Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

KATASTROFA SMOLEŃSKA

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12147 razy

KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 08 lut 2013, 22:01

10 pytań do Pana dr. inż. Macieja Laska urzędnika POwołanego przez Donalda Tuska

1. twierdzi Pan, że samolot na wysokości 5 metrów nad ziemią zderzył się z brzozą i stracił 6 metrowy fragment skrzydła, co spowodowało obrót samolotu na plecy, beczkę autorotacyjną, uderzenie w ziemię w pozycji odwró... rozwiń całośćconej i w konsekwencji śmierć wszystkich pasażerów. Przedstawia Pan także zdjęcie brzozy ułamanej na wysokości 5 metrów z wbitymi metalowymi fragmentami twierdząc, że o tę brzozę rozbił się samolot z Prezydentem Polski. Takie właśnie zdjęcie pokazywane jest od blisko 3 lat, począwszy od propagandy rosyjskiej, przez raport Tatiany Anodiny po raport Millera.

Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że o tę brzozę rozbił się samolot skoro:

- prokuratorzy rosyjscy twierdzą, że takiej brzozy nie było a ta, która stała na działce dr. Bodina była ułamana 1 metr od wierzchołka;

- 4 lutego, potwierdziła to prokuratura polska w komunikacie prok. płk. Rzepy, który napisał, że prokuratura posiada zdjęcie brzozy z działki dr. Bodina, którą samolot miał ściąć na wysokości 9 metrów od gruntu.

Łatwo zauważyć, że na tej wysokości brzoza ma średnicę ok. 10-15 cm i w sposób oczywisty nie mogłaby zniszczyć skrzydła!

- tymczasem Komisja, w której Pan był wiceprzewodniczącym zespołu technicznego nigdy nie badała brzozy ani skrzydła, co publicznie przyznał polski akredytowany płk. Edmund Klich,

- czarna skrzynka nie odnotowała dźwięku uderzenia w brzozę a w tym miejscu eksperci Instytutu Sehna w Krakowie odczytali dźwięk “przesuwających się w kokpicie przedmiotów”, który trwa do końca tragedii,

- jedynym źródłem wiedzy o brzozie złamanej na wysokości 5 metrów, która miała spowodować katastrofę TU 154 są zdjęcia Siergieja Amielina, smoleńskiego fotoamatora z 13 kwietnia 2010 r. czyli 3 dni po katastrofie oraz zdjęcia zamieszczone MW pańskim Raporcie i w Raporcie MAK. Wszystkie późniejsze od protokołu i szkicu sytuacyjnego prokuratorów rosyjskich z 10 kwietnia 2010 r.

Na takiej podstawie zbudował Pan tezę wyjaśniającą śmierć polskiej elity narodowej i wyśmiewającą wszystkie naukowe niezależne badania. Prosimy o wyjaśnienie dlaczego podpisał Pan dokument wprowadzający w błąd rząd i opinię publiczną, dlaczego pokazuje Pan zdjęcie nie mające związku z przyczyną tragedii smoleńskiej, jakie posiada Pan dowody na to, że brzoza ułamana na wysokości 5 metrów zniszczyła skrzydło TU 154 i doprowadziła do katastrofy smoleńskiej?

2. W Raporcie, który pan podpisał stwierdzono, że generał Andrzej Błasik był w kokpicie, odczytywał wysokości z przyrządów nawigacyjnych oraz informował o stanie widoczności. Wszystkie te stwierdzenia są fałszywe. Wynika to niedwuznacznie z ekspertyzy Instytutu Sehna w Krakowie, która wyjaśniła, że niektóre z tych słów w ogóle nie padły (np. że “nic nie widać”, inne wypowiedział drugi pilot a generał Błasik nie wypowiadał żadnych odnotowanych słów. Analiza położenia ciała generała Andrzeja Błasika przeczy tezie, ze znajdował się w kokpicie, gdyż znaleziono go w okolicy salonki generalskiej a nie w okolicy kokpitu. Jednoznaczny komunikat przeczący obecności Generała w kokpicie wydała także prokuratura. Mimo to nigdy Pan nie przeprosił za szkalowanie generała Błasika i nadal podtrzymuje Pan w wypowiedziach publicznych domniemanie, że mógł być w kokpicie, co miałoby wynikać “z kontekstu sytuacyjnego”. Dlaczego pan to robi mimo oczywistych dowodów przeciwnych?

3. Dlaczego w raporcie Millera, który pan podpisał sfałszowano trajektorię poziomą lotu pomijając informację z systemu TAWS nr 38 przed samą szosą Kutuzowa. Sygnał TAWS 38 przesądza o tym, że samolot nie mógł zrobić tzw. beczki autorotacyjnej i zmienić kierunku lotu za tzw. “pancerną brzozą”, lecz leciał prosto jeszcze co najmniej 140 metrów i dopiero potem na wysokości około 36 metrów nad ziemią gwałtownie zmienił kierunek lotu. Dlaczego podpisał Pan dokument, w którym te informacje po prostu wymazano z mapy? Podobnej manipulacji dokonano na ekspertyzie firmy Small Gis, która wskazała, że doszło do dwu eksplozji. Na mapie zamieszczonej w raporcie Millera słowa “wybuch” z ekspertyzy zastąpiono słowami “pożar”. Dlaczego dopuszczono się tych fałszerstw?

4. Pisze Pan, że “na podstawie zarejestrowanych parametrów lotu ustalono, że przed zderzeniem w ziemię samolot przemieszczał się na wysokości kilku metrów nad wznoszącym się terenem”. Czy mógłby pan wskazać konkretne rejestratory, który podają takie dane? Przecież wie Pan znakomicie, że systemy TAWS i FMS a także wysokościomierze baryczne odnotowują, że samolot NIGDY nie zszedł poniżej 18 metrów nad ziemią. Co więcej wie Pan także, że Komisja nie posiada żadnych wiarygodnych danych na temat tego co działo się poniżej 18 metrów nad ziemią a wasze twierdzenia są oparte na przypuszczeniach wziętych z analiz fotoamatora Amielina oraz opartych na informacji o uderzeniu w brzozę na wysokości 5 metrów nad gruntem. Wiemy już teraz, że fakty te nie miały miejsca. Jakie więc dane przeciwstawi Pan informacjom z zegarów barycznych i danym zapisanym przez system TAWS w plikach fault. lock wskazujących, że w ostatnich sekundach samolot wznosił się do około 36 metrów nad gruntem i wówczas nastąpiła katastrofa?

5. Pisze pan, że “oględziny wraku samolotu przeprowadzono na miejscu zdarzenia”.

Prosimy o wyjaśnienie kto personalnie dokonywał ze strony polskich ekspertów w Smoleńsku tych oględzin i badań i kiedy tego dokonał. Prosimy też o wyjaśnienie gdzie znajduje się jakakolwiek dokumentacja tych badań? Gdzie możemy zapoznać się z raportem, ekspertyzą czy choćby opisem badań i oględzin, o których Pan mówi? Nie ma ich bowiem ani w raporcie Millera ani w załącznikach dołączonych doń w lipcu 2011 r. zaraz po jego opublikowaniu ani też w załącznikach do protokołu z badania Komisji, które zostały opublikowane we wrześniu 2011 r. Nie jest też znana żadna inna publikacja zawierająca taki raport, opis czy ekspertyzę.

Pytamy o to dlatego, że płk. Edmund Klich, polski akredytowany kierujący pracami ekspertów w tym okresie, napisał w swojej książce “Moja czarna skrzynka”, że takich badań nie prowadzono, że w zespole nie było żadnego specjalisty od takich badań a pan Wierzbicki, który miał to zrobić po prostu przepisał dane rosyjskie!

Pytamy o to także dlatego, że Pan osobiście i pańscy koledzy eksperci przebywający w Smoleńsku, w lutym 2011 roku w liście do ministra Grabarczyka napisaliście, że nie zbadaliście wraku na skutek nie dopełnienia obowiązków przez akredytowanego Klicha. Pański podpis znajduje się pod tym dokumentem. Dlaczego więc skoro wszystkie dane pochodzą nie z własnych badań a z informacji rosyjskich, stwierdza Pan, że wrak został przez Was zbadany, że przebadano krawędzie przełomu i sposób odkształceń, i że te badania wykluczyły eksplozje i potwierdziły tezę o katastrofie na skutek uderzenia w ziemię?

6. Nie zbadaliście państwo także silników samolotu, poprzestając na ich zewnętrznym oglądzie i stwierdzając, że pracowały one sprawnie aż do uderzenia w ziemię. Do uderzenia w ziemię sprawne miały być także inne, główne mechanizmy samolotu.

Jeśli tak to czy mógłby pan powiedzieć dlaczego ekspertyza ATM, zamieszczona w załączniku do protokołu waszej Komisji stwierdza, że około 40 metrów przed miejscem gdzie znajduje się działka dr. Bodina, doszło do awaryjnych drgań silnika nr. 1 samolotu, znacznie przekraczających dopuszczalne normy a sekundę później analogiczne zjawiska nastąpiły w silniku nr. 3 a wreszcie doszło do awarii w silniku nr. 2 i awarii generatorów prądu?

Podobne informacje zawarte są w zapisach twardych dysków systemu TAWS i FMS, gdzie mówi się o 3 głównych awariach i o nieodczytanych 11 zapisach wskazujących na awarie.

I czy mógłby pan wyjaśnić nam dlaczego dane zamieszczone w raporcie Millera, podobnie zresztą jak dane zamieszczone w raporcie pani Anodiny w sposób bezsporny stwierdzają, że zasilanie elektryczne ustało, gdy samolot znajdował się 17-15 metrów nad ziemią? Czy uważa Pan, że samolot bez pracujących generatorów, bez zasilania elektrycznego i z silnikami objętymi awarią – to samolot sprawny?

7. Skoro nie zbadali Państwo ani wraku ani miejsca zdarzenia, na jakiej podstawie twierdzi pan, że “uszkodzenia samolotu powstały w wyniku uderzenia w ziemię”?

Czy może Pan wskazać opis oględzin miejsca zdarzenia, obrys i badanie bruzdy wyrytej w miękkiej ziemi przez przemieszczający się na przestrzeni ponad 300 metrów 80 tonowy samolot?

Czy mógłby Pan wyjaśnić skąd wzięły się setki jeśli nie tysiące drobnych szczątków samolotu, wręcz odłamków zaściełających obszar rozciągający się na ponad 800 metrach wzdłuż toru rozpadającego się w powietrzu samolotu? I dlaczego rozłożenie szczątków znacznie przekracza rozstaw skrzydeł samolotu?

Czy mógłby pan wyjaśnić dlaczego liczni świadkowie widzieli eksplozję a nawet rozpad samolotu w powietrzu, w szczególności odpadnięcie jego ogona jeszcze przed upadkiem na ziemię?

8. Pisze Pan także, że ” samolot zderzył się z ziemią w pozycji odwróconej”. Czy mógłby pan wyjaśnić skąd ta teza? Nie zbadaliście państwo samodzielnie przyrządów nawigacyjnych. Korzystaliście w tej mierze z ekspertyzy rosyjskiej. Tymczasem parametry lotu zapisane w tzw. polskiej skrzynce produkcji ATM nie wskazują jednoznacznie na przewrócenie się samolotu na plecy. Wiemy już, że nie dokonała tego “pancerna brzoza” bo nigdy nie została uderzona przez samolot na wysokości 5 metrów i nie mogła złamać skrzydła. Skąd więc teza o uderzeniu w ziemię w pozycji odwróconej samolotu? Dodajmy, że szczątki widoczne na ziemi w zakresie części od kokpitu do skrzydeł leżą w pozycji prawidłowej, podłogą do ziemi a koła podkokpitowe wręcz stoją na ziemi. Odwrócone są jedynie części od skrzydeł do ogona. Taka pozycja szczątków wskazuje raczej na rozpad w powietrzu niż na uderzenie w pozycji odwróconej, co musiałoby dotyczyć przede wszystkim kokpitu.

Dlaczego więc twierdzi Pan, że szczątki samolotu nie wskazują na wybuch a przeciwnie świadczą, że go nie było a uszkodzenia powstały na skutek uderzenia w ziemie skoro tylna część kadłuba leży z wywiniętymi na zewnątrz burtami, co mogło powstać tylko na skutek eksplozji?

9. Stwierdza pan, że nie doszło do wybuchu i powołuje się na badania wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii, który w czerwcu 2011 r. miał dokonać stosownych badań wykluczających obecność śladów materiałów wybuchowych na wraku i szczątkach ofiar. Dlaczego jednak nie informuje pan słuchaczy, o tym, że Instytut ten zbadał jedynie 8 przedmiotów pochodzących z rzeczy należących do ofiar, były to: parasolka, część buta, banknoty, fragment swetra i kartki książki. Nie wiadomo z jakiej części terenu katastrofy pochodzą te rzeczy a przede wszystkim nie ma wśród nich ani foteli, ani tapicerki samolotu ani metalowych części wraku. Krótko mówić badania te nic nie mówią o szczątkach samolotu. Równocześnie nie mówi Pan o tym, że spektrometry używane przez ekspertów prokuratury we wrześniu i w październiku 2012 roku wskazały na wraku samolotu i na 63 jego fotelach kilkaset śladów materiałów wybuchowych a zwłaszcza trotylu i nitrogliceryny.

10. Czy właśnie dlatego, że nie potrafi Pan odpowiedzieć na te pytania nie zdecydował się Pan na publiczną, otwartą polemikę z niezależnymi naukowcami? A może przeszkodą była Pana funkcja rządowa?



http://wiadomosci.onet.pl/forum/rz-bled ... zytaj.html





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12147 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » czwartek 07 mar 2013, 12:19

Według prokuratury TNT to nie trotyl


Badania zlecone przez Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, potwierdziły obecność trotylu. TNT wykazany przez badania to związek, który jest wykorzystywany do produkcji materiałów wybuchowych, może się on także wydzielać w przypadku eksplozji.

- Pozostawiam to bez komentarza – stwierdził w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” Stanisław Zagrodzki.

Z naszych informacji wynika ze wykryto przereagowane cząstki materiałów wybuchowych co może świadczyć o tym, że doszło do eksplozji. Na łamach Salonu24 bloger zamieścił skan wyników badań z USA (patrz obok) oraz zapewnił, że nie zamierza „wpadać w depresję z powodu spotkania seryjnego samobójcy na swej drodze”.

Tymczasem wojskowi śledczy utrzymują, że w próbkach pobranych w Smoleńsku nie wykryto materiałów wybuchowych, mimo że badania wykazały obecność TNT – pisze „Gazeta Polska Codziennie”. – Pojawienie się na wyświetlaczu użytego urządzenia napisu TNT nie jest tożsame z wykryciem trotylu – twierdzi prokuratura.

Rozmówcy „Codziennej” znający szczegóły śledztwa mówią wprost: „nie ma wątpliwości, że na badanych próbkach znaleziono ślady materiałów wybuchowych”.

Prokuratura może mówić o „cząstkach wysokoenergetycznych”, ale chodzi o cząsteczki wchodzące w skład trotylu. Gra słowna niczego nie zmieni.

„Codzienna” ustaliła nowe fakty. Przeprowadzone w USA badania wykazały obecność przereagowanego trotylu. Materiał został pobrany z pasa, którym do fotela była przypięta śp. Ewa Bąkowska, działaczka Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. Dokumentacja medyczna wskazuje na to, że Ewa Bąkowska miała rozedmę płuc, chociaż za życia nie stwierdzono u niej tego schorzenia.

– To, że rozpoznano rozedmę, jest naprawdę niezwykłe, ponieważ jest to rzadko spotykane u ofiar katastrof lotniczych – przyznaje w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” światowej sławy patomorfolog prof. Michael Baden, który zajmował się badaniem ofiar katastrof lotniczych.

W dokumentacji medycznej sekcji zwłok znajduje się także opis wskazujący na krótkotrwałe, ale niezwykle silne działanie ognia, co może świadczyć o działaniu fali termicznej.

Zapytaliśmy wojskowych śledczych o miejsca pobrania w Smoleńsku materiału do badań.

„Powołani przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie biegli osobiście typowali miejsce i sposób pobrania próbek w oparciu o posiadaną wiedzę specjalistyczną, oświadczenie i zgromadzony dotychczas materiał dowodowy” – napisał jedynie płk Zbigniew Rzepa.

Przedstawiciele rodzin oraz ich pełnomocnicy mówią o konieczności drobiazgowego zbadania części salonek i przeprowadzenia analizy metalurgicznej, czego do dziś nie zrobili ani prowadząca śledztwo prokuratura, ani biegli z komisji Jerzego Millera – pisze „Codzienna”.

Autor: Katarzyna Pawlak, Dorota Kania
Źródła: Gazeta Polska Codziennie i Niezależna.pl
Kompilacja dwóch wiadomości na potrzeby „Wolnych Mediów”

TAGI: Dezinformacje, Manipulacje, Prokuratura, Psychomanipulacja, Smoleńsk 2010


http://wolnemedia.net/prawo/wedlug-prok ... ie-trotyl/



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12147 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 10 maja 2013, 22:59

Zespół smoleński: był "cały szereg wybuchów"dzisiaj, 20:51


Ekspert parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej dr Grzegorz Szuladziński uważa, że katastrofę spowodował "cały szereg wybuchów". Uznał tak na podstawie zdjęć pokazujących rozmieszczenie szczątków samolotu TU 154M. Według szefa zespołu Antoniego Macierewicza (PiS) nowy materiał dowodowy pochodzi "spoza Polski".


Wrak Tu-154, fot. AFP- Otrzymaliśmy spoza Polski, rosyjski materiał dokumentacyjny prokuratorów rosyjskich opatrzony wszystkimi możliwymi potwierdzeniami i pieczęciami, który opisuje miejsce zdarzenia w dniu 10 i 11 kwietnia (2010 r.) - powiedział Macierewicz posiedzeniu zespołu.

Jak podkreślił materiał przedstawia opis tzw. sektora 13. leżącego między miejscem, w którym samolot uderzył w ziemię, a szosą. - To jest ten obszar, gdzie samolot był jeszcze w powietrzu - dodał.


Prof. Marek Dąbrowski zaznaczył, że materiał pokazuje "przemilczane w oficjalnych raportach" szczątki samolotu znajdujące się w strefie, w której samolot był jeszcze nad ziemią.

Z kolei według Szuladzińskiego materiał wskazuje, że z samolotu na ziemię "w ostatnich sekundach lotu spadał grad szczątków". - Samoloty nie mają w zwyczaju się rozpadać w powietrzu, chyba że na pokładzie samolotu zachodzą wybuchy - przekonywał.

Zdaniem eksperta wygląda na to, że nie doszło tylko do jednego wybuchu na skrzydle, jak twierdził wcześniej. - Wygląda coraz bardziej, że był to szereg wybuchów, w rezultacie których te szczątki zaczęły spadać na ziemię - ocenił Szuladziński.

- Pierwszy wybuch musiał być całym szeregiem drobnych wybuchów - dodał.

Również zdaniem dr Wacława Berczyńskiego nie da się wytłumaczyć rozpadu samolotu inaczej niż tym, że ogromne ciśnienie "oderwało skrzydło od poszycia i zniszczyło całą strukturę".

Jak zaznaczył identyfikację znalezionych części samolotu ułatwiłyby rysunki techniczne Tu-154, bez których nie da się przeprowadzić dokładnej analizy technicznej. Jego zdaniem plany techniczne nie powinny być objęte tajemnicą, bo Tu-154 "jest wycofany z eksploatacji".

Macierewicz zapowiedział, że zwróci się do premiera Donalda Tuska o udostępnienie zespołowi smoleńskiemu rysunków technicznych Tu-154.

(PG)

http://wiadomosci.onet.pl/temat/katastr ... omosc.html




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



quetzalcoatl888
Posty: 1245
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 9
Podziękował: 474 razy
Otrzymał podziękowanie: 964 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » środa 16 paź 2013, 17:06

http://www.youtube.com/watch?v=uKBGQSw2HHg

to jest oczywiste pytanie czym jest ten piekny kraj nad wisla :)
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 9339
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 402
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 13600 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » piątek 25 paź 2013, 10:07

Do tej teorii spiskowej songo, jak najbardziej może być prawdopodobna, bo było powiedziane "po owocach ich - poznacie ich" i tu pasuje jak ulał.

Qetz, tak czy owak nic nie tłumaczy pilotów, dlaczego w tym miejscu byli tak blisko ziemi - absolutnie nic - oprócz tak intensywnego zajęcia, ze nie byli w stanie obserwować podstawowych przyrządów pokładowych!
No jest jeszcze jedna metoda, ostatnio nadużywana w amerykańskich strzelaninach - nazywa się "mind control", ale w/g mnie ona jest zbyt powolna dla takiego zastosowania, dla takiego przypadku.
Więc wszystko to, co przedstawiasz tutaj to szerokie domniemania, podobnie jak s-ka M...
A ze skrzynkami nie przyszło ci czasem do głowy, ze to Rosjanie obawiali się właśnie tego o czym mówisz, jakiegoś przekrętu z naszej strony, który by ich w to wrobił?
Kontroler był wojskowy, więc pewnie jest już w jakimś gułagu, ale nagrania rozmów są kompletne, więc on tu jest psu na budę potrzebny, a pewnie mógłby ujawnić, ze coś źle świeciło, albo chodziło źle, może brakło żarówek, jak na każdym małym wojskowym lotnisku, chodzi o szczegóły zwykle nie mające związku z wydarzeniem.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

quetzalcoatl888
Posty: 1245
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 9
Podziękował: 474 razy
Otrzymał podziękowanie: 964 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » piątek 25 paź 2013, 10:44

prace przyrzadow mozna latwo zaklocic..Maciarewicz rozwalil WSI czyli sluzby powiazane z rosyjskim wywiadem..nic nie tlumaczy zaginiecia szyfranata zielonki, jego domniemanych zwlok w wisle, "samobojstwa" szefa kancelari tuska, petelicki itd.. dluga ta lista :) jakos to malo przemawia..

http://krzysztofjaw.blogspot.com/2012/1 ... sliwy.html
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 14336
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 992
x 403
Podziękował: 15172 razy
Otrzymał podziękowanie: 22114 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: songo70 » piątek 25 paź 2013, 11:56

nie gniewaj się @quetz, ale dowody w postaci zgniecionych puszek po piwie słabo mnie przekonują,-
tym nie mniej nie wiem przecież jak było, ale ten miecz jest obusieczny...

