Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30154 razy
Otrzymał podziękowanie: 8817 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: abcd » piątek 29 wrz 2017, 00:13

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że strona "Kuby Zielaka" zostanie zblokowana przez fb tak jak zrobili to ze stroną Marysi Mikulskiej - adresat prosi o rozpowszechnianie tej informacji wszem i wobec:

Kuba Zielak pisze:
Drodzy Polacy Patrioci celem pozyskania wartościowych materiałów od zblokowanej przez fb Marysi Mikulskiej prośba o przesyłanie do niej maila na owp-narodupolskiego@wp.pl

Obrazek

Drodzy Rodacy, prośba o rozpowszechnianie tego posta, ale jako własne publikacje, po skopiowaniu treści oraz zapisaniu jej i wizerunku Marysi na własnym komputerze. Ta uwaga dotyczy praktycznie wszystkich patriotycznych postów (nie tylko tych Koleżanki Marysi), najpierw publikowanie wśród swoich znajomych, a potem na grupach, do których należycie, ale najlepiej nie tego samego dnia a co drugi-trzeci dzień!!! Dziękuję

Kuba Zielak pisze: Kochani ale właśnie w tym rzecz, aby jak najwięcej osób to kopiowało i zapisywało na swoim komputerze, a dalej publikowało jako włąsne treści, a nie ciągle udostępnianie publikacji pierwotnego autora, wówczas rośniemy w siłę, a społeczeństwo wcześniej to zaakceptuje widząc prawdę od większej społeczności, niż tylko uznawszy tego autora za nawiedzonego! Zresztą drugi ważny powód taki, że w przypadku zablokowania przez fb użytkownika w tym przypadku dajmy na to mnie, wówczas znikają wszystkie moje publikacje, z tymi moimi opublikowanymi przez innych włącznie! Myślę,że konkretnie wyjaśniłem sens!!!
https://www.facebook.com/groups/2798998 ... 367558469/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30154 razy
Otrzymał podziękowanie: 8817 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 09 paź 2017, 23:07

Obrazek
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30154 razy
Otrzymał podziękowanie: 8817 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 02 gru 2017, 23:29

Joachim Lelewel, jeden z najgorętszych orędowników zniszczenia Lechii/Polski i jego mapki (za cz. Białczyńskim):
Białczyński pisze:Lechia, czyli Polska – na mapach Joachima Lelewela (nadesłał Wścibski)
30 listopada 2017

Obrazek

fajne mapki lelevela
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publicati ... t?ref=desc

i druga jeszcze fajniejsza
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publicati ... t?ref=desc

cofamy się w czasie
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publicati ... ?&ref=desc

kolejna mapka 4. Polska czli Lechja 1139 między synov Krzivoustego podzielona. 5. Lechja 1279 za Bolesłava Vstydliwego. 6. Polska 1333 z Vładisława Łokietka
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publicati ... t?ref=desc
https://bialczynski.pl/2017/11/30/lechi ... -wscibski/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30154 razy
Otrzymał podziękowanie: 8817 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 26 gru 2017, 13:04

Waldemar Gegotek pisze:Antyslawizm i slawofobia

Antyslawizm (niem. Slawenfeindlichkeit) nazywany także niekiedy Slawofobią – forma rasizmu i ksenofobii, przejawiająca się negatywnym nastawieniem wobec Słowian i przyjmująca formę zachowań dyskryminacyjnych, jak Niemcy w przypadku Polaków czy Rosjan. Antyslawizm i slawofobia rozwinęły się pod koniec XIX wieku. Jego podstawy zostały opracowane przez zachodnich zwolenników teorii rasowych Anglików, Francuzów oraz przede wszystkim Niemców. Houston Stewart Chamberlain w swojej najważniejszej pracy Podstawy XIX wieku (wydanej w niem. Die Grundlagen des XIX Jahrhunderts) z 1899 roku, opowiadał się za wyższością wysokiej, jasnowłosej i długogłowej „rasy Teutonów”. Fizjologiczne cechy stworzonej przez Chamberlaina nowej rasy, zostały później użyte do stworzenia ideału rasowego tzw. typu nordyckiego (w rzeczywistości germańskiego) przez hitlerowców. Zdaniem Chamberlaina, największym zagrożeniem dla „rasy teutońskiej” lub „rasy panów” (niem. Herrenvolk), mieli być Żydzi, a w następnej kolejności Słowianie. Dużą rolę w podbudowie teoretycznej antyslawizmu odegrał tzw. Ostforschung – interdyscyplinarna pseudonauka będąca wypadkową niemieckich pseudo badań dotyczących Europy Wschodniej. Miała ona na celu udowodnienie naukowe przynależności etnicznej i historycznej środkowoeuropejskich ziem znajdujących się w sferze zainteresowania imperialistycznych Niemiec. Były to głównie ziemie zamieszkane przez Słowian – Serbołużyczan, Czechów i Polaków.
Antyslawizm był bardzo częstym składnikiem włoskiego faszyzmu oraz niemieckiego faszystowskiego nazizmu podczas II wojny światowej. W latach 20-tych XX wieku, włoscy faszyści, którzy wysuwali roszczenia terytorialne wobec Jugosławii atakowali Słowian południowych zamieszkujących jej tereny, a szczególnie Serbów oskarżając ich o „skłonności atawistyczne”. Faszystowska propaganda włoska głosiła także, że kraj ten był efektem masońskiej konspiracji, który powstał ze środków loży masońskiej Wielki Wschód. Antyslawizm był składnikiem niemieckiego nazizmu czyli hitleryzmu szczególnie artykułowanym przez wielu nazistowskich funkcjonariuszy z katolikiem Adolfem Hitlerem na czele, w którego wypowiedziach często pojawiały się sformułowania o traktowaniu Rosjan i Polaków na równi z Żydami. Niemiecki rasizm zawierał dwa podstawowe elementy: antysemityzm oraz antyslawizm, które wiązały się szczególnie ze stworzeniem tzw. „przestrzeni życiowej” dla zwyrodniałych imperialistycznych Niemców we wschodniej Europie „Lebensraum” kosztem mieszkających tam populacji słowiańskich i ludności żydowskiej.
Po II wojnie swiatowej srodowiska syjonistyczne przescigaja III Rzasze w antypolonizmie i rusofobii niszczac jednoczesnie ich podstawy egzystencji . Kuriozalne jest przy tym scisla wspolpraca z Niemcami - panstwem ,ktore prawie fizycznie zlikwidowalo Zydow.
Moze chodzi tu o ukrycie scislej wspolpracy syjonistow i Niemcow w zagladzie Zydow w czasie II wojny swiatowej.
https://www.facebook.com/waldemar.gegot ... hE&fref=nf
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6455
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4873 razy
Otrzymał podziękowanie: 9871 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 30 gru 2017, 15:54

