Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Tajemnice ukryte w obrazach.

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 1123
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 72
x 76
Podziękował: 2202 razy
Otrzymał podziękowanie: 2575 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: św.anna » sobota 02 mar 2019, 18:09

“KSIĘŻYC POD JEJ STOPAMI…”

Obrazek

W poprzednim wpisie zamieściłam rysunek fundacyjny przedstawiający biskupa Zbigniewa Oleśnickiego adorującego Madonnę z Dzieciątkiem (wpis dostępny TU) – być może część z Czytelników zwróciła uwagę na drobny szczegół: otóż pod stopami Matki Boskiej widnieje… księżyc! Takich przedstawień było w sztuce późnośredniowiecznej bardzo dużo, były one popularne także później, w czasach kontrreformacji. Okazuje się jednak, że dziś dla wielu widzów motyw ten jest już niezrozumiały.

Obrazek

Otóż tego typu kompozycja odnosi się do kwestii Niepokalanego Poczęcia. Często w czasie prowadzenia różnych zajęć w muzeum zadaję słuchaczom pytanie: o co chodzi z Niepokalanym Poczęciem Najświętszej Marii Panny? Co ciekawe, jeżeli ktoś zna właściwą odpowiedź, to zazwyczaj jest to osoba starsza, ktoś z grupy seniorów… młodzież natomiast najczęściej milczy zmieszana, aż w końcu ktoś nieśmiało rzuci: “no… że była dziewicą… że urodziła Jezusa jako dziewica…”, ewentualnie: “że Zwiastowanie, że poczęła z Ducha Świętego…”. Cóż, wygląda na to, że studenci – nawet kierunków humanistycznych – mają dziś spore braki wiedzy z zakresu teologii. A potem następuje wielkie zdziwienie, kiedy mówię: Proszę państwa, Niepokalane Poczęcie Najświętszej Marii Panny dotyczy poczęcia Marii, a nie poczęcia Jezusa przez Marię.

Obrazek
http://www.metmuseum.org/art/collection/search/469883

Mówiąc w największym skrócie, chodzi o to, że Maria miałaby zostać – w chwili swojego poczęcia – zwolniona od obciążenia grzechem pierworodnym. Nie chodzi tu zatem nawet o “metodę” poczęcia Marii przez jej rodziców (zrobili to tradycyjnie), ale o to, że Maria, wybrana przez Boga na matkę Mesjasza, miałaby być pierwszym człowiekiem od czasów Adama i Ewy, na którym nie ciążył grzech pierworodny. A to dlatego, że ciało Chrystusa miało być w całości z ciała Marii, a on wszakże musiał być wolny od grzechu. Mając ten plan na uwadze, Bóg zwolnił Marię od odziedziczenia grzechu pierworodnego w momencie jej poczęcia.

Koncepcja Niepokalanego Poczęcia była początkowo w Kościele pomysłem kontrowersyjnym, odrzucanym przez wielu teologów. Można nawet powiedzieć, że wykształciły się dwa obozy: tych “za” i tych “przeciw”, i nawet da się w tym dojrzeć jakąś rywalizację między zakonami (oczywiście franciszkanie byli po jednej stronie tego sporu, a dominikanie po drugiej). Ostatecznie jednak władze Kościoła rozsądziły ten spór na korzyć Niepokalanego Poczęcia: jego kult został oficjalnie ogłoszony przez Sobór Bazylejski dekretem z 17 listopada 1439 r., a potem przez Sykstusa IV konstytucjami w latach 1476 i 1480. Warto jednak zauważyć, że na dogmat przyszło poczekać jeszcze kilka stuleci, ponieważ został on ogłoszony dopiero przez Piusa IX , 8 grudnia 1854 roku.

Obrazek

To teraz wreszcie wyjaśnijmy, co ma wspólnego Niepokalane Poczęcie z księżycem pod stopami. Trafiałam już na takie wyjaśnienia, że Maria – jako bezgrzeszna – jest wyniesiona ponad resztę ludzkości; my wszyscy żyjemy pod księżycem, a ona unosi się ponad nim. Ale tak naprawdę chodzi o coś innego: to ilustracja apokaliptycznej wizji św. Jana Ewangelisty. Otóż Jan zapisał, że “Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.” (Ap 12,1).

Obrazek

Owa Apokaliptyczna Niewiasta została wybrana przez Boga – teologowie zinterpretowali zatem jej postać jako odwołanie do Marii, wybranej na matkę Mesjasza. To znakomicie pasuje do koncepcji Niepokalanego Poczęcia, związanego właśnie z tą rolą wybranej niewiasty. Maria jako Niewiasta Apokaliptyczna często ma w sztuce nie tylko księżyc pod stopami, ale także zdobi ją ów wieniec z gwiazd oraz otaczają ją promienie słoneczne. Czasami nawet ma pod stopami apokaliptycznego smoka.

Obrazek

I na koniec zwróćmy jeszcze uwagę na jeden szczegół: oto księżyc pod stopami Marii, szczególnie w sztuce średniowiecznej, często ma… twarz! To tak zwana maska lunarna – przedstawienie księżyca zakorzenione w tradycji antycznej. W sztuce starożytnej zarówno Słońce jak i Księżyc miały twarze, ponieważ reprezentowały bóstwa: Sol i Lunę, a zwyczaj ten przeszedł do późniejszej sztuki średniowiecznej.

Obrazek

Warto także przy okazji zauważyć, że księżyc pod stopami Marii koresponduje z tradycyjnym przypisaniem ciał niebieskich płciom: antyczny bóg słońca, Sol, był bowiem mężczyzną, podczas gdy Luna (bogini księżyca) to kobieta. Słońce zatem chrześcijanie powiązali z Chrystusem (o tym już kiedyś pisałam TU), podczas gdy “kobiecy” księżyc przypadł Marii. Ten podział jest zakorzeniony w bardzo wielu aspektach postrzegania płci: Słońce jest wszakże stałe (świeci każdego dnia), niesie ze sobą światło i ciepło, które daje życie, a przede wszystkim przynosi dzień, który jest czasem aktywnego działania i racjonalnego myślenia. To wszystko aspekty męskie; a tymczasem księżyc jest zmienny: ma swoje fazy (często kojarzone z żeńskim cyklem hormonalnym), a przede wszystkim związany jest z nocą, czyli czasem pasywności, odpoczynku (względnie aktywności przestępczej, ale to już inna kwestia). Ponadto nocą racjonalne myślenie ustępuje emocjom, pod wpływem księżyca uaktywniają się nasze popędy, a nawet szaleństwo (w tym kontekście rozpatrywano m.in. lunatyzm).

Zmienność i emocje, pasywność i szaleństwo, plus nieokiełznanie popędów seksualnych. To właśnie te nie do końca pozytywne aspekty kulturowo od wieków przypisywane były kobiecości. Nawet Maria, choć wolna od grzechu, pozostaje przecież kobietą.

Obrazek

http://posztukiwania.pl/blog/2018/12/15 ... j-stopami/
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 1123
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 72
x 76
Podziękował: 2202 razy
Otrzymał podziękowanie: 2575 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: św.anna » poniedziałek 04 mar 2019, 16:57

Ferdynand Ruszczyc. Czarodziej nastrojowego krajobrazu

Ferdynand Ruszczyc zaliczany jest do najwybitniejszych młodopolskich malarzy. Jego ekspresyjne pejzaże wcześnie zyskały uznanie krytyków, a on sam był powszechnie znany i szanowany jako profesor. Zarazem najlepiej czuł się na prowincji, w rodzinnym domu, zaś malowanie porzucił w wieku niespełna 40 lat, całkowicie poświęcając się innym dziedzinom.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Nec mergitur | 1904-5, olej, płótno, 219 × 203 cm, Litewskie Muzeum Sztuki w Wilnie

Bohdanów
Ferdynand Ruszczyc urodził się 10 grudnia 1870 r. w Bohdanowie (dzisiejsza Białoruś). Był najmłodszym z piątki dzieci i zarazem jedynym synem Alwiny i Edwarda Ruszczyców.

Obrazek

Ojciec przyszłego artysty wywodził się ze starego, ziemiańskiego rodu, zaś matka była z pochodzenia Dunką. Chociażby z tego powodu w rodzinie panowała atmosfera otwartości i tolerancji, wyrażająca się między innymi stosunkiem do religii. Otóż Alwina Ruszczyc była protestantką i w tym wyznaniu wychowywała córki, podczas gdy syn – tak jak ojciec – został ochrzczony w kościele katolickim.