0 x


Jak się nie ma talentu, by napisać książkę to się zostaje krytykiem i wylewa wiadro pomyj na innych.

quetzalcoatl888
Posty: 1245
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 9
Podziękował: 474 razy
Otrzymał podziękowanie: 964 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » piątek 25 paź 2013, 12:09

coz nie slyyszlaem tego calego wywiadu o puszkach i parowkach moze to wyrwane z kontekstu, moze cos innego, w kazdym razie fakty i tajemnicze zgony przemawiaja za tym ze to zadnym razie nie byl wypadek..

http://www.youtube.com/watch?v=-OB5Rr_Nx7w
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 14336
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 992
x 403
Podziękował: 15172 razy
Otrzymał podziękowanie: 22114 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: songo70 » piątek 25 paź 2013, 12:17

nawet nie chce mi się tego wklejać-
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... skiej.html
0 x


Jak się nie ma talentu, by napisać książkę to się zostaje krytykiem i wylewa wiadro pomyj na innych.

quetzalcoatl888
Posty: 1245
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 9
Podziękował: 474 razy
Otrzymał podziękowanie: 964 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » piątek 25 paź 2013, 12:24

niektore wypowiedzi sa troche glupie inne nie, nie wiem dlaczego..w kazdym razie kazdy rozsadny czlowiek powinien domagac sie zwrotu czarnych skrzynek, wraku i miedzynarodowego sledztwa :)
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 14336
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 992
x 403
Podziękował: 15172 razy
Otrzymał podziękowanie: 22114 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: songo70 » piątek 25 paź 2013, 12:31

quetzalcoatl888 pisze:niektore wypowiedzi sa troche glupie inne nie, nie wiem dlaczego..w kazdym razie kazdy rozsadny czlowiek powinien domagac sie zwrotu czarnych skrzynek, wraku i miedzynarodowego sledztwa :)

tu masz absolutną racje, ale widzisz to są stare wypróbowane metody Moskwy jak siać niezgodę w polskim narodzie,-
to nas osłabia, a o to im głównie chodzi- to że nie widzimy tej gry za ekranem- to po prostu aż boli..
0 x


Jak się nie ma talentu, by napisać książkę to się zostaje krytykiem i wylewa wiadro pomyj na innych.

quetzalcoatl888
Posty: 1245
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 9
Podziękował: 474 razy
Otrzymał podziękowanie: 964 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » piątek 25 paź 2013, 12:35

tz ze co masz na mysli? ale chyba jedni szukaja tej prawdy inni chca ja zatuszowac :)
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5078 razy
Otrzymał podziękowanie: 1627 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » piątek 25 paź 2013, 12:37

Mili panowie, temat dotyczący tej katastrofy już istnieje >> więc może tam przeniesiemy posty jej dotyczące.
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 14336
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 992
x 403
Podziękował: 15172 razy
Otrzymał podziękowanie: 22114 razy

Re: Jak rozmawiać o teoriach spiskowych

Nieprzeczytany post autor: songo70 » piątek 25 paź 2013, 12:51

quetzalcoatl888 pisze:tz ze co masz na mysli? ale chyba jedni szukaja tej prawdy inni chca ja zatuszowac :)

szukać można i należy, ale bez destrukcji.. ;)

PS. jeszcze tylko jedno, bo mi się przypomniało, byłem na wykładzie prof. z UŚ.,-
jak to Polacy zeszło w końcu na ten temat i pierwszą absurdalną teorią o helu,-
prof. powiedział iż to było by możliwe, ale do takiej akcji potrzebna by była ilość helu którą rocznie wytwarza cała Rosja i UE,-
nie wspominając o konieczności zmagazynowania tego w jednym miejscu.. :shock:
0 x


Jak się nie ma talentu, by napisać książkę to się zostaje krytykiem i wylewa wiadro pomyj na innych.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 9339
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 402
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 13600 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » piątek 25 paź 2013, 15:47

Efekt kolejnej działalności Maciarewicza jest taki, że ośmieszy dokładnie teorię zamachu, tak, że potem nikt nawet nie będzie miał ochoty o niej wspominać.
Co do WSI to nawet dziecko wie, że w służbach nic się nie robi "na gwałt" - starych agentów wycofuje się bardzo powoli i systematycznie i nigdy nikogo się nie dekonspiruje, najwyżej stawia się przed tajnym sądem wojskowym, jeśli przesadził, a ten "supermen" zrobił "porządek" w służbach po swojemu i nasz wywiad wojskowy został zdziesiątkowany, jeśli w ogóle nie musiał zaczynać od nowa.
A co do "podejrzanych" odejść różnych osób, czy osobistości, to historia uczy, że ok 75 % przypadków ma absolutnie podłoże nie związane z jakimkolwiek spiskiem.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2675 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: goratha » czwartek 10 kwie 2014, 17:13

Smoleńska katastrofa polskiego państwa

Słynna "pancerna brzoza" - źródło: wikipedia.org
Obrazek
Od kilku dni na wyższe poziomy wspina się smoleńska propaganda. Powodem jest czwarta katastrofy rządowego samolotu w Smoleńsku. Znowu w mediach ścierają się dwie sekty - "pancernej brzozy" i "zamachu".



Trzeba przyznać, że nadal nie wiadomo co się tam stało i co spowodowało roztrzaskanie samolotu na około 30 tysięcy fragmentów. Warto przypomnieć, że Boeing 747, który uległ eksplozji w wyniku zamachu terrorystycznego nad Lockerbie rozpadł się na około 7 tysięcy fragmentów. Teoria z brzozą też nie wygląda przekonująco.



Doprawdy trudno uwierzyć, że solidnie wykonany Tupolew doznał aż tak wielkiej defragmentacji podczas przyziemienia z prędkością 260 km/h. Trzeba być zupełnym dyletantem lub posiadać dużo dobrej woli, żeby w to uwierzyć. Wiele osób po prostu odrzuca oczywiste fakty i wypiera z głowy myśli, które nieuchronnie prowadzą do jedynej sensownej konkluzji jeśli chodzi o tak zwaną "katastrofę smoleńską".



Polaków przeraża fakt, że można odkryć coś co postawi nas w sytuacji, która mogłaby prowadzić do wojny z Rosją. Jeśli rzeczywiście był tam zamach to taka tylko mogłaby być konkluzja. Okazuje się jednak, że podkulenie ogona nic nie dało i mimo totalnego upodlenia Polaków w tej sprawie i tak może być niedługo ta wojna, której tak bardzo się boją wyznawcy teorii o "pancernej brzozie".

Obrazek



Ze strony obozu władzy już w godzinę po katastrofie słyszeliśmy zapewnienia, że winni są piloci i trzeba tylko ustalić kto na nich naciskał. Jak mantrę powtarzają oni, że Lech Kaczyński nie wygrałby wyborów, więc zamach był niepotrzebny. Można tylko pogratulować zdolności do przewidywania przyszłości. Zresztą na pokładzie tego Tupolewa znajdowało się dużo więcej potencjalnych celów zamachu niż tylko Lech Kaczyński. Przypomnijmy, że zginęło tam wtedy więcej polskich generałów niż podczas II wojny światowej. Do dzisiaj nie odzyskaliśmy laptopów, telefonów czy kodów NATO.



Polskie operetkowe śledztwo prowadzone jest bez dowodów, które pozostały w Rosji. Nie dość, że nie mamy wraku to nie mamy czarnych skrzynek i wielu innych kluczowych dowodów. Nie zrobiono sekcji zwłok, pomylono ciała itd. Początkowo pomylono nawet godzinę katastrofy co wielu osobom już zupełnie umknęło.



Prokuratura po prostu nie potrafi wyjaśnić co tam się stało, a prokuratorzy traktują Polaków jak idiotów opowiadając im bełkotliwym prawniczym żargonem różne nietrzymające się "kupy" historyjki. Na przykład gdy okazało się, że w wielu miejscach na kadłubie nasi eksperci odkryli ślady materiałów wybuchowych, prokuratorzy kawalarze stwierdzili, że to od szynki lub pasty do butów.



Jeśli ktoś jest osobnikiem ogarniętym nienawiścią implementowaną przez propagandystów obu stron tego konfliktu nie dostrzega rzeczy oczywistych. Nawet gdyby pojawiły się mocne dowody na zamach ludzie ci w to nie uwierzą tak jak nie uwierzą w przypadek zwolennicy teorii zamachowej. Warto jednak rozważyć wszystkie za i przeciw w tej sprawie i nie dać się wciągnąć w sekciarstwo po żadnej ze stron.



Po czterech latach nadal nie wiemy czy doszło do zamachu, bo nie mamy dowodów, które albo zostały zniszczone, albo są w Rosji. Polskie władze całkowicie się skompromitowały, prokuratura wydaje się ustalać nie stan faktyczny tylko to czego się od niej oczekuje. Doszło już do tego, że biegli nie chcą podpisać się pod opiniami co uniemożliwia zakończenie śledztwa. Rządzący Polską politycy wydali już jednak dyspozycję, że czas kończyć to dochodzenie i schować je głęboko do szuflady.



W kwestii zamachu Rosjanie sugerują, że trzeba poszukać winnych w Warszawie, ale jeśli tak to wiadomo jaka zlikwidowana organizacja o trzyliterowym skrócie mogła w tym maczać palce. Pisanie na ten temat nie jest jednak bezpieczne w kraju, w którym grasuje seryjny samobójca, a fakt, że ciągle giną ludzie związani w jakiś sposób z tą katastrofą, jak chorąży Remigiusz Muś, wskazuje na to, że prawda może być bardzo mroczna. Większość Polaków dobrze o tym wie dlatego instynktownie nie chcą o tym słuchać, a nawet reagują agresywnie, co z pewnością można przeczytać w wielu komentarzach, jakie znajdą się pod tym wpisem.



Co gorsza nie wiadomo jak ta sprawa skończy się dla Polski. Jeśli do władzy dojdą zwolennicy sekty zamachowej może być groźnie, ale jeśli paraliżowani strachem Polacy pozostawią przy korycie sektę pancernej brzozy może być jeszcze groźniej. Już chyba czas, aby wyjaśnieniem tego dziwnego incydentu ze Smoleńska zajęła się poważna międzynarodowa komisja, a nie tak jak teraz przestraszeni chłopcy w krótkich majtkach.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=xrGzOx4gAvA

http://www.zmianynaziemi.pl

do tego artykulu jest mase komentarzy tzw prostych ludzi, w tym taki:


Nostra Damus, czw., 2014-04-10 14:36


W ogromie istniejących informacji, prawdziwych, fałszywych, wymyślonych - trudno jest wogóle na ten temat dyskutować.
Dlatego też nigdy na ten temat nie dyskutowałem, bo obojętnie jakie kto ma zdanie na ten temat, jest zawsze tysiące innych zdań. Niemal każda teza jest do obalenia, ale żadna nie jest zadowalająca. W ten sposób nigdy nie zostanie wyjaśnione, co i jak i kiedy i dlaczego.

Są siły które:
- tej katastrofy nie chcą wyjaśnić
- wykorzystują tę katastrofę do manipulowania trzodą
- wykorzystują tą katastrofę do produkowania wrogów i przyjaciół Polski
- tę katastrofę mogliby wyjaśnić ale im nie wolno, ponieważ korzyść polityczna wyniesiona z takiej katastrofy jest im ważniejsza niż ubolewanie nad stratą i nad ofiarami. W ten sposób biedne ofiary tej katastrofy zostały pośmiertnie objektami manipulacji, a to bardzo świńska postawa
- wykorzystują tę katastrofę w celach wyborczych.

Wszystkie te postawy są godne pożałowania.
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6837
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1258
x 350
Podziękował: 12590 razy
Otrzymał podziękowanie: 12884 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: chanell » piątek 11 kwie 2014, 01:09

Były oficer CIA - Dr Eugene Poteat - (Smoleńsk) To nie był wypadek

0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
Robin
Posty: 64
Rejestracja: piątek 25 sty 2013, 18:02
Lokalizacja: Kraków
x 6
x 8
Podziękował: 230 razy
Otrzymał podziękowanie: 141 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: Robin » piątek 11 kwie 2014, 10:52

ogólnie to mam dosyć tego tematu ,ale to jest zastanawiające

0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12147 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » poniedziałek 21 lip 2014, 20:52

Śledztwo ciągnie się w nieskończoność

Opublikowano: 21.07.2014 | Kategorie: Prawo, Wiadomości z kraju

Po ponad czterech latach polscy śledczy nie znają jeszcze opinii biegłych w sprawie oględzin i badań silników rządowego tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Eksperci zespołu Macierewicza w ostatnich ustaleniach dowodzą, że silnik został rozerwany od wewnątrz – pisze dzisiejsza „Gazeta Polska Codziennie”. – Bezspornym faktem jest ślamazarność tego śledztwa, które jest prowadzone tak, jakby celem prokuratorów było niewyjaśnienie przyczyn tragedii – uważa prokurator Stanisław Piotrowicz.

„Biegli uczestniczyli w szczegółowych oględzinach silników i ich elementów. Wykorzystywali urządzenia specjalistyczne, w tym endoskopy. Jeśli zaś chodzi o konkluzje, będą zawarte w opinii kompleksowej przygotowywanej wciąż przez zespół biegłych. Do chwili jej uzyskania nie będziemy udzielali w tym zakresie żadnych dodatkowych informacji” – powiedział w rozmowie z „Codzienną” p.o. rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Janusz Wójcik. Dodaje, że prokuratorzy dysponują opinią firmy ATM, dotyczącą badania i analizy rejestratora parametrycznego lotu Tu-154M, w tym w zakresie pracy silników.

Tą samą ekspertyzą dysponują członkowie zespołu parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską. – Bliższa analiza silników Tu-154M, której nigdy nie robili polscy biegli, a którą wykonali eksperci zespołu parlamentarnego, wyraźnie pokazuje, że lewy silnik został rozerwany od wewnątrz – mówi Antoni Macierewicz.

Przypomnijmy też, że jak już pisaliśmy w „Codziennej”, na skrzynce ATM zarejestrowały się informacje o awariach silników, które miały miejsce jeszcze zanim Tu-154M zahaczył o drzewo. Jednocześnie ekspertyza ATM stwierdza, że ok. 40 m przed miejscem, w którym znajduje się brzoza, doszło do awaryjnych drgań silnika nr 1 samolotu, znacznie przekraczających dopuszczalne normy, a sekundę później analogiczne zjawiska nastąpiły w silniku nr 3, po czym doszło do awarii w silniku nr 2 i awarii generatorów prądu. Podobne informacje zawarte są w zapisach twardych dysków systemu TAWS i FMS, gdzie mówi się o trzech głównych awariach i o nieodczytanych 11 zapisach wskazujących na awarie.

Tymczasem według raportu Millera silniki pracowały sprawnie aż do uderzenia w ziemię. Do tego momentu sprawne miały być także inne główne mechanizmy samolotu.

Wciąż oficjalnie nie wiadomo, dlaczego rządowa komisja zignorowała informacje o awariach z raportu ATM–QAR. Zwłaszcza że istnieje kopia mejla, który 7 maja 2010 r. w imieniu całej załogi ATM PP Sp. z o.o. rozesłał do wybranych odbiorców prezes firmy Tomasz Tuchołka. Stwierdza w nim, że zapis polskiego rejestratora ATM-QAR został z powodzeniem odczytany.

„W raportach MAK u i Millera podano, że silniki w ostatnich sekundach lotu przed uderzeniem w ziemię nie miały mocy startowej i ich obroty były dalekie od maksymalnych. Były nawet nieco niższe niż dla prędkości przelotowej. Tym samym zniszczenie silnika od uderzenia w ziemię wydaje się mało prawdopodobne. Silniki samolotów to mocne i solidne konstrukcje. Są to bardzo odpowiedzialne elementy samolotu, więc konstruktorzy i producenci dbają o to, aby nawet w skrajnych warunkach eksploatacji były bezpieczne i odporne na takie warunki. Uderzenie w miękki teren, podmokły, pod niewielkim kątem i przy prędkości zbliżonej do prędkości lądowania nie powinno powodować destrukcji silnika. Najlepszym przykładem jest lądowanie kpt. Wrony boeingiem 767 na Okęciu bez wypuszczonego podwozia. Tymczasem ogólnodostępne zdjęcia z wrakowiska Tu-154M wskazują na silne uszkodzenie silnika” – mówi „Codziennej” jeden z ekspertów zespołu smoleńskiego Janusz Bojanowski.

Autor: Katarzyna Pawlak
Źródła: Gazeta Polska Codziennie i Niezależna.pl



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 12135
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 102
x 611
Podziękował: 29348 razy
Otrzymał podziękowanie: 18586 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » środa 19 lis 2014, 16:49

http://zamach.eu/

nie wiedziałem że jest tu ten temat..
choć powoli odchodzi do historii..
w linku chronologicznie kolejne posty.
wstawiam pierwszy z 16.04.2010 r. - 100416 i drugi 100511...
potem po kolei jak kto ma czas i ochotę chronologicznie.
niektóre momenty moga zadziwić..

20 100416
+++

Prezydent Kaczyński i wszyscy inni znajdujący się na pokładzie samolotu lecącego na uroczystości katyńskie nie zginął w samolocie, który rozbił się kolo lotniska w Smoleńsku - jak to pokazano całemu światu ale w innym miejscu.
W Smoleńsku rozbił się samolot bliźniak. Bliźniak ten był pusty - bez pasażerów i załogi.


Przypuszczalnie chciano mieć absolutna pewność skutków zamachu i dlatego zamordowano wszystkich poprzez stracenie samolotu prezydenta i rozbicie go w ustronnym miejscu, gdzie ofiary można było rzeczywiście dobić o ile ktoś by przeżył.
W Smoleńsku rozbił się jedynie samolot bliźniak, który został spreparowany jedynie do upozorowania katastrofy z winy pilota. W Tv widać było rozbity samolot ciał ofiar nikt nie widział.

Konstrukcja bliźniaka była specjalnie przygotowana do rozpadnięcia się na mnóstwo kawałków zdemolowanej konstrukcji na dużej przestrzeni miejsca upadku. To celem ukrycia właśnie faktu braku ciał ofiar w samolocie rzekomo prezydenckim.

Pierwsi spontaniczni świadkowie na miejscu rozbicia samolotu Tu-154, np polski kamerzysta telewizyjny oraz polski ambasador w Moskwie Bhar, stwierdzili zgodnie, ze nie widzieli ciał ani zabitych ani rannych. Szczególnie ważne tu jest zeznanie kamerzysty, który był a Kabatach i widział jak wygląda miejsce katastrofy lotniczej w chwili tuz po zderzeniu samolotu z ziemia.
Brak ciał zabitych lub rannych, obaj świadkowie podkreślali ze zdumieniem i pełna świadomościowa niezwykłości tego faktu.

Ciał ofiar nie widział ani ten polski kamerzysta ani następni operatorzy , którzy filmowali strażaków polewających wrak woda. Ani jeden raz kamera okazała coś co mogło przypominać ciało ofiary katastrofy. Ciała te powinny przecież znajdować się w samolocie oraz obok.
Samolot ten leciał z niska prędkością a konstrukcja miała być nienaruszona do chwili uderzenia w ziemie. Dodatkowo gałęzie lasu oraz miękkie podłoże powinny wybitnie amortyzować uderzenie co powinno umniejszyć efekt ew rozrzutu ciał. Gdyby w samolocie blizniku byli ludzie to widać by było tez ciała ofiar wypadku.
Kamery nie okazały tez ani plandek lub koców , które w takich wypadkach narzuca się na ciała zabitych. Na wszystkich ujęciach kamer brak takich śladów przykrycia ew ciał.
Do miejsca wypadku nie podjechała ani jedna karetka nie przybył nikt z personelu medycznego.
Pokazano trumny przy w wożeniu ich na miejsce wypadku jaki i przy wywożeniu ich do Moskwy.Co było w trumnach nikt nie widział. Pakowanie skrwawianych ciał ofiar katastrofy pozostawia ślady krwi na ubraniu personelu ratunkowego jaki sprzęcie ratunkowym. Tu ani ratownicy nie mieli śladu krwi ani materiał trumien nie został zakrwawiony w sposób widoczny.

Wladze Smoleńska - groteskowo wręcz- podały , ze wszyscy zginęli. Podczas kiedy nie wiedziano nawet ilu było zabitych - nie umiano podać żadnej cyfry. Cyfrą było: wszyscy zabici.W przypadku takiej katastrofy podaje się ilu ciał doliczono się wśród zabitych a ile ciał możne brakować - zaginieni. Widać tu wcześniej zaplanowane komendy zaprojektowane za biurkiem i nie mające pokrycia w realnych raportach o faktycznym zdarzeniu.


Oprócz oceny działań ratunkowych dochodzi tu aspekt oszacowania technicznego uszkodzenia samolotu. Kiedy w pierwszych doniesieniach podawano , ze wszyscy zginęli i samolot został doszczętnie zniszczony w trakcie katastrofy, TVP Info pokazywała swymi kamerami - w tle takich właśnie komentarzy -wyraźny dobrze zachowany kształt kadłuba samolotu. Kadłub - w części środkowej - leząc na ziemi wyglądał być w bardzo dobrym stanie!
Leząc lekko skośnie do osi kamery ukazywał wyraźnie swe wnętrze,które wyglądało na dobrze zachowane choć wskazujące na ślady braku tak foteli jak polek bagażowych itp. Wyglądało to jakby nastąpił tam wybuch , który wymiótł wszystko ze swego wnętrza. Cos tak jak skorupka jajka bez swej zawartości.
Na pokazywanych zdjęciach video widać było tak jakby cześć cylindryczna kadłuba została rozdarta na kawałki. Przekrój tego rozerwania był charakterystycznie postrzępiony regularnie - tez jak skorupka jajka - co było widokiem niezwykłym przy takich zderzeniach. To postrzępienie mogło być także podobne do rury lub łuski pocisku , które zostały rozerwane silą wybuchu od środka a nie siły zewnętrznej. Uszkodzenia takie nie mogą być skutkiem uderzenia w ziemie.
Film pokazujący tak zniszczona konstrukcje zaginał i możne nie ma już go nawet w archiwum TVP. Jeżeli ktoś nagrywał te sceny w domu powinien kopie tego filmu rozesłać po świecie i opublikować na internecie.

Co charakterystyczne ogon części kadłubowej - pokazany na innym filmie -ma widoczne oderwanie od części kadłuba cylindrycznego w sposób absolutnie odwrotny.
Sprzeczność w rozumowaniu nie występuje jeżeli założymy , ze kadłub cylindryczny jest jednolity a cześć ogonowa jest przykręcona śrubami przez wręgę kadłubowa.
Przygotowując konstrukcje do łatwego rozsypania się w trakcie wybuchu przy uderzeniu w ziemie jest dużo łatwiej poluzować śruby części ogonowej niż osłabić monolityczna konstrukcje części cylindrycznej. Stad ta różnica.

Fakt, ze konstrukcji ogonowa została celowa osłabiona jest łatwo zauważalny. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia innych katastrof Tu-154. Tam zawsze ogon jest konstrukcją najtrwalszą i trzyma się części cylindrycznej , podczas kiedy u bliźniaka nastąpił wyraźny podział.

Przygotowując samolot bliźniak do efektownego rozbicia postanowiono zwiększyć efekt rozrzucenia części wraku poprzez rozerwanie kadłuba od środka właśnie za pomocą ładunków wybuchowych. Obawiano się bowiem , ze wrak zachowa się w całości i trudniej będzie okryć fakt braku ciał.
Bliźniak byl tak właśnie przygotowany - konstrukcja osłabiona - do rozpadnięcia się na mnóstwo kawałków na rozleglej przestrzeni. Z tych to powodów samolot nie zapalił się. Brak pożaru bowiem jest prostym wynikiem braku paliwa w zbiornikach. Samolot prezydencki - „prawdziwy” - miał paliwo na cala drogę powrotna i przy takim właśnie uderzeniu plunąłby ogromnym pożarem. Brak paliwa w bliźniaku musiał wynikać z obaw , ze eksplozja samolotu w powietrzu wywoła równoczesny pożar samolotu na wyraźną chwile przed zderzeniem się z ziemia - co podważy wersje o błędzie pilota.

KC100416

+++

20100429
+++

W załączeniu przesyłam odtworzony z pamięci
obraz oderwania części kadłuba TU-154 w katastrofie smoleńskiej.






Patrz : Szkic symboliczny przerwania kadluba Tu-154. Kadlub tak przepolowiony – znikl bez sladu.