0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30154 razy
Otrzymał podziękowanie: 8817 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 02 sty 2018, 21:49

Być może już było ale mimo wszystko zamieszczę art podlinkowany przez >Thotal'a<:
Witold Jabłoński pisze:Słowiański świat odnaleziony

Obrazek
„Nie jesteśmy sobą, zamordowano nam rodziców, zamieniono nazwiska, wymazano pamięć, skazano na cudzość”
Zorian Dołęga Chodakowski O Słowiańszczyźnie przed chrześcijaństwem, wyd. Wrocław 1967

Obrazek

Ów proces „wymazywania” naszej zbiorowej świadomości, o którym pisał tak dramatycznie i w sposób chwytający za serce, wybitny dziewiętnastowieczny historyk, etnograf i archeolog, prekursor badań nad Słowiańszczyzną, rozpoczął się praktycznie tragicznej jesieni 1047 r., kiedy to książę Kazimierz Karol pokonał w bitwie pod Płockiem plemiennego księcia Mazowszan, Miecława, ostatniego obrońcy naszej kulturowej i politycznej niezawisłości oraz rodzimej wiary. Archeolodzy wprawdzie do dzisiaj spierają się, czy odkopane z ruin szczepowego gniazda niepokornego płockiego wojewody ślady świątyni, mającej formę kuźni (zapewne związanej z kultem Peruna i Swaroga lub Swarożyca) pochodzą istotnie z czasów tzw. reakcji pogańskiej, czy też z czasów przedchrześcijańskich, jednakże owe szczątki przeszłości mogą stanowić wymowny symbol słowiańskiego „świata zaginionego”, skutecznie zatartego w ludzkich umysłach przez całe wieki wynaradawiania Polan, Wiślan, Ślężan i Mazowszan. Chrześcijaństwo wprowadzane ponownie przez tzw. Odnowiciela metodami terroru (dość przypomnieć lakoniczne zdanie Galla Anonima: „Miała tam być wielka rzeź Mazowszan…”), bezwzględne niszczenie pamiątek „pogańskiej” przeszłości (wycinanie świętych gajów, palenie świątyń, usuwanie posągów, mordowanie kapłanów i wyznawców uparcie trwających przy „bałwochwalstwie”) i wielopokoleniowa praca kleru katolickiego, sterującego niemal niepodzielnie oświatą aż po wiek XVIII, odcięły nas od własnych korzeni, sprawiły, że bezkrytycznie zaczęliśmy przyjmować zachodnie wzorce kulturowe, wstydząc się tego, kim byliśmy i jesteśmy. W pewnym stopniu bowiem proces ten trwa do dziś.

W szkołach młodzież uczy się głównie o mitologii grecko-rzymskiej, dzięki powieściom, filmom i grom fantasy poznaje jako tako mity celtyckie, skandynawskie, germańskie, lecz w ogromnej większości nie ma pojęcia o własnym kulturowym dziedzictwie. Nic dziwnego, skoro utrwalono w zbiorowej umysłowości przekonanie, iż historia naszego kraju zaczęła się wraz z tzw. „chrztem Polski” w 966 r. (ani nie ochrzczono wtedy wszystkich poddanych Mieszka, ani taki twór jak „Polska” jeszcze nie zaistniał), zbywając dorobek wcześniejszych pokoleń paroma ogólnikowymi zdaniami o „tworzeniu zrębów państwowości” przez Piastów. Niewiele dowiadujemy się o naszej przedchrześcijańskiej przeszłości nie tylko dlatego, że wobec ogromu niszczycielskiej pracy, jaka się dokonała na tych ziemiach, siłą rzeczy rezultaty badań archeologicznych musiały być dosyć nikłe – przyczyną był także fakt, iż wyniki owych odkryć nie były szczególnie eksponowane ani popularyzowane i pozostawały znane wąskim kręgom akademickim lub stawały się domeną niewielkich stosunkowo grup słowianofilskich. W świadomości przeciętnego Polaka takie zwyczaje, jak śmigus-dyngus, wiosenne malowanie kraszanek, Noc Świętojańska (Kupała), choinka itp., to takie same chrześcijańskie zwyczaje, jak post, czy Popielec. Większość ludzi nie uświadamia sobie ich pradawnego, rytualnego charakteru, uważając je, co najwyżej, za ludowe „zabobony”. Czego bowiem Kościół Katolicki nie zdołał całkiem wyrugować, po prostu wchłonął, skutecznie wypierając z ludzkiej świadomości ich pierwotne religijne znaczenie.

Profesor Maria Janion w znakomitej pracy „Niesamowita Słowiańszczyzna” (Kraków 2006) niezwykle przekonująco ukazała, jak przez całe wieki rozwoju polskiego piśmiennictwa nasza rodzima kultura była lekceważona, infantylizowana, sprowadzana do zbiorku „ludowych przesądów”, jednym słowem: tworzono wizję Słowiańszczyzny „upupionej”, by posłużyć się gombrowiczowskim określeniem – przaśnej, głupawej i prymitywnej. Stopniowo rodził się koszmarny stereotyp wąsatych i płowowłosych matołków, beztrosko pląsających w wianuszkach po łąkach, którzy radośnie i rzekomo „bezkolizyjnie” (jak twierdził np. Z. Pietras w książce o Odnowicielu, Kraków 1999) przyjęli nową wiarę, równie łagodną i „litościwą” jak oni sami. Fakt, że bez mała siedemdziesiąt lat po przymusowym ochrzczeniu „narodu” nastąpiły kolejno: wygnanie dynastii panującej, bunt możnowładców i wreszcie antychrześcijańskie powstanie ludowe, a także secesja Mazowsza, jakoś umykał naukowcom, był bagatelizowany i spychany na margines zbiorowej wiedzy. Znaleźli się nawet „uczeni” twierdzący, że nie było żadnego religijnego buntu. Rzecz ciekawa, twierdzili tak nie tylko historycy katoliccy, ale także komunistyczni – ci ostatni przede wszystkim dlatego, iż podążali za doktryną Karola Marksa, ujmującą proces przechodzenia od politeizmu do monoteizmu jako dziejową konieczność, cenę nieuchronnego postępu. I chociaż wystarczyło spojrzeć szerzej na świat, by przekonać się, że przygoda z monoteizmem zdarzyła się w przeciągu dziejów tylko Europie Zachodniej (kiedy Żydzi przemycili ideę jedynego boga z Azji Mniejszej do Rzymu), gdy np. współczesne Indie, czy też Japonia kompletnie owej teorii nie potwierdzają, utrwalało się jednak w świadomości dwudziestowiecznych naukowców przekonanie, że każda próba utrzymania, a tym bardziej wskrzeszenia tradycji przedchrześcijańskich była z góry skazana na niepowodzenie i niewarta jakiejkolwiek ideowej, czy intelektualnej obrony.

