Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

FELIETONY I OPOWIADANIA

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 919
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 68
x 55
Podziękował: 1869 razy
Otrzymał podziękowanie: 2073 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » wtorek 24 paź 2017, 19:41

Wiele z tych naukowych bzdetów powstało w dużej mierze na skutek prac "badawczych" Alfreda Kinseya.
Długo by o nim pisać, bo to ważna postać jest, i może napiszę kiedyś na jego temat osobny post. W każdym razie, ten sponsorowany przez Reockefelera badacz, opublikował po II wojnie światowej raporty na temat seksualności mężczyzn i kobiet. Badania okazały się niereprezentatywne, a mimo to wielu zaczęło się na nie powoływać. W jednym z tych raportów (chyba tym, dotyczącym kobiet) jest fragment poświęcony seksualności dzieci - i już sam ten fakt, stawia pytanie o to, w jaki sposób udało się tego typu dane uzyskać. Poza tym, sam Kinsey wyrażał pogląd, że pedofilia może korzystnie wpływać na rozwój dziecka..
W swoim Instytucie zaś prowadził, powiedzmy archiwum (bogate), w którym gromadził historie z życia seksualnego różnych, b. często - bardzo ważnych osób. Po co to czynił można się tylko domyślać, ale najprwdopodobniej chodziło mu zwyczajnie o posiadanie "haków".
Oczywiście, gdy w grę wchodzą duże pieniądze, "naukowa" podbudowa, i całe grono dewiantów - prędzej, czy później dochodzi do próby wprowadzenia korzystnych dla nich zmian w prawie, o zmianach w ogólnej świadomości (za pomocą zaprzyjaźnionych mediów) nie wspominając.

Chyba rzeczywiście napiszę kiedyś coś więcej, bo to ważne i ciekawe.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8853
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 444
Podziękował: 17276 razy
Otrzymał podziękowanie: 15044 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 29 paź 2017, 18:14

Dziennikarz brutalnie zamordowany w centrum Warszawy
Autor: Wiadomości Pikio - Paź 29, 2017

O przypadkach tajemniczych zgonów dziennikarzy słyszymy najczęściej, przeglądając wiadomości zza naszej wschodniej granicy. Dlatego też ta śmierć w tak silny sposób wstrząsnęła krajowymi mediami. Młody dziennikarz w tajemniczych okolicznościach zmarł w centrum Warszawy.

Marcin Prażmowski miał 38 lat. Przez pewien czas pisał dla tygodnika Express Sochaczewski. Pracował również w wydawnictwie powiązanym z magazynem Reporter i newsbook.pl. W stolicy pisał m.in. do Głosu Stolicy.

Dziennikarz został znaleziony 16 września pod PKiN-em. Leżał w kałuży krwi. Według oficjalnej wersji – spadł z ławki i… rozbił sobie głowę. Po dwóch dniach zmarł w szpitalu.

Tajemnicze okoliczności

Sprawa śmierci Prażmowskiego pełna jest nieścisłości. Do teraz nie wiadomo, dlaczego rodzina dziennikarza dowiedziała się o jego zgonie dopiero… 3 października. Mało tego – informację o śmierci mężczyzny funkcjonariusze przekazali sąsiadom jego rodziców. Dopiero ci bezpośrednio przekazali smutne wieści rodzicom Prażmowskiego.

Matka dziennikarza, Janina Prażmowska, zidentyfikowała ciało syna. Jak poinformowała w rozmowie z newsbook.pl, było ono w stanie zaawansowanego rozkładu. Co więcej, widać było na nim ślady… duszenia, co wskazuje na brutalne morderstwo.

Problemy z monitoringiem

Rodzina dziennikarza zwróciła się do policji z prośbą o dostęp do monitoringu z miejsca zdarzenia. Co zaskakujące, funkcjonariusze zabezpieczyli jedynie nagrania z dworca centralnego. Tamtejsza kamera rzeczywiście uchwyciła chwilę, w której Prażmowski siedział na ławce pod PKiN-em. Towarzyszyła mu inna osoba. Kamera zacina się jednak w momencie, kiedy dziennikarz zostaje potencjalnie zaatakowany.

Rodzina w żałobie

Bliscy Prażmowskiego nie mogą pogodzić się z jego śmiercią. Są bardzo podejrzliwi wobec działania policji i prokuratury. Podejrzewają, podobnie jak wiele innych osób, że mężczyzna został brutalnie zamordowany. Według Eweliny, siostry dziennikarza, zajmujący się sprawą policjant Paweł W. sprawiał wrażenie zmieszanego, kiedy dowiedział się, jaki zawód wykonywał Prażmowski.

źródło: newsbook.pl
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 21 lis 2017, 14:21

za kulisami...


http://alexjones.pl/aj/aj-polska/aj-pub ... swietnosci




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 919
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 68
x 55
Podziękował: 1869 razy
Otrzymał podziękowanie: 2073 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » środa 22 lis 2017, 20:18