Obraz taki pokazywała TVP.Info w sobotę 10 kwietnia 2010 - godziny przedpołudniowe.
Odległość od kamery jakieś 100-200 metrów.
Reporter stojąc przed kamerami miał w tle taki właśnie widok kadłuba rozbitego Tupolewa.
Widok ten przemykał się miedzy osłaniającymi go drzewami po lewej jak i po prawej stronie kadłuba.
W rzeczywistości kadłub samolotu wyglądał podobnie jak na szkicu czyli :

- 1.leżał dość równo na ziemi ukazując geometrie urwania ( przekroju kołowym) w prawie 100%
- 2.os wzdłużna kadłuba padała jakieś 60-70 stopni do osi obiektywu kamery.
- 3.można było dojrzeć zacienione wnętrze kadłuba.
- 4.kadłub - poszycie było właśnie tak postrzępione jak to pokazano na szkicu, co podkreślam.

ad1. Z takiego widoku można było wyciągnąć wniosek , ze kadłub tej pokazywanej części był lepiej niż dobrze zachowany w swej pierwotnej geometrii.
Co jawnie przeczy rozgłaszanej informacji, ze kadłub rozpadł się całkowicie i choćby ze względu na to, nikt nie mógł przeżyć.

ad3. Dzięki temu można było coś powiedzieć zarówno o wnętrzu kadłuba jak i bardzo niecodziennym oderwaniu pokazywanego kadłuba od jego pozostałej części.
Otóż wnętrze kadłuba ukazywało brak jakichkolwiek elementów wewnętrznych kabiny:
- brak foteli
- brak półek bagażowych
- przypuszczalnie brak poszycia wewnętrznego (dekoracyjnego kabin pasażerskich)

ad4. Poszycie nośne kadłuba było postrzępione właśnie tak bardzo regularnie jak to widać na szkicu.
Wynika to oczywiście z konstrukcyjnego rozplanowania ułożenia blach poszycia kadłuba i to nie jest dziwne.
Dziwne zaś jest to , ze nie było widać tam tzw podłużnic, czyli elementów nośnych kadłuba,
które poprzez nity są konstrukcją niejako zintegrowaną z poszyciem nośnym.
Oznacza to , ze przy zniszczeniu kadłuba - jak na obrazie - powinny być także widoczne te elementy podłużne (podłużnice) również proporcjonalnie zniszczone tak jak poszycie.
Co zatem możne oznaczać brak podłożnic na zdjęciach?
- To ze zostały bądź usunięte bądź uszkodzone przed lotem.
W jakim celu?
- aby osłabić konstrukcje-
W jakim celu?
- aby samolot łatwo rozleciał się na drobne kawałki przy kontakcie z ziemią.
W jakim celu ?
Po to aby okryć fakt braku ofiar na pokładzie samolotu - który w takim wypadku musiał być bliźniakiem. Ten odstęp czasowy ok 20 minut - powyżej normalnego czasu lotu - jest zbyt krotki na to aby:
- opróżnić samolot z pasażerów i załogi – żywych , martwych lub odurzonych narkotykiem,
- wynieść ok 120 foteli.
- uszkodzić strukturę kadłuba tak aby łatwo rozpadła się na wiele fragmentów przy taka zaaranżowanej katastrofie.
Nasuwa się tez pytanie : dlaczego miało tam nie być foteli?
Odpowiedz jest przypuszczalnie prosta. Aby umożliwić gwarantowany rozpad kadłuba przy zderzeniu z ziemią użyto ładunków wybuchowych , których efekt byłby osłabiony przez cale rzędy i szeregi foteli.
W ten sposób – bez foteli - fala uderzeniowa obciążyła kadłub bardzo równomiernie , co dało duży efekt destrukcji samolotu przy małym ładunku detonacyjnym , co mniej rzuca się w oczy ew. zaocznym świadkom wypadku.
Taki mniejszy ładunek, z równomiernie rozprowadzoną falą uderzeniową, zostawia także mniejsze lokalne ślady deformacyjne na konstrukcji kadłuba.

KC100429

+++


20 100511

Na koniec : Najbardziej nieprawdopodobna wersja katastrofy samolotu 101.
czyli :
Kłamstwo wiarygodniejsze niż prawda.



Hipoteza zakładająca , że w Smoleńsku nie było samolotu prezydenckiego Nr 101, a w TV widzieliśmy jedynie samolot bliźniak nie przestała być aktualna. Przeciwnie, wydarzenia jakimi jesteśmy świadkami po opublikowaniu tego przypuszczenia -co miało miejsce 16 kwietnia – dodały jedynie nowych argumentów na korzyść hipotezy samolotu dublera.

Chodzi tu o dwa fakty szeroko rozpowszechnione w mediach, które swymi skutkami maja odwrócić

uwagę od spostrzeżeń świadków miejsca katastrofy, z których jasno wynikało , że ciał ofiar nikt nie widział w Smoleńsku.

Fakt pierwszy, publikacja bardzo krótkiego filmu w YOUTUBE, w którym to widać i słychać coś

co wskazuje na likwidacje ocalałych rozbitków samolotu 101. Fakt drugi to skandal związany z

plądrowaniem rzekomego miejsca katastrofy z rzeczy osobistych ofiar a nawet wygrzebywanie szczątków ciał. Jest to bardzo dziwny zbieg okoliczności. Jest zastanawiające to, czy te dwa fakty nie są reakcja na słabość oszustwa smoleńskiego? Spontanicznie ujawnionego w TVP na miejscu w Smoleńsku w kilkadziesiąt minut po rozbiciu samolotu o polskich znakach lotniczych.

Musi być oczywiste to, że te dwa w/w zdarzenia medialne mają dać „wrażenie” oczywistości rozbicia się samolotu 101 na lotnisku w smoleńsku.

Film - przypadkowo zrobiony telefonem komórkowym - , który ukazuje „sugeruje” likwidacje osób, które katastrofę przeżyły. Według sugestii audio wizualnych przekazanych przez to nagranie, rozbitkowie wychodzą z wraku samolotu, a tam czekają na nich oprawcy. Rozpoczyna się wymiana ognia i po 1 minucie wszystko jest gotowe – ci co przeżyli – rozbitkowie - zostali zlikwidowani w 100 procentach , a widzą to miliony internautów.

Pozostaje pytanie: dlaczego zatem przeżył sam autor tego filmu? Jak to możliwe, że uszedł z życiem? Czy nie po to aby zainstalować film na internecie? Nie ma w filmie niczego

co jest jakimkolwiek dowodem przestępstwa. Mimo to skorumpowana prokuratura gorliwie bada jego zawartość. To podczas kiedy, ani Wiszniewskiego ani Bahra nikt nie wzywa na przesłuchanie. Naoczni świadkowie miejsca masowej zbrodni - Wiśniewski i Bahr - leżą poza zakresem zainteresowań polskiego prawa.

Film ten jest nadzwyczaj udanym przykładem manipulacji zbiorowej. Internauci całymi

milionami budują w swych świadomościach przekonanie , że na pokładzie samolotu byli jednak

ludzie. Czyli jest to zbiorowe odwrócenie uwagi od spostrzeżeń Wiśniewskiego, Bahra oraz innych świadczące o tym, że ciał tam nie było. Nie był to zatem samolot 101.

Przypuszczalnie – tak jak to bywa - sprawcy zbrodni dużo chętniej przyjmą na siebie ciężkie podejrzenia - a fałszywe, aniżeli pozwolą odsłonić słabe nawet poszlaki, które mogą naprowadzić na prawidłowy trop. Trop , który mógłby okazać prawdę o tym zamachu.

Sam film mógłby jednak być – paradoksalnie - dowodem na prawdziwość hipotezy „samolotu bliźniaka”. Otóż o słuszności hipotezy bliźniaka świadczyć miałby ten krótki fragment likwidacji tych którzy przeżyli. Oprawcy musieliby wiedzieć , że na pokładzie miało znajdować się jedynie parę osób, a nie dziewięćdziesiąt sześć. W ciągu tych kilkunastu sekund osoby te zostały odnalezione i zlikwidowane. Gdyby miał to być prawdziwy samolot prezydenta musiałby być tam i załoga i cała delegacja . Wyszukiwanie i dobijanie 96 osób musiałoby zająć jakieś dobre 30 minut a nie 20 sekund.

Drugim szachrajstwem mającym uśpić czujność analityków wydarzeń jest farsa odnajdywania

przedmiotów osobistych należących do ofiar katastrofy. Kiedy już „wszytko zostało znalezione i zabezpieczone” nagle w 3 tygodniu po katastrofie na jego sugerowanym miejscu tragedii odnajdują się przedmioty osobiste ofiar. Portfele, telefony i pieniądze o dużych wartościach.

A przecież teren był tak dokładnie zbadany, ziemia przekopana na jeden metr w głąb!

Zamachowcy tak bardzo zapatrzyli się w oszustwa WTC – 11 września - że i w Smoleńsku, tak jak w Nowym Yorku odnalazł się paszport osoby mającej znajdować się na pokładzie. Przypomnijmy, w WTC w wielkim ogniu, stopiła się nawet stal ale paszport rzekomego dowódcy porywaczy nie spłonął. W Smoleńsku tak samo. Mówią, że ciał nie widzieli, a tu patrz, nawet paszport się znalazł!

Otwarcie miejsca katastrofy dla poszukiwaczy nie jest przypadkowe. Poszukiwacze chodzą tam i grzebią, dzięki temu , że znajdują tam nawet pieniądze motywacja grabieży jest podtrzymywana.

Nagłaśnianie tych aktów sprawia, że problem pytań nt. Braku ciał w samolocie bliźniaku utonie w morzu faktów na temat grabienia przedmiotów osobistych rozbitków. Bo skoro są rzeczy osobiste to musieli być i pasażerowie. Brak kontroli nad tym miejscem nie jest przypadkowy. Bo gdyby tak było to ta – kiedy indziej - żenująca sprawa byłaby natychmiast zatuszowana a teren byłby natychmiast szczelnie odizolowany. Problem plądrowania tego miejsca jeszcze długo pozostanie na łamach prasy. Lekcja ta musi być utrwalona w świadomości ogółu.

Jak jednak hipoteza samolotu bliźniaka wpisuje się w przebieg zamachu?

O ile jest bardzo prawdopodobne to, że zarówno załoga jak i inni na pokładzie zostali odurzeni lub zabici gazem bojowym w trakcie lotu, to pozostaje pytanie czy zamachowcy byli na pokładzie , czy też nie. Nie można też wykluczyć tego, że w samolocie 101 utworzono tzw. kocioł. Ci wszyscy, którzy wchodzili kolejno na pokład byli natychmiast mordowani a ich ciała układane wgłębi kabiny.

Tej ewentualności nie można wykluczyć z dwóch powodów: Faktu spóźnienia pary prezydenckiej

na lotnisko oraz wyjątkowego przypadku braku kamer telewizyjnych jakie zawsze były podczas wchodzenia prezydenta na pokład samolotu. Lech Kaczyński mógł być już zabity w pałacu prezydenckim i to łącznie z oficerami BOR. Metoda ta choć klasyczna jest trudniejsza do wykonania niż metoda gazu bojowego, która to jak się przypuszcza jest często stosowana przy porywaniu samolotów pasażerskich, a które są przerabiane na katastrofy.

Weźmy to po kolei. Zaatakowanie załogi oraz pasażerów samolotu pasażerskiego gazem jest nad wyraz proste. Jak wiadomo samolot taki lecąc na wysokości 3000-9000 metrów musi mieć

- wg przepisów lotów - własna instalacje tlenową. Jednakże wpuszczenie gazu do samolotu – droga wentylacji ogólnej niosłoby ze sobą problem nierównomiernego rozejścia się tej substancji w samolocie jako całości, co mogło być zauważone przez potencjalne ofiary. Poza tym wstępna manipulacja taką instalacją mogłaby być wykryta przez serwis naziemny w Warszawie.

Najlepszym rozwiązaniem jest tu posłużenie się system masek tlenowych, które są na wyposażeniu każdego takiego samolotu. Maski takie same wypadną na głowami pasażerów i co ważne pilotów, kiedy tylko pojawi się jakikolwiek alarm na pokładzie. Tym alarmem może być; pożar, dekompresja kabiny, inne podobne problemy.

Procedura jest taka: natychmiast po alarmie wypadają maski, pilot oznajmia powód, zachęca wszystkich do założenia masek na twarze. Kapitan tak jak inni zakłada też i swoją maskę, aby oddychać tą droga. Procedura nakazuje kapitanowi równoczesne załączenie AUTOPILOTA .

I to w zasadzie wszystko. Załoga wdycha gaz , którym jest odurzona lub zabita. Zamachowcy drogą zdalną przejmują rozmowy rutynowe z ew. Wieżami kontrolnymi lub podobne. Wieże rozmawiając z porywaczami są przekonane , że mają bieżącą łączność z załogą.

Jeżeli samolot nie musi lądować bez katastrofy na ziemi, to fizyczna obecność zamachowców na pokładzie jest zbędna. Trudność pojawia się o ile samolot jest mało nowoczesny , a potrzeba sprowadzić go na ziemie bez kolizji. Tu–154 był takim samolotem , który pod tym względem mało nadawał się do takiego zdalnie sterowanego lądowania. A samolot 101 wylądował bez szwanku – to niemal pewne.

Należy zatem założyć, że zamachowcy musieli być na pokładzie.

Fakty mówiące o tym, że;

-nie było kamer TV w chwili kiedy prezydent Kaczyński wsiadał do samolotu,

-nie można było otrzymać informacji z lotniska w Warszawie co ilości osób na pokładzie

-niejasność co do powodów spóźnienia pary prezydenckiej na lotnisku

wskazują na to, zamachowcy na samolotu TU-154 nr 101, musieli wsiąść na jego pokład

już w Warszawie.

Jeżeli tak, to był wśród nich porywacz pilot , który przejął stery od nieprzytomnych lub martwych pilotów prezydenta L. Kaczyńskiego. Z chwila zameldowania do centrum dowodzenia , że samolot 101 został przejęty, nastąpił moment wprowadzenia do akcji „samolotu bliźniaka”. Bliźniak został podłączony ruchu jako samolot 101, podczas kiedy samolot prezydenta leciał w głąb Rosji.

To właśnie bliźniak krążył nad lotniskiem w Smoleńsku z załoga lub na autopilocie. To z tym pilotem lub zamachowcem podszywającym się pod pilota – już tu samolotu bliźniaka - rozmawiała wieża w Smoleńsku. Rosyjski kontroler nie kłamał. Kontroler mógł rozmawiać z fałszywym pilotem, który -możliwe - siedział w samolocie dowodzenia zamachem. Taki samolot był zauważony nad Smoleńskiem – był to przypuszczalnie rozpoznany Antonow. To z tego powodu kontroler prawdziwie powiedział, że pilot Tupolewa miał problemy z językiem, dokładnie: z liczbami. Pilot w bliźniaku lub podający się za pilota zamachowiec w Antonowie mógł rzeczywiście błędnie dyskutować – problem wysokości co nie uszło uwadze wieży. A mogło to być jedynie udawanie problemów językowych – jako konieczność grania na czas.

Kiedy bliźniak – lecąc na autopilocie - znalazł się we właściwym punkcie – został osadzony na ziemi. Odbyło się to poprzez detonacje ładunku wybuchowego w skrzydle. Skrzydło zostało ucięte i tym sposobem osiągnięto precyzyjne miejsce rozbicia samolotu bliźniaka.

Popełniano jednak błąd lub nastąpiły inne okoliczności niż te które przewidywano. Samolot ten nie miała paliwa w ilości należnej do wkalkulowanego wybuchu. Skutkiem czego zniszczono by ślady manipulacji a przede wszystkim ukryto by fakt braku ofiar na pokładzie. Wszystko miało spłonąć. W popiołach ukryto by fakty; braku ciał oraz ogromnego (nietypowego) zniszczenia konstrukcji samolotu. Brak pożaru sprawił, że opóźniono alarm. To tu i dlatego powstał problem braku określenia czasu rozbicia bliźniaka. Nie było też już czasu na przeredagowanie komunikatu władz Smoleńska: Wszyscy zginęli a duża ilość ciał jest całkowicie zwęglona – tak ogłoszono. Możliwe, że samolot miał lecieć bez paliwa ale miał zapalić się na ziemi od nafty, którą wstępnie rozlano na miejscu zaplanowanego wypadku. Było jednak coś co nie zagrało, rozlane paliwo nie wywołało pożaru i samolot nie spłonął.

Należy uważnie zwrócić uwagę na to co ukazują filmy ze scenami gaszenia pożaru. Otóż widać tam palącą się ziemie, a nie palący się samolot. Wrak samolotu nie ma śladu płomieni! Pierwsze co powinno się zapalić to opony kół podwozia. Koła te znajdowały się w najbliższej bliskości rozszarpanego zbiornika i powinny spłonąć, pozostały jednak nietknięte.

Filmy wideo pokazują zaś coś odwrotnego niż zwykle: płonie ziemia ale nie samolot.

Oznacza to, że podkład był polany paliwem i to podkład płonie ale słabym płomieniem, coś zawiodło.

Co zaś stało się z samolotem 101 i 96 osobami na pokładzie? Samolot ten osadzono na ziemi

gdzieś na tajnym lotnisku lub nawet doraźnie utwardzonym terenie, ważne aby nie było świadków. Okolice bardziej na wschód. Było to daleko od Smoleńska.

Fakt ten wyszedł na jaw, kiedy Jarosław uparł się aby ciało Lecha Kaczyńskiego zabrać natychmiast do Polski. Ciało należało najpierw przewieźć do Smoleńska. Samolot 101 lecąc z prędkością 800-900 km/h mógł osiągnąć dość daleką odległość, która sprawiła ten właśnie kłopot. Wymagań Jarosława Kaczyńskiego nie wzięto tego pod uwagę przy planowaniu. Ciało Lecha trzeba było specjalnie przerzucić do Smoleńska. Siły operacyjne w takich sytuacjach posługują się helikopterami . Prędkość lotu helikoptera jest 4 razy niższa niż Tu1-54. Oznacza to , że transport taką drogą też może być 4 razy dłuższy. I to było powodem , że samochód z Jarosławem Kaczyńskim był wstrzymywany w drodze do Smoleńska, gdzie miał zidentyfikować zwłoki Lecha.

Jest niemal pewne, że samolot 101 nigdzie nie rozbił się. Świadczyć musi o tym stan zwłok Lecha Kaczyńskiego. Zwłoki te szybko „znaleziono”, zidentyfikowano i dostarczono do Smoleńska. Świadczy to o tym, że nie był to losowy przypadek zmiażdżenia ciała w trakcie uderzenia samolotu o ziemię. Miejsce prezydenta było przy kabinach pilotów. Stan zwłok byłby podobny do innych

z tego samego miejsca w kadłubie Tupolewa. Pilotów nie znaleziono, ciało żony prezydenta było

trudne i do odnalezienia i do identyfikacji.

Bez wątpienia 96 zostało zamordowanych. Nie wiadomo jaka była to śmierć, może wszyscy byli martwi już w Warszawie. Może kapitan nie dotknął nawet steru samolotu. Czy ginęli od kuli w głowę, czy od trucizny? Można przypuszczać, że ciała ofiar celowo masakrowano to granicy

nierozpoznawalności, a to ze względu na obawę związana z ew. sekcja zwłok. Oględziny ciała

mogą ujawnić to czy ciało zostało zmasakrowane u osoby żyjącej, czy też po zgonie. Ustalenie

tego momentu mogło poważnie obnażyć kulisy zamachu.

Istotne jest to, że w Smoleńsku rozbił się bliźniak, nie było tam ciał, samolot ten nie spalił się tak jak zaplanowano, skutkiem czego pozostały dowody poszarpanych blach pokrycia co świadczy wyraźnie o podłożonym ładunku detonacyjnym.

Czarne skrzynki nie świadczą zaś o czymkolwiek. Towarzysze napiszą cały zapis na nowo. Jeżeli zapisy skrzynek mogłyby coś okazać to nic innego jak tylko kolejna fuszerkę fałszerzy i zbrodniarzy. Tak jak po partacku rozbili samolot bliźniak - nie potrafili go spalić na miejscu, tak mogą też coś pomylić w nowo tworzonym zapisie. Towarzysze nad Wisła pomogą towarzyszom

w Moskwie zatuszować ew. uchybienia. A są także towarzysze w szerokim świecie, ci też pomogą.

Należy mieć świadomość co do tego , że zamach nie był robotą ani jednej osoby ani jednego państwa. Zamach ten jest rezultatem zmowy międzynarodowej – przypuszczalnie nowej Jałty. O ile inicjatywa , inspiracja lub doraźne korzyści mogły przeważać w jedną lub drugą stronę to jednak nikt nie robił tego na własna rękę.

KC100511
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 12135
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 102
x 611
Podziękował: 29348 razy
Otrzymał podziękowanie: 18586 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » czwartek 20 lis 2014, 00:21

A co z WTC7?
W tym biurowcu miały siedzibę:
United States Secret Service
New York City Office of Emergency Management
Central Intelligence Agency (CIA)
Department of Defense (DOD)
I zapewne to był główny powód dla którego trzeba było się pozbyć tych biur i dokumentacji. Nikt nie zginął w wyniku zawalenia WTC7.
Być może odpalenie ładunków pod WTC1 i 2 miało związek z WTC7.

Można by powiedzieć, że w wyniku nieporozumień w rodzinie gangsterów musieli sami odstrzelić sobie mały palec.

III. Refleksje końcowe
Postronny obserwator rzeczywistości a w szczególności sceny politycznej nie ma szans na dowiedzenia się „jak było naprawdę”. Można tylko obserwować skutki pewnych posunięć i na ich podstawie odtwarzać przebieg zdarzeń i ewentualne motywy.

Władze rzeczywiste (nie tylko w US) dawkują prawdę dla każdego kręgu wtajemniczonych. Na przykładzie 9/11 widać jak to działa. Ogół ma się zadowolić oficjalnym raportem. Osoby tworzące ten raport dostępują głębszej wiedzy (nie koniecznie prawdziwej), np. informuje się ich – „wicie, rozumicie to nie paliwo spowodowało kolaps tylko termit”. Bardziej zaufanych informuje się – „to nie żaden termit tylko walizkowe bomby nuklearne terroryści podłożyli”.

Jak było naprawdę to wie niewiele osób.
Po części władza musi tak działać, by zapanować nad dużą populacją, którą ma kontrolować. Jest tylko pytanie, czemu służą takie działania?

I na koniec nieodparcie nasuwają mi się skojarzenia z 10/04, ze Smoleńskiem. Jest podobnie, co do mistyfikacji i dawkowania prawdy.
Raport Millera ma zadowolić większość, dla bardziej zbuntowanych mamy raport Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza. Z tym, że ani jeden ani drugi nie wyjaśnia co tam się stało..

Osobnym zagadnieniem są media, dziennikarze. Jest to specyficznie dobrana grupa, bez której nie byłyby możliwe takie „numery” jak 9/11 czy 10/04. Nie mówię oczywiście o dziennikarzach lokalnych pokazujących sprawy na poziomie gminy czy zajmujących się drobnicą. Chodzi o media opiniotwórcze, powiązane z władzą i dużym kapitałem.

Podejrzewam, że są to ludzie „hodowani” w szkołach do łgania bez zmrużenia oka, a przynajmniej do ograniczania swoich dociekań do ściśle wyznaczonych ram.

Media nie są żadną czwartą władzą, media to pała w rękach władców, z tym, że pała oczywiście przybiera formę uśmiechniętej pochanki, czy zatroskanego durczoka.

Co można w tej sytuacji?
Dużo - czytać, uczyć się, mieć przyjaciół, cieszyć się słońcem, nie ufać pozorom, kształcić dzieci i pokazywać im (adekwatnie do wieku) jak widzieć to, co jest schowane, jak odróżniać pozór od prawdy.

No i mieć dostęp do INTERNETU.
Jak prąd wyłączą lub zablokują to zostaną nam przyjaciele i dzieci.


http://piko.salon24.pl/605535,matrix-11-09-10-04-i-nie-tylko-czyli-jest-do-d

pozdrawiam
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 12135
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 102
x 611
Podziękował: 29348 razy
Otrzymał podziękowanie: 18586 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » czwartek 20 lis 2014, 12:51

Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej
10 kwietnia 2010

Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów
wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.
(ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)

Cześć Szósta –Dwa samoloty jeden zamach.


(kontynuacja; Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej 100821)
http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm



R.1.1



Wstęp.

Publikując 16 kwietnia 2010 roku pierwszy artykuł – na temat wraku tupolewa smoleńskiego - z tezą „samolotu bliźniaka”, bez delegacji katyńskiej na jego pokładzie - widzieliśmy jasno to, że wrak jest fałszywką. Nie była jasna jedynie kwestia; w jaki sposób ten wrak tam się znalazł. To mogłoby także dotyczyć sytuacji odwrotnej tzn. że w Warszawie, kontrolerom lotu na Okęciu „wystawiono” bliźniaka, a w Smoleńsku podrzucono oryginał.