Obrazek

Trudno się zatem dziwić, że wobec wielowiekowych edukacyjnych zaniedbań, a także celowych zafałszowań, nasza literatura równie słabo radziła sobie dotychczas ze skażoną chrześcijańskimi nawarstwieniami tradycją.

Ambitne próby odrodzenia rodzimej mitologii przez Juliusza Słowackiego w pisanych w duchu „szekspirowskim” dramatach: „Balladyna” i „Lilla Weneda”, a także heroiczno-mistycznym poemacie „Król-Duch” pozostały tworami genialnymi, lecz osamotnionymi. Niemal bez echa przeszła całkiem udana „Bogunka na Gople” Ryszarda Berwińskiego, a późniejsze nawiązania do rodzimych tradycji w epoce Młodej Polski ze strony Tadeusza Micińskiego (np. w dramatach „Królewna Orlica”, czy „Koniec Wenety”) pokrywa dzisiaj biblioteczny kurz zapomnienia. Najbardziej znana pozostała, stosunkowo niedawno zekranizowana, „Stara baśń” Kraszewskiego – istny pomnik naiwnego, uproszczonego odczytywania naszych pradawnych dziejów. Polska literatura historyczna zawsze mierziła upiększonym, przesłodzonym obrazem własnej przeszłości i bogoojczyźnianym zadęciem, skoro dojrzała proza tego rodzaju (Kraszewski, Sienkiewicz) rozwinęła się pod koniec XIX wieku, kiedy byliśmy pod zaborami i trzeba było pisać „ku pokrzepieniu serc”. Polacy byli w tych powieściach zawsze szlachetni do bólu, a jeśli zdarzał się wśród nich czarny charakter, to oczywiście zdrajca. Jeśli ktoś gwałcił, palił i mordował, to oczywiście Niemcy/Krzyżacy. My nigdy. I tak właśnie w klasycznym utworze Kraszewskiego książę Popiel jest zły nie z własnej natury, tylko dlatego, że ulega podszeptom demonicznej niemieckiej małżonki. Niedostatek dziewiętnastowiecznej wiedzy historycznej i chrześcijańskie stereotypy kazały też pisarzowi całkowicie momentami fałszywie przedstawiać kult rodzimych bogów: ukazuje na przykład kapłanki Nyi (bądź Nijoły) jako rodzaj katolickich zakonnic, oddanych na służbę bóstwu i skazanych na pozostawanie w dziewictwie do końca życia! Warto przypomnieć, że celibat był wymysłem chrześcijańskim i realnie został wprowadzony w Europie dopiero na przełomie XII-XIII w., w dodatku był to proces skomplikowany i długotrwały. „Pogańskie” kapłanki oczywiście wychodziły za mąż i miały dzieci, zazwyczaj w obrębie kasty świątynnej, jeśli zaś chodzi o dziewicze strażniczki świętego ognia, najprawdopodobniej tak jak rzymskie westalki, mogły opuścić służbę w momencie osiągnięcia dojrzałości i cieszyć się normalnym życiem małżeńskim. Prócz słabo skonstruowanej fabuły i płytko zarysowanych postaci, utwór ma jednak przejmujące momenty i zapadające w pamięć opisy, jak choćby krwawa uczta Popiela, czy też plastyczny, porywający obraz święta Kupały. Pomimo literackich i merytorycznych niedociągnięć, dzieło Kraszewskiego pozostało jak dotąd (sic!) najbogatszą próbą przedstawienia słowiańskiego świata przed inwazją głosicieli Dobrej Nowiny.


Maria Janion ciekawie zanalizowała też powieść „Masław” tegoż autora, obrazującą czasy tzw. reakcji pogańskiej. Wprawdzie, idąc śladami Kadłubka i propagandy katolickiej, pisarz uczynił z księcia Miecława zbuntowanego chłopa, a ukazując obóz „pogan”, wzorował się ewidentnie na obozie rewolucjonistów z „Nie-boskiej komedii” Krasińskiego, starając się odmalować go w barwach jak najbardziej odrażających, fascynująco jednak, jak trafnie spostrzegła badaczka, jawi się mroczna wizja szalonej, „dzikiej” Słowiańszczyzny (wbrew obowiązującym stereotypom, wcale już nie takiej poczciwej i dobrodusznej), którą jedynie chrześcijaństwo może wziąć w karby, poskromić i ucywilizować. Jakimi metodami – pisaliśmy już o tym powyżej. Trzeba uczciwie przyznać, że Kraszewski nie oszczędził czytelnikowi przejmującego opisu końcowej rzezi „buntowników”. Uśmiech politowania wzbudzają jednak ekwilibrystyki słowne autora, który przy swojej antygermańskiej fobii, musiał sporo napracować się nad literackim rozmyciem faktu, że Kazimierz tzw. Odnowiciel przywracał swoją władzę i „prawdziwą” wiarę przy pomocy wojsk niemieckich i ruskich, bez wahania mordujących opornych Polan i Mazowszan. Jednak zapewne w pojęciu głęboko wierzącego autora „prawdziwy Polak” nie mógł być kim innym niż katolikiem – wszak „tylko pod krzyża znakiem…” – tak więc stawiający opór „poganie” zasłużyli w pełni na swój tragiczny los.

Tę nacjonalistyczno-katolicką tradycję podtrzymywała w pewnym stopniu propaganda komunistyczna po II Wojnie Światowej. Powstająca wówczas literatura historyczna była zresztą traktowana jako twórczość niższego lotu i zepchnięta na półki dla dzieci i młodzieży, wraz z dawnymi baśniami i legendami. Miała „tworzyć wzorce” a nie zgłębiać prawdy o nas samych. Stąd jej sztuczność i papierowość. Pisane z myślą o najmłodszych czytelnikach utwory Janiny Porazińskiej, czy Anny Świrszczyńskiej („Arkona”) utrwalały jedynie obowiązujący schemat Słowian jako matołków w łykowych łapciach i w najlepszym razie pozostały literaturą dobrych chęci. Niestety, podobnie stało się z ciekawą w zamyśle, lecz chybioną literacko trylogią Zbigniewa Nienackiego „Dagome iudex” (1989/90), która ewidentnie nie trafiła w swój czas i pozostała kompletnie niedoceniona. Nad powiastkami pisanymi w podobnym duchu przez pośledniejszych autorów, takimi jak np. całkiem dziś zapomniany „Syn Popiela” Władysława Bodnickiego (Łódź 1973) najlepiej miłosiernie zapuścić zasłonę milczenia.