Od komuny aż do kleru – wszyscy wytresowani

Po Marszu Niepodległości w Warszawie w „prasie międzynarodowej”, to znaczy – żydowskich gazetach, wydawanych gwoli duraczenia dla mniej wartościowych narodów tubylczych ukazały się publikacje o 60 tysiącach „nazistów”. Zaprotestowało przeciwko nim Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela, które do „nazistów” ma chyba specjalnego nosa, skoro potrafi ich rozpoznać po zapachu nawet z odległości tylu tysięcy mil. Wyrazy niesmaku złożył Grzegorz Schetino, podczas gdy pan Rysio z Nowoczesnej swoim zwyczajem zapowiedział donos, podobnie jak pan Jonny Daniels, co to prezentuje się zdumionemu światu jako „dumny Żyd polskiego pochodzenia”. Roman Giertych skrytykował uczestników Marszu za „nacjonalizm”, co w ustach byłego wodza Młodzieży Wszechpolskiej ma niezamierzony akcent komiczny, ale czegóż to ludzie nie robią, pragnąc wejść na Salony, zaś JE abp Stanisław Gądecki i prezes Kaczyński wyrazili przypuszczenie, że okrzyki i hasła uznane za „rasistowskie” były dziełem „prowokatorów”. Wszystko to oczywiście być może, bo prowokacja policyjna jest u nas – podobnie zresztą, jak w wielu innych kulturalnych krajach, zjawiskiem legalnym i stosowanym nagminnie. Nie o to jednak chodzi, bo znacznie ważniejsze jest to, że wszystkie wymienione wyżej osoby i środowiska bez najmniejszych zastrzeżeń stanęły na nieubłaganym gruncie politycznej poprawności, akceptując tym samym władzę jakiegoś Sanhedrynu, który uzurpuje sob ie prawo dekretowania, co ludziom wolno myśleć, a co zostanie uznane za „myślozbrodnię”. Tego Sanhedrynu oczywiście „nie ma”, podobnie, jak WSI, czy izraelskiej broni jądrowej – ale w takim razie – skąd właściwie wiadomo, co wolno myśleć, a jak już nie wolno?

Rzecz w tym, że Polska, podobnie jak inne kraje członkowskie ONZ, ratyfikowała Międzynarodowe Pakty Praw Człowieka i to jeszcze za komuny – ale nie opublikowała ich w „Dzienniku Ustaw”. Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela w Polsce, do którego w latach 70-tych miałem zaszczyt należeć, domagał się opublikowania ich w „Dzienniku Ustaw”, żebyśmy mieli dowód, iż stosowane przez ówczesna władzę ograniczenia wolności słowa mają charakter nielegalny, żeby nie powiedzieć – przestępczy. Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 deklaruje prawo każdego człowieka do posiadania własnych poglądów i do swobodnego ich wyrażania, zauważając tylko, że korzystanie z tego prawa wiąże się z pewną odpowiedzialnością, w związku z czym może ono podlegać pewnym ograniczeniom, które są niezbędne w celu poszanowania praw i dobrego imienia innych, ochrony bezpieczeństwa państwowego, porządku publicznego albo zdrowia i moralności publicznej. Ten Pakt jest obowiązującym elementem wewnętrznego prawa polskiego i organy państwowe nie mogą tych ograniczeń interpretować rozszerzająco, bo mają one charakter wyjątków od zasady. Okoliczność, że na przykład panu Danielsowi jakaś opinia wydaje się „rasistowska” nie ma tu nic do rzeczy, chociaż oczywiście ma on prawo składać tyle donosów, ile dusza zapragnie. Zresztą „rasizm” - cokolwiek by to miało znaczyć – jest poglądem – mniejsza czy słusznym, czy niesłusznym, więc rasiści mają prawo takie poglądy głosić, podobnie jak inni – wszystkie inne poglądy. Wolność słowa bowiem obejmuje możliwość głoszenia poglądów niesłusznych – na przykład takich, jak zaprezentowany na Marszu Niepodległości pogląd, że „Europa będzie albo biała, albo bezludna”. To wydaje się oczywistą nieprawdą, bo jeśli w Europie zabrakłoby ludzi białej rasy, to taki atrakcyjny kontynent zostałby niezwłocznie zaludniony przez licznych reprezentantów innych ras – bo rasy przecież istnieją, wbrew niesłusznemu poglądowi, głoszonemu przez postępowych mikrocefali, jakoby na świecie istniała tylko „jedna rasa, ludzka rasa”. Ludzki to jest gatunek, w którego obrębie funkcjonują rozmaite rasy, które różnią się od siebie pod wieloma względami, więc niby w imię czego nie można by o takich oczywistych i powszechnie znanych faktach mówić publicznie? W tej sytuacji dobrze byłoby, gdyby nasi Umiłowani Przywódcy się opamiętali i wyemancypowali się spod kurateli Sanchedrynu, którego, jak wiadomo, „nie ma” - bo inaczej wolność słowa zacznie stopniowo zanikać, a dyskurs publiczny – więdnąć z braku autentyczności, bo rozmowa polegająca na recytowaniu przez rozmówców dozwolonych mantr traci jakikolwiek sens.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4077
0 x



Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2058
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 136
Podziękował: 1181 razy
Otrzymał podziękowanie: 4307 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: sandra » piątek 15 gru 2017, 12:35