Możliwe kombinacje wyłożyliśmy w:
http://zamach.eu/100728%20Katastrofa,%2 ... strofa.htm.

Dzisiaj jest już oczywiste, że wrak smoleński, został tam podrzucony w częściach i później został wysadzony w powietrze, głównie po to, aby ukryć fakt braku ciał pasażerów oraz nieautentyczność wraku. Bliźniakiem mógł być tupolew 102, ale niekoniecznie. Pisaliśmy, że samolot identyfikuje się głównie przez kabinę pilotów (rasowy mechanik, który robił tam regularny serwis pozna swoją robotę nawet pa małych fragmentach konstrukcji, którą doglądał). W kabinie znajduje się mnóstwo oprzyrządowania, które jest „numerem seryjnym” maszyny, niejako odciskiem papilarnym . Dotyczyło to szczególnie egzemplarza 101, który miał ponoć unikalne wyposażenie produkcji USA. Brak kabiny pilotów, jest główną okolicznością mogącą świadczyć o tym, że wrak smoleński nie pochodził z samolotu 101.

Artykułami od dnia 21sierpnia 2010 roku
http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm
„ 4.Falszerstwo smoleńskie jest zdemaskowane w faktach, które nie mogą być podważone:
- Rozrzucenie wraku, jego niekompletność oraz forma zniszczenia
- Sztuczna konfiguracja podstawowych części wraku
- świadectwa nt. braku ciał ofiar – krótko po alarmie

do dnia 09 lutego 2011 roku
http://zamach.eu/110209/Oszustwo.htm
„ Dodajmy tu kolejne fakty, których już nikt nie wyruguje; kierunek (kurs) wysypania części wraku podrzuconego Tupolewa świadczą o tym, że:
- nie pochodzą one z katastrofy lotniczej, bo samoloty z urwanym skrzydłem tak nie latają.
- udowodniony przez MAK kurs K2 jest sprzeczny z kursem lotniska w takim stopniu,
że wyklucza to manewr lądowania na pasie. Samolot TU-154, który miałaby lądować na
pasie NIGDY NIE MOGŁBY LECIEC KURSEM K2.”
Opisaliśmy warunki techniczne – tam zastane -na podstawie, których sceny z lasku smoleńskiego uznane są bez wątpienia jako owoc inscenizacji. Zalegający tam wrak samolotu, nie ma nic wspólnego z samolotem, do którego – na Okęciu o godz . 07.27 - rzekomo wsiadła delegacja do Katynia z Prezydentem Kaczyńskim na czele. Dowody ukazane w Smoleńsku świadczą niezbicie o tym, że tam katastrofy nie było. W Smoleńsku nikt nie zginął.

Te kilka zdań – powyżej – są kamieniem węgielnym prawdy na temat kłamstwa smoleńskiego,
dotyczącego miejsce zamachu, który umownie nazwijmy warszawskim. I co najważniejsze: wzajemnego związku ze sobą. Kłamstwo o Smoleńsku ma uwiarygadniać kłamstwo o prawdzie w Warszawie. Te dwa oszustwa tworzą oś wspólną tego krętactwa zamieniające zamach na katastrofę. Obnażenie jednego z tych dwóch kłamstw automatycznie objawia oblicze kłamstwa pod drugiej stronie.

Oszuści i zamachowcy warszawscy widząc fiasko kłamstwa smoleńskiego rozumieją najlepiej to,
że kłamstwo o Okęciu bez podsycanej fikcji smoleńskiej nie utrzyma się długo. Odwracanie uwagi od istoty problemu jakim jest brak faktów o odlocie z Okęcia, przez fantazje o strzelaniu do tych co przeżyli, meconingu, czekistów, sms’y do polski tych co przeżyli, szaleńcu Putinie, etc. przestają funkcjonować, bo kłamstwo w swoich niesłychanych kalamburach nie wytrzymało próby czasu.

Trzeba czegoś nowego. Dlatego właśnie nagle odnajdują się ludzie, którzy widzieli w smoleńsku ciała członków delegacji. Jest ich wielu, ale tylko jeden widział parę prezydencką na Okęciu. Normalnie powinno być odwrotnie. To zastępy świadków widzą wsiadających do samolotu, a tylko nieliczni ofiary katastrofy. No, ale tak jest podczas prawdziwych katastrof.
Tu mamy do czynienia z zamachem, a informacje zamachowców i najętych kłamców, są właśnie podawane według innych reguł – są dezinformacją.

Te fałszerstwa warszawskie są łatwe do odszyfrowania, jako że mają swój specyficzny charakter:
- Dużo krzyku i zamieszania tam, gdzie nic nie może się wydać, bo nic nie było – to Smoleńsk.
- Cicho tam, gdzie nawet jednym słowem można obnażyć straszną prawdę – to Okęcie.

Jakiekolwiek potknięcie na temat Smoleńska nie obnaży niczego innego, jak co najwyżej śmieszność oszustów smoleńskich, który zostali skompromitowani na swoich błędnie rozegranych rekwizytach.
Odwrotnie, drobne nawet błędy w sprawie odlotu na Okęciu poruszą lawinę, której nic nie powstrzyma – ujawnią straszną zbrodnię. A w całym tego tle wiele innych morderstw na ludziach niewinnych, zupełnie postronnych. Zamach w Warszawie ujawni zamach w Mirosławcu, one razem to zamach na Polskę. Oto dlatego jest tak cicho w sprawie Okęcia, 10 kwietnia 2010 roku.

Aby jednak mącić, uwiarygodniać fałszywe wersje, agenci służb nakręcili parę filmideł na temat „katastrofy”, których głównym zadaniem jest wkleić fałszywe historie na temat odnalezionych w Smoleńsku ciał, natychmiast po „katastrofie”. To celem naprawnienia błędu Wiśniewskiego i Bahra, którzy byli autentycznie zadziwieni właśnie ich brakiem, a co spontanicznie zeznali przed kamerami.

Fałszywi świadkowie wkłamując się w scenariusze oszustw smolenskich eksponują się tak na bezwstyd jak i zarzut popełnienia przestępstwa. Kłamiący – przed kamerami, w filmach o „katastrofach smoleńskich”, a nawet później przed reprezentantami Sejmu - urzędnicy państwowi, będący na służbie – w opisywanym przez siebie zdarzeniu smoleńskim – bez cienia żenady oświadczają, że przybywszy na miejsce zalegania wraku smoleńskiego, zobaczywszy w jednym miejscu fragmenty ciał swoich kolegów urzędników – będących także na służbie – wycofali się, bez udzielenia pomocy ofiarom w potrzebie. Stwierdzili oni, że jeżeli „tu” widzą poszarpane ciało, to oczywistym jest to, że nie trzeba już iść dalej i szukać kogoś innego, bo prawie setka pozostałych pasażerów musi być podobnie porozrywana. Czyli, oświadczyli publicznie, że stwierdzili zgon setki ludzi na odległość, bez poszukiwania innych poszkodowanych, bez oględzin całości miejsca wypadku. A do czego byli zobligowani na mocy prawa

Tak bezwstydnie motywuje wysoki urzędnik prezydencki – będący na służbie w momencie zdarzenia-, który do tej pozostałej grupy ofiar - ryczałtem uznanych za niewartych ratowania -zalicza swego szefa Prezydenta Polski. Ani go nie ratując, ani nie próbując szukać.

Powtórzmy i podkreślmy tę zgrozę napisaną tłustymi literami:
Urzędnik prezydencki popisuje się publicznie oświadczeniem mówiącym, że de facto uciekł on z miejsca katastrofy bez udzielenia pomocy ofiarom tego wypadku. Sam będąc na służbie, uciekł z miejsca tragicznego zdarzenia i pozostawił tam poszkodowanych, innych urzędników państwowych, a będących na służbie - w tej samej instytucji, co i on sam - bez udzielenia im pomocy.
Tymczasem prawnie zawsze zachodzi domniemanie utrzymywania się procesów życia u osoby rannej, to aż do stwierdzenia jej śmierci przez odpowiedni personel medyczny. Nikomu nie wolno zaprzestawać wysiłków w ratowaniu życia u poszkodowanych, bez stwierdzenia u nich zgonu.

Spoglądając na drugi biegun, Warszawę słyszymy, że odnalazł się - nareszcie - świadek odlotu delegacji z Okęcia. Było widać i słychać jak sztywno opowiada on historię, nie kojarzy faktów, bo ich nie zna. Możliwe, był on świadkiem drastycznych scen związanych z zamachem. A to, dzień i noc, przypomina jemu sznur od odkurzacza, który zastosowano na sekretarzu folksdojcza. To, co go motywuje do występów na rzecz zamachowców, choć nerwy i stres związane z traumą wizji kabla elektrycznego jako krawata - sprawiają, że pamięć jest bardzo niespójną. Świadek pamięta aż 39 osób, a zapomniał to czy z szefem sił powietrznych witał się czy nie. Zaświadcza też, że widział tupolewa jak ten wystartował, a oczywiste musi być to, że i z całą delegacją na pokładzie. Jak świadek to sam ujął, miał on tam w terminalu, skojarzenia z „Weselem” – Wyspiańskiego. Godzina odlotu 7.23 – bo spojrzał na zegarek i zapamiętał.

Smoleńsk i Okęcie musza wzajemnie zbudować oś, obustronnie uwiarygadniająca tę drugą stronę.
To widać w komisji pod kierunkiem Antoniego M, który nad takim modelem także intensywnie pracuje.

Co najgorsze jednak, żyrantami wiarygodności tej osi zbrodni stały się – w ostatnich tygodniach - rzekomo katolickie media; Radio Maryja, TV Trwam, Nasz Dziennik. To poprzez publikowanie ustawionego - przez zamachowców – wywiadu z doradcą Andrzejem K.
Redakcje te nie mogą mieć wątpliwości, co do tego, że te sztuczne (bezkrytyczne) wywiady mają na celu ukrycie faktu zamachu, że redakcje te świadomie podjęły współpracę się z wyrachowanymi mordercami. Bo nikt inny nie lansuje zmyślonych faktów podanych przez Andrzeja K.

Tu widzimy kondycję władz kościelnych w Polsce. Ten cierniowy owoc posoborowy.

W Smoleńsku, rozpędem jakiegoś pokłosia gorbaczowskiej pierestrojki i glasnosti, pokazano światu nową goebbelsowską prowokację gliwicką w ruskich dekoracjach, z postsowieckim pomyślunkiem i warszawskim aparatem propagandowym – a całość to pranie mózgu po PRL-owsku.

Pranie, które się nie powiodło, co choćby namacalnie widać było po składzie osób, jakie pojechały na obchody do Smoleńska 09 .04.2011. Smoleńsk, jako miejsce katastrofy upadł całkowicie, a jeden z dowodów na to widzieliśmy w raporcie z uroczystości rocznicowych w Smoleńsku, na które praktycznie nikt nie przybył. A które to uroczystości prowadziła aktorka teatru jednego widza i samozwańcza płaczka, Komorowska, a co w sobotę pokazała TVP,

Jak doszło do tego, że taki wielopłaszczyznowy kosztowny plan upadł? Jakie błędy popełnił nie tylko warszawski ale i międzynarodowy aparat propagandowy?

Otóż należy uważnie przyjrzeć się samym faktom związanym z elementami inscenizacji smoleńskiej. To oszustwo było z góry zaplanowane, jednak ani w Polsce ani w Rosji - co ciągle powtarzamy - a gdzie indziej. I to było jego główną słabością. Plan ten swym rozmachem i brakiem poczucia realizmu oraz intelektualną naiwnością „projektantów” ugrzązł w miejscu. Propaganda, zaś nie potrafiła tu pomóc, bo planu tego nikt w Polsce głębiej nie rozumiał, czy nie czuł. Przypomina to sytuację z PRL, tzw. „dyrektorów, sekretarzy, przywiezionych na prowincję w teczce”, gdzie władza centralna odgórnie nominowała szefami swych ludzi, którzy nie mieli jakiejkolwiek kompetencji, a byli klasycznym elementem sterowania nakazowego. Sterowanie to przynosiło kuriozalne skutki z budowaniem drzwi do lasu włącznie.

Skąd wzięło się to wszystko?

Katastrofa lotnicza jest zwykle badana poprzez analizę przebiegu lotu oraz badaniem fizycznym szczątków. Jest oczywiste, że nasze analizy opierały się głownie na materiale wizualnym, jakichś
szczątkowych doniesieniach, głownie medialnych, bez możliwości badania wraku. Ale w końcu MAK, też niczego nie badał, a wszystko napisał!? To proste, MAK uczynił to na podstawie jakiegoś wcześniej narzuconego scenariusza.

Scenariusz Smoleński został napisany przed zamachem na Prezydenta i delegacje. A napisali go anglojęzyczni osobnicy, arogancko przyzwyczajeni do służalczego lokajstwa „polskich partnerów”, którzy wszystko potulnie zrobią, co im się tylko nakaże. Widać to wyraźnie po porównawczej lekturze raportu katastrofy w Mirosławcu, która nie była katastrofą, ale także zamachem.

W planie tym założono, że Mirosławiec będzie protoplastą Smoleńska. Z podobnym tłem: braki w wyszkoleniu, niefachowość, zaniedbania techniczne, zły proces decyzyjny, pilot bez honoru, etc. Polnische Wirtschaft na nowo.

Równolegle z zamachem w Mirosławcu i po nim, przeloty Kaczyńskiego cechowały usterki samolotu, dym z wentylacji i podobne. Miało to za zadanie urobić atmosferę pasma usterek i błędów technicznych, wśród których ten zaplanowany w Smoleńsku miał wyglądać, jako naturalny fragment całego ciągu wypadków i problemów.

Przypuszczalnie, miano tym także uśpić czujność tak ofiar, jak i uczciwej (nie biorącej udziału w zamachu) części personelu z obsługi czy z otoczenia Prezydenta lub lotniska. Atmosfera nagłych i niecodziennych zmian w samolocie i usprawiedliwienia potrzeby nagłych serwisów, mogła być urabianiem okoliczności do kamuflowania planowanego sabotażu.

Katastrofa Bryzy – przypuszczalnie - była rezultatem dywersji, to celem tego, co napisano powyżej. Bryza to samolot prosty, łatwy w pilotażu i katastrofa takiego samolotu to coś bardzo niezwykłego.

W raporcie z Mirosławca widać identyczny scenariusz „przebiegu katastrofy” z tym w Smoleńsku. Z tą jedynie różnicą, że tamte trupy mogły autentycznie pochodzić od osób, które zginęły w samolocie, który tam został rozbity.

Katastrofa w Mirosławcu jest tak identyczna ze smoleńską - mówimy o zapisie raportu komisji, podpisanego dnia 04 kwietnia 2008, która „badała” ten przypadek, że to aż szokuje.

Kłamstwa jednego i drugiego raportu, pisane są według innego (jednego) dokumentu, źródłowego planu tych obu zamachów, który jest dla nich obu pierwotny i imperatywny. A który nie powstał w Polsce, co już nadmieniliśmy.

O niezrozumiałym pochodzeniu sprzecznych ze sobą sztuczności inscenizacji w Smoleńsku pisaliśmy już w lecie 2010, zanim ujawniono raport o Mirosławcu. Czytanie tego raportu, potwierdziło tamte tezy i wyjaśniło wiele.

Plan tych zamachów, jest aż nadto hollywoodzki i jaskrawo obnażający nie tylko wspomnianą
arogancję, ale i duże braki inteligencji u tych, który to wszystko wypocili. A bez wątpienia nie byli to inżynierowie. Są to osobnicy dotknięci piętnem zdeformowanego genomu, które to piętno sprawia, że każdą inność u innych odczuwają, jako agresję i zagrożenie ich egzystencji, co z kolei, ma być usprawiedliwieniem aktów bezwarunkowego odwetu wobec innych. Taką mentalność, trzeba chyba mieć, aby takie kategoryczne scenariusze spreparować, a odzwierciedlają one jakieś imperatywne myślenie, już nie tylko w stosunku do ludzi, ale i przedmiotów martwych nawet.

Porównanie Mirosławca i Smoleńska.

LP
Opis
Mirosławiec
Smoleńsk

1
Brak zapisu FDR z ostatnich sekund przebiegu katastrofy
Tak
Tak
2
Samolot zszedł z kursu
80 stopni
30 stopni
3
Piloci mieli problem językowy w rozmowie z wieżą
Tak
Tak
4
Nieuzasadnione luki czasowe w locie w pobliżu lotniska
Tak
Tak
5
Problem autentyczności kontaktu pilotów z wieżą
Tak
Częściowo
6
Wyłączony EGPWS
Tak
Źle ustawiony
7
Wybieg myślowy raportu: zarzut błędnie wybranego momentu wyłączenia autopilota
Tak
Tak
8
Niewłaściwa prędkość opadania
Tak
Tak
9
Problem pomieszania jednostek miar metryczne/angielskie
Tak
Tak
10
Pilot zabłądził, a miał być ponoć do ostatniej chwili w położeniu prawidłowym
Tak
Tak
11
Granie na czas – przez „załogę” - przy podejściu do lądowania
Tak
Tak
12
Samolot rozbił się, bo z niewidomych powodów
w ostatnich sekundach stał się niesterowalny,
albo pilot nie miał właściwego kontaktu z systemem sterowania
Tak
Tak
13
W ostatnich sekundach piloci nie odpowiadali
na wezwania wieży
Tak
Tak
14
Załoga niedouczona, a w zasadzie amatorska
Tak
Tak
15
Dziwne okoliczności procedury odlotu
Tak
Tak
16
Brak listy pasażerów
Tak
Tak


Dodajmy, że problem autentyczności realnego kontaktu pilotów CASY z wieżą kontrolera (w tabeli, przejawiający się w paru punkach), stał się tak napięty ( tamte rodziny musiały lepiej dbać o honor ofiar CASY, niż rodziny ofiar tego lotu, którego nie było), że musiano powołać rzeczoznawcę. Został nim profesor Grocholewski z Poznania. Prof. Stefan Grocholewski badając zapisy lotu CASAy odkrył tam problemy z rozpoznaniem, pewnych głosów w kabinie pilotów lub utożsamianych z tą kabiną.

Odkrycie to mogło ujawnić obecność niezidentyfikowanych osobników w nagraniach rozmów pomiędzy kontrolerem a pilotem, fakt sfałszowania zapisu, lub dowód na to ,że ktoś w rozmowach z wieżą podszywał się pod pilotów CASAy. Ale tego jednak dokładnie nie wiemy.

Problem pracy profesora- która nie posuwała się tak jak należy- polegał na tym, że pracował on na kopiach zapisu, nie oryginałach, które to było dużym utrudnieniem.
Zauważmy: MAKu, czekistów, Anodiny jeszcze nie było, tak jak to ich obecność i destrukcję bezustannie podnoszą fałszywi lub nieroztropni analitycy katastrofy smoleńskiej, a to po to,
aby fałszywym tropem rosyjskim odwrócić uwagę od wydarzeń na Okęciu – zamachowców w Polsce.

Profesora Grocholewskiego już nie ma, zmarł, był chory na raka. Pracy nie dokończy i raportu nie napisze. Następcy nie powołano. A nie mamy pewności, co do tego, czy pewne odkrycia profesora nie tylko nie zostały zniszczone i czy nie przyspieszyły jego śmierci, historia Polski ostatnich 30 lat, to historia konstelacji personalnej zbudowanej na paśmie seryjnych skrytobójstw na ludziach, którzy do tego doboru gwiazd nie pasowali. Profesor był bratem kardynała Zenona Grocholewskiego.

O ile Grocholewski zauważył problemy z zakresu fonoskopii( był specjalistą od: automatycznego rozpoznawanie mowy, syntezy mowy, weryfikacji i identyfikacji mówców). To należy także rzucić okiem na pewne cechy lingwistyczno-orientacyjne uwidocznione w dialogach podczas lotu do Mirosławca.

Mamy na myśli - oprócz podanego wyżej problemu jednostek miar; raz metryczne, raz angielskie, (gdzie pilot podawał coś w stopach angielskich , a wieża w metrach) - problem wyrażeń językowych w relacji do poczucia pory dnia.
Zauważmy coś niezwykle ciekawego: Około godz. 19 w styczniu, w ciemnościach, w złych warunkach pogodowych, pilot CASAy miał powiedzieć do kontrolera „ dzień dobry”. A powinien powiedzieć „dobry wieczór”.

Pilot zawodowy jest niezwykle wyczulony na poprawność formułowania wypowiedzi normalnych, standardowych, a dotyczących środowiska parametrów, jakim jest lot samolotu. Normatywne formułowanie warunków środowiska fizycznego, w którym się znajduje - lecący samolot – jest formą automatycznej poprawności.

A tu mamy dowód na błędnie podane pozdrowienie, co nie może być pustym gadulstwem, bo jest częścią komend lub raportów.

Zwrot „dzień dobry” został tak użyty jakby, za oknem był jasny dzień. Pilot tak powiedział, bo było jasno, kiedy to mówił. Alternatywnie, podający się za pilota intruz komunikacji radiowej, znajdował się w strefie czasowej, gdzie o godzinie 19 czasu warszawskiego była pora białego dnia. On to też – podszywając się pod pilota CASAy odpowiedziałby „automatycznie”, bo też był dobrze wyszkolony jako pilot, a może nieco gorzej jako oszust- dywersant.
Jeżeli w Mirosławcu była noc, to strefa czasową, gdzie był dzień jest strefa Ameryki. A dominacja jednostek pomiarowych anglosaskich – w dialogach – wskazuje Amerykę Północną. Są tu powyżej wyliczone dwie okoliczności – kulturowe – wskazujące na to,
że był tam obecny czynnik anglosaski.

Zauważymy też, że zwrot „dzień dobry” jest dużo łatwiejszy do użycia (motoryka wymowy) niż „dobry wieczór”. Niepoprawność wymowy słowa „wieczór” jest dużo łatwiej wychwytywana w rozmowie z obcokrajowcem niż słowa „dzień”. Dlatego jest bezpiecznej użyć słów „dzień dobry”. Ale to z kolei niezwykle razi nas Polaków, o ile jest wypowiedziane późną porą a nawet wczesnym wieczorem. Kultura językowa i obyczajowa w Polsce zdecydowanie oddziela tu pozdrowienia dzienne od wieczornych, takie pomieszania nie są spotykane.

Jest uzasadnione podejrzenie, że samolot CASA 295M został porwany – prawdopodobniej fizycznie – a nie drogą elektronicznego przejęcia kontroli nad samolotem. Co prawda, firma BAE od paru lat dostarcza do CASA systemy do UAV. Byłoby bardzo łatwo taki system podłączyć do CASA 295M, który mógł być do tego przygotowany już fabrycznie - jako opcja wyposażenia dodatkowego. Zdalne sterowanie takim samolotem byłoby b. łatwe.

Za fizycznym porwaniem przemawia bardzo dziwne zachowanie CASAy przed podejściem do lądowania, strata orientacji w locie, konieczność drugiego podejścia, a co mogło być wybiegiem porywaczy w taktyce grania na czas. O porywaczach fizycznych, świadczyć może także fakt wielkiego zamieszania w komisji, co do konieczności uzgodnienia orzeczenia w kwestii tego: kto w chwili uderzenia o ziemię siedział za sterami CASAy. Spekulowano, że nie był to oficjalny pilot, ale ktoś inny.

Brak listy pasażerów, świadczy także o tym, że opcja fizycznego porwania samolotu musi być brana pod uwagę, jako podstawowa. Fakt, że w Poznaniu, przed ostatecznym startem do Mirosławca, opuściło CASA’e 15 pasażerów, a samolot parkował na włączonych silnikach, jest okolicznością nasuwające podobne podejrzenia.

Można tu spekulować, że dowódca lotu, już w Warszawie, dostał informacje - lub poufny rozkaz – wzięcia na pokład – w Poznaniu, bo bez świadków - osób spoza planu lotu. Np. podawanych jako oficerów NATO, którzy incognito dokonują inspekcji w polskich strukturach sił powietrznych, co jest łatwo chwytliwe i uzasadnia brak listy pasażerów. A i jest identyczne z – przypuszczanym- fałszywym poczuciem bezpieczeństwa w Gibraltarze. Tam też Nasi Żołnierze byli wśród swoich.

