś "wąpierzem" to wytwór ewidentnie słowiański i Anglosasi nam go podkupili, wraz z nazwą ("vampyre"). Nie myślcie sobie, że nie stać było naszych przodków na porządne potwory, którymi mogli się straszyć się w czasach gdy nie było video i horrorów i za pomocą których mogli wyjaśnić to, co było niezrozumiałe...



Demony lądowe:



Najpopularniejszym demonem wśród Słowian była ZMORA zwana też KIKIMORĄ lub MARĄ, (stąd powiedzenie "sen - mara, Bóg wiara").
Mara to dusza człowieka, który zmarł nagłą śmiercią bez rozgrzeszenia. Jej specjalnością było bolesne duszenie śpiących, a szczególnie dziewek.
Zmora zaś mogła być duszą zmarłej osoby, ale równie dobrze mogła to być złośliwa dusza żyjącej osoby, która korzystając ze snu "właściciela" opuszczała jego ciało i używała ile wlezie.
Dana osoba mogła nawet nie wiedzieć, że jej sen uwalniał zmorę. Zmorami często bywała siódma córka danego małżeństwa. Na "zmorowatość" wskazywać też mogły zrośnięte nad oczyma brwi lub różnokolorowe oczy. Zmora lubiła się w nocy sadowić na piersiach śpiącej osoby i powoli pozbawiać ją tchu.
Zmora miała możliwość transformacji w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz a także w przedmity martwe, jak słomka czy igła. Jeśli zatem Słowianin budził się rankiem z uczuciem, że coś go całą noc gniotło w piersiach i znalazł tam np. śpiącego kota - no to wiadomo; zmora! Los takiego zwierzaka nie był do pozazdroszczenia.


Jak można było uchronić się przed zmorą i marą? Skuteczną metodą była zmiana pozycji snu - tzn. należało położyć się w łóżku odwrotnie, tam gdzie nogi - głowa. Myliło to większość demonów. Dodatkowo można było spać ze skrzyżowanymi nogami.
A jeśli obudzimy się w nocy i ujrzymy dławiącą nas zmorę (lub marę) możemy obiecać jej sera, bo powszechnie wiadomym było, że demony te uwielbiają nabiał. Ale biada jeśli ktoś nie dotrzymał obietnicy - wkurzona kikimora zaduszała takiego delikwenta na śmierć. Ogólnie był to demon dość naprzykrzający się ale łatwy do okpienia i zasadniczo nieszkodliwy.
Szczególną odmianą zmory był inkub i sukkub, czyli demon objawiający się pod postacią mężczyzny lub kobiety i kochający się ze swą ofiarą, czasem za jej zgodą, czasem bez, czasem na jawie, czasem (częściej) we śnie.
Jeśli jakaś dziewka w czasie snu stękała i miotała się po łóżku to niewątpliwie właśnie jakiś demon się z nią zabawiał. Wskazane było ją szybko zbudzić, bo inaczej mogło się to skończyć ciążą i to wcale nie wyśnioną tylko jak najbardziej rzeczywistą. Zapewne niejedna Słowianka wyłgała się wyjaśnieniem, że ta ciąża to niewątpliwa robota demona.



POŁUDNICA - demon zabójca.



Znany też jako: żytnia, rżana baba, baba o żelaznych zębach. Był to nader złośliwy i morderczy demon polujący na tych, którzy niebacznie w samo południe przebywali w polu. Zabijał dorosłych (np. kosiarzy czy oraczy pracujących w pełnym słońcu) oraz porywał dzieci bawiące się na skraju pola. Niekiedy zadowalał się "tylko" pozbawieniem ofiary na jakiś czas przytomności lub zesłaniem potężnego bólu głowy. Przedstawiano go pod postacią odzianej na biało kobiety o surowej bladej twarzy.
Jeśli w bezwietrzny dzień łany zbożna nagle zaczynały falować to było jasne, że południca jest tuż tuż. Szczególnie lubiła przebywać wśród łanów łubinu. Nie było przeciw niej obrony - należało po prostu w okolicy południa unikać przebywania na polu a już szczególnie drzemki na polu. Śpiący był bowiem szczególnie pożądaną ofiarą. Południca nie lubiła cienia, więc dobrze było przesiedzieć południe w cieniu drzew - tam demon nie miał dostępu.

BOGINKI zwane też MAMUNAMI

Niekiedy nazywano je też dziwożonami.
Demony te przedstawiano w postaci bardzo szpetnych kobiet, chudych, owłosionych na całym ciele, z piersiami tak zwisającymi, że niekiedy dla wygody demon przerzucał je sobie przez ramię.
Mamuny specjalizowały się w szkodzeniu położnicom i ich świeżo narodzonym dzieciom, zsyłając na nie nagłe gorączki i inne choroby. Ich popisowym numerem jest zamiana niemowląt - w miejsce dziecka podkładają bliźniaczo podobne niemowlę, będące jednak dzieckiem czarownicy i demona.
Niemowlę takie po wyrośnięciu staje się zwykle złoczyńcą i czyni wiele złego, zaś w dzieciństwie już charakteryzuje się wielką złośliwością i paskudnym charakterem. Np. wyjada wszystko z garów, szcza do mleka by skwaśniało, itp.
Mamuny szkodzą nawet przyszłym matkom, tzn. kobietom w ciąży, zsyłając im koszmarne sny oraz zmuszając do wymiotów, tudzież sprawiając, że puchną im nogi itp.
Na szczęście można było przeciwdziałać ich zakusom. Należało mieć przy sobie coś metalowego i ostrego, np. szpilkę lub agrafkę. W czasie porodu należało zwiększyć kaliber amuletu i pod łóżko wkładało się duży nóż lub nawet pług. Dzieciom zaś należało przywiązać do ręki czerwoną wstążeczkę lub chociaż czerwoną nitkę. Skutecznie chroniło to przed podmianką.
Mamuny potrafiły też zabrać dopiero co urodzonemu dziecku cień, co sprawiało że dziecko wyrastało na przygłupa lub szaleńca.


WILKOŁAK

Był to człowiek, który potrafił się w określonym czasie (np. pełnia księżyca) przekształcić w wilka. Był wtedy groźny dla innych ludzi i zwierząt domowych, gdyż atakował je w morderczym szale. Po powrocie do ludzkiej postaci nie pamiętał niczego, co czynił w wilczej skórze. Niekiedy nawet człowiek taki nie wiedział, że jest wilkołakiem.
Skuteczną metodą obrony przed wilkołakiem było mieć przy sobie coś srebrnego, gdyż stwór ten nienawidził srebra. Wilkołaka, gdy zmienił się w wilka, nie można było zranić żadną klasyczną bronią. No chyba, że użyto np. srebrnej kuli czy takiego ostrza.
Taka broń powodowała natychmiastowe przerwanie przemiany w wilka i powrót do ludzkiej postaci. Wszelako należało uważać przy polowaniu na wilkołaka, gdyż jego ukąszenie sprawiało, że ukąszony również stawał się wilkołakiem. Osobę, o której wiedziano, że jest wilkołakiem, dobrze było pętać przy pełni księżyca srebrnym lub ostatecznie metalowym łańcuchem. Uniemożliwiało mu to transformację w wilka.


WAMPIR a właściwie WĄPIERZ

To zmarły żywiący się krwią śmiertelnych. Mówiąc dokładniej jest to ciało ożywione przez demona. Nienawidzi światła słonecznego i dnia, ponieważ słońce jest dla niego mordercze. Noce spędza w grobie lub w lochach, noce schodzą mu na polowaniach na ludzi.
Wbrew potocznym opiniom jego jednorazowe ukąszenie nie zaraża ukąszonego wampiryzmem - inaczej szybko cała ludzkość przekształciłaby się w wampiry. Wampiry uwielbiają wysysać krew ze śpiących ludzi, którzy nawet nie są tego świadomi.
Objawami działania wampira jest tylko coraz większe osłabienie, bladość i pot na czole po obudzeniu, oraz koszmarne sny i stałe uczucie wielkiego zmęczenia. Wampiry nie lubią czosnku i cebuli, stąd dobrze jest mieć w domu nieco tych warzyw. Wskazane jest ich spożywanie. Wampira można też skutecznie odstraszyć wbijając nóż w jego cień. Demony te mogą przybierać też postać nietoperzy.
Wampiry w swym demonim wcieleniu są wrażliwe na srebro, które je odstrasza ale nie unicestwia. Podobnie jest z krucyfiksem. Można natomiast unicestwić ciało, w którym przebywa demon, przebijając spoczywające w grobie zwłoki drewnianym (najlepiej osikowy) kołkiem.
Wskazane też jest odcięcie trupowi głowy i włożenie jej między nogi. Jeśli jakiś nieboszczyk po wykopaniu z grobu nie wykazuje widocznych śladów rozkładu to w 100% pewne jest, że jest to wampir.

Demony powietrzne:

LATAWIEC i LATAWICA

To zwykle dusze wisielców i straconych złoczyńców. Demony te miały pieczę nad zjawiskami atmosferycznymi. Osobliwie gustowały w wirach i trąbach powietrznych, zaś odmiana zwana "płanetnik" uwielbiała urządzać gradobicia i oberwania chmury. Naturalnie ze szkodą dla ludzi. Demony te były z gatunku złośliwych ale w sumie mało groźnych.
Co więcej można je było "obłaskawiać" za pomocą specjalnych zaklęć czy modlitw albo obfitego poczęstunku i wtedy demon taki wręcz sprzyjał wybranym ludziom. Dość często bywał to młynarz, któremu latawica dmuchała odpowiednio w skrzydła wiatraka, jednocześnie zabierając wiatr konkurencji.

Demony wodne:

TOPIELICE i RUSAŁKI


Topielice, zwane też utopcami, wodnikami, topcami itp. to ludzie, którzy popełnili samobójstwo poprzez utopienie się, lub też zostali utopieni (np. wyrodna matka topiła świeżo urodzone [nieślubne?] dziecko).
Także płody kobiet, które utonęły będąc w ciąży stawały się wodnikami. Demony te zwykle zachowywały postać jaką miały w momencie śmierci ale można je było łatwo pozna po nienaturalnie dużej lub małej głowie, cienkich, wręcz pajęczych, nogach, takoż zielonych włosach. Niekiedy utopiec był dodatkowo napuchnięty jak bania. A juz na pewno zawsze miał wilgotne ubranie, z którego sączyły się strumyki wody.
Utopiec jak sama nazwa wskazuje zajmował się głownie topieniem nieostrożnych pływaków. Bardzo nie lubił gdy ktoś przeszkadzał mu w tym zajęciu, więc często zdarzało się, że topił nie tylko tego, kogo chciał, ale i tego, który ruszył mu na pomoc.
Zasadniczo przed utopcami nie było skutecznej obrony, więc najlepiej było nie wchodzić im w drogę. W późniejszych czasach wierzono, że tonącemu dobrze jest zarzucić na szyję różaniec, co odstraszy utopca.

W przeciwieństwie do utopców, zwykle dość paskudnych, rusałki były nader piękne i ogólnie sexy. Rusałkami były zwykle piękne młode dziewczyny, które się utopiły z powodu nieodwzajemnionej miłości lub wskutek porzucenia ich przez niewiernych kochanków. Lubiły stroić się w wieńce z kwiatów i powłóczyste białe szaty, ale też często preferowały absolutną nagość.
Rusałki bywały niebezpieczne dla mężczyzn, których to wabiły pięknym śpiewem (i ciałem). Mężczyzna zwabiony przez rusałki tonął w ich ramionach i wodzie. Nie było przeciwko nim obrony podobnie jak przed AIDS jedyną skuteczną ochroną była wierność stałemu partnerowi lub celibat.
To tylko drobna część z ogromnej kolekcji demonów z panteonu Słowian. Jak widać nasi przodkowie obdarzeni byli bogatą wyobraźnią i mieli dużego cykora.





Autor: Adam Pawłowski (przynajmniej On przesłał mi ten tekst)
http://www.ashervah.republika.pl/tekst2.htm
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » piątek 02 maja 2014, 21:40

Skoro już w powyższym poście musnęliśmy troszkę kalendarza słowiańskiego więc skupmy się teraz na nim właśnie:

BORZYWOJ pisze:KALENDARZ SŁOWIAN

Rok Słowian zaczynał się wraz z początkiem marca, a kończył wraz z lutym.

1 marca – Jaskółka

Początek wezwań wiosny.

9 marca – Wiosenny Nowy Rok (Szczodry Wieczór, Święto Matki Ziemi)
Wzywanie wiosny i modły o urodzaj. Przewidywano także pogodę na lato: ładna pogoda oznaczać miała ciepłe lato, śnieg – urodzaj, ciepły wiatr – lato mokre, a wiatr północny – lato chłodne.

13-20 marca: Wiosenny Tydzień Jarowita
Śpiewanie pieśni pochwalnych.

16 marca: Wierzbica (Pasieka Wiosenna)
Oświęcenie wierzby, Pradrzewa Wszechświata. Chłostanie gałązką wierzby uważane było za magiczny sposób życzenia zdrowia. Oświęcano również pasieki, zanosząc modły o zdrowie i miododajność pszczół.

17/18 marca: Wiosenne Zrównanie Dnia Z Nocą (Święto Dadźboga)
Modły do Dadźboga wiążące się z korowodami dziewcząt.

20 marca: Nawski Wielki Dzień
Na ziemie przybywają dusze zmarłych, czyli nawie. Przed wschodem słońca ludzie kąpią się w rzekach lub symbolicznie oblewają wodą, co dawać ma moc i zdrowie.

Pierwsza niedziela po wiosennym zrównaniu dnia z nocą: Wielkidzień (Pierwszy Dzień Wiosny)
Święto przebudzenia się przyrody i narodzin nowego cyklu życia. Topienie Marzanny, malowanie jajek (symboli odradzania się życia) oraz modły do Dadźboga.

Poniedziałek po Wielkimdniu (Wołoczilne)
Chłopcy chodzą po chatach, oblewając wodą dziewczęta. Te z kolei obdarowują ich pisankami.

25 marca: Święto Wiosny
Rozpalanie ognisk i skakanie przez nie celem oczyszczenia, wrzucanie do rzek ofiar z chleba.

26 marca: Wielkie Święto Peruna
Oświęcenie ziarna i rozpoczęcie zasiewów. Oczekiwanie na pierwszą wiosenną burzę.

11 kwietnia: Wodnik Wiosenny
Składanie ofiar wodnikom, by nie zatapiały ludzkich siedzib.

15 kwietnia: Święto Jarowita
Tańce, pieśni i zabawa (rytualne tarzanie się po ziemi). Jest to święto mężczyzn – składanie ofiar z kogutów, palenie ognisk i spryskiwanie ich rytualnym piwem. W obrzędach nie mogą brać udziału kobiety.

22 kwietnia: Wielka Mokosz
Święto, podczas którego dziewczęta modlą się do Mokosz i składają jej ofiary z białych kogutów. Dorosłe niewiasty śpiewają pieśni, tańczą i urządzają korowody.

30 kwietnia: Święto Welesa
Składanie ofiar Welesowi, wypędzanie bydła na pastwiska.

1 maja: Święto Wesny (Wiosny)
W ziemię wkopywano zielone drzewko, które dekorowano wstążkami. Wesnę przedstawiała młoda dziewczyna, na której skroni umieszczano zielony wieniec. Strój dziewczyny przybiera się gałązkami bzu. Śpiewano piosenki (wiośnianki) i tańczono wokół drzewka. Śladowymi pozostałościami po tym święcie są majówki oraz gra w zielone, która polegała na tym, że dziewczyna i chłopak umawiali się, że będą przez cały maj nosić coś zielonego. Ceną za roztargnienie i zapomnienie był całus.

2-11 maja: Tydzień Rusalny (Rusalia)
Kobiety zawieszają na przybrzeżnych drzewach kawałki płótna dla rusałek, dziewczęta wiją dla nich wianki, a następnie wrzucają je do wody.

11 maja: Zielnik
Zbiory ziół leczniczych, rytualne spożywanie posiłków w lasach i na polach. Plecenie wieńców i ozdabianie zielenią chat.

15 czerwca: Świętowit Letni
Wznoszenie modłów do Świętowita o obfite plony.

20/21 czerwca: Noc Kupały (Słońcakres)
Pierwszy dzień lata. Święto obchodzone ku czci ognia, poświęcone Dadźbogowi. Zabawy w lasach i nad rzekami, skakanie przez ogień, puszczanie wianków na wodę, poszukiwanie kwiatu paproci. Łączenie się w pary, szczęśliwy czas poczynania dzieci. Święto Kupały, czyli Sobótki zostało później zawłaszczone przez chrześcijan jako noc świętego Jana


29 czerwca: Wodnik Letni
Składanie ofiar wodnikom z pierwszej złowionej ryby, tytoniu i piwa.

30 czerwca: Pogrzeb Jarowita
Spalanie kukły Jarowita, który – jako bóg wiosny i miłości – wszystko już posiał i zapłodnił.

1 lipca: Święto Dadźboga
Czczenie Dadźboga jako boga kowalstwa, początek sianokosów.

4/5 lipca: Letnie Święto Miesiąca
Modły do Chorsa, personifikacji księżyca.

20-27 lipca: Tydzień Peruna
Wznoszenie modłów do Peruna, świętowanie w dębowych gajach, składanie ofiar z wieprzowiny, wołowiny i kogutów.

22 lipca: Perunica Letnia
Czczenie kobiecego wcielenia Peruna – Błyskawicy. Tego dnia nie należało pracować w polu, by nie ściągać na siebie jej gniewu.

6 sierpnia: Spas Jabłkowy
Święcenie i spożywanie jabłek, gruszek i innych darów sadu.

16 sierpnia: Spas Chlebowy
Święcenie i spożywanie chleba z nowego ziarna, okazywanie wdzięczności bogom za urodzaj.

16 sierpnia: Święto Leszego
Oddawanie czci Leszemu, składanie ofiary z chleba na polanach i w lasach. Modlono się, by duch lesny nie wodził ludzi po bezdrożach i nie plątał im leśnych ścieżek.

19 sierpnia: Letni Strzybóg
Czczenie Strzyboga, obserwowanie wiatrów i wróżenie z ich kierunków.

4 września: Perunica Jesienna
Ostatnie święto na cześć błyskawicy i gromu, które na zimę zasypiają. Palenie ognisk z gałęzi tarniny i czynienie zamówień od pożaru.

8-9 września: Rodzanice
Modły kobiet o dobry połóg, zdrowie niemowląt i całej rodziny. Początek babiego lata.

20 września: Jesienny Strzybóg
Modły do Strzyboga o dobrą pogodę, prognozowanie pogody na jesień z kierunków wiatrów.

23 września: Święto Plonów
Pierwszy dzień jesieni. Święto plonów, poświęcone tegorocznym zbiorom. Dziękowanie za plony i proszenie o jeszcze lepsze w przyszłym roku.

24 września: Święto Domowika i Owinnika
Składanie ofiar ww. bóstwom z koguta oraz miseczek owsianki, by opiekowały się domem i obejściem, strzegły gospodarskich zwierząt i składowanego w budynkach gospodarczych ziarna.

26 września: Świętowit Jesienny
Święto urodzaju – modły w chramie Świętowita, składanie ofiar, wróżby z obrzędowego napoju o przyszłej zimie.

27 września: Pasieka
Święto pszczelarzy.

1 października: Jesienne Święto Matki Ziemi
Początek jesienno-zimowych robót. Okres wyprawiania wesel. Modlitwy młodych dziewcząt o szczęśliwe zamążpójście.