Po powstaniu styczniowym Ruszczycowie musieli na pewien czas oddać Bohdanów w dzierżawę. Sami przenieśli się do Lipawy, a potem do Mińska Litewskiego, gdzie Ferdynand został uczniem gimnazjum. Jeden z jego przyjaciół wspominał, że:

„Ferdzio był prymusem przez całe gimnazjum i rokrocznie figurował na złotej tablicy. Nie było dla niego przedmiotów łatwiejszych czy też trudniejszych (…). Był nie tylko zdolnym do nauki, lecz i systematyczny w pracy.”

Nic dziwnego, że ukończył szkołę z doskonałymi wynikami i za radą ojca rozpoczął studia prawnicze w Petersburgu.

Zainteresowania młodego Ruszczyca podążały jednak w inną stronę. Będąc gimnazjalistą uczył się rysunku pod okiem Kuźmy Jakowlewicza Jermakowa, a już po zapisaniu się na studia zaczął uczęszczać na petersburską Akademię Sztuk Pięknych jako wolny słuchacz. W 1892 r. zdecydował się zrezygnować z kariery prawnika i przenieść się na tę uczelnię. Początkowo studiował w pracowni Iwana Szyszkina, a po jego odejściu z Akademii przeniósł się do Archipa Kuindżiego – autora ekspresyjnych pejzaży, w których widoczne były wpływy sztuki skandynawskiej. Zwłaszcza romantyczny stosunek profesora do przyrody znalazł odbicie w późniejszej twórczości Ruszczyca.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Młyn nocą | 1898, Muzeum Narodowe w Krakowie

Ambitny student wiele miejsca w dzienniku poświęcał na opisywanie swoich prac, z których rzadko bywał w pełni zadowolony. O rozpoczętym obrazie dyplomowym pisał: „Oto od trzech dni nie wiem, co z moją Wiosną począć. (…) Ile to dni przeszło, jak z zachwytem nad nią pracowałem, a już zobojętniałem do tego obrazu. To woda wydaje mi się zbyt sina, to znów drzewa jakieś sztywne i suche, albo znowu obraz pstry”. Podobne twórcze rozterki miały mu towarzyszyć nawet wiele lat po zakończeniu nauki.

W trakcie studiów Ruszczyc regularnie podróżował. Najbardziej fascynowało go morze. Podczas wypraw na Krym oraz na Rugię, do Szwecji i na Bornholm wykonywał studia fal i nieba.

„To morze, które u stóp moich wiecznie, jak zdawało się, coś tajemniczego opowiadało, które dzień i noc, od tylu tysięcy lat spokoju nie ma.”

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Krym – brzeg morza | [1895], olej, płótno, 28,5 × 42 cm, Muzeum Sztuki w Łodzi (Oddział Muzeum Pałac Herbsta)

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Młyn zimą | 1897, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu

W październiku 1897 r. Ruszczyc ukończył Akademię. To okres pierwszych sukcesów: udało mu się sprzedać dwa obrazy: Wiosna i Młyn zimą. Oba namalowane zostały w rodzinnym Bohdanowie – miejscu, które już na zawsze pozostało największą inspiracją artysty. Dzięki zarobionym pieniądzom mógł wybrać się w dłuższą podróż artystyczną po Europie. Taka wyprawa zwyczajowo była zwieńczeniem i uzupełnieniem edukacji. Według notatek w dzienniku najbardziej zachwyciła go wystawa Moneta, którą obejrzał w Paryżu.

„Patrząc na te roztopione farby, na to powietrze, tak dziwnie oddane, odczułem wiele rzeczy, których dawniej nie znałem. Było to jakieś objawienie. Po nim nie chciałem żadnych obrazów widzieć.”

Maminsynek?
Kolejne lata Ruszczyc spędził głównie w Bohdanowie, gdzie stworzył wyjątkowo dużo obrazów. Być może dlatego, że w domu, w otoczeniu rodziny czuł się najbardziej komfortowo. Sądził wręcz, że tylko bliscy w pełni go rozumieją i wspierają w podejmowanych decyzjach. Szczególnie silna więź łączyła go z matką, którą uważał za najwnikliwszego krytyka swojej twórczości.

„Podziwiam trafność sądów Mamy o malarstwie. Uwagi jej są dla mnie nieoszacowane. Zastępuje mi mentora. (…) z uwag Jej czerpię wskazówki i zachętę do pracy.”

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Stary dom | 1903, Muzeum Narodowe w Warszawie

Ruszczyc inspiracji najchętniej szukał w najbliższym otoczeniu. Według jego własnych słów:

„Piękno jest wszędzie, gnieździ się w najbliższym i najprostszym, trzeba je tylko dostrzec. Fragmenty, które każdy może odnaleźć, bo nie są zmienione ani upiększone, proste a tak wyszukane, jak motyw japoński.”

Stwierdzenie to doskonale charakteryzuje twórczość artysty, który widział walory estetyczne nawet w najbardziej niepozornych sytuacjach, takich jak samotna chmura na letnim niebie (Obłok, 1902 r.). Pospolitym krajobrazom potrafił nadać atmosferę niezwykłości. Zapewne pod wpływem japońskich drzeworytów często stosował nietypowe zabiegi kompozycyjne – na przykład perspektywę ptasią, czyli podniesiony punkt widzenia (Młyn nocą, 1898 r.; Sobótki, 1898 r.; Z brzegów Wilejki (Tama), 1900 r.). Nieobca była mu też stylizacja, która pozwalała nadać rzeczywistości wymiar niemal fantastyczny (Bajka zimowa, 1904 r.).

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Bajka zimowa | 1904, Muzeum Narodowe w Krakowie

Naturę traktował niczym romantycy, widząc w niej autonomiczny byt przepełniony duchem. W swoich obrazach starał się uchwycić jej mistycyzm, uważnie obserwując dynamikę zachodzących w przyrodzie zjawisk. Gdy więc patrzymy na obraz Stare jabłonie, trudno potraktować go wyłącznie jako realistyczne przedstawienie drzew i nie kierować myśli ku treściom symbolicznym: przemijaniu, ale także przeczuciu życia skrycie pulsującego w bezlistnych gałęziach.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Stare jabłonie | 1900, Muzeum Narodowe w Warszawie

Prawdopodobnie najsłynniejszym obrazem Ruszczyca z okresu bohdanowskiego jest Ziemia. Do pracy nad nią zabrał się tuż po powrocie z europejskiej podróży, we wrześniu 1898 r. Jak zwykle wiele razy zmieniał koncepcję, był niezadowolony z kolejnych elementów, co odnotowywał w dzienniku. „Stosunek mój do obrazu zmienia się co chwila. Na przemian przeważają zalety i błędy” – pisał blisko miesiąc po rozpoczęciu tworzenia.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Ziemia | 1898, Muzeum Narodowe w Warszawie

Obraz przedstawia orkę – motyw dość popularny wśród ówczesnych polskich malarzy. Płótno Ruszczyca wyróżnia się jednak na tle prac Chełmońskiego czy Wyczółkowskiego. Pozornie realistyczną scenę artysta przekształcił w monumentalny symbol. Sylwetka oracza i kroczące przed nim woły ukazane zostały z oddalenia i celowo pozbawione szczegółów. Wydają się bardzo drobne w zestawieniu z dwoma żywiołami – ciężką ziemią i dynamicznie pędzącymi po niebie chmurami. Opierający się wiatrowi, z trudem orzący ziemię człowiek, zdaje się być uniwersalnym symbolem odwiecznych zmagań człowieka z nieokiełznaną potęgą przyrody. To właśnie obraz Ruszczyca stanie się inspiracją dla jednego z malarskich kadrów filmu Andrzeja Wajdy Popiół i diament (więcej kadrów inspirowanych malarstwem znajdziesz tu).

