Drodzy forumowicze i goście!

25.11.2021
Wszystko wskazuje na to, że nasze forum działa już na nowym hostingu, tu nie powinniśmy już minutami oczekiwać na załadowanie się strony. Jest to nowoczesny hosting, gdzie zasoby są skalowalne, więc nie będzie blokad i zahamowań. Ponoć nie ma też limitów dla baz danych, więc możemy znów spokojnie wszystko pisać i wstawiać, ale kopiowanie poprzednich postów i blisko z góry nie będzie tolerowane, bo szkoda czasu czytających.
Będziemy jeszcze robić upgrade skryptu forum, więc jakieś przerwy będą, jeszcze nie wiem kiedy.
Życzę forumowiczom i gościom przyjemnego surfowania i odnalezienia tego, co was interesuje. No i zdrówka dla wszystkich!

/blueray21

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Dola wynalazców w Polsce

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 230
Podziękował: 32217 razy
Otrzymał podziękowanie: 9274 razy

Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: abcd » piątek 02 sty 2015, 02:06

Nasza polska myśl techniczna zna wielu wynalazców, którzy o całe lata potrafili wyprzedzić zachodni świat nauki, jednak bardzo skutecznie przycinało się im skrzydełka.
Pomijając już osobę naszego zapomnianego geniusza F. Rychnowskiego warto wspomnieć choćby o Lucjanie Łągiewce, który również na tym forum ma swoje miejsce.
Jednak nasza historia zna wiele innych przypadków genialnych wynalazców, którzy wyprzedzali swoje czasy, a którym, wobec których do dziś stosuje się stalinowskie wskaźniki dyskwalifikacji.
Najgorsze jest to, że dziś gdy po Stalinie zostało tylko mgliste wspomnienie, to machina przez niego rozkręcona wciąż bardzo skutecznie ucina łeb "hydrze" wynalazczości.
Takim przypadkiem moze być Jacek Karpiński, wynalazca komputera w czasach PRL'u:

Juliusz Prawdzic-Tell pisze:45. NOWA TECHNIKA LOTNICZA

Jacek Karpiński

http://marucha.wordpress.com/2014/03/12/ukazala-sie-ksiazka-o-jacku-karpinskim-slynnym-tworcy-komputerow-w-prl/

Ukazała się książka o Jacku Karpińskim – słynnym twórcy komputerów w PRL. Posted by Marucha w dniu 2014-03-12 (środa) AGUSTA-WESLAND

“Ge­niusz i świ­nie rzecz o Jacku Kar­piń­skim” to re­por­ter­ska opowieść Pio­tra Li­piń­skie­go o in­ży­nie­rze elek­tro­ni­ku Jacku Karpiń­skim (1927 – 2010), który w la­tach 70. ubie­głe­go wieku zbu­do­wał kom­pu­ter. W tam­tych cza­sach było to jedno z najno­wo­cze­śniej­szych urzą­dzeń tego typu.

Jacek Kar­piń­ski był twór­cą wielu urzą­dzeń m.​in. per­cep­tro­nu, czyli uczą­cej się ma­szy­ny, która roz­po­zna­wa­ła oto­cze­nie przy uży­ciu ka­me­ry, ska­ne­ra do ana­li­zy fo­to­gra­fii zde­rzeń czą­stek ele­men­tar­nych, a także kom­pu­te­ra K-202.

Li­piń­ski pró­bu­je od­po­wiedź nie tylko na py­ta­nie, kim był Jacek Kar­piń­ski, ale także, dla­cze­go nie udało się pro­du­ko­wać skon­stru­owa­ne­go przez in­ży­nie­ra kom­pu­te­ra K-202, który, jak na ów­cze­sne czasy, był jed­nym z naj­no­wo­cze­śniej­szych tego typu urzą­dzeń na świe­cie. We­dług nie­któ­rych spe­cja­li­stów miał on pra­co­wać z szyb­ko­ścią mi­lio­na ope­ra­cji na se­kun­dę (szyb­ciej niż kom­pu­te­ry oso­bi­ste 10 lat póź­niej). Jed­nak, jak pisze Li­piń­ski, współ­cze­sne ob­li­cze­nia pra­cow­ni­ków Mu­zeum Tech­ni­ki w War­sza­wie ko­ry­gu­ją pręd­kość K-202 do 300 tys. ope­ra­cji na se­kun­dę.

Minikomputer K-202 z urządzeniami peryferyjnymi w Muzeum Techniki w Warszawie “Dla­cze­go Jacek Kar­piń­ski prze­grał? Za­pew­ne nie było jed­ne­go po­wo­du klę­ski” – pisze Li­piń­ski i przy­ta­cza od­po­wie­dzi osób, które znały in­ży­nie­ra.

Elż­bie­ta Je­zier­ska, która pra­co­wa­ła w ze­spo­le kon­struk­to­rów K-202, twier­dzi, że prze­ciw­ko K-202 nie wy­su­wa­no żad­nych tech­nicz­nych ar­gu­men­tów, ale głów­nie po­li­tycz­ne. “Sądzę, że po­szło przede wszyst­kim o to, że nie dało się tej ma­szy­ny sprze­da­wać do de­mo­lu­dów” – mówi.

Przy­czy­ny po­li­tycz­ne, choć in­ne­go typu, po­twier­dza Józef Tejch­ma, jeden z przed­sta­wi­cie­li es­ta­bli­sh­men­tu par­tyj­ne­go, wi­ce­pre­mier i mi­ni­ster w la­tach 70. ubie­głe­go wieku. “Jego siła prze­bi­cia była nie­wąt­pli­wie osła­bio­na fak­tem, że był bez­par­tyj­ny. Ozna­cza­ło to, że miał mniej­szy do­stęp do ludzi na wy­so­kich szcze­blach. Gdyby Kar­piń­ski był par­tyj­ny, zwią­za­ny z sil­ny­mi gru­pa­mi w PZPR, wtedy z pew­no­ścią jego po­my­sły mia­ły­by więk­szą szan­sę re­ali­za­cji” – twier­dzi Tejch­ma.

Li­piń­ski zwra­ca także uwagę, że sam Kar­piń­ski miał trud­ny cha­rak­ter. “Za­wsze łatwo po­pa­dał w kon­flikt z ludź­mi, któ­rych nie cenił. Czy brak ta­len­tów dy­plo­ma­tycz­nych to jeden z po­wo­dów jego klę­ski?” – pyta Li­piń­ski. W ofi­cjal­nych do­ku­men­tach, jak pisze autor, za­rzu­co­no Kar­piń­skie­mu, że pro­duk­cja K-202 oka­za­ła się nie­opła­cal­na [sic! - admin], a Pol­ska, za­miast za­ra­biać, do­kła­da­ła do in­te­re­su.

W książ­ce są także opi­sa­ne związ­ki Kar­piń­skie­go z wy­wia­dem PRL. “Do współ­pra­cy z wy­wia­dem przy­znał się (Kar­piń­ski – PAP) we wła­sno­ręcz­nym pi­śmie, które obec­nie spo­czy­wa w ar­chi­wach IPN. (
) In­ży­nier za­de­kla­ro­wał, że nie razi go współ­pra­ca z SB, o ile bę­dzie do­ty­czyć wy­łącz­nie nauki na Za­cho­dzie. In­ży­nier – wy­glą­da na to – żył w dość abs­trak­cyj­nym świe­cie. Uwa­żał, że teo­rie na­uko­we i ich prak­tycz­ne za­sto­so­wa­nia po­win­ny na­le­żeć do całej ludz­ko­ści” – pisze Li­piń­ski.

Zwra­ca także uwagę, na pe­wien pa­ra­doks współ­pra­cy Kar­piń­skie­go z wy­wia­dem. Kiedy in­ży­nier miał wy­je­chać na Targi Lip­skie w NRD, po­ucza­no go o ko­niecz­no­ści za­cho­wa­nia dys­kre­cji. Kar­piń­ski miał na to od­po­wie­dzieć, “że zna się na tym, bo
słu­żył w Sza­rych Sze­re­gach. Ko­mu­ni­stycz­nym służ­bom chwa­lił się umie­jęt­no­ścia­mi zdo­by­ty­mi w re­ak­cyj­nej – jak w owych cza­sach po­wia­da­no – kon­spi­ra­cji” – do­da­je Li­piń­ski.

Autor książ­ki pisze rów­nież, że przy­szły twór­ca kom­pu­te­ra K-202 do­stał się do Grup Sztur­mo­wych Sza­rych Sze­re­gów, bo skła­mał, że ma 18 lat, choć fak­tycz­nie miał 15. “W kon­spi­ra­cji nikt wieku do­kład­nie nie spraw­dzał” – przy­zna­je Kar­piń­ski.

Jako czło­nek Grup Sztur­mo­wych, przy­szły in­ży­nier uczest­ni­czył w sierp­niu 1943 roku w akcji roz­bi­cia nie­miec­kie­go po­ste­run­ku w Sie­czy­chach nad Bu­giem. W tej akcji zgi­nął Ta­de­usz Za­wadz­ki “Zośka”. Jacek Kar­piń­ski, jako żoł­nierz Grup Sztur­mo­wych, od­by­wał ćwi­cze­nia z poetą Krzysz­to­fem Ka­mi­lem Ba­czyń­skim. W pierw­szych dniach po­wsta­nia war­szaw­skie­go Kar­piń­ski zo­stał ranny i cały czas prze­le­żał spa­ra­li­żo­wa­ny w szpi­ta­lu. Po woj­nie mu­siał na nowo uczyć się cho­dzić.

Li­piń­ski przy­po­mi­na, że ojcem Jacka Kar­piń­skie­go był Adam Kar­piń­ski, uczest­nik I wojny świa­to­wej pro­jek­tant, konstruktor sa­mo­lo­tów spor­to­wych i szy­bow­ców, a także ta­ter­nik i al­pi­ni­sta. Adam Kar­piń­ski był jed­nym z sze­ściu uczest­ni­ków pierw­szej pol­skiej wy­pra­wy w Andy. W 1939 kie­ro­wał pierw­szą pol­ską eks­pe­dy­cją w Hi­ma­la­je. Pod­czas tej wy­pra­wy dwóch jej człon­ków zdo­by­ło wierz­cho­łek Nanda Devi East (7434 m), co było ów­cze­snym wy­so­ko­ścio­wym re­kor­dem Polski. Razem ze Ste­fa­nem Ber­na­dzi­kie­wi­czem Adam Kar­piń­ski ata­ko­wał szczyt Tir­su­li (7150 m). Próba za­koń­czy­ła się tra­gicznie – obaj wspi­na­cze zgi­nę­li w la­wi­nie 19 lipca 1939.

Książ­ka “Ge­niusz i świ­nie rzecz o Jacku Kar­piń­skim” uka­za­ła się na­kła­dem wy­daw­nic­twa JanKa. (PAP) krm/ ls/ http://ksiazki.onet.pl

Warto dodać, iż mimo wielu lukratywnych ofert z krajów zachodnich, inż. Karpiński nigdy nie opuścił Polski.

Admin Share this:EmailTen wpis został dodany w 2014-03-12 (środa) @ 07:00:06 i znajduje się w kategorii Różne. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanał. możesz napisz odpowiedź, lub trackback z Twojej własnej witryny.