25 października: Dziady
Dzień wspominania przodków. Raz w roku duchy odwiedzają swoje rodzinne domy oraz zostają ugoszczone gorącym posiłkiem (stypą). Przy stole nie może zabraknąć miejsca dla żadnego z przodków.

31 października: Święto Mokosz
Kobiety oddają cześć Mokosz, której ofiarują przędziwo i płótno, a następnego dnia rozpoczynają wielkie roboty – szycie i tkanie.

8 listopada: Tury
Święto myśliwych i początek sezonu polowań. Łowcy składają ofiary i wznoszą modły o dobre polowania.

24 listopada: Święto Złotej Baby
Dziewczęta wróżą sobie przyszły los, a chłopcy jaką kto będzie miał żonę. Ciężarne kobiety modlą się o lekki połóg.

30 listopada: Święto Goduna
W tym dniu odprawiano różnorakie wróżby, które miały odpowiedzieć, które panny pierwsze wyjdą za mąż. Potem przez cały rok młodzieńcy starali się o ręce niewiast. Wyrazem odmowy było podanie gęsi w czarnej polewie lub przywiązanie worka grochowin do bryczki. Święto zostało zaanektowane przez chrześcijaństwo jako andrzejki.

6 grudnia: Spas Zimowy
Dzień nadejścia zimy. Chrześcijaństwo funkcje Spasa Zimowego przetransponowało na świętego Mikołaja, o czym świadczyć może powiedzenie poproś Mikołaja, on przekaże Spasowi.

21-23 grudnia: Święto Godowe (Zimowe Staniesłońca)
Czczenie Swarożyca, uroczyste spożywanie świętej wieczerzy. Przewidywanie pogody na kolejny rok.

23 grudnia: Święto Roda
Wygłaszanie zamówień ku czci Roda (“niech rodzi się wszystko dobre”), wypiekanie ciast, warzenie piwa i miodu.

24 grudnia: Święto Kolady
Wszystko co zostało upieczone i uwarzone dzień wcześniej, było konsumowane na wielkiej plemiennej wieczerzy, która składała się z dziewięciu potraw. Podczas posiłku, śpiewano pieśni, a potem następowały wróżby. Teraz wszyscy znamy to święto jako wigilię Bożego Narodzenia.

2 lutego: Gromnica
Zima spotyka się z wiosną. śpiewanie pieśni, zamawianie ciepła, modły do słońca, czczenie wszystkich bogów.

9-15 lutego: Tydzień Welesa
Czczenie Welesa, wywracanie kożuchów futrem na wierzch. Żercy Welesa chodzą po wioskach, zaglądają do gospodarstw i wygłaszają zaklęcia mające zapewnić zdrowie zwierząt hodowlanych.

21 lutego: Wiosenny Strzybóg
Odprawianie modłów do boga wiatrów, przewidywanie pogody na wiosnę i lato.

26 lutego: Nowolecie
Rytualne zakończenie odchodzącego roku.

BORZYWOJ

Za:

http://boruta.6te.net/readarticle.php?article_id=18
http://opolczykpl.wordpress.com/kalendarz-slowian/


Inna wersja kalendarza, którą wyszperał Mezamir.


Mezamir pisze:KALENDARZ SŁOWIAŃSKI

1.02 Gromnica – zima spotyka się z wiosną, wyjście po raz pierwszy na miejsce obrzędowe, przyzywanie Bogów, czczenie ich

21.02 Strzybóg – modły i prośby o pogodę i „przywianie” wiosny, przewidywanie pogody

1.03 Perepłut – w nocy (z 28.02) rodzi się nowa woda; uświęcanie wody, zbieranie „żywej wody” ( z trzech źródeł) do celów magicznych, symboliczne spryskiwanie się nią

od 9.03 Jaskółka – początek wzywania wiosny, przyzywanie ptaków do powrotu z wyraju, przewidywania pogody, czczenie Mokoszy, zostawianie na ziemi symboli solarnych w celu przyciągnięcia słońca

13.03-20.03 Tydzień Jarowita – modły i przywoływania Jarowita; dawniej oprowadzano po wiosce chłopca przebranego za Jarowita (tj. ubranego na biało z kłosami żyta w dłoni, siedzącego na białym koniu)

20.03 Dzień oczyszczenia – symboliczne spryskiwanie się wodą w celu oczyszczenia przed wielkim dniem

21.03 Jare święto - wiosenna równonoc; witanie Słońca – Swarożyca, czczenie Mokoszy, wbicie w ziemię pierwszej kłody jako symbol zapłodnienia (wcześniej nie wolno było tego robić, ponieważ Ziemia była brzemienna), taczanie jaj po ziemi, wyniesienie kukły Morany ze wsi, składanie ofiar

22.03 Wełkydeń - pierwszy dzień świąteczny; święcenie jadła i jaj „żywą wodą”, modły do Bogów

23.03 Konopielka – polewanie dziewcząt wodą przez chłopców (wezwanie urodzaju), a te z kolei obdarowywują ich pisankami

24.03 Bogini wiosna – Przebudzenie Ziemi, palenie ognisk w celu ogrzania jej, święcenie ziarna na zasiew

25.03 Perun – przywoływanie burzy, rozpoczęcie siejby

15.04 Jarowit – dzień poświęcony czczeniu Jarowita

16.04 Rachmański wełkydeń – puszczanie na wodę skorupek po pisankach

22.04 Łada - czczenie jej, dzień ten zaprowadza równowagę w przyrodzie i w ludziach; święto dziewcząt

23.04 Święto mężczyzn - czczenie ognia i spryskiwanie go piwem, obmywanie się rosą, modły do Świętowita

1.05 Żywia - święto zieleni i życia

2.05-11.05 Rusalny tydzień – ofiarowywanie chleba, płótna i wianków dla rusałek, wił i Mokoszy

10.05 Zielnik - zbieranie ziół, święcenie ich, składanie roślinom żertrwy z piwa lub miodu

10.05-17.05 Nowe lato - pierwotna nazwa zielonych świątek; wicie wieńców i majenie domów, oprowadzanie po wiosce dziewczyny przebranej za Ładę (błogosławi ona każdy dom, obdarowywując go płodnością)

15.06 Świętowit – modły o urodzaj, żertwy

21.06-24.06 Kupała – letnie przesilenie; magiczna noc, rośliny zebrane tej nocy mają niezwykłą magiczną noc; wygaszenie starego, brudnego już ognia i zapalenie w tym miejscu nowego (chodzi o ogień domowy, który płoną przez cały rok), pierwsza prawdziwa kąpiel, dziewczęta puszczały wianki na wodę, wróżyły na temat zamążpójścia; święto miłości, kojarzenia się par, jedyna noc, kiedy mężczyzna mógł bezkarnie posiąść kobietę

30.06 Pożegnanie Jarowita – żegnanie Jarowita, jako że wiosna się skończyła

1.07 Swaróg – oddawanie mu czci, początek sianokosów

13.07 Chors - modły, przewidywanie pogody

20.07 Perun - modły, czas na składanie przysiąg, braterstwa

22.07 Perperuna - modły, prośby o urodzaj

6.08 Spas - święto Simargła, składanie mu ofiar, święcenie owoców i zbóż

15.08 Mokosza – czczenie Matki Ziemi oddającej swe plony ludziom

19.08 Strzybóg - prośby o pogodę

1.09 Dadźbóg - rytualne zapalanie świec w domu wieczorną porą, święcenie ognia domowego

4.09 Perun i Perperuna - pożegnanie ich, palenie ognisk i zamawiania przed pożarem

8.09-9.09 Rodzanice – modły, poświęcanie chleba i jego błogosławieństwo

14.09 Święto wyraju - pożegnanie ptaków, które na zimę odlatują do wyraju

21.09-23.09 Święto plonów – równonoc jesienna; dziękowanie Mokoszy za plony, częstowanie obrzędowym kołaczem, robienie wieńców z kłosów zboża i święcenie ich, żegnanie Słońca, wróżby dotyczące urodzaju na rok następny

24.09 Domowy – modły do niego, by strzegł zapasów, składanie mu ofiar w czterech kątach domu

24.10 Dziady - dzień pamięci o zmarłych, równocześnie święto Welesa; palono grumadki na grobach zmarłych, spożywano obiaty (rytualne bezmięsne posiłki dla zmarłych), prośby do Welesa o opiekę nad duszami

24.11 Dola - wróżby dotyczące przyszłego losu

29.11 Kalita - od tego dnia odgryza się kęsy z rytualnego chleba, co symbolizuje zmniejszanie się dnia

6.12 Dziadek Mróz - przychodzi zima, a z nią Dziad Mróz, trzeba go zaprosić na kolację

21.12-23.12 Szczodry wieczór – zimowe przesilenie; witanie Słońca, które od tego dnia będzie coraz dłużej gościć na niebie, rozpalanie ognisk w celu przywołania go, w domu zapalano tzw. podłaźniki – świeczki na gałązkach sosnowych lub świerkowych ozdobionych kokardkami

24.12-30.12 Szczodre gody -świąteczne obchodzenie rozpoczęcia nowego cyklu, który był za razem rozpoczęciem nowego roku; w tych dniach czczono przodków, Roda jako ojca wszystkiego, Swaroga, Swarożyca, Mokoszę

Jak widać, święta opisałam bardzo schematycznie. Dokładne opisywanie obrzędów zajęłoby zbyt dużo miejsca, natomiast każdy zainteresowany bliżej tematem z łatwością znajdzie odpowiednie źródła (wystarczą książki dotyczące roku obrzędowego w kulturze ludowej). Na czerwono zostały zaznaczone główne święta związane ze zmianami pór roku.

Kalendarz ten został opracowany na podstawie książki Haliny Łozko Rodzima wiara ukraińska.

Za: http://welesowy-jar.fm.interia.pl/new_page_6.htm

Obrazek
http://opolczykpl.wordpress.com/kalendarz-slowian/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

baba
x 115

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: baba » sobota 03 maja 2014, 15:13

24 listopada: Święto Złotej Baby
Dziewczęta wróżą sobie przyszły los, a chłopcy jaką kto będzie miał żonę. Ciężarne kobiety modlą się o lekki połóg.
O, widzę że mam "swoje" święto! :lol:
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7118
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 24
x 215
Podziękował: 5535 razy
Otrzymał podziękowanie: 11072 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 03 maja 2014, 17:21

Kwiatuszki już posiane... :D



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 03 maja 2014, 21:39

Teraz scenariusz obchodu święta Kupały, kultywowanego przez naszych rodzimych Słowian/Pogan:

Kupała

Witam was w tym Świętym Borze!
Witamy cię Świętoborze!

Noc Kupały, święto Kresu jak mówią nasi południowi bracia, to święto początku i święto końca zarazem w wielkim kole Natury. Dzień i Noc w których czcić będziemy Swaroga siłę i ciało Jego, dzięki któremu żyje Ziemia i żyjemy my. To On zaklęty został w najświętszym dla nas z symboli - Świaszczycy. Dlatego dziś my chrobre woje lechickie, dumne i pomne swej słowiańskiej tradycji uświęcim ten dzionek i nockę krótką, tak jako ojce nasi.

Dziś żegnamy jarą porę, a z nią Jaryłę, płodny oblicze Peruna, który tańcował w miłosnym pląsie z Matką Nasza Ziemią, zapładniając przyniósł odnawialną młodość. Oddajemy go ogniowi, by w czystej postaci rozmył się w niebiesie. Witamy zaś porę letnią z jej panem i władcą. Swaróg króluje dziś, osiągnąwszy najwyższe zwycięstwo, jednak nie ostateczne, jak nic co naturalne ostatecznym być nie może, a ponad Naturę Wszechrzeczy nic wznieść się przeć nie zdoła. Tak też zwycięstwo Swaroga zwiastuje jednocześnie jego niechybne osłabienie, gdyż osiągnąwszy zenit musi odchodzić w dół po łuku koła. My paląc tej nocy czysty ogień wzmacniać będziem Pana błękitnego nieba. On to jest odbiorcą trzeby składanej w ciało jego syna - Swarożyca.

Jego innym obliczem jest Dadźbóg - dawca dostatku i pomyślności, to temu aspektowi dedykowana będzie dzisiejsza obiata, która zjednać ma nam Jego ojcowską przychylność.
Kupała to również święto wody, co oczyszcza i umożliwia wszelkie życie. Dla Słowian oznacza to rytualne kąpiele, inicjujące możliwość korzystania z rzek i jezior bez obawy o gniew wodników i topielic. Pamiętamy i o wiankach, będących niewinnością a puszczanych na wodę, by płynęły w nieznane.

Dla naszych przodków wraz z latem i plonami nadchodził czas obfitości, zarówno ojce nasi, jak my sami wraz z coraz krótszym dniem widzimy już perspektywę zimy, ale teraz jeszcze...
Teraz jeszcze czas zabawy, pląsów i szczęścia, bo toć nadszedł dzień młodości, miłości, jurności i siły. Młodość ma obok obowiązków także ideały i marzenia, mityczny kwiat paproci, który zakwita jeno w tę najkrótszą w roku noc, niechaj je symbolizuje, a poszukiwanie go - przynoszące szczęście - niech wyraża drogę ku wiedzy i ku doskonałości.

Żerca I: Utwórzcie krąg który złączy naszą Zadrugę i zawrze w sobie święty ogień, by nic z zewnątrz nie miało doń dostępu, ni żadna siła nie rozerwała go od środka.

Czterej żercy zataczają koło dzierżąc miecze.

Żerca I: Perunie, Świętowicie, tyś pod postacią Jaryły igrał z Matką naszą Mokoszą, Twoje nasienie dało tą bujność, którą dziś się cieszymy. Zadanie kosmiczne spełniłeś, dziś jara Twa pora przemija, pogrzebiem Cię Jaryło-Kostrubońku, byś w cyklu następnym powrócił.

Żerca II: Swarogu - panie błękitnego nieba, Swarożycu - ognisty synu swego ojca, Ojcze i Synu, ogniu niebieski i ogniu ziemski, których spojrzenie tak łaskawe, a gniew tak srogi, Wam dziś jest trzeba przynależna.

Żerca III: Dadźbogu - dawco naszego dostatku, Mokoszo przyjmijcie i kołacz i miód, które słodką naszą są strawą.

Żercy II i III składają w ogień kołacz i miód.

Żerca IV: Trzygłowie, Welesie, któryś także panem swego stada przyjm jego symbol, bo to również święto twych pasterskich synów.

Składa w ogień kość.

Żerca I: Weźmy udział przy wspólnym dostatku spożywając kołacz i spożywając miód ku chwale Sławii.

Roznoszony jest w koło miód i kołacz.

Żerca I: Święty ogniu - tyś rok cały ogrzewał nasze domy i scalał nasze rodziny, tyś Gody naszej Zadrugi uświetniał. Wygasić Cię trza i oczyścić, abyś nowym płomieniem buchał i następny rok dary Lechitów trawił.

Wylewa wodę w ogień. Wszyscy żercy dokładają po jednym bierwionie mówiąc: "Kąpałeczka mała nocka, paliła się do północka"

Wszyscy żercy: Witamy Cię gościu w czerwonym płaszczu!

Żerca II: Swarogu oto bylica - zioło nad ziołami - która w tę noc tobie jest przynależna i umiłowana, my wszyscy nią przyozdobieni twemi dziećmi i wojami jesteśmy.

Żercy po kolei: "Ogińku święty, skarbicku boży nie dajże też nas nigdy zubożyć". Powtarzane przez każdego żercę, przy wrzucaniu w ogień bylicy (piołun).

Żerca III: Swarogu byś miał siłę w nieustannej po niebiesie wędrówce, my żercy twoi prosimy: przyjm naszą modlitwę i siłę płomiennego koła.

Podpalane jest koło zatknięte na tyczce, a żercy i wszyscy zebrani wznoszą "Modlitwę do Słońca" St. Wyspiańskiego.

Żerca IV: Wodo, czysta wodo co życie wszelkie w Tobie poczęto, co życie wszelkie ty podtrzymujesz, odpraw topielice, aby my Słowiany mogli bez trudu zanurzać się w twym bezmiarze. Wodo, czysta wodo zmyj z nas znoju trud, nieczystości ducha i dodaj siły.

Żercy po kolei, a potem wszyscy zgromadzeni obmywają twarz w misie wody.

Żerca I: Kupalnocka trwa krutko, więc powiedzmy:
"Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka
Sounijka rana uchodziła, Rana uchodziła, pole oswiaciła,
Dziewok chłopcou budziła, Rabotku dawała
Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka
Iszła Kupałka siałom siałom, Zakryuszy oczki
czubrom czubrom, Dawała chłopcam czałom, czałom,
Stali ludzie dziwicisia, Stała Kupałka swarcisia
Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka"

Wszyscy odśpiewują "Pieśń Żerców"

Żerca I: Kupalnocka trwa krótko. Skacząc przez święty ogień, przez chwilę będąc w objęciach ojca, co po śmierci nas przyjmuje, oczyścimy nasze ciała, rozumy i dusze. To ucieszy i Porenuta - Porońca, który swemi pięcioma głowy na świat zerka, co miłością cielesną nas obdarza, niechaj będzie on wam przyjacielem.

Żerca I: Krąg Zadrugi przetrwał - rozepnie się lecz nie rozpadnie i niech trwa po wsze czasy.

Żercy otwierają okrąg.

Wszyscy wrzucają do ognia bylicę, po czym po kolei przeskakują przez ogień.
http://www.rodzimawiara.org.pl/obrzedowosc/kupala.html
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 07 maja 2014, 20:17

Antoni Feldon pisze:Wyznanie polskiej wiary

RODZIMA WIARA POLSKA opiera się na dziedzictwie, instynkcie, rozsądku, doświadczeniu, uczuciu, rozumie i nauce. Naszym obowiązkiem przyczyniać się ze wszystkich sił do jej rozkwitu.

Przez Siłę Wyższą rozumiemy Wszechświat, którego częścią jesteśmy i z którym połączeni jesteśmy przez Ziemię, Słońce i siły przyrody. W nich widzimy siły sprawcze świata, wedle których żyjemy i którym jedynie jesteśmy podporządkowani.

Słońcu, najbliższemu nam ognisku hierarchicznego, nieskończonego, wiecznego i żywego Wszechświata zawdzięczamy wszystko na Ziemi. Świadom jest tego tylko człowiek, ponosząc przy tym ogromną odpowiedzialność, która go czyni starszym bratem i opiekunem całej żywej i martwej przyrody.

Obyczaje i obrzędy są składową każdej wspólnoty wyznaniowej. Wyznajemy rodzime dziedzictwo Polaków. Będziemy to przekazanie z przeszłości pomnażać i wzbogacać.

Nasze istnienie zawdzięczany rodzicom i przodkom. Oddajemy im cześć, a pamięć o nich przekazujemy przyszłym pokoleniom.

Życie jest walką, jak walka życiem. Walka to ruch ku doskonalszemu, parcie naprzód, pokonywanie oporu. W walce wspierają nas instynkty. To prawo przyrody jest niezmienne i odnosi się do każdego człowieka i narodu. Zaś ich postępowanie wyznacza ich charakter. Jest on wytworem dziedzicznych cech oraz nacisku otoczenia i wychowania. Miarą wartości ludzi i narodów są ich osiągnięcia i tylko według nich je oceniamy.

Dwiema stronami tego samego bytu są ciało i duch, stanowiące nierozerwalną i wzajemnie się warunkującą całość. Podkreślając równą ich wartość dążymy do równomiernego i równoczesnego ich doskonalenia.