Obrazek

Zdawałoby się, że pisana z myślą o nieco starszym czytelniku literatura, jak choćby powieści Karola Bunscha (cykl piastowski), czy Antoniego Gołubiewa (cykl o Bolesławie Chrobrym) powinny nieco poważniej ujmować przedchrześcijańską spuściznę, niestety nad nimi także zaciążyły omawiane wcześniej stereotypy i mylne wyobrażenia, wywodzące się z uprzedniego (XIX) stulecia. We wszystkich tych utworach dawna Słowiańszczyzna jawi się „raz na ludowo”: infantylnie, przaśnie, głupawo. Dodatkowym problemem stała się, niezwykle wówczas modna stylizacja na gwary wiejskie, niezbyt szczęśliwa próba odtworzenia polskiego języka „średniowiecznego”, wobec braku wiarygodnych zapisów z góry skazana na niepowodzenie, maniera językowa niewątpliwie utrudniająca lekturę i stanowiąca istotną barierę dla zwłaszcza dzisiejszego młodego czytelnika.

Obowiązujący u nas schemat myślowy nakazuje „znawcom” traktować współcześnie pisaną literaturę fantasy jako zbiór „bajek” dla młodocianych, niedojrzałych intelektualnie czytelników, w istocie jednak powieści fantasy od dawna są przede wszystkim czytane przez ludzi dorosłych. Można by rzec, że w tym gatunku literatura zatoczyła wielkie koło, wracając do właściwych korzeni epiki („Iliada”, „Odyseja”, „Saga o Nibelungach”, mity arturiańskie itp.), jakimi były legendarne i mityczne opowieści o bogach i bohaterach. Niebywała popularność na całym świecie tego rodzaju twórczości świadczy o potrzebach czytelniczych w tym względzie i zwłaszcza na polskim gruncie stanowi wciąż jeszcze obszar słabo zagospodarowany. Niestety, nasza rodzima fantasy jest, jak dotychczas, wtórna wobec zachodniej i w dodatku mało odważna, jeśli chodzi o obraz świata i prezentowany światopogląd.

Jeśli chodzi o temat najbardziej nas obchodzący – fantasy „historyczna” z elementami słowiańskimi – czołowy twórca danego gatunku, Andrzej Sapkowski dość nieśmiało wprowadził quasi słowiańskie motywy we wczesnych opowiadaniach o Wiedźminie (zwłaszcza „Kraniec świata”) i po części w „Trylogii husyckiej” (wodnik, rusałka, wilkołak), jakkolwiek zawsze w kontekście ironicznym, traktując temat z właściwą sobie dezynwolturą. Zafascynowany mitologią celtycką i legendami arturiańskimi pisarz w głośnym niegdyś eseju „Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach” [„Nowa Fantastyka” nr 5/1993] wręcz odciął się od literackich poszukiwań na rodzimym terenie, uznając go za jałowy i mało inspirujący.

Jeszcze bardziej widać tę polską niemożność w dwóch powieściach, stworzonych przez młodszych autorów: Pawła Rochali „Bogumił Wiślanin” (Warszawa 2005) i Rafała Dębskiego „Kiedy Bóg zasypia” (Lublin 2007).

Obrazek

Pierwsza z nich miała być ambitną próbą ukazania w sposób nieszablonowy, zgodny z ustaleniami nowszych badaczy, świata słowiańskich wierzeń i mitów. Niestety, na tychże ambitnych zamiarach się skończyło, okazała się bowiem artystycznym niewypałem. Autor wykreował postać słowiańskiego kapłana wróżbity jako płaczliwego niedołęgę, plączącego się bezwolnie wśród bogów (pojawiających się i znikających w akcji bez żadnego fabularnego uzasadnienia) i ówczesnych plemiennych elit, gdzie niektórzy książęta, jak gdyby nigdy nic, przechodzą sobie na chrześcijaństwo, nie odczuwając wewnętrznego konfliktu i zewnętrznych problemów. Ekspansja obcej religii także wypadła blado: tu i ówdzie przewijają się mnisi misjonarze, traktowani jako nieszkodliwi dziwacy. Dziwne, że religia, reprezentowana przez takich głosicieli, w ogóle odniosła polityczny i historyczny sukces! Autor jednak wyznaje najwidoczniej z góry założoną tezę, iż kulty „pogańskie” i tak były skazane na zagładę, toteż ukazał nam jednego z ostatnich wyznawców jako totalnego nieudacznika, zmierzającego wprost do klęski wraz z całym swoim światem. Pisarz nie potrafił jednak lub nie chciał, wyjaśnić przyczyn przegranej rodzimej wiary w starciu z nową na tych ziemiach, dynamiczną i agresywną ideologią.

Rafał Dębski natomiast starał się ciekawie opisać Czasy Zamętu, czyli tzw. „reakcji pogańskiej” w Wielkopolsce i najazdu Brzetysława, lecz nie zdołał przekonująco ukazać genezy buntu ani jej religijnego podłoża. Podobnie jak Rochala, zdaje się wyznawać teorię, że skoro jakiś system upadł i nie przetrwał, należy uznać go z definicji za twór poroniony. Że rację mają zawsze zwycięzcy. Chociaż obdarza chrześcijańskich Czechów paroma karykaturalnymi rysami, akcentując ich chciwość, rozwiązłość i hipokryzję (Brzetysław, biskup Sewer), na pierwszy plan wybijają się w powieści wymowne symbole w postaci toczonego przez robaki posągu Świętowita, czy wskrzeszonego wbrew woli z grobu wampira, a także Bolka Zapomnianego w roli Pasterza Upiorów. Nawiązując do słowiańskich legend i wierzeń, pisarz bezustannie podkreśla strupieszałość i przebrzmiałość rodzimej kultury, której, jego zdaniem, w XI wieku nie warto było reaktywować. Autor najwyraźniej nie ma wątpliwości, że chrześcijaństwo musiało być lepsze od „pogaństwa”, skoro wygrało. Dlatego pod koniec utworu zjawia się niczym deus ex machina Kazimierz Odnowiciel, papierowa, bezbarwna postać, wygłaszająca „jedynie słuszne” tezy i w jednej chwili przywracająca „ład i porządek”. Pisarz podążył tu tropem Bunscha, który podobnie przedstawił okres niepokojów w cyklu piastowskim („Bracia”, „Bezkrólewie”) i powrót „prawowitego władcy” w powieści „Odnowiciel”.


Wielka szkoda, że wymienieni autorzy, skrępowani marksistowsko-katolickim gorsetem światopoglądowym, nawet nie spróbowali przywrócić Słowianom oraz ich bogom dumy, godności ani przydać żadnej racji moralno-intelektualnej, która pozwoliłaby zrozumieć motywy działania naszych przodków. A jednak warto sięgnąć po omawiane tytuły, by przekonać się, jak niewiele brakowało autorom do znalezienia właściwej ścieżki pośród osnutych mgłą chrześcijańskiego zakłamania kulturowych korzeni: wystarczyło spojrzeć na świat oczami „pogan”, broniących swej niezawisłości i rodzimych bogów.