NIE ZAŁKAM PO TVN-IE
Rafał Ziemkiewicz 15 grudnia (10:11) 2017

Kara nałożona przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na TVN za stronnicze relacjonowanie przez TVN-24 zeszłorocznego "ciamajdanu" wzbudziła falę krytyki – co ciekawe, najintensywniejszej po "pisowskiej" stronie debaty publicznej.
"Idiotyzm", "nadgorliwość", "fatalny prezent dla Morawieckiego"… partyjny pijar z punktu uznał za stosowne od nałożonej kary się odciąć, podpatrzoną u poprzedników metodą wypuszczając plotkę, że "Donald…", to jest, pardon, tym razem Jarosław "się wściekł", że "polecą głowy" i tak dalej.
A zwrócenie przez KRRiTV uwagi na fakt, który powinien być wszystkim znany, że kara nie ma charakteru bezwzględnego, TVN może odwołać się od niej, przedstawiając swoje racje, najpierw do samej KRRiTV, a jeśli z jej decyzji będzie niezadowolona – do sądu, ogłoszono w mediach "pękaniem" Rady, która jakoby sama się "wycofuje się rakiem" z własnej decyzji, co ma być kolejnym dowodem, jaka to była głupota i nadgorliwość.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/news-nie ... ign=chrome
http://fakty.interia.pl/opinie/news-nie ... Id,2478290
Ostatnio zmieniony piątek 15 gru 2017, 12:51 przez sandra, łącznie zmieniany 1 raz.
0 x



Awatar użytkownika
Jancio
Posty: 836
Rejestracja: wtorek 16 sie 2016, 18:18
x 2
x 30
Podziękował: 570 razy
Otrzymał podziękowanie: 998 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Jancio » piątek 15 gru 2017, 12:50

poprostu KRRITV nie ma rozesznania Gdyby udeżyli w Niemiecki kapitał to nie było problemu, a skoro uderzyli w Amerykańskio to otwierja kolejny front walki Może nie sa zdążajacy za kapitałem
0 x


Podążając za stadem podążasz za dupkami.
Warto być przyzwoitym

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 919
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 68
x 55
Podziękował: 1869 razy
Otrzymał podziękowanie: 2073 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » poniedziałek 08 sty 2018, 18:15

Z perspektywy polskiej i kosmicznej

Koniec starego roku i początek nowego. Starożytnym Rzymianom, którzy przejętej od Greków religii nadali charakterystyczny dla nich formalizm, ta zbieżność nasunęła pomysł, że tym dniem musi opiekować się specjalne bóstwo, o obliczach skierowanych zarówno ku przeszłości, jak i ku przyszłości. Tak narodził się dwulicowy Janus, będący zarazem opiekunem wszystkich przejść, bram, drzwi i mostów. Od jego imienia wziął również nazwę pierwszy miesiąc roku: januarius. Nawiasem mówiąc, w łacińskich nazwach miesięcy odbija się historia Rzymu. Początkowo miesięcy było tylko dziesięć i dlatego wrzesień nosi nazwę „septembra”, czyli „siódmego”, październik - „octobra”, czyli „ósmego”, listopad - „novembra”, czyli „dziewiątego”, a grudzień - „decembra”, czyli dziesiątego. Poprzednie miesiące zapożyczały nazwy od imion bóstw poczynając od februariusa, który zawdzięczał są nazwę odbywanym wtedy właśnie obrzędom oczyszczającym (februa), ale te obrzędy wywodzą swoją nazwę od Feba, czyli Apollina. Nawiasem mówiąc, w czasach saskich popularny był w Polsce wierszyk wielkanocny treści następującej: „Jak Febus jasny wychodzi z podcienia, tak Jezus Chrystus z grobu, spod kamienia. Śliczna lilija w ogródku rozkwita, Panna Maryja z Jezusem się wita...” - i tak dalej. Te obrzędy poprzedzały nowy rok, rozpoczynający się w marcu, który nazwę swoją zawdzięcza Marsowi, bogowi wojny. Aprilis pochodzi od Afrodyty, maius – od Mai, a czerwiec, czyli iunius – od Junony. Początkowo pierwszym miesiącem roku był marzec i 15 marca, czyli w idy marcowe, swoje urzędowanie rozpoczynali konsulowie. Ale w roku 153 przed Chrystusem przesunięto ten termin o dwa i pół miesiąca wstecz i w ten sposób na początkowy miesiąc roku awansował januarius. Za Juliusza Cezara nasz lipiec nazwano „julius”, a za Oktawiana sierpień - „augustus”. W ten sposób kalendarz mniej więcej odpowiadał okresowi roku astronomicznego, to znaczy – okresowi, w którym Ziemia wykonuje pełny obrót wokół Słońca. Ale oprócz roku słonecznego mamy jeszcze tzw. rok galaktyczny, to znaczy okres, w którym Układ Słoneczny, usytuowany w jednym z ramion galaktyki Drogi Mlecznej, wykonuje pełny obrót wokół galaktycznego centrum. Pędząc z szybkością 250 km na sekundę potrzebuje na jeden pełny obieg około 250 milionów lat ziemskich. Biorąc tedy pod uwagę lata galaktyczne, Ziemia jest zaledwie pełnoletnia, bo liczy sobie zaledwie 18 galaktycznych lat. A przecież Droga Mleczna też nie stoi w miejscu, tylko pędzi z prędkością ponad 2 milionów kilometrów na godzinę w kierunku centrum skupiska galaktyk, którą astronomowie zapatrzeni w gwiezdne mrowie nazywają „supergromadą lokalną”. Przewidują oni, że za 3 miliardy lat dojdzie do zderzenia Drogi Mlecznej z sąsiadującą z nią Mgławicą Andromedy. Co z tego wyniknie – trudno zgadnąć, ale jedno jest pewne, że pozostało nam jeszcze trochę czasu, który – jak nakazuje nowa, świecka tradycja - możemy poświęcić rozpamiętywaniu najważniejszych wydarzeń mijającego roku i wysnuć z nich prognozy na rok nadchodzący.