Błędy i winy, mogące stać się udziałem każdego z nas, można naprawić i zmazać tylko o własnych siłach.

Ból i cierpienie ostrzegają nas przed niebezpieczeństwem oraz budzą siły obronne ciała i ducha, wywołując nie tylko wstrząs, ale wspomagając ozdrowienie. Tak objawiają się prawa przyrody. Nie są one ani dobre ani złe. Śmierć każdego z nas była i jest konieczna dla stałego rozwoju gatunku i narodu. Pojmujemy tę konieczność, która nie jest karą ani nagrodą. Naród przez to odnawia się nieustannie, stając się potencjalnie nieśmiertelnym.

Indywidualną nieśmiertelność osiągamy przez potomstwo i twórcze działanie na rzecz narodu.

W działaniu tym widzimy radość życia. W życiu zgodnym z przyrodą włączamy się w wiecznotrwały rozwój Wszechświata, uzyskując podniosłe znaczenie bytu, wykraczające poza życie każdego z nas i dające możliwość stałego doskonalenia się.

Wartościami są wiedza i siła, rozum i zdrowie, prawość i tężyzna, odpowiedzialność i żywotność, godność i rzetelność, wytrwałość i odwaga, wierność i silna wola, duma i sprawność.

Zwalczamy w sobie nieuctwo i słabość, głupotę i tchórzostwo, chwiejność i zdradę, bojaźń i niemoc, pokorę i bierność. Dążymy do wielkości, mocy, piękna, prawdy i dobra.

Należymy do wielkiego rodu słowiańskich ludów Europy. Pragniemy odnowić zerwaną między nimi przed wiekami jedność, aby oprzeć o nią duchowy i materialny byt Narodu Polskiego.

Zaszczytnym powołaniem człowieka jest czynny udział w wiecznie rozwijającym się Wszechświecie, stale zwiększając wartość życia, czyniąc go lepszym i piękniejszym, zgodnie z nadrzędnym, odczuwanym przez nas nakazem tworzenia.

Nasze działania i postulaty:

1. Drzewa — drzewa w miastach, w Warszawie szczególnie, winny być otoczone opieką, a co najmniej być w zasięgu działania konkretnej miejskiej instytucji. Tymczasem nie zajmuje się nimi nikt oprócz zakładu oczyszczania (!), nie ma mowy o sadzeniu nowych w miejsce uschniętych, od wielu lat mimo obietnic nie umieszcza się krat chroniących korzenie, ziemia udeptana jest na cement. Sami nawozimy je na wiosnę w obrębie tych części miasta, gdzie jesteśmy czynni. Domagaliśmy się wielokrotnie ponumerowania drzew i konkretnych wysiłków na ich rzecz. Gotowi byliśmy partycypować w kosztach. Mimo obietnic miejskich instancji zajęcia się sprawą — skutek u władz miejskich zerowy, w związku z tym robimy to sami.

2. Flagi — sugerowaliśmy wojewodom kolejnych kadencji umieszczenie flagi polskiej i/lub z orłem białym na zamkach bądź ich ruinach jako symbol państwowości, oczywisty w całym cywilizowanym świecie. Gotowi jesteśmy wziąć na siebie koszt umieszczenia flag. Negatywne i niechętne odpowiedzi zawierały rozmaite wymówki — flaga się będzie brudzić, będzie postrzegana jako dowód szowinizmu (!), mógłby ktoś (?) poczuć się urażony, mógłby ktoś ukraść, mogłoby to stanowić wykroczenie (?!) oraz masa innych absurdów. Zrozumienie intencji oraz rezultat u władzy państwowej żaden. Pozytywny oddźwięk u kustoszy zamków, instalujemy maszty i flagi sami.

3. Język polski — mimo uchwalenia ustawy, której byliśmy współautorami, brak jest jakichkolwiek przepisów wykonawczych zawierających sankcje za lekceważenie jej postanowień. Są one przez nas dawno opracowane i czekają. Tymczasem język polski kaleczony jest nadal nawet w sejmie (np: "ustawa o zmianie ustawy", ul. Aleje Jerozolimskie, ul. Rynek i tym podobne absurdy). Brak jest także instytucji mogącej np. drogą konkursów kreować i wdrażać nowe słowa polskie. Rezultat odpowiada postępującemu analfabetyzmowi oraz świadomości narodowej, która jak wiadomo jest szczątkowa.

4. KL Auschwitz — redukcja ilości ofiar z 4 mln do „ok. 1 miliona" i poniżej została zlecona przez Mazowieckiego ówczesnym ministerstwom kultury i edukacji na wyraźne życzenie Kohla po ich spotkaniu we Frankfurcie nad Odrą 1990. Błyskawiczna wymiana tablic pomnika oraz podręczników do nauki historii. Protesty byłych więźniów i autorów historycznych prac źródłowych pozostają bez echa, listy bez odpowiedzi. Wielu „działaczy" i „historyków" otrzymuje stypendia z Niemiec. Historia uczy jak ją fałszować. Sprawa boi się światła dziennego. Dynamit. Reedukacja polityków zaczyna dawać pierwsze rezultaty.

5. Łużyczanie — pomoc w opracowaniu słownika kilkusettysięcznego słowiańskiego narodu, siedzącego cicho jak mysz pod miotłą, żyjącego po zachodniej stronie Odry, o którym w Polsce mało kto słyszał, a nad którym opieka duchowa jest obowiązkiem. Ich język jest echem polskiego. Prace w toku.

6. Masło — batalia z fałszerzami mieszającymi oleje do masła oraz redukującymi wagę kostki z 250 do 200 g. Walka z promującymi oszustwo opakowaniami, symulującymi większą zawartość niż w istocie, karalne w cywilizowanym świecie. Kompletna niemoc bądź fasadowość organizacji ochrony rynku i konsumenta oraz prokuratury. Skutek odzwierciedla ogólne bezprawie.

7. Odszkodowania — prowadzona z naszej inicjatywy walka amerykańskich adwokatów o odszkodowania dla robotników przymusowych i więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych została rozszerzona na Polaków i pozostałych Słowian. (Pierwotnie była mowa jedynie o Żydach). Początkowa niechęć i brak poparcia ze strony polskich władz państwowych, obawiających się o stosunki z Niemcami. Triumf w Berlinie i Wiedniu, obecnie groźba powtórzenia się defraudacji ze strony pośredniczących organizacji. Generalnie sukces. W przygotowaniu skargi przeciwko koncernom zagranicznych, które nabyły od rządu polskiego wywłaszczone nieruchomości bądź zakłady przemysłowe.

8. Polonia rosyjska — próby usystematyzowania wiedzy o liczebności Polaków w Rosji i sposobach skutecznego dla nich wsparcia. Rządowa niechęć wobec prób repatriacji chętnych, stanowiących obecnie alibi i przyczółek dla działalności Watykanu. Ignorowanie rzeczywistych, wielokrotnie sygnalizowanych potrzeb: polska prasa i książki, nauczyciele polskiego, regularna łączność, komputery, pomoc w organizowaniu podróży do Polski chociażby dla dzieci (ew. autokarami), lekarstwa na gruźlicę, wszawicę, witaminy itp. Blokada danych na ten temat, jedyna pomoc z polskiej rządowej strony — misjonarze, różańce, książki do nabożeństwa. Mimo chęci pomocy ze strony ministerstwa zdrowia skutek znikomy w stosunku do potrzeb.

9. Prawo karne — próba sformułowania koniecznych zmian w systemie więziennictwa, prawa i procedury jak też praktyce sądowej i prokuratorskiej. Dziki opór urzędników wobec prób zmian gangstersko sformułowanych druczków pochodzących z czasów "PRL", obliczonych na zaszczucie obywatela, niedopuszczalnych w demokratycznym państwie. Sposoby na wyeliminowanie przewlekania spraw przez adwokatów. Obecne próby działania nowego ministra w tymże kierunku, masa do zrobienia, zastraszający brak prawników i żałośnie niski poziom ich wiedzy, o etyce nie wspominając.

10. Wisła — analiza konkretnych trucicieli rzek na przykładzie Wisły z imiennym wykazaniem zakładów przemysłowych bądź aglomeracji, składu ścieków, ich toksyczności oraz nazwisk i zdjęć osób za to odpowiedzialnych. Brak sankcji wobec winnych. Sposoby poprawy doraźne i docelowe. Sposób na likwidację przebitych szamb na wsiach. Rezultat niewielki, zważywszy brak zrozumienia dla pojęcia czystości i higieny w szerokich warstwach społeczeństwa.

11. Zwierzęta — działania na rzecz wdrożenia konkretnych przepisów i postępowań uniemożliwiających okrucieństwo wobec zwierząt. Potworne warunki trzymania zwłaszcza krów, transporty niepojonych zwierząt — bydła i koni, kłusownictwo. Mści się brak kultury, niewydolność służb, dziadowskie przepisy i brak konsekwencji w ich stosowaniu. Patrz prawo karne.

12. Mundury — wykonanie wzorcowych mundurów, zaczynając od jakościowych, a zarazem praktycznych i trwałych tkanin, a kończąc na dystynkcjach dla wszystkich służb mundurowych. Z reguły brak zainteresowania w odnośnych kwatermistrzostwach, uwarunkowany brakiem potrzeb kulturowych oraz doraźnie scementowanymi układami prowizyjnymi na osi zamawiający-wykonawca. To samo w przypadkach przedstawiania nowoczesnego sprzętu. Pomysły usprawnień sektora publicznego toną w oceanie korupcji i głupoty.
]
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,409 ... kiej.wiary
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 14 maja 2014, 21:41

Topienie Marzanny.

Pomimo iż wielu ma zastrzeżenia do informacji pochodzących z Wikipedii, to jednak pozwalam sobie na zamieszczanie co niektórych artykułów o Słowianach i wszystkim, co z nimi związane, gdyż w artykułach tych znajdujemy masę odnośników do innych stron i opracowań, których w innym przypadku długo by szukać po bezkresach netu. A przy okazji mamy te informacje u siebie na wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy jednak usunąć je z Wiki, bo choć wiele z nich może tchnąć duchem "chrześcijańskim", to jednak jest też wiele ciekawych informacji i spostrzeżeń nie do końca zgodnych z ideą "chrześcijańskiego" usuwania śladów po Słowianach. ;)

WIKI pisze:Marzanna

Obrazek

Marzan(n)a, Mora, Morana, Morena, Marena, Śmiertka, Śmierć, Śmiercichasłowiańska bogini symbolizująca zimę i śmierć, przez część badaczy uważana za demona.

Imię bogini wywodzone jest z praindoeuropejskiego rdzenia *mar-, *mor-, oznaczającego śmierć. Słowacka forma teonimu Ma(r)muriena sugeruje ewentualne związki z Marsem (Marmorem, Mamersem, Mamuriusem Veturiusem)[1].

Śmierć Marzanny wraz z końcem zimy przeciwstawia ją symbolizującemu wiosnę Jaryle, który rodził się wraz z nadejściem wiosny[2].

Marzanna, jako odpowiednik Cerery, została wraz z Dziewanną wspomniana przez Jana Długosza jako bogini polska.


Obrazek

Topienie Marzanny

Marzanna to również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono bądź topiono w czasie wiosennego Jarego Święta, aby przywołać wiosnę. Zwyczaj ten, zakorzeniony w pogańskich obrzędach ofiarnych, miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Zgodnie z opisanymi przez Jamesa Frazera zasadami magii sympatycznej wierzono, że zabicie postaci przedstawiającej boginię śmierci spowoduje jednocześnie usunięcie efektów przez nią wywołanych (zimy) i nadejście wiosny.

Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i koralami. Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak, z marzanną i zielonymi gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po drodze podtapiano marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Wieczorem kukłę przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek jałowca wyprowadzano marzannę ze wsi, podpalano i wrzucano do wody. Z topieniem Marzanny, również obecnie, związane są różne przesądy: nie wolno dotknąć pływającej w wodzie kukły, bo grozi to uschnięciem ręki, obejrzenie się za siebie w drodze powrotnej może spowodować chorobę, a potknięcie i upadek – śmierć w ciągu najbliższego roku.

Chrześcijaństwo próbowało zakazać tego starosłowiańskiego zwyczaju. W 1420 roku Synod Poznański nakazywał duchowieństwu: Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią. Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII i XVIII wieku próbowano tradycję topienia marzanny zastąpić (w środę przed Wielkanocą) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem. Obecnie w Polsce obrzęd łączony jest z nastaniem kalendarzowej wiosny 21 marca lub z przypadającym na ten właśnie okres Jarym Świętem.
...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Marzanna
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » piątek 16 maja 2014, 21:50

Troszkę odejdę od szperania po "wiki", bo w innym temacie >> @blu napisał min.:

blu pisze:...
Więc z utratą duszy są to takie same bajki, jak o panu Twardowskim.
...


Więc jak to jest z tym "imć Twardowskim"?
Poczytajmy:

Mistrz Twardowski jako mag i alchemik

Mistrz Jan Twardowski jako mag i alchemik na jednej z najnowszych ilustracji autorstwa Jacka Kuziemskiego. Warto przy tej okazji przybliżyć szereg cech Mistrza Twardowskiego nieodnoszących się do jego sylwetki historycznej (czy raczej pseudo-historycznej), a tych legendarnych, będących nośnikiem wierzeń znacznie starszych.

Obrazek

Mimo, że Jan Twardowski pozostaje jedną z najpopularniejszych postaci mitologii staropolskiej to nie zawsze znane są badania jakie poczyniono w tym zakresie nie tylko w ostatnich latach ale i dekadach. Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim możliwe powiązanie nazwiska "Twardowski" z prasłowiańskim "twrd" - "twъrdъ/twardy", stanowiącym między innymi bezpośrednie określenie firmamentu niebieskiego (który jak wierzono zbudowany był ze skały). Pojęcie to wiązano w wierzeniach indoeuropejskich w pierwszym rzędzie z pierwiastkiem męskim skąd częste kojarzenie boga nieba właśnie ze skałą i kamieniem.

Z powyższymi znaczeniami, oprócz zamieszkania na Księżycu, ściśle współgrają legendarne umiejętności Mistrza Twardowskiego czyli magia i alchemia. Są one, jak zauważa jeden z najwybitniejszych religioznawców Mircea Eliade bezpośrednio związane z dawniejszym wyobrażeniem boskiego kowala, np. greckiego Hefajstosa czy staroruskiego Swaroga (podobnie jak kulawość czy w dalszej transformacji symbolizujące ją zwierzęce nogi). Dodajmy, że w Polsce obok Jana Twardowskiego z postacią boskiego kowala wiązani są także legendarny król Krak oraz tajemnicze bóstwo o imieniu Kuj bądź Kij wzmiankowane w 1405 roku przez Łukasza z Wielkiego Koźmina. Co ciekawe, centralne postacie polskich/ludowych pieśni obrzędowych to często właśnie kowale lub kowalczykowie (czyli synowie/pomocnicy kowala).

Więcej:

http://rwpwb.blogspot.com/2014/01/mistrz-twardowski.html

Kowale i Alchemicy (kilka przemyśleń po lekturze książki Mircea Eliade)

http://forum.weneda.net/viewtopic.php?f=9&t=72

Bibliografia notki:

- J. Zinkow, Krakowskie podania, legendy i zwyczaje. Kraków 2007.
- J. Zielina, Wierzenia Prasłowian, Kraków 2011.
- R. Tomicki, Słowiański mit kosmogoniczny, Etnografia Polska, t. XX, z. 1, 1976.
http://www.bogowiepolscy.net/aktualnosc ... hemik.html
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 18 maja 2014, 17:19

O Twardowskim coś jeszcze:

Obrazek

Jacek Brzozo Kuziemski pisze:Specjal: Mistrz Twardowski

Obrazek

Pan Twardowski jest prawdopodobnie postacią autentyczną. Był jednym z nadwornych czarnoksiężników króla Zygmunta Augusta. Niektórzy badacze kojarzą jego osobę z Laurentiusem Dhurem, z łaciny Durentius, co oznacza "twardy". Laurentius pochodził z Norymbergi, studiował w Wittenberdze, dawniejszym europejskim centrum sztuk magicznych. Astrologia, nekromancja, alchemia - ogólnie magia były takimi samymi dziedzinami nauki co matematyka, czy łacina. Sama Akademia Krakowska w XVI wieku nie odstawała wiele pod tym względem od Akademii w Wittenberdze. Ów Mistrz Twardowski miał na zlecenie pogrążonego w żałobie Króla Zygmunta przywołać ducha jego zmarłej żony - Barbary Radziwiłłówny. Zrobił to za sprawą zwierciadeł, które do dziś przetrwały. Jedno z nich, pęknięte na trzy części, można oglądać w Węgrowie. Ponadto nie zostaje wiele więcej historycznych informacji na temat tej postaci. Zawsze można posiłkować się legendami.


W nich Twardowski przedstawiany jest już jako polski szlachcic, sprytny i mądry czarnoksiężnik. Mistrz Twardowski pożądał życia wiecznego i magicznej potęgi, w zamian za którą zaprzedał duszę diabłu (podobnie jak Faust). Przezorny alchemik jednak zagrał mocom piekielnym na nosie i drobnym druczkiem na cyrografie zastrzegł sobie, że diabeł może jego duszę odebrać dopiero w Rzymie, do którego oczywiście szlachcic się wybierać nie zamierzał. Od tego momentu zaczynają się przygody Mistrza. Rozkazuje diabłom zebrać całe srebro z kraju w miejscu wyznaczonym przez Mistrza, a następnie je zasypać. Było to pod Olkuszem, który niegdyś słynął z wydobycia tego kruszcu. Na życzenie króla Zygmunta nakazuje mocom piekielnym wykopać w jedną noc w Knyszynie jezioro. Innym razem przekonuje diabła, by ustawił na sztorc podłużny głaz, węższą stroną do dołu przez co powstała Maczuga Herkulesa.

Twardowski odkrywa w końcu sposób na odmłodzenie - każe swemu uczniowi porąbać się na kawałki, wysmarować resztki przygotowaną maścią i trzy lata, siedem miesięcy, siedem dni i siedem godzin miały leżeć w ziemi. Gdy przychodzi czas, uczeń zapala siedem świec z trupiego tłuszczu i odkopuje zwłoki swego Mistrza. W trumnie, zamiast poszatkowanego mięsa odnajduje niemowlę, które w ciągu nocy rośnie jak w rok, a w siedem miesięcy w młodzieńca. Aby tajemna sztuka nie wyszła na jaw mag zamienia swego ucznia w pająka, który mu zawsze towarzyszy. To nie jedyna magiczna kompania Twardowskiego. Drugą jest ogromny kogut, szybki i wierny wierzchowiec, na którym staropolski mag podróżuje po świecie.

Właśnie na nim bohater wjeżdża do Bydgoszczy, w której leczy zwierzęta, uzdrawia i pomaga ludziom. Odmładza też tamtejszego burmistrza, który będąc sędziwym człowiekiem miał młodą małżonkę i bał się, że zdrady z powodu jego wieku. Podczas nowiu wyjmuje burmistrzowską duszę, pekluje ją w słoju i naciera maściami jego ciało, któremu ubywa lat. Po zabiegu wlewa duszę przez usta i odbiera od młodego burmistrza zapłatę. Twardowski również ma żonę, garncarkę z Krakowa, której płata figle, niszcząc dla własnej uciechy jej dzieła. Dobry żart tymfa wart.