Otóż – drążąc dalej naszą hipotezę – suponujemy, że za sterami samolotu CASA - w momencie jego rozbicia - nie siedział nikt. Fotel był pusty. Dlatego tak trudno było dla komisji wybrać to, jakie DNA pozostało na szczątkach miejsca pierwszego pilota.

Porywacze samolotu zamordowali załogę i pasażerów. Aby przez jakiś czas mieć niezbędna kontrolę manualną nad maszyną, jeden z nich musiał zasiąść na miejscu pilota. W tym celu ciało pilota zostało odrzucone gdzieś na bok. Porywacz, odchodząc później od sterów, był w pospiechu i ciała pilota nie posadził z powrotem na fotelu– stąd ta konsternacja w komisji na temat tego, kto pilotował.

W/w granie na zwłokę, mogło być konieczne do dokonania pewnych czynności na pokładzie – lot był krótki - a także, aby móc opuścić samolot na spadochronach, do czego należało przygotować samolot. To, aby fakt ten nie był odkryty w rozbitym wraku. Te właśnie zwłoki czasowe spowodowane rzekomymi błędami w nawigacji, umożliwiłaby utrzymanie samolotu na wysokości ok. 200 metrów, co dla dobrze wyszkolonych spadochroniarzy jest bezpieczną wysokością skoku spadochronowego.

Błędów w raporcie CASAy jest mnóstwo a ich klasa na poziomie dywersji. Np. CASA do lądowania miał wychylenie klap 15 stopni, podczas kiedy w rejestrze FDR mamy 10 stopni. Raport pozostawia to bez komentarza. Fakt zaś przepadnięcia na lewe skrzydło – zapobiegawczo komentuje, że obaj piloci musieli zapatrzyć się w bok, dlatego zaniedbali kontrolę nad instrumentami pokładowymi, nie zauważyli, że instrumenty te wskazywały właśnie nadchodzącą katastrofę. Faktem zaś jest i to, że piloci nie odpowiadali na wezwania – aż tak się zapatrzyli, że nie słyszeli okrzyków kontrolera!

Kontrola instrumentów –„rozłożenie uwagi w locie wg. przyrządów” jest podstawą szkolenia pilota, gdzie jest on uczony kolejności omiatania wzrokiem Instrumentów pokładowych tak, aby przerwa w obserwacji jego poszczególnych wskaźników nie była zbyt długa lub przypadkowa, a gdzie centralnym wskaźnikiem jest sztuczny horyzont.

Jak wyżej podaliśmy, z dużym prawdopodobieństwem, zachodzi podejrzenie, co do tego, że zleceniodawcą obu zamachów jest ośrodek obcy, O ile w smoleńsku podejrzewa się Rosję, to rozpatrując oba przypadki widzimy jak środek ciężkości tych podejrzeń leży na zachód od Odry.

Widzimy też, że ośrodek ten wziął na siebie pewne działania operacyjne, lub zlecił je innym, do których miał większe zaufanie operacyjne niż do strony polskiej czy rosyjskiej. Zauważmy też, że
konspiracja przy układaniu planu zamachu, nie mogłaby pozostać niezauważona przez kontrwywiad, o ile centrum planowania takiego zamachu znajdowałoby się w Polsce.

Szkicując jakiś zarys domniemanych udziałowców tego, co wydarzyło się w Mirosławcu i Smoleńsku ( Warszawie) a rozpatrując te wydarzenia całościowo zauważamy, że:

W Mirosławcu,
Polska strona odpowiadała za:
- teren zamachu
- wystawienie ofiar na zamach
- utrudnianie śledztwa
- matactwo raportu końcowego ( zgodę na zamach, jako uznaną katastrofę)
- (likwidacje nie wiemy), zastraszenie polskich świadków w Polsce – to pewne.
- akcję propagandowa ( wyciszenie)
Obca strona odpowiadała za;
-za środki techniczne zamachu, których nie ma w Polce, a które musiały być
kompatybilne z NATO-wskimi. Co musi wykluczać Rosję, a wskazywać niektórych sojuszników, jako głównych sprawców zamachu na CASAę. Rosja nie mogła, bez zauważenia przez NATO, włamać się do systemu komunikacji pomiędzy kontrolerem a pilotem.
- Planowanie
Rosyjska strona odpowiadała za:
- nie była zauważona (ewentualnie dawni agenci sowieccy, których jest pełno).

W Smoleńsku,
Polska strona odpowiadała za:
- atak na delegacje, zamordowanie jej członków
- dostarczenie zwłok do Rosji
- likwidacje oraz zastraszenie polskich świadków w Polsce
- akcje propagandowa (wojnę totalną wszelkich masmediów przeciw Polakom)
- utrudnianie śledztwa z łamaniem praw człowieka włącznie (zakaz otwarcia trumien), a nawet
ze złamaniem Konstytucji RP oraz praw EU, bo ustanowieniem jurysdykcji Federacji Rosyjskiej
na polskich cmentarzach.
Rosyjska strona odpowiadała za:
- inscenizację katastrofy
- świadectwa zgonu 96 osób.
- raport MAK
- dostawę piachu na miejsce rzekomej katastrofy i podobny niegodny cyrk medialny.
Strona obca ( głównie NATO) odpowiadała za:
- zdradę Polski jako państwa sojusznika – członka NATO.
- włamanie do komunikacji miedzy wieżą lub pilotem (bardziej pewne niż to, że była to strona rosyjska, która może zadbała jedynie o odpowiedniego kontrolera)
- ukrycie dowodów nasłuchu elektronicznego i kontroli satelitarnej.
- akcję medialną na Zachodzie.

Centralne sterowanie, podsłuchy elektroniczne utrzymane były w rękach własnych zleceniodawcy
Tak w Mirosławcu jak i w Smoleńsku lub przekazano je innym służbom (w Smoleńsku, może częściowo rosyjskim). Jak nadmieniliśmy Polska nie posiada sił kontroli systemów informatycznych, które były użyte w Mirosławcu i w Warszawie, czy na drodze do Rosji.

To właśnie „inne służby” zdalnie wspomagały porwanie samolotu CASA. Zdalnie też – nieprawdziwy pilot obcokrajowiec - udawał wobec kontrolerów w Smoleńsku pilotów TU-154M 101, udając, lub rzeczywiście mając problem językowy – granie na czas.

Zleceniodawcy.

Nadużywając – powtarzając - swych grubymi nićmi szytych metod, zleceniodawca zamachów odsłania się. Wszechwładza tego ośrodka, nakazowa wobec strony tak polskiej, jak i rosyjskiej gubi go, bo czyni go ofiarą własnej arogancji. Błędy, które popełnia, umożliwią jego identyfikacje, a przynajmniej ukazują przyczynki do poszlak.

Siłą rzeczy, umysły tych nadludzkich półinteligentów, a wykształcone na bzdurach filmów Hollywood napisały te infantylne wręcz scenariusze Mirosławca i Smoleńska, a które były niewykonywalne.

Cechujący je aprioryzm ujawnia proweniencje autorów planu zamachów. Coś, co zadecydowano za biurkiem nie zgadzało się z warunkami realizacji i nie mogło przynieść takich rezultatów, które można było opisać w raportach z tych „katastrof”. To, dlatego oba raporty zostały opublikowanie z brakami zawartości merytorycznej, tak jakby ktoś powyrywał z nich kartki.
Mówiąc językiem techniki zarządzania; profil własności oczekiwań „planu” nie mógł znaleźć swego odniesienia do profilu własności rezultatów.

Wrzenie sprawy obu katastrof.

Teraz, kiedy już wszystko poszło tak jak miało, czyli mamy zabitych wg listy, a nawet lepiej, nadeszła pora na równie gładkie zakończenie historii obu katastrof. Tak zleceniodawcy myślą i żądają tego od agentury w Kraju Priwiślańskim.

Nie pójdzie to ani gładko, ani wcale. Widać to po reakcji polskiego aparatu propagandy – utracił on skuteczność i ma tego świadomość. I to mimo tego, że zostali uruchomieni wszyscy bez wyjątku.
Dziennikarze – w ramach nowych priorytetów - zarzucili już nawet akcje samokajania się np. obowiązkowo wypowiadając formułkę pokutną „ nigdy nie wierzyłem/wierzyłam w zamach”. Dyskutując na żywo przed kamerami, szukają innowacyjnych pomysłów, co do tego, co oni muszą takiego zrobić, aby społeczeństwo na nowo dało się im sterować – panika, ryzyko zawodowej ekskluzji.

Wśród ośrodków formalnie odpowiedzialnych za przerobienie tych dwóch zamachów na katastrofy - władz – również wzrasta świadomość wymykania się sytuacji spod kontroli i to właśnie jest absolutna katastrofa. Co najgorsze nie chodzi tu polską giełdę błaznów politycznych, którzy mogą przejąć jakieś ministerialne synekury. Tu chodzi Zachód, który z niedowierzaniem i obrzydzeniem patrzy na te seryjne zbrodnie polityczne w Polsce. Tam tak się nie robi. A o bandytach na szczytach władzy w Polsce robi się głośno. To temat, o którym się mówi przy kawie!
Widać to np. po przerażonej twarzy Buzka, który nie wie co ma już odpowiadać na zdawkową ciekawość swych brukselskich kolegów. Pachnie to trybunałami i nie jest takie pewne to, że odliczanie głów zakończy się na kozłach ofiarnych.

Wspomniana wyżej próba totalnej mobilizacji całego dostępnego aparatu propagandy idzie pełną parą no, bo nie wiadomo, co dalej.

Ta akacja ratunkowa toczy się dwoma torami, co podsumowujemy następująco;
Jednym torem idą ci, którzy nagle zaczynają opowiadać o ciałach delegacji znalezionych koło
wraku, tuż po jego katastrofie. Druga grupa to ci, którzy widzieli jak delegacja odlatywała tupolewem do Smoleńska o godzinie 7.27. Ci maja kłopoty, bo są nieliczni.

Kłamcy smoleńscy dają przestrzeń kłamstwom z Okęcia. Kłamcy z Okęcia – wzajemnie – uwiarygadniają autentyczność znajdowania ciał na miejscu katastrofy.. Co robić? czy nawała propagandowa z przerażonym Andrzejem K. i rozhisteryzowanym Marcinem W. zastąpi materię faktów, których nigdzie nie ma? Sam Marcin W. bajdurząc podaje ciągle jakby za sprawą czkawki „..tam nic nie było..”. Istotnie, prawdę mówi.
Andrzej K. podobnie – używając porównania delegacji do Wesela – poruszył postać Chochoła, który istniał w fantazji Wyspiańskiego, a faktycznie go nie było. Istotnie, ten też prawdę mówi.

Na koniec nadmienimy akcje w parlamencie, nie chodzi o pracę, ale jej główną osobę Antoniego M. Jest on tam, jako osoba godna najwyższego zaufania, ze względu na wagę sprawy, musi być pewność, że wszystko będzie przypilnowane.

To on sterowany, przez siły zakulisowe – zagraniczne, ale nie tylko - pomógł niegdyś w założeniu szkodliwego Polsce ZChN, po to, aby tym utrudnić Stronnictwu Narodowemu wejście do Sejmu po okrągłostołowego. Do spółki z Chrzanowskim odciągnął wyborców od SN. Była to akcja międzynarodowa łącznie z Watykanem w jednej z głównych ról..
I tak Polska pozostała bez jakiegokolwiek partyjnego zaplecza narodowego. Zjednoczenie już dawno padło, podobnie jak jego równie nieporadne LPR- ZChN-bis. Praca tej komisji ma też być tak prowadzona, aby i ona nic nie dała.

Co dalej?
Blogerscy oszuści kontra prawda.

Kiedy już to wszystko się nie uda, a to jest przesądzone, pozostaje plan B. Wspominaliśmy o tym już wielokrotnie, Plan B, zakłada przyznanie nawet, że tupolew padł ofiarą zamachu, lub czegoś podobnego, a co winą obciąży Rosje. Rosja to przyjmie – to też pisaliśmy.

Plan B nie będzie wypracowany, przez tradycyjne media, a które padły nad planem A. Plan B wypracują chłopcy internetowcy. Plan ten jest już gotowy, nad jego zaszczepieniem w świadomości społeczeństwa, które na nowo musi być oszukane – innego wyjścia nie ma – pracuje Internet.

Rożni blogerscy guru prowadzą zasiew szeroką parą, a są rozpoznawalni poprzez hasła:
MAK, Anodinia, czekisci, meconing, Putin, etc, czyli wszystko to, co prowadzi kompromisem
Do zamknięcia sprawy zamachu po stronie rosyjskiej.
Utrzymać front rosyjski za wszelką cenę.
I to jest tłem tego zgiełku internetowego, odczytów czarnych skrzynek i podobne.
Podczas kiedy – od roku – nikt nie widział listy pasażerów tupolewa! Nawet tej sfałszowanej na komputerze. Tak jak jest sfałszowane opublikowane zdjęcie Tu-154 na Okęciu rano zrobione telefonem Blackberry.

Każdy, kto ma trochę wyksztalcenia, rozumu etc. Układa sprawy, które bada wg jakiegoś porządku, a tu, tym podstawowym porządkiem jest chronologia zdarzeń. Nie możemy rozpatrywać lądowania czegoś, o czym nie wiemy jak to wystartowało. W ogóle nie wiemy czy coś wystartowało, a co ma jakikolwiek związek z odlotem delegacji – nawet martwej (godz. 7.27).

Guru prowadzą jednak te sprawy odwrotnie, od końca - mają już nawet lotniska w Rosji, na których powinny wylądować Tupolew i Jak. W domyśle czekały tam plutony egzekucyjne, jeszcze lepsze nawet niż te z filmu Koli.

Guru blogów szukających winy w Rosji z wyprzedzającym bezwarunkowym rabatem dla nieróbstwa śledczego warszawskich bandziorów , są właśnie tymi dziś , kim kiedyś byli ich ojcowie podczas wszelkich buntów społecznych w PRLowskiej Polsce: na Żeraniu , w Poznaniu , Gdańsku , w okresie Solidarności - prowokatorami. Prowokatorami zwodzącymi tłumy, odwracającymi uwagę ogółu od istoty problemu.
Prowokatorzy zaczynając lub włączając się w bunty pomagali prowadzić ludzi ku właściwemu dla władz rozwiązaniu.
Tak jest teraz w Internecie z problemem śledztwa smoleńskiego. Zrobiono wszystko, aby śmierć delegacji do Katynia toczyła się w Rosji i tak jest, tak się stało. Toczy się to przy pomocy Internetu. Jest to genialne oszustwo epoki blogu, blogerskie wunderwaffe.
Bunty wasze, zyski nasze.

Okrągły stół zaczął być strugany zaraz po śmierci Stalina. Jego głównym propagatorem a w Polsce był zbrodniarz komunistyczny Kołakowski. A Polacy uważają, że to Jaruzelski z elektrykiem.
I teraz, po raz kolejny odbywa się cos podobnego, z tym tylko, że w innej skali i warunkach, ale toczy się. Nie możemy dać się oszukać, wejście na zły tor zaprowadzi nas w niewłaściwe miejsce.

Zachodzi ryzyko powodzenia planu B. Kiedy wróg podda się, a Rosjanie wezmą winę na siebie, Polakom wstyd będzie grzebać się dalej w przeszłości, zamiast raźnie iść do przodu. A kiedy tak, to śledztwo polskie trzeba umorzyć, jako zbędne, bo rosyjskie już jest zakończone i po myśli, i nie trzeba Rosji obrażać, bo zagrożą, że odwołają swoja winę, tak jak odwołali zeznania świadka.

Plan C

My zakładamy plan C. Plan C to całkowite pozostawienie wątków smoleńskich na uboczu, (łącznie z lotem i nagraniami), poza może jednym – udowodnieniem nieautentyczności wraku smoleńskiego. Co jest jedynie kwestią czasu. Znajdzie się ktoś, kto to udowodni.
Pozostaje ew. kwestia tego, gdzie wylądował samolot z Okęcia ( lub samoloty), ale nie musi to być Rosja. Lecz także i nie Polska. To jest jednak mało pilne, może poczekać.

Zarysowany powyżej z grubsza przebieg zamachu w Mirosławcu powinien być równolegle analizowany z zamachem warszawskim. Ma to wiele zalet, widzi się tak większą całość, która bez wątpienia stanowi jedno. Jest też doskonałym narzędziem odstraszającym różnych zadymiaczy, którzy ciągle uruchamiają motyw złych ruskich, a dobrych „naszych” śledczych. Którzy chcą dobrze, ale ruscy im nie dają. Co też znamy dobrze (prześwietnie) z okresu PRL.u.
(Zresztą, może tu w Mirosławcu zobaczą Ruskich, niech ich obecność w zamachu ujawnią , to może być bardzo ciekawe)

To, co my widzimy, jako plan C to ujawnienie wszelkich okoliczności związanych z odlotem
Delegacji z Okęcia.

Plan C ustawia oszustwo smoleńskie poza nawiasem, tam jest niewiele z tego, co wniesie coś do sprawy. Fakty medialne o „katastrofie”, w 99 procentach dotyczą informacji, które są bez sensu,
Zagłusza to fakty na temat zamachu rożnymi smoleńskim bredniami. To bardzo utrudnia pracę nad tym, co rzeczywiście istotne dla wyjaśnienia prawdy i ukarania winnych.

Jedno, co jest obecnie najważniejsze dla ustalenia prawdy, co należy robić natychmiast, to ułożenie faktów dotyczących:
- przybycia
- pobytu
- opuszczenia
Okęcia przez członków delegacji. Każdego z osobna, oraz, kto z rodzin widział ich, jako ostatni.

Przy czym niektórzy mogli być zaatakowani, w swych domach (Szczygło), to celem wydobycia od nich informacji na temat ewentualnego ukrycia dokumentów, które zamachowcy chcieliby zdobyć.

Jaka była ich kondycja psychiczna ostatnich dni, bo mogli być oni poddani – wiele dni przed 10 kwietnia - na ekspozycje środków psychotropowych, a co jest częste, przy podobnych akcjach.
Nowoczesne militarne środki psychotropowe są bardzo trudne do zauważenia ( symptomy u ofiary) nawet przez najbliższych ofiar tych substancji.

Plan C będzie na pewno zrealizowany, sprawy zaszły bowiem zbyt daleko, Polski nie stać na plan B. Polska nie ma wyjścia.

Polska

Mimo wszystko Naród Polski budzi się. Polacy łączą się w grupy, jednostki nie są już dłużej samotne. Na demagogię o podziale Polaków już nikt też się nie nabiera. Polakiem jest ten, kto ma na sercu jedność wspólnego polskiego dobra, a w ręku czyn. Jedności z kimś, kto szkodzi Polsce nie chcemy.
Wzrasta świadomość wroga wewnętrznego, który umacnia siły odśrodkowe.

Po raz pierwszy po wojnie, widać coś, co wygląda jak polityczna i kulturowa wieź pokoleń, która stara się podjąć wspólne kroki polityczne. Czyli jest to, czego nie było w okresie solidarności (S). Gdzie całe pokolenie fantastycznych ludzi nie miało oparcia w mądrości i doświadczeniu starszych pokoleń, a śmierć Prymasa pozostawiła nas samych.
Dlatego wtedy przegraliśmy i cała Polska jest dziś tak zrujnowana.


Uwagi

Wydarzenia 9-10 kwietnia 2010 głównie rozegrały się w Warszawie, dlatego skrótowo
nazywamy je „zamachem warszawskim”.

Kiedy samolot CASA rozbił się, Prezydent Kaczyński znajdował się na pokładzie innego rządowego samolotu.


Christus Rex
(-)Krzysztof Cierpisz

20110416


bzdura .. sciema .. hipoteza..? ..
zdjęcia w poszczególnych linkach na stronie.
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12147 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 25 lis 2014, 00:48

W zabójstwie Lecha Kaczyńskiego widać styl Putina


Tekst nie jest mój. Upowszechniał go na salonie24 Bloger piotr-pomorskie2.
Tekst ten był wielokrotnie wykasowywany przez administrację S24.

Postanowiłem go przypomnieć bo robi straszliwe wrażenie.

Jest on przedrukiem artykułu dziennikarza rosyjskiego opublikowanego (jak zrozumialem) w jednej z niemieckich gazet:

Gieorgij Gordin, „Komentarz z Rosji”

Teraz, gdy ciała Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i jego współtowarzyszy spoczywają w ziemi, jest najwyższy czas, aby wymienić tych, którzy zorganizowali rozbicie się samolotu, dobijanie w miejscu upadku samolotu ocalałych Polaków i nieustannie dezinformują światową społeczność co do wyników tak zwanego „śledztwa”.

Wiadomo, że „śledztwo” katastrofy przebiega pod kierownictwem tych samych osób, które organizowały rozbicie się samolotu i posłały komandosów do „oczyszczenia terenu” z tych, którzy przeżyli. Wiadomo, jaki będą „wyniki śledztwa” przeprowadzonego przez osoby, których głównym zadaniem jest zatarcie śladów zbrodni. Gdy ci sami zabijają i ci sami prowadzą śledztwo, sprawcy zazwyczaj pozostają niewykryci. Jednakże istnieje światowa społeczność.

Potomek jednego z naszych kolegów znajdował się na stanowisku, przez które przechodziło duża ilość pierwotnych informacji z miejsca katastrofy. Wiele szczegółów znamy z pierwszej ręki. Porównanie tekstów rosyjskiej propagandy z materiałami pochodzącymi ze źródeł pierwotnych umożliwia wniesienie poprawek do powszechnie znanych informacji. Niech będzie to naszym wkładem w śledztwo jednej z najbardziej bezczelnych zbrodni 21 wieku.

Poprawka pierwsza. Powszechnie wiadomo, że od pierwszych minut po katastrofie zamiast informacji płynących z lotniska „Północne”, w eter poszła pośpiesznie sklecona dezinformacja kiepskiej jakości.

Dezinformowano dokładnie o wszystkim, co się działo naprawdę. O gęstości mgły, o dźwiękach, jakie słyszeli spotykający. O czterech podejściach do lądowania. O rzekomym rozkazie samego Kaczyńskiego posadzić samolot w Smoleńsku. O tym, że w ten sam sposób omal nie doprowadził do rozbicia samolotu w Gruzji. O zachowaniu różnych służb oraz rzekomej „barierze językowej”. O tym, o czym naprawdę zeznawali miejscowi mieszkańcy, przede wszystkim lotnicy i pracownicy lotniska. O każdy drobiazg.

Mieliśmy możliwość odtworzenia procesu powstawania czekistowskiego kłamstwa w trybie on line. Wyraźnie zarysowały się dwie tendencje. Jedna polega na przeinaczaniu wiadomości tak, że dane wyjściowe stają się zupełnie różne od danych wejściowych. Często są wręcz przeciwieństwem informacji, która rzekomo była podstawą ogłoszonych oficjalnych komunikatów.

Zestawienie wiadomości na wejściu i wyjściu w trybie online pozwala na stwierdzenie, że wszystkie materiały bez wyjątku były poddawane przeróbce według jednej konkretnej „odgórnej” wytycznej. Taka przeróbką zajmowali się nie tylko dziennikarze poszczególnych czasopism (choć oni także), ale przede wszystkim oficjalne rosyjskie agencje informacyjne.

Wszystkie rosyjskie agencje informacyjne i mass media – „przekaziory” musiały przekonać swoich czytelników, słuchaczy i widzów, że „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.


Drugą tendencję tworzenia czekistowskiego kłamstwa w trybie online można określić następująco: na wejściu całkowity brak jakichkolwiek informacji z miejsca zdarzenia. Natomiast na wyjściu – niewiadomo skąd pojawiają się „wiarygodne wiadomości”, w tym rzekome informacje z ostatniej chwili z miejsca katastrofy. Informacje te oczywiście nie pochodzą z miejsca upadku samolotu. Chyba nie ma potrzeby wyjaśniać, że najczystsze wymysły na wyjściu preparowano według wspomnianej już dyrektywy – „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.