Akomodując się tedy do tej nowe, świeckiej tradycji, wskazałbym na pięć wydarzeń, które odcisnęły swoje piętno na sytuacji naszego nieszczęśliwego kraju i mogą zaważyć na biegu wydarzeń w najbliższej przyszłości. Pierwsze – to felonia, jakiej dopuścił się pan prezydent Duda wobec swego wynalazcy, czyli prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Felonia wywodzi się ze Średniowiecza i oznacza wiarołomstwo, jakiego dopuszczał się niekiedy wasal w stosunku do swego suzerena. Wtedy mogło to skutkować odebraniem lenna, ale konstytucja, którą pod Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie spożywali w wigilię Obywatele Rzeczypospolitej, takiej możliwości w stosunku do prezydenta nie przewiduje, toteż pozycja prezesa Kaczyńskiego wskutek tego osłabła, jakby mu ktoś odrąbał jedną nogę. Ale i pan prezydent jakby trochę przestraszył się własnej odwagi, bo zapewne sam zrozumiał, albo ktoś starszy i mądrzejszy mu wytłumaczył, że jeśli spali wszystkie mosty przez które zachowywał łączność z PiS-em, to będzie skazany wyłącznie na auxilia starych kiejkutów, a to może okazać się dla niego gorsze od śmierci. Toteż pan prezydent dokazuje, a jakże – ale jakby w granicach normy. Mamy zatem dwie możliwości; albo pan prezydent mosty spali, albo nie. Jeśli podczas zapowiadanej po Trzech Królach „głębokiej rekonstrukcji rządu” odejdzie złowrogi minister Antoni Macierewicz, to będzie to nieomylny znak, że prezes Kaczyński cofa się na całej linii, a pan prezydent też idzie na całość. Jeśli nie, to będzie znaczyło, że utarł się jakiś kompromis.

Drugim wydarzeniem jest lipcowa wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie, dokąd przybył na Forum Państw Trójmorza. Podczas konferencji prasowej prezydent Trump oświadczył, że projekt Trójmorza bardzo mu się podoba i USA będą go „wspierały”. Myślę, że ta deklaracja prezydenta Trumpa uruchomiła w Berlinie dzwonek alarmowy, bo ewentualna realizacja projektu Trójmorza zagraża trzem żywotnym niemieckim interesom: podważa, być może nawet w sposób trwały, niemiecką hegemonię w Europie, blokuje projekt budowy IV Rzeszy, w który Niemcy tyle już zainwestowały, no i stwarza krajom Europy Środkowej szansę strząśnięcia więzów nałożonych na nie przez niemiecki projekt Mitteleuropa z roku 1915. Dlatego też Niemcy zrobią wszystko, by do realizacji tego projektu nie doszło, a najprostszym tego sposobem jest doprowadzenie do przesilenia politycznego w Polsce i zmiany rządu na taki, który Polskę z tego projektu wycofa, a Trójmorze bez udziału Polski nie ma sensu.

Toteż nic dziwnego, że przy niemiecko-francuskiej zachęcie (następnego dnia po ostatnim szczycie UE Nasza Złota Pani i francuski prezydent Macron oświadczyli, ze będą „wspierali” Komisję Europejską w jej walce o praworządność i demokrację w Polsce), Komisja Europejska zdecydowała o rekomendowaniu zastosowania wobec Polski słynnego art. 7 traktatu o Unii Europejskiej. Jeśli Rada Europejska zdecydowałaby o jego zastosowaniu, Polsce groziłoby czasowe odebranie prawa głosu w organach UE, a nawet dotkliwe sankcje finansowe. Wprawdzie taka decyzja wymaga jednomyślności, a Węgry zadeklarowały, iż nie poprą żadnego wrogiego wobec Polski posunięcia na terenie UE, ale skoro Komisja podjęła swoją decyzję i nawet wyznaczyła Polsce 3-miesięczny termin ultimatum, to być może tamtejsi krętacze znaleźli kruczek umożliwiający obejście warunku jednomyślności przy pozorach legalności. O tym, jak jest, przekonamy się już na wiosnę, a może nawet wcześniej.

Czwartym wydarzeniem jest decyzja amerykańskiego Senatu o zatwierdzeniu Aktu nr 447, dotyczącego realizacji żydowskich roszczeń majątkowych przez kraje, które w roku 2009 lekkomyślnie wzięły udział w konferencji pod tytułem „Mienie ery holokaustu” w Pradze. Jeśli ten Akt stanie się obowiązującą w USA ustawą, władze tego kraju zyskają pozory legalności do wywierania na kraje Europy Środkowej, a więc i na Polskę, rozmaitych form nacisku z sankcjami włącznie. Takie rzeczy można ewentualnie robić wrogom, ale nie sojusznikowi, który w ramach NATO udostępnia Stanom Zjednoczonym swoje terytorium dla potrzeba amerykańskiej globalnej rozgrywki z Rosją, ryzykując w razie czego zniszczenie tego terytorium ze wszystkim, co na nim jest. Niestety reakcja Polska jest taka, jakby to niebezpieczeństwo nikogo nie obchodziło. Widać to nie tylko po braku jakiejkolwiek reakcji ze strony rządu i opozycji, ale również po reakcji niezależnych mediów, które unisono nabrały wody w usta. Może to być poszlaka, że jakieś decyzje już zapadły, ale jeśli tak, to by oznaczało, że „dobra zmiana” zakończyć się może wepchnięciem mniej wartościowego narodu tubylczego w żelazny uścisk jerozolimskiej szlachty, od której łatwo się nie uwolnimy.