Ostatecznie trafia kosa na kamień. Nekromanta na przechadzkę do lasu nie zabiera w swej ignorancji czarnoksięskich artefaktów i tam spotyka diabła, który słysząc kolejny raz odmowę rozliczenia się z kontraktu, ze złości wyrywa sosnę i bije nią bezbronnego maga, łamiąc mu nogę. Kulawy Twardowski dociera do najbliższej gospody, nie zauważając iż zwie ona się Rzym. Gdy przekracza progi karczmy zlatują się z całej okolicy kruki i wrony. Diabeł może nareszcie ukończyć kontrakt. Porywa bezradnego Mistrza. Jak trwoga to do boga. Lecąc wysoko ponad krainą czarodziej zaczyna śpiewać maryjne pieśni. Moce piekielne w popłochu uciekają, zostawiając Twardowskiego na księżycu. Lepsze to niż piekielne czeluści. Tu czarnoksiężnik za karę czeka na kres rzeczywistości, wysyłając swego pajęczego przyjaciela na Ziemię, by przynosił mu aktualne wieści. Można by rzec, taki staropolski patron polaków na obczyźnie (fakt nie bez znaczenia, najbardziej zajmowano się jego postacią w XIX wieku, czasach zaborów i politycznych wygnań).

.
Autor: Jacek Brzozo Kuziemski o 19:32
Etykiety: Specjale, Szlachta
http://rwpwb.blogspot.com/2014/01/mistr ... owski.html

Maciek Kur (Pan Miluś) pisze:Kowale i Alchemicy (kilka przemyśleń po lekturze książki Mircea Eliade)

Najwyraźniej ignorant ze mnie, choć z drugiej strony z tego co widzę tą samą ignorancją grzeszy większość społeczeństwa. To ciekawe jednak pierwszym skojarzeniem z kowalem, czy na dobrą sprawę jakimkolwiek rzemieślnikiem jest człowiek, co prawda masywny, jednak za razem prosty. Bez wykształcenia, bez obycia – ot przysłowiowy „brudny robol”. „Wysoki jak brzoza lecz głupi jak koza”. Naturalnie taki wizerunek nie jest niczym dziwnym. Zawdzięczamy go kulturze masowej, gdzie brudny fartuch i wizerunek prymitywnego osiłka z młotem na ramieniu, niczym maczugą, stały się głównymi rozpoznawalnymi atrybutami tego zawodu, który dla wielu ogranicza się tylko do wyrabiania podków i kucia koni. Nawet ukazanie starożytnych bogów jak Hefajstos czy Wulkan zostały we współczesnych wyobrażeniach (filmy, książki, komiksy etc.) ograniczone do obrazu usmolonego brodacza, robiącego za pachołka reszty boskiego zastępu. Wielka szkoda, gdyż taka oto dzisiejsza mentalność zaciera nam obraz czegoś o wiele bardziej szlachetnego, o czym Mircae Eliade przypomina nam w swoim dziele „Kowale i Alchemicy”.

Mircea Eliade (1907-1986) był rumuńskim religioznawcą, filozofem kultury, dyplomatą i indologiem, która już za życia zasłynął w środowiskach naukowych jako wielki myśliciel i chodząca legenda. Pośród wielu rzeczy, zajmował się badaniem archetypów religijnych (choć słowa „archetyp” używał w kompletnie innym kontekście niż robił to np. Jung), a także porównywaniem fundamentów różnych wyznań, doszukując się historycznych przyczyn genezy sakralnych symboli, rytuałów czy mitów. Twórca wielu pojęć, tez i koncepcji, zasłynął wieloma, dziełami publikacjami, między innymi : „Nieśmiertelność i wolność”, „Salazar a rewolucja portugalska”, „Szamanizm”, „Religia, literatura, komunizm. Dziennik emigranta”, „Historia wierzeń i idei religijnych” i wiele innych. „Kowale i Alchemicy” (wydany po raz pierwszy w 1956 roku w Paryżu) jest dziełem, w którym Eliade skupia się głównie na próbie zrozumienia więzi duchowej łączącej ludzi z otaczającą ich materią, zaczynając od znaczeń religijnych i mitów związanych z fachem kowala, górnika i hutnika, a z czasem przechodząc na pokrewny (wbrew pozorom) zawód alchemika, skupiając się głównie na alchemii chińskiej i hinduskiej.

Wbrew pozorom nie trzeba szukać daleko by spostrzec powiązania między tymi dwoma kunsztami. Obie te pasje – kowalstwo i alchemia – dotyczą ludzkiego pragnienia jakim jest przybliżające nas do Boga, osiągnięcie transmutacji, dowolne manipulowanie otaczającymi nas materiami i zmienianie ich według własnego uznania. Słowem : Branie czegoś, co Stwórca już stworzył i przemienianie go w coś co jest kompletnie nowe i „nasze”. O ile jednak alchemicy spędzali całe życie bezskutecznie poszukując kamienia filozoficznego, którym miał im umożliwić przemiany metali zwykłych w złoto, tak kowale od początku istnienia swojego fachu dysponowali zdolnościami pozwalającymi im przetapiać jeden przedmiot w kompletnie inny. Dodatkowo czyniło ich to Panami nieugiętego żywiołu jakim jest ogień. Na pozór nic magicznego i nic nadprzyrodzonego, a zarazem coś mająca w sobie wiele piękna, poezji i artyzmu.


Oto jeszcze niedawno będąca częścią przyrody, ruda metalu jest na naszej łasce! Z twardego i nieugiętego staje się miękkim i bezbronnym, będąc dowolnie manipulowanym i przekształcanymi tylko i wyłącznie przez naszą wolę! Kawał metalu może stać się mieczem, ale jak zapragniemy możemy ten miecz uczynić zbroją, a przy odrobinie dodatku w postaci srebra przemienić tą zbroję w stos monet. Moje wcześniejsze porównywanie tej umiejętności do prawie-boskiej nie jest tu ani trochę przesadzone. Im większa jest satysfakcja i aspiracje twórcze tym większa robi się mocniejsza więź artysty z materiałem, a co za tym idzie szybko tworzy się i więź spirytystyczna. Naturalnie w takim obrocie spraw, ludzie podejmujący się fachu kowala nie mogli być po prostu zwykłymi prostaczkami. Przeciwnie! Zawód, który obejmowali wiązał się z czymś co prowadził do uduchowienia i przeżyć jak najbardziej religijnych, a materia nad którą pracowali była dla nich świętym i wiecznie żywym źródłem życia obdarzana jak największym szacunkiem. Często przypisywali jej pochodzenie boskie, a w niektórych wierzeniach była nawet częścią boskiego ciała.



W przypadku alchemików nie trzeba by było dziś nikomu tego tłumaczyć. Ich wizerunek w ówczesnej mentalności zachował się jako obraz owianych tajemnicą mistyków, siedzących gdzieś w cieniu, poza resztą społeczeństwa zajmujących się sekretami nie danymi przeciętnemu śmiertelnikowi, a i od razu na myśl przywodzą się takie postacie jak Faust czy Mistrz Twardowski, wiążące na dzień dobry alchemików z układami z czarnymi mocami i nekromancją. Śmiało można zatem stwierdzić, że więcej mieli oni wspólnego z osobami duchowymi niż ówczesnymi naukowcami. Obraz kowali w starożytnych kulturach nie odbiegał od tego daleko. Też mieli swoje sekrety, tajemne obrządki i rytuały inicjacyjne, a rola jaką ich fach odgrywał w społeczeństwie była niezwykle istotna, ceniona i uznawana.


Nie bez powodu w większości wierzeń i mitologii występowali „boscy kowale” którzy przyczyniali się do tworzenia nadprzyrodzonych atrybutów, którymi dysponowali bogowie i herosi. Nawet gromy którymi miotał potężny Zeus nie były czymś, co tworzył sobie samoistnie, a był to wynik pracy boskiego kowala Hefajstosa. A i w mitologii Fińskiej pojawia się kowal Seppo Imarinem, syn bogini Ilmatar, nie tylko odpowiedzialny za wykucie sklepienia niebieskiego ale między innymi twórca cudownego młynka produkującego nieskończone źródła dóbr (w tym żyto i złoto), będącym głównym wątkiem epiki Fińskiej „Kalevala”. Nawet w naszych rodzimych wierzeniach słowiańskich (którym prawdę powiedziawszy Eliade nie poświęca specjalnie wiele czasu) przewijali się boscy kowale pośród panteonu boskiego. Już starożytni rozumieli zatem, że nic nie tworzy się samoistnie, a przeciwnie musiało powstać z jakiejś wcześniejszej materii, nawet jeśli mówimy o tworze boskim. Zabrzmi to może jak lekkie ironizowanie ale najwyraźniej każdy posiadający nazwisko „Kowalski” powinien być bardzo dumny z dumnego dziedzictwa, które się z tym wiąże. Miło też słyszeć wieści, że kowalstwo powoli odradza się tu i ówdzie, jako forma sztuki.

W przeciwieństwie do kowali jednak, alchemicy nie zadowalali się dostępną im materią. Przeciwnie, poszukiwali nieznanej, której jeszcze nikomu nie przyszło poznać, bądź tej „pierwotnej” (materia prima), którą wpierw tknęły się siły boskie by stworzyć to co jest znane człowiekowi. Nie ma w tym jednak nic niezwykłego – jak wszyscy ludzie dążyli w ten sposób do samodoskonalenia siebie i świata wokół. Niby mistyczne, a zarazem niezwykle ludzkie, a dzięki temu łatwe dla nas do pojęcia jeśli o intencje chodzi. Nagle nie wydają się tacy tajemni i niedostępni...



„Kowale i Alchemicy” Eliade, jest dziełem niezwykle wciągającym, zwracającym uwagę na tonę rzeczy, która choć często pozornie oczywista tak naprawdę umyka człowiekowi zagłębiającemu się w realia historyczne, w tym przypadku patrzącemu na rzemiosła swoich przodków. Jeśli mógłbym coś wytknąć, to autor chwilami zbyt bardzo przytłaczającymi czytelnika lawinami odwołań i nawiązań do dzieł innych niezliczonych myślicieli i badaczy religii, jednak czyni to całą rozprawkę o wiele bardziej rzetelną i wiarygodną...

To tyle!!!
~Pozdrawiam
Maciek Kur (Pan Miluś)
http://panmilus.blogspot.com/2012/02/ko ... en-po.html
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 31 maja 2014, 14:01

Posty o Dziewannie przeniosłem do tematu: Słowiański panteon i demonologia >>
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 31 maja 2014, 17:44

Obrazek
Jedno z luster, które można oglądać w muzeum w Węgrowie, a za pomocą których mistrz Twardowski (Pan Twardowski) wywołał ducha żony króla Zygmunta czyli Barbary Radziwiłówny.
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 01 cze 2014, 19:53

Jan Kochanowski pisze:Jan Kochanowski

Pieśń świętojańska o
Sobótce


Gdy słońce Raka zagrzewa[3],

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie[4],

Zapalono w Czarnym Lesie.


Tam goście, tam i domowi

Sypali sie ku ogniowi;

Bąki[5] zaraz troje grały,

A sady sie sprzeciwiały[6].


Siedli wszyscy na murawie,

Potym wstało sześć par prawie[7]

Dziewek jednako ubranych

I belicą[8] przepasanych.


Wszytki śpiewać nauczone,

W tańcu także niezganione[9];

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały.



Panna I


Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono[10];

Czemu sobie rąk nie damy,

A społem nie zaśpiewamy?


Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody.

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.


Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy Sobótka palana.


Dzieci, rady mej słuchajcie,

Ojcowski rząd[11] zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przedtym wszędzie.


Święta przedtym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.


Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem[12];

Więc też tylko zarabiamy[13],

Ale przedsię nic nie mamy.


Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą[14];

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje[15].


Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.


Na Tego my wszytko włóżmy,

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć sie i dobre lata,

Jeszczeć nie tu[16] koniec świata.


A teraz ten wieczór sławny[17]

Święćmy jako zwyczaj dawny:

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania.



Panna II


To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

Jest tu która bez tej wady?


Wszytki mi sie uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.


Skokiem taniec nasnadniejszy[18],

A tym jeszcze pochopniejszy[19],

Kiedy w bęben przybijają:

Samy nogi prawie[20] drgają.


Teraz masz czas, umiesz li co,

Mój nadobny bębennico:

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło[21].


Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła;

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy[22].


Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa[23] najdziesz i w tym rzędzie,

Coć za wszytki płatna będzie[24].


Ja sie nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż sie sam spodzieje.


Ale gdzie dobra myśl płuży[25],

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata[26].


Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając[27] mi wesoło!

A ty sie czuj[28], czyja kolej,

Nie masz li mię wydać[29] wolej.



Panna III


Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.


Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia[30];

Inszy wszelaki źwierz niemy

Nie śmieje sie, jako chcemy.


Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskiemi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.


Śmiejmy sie! Czy nie masz czemu?

Śmiejmy sie przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego[31],

Chcę po was śmiechu śmiesznego.


Wystąp ty, coś ciągnął kota[32],

A puść sie na chwilę płota[33].

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal[34] do wody.


Ciągnie go drugi na suszy[35],

Tobie trzeba aż po uszy.

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił[36],

Żeś tak srogie źwierzę draźnił?


Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

Ledwe drugi będzie żywy.


Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę.

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada[37].


Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy[38] bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa[39].


A to jako w nim szacować,

Że umie i praktykować[40]?

A to tak wieszcza[41] bestyja,

Że sie zawżdy na deszcz myja[42].


Więc[43] łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty;

K temu rzadko usnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.


Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu[44];

A może być i w tym stadzie[45],

Co już myśli o zakładzie[46].



Panna IV


Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.


Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.


Żadna chwila ta nie była,

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi[47],

Spię, a myślę, by na jawi.


Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co[48] sobie

Ani wzgardzisz chucią[49] moją,

Ale mi ją oddasz swoją.


Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę:

Wszytki tu wzrok ostry mają

I co piękne, dobrze znają.


Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com sie ja utroskała.


O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę,

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy[50]!


Panna V


Zwierzęć sie, gromado moja,

Nie mam przed Szymkiem pokoja:

Za trzewik mi zastępuje[51],

A powiada, że miłuje.


Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka[52] widzisz.


Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę[53], nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.


I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić sie już moja[54] śmieje.


I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.


Ze mną sobie rzecz najdujesz[55],

Drugiej nogę przystępujesz[56];

Odpuść mi, silnyś[57] przechyra[58],

A ja z takim nie mam mira[59].


Nie sprawujże sie przez miarę[60],

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz[61].



Panna VI


Gorące dni nastawają,

Suche role sie padają[62];

Polny świercz, co głosu zstaje,

Gwałtownemu słońcu łaje.


Już mdłe[63] bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.


Żyto sie w polu dostawa[64]

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo,

Miej sie do sierpa co żywo[65]!


Sierpa trzeba oziminie,

Kosa sie zejdzie[66] jarzynie[67];

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy.


Gospodarzu nasz wybrany[68],

Ty masz mieć więniec kłosiany,

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie[69].


A kiedy z pola zbierzemy,

Tam[70] dopiero odpoczniemy,

Dołożywszy z wierzchem broga[71];

Już więc, dzieci, jedno Boga[72]!


W ten czas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie[73];

A jesli ty rad odkładasz[74],

Mnie do siebie drogę zadasz[75].



Panna VII


Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole[76];

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.


Ja też, bym nabarziej chciała,

Trudno bym sie zdobyć miała

Na lepszą myśl[77], bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.


Wolałabym też tym czasem[78]

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa[79].


Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię[80], gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

Mając charty pogotowi[81].


A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić sie swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę[82],

Niech za tobą smycz psów[83] wodzę.


Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą[84] mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę[85]

Przy tobie ja wytrwać mogę.


Albo, mój myśliwcze, tedy

Pokwap sie do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować[86] wszędzie!



Panna VIII


Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

I łąka nieprzepasiona[87],

Kosą nigdy nie sieczona.


Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

I tym czasem kwiatki rwała.


Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce[88] obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.


Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec;

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.


Dałam wczora taki drugi,

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię zaraz pobrać[89] dano,

Czego mi czynić nie miano.


Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona.



Panna IX[90]


Ja śpiewam, a żal zakryty

Mnoży[91] we mnie płacz obfity.

Śpiewa więzień okowany,

Tając na czas[92] wnętrznej rany.


Śpiewa żeglarz, w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi śpiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.


Śpiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może.


Nadobnać to dziewka była,

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło[93],

Bo każdemu piękne miło.


Zły a niewierny pohańcze[94],

Zbójca własny, nie posłańcze;

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.


Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

I smutnej siestrze posłała.


Nie wymyślaj przyczyn sobie[95],

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.


«Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmię cię, czegoś godzien»;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina[96].


Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy[97].


A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet[98] przyniesiono;

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.


A żona powstawszy z ławy:

«Coć sie zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

Zdrajca mój, synowski grobie!»


Porwie sie mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama sie w jaskółkę wdała[99],

Oknem, łając[100], poleciała.


A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto sie kolwiek w drogę śpieszy.


Chwała Bogu, że te kraje

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy[101]

Zjawiły sie takie dziwy.


Jednak ja mam, co mię boli[102];

A by dziś nie ludziom k woli,

Co śpiewam, płakać bych miała[103],

Acz me pieśni płacz bez mała.



Panna X


Owa[104] u ciebie, mój miły,

Me prośby ważne nie były;

Próznom ja łzy wylewała

I żałosnie narzekała,


Przedsięś ty w swą drogę jechał,

A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał[105]

W ciężkim żalu, w którym muszę

Wiecznie trapić moję duszę.


Bodaj wszytkich mąk skosztował,

Kto naprzód wojsko szykował

I wynalazł swoją głową

Strzelbę srogą piorunową.


Jakie ludzkie głupie sprawy

Szukać śmierci przez bój krwawy;

A ona i tak człowieczy

Upad ma na dobrej pieczy[106].


Przynamniej by mi w potrzebie

Wolno stanąć wedla ciebie,

Przywykłabych i ja zbroi;

Bodaj przepadł, kto sie boi.


Jednak ty tak chciej być śmiałym,

Jakoby[107] sie wrócił całym;

A nie daj umrzeć mnie, smutnej,

W płaczu i w trosce okrutnej.


A wiarę, coś mi ślubował,

Pomni, abyś przy tym chował.

Tę mi przynieś a sam siebie;

Dalej nie chcę nic[108] od ciebie.



Panna XI


Skrzypku, by w tej pięknej rocie[109]

Usłyszeć co o Dorocie,

Weźmi gęśle[110], jakoć miła[111],

A zagraj nie myśląc siła[112].


«Nieprzepłacona[113] Doroto,

Co między pieniędzmi złoto,

Co miesiąc[114] między gwiazdami,

Toś ty jest miedzy dziewkami.


Twoja kosa[115] rozczosana

Jako brzoza przyodziana;

Twarz jako kwiatki mieszane,

Lelijowe i różane.


Nos jako sznur upleciony,

Czoło jak marmór gładzony;

Brwi wyniosłe i czarnawe,

A oczy dwa węgla prawe[116].


Usta twoje koralowe,

A zęby szczere[117] perłowe;

Szyja pełna, okazała,

Piersi jawne[118], ręka biała.


Serce mi zakwitnie prawie

Przy twej przyjemnej rozprawie[119];

A kiedy cię pocałuję,

Trzy dni w gębie[120] cukier czuję.


W tańcuś jak jedna bogini[121],

A co cię skutniejszą[122] czyni:

Nie masz w tobie nic hardości,

Co więc rzadko przy gładkości[123].