„U nas nie było elfów i Merlina, przed rokiem 966 niczego u nas nie było, tylko był chaos, czerń i pustka, mrok, który rozjaśnił nam dopiero rzymski krzyż – ironizował Andrzej Sapkowski w „Pirogu”. – Jedyny kojarzący się nam archetyp, to owe zęby, które Mieszko [Bolesław Chrobry – przyp. WJ] kazał wybijać za łamanie postu. (…) I cała prasłowiańska mitologia wyleciała z naszej kultury, z naszych marzeń, niby owe zęby, wyplute z krwią”.

Z całym szacunkiem dla dokonań twórcy Wiedźmina, pozwalam sobie zakwestionować jego mocno dzisiaj zdezaktualizowaną tezę, głoszoną zresztą ponad dwadzieścia lat temu. Sapkowski był w tym względzie nieodrodnym dzieckiem swego pokolenia, u którego niechęć do własnych korzeni mieszała się ze zwykłą niewiedzą. Rosnąca z roku na rok u progu nowego stulecia i tysiąclecia w naszym społeczeństwie popularność nurtów rodzimowierczych, coraz większe zainteresowanie dla rekonstrukcji pradawnych obrzędów i rytuałów, pozbawionych nalotu katolickiego, a także poszukiwanie swojskich legend i mitów, świadczą wymownie, że istnieje spory obszar, jaki polska literatura, nie tylko fantasy, mogłaby wciąż eksplorować.

Słowiański świat zaginiony dla wielu naszych rodaków obecnie staje się światem odnalezionym – na gruncie literackim czeka jednak jeszcze na swego odkrywcę.

.

Witold Jabłoński jest autorem powieści „Słowo i miecz”, słowiańskiej fantasy historycznej, rozgrywającej się w czasach Miecława.

Zapraszamy również do przeczytania rozmowy z Witoldem Jabłońskim pt. „Jeszcze bardziej niesamowita Słowiańszczyzna” oraz recenzji powieści „Słowo i Miecz„.
http://www.smakizpolski.com.pl/slowianski-swiat/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6455
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4873 razy
Otrzymał podziękowanie: 9871 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: Thotal » czwartek 11 sty 2018, 22:43

0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6455
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4873 razy
Otrzymał podziękowanie: 9871 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: Thotal » czwartek 18 sty 2018, 22:09

historia...

https://www.youtube.com/watch?v=sZLKmXPM16E

Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4862
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 579
x 192
Podziękował: 7984 razy
Otrzymał podziękowanie: 8409 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 20 maja 2018, 12:18

Lechickie Odrodzenie

2018/03/11Ostatni dzwonek na granicy światów. Co się stanie z Polakami, którzy obudzą się później

Obecny rok jest krytyczny. Weszliśmy jako planeta i jej gatunki w nasilone procesy przemian świadomościowych i fizycznych. Człowiek po raz pierwszy w swej historii zostanie poddany transformacji ciała - ze struktury węglowej w krzemową. Zabierze to kilka-kilkanaście lat, ale symptomy tego są odczuwalne już teraz i mogą dawać wrażenie stanu chorobowego lub zmęczenia (co należy przyjmować bez niepokoju).
Nasilają się zmiany energetyczne Ziemi, co musi przebiegać z dużym wpływem na funkcjonowanie wszelkich organizmów. Podnoszą się bowiem wibracje, a to oznacza kłopot dla tych, którzy nie podejmują żadnych działań aby się do tego dostroić. Te działania to właściwie zmiany nawyków na każdym polu, począwszy od najważniejszego - świadomości. Samo bowiem zgłębienie wiedzy na temat procesów, jego przyczyn i skutków, warunków przebiegu, zmienia świadomość człowieka, co daje nie tylko zrozumienie i spokój, pomagające akceptować sytuację - ale podnosi wibracje.
Osobiście polecam poza zgłębianiem wiedzy i przyjmowaniem przemian jako naturalną kolej rzeczy, także powzięcie konkretnych czynności z ciałem. Pomocne jest, a wręcz zbawienne przy obecnych przeciążeniach dźwiękowo-informacyjno-technologicznych zatapianie się w ciszy i codzienne medytowanie lub zwolnione głębokie oddychanie. Warto przy tym myśleć o komórkach swego ciała, szukać łącza z nimi, wizualizować wypełnianie ich jasnym, złotym światłem. Przyjemność i ulga z takich relaksacji będą odczuwalne szybko, ale nie koniec na tym, ponieważ organizm ulegnie wzmocnieniu, dusza zasileniu, a transformacja DNA przebiegnie lżej.
Jeszcze więcej mocy, której nam trzeba dziś wszystkim ogromnie, dostarczy chodzenie boso po trawie czy też po prostu po ziemi. Tę nieocenioną czynność należy uczynić nawykiem i to bezzwłocznie. Organizm szybko się zahartuje, ponieważ czynność ta tkwi w pamięci duszy i DNA. Właściwie wszystkich profitów bosochodzenia nie da się wyliczyć, bo wszystkich jeszcze sobie nie uświadomiliśmy jako ugnieciony technologiami materii gatunek. Ale chodzenie boso to najlepszy sposób połączenia się z Matką Ziemią (która żyje i emituje energie życia), co oznacza dla organizmu akupresurę, rozrzedzanie krwi, czerpanie witamin, minerałów, odprężenia, endorfin, sił do działania, a nawet tak zwanych olśnień i impulsów do większych działań.
Co jednak chcę podkreślić, to właśnie to, że Ziemia jest w procesie wspomnianej transformacji, więc łączenie się z nią dostraja nas do jej podnoszonych wibracji. Jest to bardzo istotne zatem tak dla sfery fizycznej, jak i duchowej i jeszcze raz apeluję, aby pójść śladami naszych lechickich przodków... wprost na ziemię, boso.
Niezwykle pozytywnym zjawiskiem, które obserwuję ostatnimi laty na ziemi Lechów, jest rosnąca liczba tak zwanych morsów czyli ludzi kąpiących się w morzu i jeziorze zimą. Nie wiem, ilu z nich jest świadomych tego, że nie tylko hartują swoją wolę i organizmy, ale też czerpią moc z planety. Jest całkiem możliwe, że ta zwiększona z nagła popularność to intuicyjna reakcja na wezwanie z nadświadomości, co stanowi jeden z wielu nieprzypadkowych elementów wymiany starego świata na nowy.
Obecny rok jest także krytyczny z powodu nasilonych i bardzo już rozciągniętych w czasie działań ludobójczych w rodzaju wprowadzonej zdradziecko na nasze stoły żywności GMO czy chemtrails. Są to tak poważne środki, tak destruktywne i wyrafinowane, że przejmuje mnie obawa, iż kto w tym roku nie otworzy oczu i natychmiast nie podejmie samoobrony - ten nie uniknie dużych szkód na swoim zdrowiu fizycznym, umysłowym, sile mentalnej, potencjale szyszynki... Przy czym szczególnie dotyczy to dzieci tak uśpionych rodziców.