Odpowiedzi: 7 to “Ukazała się książka o Jacku Karpińskim – słynnym twórcy komputerów w PRL”

1. Łukasz powiedział/a - 2014-03-12 (środa) @ 07:40:32 Najpierw komunizm, a później kapitalizm przeszkodził nam i światu w wejście na wyższy poziom rozwoju technologicznego. Przypomina mi się to co powiedziała mi pewna osoba która się zna na historii klasztorów cysterskich i przemysłu ciężkiego lepiej niż ja. Dotyczy to Cystersów na terenie Anglii. Opactwa te na początku XVI w. tak wyspecjalizowały się i pogłębiły naukę w przemyśle ciężkim (w innych także), że zbudowały Wielkie Piece Hutnicze, dorównujące jakościowo i sprawnościowo nawet dzisiejszym, że ta osoba opowiadając mi o nich, powiedział że: “Byśmy mieli Wielką Rewolucje Przemysłową trzy wieki wcześniej, a w wieku XVIII byłyby komputery lub coś jeszcze bardziej technologicznego”, jednak Anglikom zachciało się Supremacji Henryka VIII i zniszczenia wszystkich klasztorów, w tym opactw Cystersów. Dobrze, że przynajmniej jeszcze ktoś pamięta o ś+p inż. Karpiński.

2. Sowa powiedział/a - 2014-03-12 (środa) @ 07:49:00 Re 1: Ani komunizm, ani kapitalizm. Ale pewne plemię. W jednym z wywiadów Karpiński mówi tak: “Jak zrobiłem Perceptron, też zrobiło się głośno. Zaraz zaczęły do mnie przyjeżdżać delegacje z zagranicy. To była druga taka konstrukcja na świecie (coś podobnego zbudowali w Stanford, ale na innych zasadach. U mnie to była sieć neuronowa na 2 tysiącach tranzystorów). A w dyrekcji instytutu był profesor Węgrzyn, nieuk, kawał durnia, ale ubowiec. I profesor Węgrzyn nie mógł tego wszystkiego znieść. ” (
) “Musieli mnie zniszczyć, bo ośmieszałem i Elwro, i IMM. Elwro zatrudniało 6 tysięcy ludzi, IMM – 700. I nie potrafili zrobić żadnej przyzwoitej maszyny. Żaby jakieś robili. Można sobie jeszcze obejrzeć w Muzeum Techniki. U mnie w 1973 roku pracowało raptem 200 osób. Przecież taki Huk wydawał na Elwro miliardy złotych! I nic z tego nie wychodziło. Ja robiłem rewelacyjne maszyny za grosze. To jakie on miał wyjście? Albo mnie zamknąć, albo zamknąć Elwro. A że i w Elwiro, i w IMM pełno było towarzyszy i ubowców, mieli odpowiednie dojścia, żeby mnie wykończyć. Ja przecież nigdy nie byłem w partii. Wszyscy wiedzieli, że jestem ustawiony bokiem
http://lustronauki.wordpress.com/2010/0 ... karpinski/

3. dr Bredzin powiedział/a - 2014-03-12 (środa) @ 10:29:17 Warto dodać, iż mimo wielu lukratywnych ofert z krajów zachodnich, inż. Karpiński nigdy nie opuścił Polski.

Admin Warto dodać , że Karpiński jednak wyjechał do Szwajcarii gdzie współpracował z innym wybitnym konstruktorem, twórcą magnetofonów profesjonalnych NAGRA Stefanem Kudelskim. Potem zaś założył własną firmę. Miałem zaszczyt poznać Pana Jacka. Bez względu na oceny był człowiekiem nieprzeciętnym, a tacy w tzw. Polsce po 1944 roku szans nie mieli. Nie mają do dziś. Przypadek Pana Jacka Karpińskiego, jakkolwiek najbardziej znany, nie jest wszak jedyny. Sowieckość została społeczeństwu zaszczepiona dość skutecznie i do dziś ludzie, którzy coś chcą i potrafią zrobić , Polskę opuszczają i nader często odnoszą za granicą duże sukcesy. Mogę podać nazwiska osób , które znam tylko
po co.

4. Joe powiedział/a - 2014-03-12 (środa) @ 15:26:47 Pam Gajowy jest smakoszem kiszonych ogorkow.??..Bo wie Pan ogorek zaczem sie zakisi ,warto popracowac nad jego szlachetna odmiana
Dlatego wielu z nas opuscilo rodzinne strony.

5 .Krzysztof M powiedział/a - 2014-03-12 (środa) @ 18:13:24 Ad. 3 “Sowieckość została społeczeństwu zaszczepiona dość skutecznie i do dziś ludzie, którzy coś chcą i potrafią zrobić , Polskę opuszczają i nader często odnoszą za granicą duże sukcesy.” - O sobie Waść piszesz? I jak się Waść czujesz tak zaszczepiony?

6. Raynold powiedział/a - 2014-03-12 (środa) @ 22:12:10 Niestety pomimo, że takich wynalazców mamy setki a nawet tysiące, to nikt z nich nie może wprowadzić swoich wynalazków w życie na szerszą skalę. Bo albo zostanie zastraszony przez smutnych panów, albo wrobiony w pseudo firmę w której nie będzie miał żadnych praw, albo wynalazek zostanie skopiowany i opatentowany gdzie indziej, albo zostanie kupiony za srebrniki, albo po prostu potknie się na skórce od banana. Jest jeszcze jedna grupa, bardzo nieliczna, która realizuje swoje wynalazki ale tylko w ograniczonej ilości. Jak sami mówią, na ten układ mają ciche przyzwolenie góry.

7. Rysio powiedział/a - 2014-03-14 (piątek) @ 02:48:05 Obecnie wszyscy wybitni Polacy* siedzą za granicą. * A w Polsce pozostały tylko koszerne
http://www.wandaluzja.com/?p=p_363&sNam ... -karpinski


Zamieszczajmy tu wszelkie informacje o naszych geniuszach.
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 06 sty 2015, 21:47

Jacek Karpiński. Polski Steve Jobs

Obrazek
Twórca pierwszego w Polsce minikomputera K-202. Zdjęcie z 1993 r. - Grzegorz Rogiński

Tak rzeczywiście było.....

W 1970 roku polski wynalazca Jacek Karpiński zaprojektował komputer lepszy niż pierwsze amerykańskie pecety, produkowane niemal dekadę później. Ludzka zawiść i polityczne rozgrywki pozbawiły go pracy i majątku, zmuszając do pracy przy hodowli świń. Wolna Polska też nie umiała wykorzystać potencjału geniusza.

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku komputery zajmowały całe pomieszczenia, posiadały własne elektrownie i długo obliczały nawet proste formuły. Był 1969 rok, gdy Jacek Karpiński poszedł do zaprzyjaźnionego pułkownika z Zegrza z pomysłem komputera K-202, który mógł zmieścić się w pudełku po butach.

Oficer spadł z krzesła, gdy zobaczył plany nowej maszyny Karpińskiego. – Rób! Wojsko kupi każdą ilość! – miał mu odpowiedzieć. Zamówienie armii otwierało wówczas wszystkie drzwi. Jedyną firmą w PRL-u, która była w stanie wyprodukować taki komputer, były zakłady Zjednoczenia Mera. Dyrektor zainteresował się pomysłem i zwołał specjalną komisję do jego oceny.

„Nie da się, bo się nie da”

Po tygodniu rozważań komisja naukowa wydała negatywną opinię argumentując: „Tego nie da się zrobić, bo nie ma i nie będzie takiej technologii, która pozwoliłaby dwie szafy kabli wcisnąć do małego pudełka. Bo jakby była, to Amerykanie dawno by już coś takiego zbudowali”. To jednak nie był koniec pierwszego na świecie komputera personalnego - wynalazku wyprzedzającego o dekadę ówcześnie używane maszyny.

Karpiński pokazał projekt znajomemu Anglikowi, który przedstawił go specom z branży komputerowej w Wielkiej Brytanii. Byli zdumieni pracami Polaka i uznali jego koncepcję za najbardziej logiczną jaką kiedykolwiek widzieli na oczy. Padła propozycja realizacji projektu. Karpiński postawił jednak warunek: produkcja za angielskie pieniądze, ale w Polsce. Pod naciskiem ówczesnego ministra nauki Jerzego Łukasiewicza udało się wywrzeć presję na zakłady Mera, by uruchomili produkcję w specjalnie powołanej polsko-angielskiej spółce.

Mały modularny komputer K-202 był unikatowe jak na swoje lata. – Pracował z szybkością miliona operacji na sekundę. Zastosowałem metodę adresowania, która pozwalała na dowolne powiększanie pamięci operacyjnych. Ówczesne mikrokomputery miały ograniczenie do 65 tysięcy bajtów. I koniec. Teraz mój system adresowania pamięci stosuje się w 90% komputerów na świecie. Nic z tego nie mam, poza satysfakcją. – mówił Karpiński w jednym z wywiadów. Wyjątkowość wynalazku polegała na jego wszechstronności – można było do niego podłączyć ekran, kamerę, obrabiarkę, drukarkę, dalekopis i radar. Nadawał się do prac biurowych i ciężkich inżynierskich obliczeń. Jego uniwersalność była przełomowa.

„Towarzyszu, pomożecie? – Pomogę!”

Prototyp zaprezentowano na Targach Poznańskich w 1971 roku. Do stoiska Karpińskiego podszedł Edward Gierek z świtą ministrów. – Czy będziemy w stanie produkować go na masową skalę? – pytał premier. – Tak – odparł Karpiński – A dacie radę? – upewniał się Gierek – A pomożecie? – zażartował konstruktor. Gierek wyczuł ironię, ale odparł, że pomoże. Tuż obok znajdowało się stoisko wrocławskiej firmy Elwro, producenta Odry – komputera zajmującego duże pomieszczenie i stanowiącego dumę PZPR hucznie prezentowaną przez prasę. Tam Gierek nawet nie podszedł, co konstruktorzy z Dolnego Śląska odebrali jako policzek.

Po wizycie premiera o przełomowym wynalazku wreszcie zaczęła pisać polska i zagraniczna prasa. Do pracowni Jacka Karpińskiego zjeżdżali naukowcy radzieccy i zza żelaznej kurtyny. Wszyscy nie mogli nadziwić się, że w kraju, w którym pralki są na talony, a po podstawowe produkty spożywcze ustawiają się duże kolejki, mógł powstać tak szybki mikrokomputer. Łukasz Ławronow (radziecki naukowiec i twórca RIAD, wiernej kopii IBM 360) przecierał oczy z zdumienia, gdy Karpiński wylał przy nim herbatę na K-202 po czym zrzucił go ze stołu a komputer nadal działał. Tajemnica tkwiła w stykach wykonanych z złota.

Pierwszych kilka wyprodukowanych komputerów K-202 trafiło do instytucji państwowych: MSW, MSZ, Marynarki Wojennej i Huty im. Lenina. Jeden sprzedano do Szwajcarii, a 15 pozostałych do Anglii. Karpiński szykował kolejną partię, tym razem 200 sztuk, gdy na jego drodze zaczęły pojawiać się schody.

„Nie umielibyście zaprojektować nawet nocnika”
Jacek Karpiński porównywany jest do jednego z założycieli Microsoftu Billa Gatesa. Wydaje się jednak, że bliżej mu do założyciela Apple Steve’a Jobsa – niepokornego, krnąbrnego, nastawionego na sukces indywidualisty pełnego zapału i wiary w swoje projekty i innowacje.