Tymeś ludziom wszytkim miła

I mnieś wiecznie zniewoliła;

Przeto cię me głośne stróny[124]

Będą sławić na wsze strony.



Panna XII


Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła[125]?

Kto twe wczasy[126], kto pożytki

Może wspomnieć za raz[127] wszytki?


Człowiek w twej pieczy uczciwie

Bez wszelakiej lichwy żywie;

Pobożne jego staranie

I bezpieczne[128] nabywanie.


Inszy sie ciągną przy dworze

Albo żeglują przez morze

Gdzie człowieka wicher pędzi,

A śmierć bliżej niż na piędzi[129].


Najdziesz, kto w płat języka dawa[130],

A radę na funt[131] przedawa;

Krwią drudzy zysk oblewają,

Gardła na to odważają.


Oracz pługiem zarznie w zięmię;

Stąd i siebie, i swe plemię,

Stąd roczną czeladź[132] i wszytek

Opatruje swój dobytek.


Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

I zagroda jagniąt pełna.


On łąki, on pola kosi,

A do gumna wszytko nosi.

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy.


Tam już pieśni rozmaite,

Tam będą gadki pokryte[133],

Tam trefne plęsy[134] z ukłony,

Tam i cenar, tam i goniony[135].


A gospodarz wziąwszy siatkę,

Idzie mrokiem na usadkę[136]

Albo sidła stawia w lesie;

Jednak zawżdy co przyniesie.


W rzece ma gęste więcierze[137],

Czasem wędą ryby bierze;

A rozliczni ptacy wkoło

Ozywają sie wesoło.


Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz, siedząc w chłodzie,

Gra w piszczałkę proste pieśni;

A faunowie skaczą leśni[138].


Zatym[139] sprzętna[140] gospodyni

O wieczerzej pilność czyni,

Mając doma ten dostatek,

Że sie obejdzie bez jatek[141].


Ona sama bydło liczy,

Kiedy, z pola idąc, ryczy,

Ona i spuszczać[142] pomoże;

Męża wzmaga[143], jako może.


A niedorośli wnukowie,

Chyląc sie ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male[144],

Wstyd i cnotę chować w cale[145].


Dzień tu[146], ale jasne zorze

Zapadłyby znowu w morze,

Niżby mój głos wyrzeki wszytki

Wieśne[147] wczasy i pożytki.




Przypisy


Przypisy
[1]

Pieśń świętojańska o Sobótce — Sobótka to palone w wigilię św. Jana ognisko, któremu towarzyszyły tańce i śpiewy dziewcząt; obrzęd ma tradycję jeszcze pogańską.
[2]

W przypisach gwiazdką oznaczono wyrazy, które są używane do dziś, ale których znaczenie w utworze jest odmienne od znaczenia obecnego.
[3]

słońce Raka zagrzewa — jest w znaku Raka (od 22 czerwca).
[4]

jako czas niesie — jak czas nakazuje.
[5]

bąki — dudy, piszczałki.
[6]

sprzeciwiać — tu: odpowiadać śpiewem, graniem (echem).
[7]

prawie (daw.) — jak należy, w komplecie.
[8]

belica — bylica, ziele, któremu przypisywano moce magiczne.
[9]

niezganiony — nienaganny.
[10]

placu (
) postąpiono — użyczono miejsca.
[11]

ojcowski rząd — tradycyjny porządek.
[12]

dniom (
) nie folgujem — nie mamy względu na dni.
[13]

zarabiać* — tu: pracować na roli.
[14]

każą — niszczą (por. skażenie).
[15]

wstaje — powstaje.
[16]

nie tu — nie teraz.
[17]

sławny — uroczysty.
[18]

nasnadniejszy (starop.) — najłatwiejszy.
[19]

pochopniejszy — tu: bardziej skoczny.
[20]

prawie (daw.) — tu: całkiem.
[21]

czoło — tu: starszyzna (por. naczelnik).
[22]

insze rozumiemy — myślimy co innego.
[23]

owa (starop.) — może.
[24]

Coć za wszytki płatna będzie — która ci wynagrodzi za wszystkie.
[25]

płużyć — panować; sprzyjać.
[26]

swat — tu: zalotnik.
[27]

opiewać — śpiewać.
[28]

sie czuj — uważaj.
[29]

mię wydać — dorównać mi.
[30]

z przyrodzenia — z natury.
[31]

trefny (starop.) — dowcipny (por. trefniś: błazen).
[32]

ciągnąć kota — otrzymać nauczkę (zabawa polegała na tym, że delikwent był przywiązywany do liny, drugi koniec liny ciągnął kot, ale też inicjatorzy zabawy, którzy przeciągali nieszczęśnika przez błoto czy rzekę).
[33]

puść sie (
) płota — nie chowaj się za płotem ze wstydu.
[34]

opodal — daleko (por. dzisiejsze: nieopodal).
[35]

na suszy — na lądzie (czyli nie po wodzie lub błocie).
[36]

zbłaźnił — ośmieszył.
[37]

strach sąsiada — strach przed sąsiadem (kotem).
[38]

foremniejszy — dowcipniejszy.
[39]

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa — zwrot przysłowiowy: gdy ktoś jest niespełna rozumu.
[40]

praktykować — tu: wróżyć.
[41]

wieszczy — wieszczący, przepowiadający przyszłość.
[42]

sie zawżdy na deszcz myja — zob. przysłowie: „Kot się myje, będzie deszcz”.
[43]

więc (starop.) — a dalej, następnie.
[44]

Strzeż (
) wyszczekać — uważaj, żebyś nie wywołał.
[45]

w tym stadzie — w tym zgromadzeniu (odnosi się do ludzi).
[46]

o zakładzie — o nagrodzie lub o wciągnięciu kogoś w zabawę w ciągnięcie kota.
[47]

nie zbawi — nie pozbawi (w domyśle: bo śni mi się, że wiję wianek).
[48]

masz za co (starop.) — nie lekceważysz.
[49]

chuć — tu: miłość, uczucie.
[50]

krzyw mej duszy — winien przede mną.
[51]

Za trzewik mi zastępuje — umizga się do mnie (następuje na nogę w tańcu).
[52]

prostak — człowiek naiwny.
[53]

wierę (starop.) — naprawdę.
[54]

moja — tu: ta panna,o której mówię.
[55]

rzecz najdujesz — prowadzisz rozmowę.
[56]

Drugiej nogę przystępujesz — umizgasz się do innej.
[57]

silny (starop.) — wielki.
[58]

przechyra (daw.) — przechera, człowiek przebiegły, krętacz.
[59]

mir (starop.; tu forma D. lp: mira) — pokój, przymierze.
[60]

Nie sprawujże sie przez miarę — nie usprawiedliwiaj się zbytnio.
[61]

Że mię w nieprawdzie zostawisz — że mnie przedstawisz jako kłamczynię.
[62]

sie padają — pękają.
[63]

mdłe (daw.) — słabe, zmęczone.
[64]

sie (
) dostawa — dojrzewa.
[65]

co żywo (daw.) — wszyscy żywi (por. kto żyw).
[66]

sie zejdzie — nada się.
[67]

jarzyna — jare (siane na wiosnę) zboże.
[68]

wybrany (daw.) — wyborny, najlepszy.
[69]

ostatnie (daw.) — ostatni raz.
[70]

tam — tu: wtedy.
[71]

bróg (tu forma B. lp: broga) — pomieszczenie na zboże składające się z czterech słupów i ruchomego dachu.
[72]

jedno Boga — pozostaje nam już tylko chwalić Boga.
[73]

gumno (daw.) — budynek, w którym składa się zboże przed młóceniem.
[74]

odkładasz — w domyśle: odkładasz wizytę.
[75]

Mnie do siebie drogę zadasz — zmusisz mnie, bym to ja cię odwiedził.
[76]

pole — tu: polowanie.
[77]

lepsza myśl — lepszy humor.
[78]

tym czasem — teraz.
[79]

Pomogę ja i myślistwa — włączę się do polowania.
[80]

trafić — tu: potrafić.
[81]

pogotowi (starop.) — w pogotowiu.
[82]

Ni nacz więcej nie przygodzę (starop.) — na nic więcej się nie przydam.
[83]

smycz psów — para chartów.
[84]

przekażą — przerwą.
[85]

śrzeżoga — szron, mróz.
[86]

naszladować — iść w ślady.
[87]

łąka nieprzepasiona — łąka nie do wypasienia.
[88]

łubka — kawałek kory.
[89]

pobrać — złupić, obedrzeć.
[90]

Panna IX — w tej części opowiedziana została w formie ludowej ballady historia mitologiczna zaczerpnięta z Metamorfoz Owidiusza, ks. VI: Tereus, mąż Prokne, zakochał się w jej siostrze Filomeli, uwiódł ją i uciął jej język, by nikomu tego nie zdradziła. Filomela wyhaftowała swą opowieść na płótnie i w ten sposób poinformowała o niej Prokne, która zemściła się na mężu zabijając ich syna, Itysa i podając jego ugotowane ciało do zjedzenia nieświadomemu niczego Tereusowi. Potem obie siostry uciekły, a gdy dopadł je Tereus, który odkrył, co się stało, one poprosiły bogów o ratunek i zostały zamienione w ptaki: Prokne w słowika, a Filomela w jaskółkę.
[91]

mnożyć — tu: wzbudzać lub powiększać.
[92]

na czas (starop.) — na pewien czas, na chwilę, tymczasowo.
[93]

zawadzić — tu: przynieść szkodę (por. zawada: przeszkoda).
[94]

pohaniec (tu forma W. lp: pohańcze) — poganin, barbarzyńca.
[95]

Nie wymyślaj przyczyn sobie — mowa o przyczynach (pretekstach), dla których Tereus przybył bez Filomeli.
[96]

nieprzejednana (
) wina — niemożliwa do odpokutowania.
[97]

niewiadomy — nieświadomy (ten, który nie wie).
[98]

na wet — na zakończenie posiłku.
[99]

wdać się w coś — tu: zamienić się.
[100]

łajać (daw.) — złorzeczyć.
[101]

jako żywy (starop.) — nigdy; nigdy swoim w życiu.
[102]

ja mam, co mię boli — jest coś, co mnie boli.
[103]

A by dziś nie ludziom k woli,/ Co śpiewam, płakać bych miała — A gdyby nie to, że śpiewam dla ludzi, powinnam płakać, a nie śpiewać.
[104]

owa (starop.) — tak więc; otóż.
[105]

zaniechać — porzucić.
[106]

ona (
) człowieczy / Upad ma na dobrej pieczy — śmierć ma upadek ludzki na względzie.
[107]

jakoby — byś.
[108]

Dalej (
) nic — nic więcej.
[109]

rota (starop.; tu forma Ms. lp: rocie) — koło, gromada.
[110]

gęśle — polski instrument ludowy, rodzaj prymitywnych skrzypiec.
[111]

jakoć miła (starop.) — tak, jak to lubisz.
[112]

siła (starop.) — dużo, wiele.
[113]

nieprzepłacony (starop.) — nieoceniony, bezcenny.
[114]

miesiąc (daw.) — księżyc.
[115]

kosa (daw.) — długie, splecione włosy; warkocz.
[116]

prawy (starop.) — prawdziwy.
[117]

szczery — prawdziwy.
[118]

jawny (jaw.) — wydatny.
[119]

rozprawa (starop.) — rozmowa.
[120]

w gębie (starop.) — w ustach („gęba” nie ma w języku szesnastowiecznym znaczenia pejoratywnego).
[121]

jedna bogini — może: jak Terpsychora (muza poezji lekkiej i tańca).
[122]

skutniejszy — silniej oddziałujący, doskonalszy.
[123]

gładkość (daw.) — piękno, uroda.
[124]

stróny (a. strony; starop.) — struny; przen. poezja.
[125]

twej chwale zdoła — podoła wychwalaniu cię.
[126]

wczasy (starop.) — wygody; wolne chwile.
[127]

za raz (starop.) — równocześnie.
[128]

bezpieczny — tu: pozbawiony trosk.
[129]

piędź — miara długości równa odległości od końca kciuka do końca środkowego palca rozpostartej dłoni.
[130]

w płat (
) dawa (starop.) — sprzedaje.
[131]

funt — jednostka wagi (ok. pół kg).
[132]

roczna czeladź — przyjęci na rok do pracy robotnicy.
[133]

gadki pokryte (starop.) — zagadki.
[134]

trefne plęsy (starop.) — wymyślne tańce.
[135]

cenar, (
) goniony — nazwy tańców.
[136]

usadka (daw.) — zasadzka.
[137]

więcierz (daw.) — sieć.
[138]

fauny — półludzie, półkozły, postacie z mit. gr.. Podobny motyw idylli pasterskiej, z jakim mamy do czynienia tu w w. 41–44, znajduje się też w Ks. 2, Pieśni II.
[139]

za tym (starop.) — potem.
[140]

sprzętna (starop.) — zapobiegliwa.
[141]

jatka (tu forma D. lm: jatek) — tu: stragan.
[142]

spuszczać — doić.
[143]

wzmaga — wspomaga.
[144]

na male (starop.) — na małym.
[145]

chować w cale — zachowywać w całości, nienaruszone.
[146]

tu — teraz.
[147]

wieśne (starop.) — wiejskie.
http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ ... idp2090944
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Kultura/folklor słowiański

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 11 cze 2014, 21:16

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Pieśni na Kupałę - Vajané piesne

Žiarislav a Bytosti - Vajané piesne


Vajano, vajané sviatky - to słowacka nazwa Święta Kresu, Kupaliów, Sobótki, Nocy Święto(ru)jańskiej.


na štyri uhlíki - dosł. na cztery węgielki. Oczywiście chodzi o cztery watry. Te Słowacy rozpalają na Wschodzie, Południu, Zachodzie i Północy od ognia skrzesanego pośrodku (w miejscu przecięcia się linii wyznaczonych przez te watry, czyli w symbolicznym środku Wszechświata).

oheň je veliký - ogień jest wielki.

na slncovom na koni - na Słonecznym na Koniu

vajano už prichodi - Kupała już nadchodzi

už sme vatry zažali - jużeśmy watry zażegli

aby sme slnko vítali - abyśmy słonko witali


Utwór znajduje się pod linkiem:

https://www.youtube.com/watch?v=YmJ9PV3G07w

Ze względu na charakter tekstu - tym razem nie będę go tłumaczyć w całości.


HEJ VAJANA
hej vajana vajana
hej vajana vajana
hej jane vajane
ó jane vajane

VAJANE VAJANE
vajana vajana
na štyri uhlíki
vajana vajana
oheň je veliký


NA SLNCOVOM NA KONI
na slncovom na koni
vajano už prichodi
vaja vaja vajana

už sme vatry zažali
aby sme slnko vítali
vaja vaja vajana
http://przypiecek.blogspot.com/2014/06/ ... .html#more
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Kultura/folklor słowiański

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » czwartek 12 cze 2014, 21:00

Paweł Rogaliński pisze:21-22 czerwca – Noc Kupały – pogańskie walentynki czy coś więcej?

Obrazek

Czy nie lepiej zamiast kupować plastikowe serca w zimny lutowy dzień, obchodzić święto zakochanych nad wodą, przy ognisku, w romantyczną czerwcową noc?

Obrazek

Kto, co i jak?

Joanna Gacparska jest żywym przykładem powrotu dawnej, pogańskiej wiary na tereny Polski. Pełni funkcję kapłanki w Związku Wyznaniowym Słowiańska Wiara. Ugrupowanie, stawiające sobie za cel promocję zapomnianych rodzimych obyczajów, nie tworzy realnej konkurencji dla katolicyzmu, a jedynie uzupełnia go o tradycje naszych pradziadów. Ogólną liczbę wyznawców i sympatyków dawnej wiary w państwie kapłanka szacuje na około 2-3 tysiące osób. Obrzędy, dotychczas niepraktykowane, dziś znów stanowią poważną alternatywę dla zachodnich, skomercjalizowanych świąt. Stąd też Noc Kupały można traktować jako odpowiednik Walentynek, a Dziady jako dużo bardziej sensowny ekwiwalent Halloween.



- Kupała, Kupalinka, Sobótka to prastare słowiańskie święto związane z letnim przesileniem, z najkrótszą nocą w roku. To święto ognia i wody: poprzez te dwa żywioły dokonywano symbolicznego oczyszczenia skacząc przez ognisko i dokonując rytualnej kąpieli – wyjaśnia Joanna Gacparska. – Noc Kupały ma wymiar sakralny, o wiele głębszy niż Walentynki. To także noc podczas której wyjątkowo nie obowiązywały surowe moralne zakazy, a młodzi mogli bezkarnie oddalić się od grupy „w poszukiwaniu kwiatu paproci” – dodaje.

Obrazek

Przed chrztem Mieszka I


Jak wyglądały średniowieczne Walentynki? – Zachowało się sporo pieśni i przyśpiewek kupalnych, które mówią o zbieraniu się dużych grup ludności pod przewodnictwem kapłana w wyznaczonym do świętowania miejscu, najczęściej na wzniesieniu w pobliżu wody – wyjaśnia Gacparska. Od wielu wieków Noc Kupały jest szeroko opisywana w literaturze polskiej:

„Cuda tu będą zaraz się działy,
Wianki popłyną na wodę,
Rwij kwiat paproci, jeśliś zuchwały.
Piękną otrzymasz nagrodę.

Wirują w tańcu, szybciej i więcej,
Żar pali lędźwia i serca,
Łączą się usta, łączą się ręce,
Kolejny róg wznosi żerca”.

- Wierni tworzyli przestrzeń sakralną – święty krąg, w którym odbywał się obrzęd ku czci Słońca i Ognia, Wody i Matki Ziemi Wilgotnej. Składano im ofiary, a potem przez całą noc trwały tańce, śpiewy i zabawy. Należało do nich puszczanie wianków na wodzie oraz poszukiwanie Perunowego Kwiatu, zwanego dziś kwiatem paproci – tłumaczy kapłanka.

Kupalna Reaktywacja?

Jak dziś wygląda Sobótka? Pani Joanna wyjaśnia: „Na wyspie wolińskiej, koło jeziora ustawiamy 5-metrowy stos ognia, wokół zbierają się widzowie, wierni stają w kręgu, a żercy (kapłani) składają ofiary”. Następnie rozpoczyna się obrzęd, a więc czytanie tekstów sakralnych i śpiewanie pieśni. Jak wyjaśnia kapłanka, „później jest biesiada – rytualna kąpiel, skoki przez ogień oraz poszukiwanie kwiatu paproci”. Wszyscy członkowie ubrani są w szczegółowo odtworzone stroje historyczne, co czyni Noc Kupały rarytasem dla oczu gapiów.

Wspomniane poszukiwanie kwiatu paproci jest niezwykle wyrazistym elementem Nocy Kupały. – Paprocie nie rodzą kwiatów, lecz znalezienie go było możliwe w najkrótszą noc w roku podczas Sobótki. Według podań, temu kto go znajdzie miał zapewniać szczęście, mądrość i bogactwo – mówi Joanna Gacparska. Po chwili dodaje: „badacze interpretują go jako liście nasięźrzału, którymi przed Kupałą nacierały się kobiety, aby czarownie pachnieć. Faktycznie jest on jednym z magicznych artefaktów, tęsknotą za magicznym aspektem życia i fetyszem szczęścia”.

Czy to grzech?