Czy pozostaje z tym w jakimś przyczynowym związku wydarzenie piąte – to zostanie nam objawione w stosownym czasie. Mam oczywiście na myśli decyzję prezydenta Trumpa o przeniesieniu amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy, co oznacza uznanie przez USA de facto i de iure tego miasta za stolicę Izraela. Nietrudno było się domyślić, że ta decyzja rozjuszy cały świat muzułmański, ale skoro tak, to prezydent Trump chyba właśnie tego chciał. A dlaczego? Pewnie dlatego, że w stanie takiego rozjuszenia muzułmanie mogą zrobić coś okropnego, co dostarczy pretekstu, by podgarnąć ich na kupkę i przykładnie wymłócić. Chodzi zwłaszcza o Iran, który od pewnego czasu budzi niepokój w bezcennym Izraelu. Program wymłócenia może oczywiście zakończyć się wesołym oberkiem, ale może się tak nie zakończyć, bo z wojną to wiadomo tylko, a i to nie zawsze, jak się zaczyna, ale nigdy nie wiadomo, jak się skończy. Toteż Senat USA mógł zatwierdzić ten Akt 447 na wypadek, gdyby jednak coś poszło nie tak i bezcenny Izrael trzeba by szybko przenosić w jakiś inne miejsce.

Jak widzimy, rok 2018 może zapoczątkować nadejście tak zwanych „ciekawych czasów” - ale niezależnie od tego, jak rozwiną się wypadki zapoczątkowane przedstawionymi wydarzeniami, Ziemia nadal będzie krążyła wokół Słońca, które, wraz z całym Układem Słonecznym, będzie pędziło z szybkością 250 kilometrów na sekundę wokół centrum Drogi Mlecznej, która z kolei z szybkością dwóch milionów kilometrów na godzinę będzie pędziła w kierunku „supergromady lokalnej” z każdą chwilą zbliżając się do Mgławicy Andromedy, by za 3 miliardy ziemskich lat się z nią zderzyć. Jak widzimy, ocena stopnia dramatyzmu wydarzeń zależy od perspektywy – a z perspektywy kosmicznej nie mają one żadnego znaczenia.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4109
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8853
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 444
Podziękował: 17276 razy
Otrzymał podziękowanie: 15044 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 12 sty 2018, 22:14

OTWARTYM TEKSTEM (ODC.103/1) - PAWEŁ NOWACKI MÓWI O DYMISJI MACIEREWICZA: TO WSTRZĄSAJĄCE!

https://www.youtube.com/watch?v=_kZNPh3vnBU

Opublikowany 11 sty 2018
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 02 lut 2018, 07:57

Stanisław Michalkiewicz...


http://prawy.pl/65127-po-ultimatum-departamentu-stanu/




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 9662
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 25
x 362
Podziękował: 18135 razy
Otrzymał podziękowanie: 13726 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » sobota 17 lut 2018, 11:49

Nawyk bycia sobą

Do pewnego znanego mistrza sztuk walki przyszedł człowiek i powiedział, że jest wielkim tchórzem, prosi więc, aby nauczyć go męstwa. Mistrz spojrzał na niego i oznajmił swoją decyzję:

- Będę cię uczył dopiero wtedy, gdy spędzisz miesiąc w wielkim mieście i przez ten czas będziesz każdego dnia każdemu napotkanemu człowiekowi głośno, otwarcie, patrząc mu w oczy oświadczał, że jesteś tchórzem.

Człowiek bardzo się zmartwił – zadanie wydawało się niewykonalne.
Przez kilka dni myślał intensywnie o słowach mistrza, pozostając w wielkiej konsternacji, lecz życie z własnym tchórzostwem było tak bardzo nie do wytrzymania, że człowiek w końcu udał się do wielkiego miasta, by wykonać polecenie mistrza…

Początkowo człowiek na widok innych ludzi truchlał i tracił mowę, ale świadom celu, by sprostać wymaganiom mistrza, pokonywał własny strach i wstyd.
Za każdym razem jego głos brzmiał coraz wyraźniej i pewniej, gdy opowiadał przechodniom o swoim tchórzostwie.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym człowiek zdał sobie sprawę, że już się więcej nie boi i im dłużej wykonywał polecenie mistrza, tym bardziej był pewien, że strach go opuścił…

Minął miesiąc. Człowiek powrócił do mistrza, ukłonił mu się nisko i szczerze wyznał:

- Dziękuję ci. Wykonałem to, co mi poleciłeś. Nie czuję już strachu.
Powiedz tylko, skąd wiedziałeś, że to dziwne zadanie mi pomoże?

- Chodzi o to, - uśmiechnął się mistrz, - że obserwując siebie przez wiele lat, zrozumiałem, iż odwaga czy tchórzostwo – to jedynie nawyk.