Na świat Karpiński przyszedł w 1927 roku w Turynie. Sfałszował datę urodzenia, by podczas II wojny światowej jako 14-latek wstąpić do Szarych Szeregów. Jak opowiadał w jednym z wywiadów, już wtedy sam w domu uczył się matematyki, fizyki, chemii, literatury i języka angielskiego. Walczył m.in. razem z Tadeuszem Zawadzkim „Zośką” czy z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim. Rozpoznawał teren podczas słynnego zamachu na kata Warszawy, Franza Kutscherę. Jego militarną działalność przerwał postrzał w czasie powstania warszawskiego. Kula ugrzęzła w kręgosłupie, co sprawiło, że emeryturę spędził na wózku inwalidzkim.

Po wojnie obronił dyplom na Politechnice Warszawskiej i mimo prześladowań byłych AK-owców, dostał pracę w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN, gdzie zajmował się m.in. projektowaniem pierwszych urządzeń do wykonywania USG. Zaprojektowany przez niego procesor AAH był pierwszym wykonującym długoterminowe prognozowanie pogody. Stworzył drugi na świecie Perceptron – maszynę potrafiącą analizować widziany przez nią obraz, rozpoznając obiekty.

Był arogancki wobec władz PRL. Powtarzał, że przeżył okupację, więc komunę też przeżyje. Nie krył się ze swoimi przekonaniami. Podczas wizytacji rządu w jego zakładach miał powiedzieć do jednego z wysoko postawionych urzędników „Pana wiedza wystarczyłaby co najwyżej do budowy nocników. Nie ma Pan pojęcia o komputerach”.

Zabrakło mu więc politycznego poparcia, gdy nadeszły kłopoty. Zawiść kierownictwa zakładów Elwro i dobre kontakty dyrektora fabryki z premierem Piotrem Jaroszewiczem doprowadziły do całkowitego kresu kariery naukowej Karpińskiego. – W Elwro 6 tysięcy ludzi robiło wolniejszą, droższą i zdecydowanie większą Odrę, podczas gdy ja z 200 ludźmi - o wiele lepszy mikrokomputer. Nasz wkład dewizowy wynosił 1800 dolarów, ich – 30 tys. Oni nie mieli zamówień, a my po targach mieliśmy na prawie 3 tysiące sztuk. Widomo było, że nasz sukces ich zje, więc zamiast współpracować, walczyli o swoje tyłki – opowiadał Karpiński w wywiadzie dla TVP w 2007 roku.

„Wolę świnie od ludzi!”

Niedługo po interwencji Elwro, Karpiński i jego zespół dostali natychmiastowe wymówienia. Strażnicy wyprowadzali naukowca z jego zakładu. Dwieście niedokończonych mikrokomputerów zostało zniszczonych. W urzędzie przy paszporcie Karpińskiego widniała adnotacja premiera Jaroszewicza „Nie wydawać do odwołania. Powód: sabotażysta i dywersant gospodarczy”. W myślach pożegnał się na zawsze z karierą informatyczną. Skończył kurs rolniczy i wydzierżawił 30 ha nieużytków na Mazurach. Hodował świnie i kury.

W 1980 roku do pobliskiego PGR-u przyjechali dziennikarze i za namową dyrektora kolektywu z ciekawości pojechali zobaczyć Karpińskiego. Nagrali Kronikę Filmową ze „słynnym budowniczym komputerów” wśród świń. Naukowiec powiedział wówczas do kamery podsumowując swoją przeszłość: „Wolę prawdziwe świnie od ludzi!”. Dostał od władzy paszport, aby całkowicie skończyć „sprawę Karpińskiego”.

Wyjechał do Szwajcarii trzy dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Wykonał tam robota sterowanego głosem - nie zdążył jednak rozpowszechnić patentu, bo zbankrutował. Wymyślił Pen-Reader, skaner do wczytywania tekstu. Wrócił do wolnej Polski z zamiarem jego produkcji, ale znów nie wystarczyło pieniędzy. Wykonał 500 sztuk, gdy BRE Bank zaczął egzekwować niespłacany kredyt. Kolejne technologiczne wynalazki – choć zawsze niezwykłe i unikatowe - kończyły się fiaskiem finansowym. Nie radził sobie ze skomplikowanymi operacjami inwestycyjnymi. Przez dwa lata był doradcą ds. informatyki ministra Leszka Balcerowicza i Andrzeja Olechowskiego. Mimo to wolna Polska nie umiała wykorzystać jego geniuszu.

Pod koniec życia mieszkał w wynajętej, skromnej kawalerce we Wrocławiu. Część jego emerytury zabierał bank za niespłacony kredyt. Z powodu wojennej kontuzji z trudem poruszał się po domu. Pracował nad programem rozpoznawającym mowę, który pozwoliłby przenosić ją na plik tekstowy. Zawody protokolantów w sądach czy asystentek w firmach stałyby się niepotrzebne. Na pytanie, czy znów ktoś miałby stracić przez niego pracę odpowiedział dziennikarzowi „Taka jest cena postępu”.

Zmarł w 2010 roku w wieku 82 lat.

http://m.onet.pl/gadzety/biznes,3cg58
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 25 sty 2015, 23:11

Polka potrafi!
Wynalazek młodej Polki może zrewolucjonizować świat i zapewnić tanią energię


Młoda wrocławska badaczka opracowała metodę na prostą produkcję i wykorzystanie perowskitu w produkcji baterii słonecznych. Perowskity są znane od XIX wieku, ale dopiero kilka lat temu znaleziono zastosowanie dla nich w fotowoltaice. Wielką rolę w rewolucjonizowaniu tej branży energetyki może odegrać Olga Malinkiewicz. Dokonania Polki mogą sprawić, że dotychczasowe baterie słoneczne odejdą w przeszłość, ponieważ nowe ogniwa perowskitowe to tania energia i niskie rachunki za prąd.

Obrazek

Młoda polska badaczka ma szansę zmienić świat. „Nie możemy ciągle gonić innych”

Mogłaby pracować wszędzie, ale Olga Malinkiewicz wróciła z Hiszpanii do Polski. To właśnie tutaj chce kontynuować swoją karierę naukową. 31-letnia badaczka z Wrocławia została zauważona na świecie, kiedy Komisja Europejska przyznała jej nagrodę w prestiżowym konkursie Photonics21. Malinkiewicz jest uznawana za jedną z liderek innowacji w Europie Środkowo-Wschodniej. Nic dziwnego – opracowała nowatorską metodę na prostą produkcję i wykorzystanie perowskitu w produkcji baterii słonecznych. „Chciałabym, żebyśmy to my narzucali rytm reszcie świata, a nie resztę świata gonili. To jest szansa, którą musimy wykorzystać. Moja najbliższa przyszłość należy do perowskitu” – mówi Olga Malinkiewicz.

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60 ... 08940.html
http://fakty.tvn24.pl/fakty-ekstra,52/m ... 08962.html
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 05 lut 2015, 22:11

Wielcy Polacy: Stefan Kudelski (1929 – 2013) – konstruktor najlepszych magnetofonów na świecie.[przygotował Adam Smoliński]

Obrazek

Mam przyjemność przedstawić naszej społeczności współczesnego Wielkiego Polaka, konstruktora, geniusza elektroniki, wspaniałego przedsiębiorcę.

Okazja jest ważna, albowiem niedługo minie druga rocznica Jego śmierci.

z pl.wikipedia.org


Stefan Kudelski (ur. 27 lutego 1929 w Warszawie, zm. 26 stycznia 2013 w Cheseaux-sur-Lausanne) – polski elektronik i wynalazca, twórca serii profesjonalnych magnetofonów Nagra, podstawowego typu magnetofonu używanego przez reporterów radiowych, telewizyjnych i studia filmowe na całym świecie, laureat nagród amerykańskiej Akademii Filmowej, doktor honoris causa Politechniki Federalnej w Lozannie.

Rodzina

Urodził się w polskiej rodzinie inteligenckiej związanej z przedwojennym Stanisławowem. Dziadek Stefana – Jan Tomasz był absolwentem Politechniki Lwowskiej i architektem miejskim Stanisławowa, który pozostawił ogromny wkład w architekturę tego miasta, ojciec Stefana – Tadeusz, obrońca Lwowa przed Ukraińcami w 1918, po studiach architektonicznych na Politechnice Lwowskiej pracował w przemyśle chemicznym, matka – Irena z Ulbrichów była antropologiem. Ojcem chrzestnym Stefana Kudelskiego był ostatni przedwojenny prezydent Warszawy Stefan Starzyński. W roku 1939 Kudelscy ewakuowali się z ogarniętej wojną Polski i przez Zaleszczyki, Rumunię, Węgry dotarli do południowej Francji[2]. Po inwazji niemieckiej na Francję znaleźli się w na terenach administrowanych przez rząd Vichy. Ojciec Kudelskiego, jako oficer polski w służbie czynnej brał udział we francuskim ruchu oporu, ale po wykryciu przez Niemców miejscowej siatki, po raz kolejny musiał uciekać wraz z rodziną, tym razem do Szwajcarii. Za swoje zasługi oboje rodzice Kudelskiego uhonorowani zostali francuskim Krzyżem Wojennym.

Nauka

W Szwajcarii młody Stefan Kudelski podjął naukę w szkole średniej Ecole Florimont w Genewie i jeszcze przed jej ukończeniem poważnie zainteresował się techniką i elektroniką. Zbudował własne laboratorium, w którym zajmował się m.in. urządzeniami do ekstrakcji pyłów z powietrza przy użyciu generatora wysokiej częstotliwości lub do mierzenia dokładności zegarów przy użyciu generatorów kwarcowych – kilka z nich Kudelski opatentował, choć nie znalazły one dotąd komercyjnego zastosowania. Od 1948 studiował fizykę i inżynierię fizyczną na Politechnice Federalnej w Lozannie.

Wynalazki

W wolnym od nauki czasie Kudelski prowadził doświadczenia w domowym laboratorium, gdyż pracownie wydziałowe politechniki nie dysponowały odpowiednim wyposażeniem. Właśnie w laboratorium powstał pierwszy model magnetofonu Nagra. W 1951 roku, jeszcze jako student fizyki, Kudelski opracował prototyp magnetofonu, który rok później na wystawie The First International Amateur Recording Contest w Lozannie zdobył pierwszą nagrodę. Kudelski stale udoskonalał swój produkt, a tranzystorowa wersja Nagra III z roku 1957 stała się w latach sześćdziesiątych technologiczną rewelacją. Dzięki jakości wykonania i niezawodności Nagra podbiła rynek i wkrótce był to podstawowy typ magnetofonu używany przez reporterów radiowych, telewizyjnych i studia filmowe na całym świecie. Kudelski otrzymał za niego cztery nagrody amerykańskiej Akademii Filmowej – dwie nagrody naukowo-techniczne (1965, 1977) oraz dwie statuetki Oscara (Nagrodę za Zasługi – Award of Merit w 1978 i honorową nagrodę Gordona E. Sawyera w 1990), ponadto dwie nagrody przemysłu rozrywkowego Emmy i wiele innych. Również Politechnika Federalna w Lozannie, alma mater Kudelskiego, wyróżniła go przyznając mu doktorat honoris causa. W 2008 roku na Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, podczas którego wyróżniani są za swoje osiągnięcia Polacy i osoby pochodzenia polskiego, Kudelski otrzymał nagrodę Skrzydła.