Obrazek
Kadr z filmu Popiół i diament | 1958, reż. Andrzej Wajda

Ruszczyc bardzo chętnie malował dom, a w zasadzie dwa domy stojące w rodzinnym majątku: modrzewiowy dworek z końca XVII w. oraz budynek przebudowany w połowie XIX w. z murowanego skarbca, nazywany „Murem”. Oba domy artysta najczęściej ukazywał w dramatycznym otoczeniu: pod pochmurnym, burzowym niebem, smagane mocnym wiatrem. Pośród złowieszczych żywiołów wydają się one bezpiecznym schronieniem, zdolnym przetrwać każdy kataklizm. Dom, nazywany nieraz przez Ruszczyca „gniazdem”, pełnił w jego życiu właśnie taką funkcję – spokojnego portu, w którym można skryć się przed życiowymi zawirowaniami.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Pustka (Stare gniazdo) | 1901, olej, płótno, 89 × 112 cm, Litewskie Muzeum Sztuki w Wilnie

Malarskie wyobrażenia wnętrza domu z Bohdanowa są z reguły bardziej nastrojowe. Pozbawione ludzkiej obecności pokoje wydają się żyć własnym życiem – tajemniczym, a zarazem przepojonym nostalgią.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Wnętrze salonu w Bohdanowie – Malwy | 1905, olej, tektura, 34 × 51 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Warszawa i Kraków
Po ukończeniu studiów Ruszczyc utrzymywał ścisłe kontakty ze środowiskiem petersburskim, biorąc udział w wystawach Akademii oraz czasopisma „Mir iskusstwa”. Z czasem te relacje rozluźniały się, a malarz więcej wystawiał w Wilnie, Warszawie czy Krakowie. Jego dzieła szybko zyskały uznanie krytyki i nabywców, sam Ruszczyc zaś nawiązywał kolejne znajomości z polskimi artystami. W 1900 r. dołączył do powstałego w Krakowie Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” (w 1907 r. został jego prezesem), które łączyło najwybitniejszych twórców tego okresu.

Na przełomie 1903 i 1904 roku Ruszczyc brał udział w organizacji warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, a gdy uczelnia została oficjalnie otwarta, został jednym z jej profesorów. Prowadził zajęcia plenerowe w Łazienkach i nad Wisłą, wyjeżdżał ze studentami do Łowicza, Nieborowa i Arkadii oraz Kazimierza Dolnego. Był lubiany przez uczniów, nie czuł się jednak dobrze w Warszawie, a w zasadzie w tamtejszym środowisku. Stosunki między warszawskimi artystami były w owym czasie napięte, nie brakowało „spraw honorowych”, a nawet pojedynków. Czarę goryczy przelała sprawa malarza Wacława Pawliszaka zastrzelonego przez rzeźbiarza Xawerego Dunikowskiego.

W dzienniku Ruszczyc pisał z wyraźną rezygnacją: „Przybyłem do Warszawy pełen świetlistej wiary, pełen potrzeby dawania. Pełen wielkiej radości życia i piękna. Przyszedłem niosąc w ręku kunsztowne naczynie pełne drogocennego płynu i oto niespodziewane, brutalne, na wpół ukryte szturchnięcie! (…) Może nie wolno nam łudzić się, nie wolno mieć ludzi za lepszych, niż są. Widocznie musimy zawsze czuć ból niezrozumienia i niewdzięczności”. Aby choć trochę uciec z miasta, wraz z przyjacielem Józefem Wierzyńskim wynajął willę w pobliskich Włochach.

Warszawski okres nie był tak płodny artystycznie, jednak powstało w nim jedno z najważniejszych dzieł Ruszczyca: Nec mergitur. Ukazany na nim został fantastyczny żaglowiec płynący po wzburzonym morzu pod nocnym niebem. „Chciałbym cały obraz utrzymać nierealnie, jak kaskadę brylantów” – pisał malarz. Artysta kolejny raz powraca tu do wątku zmagań człowieka z przyrodą. Bezkresne, rozgwieżdżone niebo w tym kontekście staje się symbolem kosmicznego absolutu.

Obrazek

Nec mergitur należy jednak interpretować na jeszcze innym poziomie, bezpośrednio związanym z sytuacją Polski pod zaborami. Obraz początkowo zwany był przez autora Legendą żeglarską, co sugeruje związek z nowelą Henryka Sienkiewicza pod tym samym tytułem. Jest to historia okrętu, którego losy są alegoryczną opowieścią o upadku Rzeczpospolitej. „W obrazie Ruszczyca widzimy korwetę – Polonię unoszoną przez żywioł historii utożsamiony z boskim planem, a karminowe refleksy na falach sugerują, że krwawi ona jak powracający z wygnania zesłaniec. O jej minionej świetności przypominają królewskie żagle, podarte jak powstańcze sztandary”. Ten okręt – zgodnie z tytułem obrazu – „nie utonie”. Choć pokiereszowany, dotrze wkrótce do bezpiecznej przystani. Nec mergitur jest więc wyrazem nadziei, którą w 1904 r. obudziły w Polakach wydarzenia wojny rosyjsko-japońskiej i narastanie rewolucyjnych nastrojów w Królestwie Polskim.

Ruszczyc nie wytrzymał długo w Warszawie. Gdy w 1907 r. zmarł Jan Stanisławski, to właśnie jemu zaproponowano objęcie katedry pejzażu na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc (z prawej) w towarzystwie artysty malarza Jana Stanisławskiego, fot. NAC

Przyjęcie oferty było próbą ucieczki z męczącego środowiska – jak się wkrótce okazało, zupełnie nieudaną. Karol Tichy wspominał, że w Krakowie Ruszczyc trafił „na serię nieporozumień. Choć trzymał się od tego z daleka, od razu było przesądzone, że jego udział w Akademii Krakowskiej jest tylko postojem. Nigdy się tam nie zadomowił”. Wyraźnie zniechęcony malarz pisał: „Już po pierwszych czterech miesiącach w Krakowie czuję się tak, jak po warszawskich trzech latach”. Powtórka sytuacji z Warszawy, czyli intrygi, spory, a nawet pojedynki pomiędzy artystami, zniechęciły go na tyle, że w 1908 r. postanowił wrócić tam, gdzie zawsze czuł się dobrze – do domu.

Wilno

Osiadł w Wilnie, oddalonym o zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Bohdanowa. W tym czasie, w wieku zaledwie 38 lat stworzył ostatni duży obraz olejny zatytułowany Gniazdo i przedstawiający fragment ogrodu w Bohdanowie pod burzowym niebem.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Gniazdo | 1908, fot. Polswissart

Nie wiadomo czemu tak popularny i ceniony artysta w zasadzie całkowicie porzucił malarstwo sztalugowe. Być może przyczyną było skierowanie twórczej energii na inne tory: szeroko pojętą działalność kulturalną w – bądź co bądź prowincjonalnym – Wilnie.

Ruszczyc z wielką pasją zaangażował się w pracę teatralną i parateatralną. W Wilnie inscenizował między innymi widowiska dobroczynne, takie jak żywe obrazy według dzieł prerafaelitów czy przeznaczony dla dzieci bazar Wśród bajek i zabawek, który cieszył się ogromną popularnością. Jego współpracę z wileńską sceną zainaugurowała świetnie przyjęta inscenizacja Lilli Wenedy Juliusza Słowackiego, która premierę miała w maju 1909 r. w Teatrze Polskim (Letnim) Nuny Młodziejowskiej.

Działalność na tym polu przyniosła Ruszczycowi uznanie sięgające poza granice Wilna. W 1914 r. został zaproszony do stworzenia inscenizacji Balladyny w Teatrze Polskim w Warszawie. Spektakl okazał się wielkim sukcesem. „Twórcą tych kartonów dekoracyjnych, tych wzorów do szat, ubrań, zbroi i innych akcesorii jest Ferdynand Ruszczyc, którego lotna, nastrojowa wyobraźnia, ukochanie i dar odtwarzania swojskiego krajobrazu, przy znajomości średniowiecza, łączy się z kultem dla nieporównanego malarza słowa, jakim był Słowacki i wniknięcia w arkana jego fantazji. (…) Malarska oprawa Balladyny pomysłu Ruszczyca, jest godną artystyczną oprawą dla tej mieniącej się w stubarwnym blasku perły naszej poezji dramatycznej” – pisał jeden z recenzentów.

Inną dziedziną, której Ruszczyc poświęcał wiele uwagi stało się projektowanie graficzne. Tworzył plakaty, afisze oraz okładki, wnosząc w nie swoją estetyczną wrażliwość oraz znajomość europejskich osiągnięć na polu grafiki użytkowej. Zwłaszcza książki jego projektu znacznie podniosły poziom wileńskiego edytorstwa.