Dlatego też, burząc stereotyp, można osiągnąć to, co ty osiągnąłeś.
Teraz już wiesz, że męstwo to też nawyk, skieruj zatem wysiłki w kierunku uczynienia z niego części ciebie.
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2058
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 136
Podziękował: 1181 razy
Otrzymał podziękowanie: 4307 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: sandra » piątek 02 mar 2018, 15:05

POLITYKA SYMBOLICZNA
Ziemkiewicz Rafał Ziemkiewicz
Nowelizacja ustawy o IPN to kolejna już polityczna akcja, przebiegająca według arcypolskiego schematu:
najpierw się nadymamy, potrząsamy piąstką i odgrażamy, że z tego, co się słusznie należy, "nikt nam nie weźmie nic", że "nie oddamy ani guzika" - a potem, w zderzeniu z twardą rzeczywistością, tracimy nie tylko wszystkie guziki, ale i całe gacie na dokładkę.
Bezpośrednio po niespodziewanym ataku polityków izraelskich, PiS demonstracyjnie, ekspresowo przegłosował zakwestionowaną ustawę w Senacie, a Prezydent równie szybko ją podpisał - po czym, upoiwszy się własną odwagą i zarazem przestraszywszy jej skutków, jak nagle otrzeźwiały pijak albo dziecko, do którego dopiero poniewczasie dotarła świadomość konsekwencji okazanego uporu, zaczął się PiS z wcześniej manifestowanej stanowczości wycofywać rakiem.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiew ... ign=chrome
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 9662
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 25
x 362
Podziękował: 18135 razy
Otrzymał podziękowanie: 13726 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » piątek 02 mar 2018, 16:20

Ziemkiewicz pali głupa?
przecież to idzie wg planu.
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2058
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 136
Podziękował: 1181 razy
Otrzymał podziękowanie: 4307 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: sandra » piątek 02 mar 2018, 16:28

Ziemkiewicz jest zdeklarowanym Narodowcem ale często idzie pod prąd narodowców, a czy pali głupa...nie mam zdania ;)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 06 kwie 2018, 19:05

0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 07 kwie 2018, 05:17

Drapieżna ręka sięga coraz dalej – Stanisław Michalkiewicz


Aktualizacja: 2018-04-4 7:33 pm

Szanowni Państwo!

Od dawna powtarzam, że pan Seweryn Blumsztajn jest bardziej szczery od swoich kolegów. Tamci przeważnie ukrywają się za górnolotnymi frazesami, które robią takie wielkie wrażenie na mikrocefalach, co to myślą, że to wszystko naprawdę, a pan Seweryn Blumsztajn zawsze wychlapie wszystko, co tam ma na języku. Nie są to oczywiście jakieś smakowitości, co to, to nie. Smakowitości z języka pana Seweryna Blumsztajna nawet najbardziej odpornego człowieka mogłoby przyprawić o torsje – ale co prawda, to prawda; nie są to wprawdzie rzeczy smakowite, ale za to szczere. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Zresztą chociaż ludzie rosną razem z krajem, towarzyszą temu procesowi znane z czasów Edwarda Gierka tak zwane „trudności wzrostu”. Wzrost, jak zresztą wszystko inne, upadek też, kosztuje, więc czasy są ciężkie i nie ma co grymasić.

Dlaczego pan Seweryn Blumsztajn jest bardziej szczery od innych, na przykład od swoich kolegów z „Gazety Wyborczej” – mniejsza w tej chwili o to, bo ważniejsze jest to, co mu się w chwili szczerości z otworu gębowego wypsnęło. A wypsnęła mu się deklaracja, że jeśli sprawa nowelizacji ustawy o IPN ma się posunąć do przodu, to „musi zostać przyjęta żydowska opowieść o Holokauście.” No dobrze,w to już wiemy, ja sprawę załatwić i w ten sposób uchronić nasze „interesy strategiczne” wobec naszego Najważniejszego Sojusznika. Ale jaka właściwie jest ta „żydowska opowieść o Holokauście”? Aaaa, to zależy od etapu, który pociąga za sobą odpowiednie mądrości. Jeśli trzeba napiętnować winowajcę, niechby nawet zastępczego, to wtedy liczba ofiar holokaustu może rosnąć w postępie geometrycznym, a jeśli trzeba winowajcę zastępczego raczej wyszlamować, to znowu będzie rosła liczba „ocalałych”, których trzeba by „wspierać” i w ogóle. Dlatego strona żydowska podniosła taki klangor, kiedy mniej wartościowy naród tubylczy zapragnął użyć tego samego narzędzia gwoli chronienia własnej reputacji. Zostało to uznane nawet przez naszego Najważniejszego Sojusznika za zamach na żydowski monopol na ustalanie prawdy historycznej i wszelkiej innej Ciekawe, czy panu redaktorowi Wildsztajnowi też przekazano podobną instrukcję? Wykluczyć się tego nie da, bo oto cały obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm z podwiniętymi ogonami będzie nowelizował dopiero co znowelizowaną ustawę o IPN, podobnie jak wszystkie inne.

Najwyraźniej PiS w tej sytuacji przestał już być uważany za groźnego wroga, bo oto pojawiła się zupełnie nowa inicjatywa. Oto grono sygnatariuszy, o których za chwilę, wystosowało list do przeora Jasnej Góry protestując przeciwko zapowiedzianej na 14 kwietnia pielgrzymce środowisk narodowych. W odróżnieniu od pana red. Blumsztajna, u którego co w głowie, to zaraz na języku, sygnatariusze protestu sprytnie chowają się za górnolotnymi frazesami, spoza których jednak przebija totalniackie pragnienie dyktowania wszystkim i każdemu z osobna swoich politycznych i ideologicznych gustów. Bo wśród sygnatariuszy są ludziska znani jeszcze z dawnych czasów, z czasów głębokiej komuny, kiedy to ćwierkali z całkiem innego klucza. Ot, weźmy taki profesor Jan Woleński, który teraz nawet przypomniał sobie dawne nazwisko Hertrich. Za głębokiej komuny był działaczem Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli, ale kiedy za wolnomyślicielstwo (a jakież to wolnomyślicielstwo mogło rozkwitać pod kierownictwem Partii i SB?), to jednym susem wskoczył do żydowskiego Zakonu Synów Przymierza. No a teraz przyłączył się do robienia porządku na Jasnej Górze, który musi być wolna od narodowców i dostępna tylko dla kosmopolitów. Wśród sygnatariuszy są też organizacje, w rodzaju Obywateli SB, to znaczy pardon – jakiego tam znowu SB, kiedy to są Obywatele RP, no i oczywiście – Otwarta Rzeczpospolita, która do narodowców od lat ma specjalnego nosa. Wśród sygnatariuszy takiego protestu nie mogło zabraknąć pani Magdaleny Środy, no i jej nazwisko figuruje wśród uczonych profesorów.