Obrazek
Magnetofon autorstwa Stefana Kudelskiego – „Nagra III” (1967)

Biznes

Założona przez Stefana Kudelskiego w latach pięćdziesiątych firma funkcjonuje do dziś i jest liczącym się na rynku przedsiębiorstwem. Produkuje m.in. najwyższej klasy rejestratory dźwięku, dekodery telewizji cyfrowej (w branży tej firmy Kudelskiego mają 40% udział w rynku), wzmacniacze elektroakustyczne, urządzenia elektroniczne klasy zarówno profesjonalnej, jak i najwyższej hi-fi oraz urządzenia taryfikujące do parkingów. Kudelski Group osiągnęła w roku 2002 zysk w wysokości 20 mln USD. Firmą zarządza od 1991 najstarszy syn Stefana Kudelskiego – Andrzej. Majątek rodziny Kudelskich szacowany jest na 200 mln USD.

Stefan Kudelski w 1998 roku znalazł się wśród 100 największych geniuszy Szwajcarii (Gent Suisses, 1998).

Z urządzeń konstrukcji Stefana Kudelskiego korzystała również NASA.

Miałem niewątpliwą przyjemność poznać osobiście pana Stefana Kudelskiego, w 1986 r. na lotnisku w Berlinie. Spotkaliśmy się w sprawie podzespołów do miksera dźwięku mojego projektu. Rozmowy miały bardzo pozytywny wynik, przede wszystkim dla mnie, ale jak się później przekonałem, również dla pana Stefana Kudelskiego.

Pierwsza profesjonalna kamera ENG (zapis na taśmie magnetycznej obrazu i dźwięku) trafiła do ośrodka telewizyjnego w Szczecinie. Była to kamera SONY Betacam.

Adam Smoliński

http://www.polskieradio.pl/39/156/Artyk ... n-Kudelski

https://bialczynski.wordpress.com/2015/ ... a-swiecie/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 13 mar 2015, 23:06

Oficerowie WSI odebrali polskiemu konstruktorowi jego wynalazek i wywieźli do Izraela. Dziś, jako wynalazek zupełnie kogo innego, stanowi ważny element technologii Formuły 1
by Blogpublika.com Marzec 11, 2015



Lucjan Łągiewka, wynalazca epara czyli mechanizmu pochłaniającego siłę uderzenia, poniewierany przez Urząd Patentowy i środowisko naukowe, oszukany przez państwo polskie:

Ni stąd ni z owąd zjawia się jak z podziemi WSI. No i słyszymy od panów oficerów propozycję, że jeżeli te wyniki się potwierdzą, w tych warunkach w jakich dysponują, to otrzymamy emerytury generalskie. Oczywiście wyniki się potwierdziły, natomiast cała reszta nie.


prof. Gumuła, pomagający Lucjanowi Łągiewce, współpracownik i promotor:

Miał dostać samolot na dojeżdżanie do Warszawy i do Gdańska, albo helikopter, nie pamiętam dokładnie.


Syn Lucjana Łągiewki, współpracownik, który z niemałym trudem odzyskał od WSI prototyp urządzenia:

Musiałem przebrnąć przez Niemcy, Irlandię a na końcu Izrael, gdzie w końcu, dzięki pomocy oficerów wywiadu, oddano nam jeden element po kryjomu i bez informowania kogokolwiek, w większej tajemnicy niż nam go zabierano. Jak w szpiegowskim filmie, samochód bez numeru, magazyn bez oznaczeń, dwóch panów, którzy się nie przedstawili, włożyło do busa serce mechanizmu z 98 roku i powiedziało żeby jechać i się nie zatrzymywać.


Oficerowie WSI zabrali całą dokumentację, rysunki, prototypy urządzeń, a także testowany zderzak zamontowany w maluchu. Wszystko objęto tajemnicą a Łągiewka i prof. Gumuła mieli zakaz prezentowania wynalazku i publicznych wystąpień. Dalsze badania prowadzili w tajemnicy. Po jakimś czasie wynalazek Łucjana Łągiewki odnalazł się w Izraelu, a pierwszy opatentował go niejaki prof. Smith i sprzedał jednemu z teamów Formuły 1, gdzie uważany jest za nadzwyczaj istotny element technologii.

I pomyśleć, że materiał filmowy powstał na potrzeby TVN


http://blogpublika.com/2015/03/11/ofice ... formuly-1/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 15 mar 2015, 19:50

Nieznany geniusz
2013-11-07 00:15 Tomasz Rożek GN 45/2013 |

To polski Tesla. Bez jego odkrycia nie byłoby całej współczesnej elektroniki. Za granicą wymieniają go na równi z Kopernikiem i Skłodowską, u nas tymczasem jest nieznany.

Obrazek Metodą „wyciągania” produkuje się monokryształy kwarcu do dzisiaj. Profesor Jan Czochralski wyprzedził swoją epokę o całe dekady.

Krzem, a konkretnie jego monokryształy są podstawą budowy układów elektronicznych. Proszę sobie wyobrazić świat bez elektroniki. Jak by wyglądał? Jakie byłoby nasze życie? Jak wyglądałaby komunikacja? Gdyby nie prace i odkrycia polskiego uczonego, Jana Czochralskiego, być może dzisiaj żylibyśmy w takim świecie.

Kłopotliwe doświadczenia

Jan Czochralski urodził się 23 października 1885 roku w Kcyni, niedaleko Bydgoszczy. Wtedy był to zabór pruski. Był ósmym z dziesięciorga dzieci szanowanego w okolicy stolarza. Rodzina żyła na przyzwoitym poziomie, więc dzieci mogły się edukować. Gorzej było ze zrozumieniem rodziców dla naukowych poczynań Jana. Czasami ryzykowne eksperymenty chemiczne, które przeprowadzał w każdej wolnej chwili, nie były przez ojca akceptowane i dlatego Jan wyprowadził się z domu rodzinnego, przeniósł się do Krotoszyna i rozpoczął pracę w aptece. Ale i tam nie pozostał długo. Mając niespełna 20 lat, wyjechał do Berlina i rozpoczął pracę w laboratorium koncernu Allgemeine Elektrizitaets Gesellschaft (AEG). Równocześnie kształcił się. 6 lat później skończył studia chemiczne na Politechnice Berlińskiej. W 1916 roku, mając 31 lat, dokonał odkrycia, które było jednym z najważniejszych dokonań w całym XX wieku. Czochralski opracował metodę pomiaru szybkości krystalizacji metali.

Podobno udało mu się to przez przypadek, wskutek roztargnienia. Robiąc notatki, stalówkę pióra zamiast w kałamarzu zanurzył w tygielku z roztopioną cyną. Gdy ją wyciągał, ciągnął się za nią długi metalowy pręcik. Czochralskiego zaintrygowało to, co się stało i uzyskany w ten sposób cynowy pręcik zaczął badać. Okazało się, że nie jest on zwykłym metalowym pręcikiem, tylko monokryształem, czyli materiałem, w którym atomy mają uporządkowaną strukturę.

Powrót i upadek

Taka metoda wytwarzania monokryształów – przez tzw. wyciąganie – była w czasach Czochralskiego ciekawostką. Czymś, co interesowało w zasadzie tylko specjalistów – metalurgów. Gdyby zapytać samego odkrywcę, pewnie powiedziałby, że nie widzi jakiegokolwiek praktycznego zastosowania monokryształów. Ta praca nie przyniosła swojemu odkrywcy ani sławy, ani pieniędzy. Czochralski zaczął być znany dzięki temu, czego dokonał prawie 10 lat później. W laboratorium stworzył stop, który sprawdzał się w produkcji łożysk kolejowych. Tym ostatnim odkryciem tak zachwycony był sam Henry Ford (założyciel słynnego koncernu samochodowego), że zaproponował Janowi Czochralskiemu stanowisko dyrektora w swoim koncernie. Polak odmówił.

W 1928 roku Czochralski wrócił do kraju (podobno namawiał go do tego sam Ignacy Mościcki, wtedy prezydent niepodległej Polski, ale także chemik) i objął stanowisko profesora na Politechnice Warszawskiej. Do wybuchu II wojny światowej pracował otoczony sławą jednego z najlepszych chemików epoki (choć jego metoda tworzenia monokryształów nie była jeszcze powodem tej sławy). Gdy wybuchła wojna, nie zrezygnował jednak z pracy. Z jednej strony dzięki temu, że prowadził Zakład Badań Materiałów, uratował wielu polskich naukowców. Z drugiej strony Zakłady pracowały za zgodą i dla Wehrmachtu. Przez lata Czochralskiego, także w środowisku naukowym, uważano w związku z tym za zdrajcę. Krótko po wojnie prof. Czochralski na kilka miesięcy trafił nawet do więzienia, a władze Politechniki Warszawskiej pozbawiły go tytułu profesorskiego. Świat naukowy wykluczył profesora. Dopiero całkiem niedawno okazało się, że współpracę z Niemcami podjął za zgodą władz konspiracyjnych.

Niedoceniony gigant

Po wyjściu z więzienia, pozbawiony tytułów Jan Czochralski założył firmę chemiczną, która produkowała m.in. pastę do butów i płyn do trwałej ondulacji. W 1953 roku, po szczególnie brutalnej rewizji Urzędu Bezpieczeństwa, jeden z najlepszych polskich naukowców zmarł na zawał serca. Już wtedy opracowana przez Czochralskiego metoda produkcji monokryształów była stosowana do budowy układów elektronicznych. Sam wynalazca nie miał z tego ani centa.

Profesor Jan Czochralski był autorem ponad 120 publikacji w prestiżowych czasopismach naukowych. Dzisiaj jest najczęściej cytowanym polskim naukowcem. Nie tylko w XX wieku, ale w ogóle. Na jego prace badacze z całego świata powołują się częściej niż na prace Kopernika czy Marii Skłodowskiej-Curie. Nie ma żadnej wątpliwości, że gdyby Czochralski żył kilka lat dłużej, mielibyśmy noblistę z fizyki albo z chemii. Rozkwit elektroniki półprzewodnikowej bez prac Czochralskiego byłby niemożliwy. Nie byłoby komputerów, tabletów, komórek, odbiorników GPS, nowoczesnych telewizorów, konsol do gier, odtwarzaczy mp3, aparatów cyfrowych, kamer... Długo by można wymieniać.

Rehabilitacja

Odnalezione w 2011 r. dokumenty nie pozostawiają żadnej wątpliwości, że prof. Jan Czochralski współpracował z wywiadem Komendy Głównej Armii Krajowej. Senat Politechniki Warszawskiej uchwałą z 29 czerwca 2011 r. – po 66 latach – całkowicie go zrehabilitował.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 07 kwie 2015, 19:04

5 kwietnia 1883 r. Karol Olszewski i Zygmunt Wróblewski skroplili tlen

Osiągnięcie polskich naukowców było przełomowe i wzbudziło podziw całego świata nauki.