Obrazek

Różnice w wierze pogańskiej i katolickiej polegają głównie na czczeniu innych bogów i

Noc Kupały, ZZW Słowiańska WIara, http://www.slowianskawiara.pl, Paweł Rogaliński, blog dziennikarskiodmiennym pojmowaniu grzechu: – W naszej religii nie istnieje typowy dla wiar monoteistycznych dekalog negatywny, który opierałby się na zakazach; istnieje jednak swoiste prawo pozytywne mówiące co powinniśmy czynić, aby przeżywać pełnię swojego człowieczeństwa – uważa Joanna Gacparska. Co więcej, wszyscy „słowiańscy bogowie uosabiają więzi społeczne oraz to, co we wszechświecie jest piękne, silne, aktywne i płodne”.

Mimo, iż pogańska wiara nie moze stanowić dla katolicyzmu prawdziwej konkurencji, w rzeczywistości bardzo dobrze z nią współgra. Przykładów nie brakuje: „wielkanocne malowanie pisanek to pogański zwyczaj zdobienia jajka (symbolu życia) podczas Jarych Godów. Topienie Marzanny to rytualne zabijanie Moreny – zimy, a współczesna choinka to zapożyczenie z podłaźników – gałęzi choiny rozwieszanych pod sufitem na Szczodre Gody. Innym przykładem jest stawianie zniczy na grobach w Święto Zmarłych, które wywodzi się od palenia ogni dla dusz na rozstajach dróg w święto Dziadów”. Skoro obecny katolicyzm w kraju jest hybrydą tych dwóch religii i wywodzi się z ich nałożenia na siebie, czemu nie wybrać rodzimej tradycji Sobótki: jakże barwniejszej i ciekawszej alternatywy dla „zimnych” zachodnich Walentynek?

Krakowskie „Wianki”

Chcąc lub nie, tuż obok Dożynek (pogańskich Plonów), Noc Kupały z coraz większym rozmachem powraca nad Wisłę. Finansowane nie tylko z funduszy wiernych, ale i poszczególnych władz regionów, obrzędy zyskują na sile i prestiżu. Do najbardziej spektakularnych widowisk należy zaliczyć kupalne „Wianki” pod Wawelem. Odbywające się podczas letniego przesilenia Słońca (w nocy z 21-22 czerwca) zabawy pod patronatem

Urzędu Miasta Krakowa, stały się imprezą iście międzynarodową. Prócz pogańskich elementów obrzędu, pod zamkiem odbywają się koncerty gwiazd z kraju (np. Brathanki, Kayah, Maryla Rodowicz) i zagranicy (np. Ali Campbell, Claudie Fritsch-Mentrop).

Jak widać, rodzimowiercy odtwarzają nie tylko wiarę, ale również tradycję naszych ojców. Jak mówi Joanna Gacparska: „przez nas przemawia duch czasu; więzy krwi łączące nas z ludem tych ziem sprzed wielu pokoleń dają nam prawo do chronienia i kontynuowania dorobku kulturalnego i duchowego naszych przodków. Jesteśmy zieloną gałęzią, która wyrosła z pozornie martwego pnia, żarem, ukrytym w sercu ogniska, gotowym by znowu wybuchnąć jasnym płomieniem.”

_____________________________

POLISH ZONE, Czerwiec 2009
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ19.pdf , str. 10-11.
http://www.rogalinski.com.pl/21-22-czer ... os-wiecej/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » poniedziałek 16 cze 2014, 00:30

Marta Staniszewska pisze:Kto i jak będzie świętował Noc Kupały?

Najpierw wzywamy boga ognia Swarożyca. Potem następują modlitwy do Matki Ziemi Mokoszy, wreszcie wzywamy boga wojny i gromów Peruna – opowiada Joanna „Żywia” Gacparska*, kapłanka, prowadząca starosłowiańskie obrzędy.

Obrazek

Newsweek.pl: Wy świętujecie Noc Kupały, chrześcijanie Noc Świętojańską. Kto od kogo ściąga?

Joanna Gacparska:
Chrześcijaństwo zaanektowało Kupałę i nazwało ją Nocą Świętojańską. Elementy, takie jak puszczanie wianków na wodę przez dziewczęta, skakanie przez ogień, czy szukanie kwiatu paproci, zwanego dawniej Kwiatem Perunowym, są ewidentnie zapożyczone z dawnych obrzędów słowiańskich. U Słowian przed przyjęciem chrześcijaństwa to było święto żywiołów ognia i wody, a także słońca, Matki Ziemi, urodzaju i płodności.

Newsweek.pl: Płodności, czyli także współżycia?

Joanna Gacparska:
Jak pisał w swojej relacji z wyprawy do krajów słowiańskich ibn Jakub [podróżnik i kronikarz żydowskiego pochodzenia, handlował z plemionami słowiańskimi - przyp. red.], Słowianie mieli dość restrykcyjne zasady moralne w sferze seksualności, jeśli chodzi o małżeństwa. Wprawdzie seks przedmałżeński był dopuszczalny, obwarowany restrykacjami obyczajowymi. Po zawarciu związku małżonkowie byli zobligowani do zachowania wierności. W szczególności dotyczyło to kobiet. Wentylem psychologicznym dla surowych norm obyczajowych dla panien i kawalerów była właśnie Noc Kupały. Podczas wesołego tańca i pieśni, wspólnego skakania parami przez ogień i późniejszych poszukiwań kwiatu paproci dochodziło do swobodnego kojarzenia się par. Przesąd związany z przynoszeniem dzieci przez bociany brał się być może stąd, że na wiosnę, właśnie 9 miesięcy po Kupale, rodziło się najwięcej dzieci, w tym samym czasie kiedy boćki powracają z ciepłych krajów.

Newsweek.pl: Czy w organizowanych przez Państwa obchodach może wziąć udział każdy?

Joanna Gacparska:
Na Noc Kupały zapraszamy każdego, kto chciałyby zobaczyć, jak wyglądała obrzędowość i wiara naszych przodków, usłyszeć inkantacje do dawnych Bogów, zobaczyć składanie ofiar z miodu pitnego i kołacza w podziękowaniu za słońce i deszcz, także w intencji obfitych plonów jesienią.

Newsweek.pl: A kto będzie składał te ofiary? Kim są współcześni poganie?

Joanna Gacparska:
My sami nie określamy siebie mianem pogan czy neopogan, lecz rodzimowierców lub słowianowierców. Wyznajemy bowiem wiarę dawnych Słowian. Określenie „poganin” miało raczej pejoratywny wydźwięk. Pochodzi od łacińskiego słowa paganus, oznaczającego mieszkańca wsi, który, jako schrystianizowany później niż mieszkańcy miast, często pozostawał dłużej wierny dawnym bogom.

Rozmawiała: Marta Staniszewska
http://spoleczenstwo.newsweek.pl/

Tags: Noc Kupały, Noc Sobótkowa
http://www.slowianskawiara.pl/kto-i-jak ... oc-kupaly/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 22 cze 2014, 17:42

Rafał Święcki: O Bogomilcach-Bogumiłach – Strażnikach Wiary Słowian,Braterstwie Światowego Światła oraz o praktykowaniu Wiary Przyrody

Obrazek Jerzy Przybył – Zimowa Kolęda

O Bogomilcach-Bogumiłach – Strażnikach Wiary Słowian

Bractwem które podtrzymało Słowiańską Wiarę i przez wieki do tej chwili ją praktykują są Bogumili. Aby ochronić się przed prześladowaniem Watykanu, Istambułu, czy Mekki, Bogumili przykryli swoją aktywność symboliką jakoby chrześcijańską.

Obrazek

O Braterstwie Światowego Światła

Wieszczami Braterstwa Światowego Światła byli Beinsa Duno (1864-1944), Mikhaël Aïvanhov (1900-1986). Co roku członkowie spotykają się 19 sierpnia – 21 sierpnia w Riła przy Siedmiu Jeziorach Riły, Bułgaria. 19 sierpnia, 20 i 21 są dniami Bożego Nowy Rok – nowy początek, związany z wschodzącym słońcem ludzkiego ducha.

Obrazek

O Praktykowaniu Wiary Przyrody

Wiedza jest srebrem, ale praktyka z nią związana jest złota

(1) Powitanie Słońca, naszego Ojca.


Pozdrowienie Słońca jest dobre zarówno dla fizycznego i duchowego życia człowieka. Przepływ energii Słonecznej jest najpotężniejszy i orzeźwiający przy wschodzie Słońca. Nie tylko na zewnątrz działa ale też wewnętrznie. Człowiek musi mieć, wewnętrzne usposobienie duszy, która pozwala mu przyjąć to co Słońce daje obficie i wszystkim. Słońce reprezentuje źródło Bożego Życia, które wznosi się nieustannie w duszy ludzkiej.

Każdego dnia, o świcie, musisz chcieć mieć miłość w twoim sercu i prawdę w twoim umyśle. W ten sposób będziesz radosny i wesoły przez cały dzień. W celu ułatwienia i zharmonizowania, co rano przed wschodem Słońca gdy wstajesz, należy umyć stopy, twarz i ręce, skierować się do wschodu, umieścić dłonie na czubku głowy i powiedzieć sobie: „Boże, chcę służyć Ci całym umysłem, z całego serca, z całej duszy i całego ducha mojego”. Potem wypijasz szklankę ciepłej wody i w wyobraźni otaczasz się jakby skorupą jajka z Białego Światła.

Ci, którzy stracili sens życia powinni przywitać Słońce każdego ranka. Wstać zrobić powyższe, wyjść na zewnątrz, stanąć bosymi nogami na ziemi i na wzgórzu jeżeli możliwe i patrzyć cię na wschodzące Słońce pijąc oczami (tęczówkami) Światło przez miesiąc, a zobaczycie, jak poczujecie się lepiej. Wiosną patrzymy na kwiaty i drzewa w rozkwicie. Tęczówki ją ustami do jedzenia Światła które ładuje sploty systemu parasympatycznego.

Obrazek

(2) Zjednanie z Roślinnością

Kiedy wam zabraknie siły czy spokoju, obejmijcie Drzewo i zjednajcie się z jego starym i mocnym duchem. Kiedy poczujecie spokój jaki was ogarnie i wrażenie bezruchu zjednaliście się. Z czasem, Drzewo będzie z wami rozmawiało szelestem liści.

Pamiętając że jesteście Rośliną do-góry-nogami, pielęgnujcie Rośliny, one was nauczą miłości i dedykacji. Rośliny są waszym jadłem, za co im trzeba podziękować, czyli wegetarianizm z produktami mlecznymi dla tych co chcą.

Obrazek

(3) Szanowanie Zwierząt

Zwierzęta są naszymi braćmi więc zabijać ich aby jeść ich trupy nie pomaga ani ciału, duszy ni duchowi. Kiedy wasze ciało będzie czyste od padliny, ptaki siądą na waszej wyciągniętej ręce.

Obrazek

(4) Ziemia jest naszą Matką

Minerały są najprostszą formą życia. Ułóżcie 4 wulkaniczne okrąglaki z potoku w kątach pokoju gdzie śpicie, uderzcie je młotkiem aby zadrgały (zharmonizowały się) a zobaczycie jak dobry będzie wasz odpoczynek. Po tym, ich pozycja nie powinna być zmieniona. Najlepiej spać głową do Północy. Otaczajcie się naturalnymi tkaninami, bo one są przezroczyste dla Sił Natury (Prana, Ki, Chi
). Jak często możliwe, chodźcie bosymi nogami po Ziemi. Podeszwy, inne niż z naturalnych materiałów, są nie wskazane. Izolują nas od Sił Natury.

Obrazek

(5)

Kiedy chcecie obudzić Siłę Światła w sobie, zacznijcie od postu aby oczyścić wasze ciało z Ciemności. Bez tego zbyt dużo oporu będzie w waszym ciele i Siła Światła, w nie wstępując, zniszczy je. Wieszcz Jezus zaczął od 40 dni postu zanim Siła Światła wstąpiła w niego (Olśnienie, Iluminacja, Nirwana
) i stał się Wieszczem władającym Światłem. Każdy to może osiągnąć, tylko musi potem pamiętać że jest odpowiedzialny za swoje słowo-wyobraźnio-twórstwo. Tworząc to czego nie będzie chciał później, dozna cierpienia. Cierpienie jest tworem naszych niekontrolowanych słów i wyobraźni.

Chcesz być szczęśliwy(a) pozbądź się pragnień, dawaj aby otrzymać i otaczaj się pięknością.

Obrazek

Wszechmocny Wieszczu Światła,
Wypełń Nas Twoją Jasnością,
Wypełń Nas Twoją Miłością,
Otocz Nas Twoją Opieką,
Abyśmy na Ziemi Twymi dziećmi byli,
Abyśmy na Ziemi razem z Tobą żyli.

Obrazek

Życzę Wam Zdrowia, Dobrobytu, Szczęścia i Miłości.

Tagi:Beinsa Douno, Bogomilizm, Braterstwo Światowego Światła, Mikhael Aivanhov, praktykowanie Wiary Przyrody, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody
http://bialczynski.wordpress.com/co-to- ... -przyrody/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11660
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 595
Podziękował: 22028 razy
Otrzymał podziękowanie: 18782 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 23 cze 2014, 23:35

Noc Kupały - Słowiańskie Święto / rodzime święto zakochanych



Zwana inaczej Nocą Kupalną, Kupalnocką czy też potocznie Sobótką lub Sobótkami, to słowiańskie święto letniego przesilenia Słońca, kiedy to noc jest najkrótsza w roku - 21/22.06. Najważniejsze podczas Kupalnocki żywioły to ogień i woda, mające moc oczyszczania, jest to także święto słońca i księżyca, urodzaju, płodności i seksualności, radości i miłości, świętej unii męsko-żeńskiej.
Obecnie jako rodzime święto zakochanych Noc Kupały stanowi propozycję alternatywną dla zachodnich Walentynek i schrystianizowanej Nocy Świętojańskiej.
Istnieje potrzeba odnowy poczucia wspólnoty, nieskrępowanej zabawy i radości, oddając szacunek żywiołom i Naturze, także naszej naturze cielesnej oraz pamiętając o naszych słowiańskich przodkach. ;)
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » wtorek 22 lip 2014, 21:55

Julia Stopikowska pisze:Zwyczaje słowiańskie

Bocianie łapy

Specjalne bułeczki, które niegdyś wypiekano na powitanie ptaków powracających wiosną z ciepłych krajów.

Zwyczaj ten był szczególnie popularny w Polsce południowo-wschodniej oraz na Kurpiach. Pieczywo miało kształt bocianich łap. Wkładane do gniazd, według tradycji ludowej, zapewnić miało urodzaj. Podobnie magiczną moc przypisywano lepionym z ciasta miniaturkom narzędzi rolniczych: pługom, bronom, kosom.


BYŚKI

(stworzunka) to pieczywo obrzędowe noworoczne, wypiekane w kształcie zwierząt (czasami miały też kszałt laleczek, pierścieni itp.).

Pieczone były w Święto Godowe (wigilię Nowego Roku), a także na późniejszych tzw. „Trzech Króli”. Według tradycji miały przynosić pomyślność w hodowli oraz zapewniać zdrowie, powodzenie i pomyślność w nowym roku. Nazywane też nowymi latkami (ale wtedy o dowolnym kształcie) lub szczodrakami (w formie małych, pszennych chlebków) były podarunkami dla wędrujących po wsi kolędników.


Diduch

W tradycji starosłowiańskiej ostatni snop żyta ścięty w czasie żniw, był umieszczany we wschodnim rogu domu jako święty snop poświęcony bogu Swarożycowi. W pewnych regionach dekorowany orzechami i suszonymi owocami w okresie Szczodrych Godów.

Gaik

Obchód u ludów słowiańskich poświęcony witaniu wiosny. W różnych okolicach pod różnymi nazwami: gaj, maj, maik, sad, nowe lato, nowe latko, turzyce. Na Pińszczyźnie zwany był kust, na Ukrainie można go spotkać pod nazwą haiwlki (gajówki), u Białorusinów ma nazwę zielone wino, na Podlasiu nadnarwiańskim „chodzenie z królową”. Gaik odbywający się zwykle we wtorek po Wielkiejnocy lub na Zielone Świątki, a niekiedy, niezależnie od tych świąt, w pierwszych dniach maja. Polega na tym, że dziewczęta (czasem i chłopcy) stroją gałązkę sosnową lub całą choinkę we: wstążki, świecidełka, kwiaty i dzwonki. Czasami na szczycie przywiązuje się lalkę jako symbol królowej wiosny. Takie ustrojone drzewko lub gałązkę obnosi się ze śpiewem po wsiach i dworach, winszując przybycie „nowego lata”. Bywa, że do tego obnosi się żywą, niedorosłą dziewczynę pod tytułem „królewny”. Jednak w wielu okolicach topi się wcześniej marzannę, która oznacza zimę.

Korowaj

Rodzaj tradycyjnego, obrzędowego pieczywa pszennego lub żytniego, najczęściej weselnego.

Był to duży bochen chleba, lub specjalny placek ozdobiony dekoracjami z ciasta (zajączki, ptaszki), jagód lub kwiatów. Dekorowany był również formami w kształcie rozet, kwiatów albo słońca i księżyca. Korowaj przygotowywały ostatniego dnia przed ślubem kobiety nazywane korowajnicami, a przy wypieku nie mogli być obecni mężczyźni.


Kostroma

W wierzeniach Słowian wschodnich uosobienie wiosny i urodzaju.

Na Rusi obchodzono obrzęd prowadzenia wiosny, podczas którego Kostromę symbolizowała prowadząca pochód kobieta w białych szatach i dębową gałązką w dłoni.

Wraz z nadejściem lata organizowano pogrzeb Kostromy. Wyobrażającą ją słomianą kukłę grzebano, palono lub rozrywano na strzępy. Obrzęd ten miał na celu zapewnienie urodzaju podczas żniw.


Kołacz

(od koła – kształtu pieczywa), jajecznik – obrzędowe pieczywo pszenne, rodzaj chleba lub placka, dawniej stosowany w obrzędach etnicznych Słowian. Obecnie spotykany jeszcze na wsiach z okazji wesel oraz ważniejszych świąt.

Kurek dyngusowy

Chodzenie z kurkiem po dyngusie to ludowy zwyczaj wielkanocny.
W Poniedziałek Wielkanocny wożono koguta (kurka) na dwukołowym wózku. Kogut, w wielu kulturach uważany za symbol Słońca i sił witalnych, symbol urodzaju, miał zapewnić zdrowie i pomyślność. Piał głośno, a efekt ten uzyskiwano dzięki temu, że wcześniej karmiony był ziarnem namoczonym w spirytusie. Z czasem żywego ptaka zastąpiono sztucznym: ulepionym z gliny, pieczonym z ciasta, wycinanym z deski. Tradycyjnie wózek dyngusowy malowano na czerwono i zdobiono suszonymi źdźbłami zbóż, traw i kwiatów oraz kolorowymi wstążkami.


Noc Kupały

Noc Kupały, zwana też Nocą Kupalną, Kupalnocką lub Nocą Świętojańską czy też potocznie Sobótką lub Sobótkami – słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w najkrótszą noc w roku, czyli najczęściej (nie uwzględniając roku przestępnego) z 21 na 22 czerwca (późniejsza wigilia św. Jana obchodzona jest z 23 na 24 czerwca).

Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości – obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, bałtyjskie, germańskie i celtyckie a także przez część narodów wywodzących się z ludów ugrofinskich np. Finów (w Finlandii noc świętojańska jest jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu) i Estończyków. Noc świętojańska ma szczególnych charakter święta państwowego na Łotwie, gdzie po odzyskaniu niepodległości 23 i 24 czerwca stały się dniami wolnymi od pracy.