Obrazek
F. Ruszczyc Okładka „Chimery” Pióra, 1904

Okres po osiedleniu się w Wilnie to czas dużych zmian w życiu prywatnym Ruszczyca. W 1910 r. zmarł jego ojciec, więc artysta samodzielnie musiał zająć się administrowaniem bohdanowskim majątkiem. Trzy lata później ożenił się z o ponad dwadzieścia lat młodszą Reginą (Giną) Rouckówną.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc Portret żony z dziećmi, Janeczką i Edziem | 1916, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wybuch I wojny światowej nie przerwał kulturalnej działalności Ruszczyca. Zilustrował wówczas między innymi dwa numery „Przyjaciela” i „Jutrzenki” – czasopism poświęconych Polsce. Po zajęciu miasta przez Niemców w 1915 r. przeniósł się do Bohdanowa, gdzie mieszkał aż do 1919 r. Warunki w tym okresie były trudne. Front przebiegał niedaleko, a w domu ulokował się sztab korpusu. Rodzina wraz ze służbą miała do dyspozycji tylko dwa pokoje i kuchnię na parterze „Muru”. Sytuacji na pewno nie ułatwiał fakt, że w czasie wojny malarzowi urodziło się troje dzieci.

Wielkim dniem dla Ruszczyca okazał się 19 kwietnia 1919 r., kiedy to – nieco przypadkowo – stał się świadkiem wyzwolenia Wilna przez polską armię. To wydarzenie zapoczątkowało kolejny, bardzo intensywny okres jego działalności w odradzającym się mieście. Dzienniki Ruszczyca to odtąd głównie lakoniczne notatki: spisy licznych spotkań i zadań, które wypełniały cały czas artysty. Już w maju został członkiem Komitetu Odbudowy Uniwersytetu Wileńskiego, gdzie wkrótce zorganizował Wydział Sztuk Pięknych. Oddawał się tej pracy bez reszty. Zaprojektował niektóre z uniwersyteckich wnętrz, a także wszelkie insygnia, togi, tablice pamiątkowe, pieczęcie, zaproszenia i programy. W dniu otwarcia uczelni zainscenizował w Teatrze Polskim uroczysty wieczór z fragmentami dramatów Wyspiańskiego. Z Uniwersytetem Stefana Batorego był odtąd związany na stałe, z krótką przerwą po wybuchu wojny polsko-bolszewickiej, kiedy uczelnia zawiesiła działalność. Ruszczycowie opuścili wówczas Bohdanów, gdzie było zbyt niebezpiecznie, a sam malarz wstąpił do armii ochotniczej.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Biały mazur, 1905, fot. Polswissart

W kolejnych latach artysta uczestniczył we wszystkich kulturalnych inicjatywach w Wilnie. Przez lata pracował w Radzie Miejskiej, zainicjował stworzenie Towarzystwa Miłośników Wilna, był członkiem rozmaitych komitetów. Gdy w 1931 r. odkryto w katedrze groby królewskie, zaangażował się w wykonywanie rysunkowej dokumentacji. Nade wszystko jednak stał się wielkim propagatorem Wilna i jego zabytków: przemawiał, wykładał, pisał i z wielkim entuzjazmem oprowadzał po mieście niezliczone delegacje i wycieczki.

Mimo wielu obowiązków nie zarzucił projektowania graficznego. Był autorem okładek, zaproszeń, programów, afiszy, znaczków pocztowych, medali, pieczęci, sztandarów… Odradzające się miasto i jego instytucje wykazywały ogromne zapotrzebowanie na tego typu projekty. Nadal żywo interesował się teatrem. W 1924 r. wystawił Cyda, a w 1930 r. rocznicowy spektakl Noc listopadowa Wyspiańskiego. Nie stronił także od bardziej rozrywkowych inicjatyw, na przykład parateatralnych widowisk otwierających akademickie bale.

Jako uznanego malarza i profesora zapraszano go do udziału w przedsięwzięciach o większym zasięgu. Jednym z najważniejszych była pierwsza wystawa sztuki polskiej, której przygotowanie w 1921 r. powierzono jemu oraz Edwardowi Wittigowi. Ekspozycja okazała się dużym sukcesem, a Ruszczyc został za jej zaaranżowanie wyróżniony odznaką kawalerską Legii Honorowej.

Obrazek
Ferdynand Ruszczyc, Sobótki | 1898, Muzeum Częstochowskie

Nietrudno się domyślić, że w nawale obowiązków niewiele czasu zostawało na sprawy prywatne. Ruszczyc na co dzień mieszkał w Wilnie – najpierw sam, później z najstarszymi dziećmi, które uczęszczały w mieście do szkoły. Tymczasem Gina z młodszymi dziećmi (w latach 20. rodzina powiększyła się o kolejną trójkę) mieszkała w Bohdanowie, gdzie doglądała majątku, a nawet prowadziła letnisko. Mimo tęsknoty wyrażanej w czułych listach do żony, artysta nie zamierzał rezygnować z intensywnej pracy. Notoryczne przemęczenie i lekceważenie własnego zdrowia doprowadziły w październiku 1932 r. do tragedii – utraty mowy i częściowego paraliżu. Pod troskliwą opieką żony i najstarszej córki malarz częściowo wrócił do zdrowia, choć nigdy nie odzyskał władzy w prawej ręce. Wycofał się w tym czasie z obowiązków służbowych, a w 1935 r. powrócił do Bohdanowa, gdzie oddał się porządkowaniu swoich ogromnych zbiorów. Z ostatniego okresu pozostały po nim rysunki wykonywane lewą ręką. Zmarł 30 października 1936 r. Został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Epilog
Smutne były dalsze losy ukochanego przez artystę Bohdanowa. Podczas II wojny światowej Armia Czerwona wywiozła wszystkie zbiory malarza, a w 1944 r., dom znalazł się na linii frontu. Niemal wszystkie zabudowania zostały wówczas spalone. Wkrótce rozebrano resztki budynków i wycięto park. Z dawnego majątku ocalał tylko cmentarz i groby rodziny Ruszczyców.

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/ferdy ... rajobrazu/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 05 mar 2019, 23:29

Galeria Obrazów NTV - Sławek Szerer i Janusz Zagórski

https://www.youtube.com/watch?v=X6gibsA-dtU

Nadawane na żywo 8 godzin temu
Transmisja na żywo ze studia NTV.
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 9105
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 635
x 176
Podziękował: 7805 razy
Otrzymał podziękowanie: 13383 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: songo70 » czwartek 14 mar 2019, 14:03

0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 1123
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 72
x 76
Podziękował: 2202 razy
Otrzymał podziękowanie: 2575 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: św.anna » poniedziałek 15 kwie 2019, 17:05

Arnold Böcklin „Wyspa umarłych”

„Wyspa umarłych… Nagie, strome skały,
wkoło dalekie, nieskończone morze,
gaj cyprysowy, ciszą skamieniały,
spokój wód wieczny… Bóg śmierci posępny
duszom ten grodziec zostawił ostępny
i odwróciwszy twarz, odszedł w bezdroże.

I w długiej łodzi o milczącym wiośle
Charon tu z brzegu białe wiezie dusze
i w ciemne, wąskie wwozi je zarośle
między dwa słupy z kamienia, na których
dwa lwy o głowach groźnych i ponurych
patrzą na siebie – zasłuchane w głuszę.

Po krzesanicach mech się pnie zielony,
cyprysy smukłe nad morską głębiną
widzą swój smutny kształt odzwierciedlony
i nieruchome patrzą w niebo w górze,
gdzie nigdy złoto nie płynie i róże,
a tylko sine mgły obłoków płyną.
(…)
Tu dusze cieniom podobne, milczące,
snują się białe przez ciemną zieloność
po bladych plamach, które kładzie słońce;
lub z wąskich okien kutych w skałach ściennych,
patrzą po falach szklanych i bezdennych,
patrzą się w mglistą, wieczną nieskończoność (…)”.

Powyższy wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera jest przykładem ekfrazy (z gr. ékphrasis – dokładny opis), czyli literackiego opisu dzieła sztuki. Do napisania tego utworu młodopolskiego poetę zainspirował obraz Wyspa umarłych Arnolda Böcklina.