Obrazek Zygmunt Wróblewski i Karol Olszewski rozsławili polską naukę
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Już w XVIII wieku naukowcy mieli świadomość, że gazy da się skroplić. Nie byli jednak pewni ,czy wszystkie. Dlatego takie gazy, jak tlen czy azot - uważana za nieskraplane - nazywano "gazami trwałymi".
Próbę ich skroplenia podjął już w drugiej połowie XIX wieku francuski naukowiec Louis-Paul Cailletet. Francuz zastosował tzw. metodę kaskadową. Polegała on na tym, że kolejne skraplane gazy służyły do obniżenia temperatury na następnym etapie procesu. Cailletetowi nie udało się jednak skroplić tlenu w stanie statycznym.
Przebywający we Francji Zygmunt Wróblewski zetknął się z pracą Cailleteta. Po powrocie do Krakowa polski naukowiec objął kierownictwo Katedry Fizyki po odchodzącym na emeryturę profesorze Stefanie Kuczyńskim i postanowił - wraz z profesorem chemii analitycznej Karolem Olszewskim - rozpocząć prace nad skropleniem "gazów trwałych" tlenu i azotu.
Naukowcy stworzyli zgrany tandem. O ile Wróblewski świetnie znał podstawy fizyczne przeprowadzanych eksperymentów, to Olszewski opanował techniki skraplania gazów i chemiczną stronę ich wytwarzania, a poza tym miał nietuzinkowy talent inżynierski.
Po kilku miesiącach prac 5 kwietnia 1883 roku, przy zastosowaniu własnych rozwiązań i zbudowanej przez siebie oryginalnej aparatury, Wróblewskiemu i Olszewskiemu udało się dokonać tego, czego nie udało się Cailletetowi - skroplić tlen.
Polacy użyli w eksperymencie etylenu wrzącego pod obniżonym ciśnieniem i jako pierwsi w historii zaobserwowali ciekły tlen - nie w postaci mgiełki. Wróblewski i Olszewski otrzymali gratulacje z prawie całego cywilizowanego świata. Prawie, ponieważ Francuzi oskarżyli Wróblewskiego o kradzież pomysłów Cailleteta i nie przekazali słów uznania.
Skroplenie tlenu nie było jedynym osiągnięcie profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wróblewski i Olszewski skroplili również azot oraz tlenek węgla.

Na koniec dodajmy, że Wróblewski naukowa pasję przypłacił życiem. 25 marca 1888 roku w swoim laboratorium w gmachu Collegium Physicum rozlał sobie na ubranie zawartość lampy naftowej. W płonącym ubraniu wybiegł z gmachu, gdzie dopiero dwaj studenci stłumili ogień płaszczami. W wyniku rozległych oparzeń zmarł 16 kwietnia 1888 roku.

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z ... ign=chrome
0 x



baba
x 117

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: baba » wtorek 07 kwie 2015, 20:09


https://www.youtube.com/watch?v=yVegdqx7iu8

I "typowa" dola jednego z nich. :(

Jan Czochralski - uczony, którego technologia zmieniła świat

21.10.2013 TECHNOLOGIE, LUDZIE NAUKI

Logo Roku Jana Czochralskiego
Bez tego wynalazku nie byłoby smartfonów, laptopów i całej współczesnej elektroniki. Technologia wytwarzania monokryształów początkowo była tylko ciekawostką. Dziś jej twórca Jan Czochralski - w ojczyźnie mało znany - jest najczęściej cytowanym polskim uczonym.
23. października, w dniu urodzin Czochralskiego, o godz. 17.00 planowana jest w całej Polsce zsynchronizowana akcja poświęcona temu uczonemu.

"Aby przyłączyć się do akcji nie trzeba wielkich przygotowań. Wystarczy, by w środę 23 października, dokładnie o 17.00, każdy z nas wyciągnął jakieś przenośne urządzenie, które zawsze ma przy sobie i które zawiera kryształy Czochralskiego – i przez kilkadziesiąt sekund po prostu pokazał je innym lub kamerom pobliskiego monitoringu” - wyjaśnia Piotr Kossobudzki, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych.

Telefony komórkowe, tablety, cyfrowe aparaty fotograficzne, odtwarzacze mp3, przenośnie konsole do gier i inne urządzenia elektroniczne działają w oparciu o monokryształy, produkowane metodą opracowaną przez Czochralskiego. Organizatorami akcji "Pokaż swój kryształ Czochralskiego" jest grupa popularyzatorów nauki (w tym Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych) przy współpracy z Instytutem Chemii Fizycznej PAN. Akcja powiązana jest z Rokiem Jana Czochralskiego, który, zgodnie z decyzją Sejmu, obchodzimy w 2013 r.

Jan Czochralski urodził się 23 października 1885 roku w Kcyni, małym miasteczku w zaborze pruskim, niedaleko Bydgoszczy, w szanowanej rodzinie stolarskiej. Był ósmym z dziesięciorga dzieci. Ponieważ ojcu nie podobały się ryzykowne chemiczne eksperymenty syna, mający zaledwie 16 lat Jan przeniósł się do Krotoszyna, gdzie podjął pracę w aptece.

W 1904 roku wyjechał do Berlina. Trafił do laboratoriów koncernu Allgemeine Elektrizitaets Gesellschaft (AEG). Pracując, równolegle zdobywał wykształcenie i w 1910 roku otrzymał tytuł inżyniera chemika na Politechnice Berlińskiej.

W 1916 roku Czochralski dokonał odkrycia, które po latach okazało się jego największym osiągnięciem: opracował metodę pomiaru szybkości krystalizacji metali. Według anegdoty, przez roztargnienie zamiast w kałamarzu zanurzył stalówkę pióra w tyglu z roztopioną cyną – i wyciągając pióro, uzyskał pręcik metalu.

Metoda wytwarzania monokryształów poprzez wyciąganie, początkowo interesująca wyłącznie metaloznawców, obecnie jest powszechnie stosowana w produkcji kryształów, zwłaszcza półprzewodnikowych, które służą do budowy tranzystorów używanych w elektronice.

W 1924 roku światło dzienne ujrzał inny ważny wynalazek Czochralskiego: stop, świetnie nadający się na panewki do produkcji ślizgowych łożysk kolejowych (znany później jako bahnmetal lub metal B). Stop nie zawierał kosztownej i trudno dostępnej cyny. Patent natychmiast kupiła kolej niemiecka. Dzięki metalowi B można było zwiększyć prędkość jazdy pociągów i w znacznym stopniu rozwinąć kolejnictwo w Niemczech, Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i ZSRR.

Za sukcesami szły rozgłos i pieniądze. W 1925 roku Czochralski został przewodniczącym Zarządu Głównego Niemieckiego Towarzystwa Metaloznawczego. Polskim uczonym zainteresował się Henry Ford, założyciel słynnego koncernu samochodowego. Zaprosił Czochralskiego do zwiedzenia swoich fabryk, po czym zaproponował objęcie stanowiska dyrektora w nowopowstałej fabryce duraluminium. Mimo kuszącej oferty Czochralski odmówił.

W 1928 roku, wskutek próśb prezydenta Polski i wybitnego chemika Ignacego Mościckiego, Czochralski wrócił na stałe do ojczyzny. Objął stanowisko profesora kontraktowego Politechniki Warszawskiej, a w listopadzie 1929 roku został jej doktorem honoris causa. W kolejnym roku z rąk prezydenta Polski przyjął tytuł profesora zwyczajnego. Zrzekł się obywatelstwa niemieckiego, lecz procedura nie została formalnie zakończona.

W 1932 roku Czochralski zakupił neoklasycystyczny pałacyk w Warszawie przy ul. Nabielaka, który stał się miejscem przyjęć osób ze sfer rządowych i artystycznych. Stałymi bywalcami byli tu m.in. Ludwik Solski, Karol Roztworowski i Kornel Makuszyński.

Profesor Czochralski fundował stypendia dla studentów. wspomagał finansowo rekonstrukcję dworku Chopina w Żelazowej Woli, współfinansował wykopaliska w Biskupinie. Na Politechnice Warszawskiej, w ramach Wydziału Chemicznego zorganizował Zakład Metalurgii i Metaloznawstwa. W czasie wojny kierował Zakładem Badań Materiałów, jednym z ośmiu zakładów utworzonych na Politechnice za zgodą okupanta. Zakład pomógł przetrwać wielu polskim naukowcom, ale wykonywał prace także dla Wehrmachtu. Oficjalną współpracę z Niemcami podjęto za zgodą władz konspiracyjnych. Sam Czochralski w czasie wojny wielokrotnie wykorzystywał swoje koneksje i dobrą sytuację materialną by ratować nie tylko naukowców i artystów przed represjami ze strony hitlerowskich Niemiec. W pomoc zaangażowana była cała rodzina, zwłaszcza najstarsza córka Leonia.

Jednak z powodu prac wykonywanych dla Niemców przez zakład kierowany przez Czochralskiego, natychmiast po wojnie profesora oskarżono o współpracę z okupantem. Na kilka miesięcy trafił do aresztu w Piotrkowie Trybunalskim. Wobec braku dowodów winy dochodzenie umorzono. W obronie poszkodowanego, dając świadectwo jego patriotyzmu, wystąpił m.in. Gustaw Olechowski, były konsul Rzeczypospolitej. Mimo uniewinnienia przez prokuraturę, w grudniu 1945 roku władze Politechniki Warszawskiej pozbawiły Czochralskiego tytułu profesorskiego i praktycznie wykluczyły ze środowiska naukowego.

W sierpniu 1945 roku upokorzony Czochralski wrócił do Kcyni. Założył tu małą firmę chemiczną BION, zajmującą się m.in. produkcją pasty do butów, soli peklującej i płynu do trwałej ondulacji. Po brutalnej rewizji, przeprowadzonej w jego willi w Kcyni przez Urząd Bezpieczeństwa, Jan Czochralski doznał ataku serca i 22 kwietnia 1953 roku zmarł w szpitalu w Poznaniu.

Prof. Jan Czochralski był autorem lub współautorem ponad 120 publikacji naukowych, wielu wynalazków i patentów. Do dziś jest najczęściej cytowanym polskim uczonym. Jego największym osiągnięciem okazała się metoda wytwarzania monokryształów. Można przypuszczać, że gdyby prof. Czochralski żył kilkanaście lat dłużej i doczekał rozkwitu elektroniki półprzewodnikowej, z ogromnym prawdopodobieństwem Polska miałaby drugiego noblistę w – najbardziej prestiżowych – naukach ścisłych.

Przez wiele lat Czochralskiego pomijano w wydawnictwach encyklopedycznych – na przykład w wydanym w roku 1967 2. tomie Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN. Krótka notka biograficzna pojawiła się dopiero w wydanym w roku 1970 suplemencie. Starania o rehabilitację prof. Czochralskiego podejmowano na Politechnice Warszawskiej kilkakrotnie. Dopiero dokumenty odnalezione w 2011 roku pozwoliły jednoznacznie potwierdzić współpracę prof. Czochralskiego nie z okupantem, a z wywiadem Komendy Głównej Armii Krajowej. W tej sytuacji senat Politechniki Warszawskiej uchwałą z 29 czerwca 2011 roku – po 66 latach... – całkowicie zrehabilitował prof. Czochralskiego.

Z uwagi na uwarunkowania historyczne Czochralski był postacią tragiczną. Wychowanie w rodzinie patriotycznej nie pozwoliło mu na obronę, której skutkiem byłoby pogrążenie wielu innych osób z kręgu opozycji podziemnej Armii Krajowej – sama współpraca z AK była wówczas uznawana przez władze za przestepstwo.


https://www.youtube.com/watch?v=r0kpfxDJ82E&feature=youtu.be


http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,397664,jan-czochralski---uczony-ktorego-technologia-zmienila-swiat.html
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 27 cze 2015, 21:07

Polak rozwikłał zagadkę, która trapi naukowców od 40 lat. "Wszyscy znali metodę, nie wiedzieli jak działa"

Obrazek

Michałowi Hamkało udało się coś, czego nikt inny przed nim nie dokonał: odkrył dlaczego i jak pewna metoda chemiczna, stosowana w przemyśle, w ogóle działa. Chociaż używano jej od 40 lat, aż do teraz nikt nie rozumiał jej do końca. Za swoje osiągnięcie Polak otrzymał „Złoty Medal Chemii” – nagrodę Instytutu Chemii Fizycznej PAN (IChF PAN) w Warszawie oraz firmy DuPont - właśnie zaczyna się nabór do kolejnej edycji.