Obecnie jako rodzime święto zakochanych Noc Kupały stanowi propozycję alternatywną dla zachodnich Walentynek.[/size]

Warto przeczytać więcej o tym święcie, a oto link -> Noc Kupały

Nowe latko

pieczywo obrzędowe noworoczne, na Kurpiach, Podlasiu, Warmii i Mazurach o kształcie kołacza. Krążki tego pieczywa były formowane ręcznie z wałeczków ciasta z przylepionymi figurkami zwierząt, najczęściej hodowlanych ale także dzikich oraz z umieszczoną w samym środku postacią ludzką przedstawiającą gospodarza, myśliwego lub pasterza.

Nowe latka pieczone były w tym samym czasie co byśki, w czasie Świeta Godowego. Zawieszano je w izbie/chacie w ważnym, eksponowanym miejscu. Podobnie jak byśki, przynosiły szczęście i pomyślność w nowym roku.


Obrzędy pogrzebowe słowian

śmierć dla Słowian była radosnym przejściem do lepszego świata: Nawii. Człowiek po śmierci był traktowany z należytą czcią. Zmarłego ubierano w najlepsze szaty, ozdabiano biżuterią, nierzadko wyposażano w różnego rodzaju przedmioty codziennego użytku, czasem nawet w broń. Ciało zmarłego kładziono na stosie, płonęło w oczyszczającym ogniu. Prochy umieszczano w glinianych naczyniach (tzw. popielnicach) i zakopywano w grobach. Czasami były to płaskie, zwykłe groby, a czasami okazałe kurhany usypywane z ziemi.
Co prawda chrześcijaństwo zabraniało palenia ciał, ale to nie przeszkadzało uczcić zmarłego i wyprawić mu triznę (zwaną też strawą), która stanowiła kulminację ceremonii pogrzebowej.
Stypa (tej nazwy, pożyczonej z łaciny średniowiecznej, używa się od XVI wieku zamiast rodzimej strawy) nie polegała tylko na posępnym spożywaniu jadła w intencji zmarłego, tak jak obecnie. Podobnie jak w starożytnym Rzymie, Słowianie na cześć zmarłego urządzali gonitwy, zapasy, igrzyska i tańce, po których następował poczęstunek.
W XVI wieku stypy polskiej szlachty stają się hucznymi biesiadami, obficie zakrapianymi wódką, na których często dochodziło do bijatyk.
Aby zmarły nie powracał na ziemię i nie straszył po nocach, należało mu wyprawić godny pogrzeb i sutą stypę. Żałobników częstowano więc, czym chata bogata.
Na naszych dawnych kresach wschodnich najbardziej popularną potrawą była kutia, dziś znana jako danie wigilijne. Gotowaną pszenicę z makiem, miodem i bakaliami stawiano na grobach, ofiarowując zmarłym, oraz częstowano nią dziady cmentarne w trakcie ceremonii zadusznych, zwanych na Białej Rusi i na Litwie chałturami.


Oczepiny

(zwane też przebabinami, czepieniem, czepinami) to dawny obrzęd weselny znany u większości ludów słowiańskich, podczas którego panna młoda symbolicznie przechodziła ze stanu panieńskiego w zamężny. Nazwa oczepiny pochodzi od czepca, nakrycia głowy, jakie nosiły mężatki w miejsce panieńskiego wianka.

Oczepiny odbywały się o północy, kiedy to pannę młodą prowadzono do bocznej izby, śpiewając przy tym pieśń Oj, chmielu, chmielu
. Potem druhny zdejmowały z głowy panny młodej wianek, ścinano jej warkocz lub skracano włosy, a starsze zamężne kobiety nakładały czepiec. Czepiec weselny, z białego płótna, misternie haftowany, najczęściej był podarunkiem od matki chrzestnej. Brat panny młodej lub najstarszy drużba wręczał go starościnie (która często była wcześniej swatką). Umieszczony na głowie, naznaczony znakiem krzyża, stawał się atrybutem małżeństwa.

Oczepinom towarzyszyły różne zwyczaje: panna młoda „na niby” zrzucała i deptała czepek, czasem któryś z drużbów zamiast czepka wkładał jej na głowę męski kapelusz, uciekała dookoła stołu przed mężatkami chcącymi ją oczepić, broniła się przed oczepinami sama lub „pomagali” jej żonaci mężczyźni.

Współcześnie w Polsce pozostałością oczepin jest spotykany na wsi w niektórych regionach zwyczaj datków „na czepiec”.


Pisanka

Pisanki to ogólna, zwyczajowa nazwa jaja (zwykle kurzego, ale także gęsiego czy kaczego) zdobionego różnymi technikami.

Zwyczaj malowania jaj narodził się w Persji, co może potwierdzać jedną z teorii pochodzenia Słowian. Jeśli natomiast chodzi o ziemie polskie – najstarsze pisanki, pochodzące z końca X wieku, odnaleziono podczas wykopalisk archeologicznych na opolskiej wyspie Ostrówek, gdzie odkryto pozostałości grodu słowiańskiego. Wzór rysowano na nich roztopionym woskiem, a następnie wkładano je do barwnika – łupin cebuli lub ochry, które nadawały im brunatnoczerwoną barwę. W procesie chrystianizacji pisankę włączono do elementów symboliki wielkanocnej. Obecnie pisanki powszechnie wykonuje się przed Wielkanocą, a także na coraz rzadziej obchodzone Jare Święto. Nie może ich zabraknąć wśród świątecznych pokarmów. Mają symbolizować rodzącą się do życia przyrodę, a jednocześnie nadzieję, jaką czerpią chrześcijanie z wiary w zmartwychwstanie Chrystusa.

W zależności od techniki zdobienia, świąteczne jajka mają różne nazwy:

* Kraszanki (zwane też malowankami lub byczkami) powstają przez gotowanie jajka w wywarze barwnym, dawniej uzyskiwanym wyłącznie ze składników naturalnych. Używano roślin, które pozwalały na uzyskanie różnych kolorów:

brązowy (rudy): łupiny cebuli
czarny: kora dębu, olchy lub łupiny orzecha włoskiego
żółtozłocisty: kora młodej jabłoni lub kwiat nagietka
fioletowy: płatki kwiatu ciemnej malwy
zielony: pędy młodego żyta lub listki barwinka
różowy: sok z buraka

* Pisanki mają różnobarwne desenie. Powstają przez rysowanie (dawniej: pisanie) na skorupce gorącym roztopionym woskiem, a następnie zanurzenie jajka w barwniku. Jako narzędzi do pisania używano szpilek, igieł, kozików, szydeł, słomek i drewienek.
* Oklejanki (naklejanki) są przyozdobione sitowiem, płatkami bzu, skrawkami kolorowego, błyszczącego papieru, tkaniny itp.
* Nalepianki – popularne zwłaszcza w dawnym województwie krakowskiem i w okolicach Łowicza. Powstaje przez ozdabianie skorupki jajka różnobarwnymi wycinankami z papieru
Znane są jeszcze rysowanki, skrobanki i drapanki.


Najstarsze pisanki pochodzą z terenów sumeryjskiej Mezopotamii. Zwyczaj malowania jajek znany był w czasach cesarstwa rzymskiego. Najstarsze polskie pisanki pochodzą z X wieku, ale prawdopodobnie zdobienie jaj znane było Słowianom wcześniej.
Dawniej zdobieniem jaj zajmowały się wyłącznie kobiety, mężczyźnie wówczas nie wolno było wchodzić do izby. Jeśliby się tak zdarzyło, odczyniano urok, który intruz mógł rzucić na pisanki.
Początkowo Kościół zabraniał jedzenia jajek w czasie Wielkanocy. Zakaz został cofnięty w XII wieku, konieczne jednak było odmówienie przed posiłkiem specjalnej modlitwy. Wynikało to z dążenia do rozdzielenia tradycji Kościoła od obrzędowości pogańskiego święta związanego z kultem zmarłych, w których jajko – początek nowego życia – odgrywało ważną rolę.

Z tradycyjnych rosyjskich pisanek wywodzą się słynne jajka wielkanocne wykonywane w końcu XIX w.przez petersburskiego jubilera Petera Carla Fabergé. Jajka wykonywane z kamieni półszlachetnych, łączonymi z metalami szlachetnymi, zdobione technikami jubilerskimi były wykonywane początkowo wyłącznie dla rodziny cesarskiej. Później wykonywano je również dla innych dostojników, a także powstawały imitacje, wykonywane przez inne firmy.

Innymi znanymi dziełami sztuki rosyjskiej wywodzącymi się z ludowych pisanek, są jajka, lub częściej ich drewniane imitacje, pokryte czarną laką i zdobione miniaturowym malarstwem temperowym. Tak zdobione jajka wykonywano początkowo w Paliechu, miejscowości o starych tradycjach pisania ikon, obecnie wzorują się na nich twórcy ludowi i profesjonalni artyści z różnych regionów.

Obecnie uroczyste śniadanie w niedzielę wielkanocną poprzedza dzielenie się poświęconym jajkiem. Podobnie jak bożonarodzeniowy zwyczaj łamania się opłatkiem, jest wyrazem przyjaźni.

Jedyne na świecie muzeum poświęcone wyłącznie pisankom istnieje w Kołomyi. W 2004 w Muzeum Ronictwa w Ciechanowcu otwarto stałą ekspozycję ponad 1000 pisanek pochodzących z prywatnej donacji.


Pogrzeb strzały

Zwyczaj przedchrześcijański obchodzony na Białorusi.

Obrzęd miał przede wszystkim spełniać funkcję ochrony wiosek i pól przed suszą i piorunami. Na podstawie zachowanych pieśni towarzyszących temu obrządkowi można powiedzieć, że miał agrarno-magiczne, miłosne i wytwórcze znacznie. Obrzęd ten prowadzony był około 40 dni po święcie Jarym, w czasie dzisiejszego Wniebowstąpienia Pańskiego, a brały w nim udział przede wszystkim kobiety (w tym także dziewczęta) i dzieci.

Korowód, który się tworzył wzrastał liczbą osób w trakcie marszu, trwającego około godziny, korowód liczył w końcowej fazie około 100 osób. Cała ceremonia trwała około 6 godzin. Podczas pochodu kobiety śpiewały pieśń Jak puszczę strzałę lub inną podobną na tę samą melodię, orszak szedł ulicami (wg innych danych najpierw kobiety schodziły się gwieździście w jedno miejsce wioski i potem orszak wyruszał ze śpiewem na pole) przez całą wieś w kierunku pola, gdzie zazwyczaj odbywał się tzw. „pogrzeb strzały”. Uczestnicy obrzędu zakopywali „strzałę”, czyli różne drobne przedmioty codziennego użytku typu szpilki, grzebyki, monety i tym podobne (a także i strzałę do łuku). Kobiety i dzieci tarzały się po życie (wg innych danych także mężczyzna przebrany za kobietę i kobieta przebrana za starca), co miało zagwarantować szybki wzrost zboża i urodzaj.


Posag

(wiano) – kapitał, majątek wnoszony mężowi przez żonę przy zawieraniu małżeństwa.

Jeżeli żona nie miała posagu, prawo polskie wyznaczało jej pewną sumę z majątku męża. Był to tzw. zawieniec (pro crinili). Natomiast to, co mąż zapisywał żonie, nazywano przywiankiem.

Dawne prawo polskie, zostawiając wysokość posagu zwyczajowi, zastrzegało, aby był dla męża użyteczny i aby po jego śmierci dostarczył utrzymania dla żony. Żona po śmierci męża była bowiem obowiązana rodowi zmarłego oddać jego zbroję, rynsztunek rycerza i konie, wydzieliwszy te, na których za życia męża jeździła.

W średniowiecznej Polsce posag otrzymywała dziewczyna wychodząca za mąż od ojca lub opiekuna. Wnosiła go do nowego gospodarstwa. Stanowił część majątku rodzinnego należnego córce (stąd kobieta zwykle nie miała prawa do spadku po rodzicach). Zabezpieczeniem posagu przez męża było wiano. Prawo uchwalone w 1496 karało żonę za cudzołóstwo utratą posagu.

W wielu kulturach posag bądź wiano do dziś odgrywają istotną rolę społeczną, np. w krajach arabskich (pod nazwą mehru).


Postrzyżyny

obrzęd starosłowiański polegający na rytualnym obcięciu włosów, związany z wejściem młodego chłopca w dorosłość i nadaniem nowego imienia. Postrzyżyn dokonywano po ukończeniu przez chłopca 7-10 lat. Chłopiec do tego wieku pozostawał pod opieką matki i był traktowany jak dziecko. Po postrzyżynach chłopiec przechodził pod opiekę ojca i zaczynał poznawać prace i ceremonie typowe dla mężczyzn. Od postrzyżyn ojciec oficjalnie uznawał chłopca za syna. Ceremonia ta wiązała się z poczęstunkiem lub ucztą. Najprawdopodobniej jeszcze pod koniec XVIII wieku praktykowano zwyczaj postrzyżyn, który miał oznaczać poddanie się woli i władzy osoby rytualnie ścinającej włosy.

Zwyczaj postrzyżyn praktykowany jest do dzisiaj, jako swoisty symbol poddania się władzy. Postrzyżeni są szeregowi idący do wojska, co jest dokładną kontynuacją rycerskiej tradycji. W prawosławiu osoby wstępujące do zakonów poddają się postrzyżynom dla biskupa lub przełożonego klasztoru.


Rozpleciny

Zwane też warkoczem to dawny obrzęd obchodzony przez narzeczoną i druhny w ostatni wieczór przed ślubem. Odpowiednikiem rozplecin w domu przyszłego pana młodego był wieczór kawalerski.

Rozpleciny były symbolicznym pożegnaniem panieństwa. W niektórych regionach, np. w Polsce południowo-wschodniej, tradycja ta znana jest również obecnie.

Druhny, śpiewając żałosną pieśń, przystrajały włosy panny młodej gałązkami, kwiatami, kokardkami. Bogato przystrojony warkocz skrywały pod chustą. Kiedy do domu przybywał orszak weselny złożony ze swatów i drużbów, ze starostą na czele, ale bez pana młodego, przy dźwiękach kapeli rozpoczynano obrzędowe pożegnanie panieństwa. Starosta, pierwszy drużba lub brat dziewczyny ściągał jej chustę z głowy i rozplatał warkocz, usuwając ozdoby. Jedna z druhen zbierała w tym czasie datki na grzebień.

Obrzęd rozplecin, połączony z zabawą i poczęstunkiem, najczęściej trwał do rana. W tym czasie również w domu pana młodego żegnano wolny stan.

Obie grupy spotykały się na krótko przed wyjazdem do kościoła. Pan młody musiał najpierw wykupić rózgę, którą poprzedniego dnia na rozpleciny przyniósł starosta weselny.


Sabat

W średniowiecznych wierzeniach ludowych legendarny nocny zlot czarownic i demonów na narady, ucztę i zabawy (często orgiastyczne). Odbywał się przeważnie na łysych szczytach trudno dostępnych gór podczas pełni księżyca. O udział w nim oskarżano najczęściej kobiety podczas procesów o czary.

Nazwą tą określane są również współcześnie obchodzone przez wikan święta solarne, zaadaptowane z dawnych świąt obchodzonych w przedchrześcijańskiej Europie. Były one również adaptowane przez chrześcijan, którzy „chrzcili” je i nadawali im nowe nazwy, chcąc w ten sposób zachęcić ludność pogańską do przejścia na nową wiarę – tak jak to miało miejsce np. z rodzimą Sobótką.


Stypa

(też konsolacja, od łac. consolatio – ulga, pociecha, oraz consolari – pocieszać) – u Słowian uroczysta uczta organizowana z jakiejś okazji, na przykład po pogrzebie kogoś bliskiego lub znanej postaci, wojownika lub wodza.

Nazwa uroczystego poczęstunku pochodzi od łacińskiego słowa stipis, które oznaczało składkową ofiarę i jednocześnie drobny pieniążek wkładany zmarłym w usta.


Śmigus-dyngus

(znany też jako lany poniedziałek, polewany lub oblewany oraz błędnie śmingus-dyngus) – zwyczaj, pierwotnie słowiański, a wtórnie związany z Poniedziałkiem Wielkanocnym.

Śmigus polegał na symbolicznym biciu witkami wierzby lub palmami po nogach i wzajemnym oblewaniu się wodą, co symbolizowało wiosenne oczyszczenie z brudu i chorób, a w późniejszym czasie także i z grzechu. Na śmigus nałożył się zwyczaj dyngusowania, dający możliwość wykupienia się pisankami od podwójnego lania. Nie wiadomo, kiedy te dwa obyczaje się zetknęły.

Dyngus po słowiańsku nazywał się włóczebny. Wywodzi się go od wiosennego zwyczaju składania wzajemnych wizyt u znajomych i rodziny połączonych ze zwyczajowym poczęstunkiem (Gość w dom, Bóg w dom) a także i podarunkiem, zaopatrzeniem w żywność na drogę. Wizytom towarzyszyły śpiewy o charakterze ludowym i religijnym. Dyngus dla uboższych, nie mających bogatych znajomych, stał się sposobem na wzbogacenie jadłospisu i okazją pokosztowania niecodziennych dań (jeśli zawędrowali np. do dworu). Włóczebnicy mieli przynosić szczęście, a jeśli nie zostali należycie za tę usługę wynagrodzeni smakołykami i jajkami, robili gospodarzom różne nieprzyjemne psikusy (co dla skąpych gospodarzy było pierwszym dowodem pecha).

Słowo dyngus wywodzone jest od niemieckiego słowa dingen co oznacza „wykupywać się”. Należy jednak pamiętać że zwyczaj zbierania datków przy okazji wizyt występuje nie tylko w czasie Wielkanocy. Praktykuje się go także w okresie Trzech Króli, na Śląsku Opolskim podczas chodzenia z niedźwiedziem i nigdzie tam, a należałoby się tego spodziewać, w nazwie nie występuje słowo dyngus.

Do XV wieku dyngus i śmigus były dwoma odrębnymi zwyczajami. Z czasem tak się zlały ze sobą w jeden, że przestano rozróżniać który na czym polega. Wyrazem tego było pojawienie się w Słowniku poprawnej polszczyzny Stanisława Szobera zbitki śmigus-dyngus. Taka interpretacja nie jest jedyną, bowiem w pamiętnikach księdza Jędrzeja Kitowicza, pochodzących z epoki saskiej przeczytać można, że: Lud wiejski, dosyć wiernie trzymający się obyczaju starego, pocieszny wyprawia dyngus alias śmigus, a mianowicie koło studzien. Parobcy od rana gromadzą się, czatując na dziewki, idące czerpać wodę i tam, porwawszy między siebie jedną, leją na nią wodę wiadrami, albo zanurzają ją w stawie, a niekiedy w przerębli, jeżeli lód jeszcze trzyma. W miastach oblewanie się wodą nie jest powszechnie przyjętym. Tak więc Kitowicz nie widzi specjalnej różnicy między dyngusem a śmigusem, a co więcej, zwraca uwagę, że zwyczaj ten w tradycyjnej postaci pozostał już tylko na wsi. Do marginalizacji śmigusa w miastach prawdopodobnie przyczyniło się duże zróżnicowanie społeczne (oblany szlachcic lub obcokrajowiec mógł nie docenić dobroczynnego działania wody) oraz obecność straży miejskiej pilnującej porządku.