Böcklin uznawany jest za przedstawiciela symbolizmu w sztuce. Symboliści uważali, że rzeczywistości oraz żadnej z idei nie można wyrazić wprost za pomocą tradycyjnego języka i znanych, konkretnych pojęć, więc istotę otaczającego świata starali przedstawić poprzez symbole. Postulaty symbolizmu znalazły odzwierciedlenie zarówno w malarstwie, jak i w literaturze oraz – co ciekawe – w muzyce. Najbardziej znanymi reprezentantami tego nurtu w poezji są m.in. Arthur Rimbaud, Paul Verlaine, Charles Baudelaire, Aleksander Błok, Bolesław Leśmian oraz Leopold Staff. Do malarzy symbolistów zalicza się prerafaelitów (których uznaje się za twórców symbolizmu w sztukach plastycznych), czyli na przykład Dantego Gabriela Rossettiego i Johna Everetta Millais. Szczególny wpływ na rozwój tego kierunku w malarstwie mieli również Gustave Moreau, Gustav Klimt oraz właśnie Arnold Böcklin. Polscy symboliści to np. Jacek Malczewski, Stanisław Wyspiański i Władysław Podkowiński. W powstaniu symbolizmu wielką rolę odegrała koncepcja „dzieła totalnego” Richarda Wagnera.

Arnold Böcklin. Szwajcar, który zmienił sztukę niemiecką
Arnold Böcklin przyszedł na świat 16 października 1827 roku w Bazylei. Jego ojciec był handlarzem jedwabiu. Przygoda ze sztuką dla młodego Arnolda zaczęła się dość wcześnie, kiedy to w 1841 roku wraz z braćmi zaczął chodzić na lekcje rysunku u Ludwiga Kelterborna. Wkrótce jednak opuścił Bazyleę i wstąpił na Düsseldorfską Akademię Sztuk Pięknych. Studiował tam pod kierunkiem Johanna Wilhelma Schirmera, który był pierwszym mistrzem młodego Böcklina i który zainspirował go do odkrywania sztuki antyku.

Obrazek
Arnold Böcklin Autoportret ze śmiercią grającą na skrzypcach | 1872, Alte Nationalgalerie, Berlin


Po ukończeniu Akademii ruszył w artystyczną podróż najpierw do Brukseli i Antwerpii, gdzie mógł uczyć się malarstwa, kopiując dzieła mistrzów flamandzkich i niderlandzkich, a następnie do Paryża, gdzie pracował nad swoim warsztatem w Luwrze.
Po odbyciu służby wojskowej, w marcu 1850 roku, Böcklin wyruszył do Rzymu. Wiele rzymskich zabytków było inspiracją dla młodego artysty. Stały się one tłem do alegorycznych i mitologicznych motywów. W 1853 roku malarz ożenił się z Angelą Rosą Lorenzą Pascucci, zawodową modelką.

W 1857 roku wrócił do Bazylei, by znaleźć wyjście z bardzo trudnej sytuacji finansowej. Niewiele jednak udało mu się zdziałać i dlatego Böcklin musiał opuścić swoje rodzinne miasto. Przełom przyszedł dopiero w 1859 roku, kiedy to jego obraz Pan w trzcinie zostanie zakupiony do zbiorów Nowej Pinakoteki Monachijskiej.

W kolejnych latach malarz wielokrotnie jeszcze powracał do Włoch i rodzinnej Bazylei, odwiedzał także Zurych. Ostatnie lata spędził jednak we Włoszech, osiadł w San Domenico di Fiesole, gdzie intensywnie pracował i zażywał tak długo wyczekiwanej sławy.

Zmarł 16 stycznia 1901 roku w swojej Willi Bellagio w Fiesole. Został pochowany na południowych przedmieściach Florencji.

Obrazek
Arnold Böcklin, fot. Universitätsbibliothek Basel

Spośród najbardziej znanych obrazów szwajcarskiego artysty można wymienić: Polowanie Diany (1862), Autoportret ze śmiercią grającą na skrzypcach (1872), Wyspę umarłych (1880), Bawiąc się w falach (1883).

Obrazy Arnolda Böcklina przedstawiają często mitologiczne lub fantastyczne postaci, zanurzone w dziwnym, tajemniczym, sennym świecie. W scenach, które tworzył, można wyczuć mroczny, złowrogi nastrój, ukryte symbole, mistycyzm.

Najbardziej znanym dziełem Böcklina jest Wyspa umarłych, która powstała w pięciu wersjach. Pierwszą ukończył w maju 1880 roku (znajduje się ona w Muzeum Sztuki w Bazylei).


Arnold Böcklin Wyspa umarłych I | 1880, Muzeum Sztuki, Bazylea

Artysta zatrzymał ją dla siebie, choć pierwotnie malował obraz na zlecenie mecenasa Aleksandra Günthera. Miesiąc wcześniej, w kwietniu 1880 roku, pracownię Böcklina odwiedziła Marie Berna, wdowa po finansiście Georgu von Bernie. Marie tak zachwyciła się tajemniczym obrazem, że zapragnęła mieć własną wersję tego dzieła jak ze snu. Specjalnie dla niej Arnold namalował drugą Wyspę umarłych (która obecnie znajduje się w zbiorach Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku). W tej wersji Böcklin doda trumnę i białą postać. Dzięki temu malowidło mogło nawiązywać do śmierci męża Marie. Te dwa elementy domalował później również do pierwszej kompozycji, a następnie powielał je w każdej kolejnej.

Obrazek
Arnold Böcklin Wyspa umarłych II | 1880, Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

Trzecią wersję Wyspy umarłych Böcklin stworzył w 1883 roku dla handlarza dzieł sztuki Fritza Gurlitta (można ją podziwiać w Alte Nationalgalerie w Berlinie).

Obrazek
Arnold Böcklin Wyspa umarłych III | 1883, Alte Nationalgalerie, Berlin

W 1884 malarz, ze względu na finansowe problemy, namalował kolejną, już czwartą wersję obrazu, którą kupił baron Heinrich Thyssen, kolekcjoner sztuki. Dzieło to zostało spalone podczas II wojny światowej i dziś jest znane tylko dzięki czarno-białej fotografii.

Piąty wariant Wyspy umarłych znajduje się w Muzeum Sztuk Pięknych w Lipsku – to właśnie na zamówienie tej instytucji, w 1886 roku, Böcklin powielił swoje słynne dzieło po raz piąty.

Obrazek
Arnold Böcklin Wyspa umarłych V | 1886, Museum Sztuk Pięknych, Lipsk

Wyspa umarłych. Kolekcja Hitlera

Obrazek
Adolf Hitler Arnold Böcklin Wyspa umarłychTrzecia wersja obrazu Böcklina w 1936 roku trafiła na aukcję i kupił ją… sam Adolf Hitler. Nie rozstawał się z tym dziełem aż do śmierci.

Kiedy 12 listopada 1940 roku w Berlinie spotkał się Wiaczesław Mołotow z Joachimem von Ribbentropem, by uczcić podpisany rok wcześniej pakt o nieagresji, Hitler zaprosił towarzystwo do swojego prywatnego apartamentu. Scena tego spotkania na tle Wyspy umarłych uwieczniona na fotografii stanie się ironiczną zapowiedzią historii, która ma dopiero nadejść.

No dobrze, wyspa, czyli gdzie?
Początkowo malarz tytułował te obrazy jako Wyspa grobów. Tytuł Wyspa umarłych został podobno zaproponowany przez Fritza Gurlitta i spodobał się Böcklinowi.

Istnieje wiele spekulacji na temat wyspy, która mogła być inspiracją dla artysty. Carlo Böcklin, syn artysty, twierdził, że inspiracją była niewielka, włoska wyspa Ischia w pobliżu Neapolu. Malarz przebywał tam w 1879 roku, próbując leczyć prawdopodobnie depresję. Według innych interpretacji Wyspa umarłych to wizerunek wysp: Pontikonisi w pobliżu Korfu albo św. Jerzego w Zatoce Kotorskiej.

Obrazek
Wyspa Pontikonisi, Grecja, fot. Wikipedia

Obrazek
Wyspa Św. Jerzego, Zatoka Kotorska, Czarnogóra, fot. Wikipedia
Tak naprawdę nie można określić konkretnego miejsca, które namalował Böcklin, ponieważ najprawdopodobniej jest ona kompilacją kilku lokalizacji.