Narzędzia obrony są łatwo dostępne i bardzo skuteczne. Natura przygotowała je dla nas zanim zaczęły ją brukać mroczne rasy i ich agresywna taktyka. Jako Słowianie mamy swoje niesamowite zioła tak przeciw GMO, jak przeciw chemtrails, pomijam już mnóstwo innych znakomitych skutków picia naparów z nich czy choćby spożywania ich w formie przypraw. Wszystkim bliskim, znajomym, czy ''obcym'' rodakom z pociągu, z ulicy polecajmy te zioła, niech ich wspierają, niech ratują... Acz tu muszę uściślić: nie jesteśmy sobie obcy, jesteśmy wszyscy dużą lechicką rodziną, i to jest to, dlaczego potrafimy z nieznajomymi tak ochoczo i swobodnie wdawać się w pogawędki o polityce, zdrowiu, przeznaczeniu, losie, życiu - co tak fascynuje cudzoziemców.
Obecne w żywności GMO atakuje DNA. To nie tylko atak na lechickie geny, zgodny z założeniami iluminatów, to także niszczenie zdrowia, wydajności energetycznej i umysłowej narodu polskiego. Aby się chronić przed tym atakiem, trzeba ostrożnie dobierać żywność, nie oszukujmy się jednak, że nawet odstawienie mięsa i nabiału eliminuje niebezpieczeństwo do zera. Do zera może ono spaść w wolnej Polsce, gdy nareszcie polski, słowiański rząd wyrzuci z polskiej ziemi zmutowaną i mutującą nas żywność, a także rozprawi się z targowicą, która nas i nasze dzieci naraziła na choroby, ułomności i śmierć. Póki co sprawcie sobie i tym bliskim wam osobom, które nie będą się z jakąś determinacją opierały, codzienny poranny (na czczo!) napar z mniszka lekarskiego. Taki napar stworzy tarczę dla DNA i będzie je chronić cały dzień.
Przeciw grzybom z chemtrails (candida, cząstki toksycznej krwi!) pijcie z bliskimi i znajomymi wrotycz. Dla usuwania metali ciężkich napary z perzu, kurdybanku, przyprawy: oregano, kolendra, czosnek, świeża pietruszka. Przeciw rakowi pestki moreli i napary z mniszka lekarskiego - korzenia. Cokolwiek pijecie, i jecie - to jest wprowadzacie w swoje DNA - zawsze działa silniej i korzystniej, gdy czynicie to świadomie, a nawet wdzięcznie.
Choć jest to mozolna misja, z taktem, nie natrętnie, i najlepiej bez wzburzenia i wszelkich emocji, wpływajcie na bliskich i znajomych w kwestii szczepień. Tak, jest to wyjątkowo bolesna sfera, która bardzo podzieliła społeczeństwo, co zresztą dowodzi okrutnego wyrachowania iluminatów i ich sług, w tym polskich lekarzy i sędziów, którzy wspierają ten rzeźniczy proceder.
Tak, szczepienia są projektem depopulacji i faktycznym atakiem na aryjsko-słowiańską haplogrupę R1a1. Niszczenie genów lechickich ma taktyczny sens - bowiem geny decydują o potencjale i charakterze ducha i ciała, i nasz wróg to wie. To że Lechici byli nieustraszeni, że bili Rzymian, Franków, Niemców, Turków, Mongołów, że w walce o wolność własną i inną wznosili się na inspirujące świat wyżyny, że nigdy naprawdę się nie poddali, a jeśli ulegali, to armiom połączonych najeźdźców - to charakter naszego narodu zapisany w genach i matrycy duszy. Oni to wiedzą. Wiedzą, że Lechici i wszystkie narody słowiańskie stoją im na drodze do całkowitej kontroli planety.
Zawarte w szczepieniach DNA martwych płodów oraz zwierząt wnika w DNA polskich dzieci. Zatrute lekarstwa, GMO, szczepienia, chemioterapia, fluor w wodzie czy paście do zębów, chemtrails, generujące agresję seksualną przekazy i inne środki to wielka antysłowiańska ofensywa, która ma na celu:
- zdziesiątkowanie populacji
- zniszczenie szyszynki jako generatora mocy i świadomości istoty ludzkiej
- zdegenerowanie DNA jako szlachetnego genotypu aryjsko-słowiańskiej rasy wojowników o wolność
- zdruzgotanie wydolności umysłowej i fizycznej Lechitów, aby zamienić ich z najlepszych wojowników planety w schorowanych, niezdolnych do oporu niewolników
- z pozostałej przy życiu populacji uczynić schorowanych, bezwolnych, ogłupionych, zseksualizowanych, przepracowanych, odciętych od prawdy i przyrody, niewolniczo skoszarowanych w metropoliach matrixa klientów iluminackich korporacji.

Najbardziej niszczący, wręcz niedorzecznie skumulowany program szczepień dla noworodków w całej Europie mają Polacy (i Bułgarzy). Mamy tak, ponieważ jesteśmy groźni, i ponieważ jesteśmy w zasięgu. Samoloty NATO to samoloty iluminatów, a nie sojuszników. Znajdujemy się w stadium utajonej okupacji i agresji.