Kiedy papież Jan Paweł II po raz pierwszy przyjechał do Polski w roku 1979, odwiedził oczywiście Jasną Górę, gdzie powiedział między innymi: „Tutaj zawsze byliśmy wolni”. Najwyraźniej wrogowie naszej wolności też to usłyszeli i zapamiętali. Odczekali cierpliwie 39 lat i najwyraźniej pomyśleli, że już pora sięgnąć drapieżną ręką również tam.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton • Radio Maryja • 5 kwietnia 2018


http://www.bibula.com/?p=100924#utm_sou ... medium=rss




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2058
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 136
Podziękował: 1181 razy
Otrzymał podziękowanie: 4307 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: sandra » piątek 13 kwie 2018, 17:42

CZY IZRAEL JEST GŁUPI?
Rafał Ziemkiewicz
Przez wiele lat ulegaliśmy złudzeniu - "mówię, bom smutny i sam pełen winy" - że Izrael ma szlachetną twarz Szewacha Weissa. To kazało nam wierzyć, że wrogość Izraela, i - szerzej - międzynarodowej żydowskiej opinii wobec Polaków, to kwestia nieporozumień, zaszłości i fałszów, które narosły w czasach, gdy Polski jako niepodległego państwa nie było i nie mogła reagować na zniesławiającą ją sowiecką i niemiecką propagandę.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiew ... ign=chrome
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 14 kwie 2018, 14:32

0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » poniedziałek 16 kwie 2018, 05:55

Do własnego organizmu


Nie bądź mi nigdy wrogiem, kapryśnym tyranem, co się duszy radosnej przeciwstawiać sili. Noś mnie na rękach, ciało jasne i kochane i szanuj mnie nawzajem. A w ostatniej chwili, gdy nas ludzie odstąpią i zgaśnie nadzieja, wspomnij na tę umowę, przyjacielu drogi. Odejdźmy tak łagodnie, jak więdnie spirea, jak cichnie piosenka i jak kochanka serce oddaje – bez trwogi.” - napisała Maria Pawlikowska-Jasnorzewska pod tytułem „Do własnego organizmu”. W jej przypadku organizm umowy nie dotrzymał i podczas wojny umierała na raka w smutnym angielskim mieście Machesterze. W moim przypadku było trochę inaczej; kiedy „w stanie ogólnym ciężkim” zostałem przyjęty na Oddział Ratunkowy warszawskiego, szpitala na Solcu, najpierw zostałem obsztorcowany przez panią doktor za doprowadzenie organizmu do takiego stanu, ale potem zaczęły się rozmaite zabiegi, które organizm najwyraźniej przyjął z wdzięcznością, bo natychmiast zaczął zachowywać się lojalnie.

Nawiasem mówić, pojęcie „stanu ciężkiego” bywa względne. Kiedy po ciężkim sztormie na Atlantyku m.s. „Piłsudski” zawinął wreszcie do Gdyni, ze statku zniesiono na noszach kapitana Mamerta Stankiewicza do czekającej już na nabrzeżu karetki. Przed umieszczeniem w karetce kapitan Mamert Stankiewicz dał ręką znak, że chce coś powiedzieć odprowadzającemu go Karolowi Borhardtowi, który na „Piłsudskim” był pierwszym oficerem. „Znaczy – powiedział – mam nie wyjaśnione dolegliwości żołądka - po czym nastąpiła długa lista innych przypadłości – ale znaczy poza tym jestem zupełnie zdrów!”

Wylądowałem zatem w szpitalu, a ponieważ już wcześniej z powodu pogarszającego się samopoczucia musiałem odwołać swój udział w konferencjach i spotkaniach, wiadomość o tym rozeszła się „z szybkością płomienia”. „W każdym położeniu dziękujcie” - napominał św. Paweł. Wydawać by się mogło, że choroba nie jest akurat specjalnym powodem do wdzięczności, ale jakże tu nie dziękować za dar choroby, kiedy to właśnie ona wywołała eksplozję życzliwości, której echa docierają do mnie z prawie wszystkich kontynentów. Bardzo za to wszystkim dziękuję. „Duszy radosnej” więcej nie trzeba, a i organizm najwyraźniej się dostraja, co dobrze wróży dalszej harmonijnej współpracy.