Cisza, która puka do drzwi
Wyspa umarłych to kompozycja statyczna, która zdaje się być stonowana i spokojna, a mimo to jest przesiąknięta melancholią, czymś tajemniczym i mrocznym, co tkwi w powietrzu. Widać skalistą, posępną wysepkę, na środku morza, gęsto porośniętą przez wysokie cyprysy – iglaste drzewa, które mogą kojarzyć się z cmentarzem. Niektórzy dopatrują się w obrazie nawet nawiązania do cmentarza, położonego w pobliżu florenckiej pracowni Böcklina. Została na nim pochowana córeczka artysty, która zmarła jeszcze w wieku niemowlęcym.

Śmierć przewijała się w życiu malarza nader często, zmarło aż ośmioro z czternastu jego dzieci. Na pewno wpłynęło to na pogarszający się stan psychiczny twórcy. Stąd też w obrazach Böcklina wyczuwa się charakterystyczną dla żałoby zadumę, melancholię, niepokój.

Jak sam autor napisał jego obraz to „cisza, która pukając do drzwi, musi przerażać”.

Charon
Na obrazie wzrok przyciąga łódka, zbliżająca się do odosobnionej wyspy. Jeden z pasażerów, pochylony i odziany w ciemne szaty, wiosłuje. Drugi, którego cała postać jest otulona białym płótnem, stoi na rufie, a przed nim znajduje się ozdobiona kwiatami trumna.

Jednego z bohaterów obrazu można szybko powiązać z postacią Charona z mitologii greckiej, który zajmował się przewożeniem dusz ludzkich przez rzekę Styks do Hadesu – podziemnego świata zmarłych. Charon mógł przewozić jedynie martwych, nikt spośród żywych nie miał prawa wejść do jego łodzi. Grecki bóg nigdy nie wiosłował, zajmowała się tym dusza zmarłego. Charon sterował łodzią. Na obrazie Böcklina Charonem będzie więc postać ubrana na biało, a tą zajętą wiosłowaniem, można utożsamić z duszą zmarłego.

Obrazek
Arnold Böcklin Wyspa umarłych III, detal | 1883, Alte Nationalgalerie, Berlin

Łódź zmierza w kierunku wyludnionej wysepki, a to sprawia, że wzrok widza przesuwa się ku jej ciemnemu, mrocznemu centrum. Trudno dostrzec coś przez gęste drzewa. Otwory w skałach, wykute na kształt wysokich okien lub drzwi, przywodzą na myśl grobowce. W jednej z nich może być miejsce dla trumny, przewożonej w łodzi.

Wyspa umarłych to obraz przesiąknięty ciszą, smutkiem i poczuciem zawieszenia, byciem na granicy dwóch światów. Skalista wyspa wśród bezkresnej, ciemnej wody potęguje wrażenie samotności i izolacji. Jednak połączenie szarości skał i atramentowego morza jest piękne i urzeka widza tak bardzo, że chciałoby się stanąć na wyspie i odkryć, jakie tajemnice i mroki skrywa. Jeśli dobrze przyjrzymy się obrazowi możemy dostrzec nad jedną z nisz inicjały artysty wyryte w skalistej ścianie, jakby mówił: „i ja jestem śmiertelny i na mnie czeka miejsce na wyspie”.

Arnold Böcklin nigdy nie podał jednoznacznej interpretacji swojego dzieła.

Wyspa umarłych. Wielka inspiracja
Wyspa umarłych stała się źródłem inspiracji dla wielu innych artystów. Rosyjski kompozytor Siergiej Rachmaninow skomponował poemat pod tym samym tytułem, po tym jak w Paryżu, w 1907 roku, zobaczył czarno-białą fotografię, przedstawiającą obraz Böcklina. Obrazem zainspirował się również Roger Zelazny, autor książki Isle of the Dead. Patrząc także na obraz Odjazd z wyspy nocą Henryka Siemiradzkiego, trudno nie odnieść wrażenia, że polski malarz nawiązał w nim do Wyspy umarłych.

Obrazek
Henryk Siemiradzki Odjazd z wyspy nocą (Wyspa śmierci) | ok. 1890
olej, płótno, 108 × 75 cm, Muzeum Pałac Herbsta (Oddział Muzeum Sztuki w Łodzi)

bibliografia:
Beckett W., Historia malarstwa. Wędrówki po historii sztuki zachodu, Warszawa 1996.
Hollingsworth M., Sztuka w dziejach człowieka, Wrocław 1992.
Leksykon malarstwa od A do Z, red. S. Gibka, Warszawa 1992.
Nowakowski A., Arnold Böcklin: chwała i zapomnienie, Warszawa 1994.
www.tygodnikpowszechny.pl/wiekuista-cis ... emoc-15052.

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/arnol ... -umarlych/
http://wawjol1974.blogspot.com/2016/11/ ... adzki.html
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 25 kwie 2019, 20:01

Kaplica Sykstyńska we Wrocławiu

Obrazek

Obrazek

34 repliki dzieł Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, idealnie wierne oryginałom, na materiale imitującym ścianę z freskami zobaczymy w kwietniu w kolegiacie św. Krzyża we Wrocławiu.

Obrazek

W Rzymie zwiedzający często bywają rozczarowani wizytą w Kaplicy Sykstyńskiej. Długie oczekiwanie, tłum ludzi, zgiełk nie sprzyjają zapatrzeniu się w słynne freski mistrza, nad którymi pracował w latach 1508-1512. Wystawa, która zostanie otwarta we Wrocławiu 27 kwietnia, stwarza niepowtarzalną okazję, by z bliska, bez presji czasu dokładnie obejrzeć każdy szczegół.

Obrazek

Zainteresowanie budzą zwłaszcza przedstawienia „stworzenia Adama” (2,70 m wysokości i 5,70 m szerokości) oraz „Sąd Ostateczny” – o ogromnych rozmiarach: 12 m x 12,5 m (150 m kw.). Ten ostatni będzie pokazany w górnym kościele św. Krzyża; pozostałe prace – w dolnym.
– Do przygotowania tak wiernych kopii fresków trzeba było bardzo dokładnej kamery, zdolnej do wykonania zdjęć oddających każdy szczegół. Dodatkową trudność stanowił fakt, że powierzchnia, na której malował Michał Anioł, nie jest równa, natomiast my prezentujemy efekty jego pracy na idealnie gładkim materiale – mówi Sascha Gajew z Yolo Event. – Rodzaj wykorzystanego przez twórców wystawy materiału to kwestia tajemnicy firmowej. Widzowi zapewnia wrażenie, że stoi rzeczywiście przed pokrytą freskami ścianą.

Obrazek

Wystawa prezentowana była już w 15 miastach (ostatnio w Panamie podczas ŚDM). W Polsce będzie gościć po raz pierwszy – najpierw we Wrocławiu. – Myślimy również o innych miastach w Polsce. Miejsca, gdzie możemy pokazać wystawę, spełniać muszą określone warunki, m.in. potrzebujemy przestrzeni wysokiej na co najmniej 8 metrów – tłumaczy S. Gajew.
Zwiedzający będą mogli robić zdjęcia (bez błysku), skorzystać z audioprzewodnika. „Kaplica Sykstyńska Michała Anioła – wystawa” będzie dostępna na Ostrowie Tumskim od 27 kwietnia do 15 września. Już znane są godziny otwarcia:

poniedziałek- czwartek: od 10.00 do 19.30, ostatnie wejście o 18.30; piątek-sobota: od 10.00 do 21.00, ostatnie wejście o 20.00; niedziela: od 10.00 do 19.30, ostatnie wejście o 18.30.

https://www.youtube.com/watch?v=wCQvqQ8f4B4

Opublikowany 25 kwi 2019
„Kaplica Sykstyńska Michała Anioła” to wyjątkowa wystawa, którą od najbliższej soboty będzie można podziwiać we wrocławskiej Kolegiacie św. Krzyża. Zostaną na niej zaprezentowane wierne kopie fresków Michała Anioła, które na co dzień można oglądać w jednej z najważniejszych kaplic Watykanu.
1 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 27 kwie 2019, 00:15

Tak dla rozluźnienia atmosfery ;)

Obrazek
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 30 kwie 2019, 15:03

Obrazek
Zawsze należy najpierw widzieć, inaczej zobaczysz to, co chcesz zobaczyć.
Douglas Adams, Autostopem przez galaktykę
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 03 maja 2019, 15:34

Michał Anioł ukrył swoją karykaturę w portrecie znajomej

Obrazek
Michał Anioł przyjaźnił się z Vittorią Colonną (fot. Wiki/CC)

Portret przyjaciółki Michała Anioła Vittorii Colonny, namalowany przez renesansowego mistrza, skrywa tajemnicę. Dr Deivis de Campos z Laboratorium Ludzkiej Anatomii Federalnego Uniwersytetu Nauk o Zdrowiu w brazylijskim Porto Alegre uważa, że artysta namalował samego siebie w fałdach sukni.