Obrazek

Szczepienia przeczą właściwie całkowicie projektowi stworzenia człowieka. Przeczą sensowi życia. Ale nawet, gdy uparciuchom ustąpić pola, że jakieś tam szczepienia mają sens, bo przecież zawsze były (nie były. I ludzkość nie wymarła do XVIII wieku), to jak umysł takich ludzi tłumaczy obecne natężenie szczepionek? Ich łączenie? Nachalne promowanie? Groźby i represje? Dlaczego polskich jakoby rozsądnych i troskliwych rodziców nie zastanawia, że dziś szczepień jest więcej niż dawniej, że Zachód o dziwo nie szczepi tak desperacko i usilnie swych noworodków tak, jak wschodni Europejczycy??...
Tak, mozolne to pole walki, ale - nigdy za cenę utraty energii i sfrustrowania - wpływajcie na bliskich i znajomych. Mówcie do nich i dawajcie przykłady, wszyscy bowiem jesteśmy wielką lechicką rodziną. Liczy się każde jedno uchronione dziecko i każde uchronione szczęście polskiej rodziny.
A czy da się ocalić wszystkich? Niestety nie. Nie lubię biadolić i generować czarnych scenariuszy, ale o tym, że transformacja świata zabierze dużo dusz, mówią wszelkie przekazy, i starajmy się przyjąć to ze spokojem, jako naturalny proces ewolucji planety i dusz, mimo że oznacza to mnóstwo trudnych rozstań. Dla mnie przyjęcie tego było i zresztą jest nadal takim samym wyzwaniem.
Choćbyśmy wytężali swoje siły w generowaniu wyobrażenia, że długoletnie osaczenie organizmu zatrutą żywnością, powietrzem, lekarstwami, szczepieniami, odcięciem od natury i przepracowaniem nie będzie znacząco szkodzić jego zdrowiu - nie zmienimy tej rzeczywistości. Choćbyśmy wykorzystali każdą okazję i każdy argument - nie przekonamy dziś wszystkich. Tak działa program kontroli umysłów, utrzymywany niestety dzięki ''podwalinom'' cywilizacji: telewizji, gazetom, urzędom, szpitalom, uniwersytetom, religiom, parlamentowi...
Oczy wszystkich naszych rodaków otworzą się dopiero wtedy, gdy te instytucje upadną lub zostaną przejęte przez Lechitów; prawdziwych, szlachetnych, wolnych i świadomych Polaków. Wtedy z oficjalnych mediów popłynie prawda o smutnych żniwach szczepień, chemtrails, leków, GMO, chemioterapii - lecz dla wielu naszych rodaków będzie wtedy za już późno.
Taki to czas. Gdy poszuka się wiedzy - jest łatwiej. Pomagajmy, wspierajmy, uświadamiajmy, niech to jednak nie będą wysiłki na granicy rozpaczy i beznadziei. Wysilone i desperackie już próby iluminatów w zgnieceniu przebudzenia Słowian i ostatecznym zniewoleniu ludzkości są tak samo bezowocne. Oni już przegrali, choć nie chłodzą luf.
A co się stanie z tymi Lechitami, którzy obudzą się później? Jest całkiem możliwe, że będzie w nich dużo gniewu, z którym wyjdą szukać linczu na winnych. Będą bowiem zrozpaczeni krzywdą swoich dzieci, przytłoczeni winą, że dokonali złego wyboru, i upokorzeni tym, że mając się za inteligentnych i rozsądnych (będzie tu mnóstwo ludzi z wyższym wykształceniem), tak bardzo dali się zwieść... Dlatego to naszą powinnością - ludzi świadomych, przebudzonych szybciej i zabezpieczonych - jest zachować spokój i umiar w reakcjach. To my musimy kontrolować i nasze emocje - i takich osób reakcje. Nie wolno nam tych ludzi poniżać, krytykować, wyśmiewać i traktować z wyższością ''oświeconych''. Potencjały to nierówno rozłożone dary. Cieszmy się ze swej świadomości, ale też wspierajmy z troską i życzliwością tych, którzy potencjału mieli mniej - oni bowiem, i ich dzieci, są ofiarami. Te ofiary będziemy wszyscy wspierać.
Co się stanie z ludźmi, którzy dziś odrzucają informacje i pomoc? Jak napisałem wyżej, nie wszyscy przejdą ewolucję, i część dusz przeniesie się na inny świat albo w inny wymiar. Kto zaś podjął decyzję, że chce być człowiekiem nowej Ziemi, podjął działania ochronne i rozwojowe - przetrwa i zazna niezwykłych zmian i pięknych doświadczeń. Nie należy się bać - ta emocja jest generowana przez upadający matrix poprzez media (straszenie wojną), filmy katastroficzne czy ponurych proroków (apokalipsa). To wszystko jest manipulacją i rabunkiem radości i energii - Polskę i świat czeka wspaniała rzeczywistość harmonii.
Nie bądźcie źli na tych, którzy idą na zatracenie i nie słuchają waszych rad. nie wińcie ich, nie osądzajcie, po prostu ich potencjał okazał się za słabym, ale dusze nie zginą. To są nasi rodacy, którzy zostali zasklepieni iluzjami matrixa. Nie widzą chemtrails na niebie, i nazywają je niebieskim, kiedy jest błękitnoszaromgliste... Nie pamiętają, że niebieskie niebo wygląda tak:

Obrazek

To jest prawdziwe niebieskie niebo, które pamiętają i do którego tęsknią dusze wolnych, świadomych ludzi. Ono wróci do nas w Wolnej Lechii, już za kilka lat.
Mimo wszystko próbujcie bliskim, znajomym i napotkanym rodakom udzielać życzliwie rad i wskazówek, przy czym trzeba pamiętać o dwóch prawach kosmicznych:
1. Każdy ma prawo do życia i do ratowania się.
2. Ratujemy tylko tych, którzy o to proszą, inaczej dokonujemy ingerencji, która może narazić nas na agresję.
Pamiętajmy, że nic nie zadziała lepiej jako przykład, niż nasze znakomite zdrowie, forma ciała i umysłu, wibrująca witalność i radość życia - to będzie miało wpływ na wielu ludzi z naszego otoczenia, gdy efekty ich ufności w dobra matrixa będą słabły. Dbajcie więc o siebie - jedzcie zdrowo, pijcie dużo wody i naparów z ziół, gimnastykujcie się i szukajcie łączy z przyrodą i Ziemią. Tym samym będziecie bezpieczni i w zdrowiu doczekacie wolnej lechickiej Polski w nowej rzeczywistości.
Zatem powtórzę raz jeszcze: działajmy z życzliwością i wyczuciem. Postępując z humorem, sposobem, wspierajmy śpiących w matrixie rodaków i ich dzieci. Można zawsze polecić zioło ''na coś''. Kupić w prezencie. Zaparzyć domownikom, gościom, dzieciom. Można w tubkę konwencjonalnej pasty wtłoczyć skrycie pastę bez fluoru, jeśli któryś z domowników tak bardzo ''chce'' zdegenerować szyszynkę swego dziecka... Cokolwiek zrobicie - zróbcie z dobrą, silną intencją, która przeszyje wszystkie komórki ciała. To daje moc. Niczego nie róbcie w sposób wojowniczy i konfliktowy, chyba że wyraźnie czujecie że to jedyny i skuteczny sposób na ten czas.

I przyjmijcie już dziś, że niektórym pomożemy dopiero później lub wcale... Prawda jest bowiem taka, że proces planety jest, czy nam się podoba czy nie. Dziś wszyscy podejmują decyzję, czy przechodzą do nowego świata, czy odchodzą ze starym, niezależnie czy robią to świadomie czy podświadomie. To nie jest łatwe. Nie ma natomiast powodów, by się tym przygnębiać, żegnamy bowiem świat cyniczny, świat masowego niewolnictwa, kłamstwa, degeneracji, rabunku i upodlenia, rzezi na zwierzętach i przyrodzie, i wreszcie straszliwego krzywdzenia dzieci. Czeka nas świetna, wreszcie wolna i kreatywna rzeczywistość, w której będziemy żyć naprawdę.
Wstajemy, Lechici!
Czcibor


https://lechickieodrodzenie555.blogspot ... o.html?m=1
1 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30154 razy
Otrzymał podziękowanie: 8817 razy

Re: Świadome niszczenie Słowiańszczyzny

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 03 cze 2018, 21:52

RudaWeb pisze:Odkrywanie słowiańskiego świata
Kwiecień 22, 2018

Obrazek

„W świetle przedstawionych danych poglądy dowodzące ‚tubylczości’ Słowian na ziemiach polskich dopiero od czasów przełomu antyku i wczesnego średniowiecza po prostu są nieprawdziwe” – stwierdza Bogusław Dębek w pracy „Słowiańskie dzieje”, która ukazała się 19 kwietnia nakładem „Bellony”.