Może Pan w prostych słowach wyjaśnić co oznacza „Badanie katalizy międzyfazowej za pomocą generacji drugiej harmonicznej”?

Michał Hamkało: To tytuł mojej pracy licencjackiej (śmiech), a poza tym kataliza międzyfazowa, to proces chemiczny, znany już mniej więcej od 40 lat i mający istotne znaczenie w wielu dziedzinach. To metoda często wykorzystywana w przemyśle do tworzenia bardziej ekologicznych produktów.

Znana od 40 lat, ale to dopiero Pan dostał za nią Złotych Medal Chemii 2014.

Prawda jest taka, że metodę wszyscy znali, wiedzieli, że działa, ale nie wiedzieli dlaczego działa. Stosując ją, dotychczas działali właściwie trochę... intuicyjnie. Nie znając mechanizmów, jakie nią powodują, nie mogli na nią wpływać. Nie mogli jej usprawnić, rozwijać, modyfikować na własne potrzeby. Dlatego owszem, stosowano ją, bo wiedziano, że to i to można dzięki niej uzyskać, ale zasadniczo pozostawała ona tajemnicą.

I Pan tą tajemnicę odkrył?

Kataliza międzyfazowa, jak sama nazwa wskazuje, zachodzi między fazami, dotyczy ona dwóch faz, które nie mogą się zmieszać. Takimi fazami mogą być np. woda i olej, substancje, które nie mieszają się i nawet jeśli je połączymy, to one i tak spotkają się tylko na granicy faz, na ich powierzchni. Co się dzieje na tym styku? Tego właśnie nie wiedzieliśmy, bo to przecież niezwykle ograniczony obszar, w którym bardzo szybko zachodzą rozmaite reakcje. Trudno było znaleźć sposób by zbadać to, co dzieje się na tym polu. Mnie się to udało, dzięki metodzie generacji drugiej harmonicznej.

Jak Pan do tego doszedł? Zapewne nie było łatwo.

W ramach zajęć w Narodowym Laboratorium Technologii Kwantowych wraz z moim opiekunem naukowym dr Piotrem Fitą, postanowiliśmy zbudować narzędzie do badania cieczy. To tam właśnie poznałem profesorów Fedoryńskiego i Mąkoszę. Prof. Mąkosza jest jednym z odkrywców reakcji przebiegających w warunkach katalizy przeniesienia międzyfazowego. Wiedza profesorów pomogła nam zbudować urządzenie, które - miałem nadzieję - zaowocuje tym, że w końcu dowiemy się, co konkretnie zachodzi na owej granicy, gdzie dwie niemieszalne ciecze kontaktują się ze sobą.

Obrazek

Udało się?

Tak. Choć trwało to aż dwa lata. Dwa lata trwało budowanie precyzyjnego układu, a rok zajęły mi badania nad tym właśnie, co zachodzi na wspomnianej granicy.

Dlaczego tak długo?

Po pierwsze, dlatego, że będąc studentem fizyki na Uniwersytecie Warszawskim musiałem sobie poradzić z właściwym odczytem i obserwacją reakcji chemicznych. I chociaż jako laureat olimpiad chemicznych, zdołałem sobie z tym poradzić, to mimo wszystko zajęło to trochę więcej czasu. Po drugie, samo przygotowanie próbek preparatów do badania stworzonym układem laserowym również zajmowało dużo czasu.

Jak wyglądało badanie?

Chcąc zbadać reakcje, jakie zachodzą na bardzo ograniczonym obszarze i w bardzo szybkim tempie, wykorzystałem laser femtosekundowy. To bardzo szybki laser, który wysyła impulsy z prędkością liczoną w femtosekundach. Femtosekunda jest równa jednej biliardowej sekundy. Przy takiej szybkości impuls jaki wysyła, ma bardzo dużą moc. Można ją porównać do mocy elektrowni atomowej. Tak zatem naświetlając przygotowane próbki, takim właśnie strumieniem, poznałem mechanizmy reakcji chemicznych, które zachodzą błyskawicznie na granicy styku cieczy.

Czyli problem tkwił w budowie urządzenia o parametrach, które sprostałyby szybkości reakcji, jakie chciał pan zaobserwować?

Dokładnie.

To doszliśmy do sedna. Ale jest Pan fizykiem, a dostał „Złoty Medal Chemii”


Bo konkurs Instytut Chemii Fizycznej PAN (IChF PAN), o którym mowa, służy promowaniu młodych naukowców, ale nie tylko stricte z dziedziny chemii lecz i jej pogranicza z fizyką oraz biologią.

Co teraz robi autor najlepszej pracy licencjackiej 2014 z pogranicza chemii i fizyki?

Studiuję w Erlangen na Uniwersytecie Friedricha Alexandra (FAU) w Norymberdze, gdzie zajmuję się badaniem interakcji laserów ultraszybkich z różnymi materiałami. Pracuję w grupie procesów ultraszybkich nad konstrukcją mega szybkiego i mega precyzyjnego urządzenia, które pozwalałoby badać reakcje zachodzące w skali nano. Ostatnio udało nam się dzięki opisanym badaniom stworzyć diodę – najbardziej podstawowy element współczesnej elektroniki, znajdujący się np. w większości procesorów – która jest o niebo lepsza od tej obecnej, opartej na ograniczonych strukturach krzemu.

Jak się Pan tam znalazł?

Jeszcze w trakcie studiów w Polsce miałem okazję uczestniczyć w stażu naukowym w Monachium i tam poznałem profesora z FAU, który opowiedział mi o możliwościach, jakie daje Uniwersytet w Norymberdze, tak więc po zrobieniu licencjatu, postanowiłem wyjechać i nie żałuję.

W Polsce nie mógł Pan kontynuować nauki?

Mogłem, oczywiście. Tylko między Polską uczelnią, a uczelnią niemiecką jest mnóstwo różnic. I te różnice właśnie, które w ogromnej mierze są na plus dla Niemiec, sprawiły że tu zostałem i pewnie szybko nie wrócę.

Ale jednak to polska szkoła dała Panu wykształcenie, dzięki któremu znalazł się Pan w naukowym panteonie sław. Czym różnią się oba kraje?

I jak najbardziej to doceniam. Bo faktycznie w Polsce, jeśli się starasz, jeśli Ci na czymś bardzo zależy, to możesz osiągnąć cel. Rzecz w tym, że w Niemczech nie musisz się tak namęczyć, bo na tym, żeby Ci się udało, nie zależy jedynie tobie, ale także całemu systemowi edukacji, który Cię wspiera na każdym etapie kształcenia. Tu wszyscy rozumieją, że odpowiednia edukacja, to odpowiednia kadra, to innowacje, nowe technologie, a te są kołem zamachowym niemieckiej gospodarki. A u nas? Ale to tylko jedna rzecz, które różnicują polskie i niemieckie szkolnictwo, a jest ich znacznie więcej.

Na przykład?

Wie Pani, że tu nie ma czegoś takiego, jak nadanie tytułu profesora. Profesora uczelnia wybiera na podstawie konkursu. Tytuł zostaje naukowcowi nadany na okres 5-6 lat, czyli tyle ile zakłada jednak kadencja profesorska. Jeśli ktoś chce utrzymać tytuł i stanowisko, musi cały czas rozwijać i siebie, i innych – swoich studentów, doktorantów. W Polsce jak ktoś osiągnie profesurę, to jego działalność zaczyna się ograniczać do pławieniu się we własnej doskonałości. Koniec rozwoju, początek patrzenia na wszystkich z góry. Niezwykle demoralizujący tytuł naukowy.

Oczywiście nie można generalizować, bo wśród polskiej kadry profesorskiej są prawdziwe perły, ale jednak to wyjątki, a w Niemczech trudno na tych stanowiskach znaleźć innych. W ogóle nie ma tu czegoś takiego, jak struktura pionowa. Profesorowie działają na równi ze studentami. Razem z nimi pracują, podejmują wyzwania, wspierają ich pomysły lub są wspierani w swoich. Każdy z każdym współpracuje. Nie ma zazdrości, rywalizacji w stylu wyścigu szczurów.

Tu nie do pomyślenia jest, żeby przez dziesięć lat pokazywać studentom na wykładach ten sam zestaw slajdów, bo przed każdym semestrem zbiera się rada naukowa, która sprawdza i aktualizuje poszczególne treści. I w ogóle wykłady są tu dla studentów, a nie studenci dla wykładów, jak to najczęściej ma miejsce w Polsce.

W dobrej atmosferze zapewne praca idzie lepiej?

Jasne, że tak. Tym bardziej, że dziś nauka jest naprawdę bardzo skomplikowana i raczej nie można wiele osiągnąć odsuwając się od innych czy innych od siebie. Jak chce się do czegoś dojść, to trzeba współpracować, najlepiej w zespołach interdyscyplinarnych. Tylko grając drużynowo masz szansę wygrać.

Ale do tego potrzeba zaufania, a my go raczej nie mamy. Każdy się boi nawet przebąknąć o czymś, bo zaraz wietrzy podstęp, obawiając się, że ktoś mu ukradnie pomysł czy rozwiązanie


A to naprawdę utrudnia rozwój. Ja wiem, że różnica między Polską a Niemcami jest także i taka, że u nas utrzymanie stanowiska często pojmowane jest w kategoriach „być albo nie być”, że w Niemczech na studiach doktoranckich dostaje się trzy razy większą pensję niż w naszym kraju, a na wyposażenie laboratorium w potrzebne rzeczy czeka dzień lub najwyżej dni kilka, a nie miesiącami czy latami. Tyle że właśnie jeśli masz wybór, a nie tyle zależy Ci na tytule, co na osiągnięciu czegoś naukowo istotnego, to gdzie będziesz chciał studiować?

Czyli doktorat też zrobi Pan raczej w Niemczech?

Myślę, że tak, choć będę go robić zapewne w zespole międzynarodowym przy współpracy z ośrodkiem z Kanady. Będzie on kontynuacją tego czym dotychczas się zajmowałem i co mnie interesuje, czyli zastosowania ultraszybkich laserów do badania fizyki ciała stałego.

Izabela Marczak.

http://innpoland.pl/118165,polak-michal ... jak-dziala
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 29 wrz 2015, 22:21

https://www.youtube.com/watch?v=Ekr5pGJevww

Opublikowany 22.09.2015
Janusz Zagórski rozmawia z Janem Kolano o jego niezwykłych projektach i pomysłach.
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 14560
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 1004
x 414
Podziękował: 15532 razy
Otrzymał podziękowanie: 22489 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: songo70 » środa 30 wrz 2015, 08:45

Góral samouk skonstruował super lekki silnik, ale ...

Obrazek

Góral samouk skonstruował super lekki silnik. Chcą go zagraniczne koncerny, ale nie Polacy.