Pierwsze udokumentowane wzmianki o zwyczajach śmigusowo-dyngusowych w Polsce pochodzą z XV wieku, z ustaw synodu diecezji poznańskich, przestrzegających przed praktykami, mającymi niechybnie grzeszny podtekst: Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa dyngować [..], ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego.

Benedykt Chmielowski w swej encyklopedii Nowe Ateny cytuje za Bertholdem Carolo, że śmigus na ziemi polskiej praktykowany był już ok. 750 r. n.e., a więc grubo wcześniej zanim Polska oficjalnie przyjęła chrześcijaństwo. Jak wynika z opisów Władysław Jagiełło po kąpieli w beczce okładał swoje ciało wierzbowymi rózgami. Kilka wieków wcześniej wobec braku beczek taki pogański zwyczaj (Kościół uważał kąpiel za wstęp do grzechu) mógł być praktykowany zbiorowo w rzece. Potwierdzeniem tej pierwotności może być też fakt, że polewanie wodą zasadniczo nie było znane na Pomorzu (do 1920 r.), gdzie pierwotnie żyli Bałtowie i Prusowie. Kościół nie mogąc zwalczyć śmigusa, przekształcił go i przyswoił do swojego kalendarza świąt. W zwyczaju bicia rózgami można doszukiwać się analogii z rzymskim świętem zwanym Luperkalia. Podobieństwo to musi mieć charakter bardzo pierwotny, chociaż nie można wykluczyć, że zwyczaj ten przywędrował do nas w początkach państwa polskiego wraz z kapłanami lub mnichami pochodzącymi z Włoch. Czynność oblewania zdecydowanie była ważniejsza dla młodych dziewcząt, bowiem ta panna, której nie oblano bądź nie wychłostano, czuła się obrażona i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów i perspektywę staropanieństwa. Pierwotnie dziewczęta miały prawo do rewanżu dopiero następnego dnia, we wtorek (który kiedyś był dniem świątecznym podobnie jak poniedziałek).

Dziś śmigus-dyngus jest zabawą o charakterze czysto ludycznym. Jego pierwotnego znaczenia możemy się jedynie domyślać, zwłaszcza że w wielu regionach uległ znacznym modyfikacjom i uzyskał lokalną interpretację. W cieszyńskiem, bicie witkami interpretuje się jako „suszenie” konieczne po wcześniejszym oblaniu wodą. Dość powszechnie sądziło się, że oblewanie się wodą miało zapobiegać chorobom i sprzyjać płodności dlatego oblewaniu podlegają przede wszystkim panny na wydaniu. Już sama wieloznaczność symbolu wody pozwala na wiele interpretacji. Wydaje się, że można przyjąć, iż zwyczaj oblewania wodą ma korzenie w pogańskich tradycjach i jest znakiem radości związanej z odejściem zimy. Lany poniedziałek niegdyś miał bogatszą obrzędowość. Świadczą o tym gdzieniegdzie zachowane tradycje związane z urodzajem. Gospodarze o świcie wychodzili na pola i kropili je wodą święconą. Żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową. Miało to zapewniać urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. W tym samym celu objeżdżano pola w procesji konnej. Zwyczaje te do dzisiaj spotyka się zwłaszcza na południu Polski. Polscy emigranci zwyczaje wielkanocne szeroko rozprzestrzenili w miejscach swego osiedlenia w USA.


Ścinanie kani

(kasz. Scinanie kani) – kaszubski obrzęd ludowy towarzyszący w tym regionie Nocy Kupalnej, polegajacy na rytualnym, zwyczajowym straceniu kani, ptaka uznawanego onegdaj na Kaszubach za symbol zła. Ceremonia rozpoczynała się przybyciem wszystkich mieszkańców, następnie wójt i Rada Starszych odczytywali publicznie wyrok obwiniając kanię za wszelakie zło i skazywali na śmierć przez ścięcie. Kat czynił swą powinność, a następnie miał miejsce uroczysty pochówek. W tych regionach Kaszub, gdzie nie udało się schwytać kani, ścinano wrony a w ostateczności kury[1].

Prawdopodobnie ceremonia ta miała być przestrogą dla ludzi, jako że odczytujący wyrok zawsze nawiązywał do spraw społeczności wiejskiej i ostrzegał, że za czyny, za które skazuje kanię, ludzie także mogą ponieść taką samą karę.

Etnografom nie udało się do tej pory w pełni jednoznacznie wyjaśnić znaczenia ani pochodzenia tego obrzędu.

Obecnie „Ścinanie Kani” ma charakter imprezy ludowej, żywą kanię zastępuje się kukłą.

W 2008 roku został zrealizowany dokumentalny film etnograficzny „Ścinanie Kani” (reż. Alicja Szczypta), do którego materiał nagrano podczas obrzędu w 2007 roku. Obrzęd ścinania kani wykonał teatr regionalny ze Strzelna w Powiecie Puckim. Wystąpili: Witold Bobrowski, Barbara Dettlaff, Brunon Ceszke, prof. Andrzej Kowalski, prof. Tadeusz Linkner, Kabaret Drewniane Kołki: Marta Burska, Michał Czoska, Jędrzej Czoska, Tomasz Jędra, Paweł Jędra. W filmie użyto także figurę kani autorstwa Sylwestra Nagla. W filmie pokazano również związki kani z morzem a także podjęto próbę wyjaśnienia kształtowania się tego obrzędu.


Swaćba

Inaczej wesele, staropolska, słowiańska forma ślubu małżeńskiego. Uroczysta ceremonia zawarcia związku małżeńskiego, polegająca na złożeniu przysięgi przed bogami w obecności Żercy lub Swata.

Swaćbę poprzedzał zwyczaj swadźby (określenie mylnie stosowane zamiennie, pisane jak proźba – stąd późniejsze swadźbić i swadziebny), czyli zwyczaj swatania. Małżeństwo było więc u dawnych Słowian przyjacielską, dobrowolną umową, stwierdzoną obopólnymi darami równej wartości (jeszcze w szlacheckiej Polsce posag winien równać się wianu) i wiążącą rodziny stałą przyjaźnią (małżeństwo łączyło, swoiło rody). Błędnie natomiast przyjęło się sądzić (szczególnie po tym jak chrześcijańskim kronikarzom niespecjalnie zależało na przedstawianiu pogan w rzeczywistym, pozytywnym świetle), iż małżeństwo można było wówczas zawrzeć w sposób powszechnie akceptowalny gwałtem, uprowadzeniem lub kupnem. O ile kupno (jeśli już się zdarzało) było zjawiskiem wtórnym (wynikającym z umowy swadziebnej i wymiany darów) a nie pierwotnym, o tyle uprowadzenie niewiasty dla ożenku, było zazwyczaj pozorne, inscenizowane, za porozumieniem młodych – gdy zwykła droga (umowa swadziebna) zawiodła lub była zbyt żmudna (zazwyczaj gdy brakowało środków na urządzenie kosztownego wesela). Co prawda również taka inscenizowana umuczka sprzeciwiała się powszechnie przyjętym zwyczajom (szczególnie dla kobiety, gdy w późniejszym okresie – mimo wszystko – nie udało się uzyskać akceptacji jej rodziców dla tegoż związku), jednak nie wiązała się z aż tak przykrymi konsekwencjami, jak w przypadku rzeczywistego uprowadzenia. Za rzeczywiste uprowadzanie czekał bowiem równie rzeczywisty odwet – rodzina uwiedzionej gromiła napaść pościgiem i zabójstwem, a późniejsze prawo karało śmiercią. Uprowadzenie gwałtem zdarzało się więc u Słowian równie rzadko, co morderstwo[2].

Istotną rolę w swaćbie odgrywała postać ją umożliwiająca, czyli Swat – człowiek bywalec, cieszący się powagą i uznaniem, swój człowiek. U ludu prostego jeszcze w XIV i XVI w. sam swat zawierał małżeństwa a Kościół karał ekskomuniką laika, któryby bez kapłana ważył się łączyć małżeństwa – można więc przyjąć założenie, iż wówczas swat pełnił rolę urzędnika stanu.


Tryzna

obrzęd pogański związany z żegnaniem zmarłych.

Tryzna przypominała nieco stypę, z tą różnicą, że poza wystawną ucztą i wspominaniem zmarłego urządzano również igrzyska na jego cześć.


Trifon Zarezan

święto wina, obchodzone w Bułgarii i lokalnie w innych państwach bałkańskich (m.in. w Serbii), mające prawdopodobnie swój początek w kulcie Dionizosa[1].

Trifon Zarezan obchodzone jest 1 lutego (według kalendarza juliańskiego) lub 14 lutego (według kalendarza gregoriańskiego). Ze względu na drugą datę jest współcześnie często traktowane w Bułgarii jako rodzima alternatywa dla Walentynek.

Podstawowy obrządek tego święta czyli podcinanie winorośli wykonywane jest głównie przez mężczyzn, właścicieli winnic i ma przypominać o nadchodzącej wiośnie. Obecnie święto wygląda w sposób następujący: po specjalnej, świątecznej liturgii w cerkwi, hodowcy winorośli udają się grupami do winnic, prowadząc ze sobą muzyka. Każdy z nich ma świeżo upieczoną pitę, tutmanik, ugotowaną kurę lub nadenicę, pieczoną łukankę, byrkani jajca, wino oraz obecnie także buteleczkę święconej wody. Każdy bez wyjątku hodowca odcina ze swoich winorośli kilka pędów z jednego lub trzech krzewów, wybranych pośrodku albo na rogach swojej winnicy i polewa odcięte miejsca gałązek winem. Przypomina w ten sposób winorosli, że jej głównym przeznaczeniem jest obdarowanie gospodarza dużą ilością, dorodnych winogron na wino. Obecnie także święci się winnice wodą święconą, aby uchronić ją przed chorobami, szkodnikami i złymi mocami. Ta część obrzędu pochodzi najprawdopodobniej z omywania winnic po zimie.

Po odcięciu gałązek mężczyzni zwijają w wianki, które kładą na swych czapkach lub przerzucają je przez ramię i niosą do domu, gdzie kładą je w szczególnym miejscu (obecnie przy domowej ikonie). Po obrzędzie podcinania w winnicy następuje wspólna biesiada i tańce. Resztę dnia spędza się na wzajemnych wizytach, częstując się winem. Święto tradycyjnie kończy się w karczmie, gdzie zbierają się wieczorem wszyscy mężczyźni.

W okolicach Russe, Razgradu, Tyrnowa, Plewen i Wraca obchody Trifon Zarezan mają swój lokalny, specyficzny kształt. Wybierany jest tam „Car Winnic”, którym jest zamożny właściciel winnicy. Jeżeli nastąpi urodzaj podczas jego panowania, zostaje on wybrany ponownie na Cara w latach następnych. „Car” jest najważniejszą osobą podczas święta, do niego należy obowiązek podcinania i sławienia winorośli, a z winnic do wsi mężczyźni niosą go na swoich ramionach i chodzą po domach, gdzie każdy gospodarz częstuje ich winem. Święto kończy się wspólną biesiadą w domu „Cara”.

Nazwa święta pochodzi od imienia chrześcijańskiego świętego – Trifona.


Zażynki

Słowiański obyczaj związany z początkiem żniw.

Żniwa rozpoczynały się kiedy ziarno było odpowiednio twarde, a słoma miała właściwy odcień. Głos przepiórki wyznaczał czas rozpoczęcia zbiorów, czyli zażynków. Ścięcie pierwszych kłosów odbywało się zawsze w sobotę.

Koszenie rozpoczynało się rytualnie, gospodarz zdejmował kapelusz i mówił „Boże dopomóż”, a po naostrzeniu kosy żegnał się i przystępował do pracy. Dawniej po rozpoczęciu żniw i pierwszym pokosie gospodyni rozściełała biały obrus na ziemi, układała na nim chleb, gorzałkę i kiełbasę, żniwiarze siadali dookoła i spożywali.

Niemniej ważny był ostatni zżęty snop zboża, który w celu udekorowania (zwyczaj ten na przełomie XVIII i XIX wieku niemal całkowicie zastąpił przybyły z Niemiec zwyczaj dekorowania choinki) przechowywano do Święta Godowego. W wielu regionach przyszłoroczny siew rozpoczynano z ziarna uzyskanego z tegoż właśnie snopa.


Wodzenie kusta

Zwyczaj ludowy znany na Polesiu, towarzyszący Zielonym Świątkom.

Społeczność wiejska wybierała spośród dziewcząt najpiękniejszą z nich. Na jej głowę wkładano wianek z kwiatów, zaś na całe ciało nakładano świeże zielone, klonowe gałązki (czasem brzozowe).

Dziewczęta wiązały mocnymi nićmi grubsze końce zerwanych klonowych gałązek, w wyniku czego powstawał „kust” (krzak). Nakładano na niego drugi, mniejszy, a wybrana przez ogół dziewczyna wchodziła do jego środka tak, by „kust” całkowicie okrywał ją do stóp do głów. Zwisające liście gałązek miały ciągnąć się po ziemi.

Następnie spora grupa dziewcząt, zwana „gromadką” dzieliła się na pary i z „kustem” na czele chodziła po wsi śpiewając pieśni „kustowe”. Korowód taki zatrzymywał się przed wszystkimi chatami we wsi. Chór dziewcząt śpiewał pieśni zawierające życzenia dla gospodarza, gospodyni, córki i/lub syna a także innych członków danej rodziny. Gospodarze odwzajemniali się dając śpiewaczkom pieniądze i jedzenie. Wieczorem odbywała się we wsi biesiada.


Wiano

Zabezpieczenie posagu przez męża i odwzajemnienie za niego. Celem wiana było majątkowe zabezpieczenie żony-szlachcianki na wypadek śmierci męża. Składało się z dwóch równych części: oprawy posagu (części wiana zabezpieczającej posag) i przywianku (równego co do wartości posagowi wnoszonemu przez żonę). Zwykle wiano wynosiło podwójną wysokość posagu. Zapisywano je specjalnym listem wiennym. Współcześnie przez wiano rozumie się już tylko posag wnoszony do małżeństwa przez żonę lub jej rodziców.




Julia Stopikowska
Wikipedia
http://mitologie.wordpress.com/obrzedy- ... e-slowian/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » środa 23 lip 2014, 19:32

Opolczyk pisze:Święto Rękawki przy Kopcu Krakusa w Krakowie
18/04/2012 by opolczykpl

.

Panu Markowi dedykuję


.

Obrazek

Kopiec Krakusa jest od wieków miejscem obchodów święta Rękawki. Nie ma pewności, czy nazwa święta pochodzi od noszenia ziemi na kopiec w rękawach, jak twierdzi to wiki:
http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kawka
czy też od słów: „raka”, „rakew” które oznaczały grób, trumnę. Zresztą istnieją jeszcze inne domysły (patrz – wiki).
http://lobzovkajestdzis.blogspot.de/2012/04/rekawka-2012wojowie-i-inne-swietopeki.html

Święto Rękawki ma prasłowiańskie korzenie – tradycją sięga czasów przedchrześcijańskich i związane jest z pogańskimi zaduszkami wiosennymi. Palone wówczas oczyszczające ognie oraz sadzone święte gaiki miały zapewnić spokój duszom zmarłych. Zapisy o tej uroczystości odnaleźć można już w „Księgach Hetmańskich” autorstwa Stanisława Sarneckiego z drugiej połowy XVI wieku.
http://www.mmkrakow.pl/344004/2012/4/10/dlaczego-obchodzimy-swieto-rekawki-zdjecia?category=news

Jeśli idzie o sam kopiec Krakusa/Kraka, nie wiadomo jest nawet, kto i kiedy ten kopiec zbudował. W tradycji ludowej wiązany jest on z legendarnym królem Krakiem.
Wiadomo jest natomiast na pewno, że katolicy próbowali – jak zwykle – skatoliczyć i przywłaszczyć sobie także i święto Rękawki.

W tym celu w pobliżu kopca wybudowali oni kościół ku czci boga Jahwe pod wezwaniem św. Benedykta. Nie jest znana data budowy tego kościoła. Przyjmuje się, że wybudowano go gdzieś w XI – XIII w. Tego świętego wybrano celowo. Tzw. „odpust” patrona jahwistycznego kościoła zbiegał się z prasłowiańskim świętem ku czci zmarłych. W ten sposób katolicy próbowali odciągnąć naszych przodków od ich pogańskich tradycji.

Na marginesie przypomnę, że XIII -wieczna bulla papieska potępiała pogańskie praktyki w Krakowie – stolicy oficjalnie katolickiego kraju.

Tradycja słowiańska przetrwała. Najbardziej cieszy to, że nawet w mieście mocno związanym z JP2 katolakom (katolikopolakom) nie udało się wytępić naszej słowiańskiej tradycji.

Do przejawów prasłowiańskiej tradycji i związanej z nią czci oddawanej po słowiańsku zmarłym należało między innymi zrzucanie ze wzgórza pokarmów i monet. Tradycję tę w kronikach notowano jeszcze/już w wiekach XVI – XIX, choć od tzw. „chrztu Polski” upłynęły w tym czasie długie stulecia.
A katolactwo mimo to uparcie twierdzi, że Polska była od zawsze czysto katolicka


opolczyk

.

[flash=560,380]http=//www.youtube.com/v/26cHlLCPNH8?hl=pl[/flash] http://www.youtube.com/watch?v=26cHlLCPNH8

Obrazek

Obrazek

Obrazek

.

Więcej zdjęć w linkach w tekście.

.
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/04 ... -krakowie/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11660
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 595
Podziękował: 22028 razy
Otrzymał podziękowanie: 18782 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 28 lip 2014, 23:31



Niemal dokładnie w tym czasie kiedy ze Ślęży kościół katolicki usuwał nasz posąg Świętowita/Światowida, w Chorwacji wzniesiono pierwszy oficjalny kumir – palwan Peruna. Tak odradza się stara Słowiańska Wiara Przyrodzona. Jest niepowstrzymana.

Aż dziw bierze, że przez 25 lat istnienia w Polsce Rodzimego Kościoła Polskiego i Rodzimej Wiary nie postawiono na żadnym wzgórzu w naszym kraju ani jednego posągu naszych bogów słowiańskich. Nie utworzono żadnego oficjalnego miejsca kultu na Świętej Górze Polaków. Cóż robiły przez te 25 lat owe związki rodzimowiercze?!!!

Posąg Świętowita postawiła dopiero Świątynia Światła Świata na Ślęży 27 września w roku 2010. Jej drzewid Piotr Kudrycki i jej ogniomistrz Marek Wójtowicz wciągnęli go na Ślężę osobiście. I zapewniam was, że posąg Świętowita wróci na Ślężę i to oficjalnie, i stanie tam raz na zawsze, w swoim Świętym Gaju. Będzie to posąg z granitu lub kamienia ślężańskiego – nie do obalenia.

Tak działa prawdziwa Słowiańska Wiara. :D

http://bialczynski.wordpress.com/2014/0 ... katarzyna/
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » wtorek 29 lip 2014, 00:06

Sam się wybiorę na czas ustawienia któregokolwiek z naszych słowiańskich bogów, czy to na Ślęży, czy gdziekolwiek indziej.
Oczywiście nie jako ich czciciel, bom z tego już wyrósł, a jako naoczny świadek zmian, które wreszcie zaczynają się dziać. :D :D
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11660
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 595
Podziękował: 22028 razy
Otrzymał podziękowanie: 18782 razy

Re: Słowiańska "duchowość" - obrzędy

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 31 lip 2014, 23:24

1 x



ODPOWIEDZ