Autor proponuje podzielenie dziejów Słowiańszczyzny na trzy zasadnicze epoki: Protosłowiańską, Prasłowiańską i kształtowania pierwszych państw słowiańskich. Jest bardzo ostrożny w przedstawianiu swoich tez, co dobrze czyni podstawowej funkcji publikacji, czyli podręcznika. Porusza się bowiem wśród ustaleń nauki trudnych do podważenia – opiera się na wnioskach M. Alinei, W. Mańczaka czy P. Underhilla. Ponadto przytacza A. Klyosova oraz G. Tomezzoliego. Wspomina również R. Pešicia.

Nie porusza w ogóle hipotez, które na dziś są nie do zweryfikowania naukowego, typu starożytni astronauci lub Atlanci. Opiera się na powszechnie uznanych źródłach, w czym jest bardziej zachowawczy od nas. Słusznie bowiem nawet nie wspomina o wątpliwej kronice Prokosza, ale – wbrew naszemu stanowisku – nie przywołuje też zaginionej kroniki Miorsza. Marginalnie – i z sugestią mitu, a nie faktu – odnosi się do historii Wandy. Generalnie, w zakresie historii sensu stricto widać wyraźną samodyscyplinę, by zminimalizować możliwość podważenia jego narracji na gruncie instytucjonalnej nauki. Chociaż dobrze wiemy, że znajdą się rzesze takich, którzy mimo tej ostrożności zaczną wyszukiwać niemożliwych – ich zdaniem – teorii do przyjęcia. Podkreślmy jednak, że zachowawcza postawa autora w tym zakresie wychodzi na przeciw głównej funkcji jego książki, czyli podręcznika wyposażającego czytelnika w zespół argumentów trudnych do zdyskwalifikowania przez przeciwników. Nie naraża więc młodego Polaka/Słowianina na łatwe zdyskredytowanie przyswojonej wiedzy.

Zgodnie z najnowszymi, interdyscyplinarnymi ustaleniami nauki Dębek wywodzi etnos protosłowiański z kultur starczewskich i przedstawia nieprzerwany ciąg rozwojowy Słowiańszczyzny w Europie Środkowej od tych czasów, aż do przyjęcia chrześcijaństwa, który to fakt – zgodnie z racjonalnym przekazem historycznym – przedstawia jako wybór polityczny ówczesnych władców, a nie ideologiczny. W kolejnych częściach swojej pracy, a zwłaszcza w rozdziale „Demonologia ludowa, obyczaje świąteczne” przedstawia nieznany powszechnie, a olbrzymi wpływ, wiary przyrodzonej Słowian na współczesny kształt katolicyzmu w Polsce, ale nie tylko katolicyzmu i nie wyłącznie w Polsce. Samej wiary przodków nie przedstawia w sposób bezkrytyczny, słusznie wspominając o śmiertelnych ofiarach z ludzi i zwierząt, ale podnosząc też zaświadczony źródłami wysoki poziom moralny słowiańskiej codzienności.

Dębek wyraźnie sugeruje ziemie Odrowiśla jako kluczowe dla kształtowania się następnego etapu rozwojowego – Prasłowian. Obszernie też opisuje związki aryjsko-słowiańskie w genetyce, językoznawstwie, religioznawstwie i etnologii. Słusznie dowodzi tym zamierzchłej wspólnoty nie tylko genów, ale i etnosów pomiędzy Słowianami a Ariami. Nie dziwi więc, że w rozdziale „Praojczyzna Protosłowian, zawiązki Słowiańszczyzny” omawia nie tylko kulturę lendzielską, ale również andronowską.

Natomiast dziwi brak wykorzystania źródeł klasycznych do szerszego przedstawienia federacji Słewów, jako – naszym zdaniem – państwowości zachodniosłowiańskiej o tysiąc lat starszej od oficjalnie uznanych za pierwsze państwa Słowian – Samona i Chorutan. Tym bardziej, że w oparciu o np. Cezara obszernie Dębek omawia Wenetów. Również podnosi ponad standardy „oficjalnej” nauki znaczenie twierdzy maszkowickiej dla źródeł kultury mykeńskiej, przywołując nasz pogląd w tej sprawie, poświadczony znajomością naszej strony www (poprzez bloga C. Białczyńskiego) w załączonej do jego książki bibliografii. Zresztą publikacje internetowe wykorzystane w tej pracy przeplatają się z kanonicznymi pozycjami literatury „papierowej”, jak choćby z obszernym wykazem prac J. Strzelczyka. W przypadku pozycji z Sieci autor traktuje Czytelnika poważnie, przywołując pełne linki, a nie zdawkowe Internet czy YouTube, jak zdarza się w innych pracach – z założenia ważnych, ale takim sposobem samoośmieszających się.

Książka jest napisana w sposób, który nie powinien przeciętnemu licealiście sprawić trudności w jej zrozumieniu. Czy warto ją więc przeczytać? Zdecydowanie warto – zwłaszcza dla tych, którzy jeszcze nie wkroczyli na drogę odkrywania prawdziwych dziejów przodków. Natomiast grono miłośników Słowiańszczyzny może tą lekturą utwierdzić swoje własne spostrzeżenia i – co ważniejsze – określić jaka jeszcze droga przed nimi w odtwarzaniu źródeł naszej dzisiejszej słowiańskiej samoświadomości. Czy nie ma w tej publikacji wad? Są, choćby w – wynikających pewnie z pośpiechu – błędach typu Bruszewo zamiast Bruszczewo. W sumie, warto przychylnie odnotować „Słowiańskie dzieje” Bogusława Dębka jako ważny krok w odkrywaniu ojczystej historii, ale też potraktować jako wyzwanie do tworzenia kolejnych publikacji odkłamujących Słowiańszczyznę.


Na zdjęciu fragment okładki książki B. Dębka „Słowiańskie dzieje”, wydanej przez „Bellonę”, projekt Barbara Kuropiejska-Przybyszewska, screen z swiatkziaski.pl.
http://rudaweb.pl/index.php/2018/04/22/ ... go-swiata/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

ODPOWIEDZ