Izabela Marczak IZABELA MARCZAK 22 godziny temu
Kazimierz Rzadkosz góral z Gliczarowa Górnego (gm. Biały Dunajec) wynalazca nowego rodzaju silnika
Kazimierz Rzadkosz góral z Gliczarowa Górnego (gm. Biały Dunajec) wynalazca nowego rodzaju silnika • Fot. YouTube/TygodnikPodhalański
Być może mamy pod nosem polski wynalazek, o które biłyby się światowe firmy motoryzacyjne. Kto by bowiem nie chciał mieć silnika, który ma wydajność na poziomie nie 20-30, ale 80-90 proc.? Takiego, który jeździć może na biogaz i jest tak cichy, że można by go instalować w wojskowych łodziach podwodnych, poprawiając ich szpiegowski charakter. Cóż z tego skoro polski wynalazca nie może zyskać dofinansowania z budżetu państwa na testy swojej konstrukcji, a żaden z polskich inwestorów nie chce zaryzykować pełnego finansowania badań. Nie dziwmy się, jeśli za chwilę polski wynalazek kupią od Polaka Japończycy i zbiorą całą chwałę.

40 lat pracował Pan nad silnikiem, który jak potwierdzają eksperci z polskich uczelni technicznych, jest rewolucyjną konstrukcją i co, jak rozumiem, nie ma pan możliwości przebadać tego, co teoretycznie wydaje się genialne?

Kazimierz Rzadkosz: Nie mam na to szans, bo w Polsce nie ma programów państwowych, które dofinansowywałyby projekty prywatnych wynalazców. Jeśli już takie istnieją z dyspozycji NCBR, to zwykle są one dla przedsiębiorców, ewentualnie konsorcjów, zespołów naukowo-biznesowych, ale nie dla kogoś takiego jak ja.

Ale gdyby Pan wszedł w układ z jakąś firmą?

Moim wynalazkiem zainteresowało się wojsko. Firma zbrojeniowa Bumar chętnie już zajęłaby się produkcją reduktora, stanowiącego element mojego silnika, a po przejściu przez urządzenie testów na Politechnice Warszawskiej i potwierdzeniu teoretycznych założeń, produkcją całości. Co z tego skoro jako osoba prywatna nie mogę wnioskować o pieniądze, a Bumar chcąc ubiegać się o dofinansowanie wdrożenia wynalazku, musiałby udowodnić, że projekt silnika jest jego własnością, co oznacza, że ja musiałbym się zrzec praw do czegoś nad czym pracowałem tyle lat.

Słyszałam, że cały proces badawczy i stworzenie prototypu to koszt rzędu 5 mln zł?

Dla mnie osobiście to suma nieosiągalna, a polscy inwestorzy także nie chcą wyłożyć takiej sumy, nie wiedząc, co jeszcze w silniku jest do poprawy, a co nie. To miały właśnie potwierdzić symulacje Politechniki Warszawskiej. Wcześniej jeszcze naukowcy z Politechniki Częstochowskiej musieliby zrobić dokumentację papierową. Jednak to wszystko kosztuje.

A może to nie jest tak wielki wynalazek, jak wspomniały co niektóre regionalne media? Może dlatego tak trudno o inwestora, bo jak inaczej wytłumaczyć, że nikt nie chce podjąć ryzyka inwestycji w pana silnik?

Ja nie jestem naukowcem i nie mnie oceniać jego znaczenie, ale z konsultacji jakie już miałem w jego sprawie z naukowcami z kilku polskich uczelni, śmiem twierdzić, że jego możliwości mnie samego zaskakują. Nie myślałam, że uda mi się stworzyć silnik, który będzie tak lekki, który aż tak efektywnie będzie wykorzystywał energię ze spalania paliwa i do tego będzie bezgłośny.

Czym się on różni od obecnie znanych nam z samochodów silników?

Obecnie stosowane w motoryzacji silniki, to silniki tłokowe, które tracą bardzo dużo energii w momencie rozprężania. Wszystko dlatego, że w tamtych silnikach komory rozprężania są zbyt krótkie, by wykorzystać w pełni energię całego procesu (ssanie – sprężanie – rozprężanie). W efekcie w trakcie jazdy silniki, które obecnie montuje się w autach wykorzystują 20 maksymalnie 30 proc. energii ze spalania paliwa, a reszta ucieka na zewnątrz.

•YouTube/Tygodnik Podhalański
W mojej konstrukcji komorę rozprężania można kształtować, wydłużając ją niemal dwukrotnie, dzięki konstrukcji wirującego tłoka, bez typowego dla tradycyjnych silników wału korbowego. To poprawia moc urządzenia nawet trzykrotnie. Poza tym bardzo prosta konstrukcja silnika pozwala obniżyć jego wagę. Mówiąc obrazowo. Jeśli w zwykłym silniku moc 1 kM odpowiada 1 kg wagi silnika, to u mnie 1 kM odpowiada wadze poniżej pół kilograma. Co więcej silnik mógłby być zasilany wodorem albo biogazem.

Wspomniał pan, że nie jest naukowcem. To jak udało się panu stworzyć takie cudo?

Po prostu, od kiedy pamiętam interesowałem się silnikami. Ale wszystko zaczęło się praktycznie od momentu, kiedy mając 16 lat, poszedłem na kurs prawa jazdy i tam zobaczyłem przekrój silnika. Rozebrałem wiele silników motocyklowych, ale samochodowego jeszcze w takiej okazałości nie widziałem.

Zobaczyłem, zrozumiałem na czym dokładnie polega jego działanie, jakie elementy odpowiadają za poszczególne funkcje tego urządzenia i zacząłem się zastanawiać czy nie można tego działania poprawić. A że wychowałem się na wsi, gdzie od dziecka każdy uczy się korzystać z różnych urządzeń z zastosowaniem dźwigni czyli siła razy ramię, to postanowiłem spróbować to przełożyć także na działanie silnika. I wyszło.

Dlaczego to trwało tyle lat?

Bo jak już wspomniałem nie jestem naukowcem. Edukację zakończyłem na szkole średniej technicznej w 1977 r., więc szukałem potwierdzenia lub korekty swoich różnych pomysłów u ekspertów. Jeździłem na różne targi techniczne, starałem się dostać na rozmowy do polskich naukowców. Ale to było trudne. Bo komuś bez tytułu, bez nazwiska, nikt nie chce poświęcać czasu. Jeździłem więc od jednej polskie uczelni do drugiej i prosiłem o spotkania z profesorami, którzy mogliby mi pomóc rozwiać jakieś moje wątpliwości.

Niestety dla kogoś takiego jak ja zwykle nikt z nich nie miał więcej niż 10, 20 minut, a niekiedy wcale nie chcieli mnie przyjąć, z góry zakładając, że ktoś taki jak ja nie może mieć nic ciekawego do powiedzenia. Dopiero prof. Szwaja z Politechniki Częstochowskiej, a wcześniej prof. Kozak byli inni. Jak pojechałem do prof. Szwai i przyjął mnie u siebie o 12.00, to zorientowaliśmy się, że już 19.00, gdy panie sprzątaczki przyszły sprzątać.

To z nim mogłem omówić cały projekt, to on mi powiedział co realnie można zrobić, co poprawić i stopował czasem moje wizje, twierdząc, że jak na razie praw fizyki jeszcze zmienić nie możemy (śmiech). Dziś, kiedy już udało mi się zyskać cztery patenty na swoją konstrukcję, sprawa wygląda inaczej. Patenty otwierają drzwi, ale bez nich...

I co teraz, kiedy Polaka jakoś się nie kwapi, by wykorzystać pana osiągnięcie?

Nie wiem. „Gazeta Krakowska” zapytała rzecznika NCBR, dlaczego nie dają wsparcia osobom prywatnym i uzyskała dość ważną odpowiedź, że być może Centrum zrobi taki krok na przód i otworzy szansę osobom takim jak ja. Pytanie tylko kiedy to nastąpi? Na razie jednak rozmawiam z Japończykami, z General Motors, z inwestorem z Tajlandii i może uda się wcześniej coś w tej sprawie ruszyć.

Szkoda tylko, że takich osiągnięć nie docenia się w Polsce. To chyba źle świadczy o nas. Trudno też się dziwić, że ludzie z wizją i z pomysłami uciekają za granicę. Nie dziwmy się też, że jak przychodzi co do czego okazuje się, że Polska innowacjami nie stoi. Nie stoi, bo Polacy sprzedają je na obczyźnie, o ile nie chcą by się zmarnowały.
Napisz do autorki: izhttp://innpoland.pl/121271,polski-goral-skonstruowal-cichy-ekonomiczny-ekologiczny-i-super-Zlekki-silnik-co-z-tego-skoro-nikt-go-nie-chceabela.marczak@innpoland.pl

źródło:

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju, ... 91427.html
http://kochanezdrowie.blogspot.co.uk/20 ... lekki.html
0 x


Jak się nie ma talentu, by napisać książkę to się zostaje krytykiem i wylewa wiadro pomyj na innych.

Awatar użytkownika
analityczka
Posty: 443
Rejestracja: wtorek 21 kwie 2015, 16:16
x 1
x 12
Podziękował: 230 razy
Otrzymał podziękowanie: 584 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: analityczka » środa 30 wrz 2015, 12:24

Pan Kazimierz Rzadkosz opatentował ten silnik ponad 3 lata temu i wtedy "Pojawiło się też zainteresowanie ze strony potentatów motoryzacyjnych - General Motors i Forda"
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju, ... 91427.html
Nie tylko w Polsce nie wszystkie wynalazki wchodzą do produkcji/użycia.
0 x


* Informacja bez sprawdzenia wiarygodności źródeł jest tylko hipotezą.
* Ja mogę być nieobiektywna, dowody – nie.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 230
Podziękował: 32217 razy
Otrzymał podziękowanie: 9274 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 01 paź 2015, 23:30

Ford/General Motors słynie z udupiania patentów, czyli nowości, które mogłyby zrewolucjonizować świat.
Zaczęli od Tesli. ;) :lol:
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
analityczka
Posty: 443
Rejestracja: wtorek 21 kwie 2015, 16:16
x 1
x 12
Podziękował: 230 razy
Otrzymał podziękowanie: 584 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: analityczka » piątek 02 paź 2015, 19:02

abcd pisze:Ford/General Motors słynie z udupiania patentów

Możliwe, ale ten pan tego nie mówi.
Mnie dziwi, że on po ponad dwu latach nadal powtarza:
- Na razie jednak rozmawiam z Japończykami, z General Motors, z inwestorem z Tajlandii i może uda się wcześniej coś w tej sprawie ruszyć.
0 x


* Informacja bez sprawdzenia wiarygodności źródeł jest tylko hipotezą.
* Ja mogę być nieobiektywna, dowody – nie.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 9341
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 402
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 13601 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » piątek 02 paź 2015, 19:37

Bo ten pan tego po prostu nie wie.
Żaden wynalazek, który podwyższał sprawność silnika ponad 15% - nie wszedł do produkcji w ciągu ostatnich 50 lat - wylądował w sejfach.
Był też rotacyjny silnik Wankla, w którym komorę spalania można "ustawić" praktycznie dowolnie - kwestia umiejscowienia zaworów. Co prawda jest trudniejszy w produkcji od klasycznego, ale przy dzisiejszej technologii to pestka. I przepadł, a sprawność duża.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 23 lis 2015, 23:49


https://www.youtube.com/watch?v=vyqDkLkFOoM

Opublikowany 10.11.2015
Z konstruktorem wolnoobrotowego generatora - Henrykiem Nowakiem rozmawia Janusz Zagórski.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 10 sty 2016, 20:28


https://www.youtube.com/watch?v=ur9kXqE4lMg

Przekładnia Żbikowskiego - wynalazek który zmieni świat.
Nikt nigdy nie odważył się powiedzieć, że można uzyskać większy moment obrotowy w przekładni bez zmniejszenia obrotów na kole o większym promieniu. To już jest faktem.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 17 lut 2016, 21:53

Licealista z Chorzowa zagiął naukowców z Harvardu! Jego technologia wykrywa miniaturowe bakterie i wirusy

Obrazek
Maciej Mańka zagiął nawet naukowców z Harvardu.