Pochodzący z 1525 roku portret znajduje się w zbiorach Muzeum Brytyjskiego. De Campos opublikował w piśmie „Clinical Anatomy” artykuł, w którym wskazuje, że na wysokości brzucha modelki, w fałdach sukni, widać przechyloną do przodu postać. Jego zdaniem to sam Michał Anioł.

Autor publikacji zwrócił uwagę, że w czasach średniowiecza i renesansu artyści nie mogli podpisywać swoich dzieł i namalowanie własnej karykatury mogło być swoistym podpisem.

W ocenie eksperta autoportret Michała Anioła będzie można wykorzystać do analizy prawdopodobnych wymiarów ciała jednego z najwybitniejszych artystów w historii i jego stanu zdrowia w tamtym okresie.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 09 maja 2019, 23:06

Muzeum Narodowe we Wrocławiu

W tym roku mija 50. rocznica „żywej rzeźby” – koncepcji artystycznej stworzonej przez wrocławskiego artystę Andrzeja Dürera Dudka. Artysta od 1969 roku stale realizuje life performance „Sztuka butów”, „Sztuka spodni”.
„Polega on na prostym lecz genialnym w swej konsekwencji fakcie noszenia od roku 1969 tych samych butów, które stały się rzeźbą (…) – pisze Krzysztof Jurecki. Jest to forma żywa, zawsze najbardziej interesująca w sztuce. Z tego faktu doskonale zdaje sobie sprawę Andrzej Dudek-Dürer, który od lat dokumentuje przemiany swego ubrania (butów i spodni), podobnie jak swej twarzy, która od lat 70. na fotografiach i grafikach ulega psychologiczno-fizycznym przemianom”.

Obrazek
A. Dudek Dürer przy pomniku Albrechta Dürera, Muzeum Narodowe we Wrocławiu.
Performance w 50 rocznicę "Żywa Rzeźba Andrzej DUDEK – DÜRER 1969-2019-?",
© foto by M.Pietrzak performance © by A. DUDEK DÜRER

Obrazek
A. Dudek Dürer przy wejściu do Muzeum Narodowego we Wrocławiu w 50 rocznicę żywej rzeźby

Obrazek
Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz A. Dudek Dürer

Obrazek

Obrazek
A. Dudek Dürer podpisuje i przekazuje pracę rocznicową.

Obrazek
A. Dudek Dürer podpisuje i przekazuje pracę rocznicową, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
w 50 rocznice żywej rzeźby

https://www.facebook.com/Muzeum.Narodow ... tn-str=k*F
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 1123
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 72
x 76
Podziękował: 2202 razy
Otrzymał podziękowanie: 2575 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: św.anna » niedziela 12 maja 2019, 14:29

CISZA WEDŁUG REDONA.
O jego twórczości pisze się, że odkrywa meandry duszy i ezoterykę myśli. Przebija z niej ogromna uczuciowość człowieka natury melancholijnej i skłonnej do egzystencjalnych stanów ducha.

Pod koniec XIX wieku był znany jedynie garstce fascynatów sztuki. Impresjonizm wyszedł już z mody, pojawił się symbolim. Nastały nastroje dekadenckie.

Odilon Redon urodził się 20 kwietnia 1840 roku w Bordeaux. Jego ojciec, Francuz, wyemigrował na kilka lat do amerykańskiej Luizjany. Tam poznał Kreolkę, z którą się ożenił. Prawdziwe imię Odilona Redona brzmiało Bertrand Jean Redon, a Odilon to pseudonim, będący przeinaczeniem imienia matki, Odile.

Redon od dziecka był słabowity, w związku z czym rodzice dla zmiany klimatu zawozili go do rodziny na wieś w Peyrelebade, we francuskim rejonie Medoc. Pejzaż sennych wioseczek nad Oceanem Atlantyckim działał na chłopca introwertycznie. Dodatkowo, z braku równieśników, spędzał czas przede wszystkim sam ze sobą. Wspomnieniem tego czasu będzie później obraz „Droga do Peyrelebade”, z samotną postacią wędrującą przez ziemię niczyją w stronę kamiennych murów odległych zabudowań.

Obrazek
Odilon Redon: Le chemin à Peyrelebade. Olej na kartonie. 46.8 x 45.4 cm. Musée d’Orsay, Paryż.

Kiedy rodzice zauważyli jego dryg do rysunku, zapisali go na lekcje u Stanislasa Gorina, znanego akwarelisty osiadłego w Bordeaux. Gorin wywarł duży wpływ na początkującego artystę, powtarzając mu, że w sztuce powinien być przede wszystkim sobą. Zapoznał młodego Redona z twórczością Francisca Goi.

W 1856 roku Odilon powrócił do Bordeaux, gdzie zaprzyjaźnił się z Rodolphe Bresdinem; ekscentrycznym artystą, wykonującym z misterną precyzją przedstawienia natury i własne wizje, czasem o wymownych tytułach jak „Miasto fantastyczne” lub „Komedia śmierci”. Bresdin wprowadził Redona w świat grafiki oraz psychodelii, inspirując go fantastyką i spojrzeniem w głąb własnej wyobraźni.

Odilon Redon zyskał popularność dzięki rysunkom węglem i monochromatycznym litografiom, pełnych niedopowiedzianych porównań, wizji i koszmarnych hybryd.

Obrazek
Odilon Redon: Upadły anioł. 1872. .

Obrazek
Odilon Redon: Człowiek kaktus. 1881.

Jego kariera została przerwana przez wojnę francusko-pruską, w której malarz uczestniczył. Po wojnie zamieszkał w Paryżu. W stolicy Redon poznał botanika Armanda Clavauda, który zainspirował go teoriami ewolucyjnymi Charlesa Darwina, jak również zafascynował buddyzmem. Postać Buddy będzie się pojawiać później na wielu jego obrazach.

Obrazek
Odilon Redon: Budda w młodości. 1904. Olej na płótnie. 161.5 x 122.5 cm. Van Gogh Museum, Amsterdam.

Z czasem Redon zaczął wyrażać się barwami, by finalnie zostać uznanym za kolorystę. Swoje miraże przedstawiał pastelami. Interesował się literaturą i szeroko pojętą sztuką, tematy czerpał z mitologii, mistyki, wierzeń.

Obrazek
Odilon Redon: Kwadryga Apolla. 77 x 91.5 cm. Musée d’Orsay, Paryż

Obrazek
Odilon Redon: Chmury w kwiatach. 1903. Pastel. 44.5 x 54.2 cm. The Art Institute of Chicago.

Obrazek
Odilon Redon: Chrystus w ciszy. 1897. Pastel. 58 x 46 cm. Petit Palais, Paryż.

Wielokrotnie przedstawiał twarz kobiety z zamkniętymi oczami. Przymknięte powieki to sen, nieobecność. Znawcy twórczości Redona utrzymują, że inspiracją do kobiecego portretu była jego żona, Camille Falte. Camille, podobnie jak matka Redona, była Kreolką. Pochodziła z Reunionu, fracuskiej wysepki koło Madagaskaru. Rodonowie mieli dwójkę dzieci.

Obrazek
Odilon Redon: Les yeux clos. 1890. Huile sur carton. 44 x 36 cm. Musée d’Orsay, Paryż.

Niezwykły jest obraz zatytułowany „Cisza”. To niewielkich rozmiarów płótno zawiera w sobie jakiś przejmujący smutek. Nieobecne spojrzenie i zaciśnięte usta tajemniczej osoby przykuwają uwagę i zastanawiają. Chusta okrywająca głowę postaci, której płeć i wiek trudno określić, przywołuje skojarzenia religijne.