Z pierwszej poprawki wynika, że wytyczna, według której zbierano się do kłamania po katastrofie, została opracowana jeszcze przed rozbiciem samolotu Lecha Kaczyńskiego. Natomiast zamieszanie i rozbieżności były spowodowane przede wszystkim przesadnym wysiłkiem kremlowskich propagandystów, którzy starali się ze wszystkich sił, by skłamać jak najbardziej wyraziście i przekonująco.

W pierwszych minutach zdarzenia nie mogą pojawiać się jasne i jednoznaczne informacje. Dla porównania przypomnijmy sobie przynajmniej jeden przykład, jak zachowują się kremlowskie agencje informacyjne i mass media, gdy nie ma żadnej zawczasu przygotowanej wytycznej.

Gdy zmarł pierwszy prezydent Rosji Borys Jelcyn, wszystkie rosyjskie mass media przez kilka godzin milczały, jakby wepchnęły języki w jedno miejsce. Wszystkie duże zachodnie już dawno ogłosiły tę wiadomość, gdy na Kremlu dopiero opamiętano się i wydano wskazówkę, jak i co ogłaszać.
Po katastrofie samolotu Lecha Kaczyńskiego wskazówka „jak i co ogłaszać” pojawiła się od razu. Oznacza to, że były osoby odpowiedzialne, które zawczasu wiedziały, że samolot spadnie.

Poprawka druga. Nasi eksperci obejrzeli wszystkie dostępne materiały wideo i doszli do następującego wniosku. Nawet gdyby straż pożarna w ogóle nie przyjechała i wszystkie te fragmenty samolotu, które żarzyły się w pierwszych minutach filmowania (materiał wideo Andrieja Mienderieja), spłonęły całkowicie, nie mogło być mowy o żadnych „dwudziestu nierozpoznawalnych zwłokach”. Nawet przy tym stromym stopniu kątowym, pod jakim zwalono samolot prezydenta Polski.

Nie mówiąc już o tym, że pożar szybko zgaszono (widać to na późniejszych zdjęciach tych samych fragmentów samolotu) oraz że traf chciał, iż większość „nierozpoznawalnych” to wojskowi i ochroniarze prezydenta. Nie da się zwrócić bliskim ciała „ofiary katastrofy lotniczej” z rosyjską kulą w głowie, jak w 1940 roku.

Takie zwroty jak „uspokój się!”, „nie zabijajcie nas!”, „patrz mu w oczy!”, „dawaj pistolet!” w języku polskim mogły zostać wypowiedziane tylko przez pasażerów samolotu. Natomiast komenda w języku rosyjskim: „Wszyscy z powrotem, wychodzimy stąd!” mogła być oddana przez dowódcę oddziału specjalnego, który rozstrzeliwał rannych Polaków.
O innych momentach w filmie nawet nie ma co mówić. Kto jeszcze wczesną wiosną – 10 kwietnia, rankiem, mógł stać w samej białej koszuli w zimnych smoleńskich lasach, obok samolotu, który przed chwilą runął, oprócz członka załogi? Inne znane i bezpośrednie dowody Katynia – 2 każdy zdrowy człowiek może zobaczyć sam.


Swoją drogą, nasz kolega – w przeszłości starszy oficer oddział specjalnego Ministerstwa Obrony, twierdzi, że po zawaleniu operacji (wideo, które zdążył sfilmować Andriej Mienderiej) jej wykonawcy już nie żyją. Tak samo jak i strzelcy drugiego eszelonu – ci, którzy brali udział w likwidacji nieudolnego oddziału specjalnego.

Polacy, którzy przeżyli katastrofę, zrozumieli, że komandosi „w czarnych ubraniach” (w filmie) przyszli ich zabić i odstrzeliwali się. To słychać w filmie. Wykonawcy dyspozycji Putina „pracowali” z tłumikami. Ale nagranie wideo z dźwiękiem i widokiem zarówno atakujących jak i ocalałych zdemaskowało wszystkie ich wybiegi.

Dlatego jedne „rosyjskie osoby oficjalne” przez dwa tygodnia nie mogą podrobić treści „czarnych skrzynek”, a drugie, pojąwszy, że sprawa pali się, puściły do mass mediów balon próbny na temat „kaukaskiego śladu” w rozbiciu się samolotu prezydenta Polski. Ciąg dalszy nastąpi, rosyjskie i polskie „osoby oficjalne” dopiero rozpędzają się. Jednakże nie zdołają już zatrzeć śladów.

Z drugiej poprawki dochodzimy do wniosku, że „oficjalne dane” na temat „materiału genetycznego” zamiast ciał 21 Polaków nie są zgodne ze stanem szczątków samolotu. Oznacza to, że zginęli z innej przyczyny. Przyczynę tę wyjaśnia film Andrieja Miendierieja.

Poprawka trzecia. Wszyscy eksperci jednogłośnie przytoczyli paralelę z niedawnego upadku samolotu przy lądowaniu na lotnisku Domodiedowo w Moskwie. Ale warunki tam były zupełnie inne. Załoga samolotu Ту-204 lecącego z Egiptu była na nogach od wczesnego ranka, czyli prawie całą dobę. Po odlocie z Moskwy do Hurghady nastąpiło krótkie spięcie kabla i pojawiło się dymienie. Po przebyciu sporej odległości trzeba było zawracać. Oczywiście nerwy wszystkich były napięte.

Po wymianie instalacji załoga tym samym samolotem, z tymi samymi pasażerami znowu poleciała do Hurghady. Trzeba było namawiać i uspokajać pasażerów, że nie ma więcej żadnego niebezpieczeństwa. Bezpośredni lot do Hurghady trwa, w zależności od typu samolotu, około 5 godzin. Przylecieli do Egiptu. Z uwzględnieniem awaryjnego powrotu i remontu, załoga Ту-204 miała już przepracowane 9 godzin. Norma godzin lotu została wyczerpana. Normalnie należało iść odpocząć.
Co robić – zamawiać hotel i płacić za postój samolotu? Strata tym większa, że planowych pasażerów już wywieziono na lot powrotny. Kompania lotnicza za to nie podziękuje. Zgodzili się więc lecieć z powrotem.

Niedaleko od Moskwy popsuł się sprzęt nawigacyjny. W odróżnieniu od polskiego samolotu panowała głęboka noc, i 21-22 marca nad całą Moskwą stała gęsta mgła. Lądowanie według przyrządów „koszących” nie udało się, załoga zmęczona i rozdrażniona, a tu jeszcze radiowy wysokościomierz zawył. Dokucza, że niby to ziemia jest blisko – a idź ty
! W rezultacie – typowy błąd zaufanego do siebie doświadczonego pilota, który setki razy sadzał samolot w podobnych warunkach. Prawie na lotnisku macierzystym.

Na smoleńskim lotnisku „Północny” nic podobnego nie miało miejsca. Nie była to noc, nie było takiej mgły, załoga nie była zmęczona, nie musiała spędzić całego dnia w napiętej i nerwowej atmosferze. Sytuacja normalna, załoga wypoczęta i czujna. Sprzęt nawigacyjny pracuje doskonale, aż do postronnej ingerencji w sterowanie samolotem na małej wysokości.

Z trzeciej poprawki dochodzimy do wniosku, że warunki pogodowe i stan załogi w danym przypadku nie mogły być główną przyczyną katastrofy.
Poprawka czwarta. Oba samoloty, których wypadki były porównywane przez ekspertów, są podobnego typu. W Smoleńsku ТU-154, w Domodiedowo ТU-204. Samolot, który leciał z Hurghady, też spadł do lasu, i także oderwało mu skrzydła. W efekcie – dwie osoby w oddziale reanimacji, reszta odniosło rany różnego stopnia ciężkości. Po upadku w lesie samolotu podobnego typu w chwili znalezienia szczątków Tu-204, który leciał z Hurghady, wszystkie osoby żyły!

Rzecz jasna, jest różnica między upadkiem samolotu z kilkoma członkami załogi (ТU-204 w Domodiedowo) a upadkiem samolotu z 96 osobami na pokładzie. Ale samolot polskiego prezydenta był załadowany mniej niż na dwie trzecie. Pokład ТU-154 może mieścić 163 osoby. Jeśli samolot jest załadowany mniej niż na 2/3, można nim sterować bez trudu.

Następna okoliczność – polski samolot po zaczepieniu skrzydłem drzew obrócił się. Jednakże podczas lądowania załoga i pasażerowie muszą mieć zapięte pasy. Nie ma powodu do przypuszczenia, że tego przepisu nie przestrzegano przy lądowaniu w niezbyt gęstej, ale jednak mgle.
Ostatnia okoliczność mogąca wpłynąć na liczbę ofiar śmiertelnych to kąt ataku samolotu w momencie uderzenia o ziemię. Istnieje informacja od doświadczonych lotników wojskowych, że TU-154 Lecha Kaczyńskiego „schodził do lądowania, jak myśliwiec”. Czyli pod bardziej stromym kątem niż zwyczajnie. To faktycznie może zwiększyć liczbę ofiar śmiertelnych. Świadczą o tym także szczątki samolotu oraz ich rozmieszczenie.

Wersja oficjalna – „podczas katastrofy zginęli wszyscy”. Orzeczenie ekspertów: prawdopodobieństwo zgonu wszystkich co do jednej osoby w samolocie polskiego prezydenta jest takie same, jak gdyby woda z odkręconego kranu poleciała do góry zamiast na dół – prosto do sufitu. Innymi słowy, prawdopodobieństwo, że w tej katastrofie zginęły wszystkie 96 osób znajdujących się na pokładzie samolotu TU-154, jest zerowe.

Z czwartej poprawki dochodzimy do wniosku, że w każdym przypadku ktoś z pasażerów musiał przeżyć katastrofę polskiego samolotu, a może nawet uniknąć zranień. Wszyscy zginąć mogli tylko w jednym przypadku: jeżeli oddział specjalny dobił ich już po upadku.

Nie jesteśmy w stanie nawet wymienić liczby dostrzelonych – liczba ta waha się od 10 do 21 osób. Zgodnie z oceną najbardziej doświadczonych ekspertów, nierozpoznawalnych (zmasakrowanych lub spalonych) mogło być najwyżej 10 – 12 ciał. Nie wszyscy podczas katastrofy znajdowali się w przedniej części samolotu. Płomień szybko zgaszono. Naprawdę nie rozpoznawalnych zwłok na miejscu upadku zapewne było bardzo mało lub nie było w ogóle.

A więc „jedynie materiał genetyczny pozostały po 21 osobach”, o którym mowa w wersji FSB, w rzeczywistości jest liczbą osób, którzy przeżyły katastrofę prezydenckiego samolotu Lecha Kaczyńskiego. Dobili ich rosyjscy komandosi, po czym wywieźli i zamienili w kawałki spalonego mięsa, aby ukryć ślady zbrodni.

Poprawka piąta. W jaki sposób zorganizowano rozbicie samolotu polskiego prezydenta? Eksperci nam wyjaśnili, że to bardzo proste. Samolot został strącony przez rosyjskie specsłużby na małej wysokości, po podmianie parametrów lądowania. Tego dokonać można kilkoma sposobami. Na przykład, poprzez sekundowe zmanipulowanie systemu naprowadzania na niedużym wysokości tuż przed lądowaniem.
Albo poprzez impuls elektromagnetyczny skierowany do bocznych kanałów sterowania samolotem (sterów, lotek) przed lądowaniem. Piloci wszystko widzieli i rozumieli, ale nic już nie mogli zrobić. Zabrakło czasu.


Właśnie dlatego, aby ukryć ślady zbrodni, ocalałych członków załogi i tych, którzy mogli słyszeć ich rozmowy, należało dobić na ziemi.
Wykonawcy rozkazu Putina przeliczyli się jednak w tym, że wśród ocalałych były osoby uzbrojone i odważne, które nawet w tej sytuacji stawiały czynny opór. Oddział specjalny nie mógł bez przeszkód powystrzelać rannych Polaków w przewidzianych ramach czasowych. Musiał zatrzymać się na miejscu kaźni, gdzie ich zastały osoby, które przybiegły na miejsce katastrofy, przede wszystkim Andriej Mienderiej, który nagrywał sytuację kamerą.

Następnie wszystko potoczyło się dokładnie według przewidzianego w Kremlu planu. Miejsce katastrofy zostało otoczone, nikogo nie przepuszczano, a ciała ofiar katastrofy lotniczej i zastrzelonych na ziemi wywieziono. Ślady napadnięcia i egzekucji zostały usunięte.
Ta poprawka jest kluczem do zrozumienia, co się zdarzyło; wyjaśnia ona wszystko, i komentarze tu nie są potrzebne.

Poprawka szósta. Dlaczego Putin postanowił popełnić zbrodnię na swoim terytorium? Zdaniem ekspertów, w ten sposób strącić samolot i zapewnić wiarygodne przykrycie aktu terrorystycznego można jedynie na terytorium całkowicie kontrolowanym przez rosyjskie służby specjalne.
Po pierwsze, niezbędnego impulsu elektromagnetycznego nie można nadać na odległość tysięcy kilometrów. A na system naprowadzania oddziaływać można tylko ten, kto siedzi za pulpitem kontrolera lotów lub kontroluje go z zewnątrz. Ale owo „z zewnątrz” powinno być tuż obok, na niedużej odległości.


Po drugie, na swoim terenie są najlepsze możliwości zatarcia śladów. Co miało miejsce od pierwszej sekundzie po katastrofie, ma miejsce obecnie i dopiero nastąpi, gdy zaczną ogłaszać wyniki oficjalnego „wspólnego” śledztwa.

Eksperci wymienili mnóstwo pozycji. Niezbędność dwukrotnej wymiany fizycznych źródeł zakłóceń – „żarówek” przed przylotem samolotu Kaczyńskiego i od razu po katastrofie.


Dostrzelić tych, którzy przeżyli, rozerwać na strzępy i spalić ciała zastrzelonych pasażerów i członków załogi. Zapewnić „tajemnicze zniknięcie” dowodów, na przykład, broni, z której odstrzeliwali się ochroniarze Lecha Kaczyńskiego i wojskowi, którzy przeżyli katastrofę.
Wyszukiwać naboje wystrzelone przez oddział specjalny i polskich wojskowych w szczątkach samolotu i drzewach w miejscu egzekucji. Podrabiać wskazania „czarnych skrzynek”. Podawać wykaz pogody oraz inne parametry katastrofy niezbędne do potwierdzenia fałszywej wersji o rzekomej „winie załogi, która nie zdołała wylądować w trudnych warunkach pogodowych”. Itd.


Z szóstej poprawki dochodzimy do wniosku, że rozwiązanie techniczne zamachu, a przede wszystkim „środki przykrycia” wymagały, aby samolot został strącony na terytorium kontrolowanym przez putinowskie specsłużby.

Przechodzimy do poprawki siódmej – „celowości politycznej” (z punktu widzenia Kremla) tego aktu terrorystycznego.

Lech Kaczyński był względnie bezpieczny, dopóki Putin nie upatrzył sobie „polskiego Janukowycza” – ciężko myślącego „przyjaciela Rosji”, polskiego premiera Donalda Tuska. Był to zwrot, po którym czekistowską wierchuszkę Rosji zajmowało tylko jedno: jak przeczyścić drogę dla swojej marionetki lub komuś podobnego z tegoż grona „przyjaciół Rosji”. Wiedząc o zwyczajach i wcześniejszych czynach Putina, nietrudno domyśleć się, w jaki sposób planowali tego dokonać. Co i jak oni zrobili, cały świat dowiedział się rankiem 10 kwietnia.

Z siódmej poprawki dochodzimy do wniosku, że stawka Kremla na „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska, jego towarzyszy i elektorat uruchomiła mechanizm fizycznej likwidacji Lecha Kaczyńskiego. Najlepiej razem z najwybitniejszymi jego zwolennikami. Metody – najzwyczajniejsze z arsenału Putina oraz jego towarzyszy z KGB.
Poprawka ósma. Na co liczyli organizatorzy zamachu w tak ryzykownej sprawie? Przecież skutki naprawdę mogą być – i niechybnie będą – najbardziej niekorzystne dla Kremla. Nic nowego: tak samo, jak i w ciągu ostatnich dziesięciu lat, stawiano na najzwyczajniejszych durniów.
Przywódców państw zachodnich na Kremlu zawsze uważano za nieco głupawych. Takich, którzy przysłuchują się opinii swojego społeczeństwa i obnoszą się z jakimiś prawami człowieka, jak kurwa z kapeluszem. Tę tezę ja mogę uzasadnić i zaświadczyć osobiście.

Na Kremlu po dziś dzień uważają, że nikt nie uwierzy, iż lider Federacji rosyjskiej mógł zdecydować się na coś takiego. Zobowiązać swoich podwładnych do zorganizowania zabójstwa prezydenta innego państwa na swoim terytorium! Nie uwierzą także własnym oczom i uszom. Nawet gdyby politykom i mieszczanom z krajów dobrobytu zostały przedstawione niezbite dowody – i tak nie uwierzą.

W głowach zachodnich obywateli są własne wyobrażenia na temat granic kremlowskiego podstępu. Takie ryzyko! Takie okrucieństwo! Po co? Moi drodzy, przecież to Rosja! Tu nigdy nie było inaczej. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

I nikt z zadowolonych sobą mieszczan nie przypomni sobie prawdziwej twarzy Putina, gdy ten w porywie nieokiełznanego gniewu obiecał „powiesić za jaja” prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Mówił to w obecności przywódców krajów zachodnich.
Nikt nie przypomni sobie szczerego żalu Putina, że nie udało się do końca otruć Wiktora Juszczenki. Prezydenta Ukrainy – państwa, które, zgodnie z publiczną wypowiedzią Putina, „w ogóle nie istnieje”.
Nikt nie przypomni sobie nadania przez Putina trucicielom prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki stopni generałów rosyjskich resortów siłowych i specsłużb.


A przecież Lech Kaczyński był trzecim prezydentem sąsiedniego państwa po Saakaszwilim i Juszczenką, którego Putin nienawidził bardziej od pozostałych. Nikt nie spodziewał się takiego spotkania? Do tego jest szkoła rosyjskich specsłużb. Wśród ścian KGB Putin był długo szkolony do działań zaskakujących i niespodziewanych dla przeciwnika.
Z ósmej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze mordował ludzi, których uważał za swoich wrogów. Przy czym zawsze ryzykował, przeprowadzając najbardziej skandaliczne operacje specjalne, w tym za granicą. Lech Kaczyński znajdował się w pierwszej trójce wrogów Putina i był jedynym, do którego mógł dobrać się. A tu jeszcze „polski Janukowycz” nadarzył się.

Co zaś tyczy się liczenia Kremla na beznadziejne durnie, którzy nie dadzą wiary nawet niezbitym dowodom popełnionej zbrodni, to na dzień dzisiejszy sprawdza się to nawet w Polsce.

Poprawka dziewiąta. Każdy człowiek posiada swoją „firmową” cechę określającą jego postępowanie. Posiada ją także Putin. Zachód tak i nie potrafił prawidłowo odpowiedzieć na pytanie: „Who is Mister Putin?”. Słusznie zauważono jego skłonność do rozwiązań siłowych, ale to drobiazgi.

Wyróżniająca cecha Putina od razu rzuca się w oczy. Jest to skrajne okrucieństwo na granicy szaleństwa.

Uczniowie w Biesłanie we wrześniu 2004 roku. Rozkaz Putina – przerwać negocjacje i zielone światło do spalania dzieci z dział czołgów. W efekcie – ponad 350 ofiar śmiertelnych, grubo ponad 500 rannych, włącznie z najlepszymi komandosami rosyjskich oddziałów specjalnych wystawionych na ogień zaporowy powstańców. Ogromna ilość inwalidów.
Zakładnicy w teatrze muzycznym „Nord-Ost” na moskiewskiej Dubrowce w październiku 2002 roku. Powstańcy zabili trzech osób, na rozkaz Putina otruto co najmniej 174 widzów spektaklu. To tylko te ofiary śmiertelne, których rodzinom udało się udowodnić ich nazwiska. Fałszywej oficjalnej liczby nawet nie warto wymieniać.

Od swojego patrona nie odstają zaufani Putina, na przykład, „mały Kadyrow”. Dzisiaj oni popełniają bestialstwa, które raz już były poddane ocenie prawnej w Norymberdze. Całe najbliższe otoczenie Putina to naturalni kandydaci na ławę oskarżonych Międzynarodowego Trybunału Wojennego.

Co jeszcze należy wiedzieć, aby przewidzieć postępowanie Putina i jego podwładnych przy spotkaniu zajadle znienawidzonego na Kremlu prezydenta sąsiedniego państwa?

Z dziewiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że zabójstwo Lecha Kaczyńskiego i 95 jego współtowarzyszy pasuje do podstawowej charakterystyki Putina tak samo dokładnie, jak nabój do komory.
Poprawka dziesiąta. Punkty przełomowe w biografii Putina. Są monotonne, ale bardzo wymowne w świetle zabójstwa Lecha Kaczyńskiego oraz znacznej części polskiej elity.

Czy pozostały jeszcze jakieś wątpliwości, gdy jesienią 1999 roku wysadzono domy w Moskwie i Wołgodońsku? Przy czym na poziomie rządowym zawczasu wymieniono miejsce wybuchu! Nawet Adolf Hitler nie pozwalał sobie wysadzać spokojnie śpiących Niemców. Ograniczył się do podpalenia Reichstagu.

A nieprzerwany szereg „tajemniczych” zabójstw poważnych przeciwników politycznych Putina, obrońców praw człowieka, dziennikarzy, przedstawicieli organizacji młodzieżowych i publicznych? Od momentu, gdy Putin otrzymał władzę, zabójstwa polityczne w Rosji i poza jej granicami stały się codziennością.

Bezbronnym kobietom w bramie strzelają w plecy lub mordują prosto w putinowskiej milicji. Zdrowych mężczyzn wyrzucają przez okna, trują i strzelają zza rogu. Aby złamać niepokornych, rosyjskie struktury siłowe spalają ich domy, porywają ich dzieci i mordują ich rodziców. O czym jeszcze trzeba wiedzieć, aby po kolejnej zbrodni władzy rosyjskiej nie ględzić: „Tego nie może być! Na to nikt nie pójdzie!” i podobne głupoty.
Z dziesiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że cała dotychczasowa biografia Putina jest nasycona takimi samymi monotonnymi zbrodniami, jakie popełniono 10 kwietnia na lotnisku „Północne”. Byłoby nawet nieco dziwne, gdyby Putin nie spróbował przynajmniej otruć swoich wrogów.
Teraz podchodzimy do istoty zagadnienia.

Pozycja jedenasta – styl Putina. Postępowanie każdego zbrodniarza posiada charakterystyczne cechy i niuanse, które są nie do podrobienia. Nawet gdyby ktoś bardzo tego chciał – nie da rady.
Przyjrzyjmy się przykładom.

Akt terrorystyczny w lutym 2004 roku w stolicy Kataru Ad-Dauhy. Wysadzono znienawidzonego przez Kreml Zelimchana Jandarbijewa oraz jego 13-letniego syna. Źle przygotowani dywersanci z Moskwy wpadli jak frajerzy. W wynajętym samochodzie zostawili skrawki kabli i kawałki taśmy izolacyjnej. Zostali schwytani , jak należało. Putin dopiął, aby zwrócono ich Moskwie.


A teraz uwaga! Podchodzimy do najważniejszej rzeczy. Przekazanych z Kataru bandytów średniej rangi na lotnisku spotykano jak głowy obcych państw. Są teraz bohaterami i przykładem dla kremlowskiej młodzieży.
Tu właśnie kryje się charakterystyczny wykrętas jego stylu. Jest to, można rzec, podpis Putina pot tymi zbrodniami, których ideowym inspiratorem on był, jest i będzie, aż zasiądzie na ławie oskarżonych Międzynarodowego Trybunału. Jest to styl Władimira Władimirowicza Putina.