Na co dzień Maciej Mańka jest uczniem klasy III C w Akademickim Zespole Szkół Ogólnokształcących w Chorzowie. Opracował innowacyjną technologię wytwarzania urządzeń do hodowli sztucznych organów. Pozwala ona wykryć najmniejsze nawet bakterie i wirusy, a także nie wymaga przeprowadzania testów na zwierzętach. Metoda nastolatka z Polski jest znacznie tańsza i prostsza niż stworzona przez naukowców z Harvardu.

Chorzowianin jest najmłodszym z prelegentów kongresu „Investing in Medical Innovations”, gdzie opowie o swojej pracy oraz poszuka potencjalnych inwestorów i współpracowników do projektu.

Nawet na Harvardzie na to nie wpadli
Maciej Mańka realizuje swoją naukową pasję pod opieką dr Joanny Raczkowskiej i dr Jakuba Rysza z Wydziału Fizyki i Astronomii Uniwersytetu Jagiellońskiego, a dokładniej z Zakładu Inżynierii Nowych Materiałów. To właśnie w Pracowni Badań Nanowarstw Makromolekuł, którą tworzą jego pracownicy, utalentowany licealista wytworzył chip do hodowli sztucznych organów.
MACIEJ MAŃKA
Efekt moich badań to pierwszy w Polsce i z pewnością jeden z pierwszych w Europie, prototyp urządzenia identycznego do tego, wytworzonego na Harvardzie. Ja jednak wymyśliłem technologię wytwarzania go w sposób o wiele tańszy i niewymagający bardzo wyrafinowanego sprzętu, niedostępnego dla większości uniwersytetów.

Nowe warunki dla testowania nowych leków
Zdaniem Macieja Mańki technologia, nad którą pracuje, może umożliwić dokładne zbadanie działania szkodliwego wpływu najmniejszych nawet bakterii i wirusów na ludzki organizm. A co więcej, pozwoli na testowanie nowych leków w nowych warunkach.
MACIEJ MAŃKA
Coraz więcej nowoczesnych terapii, np. przeciw nowotworom czy AIDS opiera się na cząsteczkach tak małych, że trudno jest je badać na zwierzętach. Ta technologia usuwa problem skomplikowanych testów zwierzęcych, a także umożliwia badania na ludzkich, a nie mysich, komórkach.

Wkrótce Maciej Mańka zaprezentuje efekty swoich badań naukowych przed polskimi i zagranicznymi inwestorami podczas kongresu „Investing in Medical Innovations”.
DR JAKUB RYSZ
Udostępniliśmy Maćkowi nasze laboratorium, a on niemal samodzielnie odtworzył skomplikowany eksperyment przeprowadzony kilka lat temu na Harvardzie. To właśnie takich młodych ludzi z pasją i wizją, jak Maciek chcielibyśmy mieć w zespole. Zainicjowany przez Maćka projekt naukowy warto kontynuować. Aby to było możliwe potrzebujemy nie tylko środków finansowych. Potrzebujemy też naukowców z innych dziedzin, np. zajmujących się medycyną, którzy wiedzą, jakie leki warto przetestować z użyciem tej technologii.

Zaczęło się od stażu naukowego E(x)plory
Współpraca Macieja Mańki z Uniwersytetem Jagiellońskim rozpoczęła się w 2015 roku, gdy młody chorzowianin został finalistą konkursu naukowego E(x)plory, a następnie zdobył staż naukowy właśnie w Pracowni Badań Nanowarstw Makromolekuł. Czy wystąpienie podczas kongresu „Investing in Medical Innovations” przyniesie Maciejowi umowę z inwestorem?


https://www.youtube.com/watch?v=7MQmmceWno8

Dla autorów innowacji kongres to okazja do zdobycia wiedzy z zakresu prowadzenia technologii od pomysłu do komercjalizacji. Będzie mowa o tym, na co zwrócić uwagę przy planowaniu badań, uzyskaniu certyfikacji oraz jakie trudności z patentowaniem można napotkać – mówi Magdalena Władysiuk, prezes MedInvest Scanner, firmy, która potrafi ocenić, czy dany pomysł na technologię medyczną przełoży się na rzeczywistą korzyść w życiu pacjenta i systemu ochrony zdrowia.

Inwestorzy czekają na innowacyjne pomysły
W centrum kongresowym organizatorzy przygotowali przestrzeń na rozmowy wynalazców z potencjalnymi inwestorami, tzw. round tables. Mogą w nich wziąć udział przedstawiciele instytucji czy startupów, które mają już gotowe rozwiązania i takich, których innowacje medyczne są jeszcze w wczesnej fazie projektowej.

Jeden z paneli poświęcony zostanie ocenie technologii medycznych (Health Technology Assessment – HTA). Dzięki niej przedsiębiorcy mogą dowiedzieć się, czy dana technologia medyczna ma szansę być wykorzystana w służbie zdrowia i finansowana przez państwo lub ubezpieczycieli prywatnych.

Innowatorzy wychodzą na scenę
Podczas kongresu prezentować się będą autorzy innowacyjnych projektów z całej Polski, w tym Edyta Kocyk, doktorantka SGH, która zaprojektowała opaskę na rękę mierzącą tętno i temperaturę, Bartłomiej Wielogórski i Grzegorz Piątek, absolwenci AGH, którzy wynaleźli zautomatyzowany trenażer chodu dla osób wymagających długotrwałej rehabilitacji czy Patrycja Wizińska-Socha, Anna Skotny i Marcin Bruś, autorzy urządzenia o nazwie Pregnabit, które pozwala na zdalne wykonywanie standardowych badań diagnostycznych ostatniego trymestru ciąży. Więcej informacji o tym wydarzeniu można znaleźć tutaj......
http://congress.medinvestscanner.com/

http://innpoland.pl/125147,licealista-z ... e-i-wirusy
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7679
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 256
Podziękował: 6092 razy
Otrzymał podziękowanie: 12149 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 04 cze 2016, 06:26

Ferdynand WSPANIAŁY!!! :)


http://www.klawiterapia.com/projekty-re ... e-piechote




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 17 lis 2016, 00:20

Uczeń z Lublina odkrył substancję, która hamuje Alzheimera

Obrazek

Łukasz Wysocki, uczeń I LO im. S. Staszica w Lublinie odkrył substancję, która opóźnia, a nawet hamuje chorobę Alzheimera. Dzięki szybkiej i taniej metodzie pozyskiwania, lek mógłby być produkowany na dużą skalę

Odkrycie 18-letniego naukowca zapowiada się bardzo obiecująco. Substancja niszczy gromadzące się w mózgu złogi białek, które uszkadzają struktury neuronów i doprowadzają do rozwoju choroby Alzheimera.

– Wstępne badania wykazały, że substancja nie ma negatywnego działania na ludzką wątrobę – tłumaczy Łukasz. – Lek nie jest jednak gotowy na wypuszczenie na rynek. Musi jeszcze przejść mnóstwo testów, najpierw na komórkach, później na zwierzętach, zanim będzie można przeprowadzić badania kliniczne. Jeśli wszystkie się powiodą, będzie można myśleć o produkcji – dodaje.

Młody naukowiec odkrył leczniczą substancję podczas stażu badawczego w Instytucie Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN w Warszawie.

– Syntezą chemiczną zainteresowałem się jeszcze w gimnazjum, w liceum zająłem się tym na poważnie. Zajmowałem się ekstrakcją związków chemicznych z roślin, badałem też chorobę Alzheimera i sposoby na niszczenie złogów białkowych, które prowadzą do rozwoju choroby – opowiada licealista. – W końcu trafiłem na publikację, która dotyczyła tego zagadnienia. Udało mi się załatwić staż badawczy w instytucie, podczas którego pracowałem pod okiem prof. Andrzeja Lipkowskiego. Wtedy właśnie udało mi się uzyskać tę substancję.

W tym momencie nie ma na rynku leków na chorobę Alzheimera, są tylko takie, które ją spowalniają. Licealista opracował tanią i szybką metodę syntezy swojego lekarstwa. Substancję można uzyskać z powszechnie dostępnych roślin i to przy użyciu najprostszego sprzętu.

Eksperci od neurologii są jednak ostrożni w ocenie odkrytej przez licealistę substancji. – To, że ktoś odkrył substancję nie znaczy, że powstanie z tego lek. Żeby pojawił się na rynku farmaceutycznym, musi przejść sporo badań, które mogą przynieść różne rezultaty – komentuje prof. Konrad Rejdak, kierownik Kliniki Neurologii SPSK 4 w Lublinie.

Żeby młody naukowiec mógł kontynuować swój projekt i rozpocząć testy na komórkach, potrzebuje pieniędzy. – Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zechce mnie wesprzeć – mówi Łukasz.

http://dobrewiadomosci.net.pl/194-uczen ... lzheimera/
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 230
Podziękował: 32217 razy
Otrzymał podziękowanie: 9274 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 21 mar 2017, 09:11

Warto poczytać komentarze: https://www.facebook.com/trochimiuk?hc_ ... ED&fref=nf


Samochód na wodę! Młody geniusz z Łodzi Michał Aleksander Popek. 3 zlot Łańcuch Życia

https://www.youtube.com/watch?v=NG5052C7b9o

Przechwytywanie10.PNG
(445.25 KiB) Pobrany 477 razy
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 9341
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 402
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 13601 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » wtorek 21 mar 2017, 19:48

Przypadków nie ma! Możesz zrobić wszystko, ale to rozgłaszać depcząc po odciskach wiadomym kręgom z ukladu, nigdy dobrze sie nie kończy. Powinienem tu użyć czasu przeszłego, bo to musi zniknąć z powierzchni ziemi relatywnie szybko.
Najbliższe 4 lata są decydujące.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2334
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 176
Podziękował: 1387 razy
Otrzymał podziękowanie: 4914 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: sandra » środa 22 mar 2017, 13:31

Nie ma przypadków, a szczególnie w takich razach.
Bardzo ciekawy jest ciąg dalszy historii tego wynalazku...
Wielka szkoda tego młodego zycia. :(
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 23 mar 2017, 21:57

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 18003
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 29
x 939
Podziękował: 32631 razy
Otrzymał podziękowanie: 26064 razy

Re: Dola wynalazców w Polsce

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 15 kwie 2017, 00:28

Polskie piekło wynalazców

https://www.youtube.com/watch?v=OObDD-XLcr0&feature=share

Opublikowany 14 kwi 2017
Czy łatwo być w Polsce wynalazcą, czy trzeba jednak opuścić nasz kraj aby myśl techniczna która się u nas rodzi została przez innych doceniona?
0 x



ODPOWIEDZ