Obrazek
Odilon Redon: Cisza. ok 1911. Palais des Beaux-Arts, Lille

Późniejsze prace Redona wypełniają żywe, nienaturalne kolory, jak gdyby malarz zupełnie odrzucił swoje stare demony na rzecz bardziej optymistycznej fantastyki. W 1899 związał się z grupą artystów nazywanych Nabistami, których ideą była ekspresja za pomocą mocnych, płaskich kolorów. W jego dorobku znajaduje się między innymi pokaźna seria wizerunków bukietów kwiatów.

Obrazek
Odilon Redon: Mimozy, anemony i liście w niebieskim wazonie. 1915. Pastel. Kolekcja prywatna.

Odilon Redon był jednym z najbardziej oryginalnych symbolistów, łączącym zachodnie poszukiwania w sztuce z fascynacją Dalekim Wschodem. Uważa się, że wywarł znaczny wpływ na twórczość takich artystów jak Paul Gauguin, czy w późniejszym okresie Marcel Duchamp. Przede wszystkim jednak redonowskie fantasmagorie cenili sobie surrealiści.

https://coniecoosztuce.wordpress.com/20 ... ug-redona/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 28 maja 2019, 23:51

Uchwycić energię w obrazie - Andrzej Kaleta.

https://www.youtube.com/watch?v=yN18S1iL6i0

niezaleznatelewizja
Nadawane na żywo 3 godziny temu
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 05 cze 2019, 22:05

Obraz ukryty pod obrazem, polski anty-CERN i światło jaśniejsze niż Słońce

https://www.youtube.com/watch?v=Vp8Zw1bqDBY

Opublikowany 4 cze 2019
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 1123
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 72
x 76
Podziękował: 2202 razy
Otrzymał podziękowanie: 2575 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: św.anna » czwartek 06 cze 2019, 14:32

Tajemnica tajemnic ;)
12697379_1047052792040070_4364003865660131760_o.jpg
12697379_1047052792040070_4364003865660131760_o.jpg (86.82 KiB) Przejrzano 533 razy
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 1123
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 72
x 76
Podziękował: 2202 razy
Otrzymał podziękowanie: 2575 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: św.anna » sobota 22 cze 2019, 21:13

Daniel Pawłowski - włocławski artysta. To już znaczące nazwisko na polskim rynku sztuki

Obrazy Daniela Pawłowskiego biją rekordy na polskim rynku aukcyjnym sztuki. Ostatnia praca "Lilia w ciemności" została wylicytowana za 48 tys. złotych. Artysta mieszka i tworzy we Włocławku.

Te nazwiska są doskonale znane kolekcjonerom sztuki, nie tylko w Polsce - Wojciech Fangor, Magdalena Abakanowicz, Tadeusz Kantor, Henryk Stażewski. Do tych najdroższych artystów, których dzieła osiągają na aukcjach najwyższe ceny, w kategorii młoda sztuka należy także włocławianin Daniel Pawłowski. Ostatnio jego obraz "Lilia w ciemności", olej na płótnie, w Sopockim Domu Aukcyjnym został wylicytowany za 48 tysięcy złotych. - To największa transakcja na polskim rynku aukcyjnym młodej sztuki - podkreśla Marlena Szumska, menager artysty z Białegostoku.

Daniel Pawłowski, jak wynika z raportu artinfo.pl, znajduje się w czołówce artystów młodego pokolenia, obok Sandry Arabskiej, Adam Bakalarza, Wojciecha Brewki i Ady Pluchy.

Na obrazy włocławianina kolekcjonerzy sztuki czekają w długiej kolejce, bo jeden powstaje nawet kilka miesięcy. Obecnie, jak zdradziła nm menadżerka artysty, na liście oczekujących jest ponad sto osób.

Daniel Pawłowski przyznaje skromnie: - Od kiedy pamiętam, stawiałem sobie poprzeczkę wysoko i detal to coś co kochałem w malarstwie. Już pierwsze obrazy potrafiłem dłubać miesiącami, kiedy inni kończyli je w ciągu kilku godzin. W twej kwestii nie uznawałem i nie uznaję kompromisów.

Ukończył nie malarstwo, lecz ochronę dóbr kultury

Daniel Pawłowski ukończył Liceum Marii Konopnickiej we Włocławku (zaczynał w klasie biologiczno-chemicznej, maturę zdawał z historii w wersji rozszerzonej) i Wydział Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, ale nie malarstwo, lecz ochronę dóbr kultury. Dlaczego nie malarstwo? - Na tym etapie życia próbowałem myśleć praktycznie i posiąść jakiś konkretniejszy zawód - wyjaśnia artysta.

Ale na studiach dużo malował. I spędzał przed sztalugami mnóstwo czasu, przypuszcza, że dużo więcej niż rówieśnicy na kierunkach malarskich. Ale jego pierwszym nauczycielem i przewodnikiem po świecie sztuki był Waldemar Biliński, który prowadził we Włocławku pracownię plastyczną dla dzieci i młodzieży, ucząc kreatywności i wskazując na nieograniczone możliwości w doborze tematu i techniki.

Zbliżył rzeźbę do malarstwa i odwrotnie

Krytycy sztuki podkreślają, że prace Daniela Pawłowskiego są niezwykle charakterystyczne, że wynikają z fascynacji antykiem. - Już od najmłodszych lat, antyk był moim ulubionym tematem na historii, a sięgając po gry komputerowe czy filmy, nie potrafiłem oprzeć się tym z mitologią antyczną w tle - zdradza 29-letni artysta.

W wypowiedziach na temat twórczości Daniela Pawłowskiego pojawiają się też odniesienia do sztuki Leonardo oraz Il Divino. - To właśnie jemu (Pawłowskiemu- przyp. red). udało się zbliżyć rzeźbę do malarstwa i odwrotnie, bardziej niż kiedykolwiek przedtem - czytamy na blogu historyka sztuki Anny Rudnickiej "Sztuka jest kobietą". - I z pewnością sam Leonardo oraz Il Divino zgodzili by się ze mną w tej kwestii, bo patrząc na jego obrazy można mieć trudności z odgadnięciem, czy są one bliższe jednemu, czy może bardziej podążają w kierunku tego drugiego.

Serce oddał dawno temu Rembrandtowi

Artystyczni mentorzy 29-letniego włocławianina? - Serce oddałem dawno temu jednemu - Rembrandtowi - mówi Daniel Pawłowski. - Z polskich artystów już od dziecka odczuwałem więź z Malczewskim. W miarę dojrzewania pojawiła się fascynacja Beksińskim. Jednak największy wpływ na obecny kształt mojej twórczości wywarł austriacki artysta czeskiego pochodzenia, Peter Gric. Mimo, iż nasze prace można nijako ze sobą porównywać, to otworzył mi on oczy na potęgę wykorzystania tekstury w procesie tworzenia obrazu.
O sobie 29-letni włocła-wianin mówi skromnie : - Póki co, jestem na początku drogi.
Najważniejsze jednak, że na tej drodze już pozostawił znaczący ślad.

https://pomorska.pl/daniel-pawlowski-wl ... r/13453911

Obrazek
„Sacramentum..”
Obraz olejny na płótnie. 50 x 50 cm


Obrazek
„Victoria..”
Obraz olejny na płótnie. 150 x 100 cm


Obrazek
„Jestem winien Duszę..”
Obraz olejny na płótnie. 150 x 100 cm.


Obrazek
„Lilia w ciemności..”
Obraz olejny na płótnie. 70 x 90 cm.


Obrazek
„Utracony czas..”
Obraz olejny na płótnie. 50 x 50 cm.


Obrazek
„W objęciach samotności..”
Obraz olejny na płótnie. 60 x 90 cm


Obrazek
„Na granicy..”
Obraz olejny na płótnie. 60 x 80 cm.


http://pawlowskiartist.com/index.php/malarstwo/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 11119
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 574
Podziękował: 21236 razy
Otrzymał podziękowanie: 18231 razy

Re: Tajemnice ukryte w obrazach.

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 11 lip 2019, 21:45

Bóg i miłość w malarstwie Andrzeja Kalety

https://www.youtube.com/watch?v=7aP40zXJU1s

Nadawane na żywo 9 godzin temu
0 x



ODPOWIEDZ