Ta właściwość stylu rozszyfrowuje się następująco: oficjalnie nic wspólnego z tym nie mamy, ale wszyscy muszą wiedzieć i rozumieć, że tylko my mogliśmy uczynić coś takiego! I tak będzie ze wszystkimi, kto wystąpi przeciwko nam!

Przykładów są tysiące. Znane są przeważnie te zbrodnie, w sprawie których prowadzono śledztwa w innych krajach. Na przykład, sprawa otrucia Saszy Litwinienko. Jego truciciela nazwiskiem Ługowoj demonstracyjnie mianowano do Państwowej Dumy. Macie wy wszyscy, Europejczycy i inni Anglicy! Żeby wszyscy wiedzieli, kto naprawdę zabił swojego wroga i za co. I tak będzie z każdym, kto ośmieli się sprzeciwiać majorowi rezerwy KGB.

Nie odstają jego ulubieni mianowańcy. Czy mógłby „mały Kadyrow” bez wiedzy Putina organizować serię zamachów za granicą? Śmiech pomyśleć.
W Rosji wszystko jest o wiele prościej. Sami zabijają i sami „poszukują”. Wszystkie bez wyjątku „zamówienia” Putina nie zostały wyjaśnione. Przebrzmiało publiczne porwanie Magasa na lotnisku i demonstracyjne rozstrzelanie – prosto w milicyjnym samochodzie – właściciela inguskiej witryny internetowej Mahometa Jewłojewa.

Drodzy blogerzy! Nawet jeżeli zostaniecie demonstracyjnie, na oczach dużego skupiska ludzi zastrzeleni przez usłużnego pułkownika putinowskich specsłużb, odpowiadać będzie szeregowy gliniarz – „zwrotniczy”. I ten więcej niż rok w zawieszeniu nie dostanie.
Szczególnym przypadkiem było zabójstwo Anny Politkowskiej. Tu Putin pozwolił sobie nawet publicznie zakpić, mówiąc, że „jej zabójstwo spowodowało nam szkodę o wiele większą niż to, co ona napisała. Zarozumiała forma tegoż przesłania – drżyjcie, my możemy nie tylko zabić, ale także zabić, splunąć i nie zauważyć!

Ta matryca jest nie do podrobienia. Wylazła ona od razu po zabójstwie Lecha Kaczyńskiego. Od nagłówków „Wszyscy nieprzyjaciele Rosji znajdą swój koniec pod Smoleńskiem” do form bardziej zakamuflowanych – „czy teraz przyjaciele Rosji wezmą górę?”.

Ten sam styl – oficjalnie była to katastrofa, ale wszyscy powinni wiedzieć i rozumieć, kto i dlaczego zakatrupił prezydenta Polski oraz jego współtowarzyszy. I tak będzie z pozostałymi, w razie czego. A poza tym – ubolewamy i jesteśmy pogrążeni w żałobie razem z przyjacielskim narodem polskim po strasznej katastrofie lotniczej”.
Z jedenastej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze umieszczał swój autograf pod organizowanym i przeprowadzonym aktem terrorystycznym. Umieścił i teraz.

Ostatnia uwaga – dwunasta. Jak będą reagować oficjalne osoby innych państw? Nietrudno przewidzieć. Bardzo wielu postara się przemilczeć oczywiste i niezbite fakty. Będą zamykać oczy, zatykać uszy, nie widzieć, nie wiedzieć, i nie słyszeć.

Dlaczego? To bardzo proste. Jak w świetle dzisiejszych wydarzeń muszą wyglądać wszyscy ci kozły tudzież, przepraszam za neologizm, koźlice polityczne, które przez lata całowały się i zadawały z majorem rezerwy KGB?

Kto zapraszał tego czekistowskiego chłopca do swojego stołu obiadowego, wygadywał pochwalne peany, prawił komplementy i namawiał do odpoczynku na prywatnej wyspie wśród ciepłego morza?
Kto po dziś dzień walczy za „dobre stosunki” z taką putinowską Rosją i taką jej władzą, wszelcy budowniczowie rurociągów i inni „pragmatycy”? Przecież teraz poły ich galowych marynarek i mankiety spódnic są splamione krwią Lecha Kaczyńskiego i polskiej elity.

Nie zdziwię się, jeżeli Putina i „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska – dwóch głównych partnerów w sprawie zabójstwa prezydenta Polski – w najbliższym czasie znowu zobaczymy razem. I obaj będą w dwa gardła będą opowiadać jedna i te samą kremlowską fabułę na temat „osiągniętych wyników wspólnego śledztwa” i nierozłączną przyjaźń między narodami rosyjskim i polskim”.

A w dalszym planie usłużni komentatorzy, niby ot tak, napomkną, że przed pewnym czasem niejaki Lech Kaczyński i jego kamraci próbowali skłócić dwa „brackie narody”. Ale im się nie udało.
Dlatego zabójstwo prezydenta Polski oraz znacznej części jej elity politycznej obecnie staje się poważną próbą dla wielu krajów zachodniej demokracji.

Jednak są na tym świecie tacy politycy i przywódcy państw, którzy nie są niczym zobowiązani wobec Putina. Co więcej, są tacy, którzy już wcześniej widzieli istotę Putina i jego reżimu. Znali prawdziwe poglądy majora rezerwy i dlatego wcale nie są zdziwieni tym , co zaszło. Są widzący parlamentarzyści, organizacje pozarządowe i prasa.
W tych krajach Europy, których elity polityczne dokarmia rosyjski „Gazprom” i inne deripaski, jest opozycja.

Są zachodnie służby specjalne, NATO i światowa społeczność.
Wreszcie jest wideo nakręcone przez Andrieja Miendiereja, zawodowi eksperci oraz mnóstwo uczciwych, porządnych i odważnych ludzi. Dlatego zbliża się wasz koniec, kremlowskie małpy.


Tu link do orginalnego tekstu :
http://www.rupor.info/analitika/2010/05 ... o-viden-...

http://niepoprawni.pl/blog/229/w-zabojs ... tyl-putina





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 12135
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 102
x 611
Podziękował: 29348 razy
Otrzymał podziękowanie: 18586 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » wtorek 25 lis 2014, 01:21

Pytania. 8-10 kwietnia 2010 (z uzupełnieniami)

(uzupełnienia zaznaczone są kolorem brązowym)

Nic nie jest takim jakim się wydaje

- Napis na frontonie muzeum

historii szpiegostwa – USA

Prawda was wyzwoli


Zbiór pytań będących w zamyśle częścią Białej Księgi dotyczącej okresu od spodziewanego pobytu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lotnisku na Litwie powracającego z wizyty w dniu 8 kwietnia 2010, do czasu oficjalnie podawanej godziny i minut odlotu Tu 154 M z lotniska Okęcie w dniu 10 kwietnia 2010.

Obejmuje:

-Wizytę na Litwie w dniu 8 kwietnia 2010,

-PLANOWANĄ (BĄDŹ NIE) WIZYTĘ W PRADZE NA DZIEŃ 9 KWIETNIA 2010,
-OKĘCIE 10 KWIETNIA ORAZ OSTATNIE PRZYGOTOWANIA DO WYLOTU,
-LOT 9 KWIETNIA,
I Wizyta na Litwie w dniu 8 kwietnia 2010



1. Jak wyglądał harmonogram zajęć Lecha Kaczyńskiego od 8 kwietnia do 9 kwietnia włącznie. Czy i kiedy był zmieniany, kiedy były nanoszone poprawki (jeśli były takowe). Czy jeśli były nanoszone zmiany odbyło się to zgodnie z przyjętymi procedurami?

2. Kiedy została zaplanowana wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Litwie? Oficjalnie podawana jest informacja że była nieplanowana, nagła. Kiedy zapadły decyzję? Gdzie są tego potwierdzenia, jak i związane z tym zwyczajowe procedury : Zabezpieczenie lotniska, BOR itd.

3. Dlaczego została podjęta decyzja o „nagłej” wizycie na Litwie. Jaka była przyczyna i potrzeba takiej wizyty w tym czasie? Dlaczego nie była planowana wcześniej?

4. Z czasu wizyty prezydenta na Litwie są publicznie dostępne zdjęcia z lotniska przypuszczalnie z przylotu prezydenta i ze spotkania z prezydent Litwy. Nie ma dostępnych zdjęć z lotniska na Litwie z odlotu i z lotniska z Polsce z przylotu? Dlaczego?

5.Czy z prezydentem w czasie wizyty na Litwie był fotograf prasowy prezydenta? Czy zdjęcia ze spotkania z prezydent Litwy robił fotograf prasowy prezydenta? Jeśli nie on to kto? Czy fotograf prasowy prezydenta robił także zdjęcia na lotnisku po powrocie z wizyty, a także na lotnisku na Okęciu? Jeśli nie, to dlaczego ich nie robił? A jeśli robił zdjęcia z powrotu z Litwy i na lotnisku Okęcie to dlaczego nie są dostępne publicznie?

6. Czy to prawda że ostatnie dostępne oficjalnie (publicznie, dla każdego, nie opierające się na informacji jednego świadka) informacje o prezydencie Lechu Kaczyńskim urywają się w momencie znalezienia przez niego w samochodzie, w kolumnie samochodów w domyśle kierujących się na lotnisko?

7. Czy i jakie są dowody wylotu polskiego samolotu z prezydentem na pokładzie w dniu 8 kwietnia kierującego się z Litwy do Polski. Jaki to był samolot, czy Jak, który numer? O której wystartował? Itd.

8. Jaki był skład załogi lotu na Litwę w dniu 8 kwietnia. Jaki był skład ochrony prezydenta? Czy załoga (całość, bądź część) brała udział w locie 10 kwietnia? Czy ochrona BOR (w całości bądź części) uczestniczyła w locie 10 kwietnia?

9. Czy w wypadku lotu na Litwę w dniu 8 kwietnia zostały zachowane wszystkie procedury dotyczące przewozu najwyższej głowy państwa? : Samolot zapasowy, lotnisko zapasowe, sprawdzenie lotniska itd.

10. Czy w przypadku lotu na Litwę są zachowane wszystkie dokumenty i potwierdzenia, które w takich w wypadkach zwyczajowo są zachowywane?

11. Czy są zachowane wszystkie wymagane ślady współpracy ze stroną litewską dotyczące przylotu, pobytu i wylotu, w tym z jej służbami specjalnymi?

12. Czy były przeprowadzane wywiady z prezydentem Lechem Kaczyńskim na temat wizyty na Litwie, bądź to po powrocie do Polski, bądź jeszcze w samolocie? Jeśli tak to dlaczego nie są dostępne publicznie. Jeśli nie były przeprowadzane to dlaczego?

13. Czy i jacy polscy dziennikarze towarzyszyli prezydentowi w czasie wizyty na Litwie?

14. Czy miała miejsce sytuacja w której dziennikarze chcieli przeprowadzić rozmowy, pytać prezydenta o wizytę na Litwie i jej owoce, bądź jeszcze samolocie, bądź w Polsce, ale z jakichś powodów nie mieli możliwości tego zrobić? Jeśli tak było jakie to były powody? Czy istnieją wypowiedzi dziennikarzy na ten temat? Jeśli tak to gdzie są dostępne?

15. Marta Kaczyńska mówiła (informacja powszechnie dostępna) iż ostatni raz widziała ojca dwa dni temu. Jak wiadomo Marta Kaczyńska zamieszkiwała wraz z mężem w pałacu prezydenckim. Czy wobec tego często się zdarzało iż mieszkając w tym samym budynku nie widziała ojca przez dwa dni? A jeśli nie to dlaczego miało to miejsce tym razem? Jak wyglądała „standardowa częstotliwość widzenia rodziców i spotkań z nimi” podczas mieszkania w pałacu prezydenckim.

16. Czy i gdzie znajduje się udokumentowane potwierdzenie działań prezydenta od czasu wylotu z Litwy do 10 kwietnia rano?

17. Jeśli prezydent miał problemy (na szczególne trudności napotykając w osobie bezpośredniego dysponenta Tomasza Arabskiego) w uzyskaniu samolotu na planowany wcześniej wylot do Katynia, dlaczego o wiele łatwiej, lub całkowicie bez problemów uzyskał samolot na planowaną „w ostatniej chwili” wizytę na Litwie?

II PLANOWANA (BĄDŹ NIE) WIZYTA W PRADZE NA DZIEŃ 9 KWIETNIA 2010
1. Czy jest prawdą że prezydent Kaczyński 9 maja miał uczestniczyć w praskim spotkaniu z Obamą i w nim nie uczestniczył? Jeśli uczestniczył to gdzie można znaleźć oficjalne potwierdzenie tej wizyty i materiały filmowe i prasowe? Jeśli nie uczestniczył, a wcześniej było to zaplanowane to dlaczego i gdzie można znaleźć oficjalną informację dotyczącą przyczyny tej absencji? Czy na ten temat znajdują się informacje w materiałach kancelarii prezydenta, czy na ten temat wypowiadali się członkowie kancelarii prezydenta. Jeśli tak to gdzie i kiedy? W czyjej gestii są teraz te materiały dotyczące odwołania, bądź nie wizyty, jej nie potwierdzenia / potwierdzenia. Czy pytania o tę wizytę były zadawane j zadawane członkom kancelarii prezydenta przez Zespół Parlamentarnyds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r? Czy byli pytani o nią przez inne uprawnione czynniki. Jeśli tak, to dlaczego ta informacja nie jest dostępna publicznie? Jeśli nie byli pytani to dlaczego?

III OKĘCIE 10 KWIETNIA.
ORAZ
OSTATNIEPRZYGOTOWANIA DO WYLOTU.
1. Czy to prawda że od czasu pobytu na Litwie prezydenta Kaczyńskiego nie ma żadnych jego zdjęć i materiałów filmowych? Takich zdjęć rzeczywiście nie można znaleźć w zasobach internetowych, w prasie. Nie były także emitowane w telewizjach w okresie żałoby po prezydencie Polski. W okresie żałoby telewizje i prasa publikowały wiele nie znanych do tej pory zdjęć i filmów z prezydentem Lechem Kaczyńskim, z parą prezydencka. Nie było jednakże zdjęć, filmów od czasu spodziewanego powrotu prezydenta z Litwy do czasu wylotu TU 154 z Lotniska na Okęciu w dniu 10 kwietnia rano. Jeśli telewizje są w posiadaniu takich zdjęć i filmów dlaczego ich nie emitowały?

2. Jest tak, że w przypadku śmierci danej osoby, zwłaszcza śmierci tragicznej, do tego niewyjaśnionej wspomina się przede wszystkim jej ostatnie chwile: ostatnie godziny i ostatnie dni. Tak jednak nie było w przypadku prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie było tak także w przypadku pozostałych ofiar delegacji na przykład generałów -dowódców najwyższych sił zbrojnych, pracowników kancelarii prezydenta. Cofano się do wspomnień dalszych pomijając ostatnie dni, godziny. Dlaczego?

3. Jakie osoby odpowiedzialne za organizację przebywały na Okęciu do czasu wylotu Tu-154 M w dniu do kwietnia? Kto to był (nazwiska) jakie miały funkcje? Czy ta liczba była odpowiednia w stosunku do licznej delegacji ważnych osób w państwie?

4. Czy przygotowania do wylotu w porcie lotniczym ze strony pasażerów i osób odpowiedzialnych za organizację odbywały się zgodnie z przyjętymi procedurami i zwyczajem? Czy nic ich nie zakłóciło?

5. Czy odlot (oficjalnie Tu –154) odbył się zgodnie z wcześniej przyjętym harmonogramem. Czy nic go nie zakłóciło? Czy nic nie zakłóciło zaplanowanej organizacji wylotu w tym działań osób odpowiedzialnych za organizację? A jeśli zakłóciło jakie to były przyczyny i na czym zakłócenie polegało?

6. Na początku, tuż po „katastrofie” podawane były informacje iż prezydent spóźnił się na lotnisko. Pojawiały się insynuacje (prasa brukowa bądź inne źródła) że było to skutkiem libacji alkoholowej, którą prezydent miał rzekomo odbyć poprzedniego dnia. Dlaczego, zwłaszcza wobec dużego zainteresowania społeczeństwa osobą prezydenta w dniu 10 kwietnia i dalszych nie wyjaśniono przyczyny rzekomego, lub prawdziwego spóźnienia prezydenta na lotnisko zasięgając tych informacji u źródeł : u pracowników kancelarii prezydenta, innych kompetentnych osób winnych, oraz mogących mieć tą wiedzę?

7. Czy na lotnisku Okęcie były ekipy telewizyjne, radiowe, prasowe, zarówno ogólnopolskie, jak i lokalne. Wiadomym jest że dziennikarze mający towarzyszyć delegacji do Katynia odlecieli wcześniejszym samolotem. Jeśli przyjąć że ekipy największych mediów przebywały w Katyniu to dlaczego nie było mediów nie planujących pobytu w Katyniu, zwłaszcza lokalnych warszawskich i innych mediów, oraz innych, tych , których finansowo nie było stać na wyjazd do Katynia. Zwłaszcza dziwić to może wobec atrakcyjności delegacji. Jedynej takiej w historii współczesnej Polski. Jeśli zaś były to jakie? Dlaczego jeśli były na terenie portu lotniczego, bądź przed nim dlaczego nie posiadamy z ich strony żadnych zdjęć, filmów, oraz ich ustnych relacji?

8. M. Wierzchowski z kancelarii prezydenta w czasie przesłuchania przez Zespół Parlamentarny zeznał iż na lotniskach w Warszawie i Smoleńsku nie było fotografa i kamerzysty z zespołu prasowego prezydenta RP . Czy nie jest przyjętym zwyczajem i standardem iż kamerzysta i fotograf leci razem z prezydentem? W tym w wypadku, w ten sposób zespół prasowy prezydenta robiłby zdjęcia i kręcił film z odlotu prezydenta z Warszawy i z (spodziewanego) lądowania na lotnisku w Smoleńsku.

9. Czy są znane jakieś przeszkody wobec których ekipa prasowa towarzysząca prezydentowi na Okęciu, w Smoleńsku nie mogłaby mu również towarzyszyć w Katyniu i tam wykonywać swoich obowiązków? Jeśli tak to jakie to przyczyny? Kto wydał decyzje dotyczącą braku obecności serwisu prasowego przy osobie prezydenta? Czy jest na ten temat relacja kamerzysty oraz fotografa z serwisu prasowego prezydenta? Jeśli tak, dlaczego nie jest dostępna publicznie?

10. Jak wytłumaczyć fakt iż zespół prasowy prezydenta RP wylatuje na docelowe miejsce pobytu prezydenta i tam oczekuje na prezydenta nie mając możliwości sfotografowania go gdy wsiada do samolotu, gdy z niego wysiada jak i nakręcenia filmu w tych miejscach, a także wykonania innych stosownych do swoich obowiązków rejestracji, także w czasie lotu.

11. Czy taka sytuacja miała kiedykolwiek miejsce w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego? Jeśli tak to kiedy to miało miejsce, jakie są zachowane dostępne materiały na ten temat i dlaczego taka decyzja została podjęta? Czy analogiczna sytuacja miała miejsce w czasie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Wałęsy?

Wyjaśnienia M. Wierzchowskiego z kancelarii prezydenta są na ten temat niejasne i nie wyjaśniają problemu. Dlaczego?

9. Dlaczego dziennikarze, bądź ich część nie poleciała z delegacją skoro w Tupolewie były wolne miejsca?

10. Dlaczego inne osoby spoza dziennikarzy deklarujące wedle nich chęć lotu z prezydentem zrezygnowały, jak mówią ze względu na duża liczbę chętnych jeśli w Tupolewie były wolne miejsca. Kto im (każdej osobie) podawał taką informację że w TU –154 nie ma wolnych miejsc i dlaczego podawał taką informację? Dlaczego inne osoby pragnące towarzyszyć prezydentowi w Katyniu, a sądzące że nie mają tej możliwości w przypadku lotu samolotem nie zdecydowały się na podróż pociągiem. Wśród osób należących do rezygnujących z podróży były także osoby niższe rangą od niektórych podróżujących pociągiem, w tym młodsze od wielu pasażerów pociągu, także takie, które z racji swojej funkcji winny były towarzyszyć prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.

11. Czy pamiątkowe zdjęcia i filmy robiły osoby tym się stale zajmujące, czy też wyznaczone na tę okazję w przypadku innych ważnych osób, poza prezydentem, lecących do Katynia: Najwyższych dowódców sił zbrojnych, prezesa Narodowego Banku Polskiego, wicemarszałków senatu i sejmu? Innych. Czy Wojsko Polskie posiada serwis prasowy? Jeśli tak czy robiło zdjęcia i filmy głównodowodzących sił zbrojnych na terenie portu lotniczego. a także w bazie przed wyjazdem, bądź w innych miejscach gdzie przebywali dowódcy? Jeśli tak, to dlaczego te zdjęcia, filmy są ukryte? Jeśli nie, to dlaczego nie były robione? Analogicznie w przypadku Narodowego Banku Polskiego. Czy NBP posiada swój serwis prasowy? Jeśli tak czy robił zdjęcia w dniu 10 kwietnia? Jeśli nie to dlaczego?

12. Czy pamiątkowe zdjęcia i filmy były robione także nieprofesjonalnym sprzętem: telefonami komórkowymi i podręcznymi aparatami cyfrowymi członkom delegacji na Okęciu, a także przed znalezieniem się na nim na przykład przed domem, przed miejscami pracy, na terenie bazy, baz woskowych po przygotowaniu, a przed wyruszeniem w drogę na lotnisko przez samych członków delegacji, oraz osoby odpowiedzialne za organizację, także osoby odprowadzające?

Jeśli tak to dlaczego ani jedno takie zdjęcie i ani jeden film nie jest publicznie dostępny? Jeśli zaś nie były wykonywane to jak to można wytłumaczyć? W erze powszechnej dostępności telefonów komórkowych i aparatów fotograficznych w nich oraz kamer w tych telefonach w jaki sposób można to wytłumaczyć?

13. Zgodnie z podanymi publicznie informacjami większość telefonów komórkowych ofiar i aparatów fotograficznych zachowała się. Wedle wcześniejszych oficjalnych informacji sprzęt ten wraz z rzeczami osobistymi został zwrócony rodzinom. Wedle ostatnich oficjalnych informacji nie został zwrócony rodzinom, ale zostanie zwrócony. Czy zostaną zwrócone również aparaty fotograficzne i telefony komórkowe?

Wedle innych publicznie dostępnych informacji niektóre telefony oraz aparaty cyfrowe zostały rodzinom zwrócone, ale nie ma śladu po zdjęciach z Okęcia i wcześniejszych. Została też wedle tych informacji wyczyszczona pamięć tych aparatów fotograficznych i telefonów. Czy na zachowanych aparatach i w telefonach które mają być zwrócone rodzinom zachowały się pamiątkowe zdjęcia z Okęcia, sprzed wyjazdu na lotnisko, inne?

Jeśli się nie zachowały to dlaczego? Czy można sądzić że w dniu 10 kwietnia nie zostało wykonane przez nikogo z członków delegacji żadne zdjęcie, bądź nie został nakręcony żaden materiał filmowy? Jeśli tak to na jakiej podstawie? Co mogłoby być przyczyną?

14. Czy prokuratura wojskowa jest w posiadaniu zdjęć bądź filmów z Okęcia które znajdowały się w aparatach fotograficznych ofiar bądź telefonach komórkowych?

15. Jak zadysponowali swoją podróż wyjazd do Katynia głównodowodzący wojsk polskich?

Czy są stosowne tego ślady w odpowiednich instytucjach wojskowych sygnowane podpisami. Jakie są procedury w tego typu wyjazdach głównych dowódców poza granice kraju? Czy wszystko odbyło się zgodnie z nimi? Czy zlecono zastępcom głównodowodzących sił zbrojnych zastępstwo właśnie? Czy odbyło się to zgodnie z procedurami? Jakie są procedury natowskie w tym wypadku?

16. Jakie procedury pozwalają na jednoczesne opuszczenie kraju wszystkim naczelnym dowódcom sił zbrojnych? Czy w ogóle jest taka procedura? Jeśli jest to w jakim dokumencie się znajduje? Czy procedura taka jest jednakowa w wypadku wylotu do państwa NATOwskiego, państwa nie będącego członkiem NATO uważane za państwo zaprzyjaźnione, państwa nie będącego członkiem NATO uważanego za neutralne. Za jakie państwo była uważana Rosja?

17. Wedle powszechnej oceny czynników zachodnich i polskich Rosja jest państwem niestabilnym. Tuż przed 10 kwietnia 2010 miał miejsce w Rosji zamach uważany za zamach terrorystyczny. Czy w związku ze statusem Rosji oraz dodatkowo zamachu w moskiewskim metrze zostały podjęte w Polsce dodatkowe środki bezpieczeństwa w wojsku polskim, służbie wywiadu wojskowego, oraz służbie kontrwywiadu wojskowego w związku z planowanym wyjazdem wszystkich głównodowodzących sił zbrojnych poza granice kraju na teren Rosji.

18. Jaki wpływ na SWW oraz SKW mają głównodowodzący sił zbrojnych oraz jaki mają na dostęp do informacji będących w posiadaniu tych służb. W jakich dokumentach jest to regulowane? Czy w czasie ostatnich miesięcy były jakieś zmiany w relacjach SWW, SKW i głównodowodzący sił zbrojnych? Czy zwłaszcza w ostatnich dwóch dniach 8-10 kwietnia były jakieś zmiany, bądź trudności w dostępie do informacji przez głównodowodzących sił zbrojnych?

19. Czy wobec jednoczesnego wyjazdu poza granice kraju wojsko było postawione w stan podwyższonej gotowości? Czy tego wymagają przepisy, czy takie są standardy NATO?

20. Czy głównodowodzący sił zbrojnych opuszczając granicę pełnili nadal obowiązki głównodowodzących czy też zastępcy całkowicie przejmowali ich obowiązki? Na podstawie jakich przepisów to się odbywało?

21. Czy głównodowodzący mieli specjalne kanały do komunikacji z zastępcami (będąc w samolocie) czy też nie jest to wymagane?

22. Kiedy głównodowodzący (każdy z nich) ostatni raz kontaktował się telefonicznie ze swoim zastępcą? Kiedy osobiście z zastępcą? Kiedy i w jakich okolicznościach z innymi wojskowymi w ostatnich dwóch dniach?

23. Czy zostały przeprowadzone przez media rozmowy z zastępcami głównodowodzących sił zbrojnych dotyczące ich ostatnich kontaktów ze zwierzchnikami? Żaden taki zapis nie jest dostępny publicznie? Jeśli nie były przeprowadzone takie rozmowy, ani żadna z nich to dlaczego?

24. Czy i jaka ochrona przewidziana jest dla głównodowodzących sił zbrojnych podczas podróży po Polsce i zagranicą. Jaka jest praktyka w tym zakresie? Czy i jaka ochrona głównodowodzących sił zbrojnych eskortowała ich na dworzec lotniczy? Czy była to żandarmeria wojskowa czy inne służby?

25. Kto towarzyszył głównodowodzącym sił zbrojnych (dalej GSZ) w drodze na Okęcie. Kto towarzyszył na Okęciu?

26. Czy GSZ wyjeżdżali z baz wojskowych? Wszyscy, niektórzy? Z domów prywatnych? Wszyscy, którzy? [ Informacja uzupełniająca: Wedle relacji żony gen. Potasińskiego jechał samochodem z Krakowa do Warszawy. Nie wiadomo z tej relacji czy prowadził szofer czy sam generał i czy to był samochód służbowy. Jednakże gen. Potasiński miał wyjechać w sobotę pokonując odległość około 300 kilometrów. Optymalny czas podroży 4 godziny. Jeśliby generał miał przybyć na lotnisko w podobnym czasie co wymienieni K. Doraczyńska i Zakrzeński to musiałby wyjechać między pierwszą a dwunastą w nocy. Żona wspomina iż obudziła się godzinę po wyjściu męża. (Wschód słońca w tym czasie około 4.47.) Zauważyła że jest piękna pogoda. Jeśli nawet obudziła się o wschodzie słońca (wcześniej nie mogłaby zauważyć że jest piękna pogoda) oznaczałoby to wedle relacji iż wyszedł najszybciej około 3,37. Jeśli niektórzy przynajmniej członkowie delegacji wychodzili w Warszawie o czwartej z domów gdzie czekały na nich podstawione samochody to dlaczego generał Potasiński tylko około dwadzieścia minut wcześniej od nich wyszedł z domu, gdy miał do pokonania 300 kilometrów i jazdę po Krakowie. Mógł jednak wyjechać później bo jest to najwcześniejsza możliwa godzina wynikająca z relacji żony. Byłby zatem w Warszawie, czy na lotnisku o czasie czy po czasie oficjalnego odlotu tupolewa. Jeśli czas wyjścia byłby późniejszy gen Potasiński przyjechałby wyraźnie po czasie odlotu. Dlaczego gen Potasiński nie wyjechał w piątek by zanocować w Warszawie? Dlaczego jego wyjście z domu jest niemal zbieżne z wyjściem z domu osób mieszkających w Warszawie jeśli miał do pokonania 300 kilometrów? Jeśli jazda była optymalna nie zdążyłby na samolot. Jeśliby jechał (prowadził szofer, lub generał) bardzo szybko, to byłoby to narażanie życia. Jednak nawet gdyby udało się tę drogę pokonać w dwie godziny (czy to możliwe?) że średnią prędkością 150 h czyli ze względu na przejazd przez tereny zabudowane zwykle znacznie szybciej niż ponad 150 h to byłby na miejscu (licząc czas do rozpoczęcia jazdy, przejazd przez Kraków i Warszawę) około szóstej. To pora optymalna w stosunku do oficjalnego wylotu tupolewa i nawet nieoficjalnie planowanego czasu wylotu 6.50. Dlaczego jednak generał Potasinski miałby dotrzeć na lotnisko znacznie później niż niektórzy członkowie delegacji? Skąd te dysproporcje? Czy możliwe jest aby jechał z maksymalną, niebezpieczną prędkością. Czy taka nieuzasadniona brawura w czasie pokoju przystoi poważnemu dowódcy, głównodowodzącemu wojsk specjalnych?]

27. O której GSZ rozpoczęli podróż na Okęcie? Skąd każdy z nich? [oprócz gen. Potasińskiego].

28. Czy GSZ udawali się razem na Okęcie? Jeśli tak to jakimi środkami transportu? Skąd udali się razem? [jak wyżej].

29. Czy przed wyjazdem GSZ na misję bądź w innym celu za granicę jest przeprowadzano rano odprawa? Czy było tak i w tych przypadkach?

30. Czy GSZ zgłaszali obiekcje wobec lotu jednym samolotem wszystkich GSZ? Gdzie są ślady tych obiekcji? Czy GSZ nie łamiąc przepisów mogli zgodzić się na taki lot zwłaszcza po „katastrofie” samolotu Casa? Czy jest sytuacja, także stan wojny w którym wszyscy głównodowodzący mogą znaleźć się w jednym samolocie. Od początku wynalezienia samolotów nie jest znana sytuacja w której całe dowództwo leci jednym samolotem. Także w wypadku krajów uboższych od Polski i mniej zasobnych w sprzęt wojskowy. Nie jest znana taka sytuacja także z czasów I, II ani innej wojny, także w przypadku zniszczenia zasobów lotniczych w toku walk. Dlaczego więc tym razem nastąpiła taka sytuacja?

31. Od kiedy GSZ wiedzieli że będą znajdować się w jednym samolocie? Czy wszyscy w jednym czasie tego się dowiedzieli? Jak przekazywana była ta informacja? Czy jest tego potwierdzenie w armii? Czy na ten temat odbywały się rozmowy GSZ, gdzie jest to odnotowane?

32. Wiadomym jest że prezydent nie był swobodnym dysponentem żadnego samolotu co wynika z informacji znanych od początku kadencji rządu PO- PSL, kolejnych ustaleń oraz dokumentów.

Jak się wydaje głównymi dysponentami samolotów wojskowych CASA byli GSZ. Czy są w tym względzie inne możliwości? Dlaczego GSZ nie zdecydowali się na lot samolotami CASA, jeśli to dodawałoby należytej godności i powagi wyjątkowej delegacji wojskowej? Czy mamy jakiekolwiek informacje co do ich decyzji odnośnie samolotów CASA, swojego wylotu i podziału delegacji wojskowej?

33. Czy wiadomo gdzie i kiedy GSZ wiedzieli o jednym samolocie?

34. Czy GSZ i inne czynniki mające wpływ na wylot rozważały ochronę niespotykanej i wyjątkowo newralgicznej delegacji jeśli chodzi o bezpieczeństwo państwa polskiego na różnych szczeblach stanowioną przez myśliwce? Czy są ślady takich rozważań, planów? Dlaczego nie zostały zastosowane? Czy jeśli podjęte zostały decyzje dlaczego zostały zmienione?

35. Kiedy miały miejsce wizyty dowódców w jednostkach wojskowych w ostatnich dniach przed 10 kwietnia lub włącznie?

Czy ich częstotliwość bądź stały pobyt były standardowe bądź było w nich coś odmiennego?

36. Oprócz podwyższonego stanu gotowości ( o ile) jakie wojsko podjęło zabezpieczenia i wdrożyło procedury w związku z planowanym wylotem wszystkich GSZ poza granice kraju?

37. Czy ekipa prasowa prezydenta leciała z dziennikarzami Jakiem czy też udała się jeszcze wcześniej do Katynia? Jakim środkiem transportu, z kim, kiedy dokładnie? Czy ekipa prasowa prezydenta spodziewała się wcześniej że nie poleci razem z prezydentem? Kiedy otrzymała taką informację, nakaz? Czy ekipa prasowa prezydenta była zdziwiona tym że nie poleci razem z prezydentem? Czy ktoś rozmawiał z nimi na ten temat, dziennikarze inne osoby? Gdzie obecnie przebywają osoby z serwisu prasowego prezydenta i czym się zajmują (o ile nie pełnią tej samej funkcji przy prezydencie Komorowskim) ?

38. T. Szczegielniak z kancelarii prezydenta twierdzi że obserwował wsiadanie delegacji do samolotu i odlot samolotu z delegacją z tarasu widokowego. Odległość z tarasu widokowego do płyty lotniska jest duża, około 100 metrów nadto widoczność nawet o podawanej porze wylotu Tupolewa, przez oficjalne czynniki, po siódmej o tej porze roku jest słaba. Dlaczego minister kancelarii prezydenta, tak ważna osoba dla prezydenta, jeśli już wyjechał na lotnisko by pożegnać delegację przebywał tylko na tarasie widokowym? Czy należy rozumieć że przebywał tylko na tarasie widokowym z nikim się nie widział, z nikim nie rozmawiał i po przyjeździe na Okęcie wszedł na taras widokowy doczekał odlotu samolotu i odjechał?

Wedle informacji jednak taras widokowy był w remoncie. Czy to prawda że był w remoncie? Kiedy rozpoczął się ten remont, do kiedy trwał? Kiedy został zlecony? Jaka jest dokumentacja w tym zakresie (dotycząca remontu w tym i w innych miejscach na terenie Okęcia). Jak rozumieć należy w kontekście niedostępności tarasu widokowego relację T. Szczegielniaka?

39. Oprócz T. Szczegielniaka osobą, która twierdzi że odprowadzała delegację i prezydenta (tym razem widząc wszystkich blisko, niektórych wis a wis, z wieloma rozmawiając) jest Andrzej Klarkowski doradca prezydenta. W przeprowadzonym z nim wywiadzie w Naszym Dzienniku marzec b. r. ) i podobnym, nieco skromniejszym, wcześniejszym w TV Trwam natrafiamy na wiele niejasności, sprzecznych ze sobą informacji. Dlaczego mamy tylko informację trzech osób związanych z prezydentem (trzecia to minister Fotyga) o tym iż w taki czy inny sposób widzieli delegację, bądź przebywali na terenie Okęcia w oficjalnym czasie odlotu delegacji? Dlaczego powyższe relacje pojawiły się dopiero po niemal roku od tragedii?

40. Czy jakieś rodziny ( jakie, ile rodzin?) odprowadzały swoich bliskich, członków delegacji na lotnisko Okęcie? Czy przebywały także na terenie portu lotniczego, czy tylko „odwiozły” swoich bliskich. Dlaczego nie ma relacji członków rodzin odprowadzających? Czy należy rozumieć przez to że żadna rodzina nie odprowadzała swoich bliskich na lotnisko? Jeśli tak to dlaczego? Wśród członków delegacji było wiele osób wiekowych: rodziny katyńskie, Anna Walentynowicz, Prezydent Kaczorowski. Czy jest przyjętym zwyczajem że bliscy nie towarzyszą zwłaszcza starszym osobom?

41. Jakimi środkami transportu udawały się na lotnisko poszczególne osoby delegacji? Dlaczego nie jest to informacja publicznie znana 14 miesięcy po „katastrofie” smoleńskiej.

42. Z miejsca pozostawionego samochodu przez prezes Naczelnej Rady Adwokackiej panią Joannę Agacką Indecką wynika że jechała na Okęcie (z Łodzi) okrężną drogą. Dlaczego? Samochód nie był jednak zaparkowany na Okęciu? Dlaczego pozostawiła samochód nie docierając nim na Okęcie?

43. Spośród nielicznych relacji rodzin dotyczących wyjść bliskich z domu udających się na Okęcie jedna dotyczy aktora Janusza Zakrzeńskiego. Miał wyjść z domu po czwartej ( z osiedla Pod Skocznią). Dlaczego ta pora była tak wczesna?

Z tych nielicznych relacji można stworzyć obraz że członkowie delegacji udawali się na lotnisko Okęcie w nocy. Koresponduje z tym relacja A. Klarkowskiego, który twierdzi że przybył na lotnisko o 6.10, a generalicja była już tam dużo wcześniej.

Dlaczego członkowie delegacji udawali się na lotnisko pod osłoną nocy?

44. Czy skoro Janusz Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej (czy należy rozumieć że do samochodu podstawionego przez organizatorów wylotu?) nie należy sądzić że była to pora obowiązująca dla członków delegacji? Można się spodziewać iż była ona jednakowa dla wszystkich, a przynajmniej dla „cywilów” i została przekazana przez organizatorów wylotu.

45. Kto powiadamiał członków delegacji o czasie wyjazdu z miejsca zamieszkania i jak uzasadniał wczesną porę? Jaka była podawana członkom delegacji spodziewana godzina wylotu?

46. Jak wiadomo między godziną czwartą i piątą rano, zwłaszcza porą zimową, jesienną i wczesnowiosenną przemieszczanie się po Warszawie i innych dużych miastach jest istotnie ułatwione w porównaniu do późniejszych godzin. Można zatem sądzić że niektórzy członkowie delegacji znaleźli się na Okęciu znacznie przed piątą. Dlaczego nie widzieli ich dziennikarze, którzy odlecieli o godzinie piątej? A jeśli widzieli dlaczego nie możemy nigdzie znaleźć ich relacji na ten temat?

Jeśli choćby niektórzy członkowie delegacji przybyli przed piątą, a nawet niedługo po czwartej, wpół do piątej. Dlaczego nie ma o tym wzmianek w relacjach dziennikarzy. Dziennikarze byli zawiedzeni iż nie przeprowadzą wywiadów z osobami z którymi na co dzień nie mają kontaktu. Dlaczego zatem nie robili wywiadów z członkami delegacji, którzy już byli na Okęciu? Jeśli zaś robili dlaczego o tym nie informują opinii publicznej i nie przedstawiają wywiadów?

Czy można sądzić że wszyscy członkowie delegacji, opuszczający domy o godzinie czwartej (po czwartej), jechali znacznie dłużej na lotnisko niż ma to miejsce w czasie większego ruchu i w konsekwencji byli po piątej? Jeśli taka sytuacja miała miejsce, jak ją wytłumaczyć?

O relacjach osób odwożących członków delegacji na lotnisko nic nie wiadomo? Czy takowe istnieją? Jeśli nie to dlaczego? Jeśli istnieją dlaczego nie są udostępnione opinii publicznej?

47. Jak wyglądała podróż członków delegacji spoza Warszawy (oprócz wzmiankowanej podróży Joanny Agackiej Indeckiej).

Czy (którzy z nich?) przyjechali do Warszawy w przeddzień? Gdzie nocowali w Warszawie? Czy w jednym miejscu zapewnionym przez „organizatorów wylotu, czy w różnych miejscach?

48. Czy rodziny członków delegacji otrzymywały od nich esemesy po starcie samolotu informujące że samolot wystartował? Nie wiadomo nic o żadnym takim esemesie. Czy możliwe jest że żaden z członków delegacji nie wysłał takiego esemesa? Jeśli tak, dlaczego odbyło się wbrew zwyczajowi gdzie zwykle pasażerowie po czasie startu informują bliskich za pomocą sms o bezpiecznym znalezieniu się w powietrzu (i analogicznie po wylądowaniu).

49. Jakie było wyloty z Okęcia od czasu Jaka z dziennikarzami do czasu oficjalnego odlotu Tu-154?

59. Czy w składzie personelu lotniska Okęcie zaszły w dniu 10 kwietnia 2010 jakieś zmiany w stosunku do ostatnich dni, w tym 7 kwietnia? Jeśli tak to jakie? Czy ewentualne zastępstwa pracowników (spowodowane na przykład chorobowym) różnią się ilością tych zastępstw od statystycznych danych Okęcia na ten temat?

60. Podawany czas wylotu Jaka z dziennikarzami to godzina piąta. Są tu jednak rozbieżności. Czy jest znany dokładny czas wylotu: godzina i minuta jednoznacznie potwierdzony? Dlaczego tutaj są rozbieżności jakich nie ma przy wylocie „zwykłego” samolotu pasażerskiego nie związanego z wyjątkowa sytuacją, jak to ma miejsce w przypadku Jaka z dziennikarzami?

61. Według raportu Millera nawigator Tu-154 miał wyjść z domu około wpół do piątej (polskiego czasu. Miller podaje w Warszawie czas rosyjski) . Tymczasem wspomniany pasażer Wojciech Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej, jak i przypuszczalnie znaczna część pasażerów „cywili” (wedle relacji rodzin w tym K. Doraczyskiej) z założeniem podstawionego przez organizatorów transportu. Czy jest zwyczajem iż pasażerowie udają się bezpośrednio na lotnisko przed załogą?

62. Czy Komisja Millera, jej eksperci zapoznawali się z książką raportów Okęcia z dnia 10.04. 2010. Z raportu wynika że nie zapoznawali się? Dlaczego? Czy książka raportów była przedmiotem jakiejkolwiek analizy prokuratury? Jeśli tak gdzie są jakikolwiek ślady informacji o zainteresowaniu prokuratury książką raportów z dnia 10 kwietnia 2010.

63. We wspomnieniach rodzin min. Doraczyńskiej czy aktora Zakrzeńskiego jest informacja że samochody służbowe mające je zawieźć przyjeżdżały o czwartej rano. W przypadku ilu konkretnie osób zawoziły je samochody? Jakie to były samochody tzn. kogo będące własnością, czy przez organizatorów na tę okazję wynajęte, czy też stałe samochody służbowe? Czy były to mikrobusy czy samochody osobowe?

64. Jeśli w dostępnych nielicznych wspomnieniach mamy informację iż samochody podjeżdżały o czwartej wynika z tego że do każdej osoby przyporządkowany był jeden samochód. Jeśli byłyby to busy to zabierałyby pasażerów kolejno i pierwszy pasażer wsiadłby o czwartej, drugi na przykład piętnaście po czwartej, trzeci na przykład czwarta czterdzieści, siódmy o piątej dziesięć na przykład. Jeśli były to samochody zabierające tylko jednego pasażera to dlaczego taka sytuacja miała miejsce? Czy zawsze tak jest że samochody mające charakter samochodów desygnowanych przez państwo polskie zabierają tylko pojedynczych pasażerów o jednej porze czy to jest nie będący urzędnikiem państwowym członek delegacji czy to jest minister w kancelarii prezydenta?

65. Czy to prawda że w noc poprzedzającą wylot do Smoleńska paliły się długo w nocy światła w wielu bądź wszystkich oknach pałacu prezydenckiego. Czy było wcześniejszym zwyczajem że prezydent Lech Kaczyński długo w noc rozświeca różne pomieszczenia pałacu prezydenckiego? Czy noc przed wylotem wcześnie rano nie była czasem w którym prezydent winien spać? Jak wytłumaczyć owe światła? Jeśli zaś nie jest to prawdą czy ta sprawa była badana i wyjaśniana przez pracowników pałacu prezydenckiego? Czy należy wiązać owo rozświetlenie pałacu ( o ile miało miejsce) z plotkami i insynuacjami zaraz po tragedii iż prezydent brał udział w libacji poprzedniej nocy i dlatego zaspał. Kto te plotki rozprowadzał?

66. Jarosław Kaczyński mówi że namawiał brata żeby jechał pociągiem, ale prezydent nie chciał bo miał umówiona wizytę na Litwie i spóźniłby się. Anna Pietraszek, która rozmawiała z ramienia telewizji na temat obsługi medialnej mówiła iż po godzinnej rozmowie namówiła ministra Stasiaka do podróży prezydenta pociągiem. Minister Stasiak przekona z kolei prezydenta. Jednak potem jak opisuje to A. Pietraszek „tak na niego wsiedli” że wrócił do lotu samolotem. W innym czasie Jarosław Kaczyński mówił że spodziewał się że brat pojechał pociągiem. Jak mógł się tego spodziewać skoro prezydent, jak wynika ze słów J. K. zdecydowanie wybrał podróż samolotem? Dlaczego są rozbieżności między tymi relacjami? Jeśli zaś relacja A. Pietraszek oddaje rzeczywistość to dlaczego prezydent był odwiedziony od lotu samolotem jeśli się na to zdecydował i przez kogo?

67. Wedle skąpych, ale oficjalnych informacji zepsuł się monitoring na Okęciu. Jednakże informacja o zepsuciu się monitoringu jest jedyną na ten temat? Dlaczego nie ma żadnej innej? Kto odpowiada za monitoring na Okęciu? Czy takie zepsucie monitoringu zdarzyło się już wcześniej czy pierwszy raz? (jednak o ewentualnej awaryjności monitoringu na Okęciu nie ma żadnych informacji). Jaka była przyczyna tego zepsucia się? Dlaczego nie jest podawane żadne wyjaśnienie awarii? Czy jest to kilka niezależnych od siebie systemów? Czy monitoring może zepsuć się w całym Okęciu gdy nastąpi awaria w jednym miejscu?

IV LOT 9 KWIETNIA

1. Dlaczego lot 9 kwietnia do Smoleńska/Katynia został utajniony przed opinią publiczną. Jaki był cel tego lotu? Kto go zlecił? Kto nadzorował? Jaki był skład załogi? Czy samolot lądował na lotnisku Siewiernyj? Jeśli tak to czy lądował od wschodu czy zachodu? Jakie były efekty tego lotu? Czy takie jak zaplanowano? Kto zaplanował? Jak wyglądała sprawa obsługi lotniska, jeśli według wcześniejszych i ostatnich danych rosyjska obsługa zamkniętego lotniska Siewiernyj została skompletowana na dzień 10 kwietnia? O udziale córki w tym locie (która uczestniczyła również w locie 10 kwietnia) wspomina ojciec stewardessy.


pozdrawiam
ga
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 12135
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 102
x 611
Podziękował: 29348 razy
Otrzymał podziękowanie: 18586 razy

Re: KATASTROFA SMOLEŃSKA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » niedziela 07 gru 2014, 18:33



spojrzenie zza oceanu..
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

ODPOWIEDZ