Tymczasem świat idzie naprzód, czego dowodem była warszawska wizyta niemieckiego owczarka Franciszka Timmermansa, który najwyraźniej – podobnie jak wcześniej uczyniła to Nasza Złota Pani – przyjechał zorientować się, w jaki sposób najlepiej Polskę zoperować. Odbył zatem szereg rozmów, od których właściwie powinien zaczął jeszcze w styczniu 2016 roku, kiedy to Komisja Europejska z jego wybitnym udziałem, wszczęła wobec Polski bezprecedensową procedurę badania stanu demokracji i praworządności. Od razu tedy widać, że o żadną demokrację, ani o żadną praworządność tu nie chodzi, tylko o spacyfikowanie Polski. Wizyta Franciszka Timmermansa miała zatem na celu rozpoznanie, na których folksdojczów może liczyć i do jakich podłości który z nich jest zdolny. Tego zaś u nas nie brakuje, bo polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, chociaż oficjalnie propaguje skrobanki, to jednak dostarcza coraz to nowych pokoleń renegatów. Niedawno z cuchnących betów żydokomuny wyszedł śmierdzący dmuch w postaci protestu przeciwko pielgrzymce, jaką na Jasną Górę mają odbyć środowiska narodowe. Najwyraźniej żydokomuna wśród której znalazł się pan profesor Jan Hertrich-Woleński (kiedyś, za komuny, gdy działał w Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, żydowskiego nazwiska nie używał, widać zapomniał, ale teraz, skoro dla „ocalałych” szykuje się okres dobrego fartu, najwyraźniej musiał sobie przypomnieć) który wraz z panią prof. Magdaleną Środą, wzywa przeora Jasne Góry, żeby narodowców tam nie wpuścił. Najwyraźniej żydokomuna musiała uznać, że już może sięgnąć nawet na Jasną Górę. Ciekawe, że Żydzi, którzy sami organizują się na zasadzie nacjonalistycznej (Loża Zakonu Synów Przymierza przyjmuje tylko osobników z „żydowską tożsamością”), podczas gdy w krajach swego osiedlenia bez litości tępią nacjonalizmy narodów mniej wartościowych. Toteż nawet gdybym nic nie wiedział o polskich narodowcach, na widok listy sygnatariuszy pod wspomnianych protestem, poczułbym do nich odruch sympatii. Wprawdzie od każdej zasady bywają wyjątki, ale pomysł, by na wszystko to, co Żydzi energicznie zwalczają, spojrzeć z odrobiną życzliwego zainteresowania, wcale nie musi być taki głupi.

Po zawetowaniu przez prezydenta Dudę ustawy „degradacyjnej” widać wyraźnie, że on sam jest trzymany na coraz krótszej smyczy przez starych kiejkutów, a wcześniejsze wycofywanie się rządu z uchwalonych niedawno ustaw pokazuje, że PiS został już spacyfikowany. Jeszcze prezes Kaczyński może łudzić swoich wyznawców nadziejami na reparacje wojenne już nie tylko od Niemiec, ale i od Rosji, jeszcze może „dążyć” do wyjaśnienia tajemnicy smoleńskiej, jeszcze może nastawiać pomników prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w każdej miejscowości – ale wygląda na to, że Naszej Złotej Pani, żydowskim organizacjom przemysłu holokaustu i – niestety – również części administracji amerykańskiej, udało się powyrywać PiS-owi kły i pazury, których, mówiąc nawiasem, wcale nie miał tak dużo. W tej sytuacji jedyna nadzieja, że nie dojdzie do najgorszego, to znaczy – do uchwalenia przez amerykański Kongres ustawy, która w Izbie Reprezentantów nosi numer 1226. Ponieważ Naczelnik Państwa, prezydent Duda i rząd zachowują w tej sprawie zagadkowe i niepokojące milczenie, jedyna nadzieja w Polonii Amerykańskiej, że jej desperacki lobbing w tej sprawie okaże się skuteczny. W przeciwnym razie „trup baronowo, grób baronowo, plajta, klapa, kryzys, krach!”

Wracając do własnego organizmu, w którego głos muszę teraz bardziej wsłuchiwać się, niż dawniej, to muszę jeszcze zrobić porządek z sercem. To nie jest łatwe, bo wiadomo, że serce nie sługa, ale konieczne. Wprawdzie Prymas Wyszyński mawiał, że głowa jest wyżej niż serce, ale samą głową Polski kochać się nie da. Serce jest do tego konieczne, chociaż rzeczywiście, jest niżej, niż głowa, zwłaszcza, gdy stoi się na własnych nogach.

Stanisław Michalkiewicz


http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4193




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 919
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 68
x 55
Podziękował: 1869 razy
Otrzymał podziękowanie: 2073 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » niedziela 22 kwie 2018, 18:14

Prawda jako pierwsza ofiara

Jak wiadomo, pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda. To znaczy – była kiedy jeszcze toczono wojny. Dzisiaj, jak wiadomo, żadnych wojen nie ma. Są natomiast misje pokojowe, misje stabilizacyjne, walka o pokój, kolorowe rewolucje – jak nie pomarańczowa, to jaśminowa – i tak dalej. A jak jest z prawdą podczas, dajmy na to – misji pokojowej? Czy też pada ona w charakterze pierwszej ofiary, czy też nie? Warto zwrócić uwagę, co mówią, jak wypowiadają się uczestnicy – powiedzmy – misji pokojowej: „Oni kłamią – my mówimy prawdę”. Wyglądałoby na to, że prawda wcale nie umiera w charakterze pierwszej ofiary misji pokojowej. Przeciwnie – ze ma się znakomicie – gdyby nie okoliczność, że wszyscy uczestnicy misji pokojowej mówią to samo, to znaczy – że „oni kłamią, my mówimy prawdę” - ale każda ze stron jako „prawdę” podaje coś zupełnie innego. Weźmy taką np. Syrię, w której już od kilku lat wyszkoleni, wyekwipowani i uzbrojeni przez CIA „bezbronni cywile” walczą o pokój i demokrację ze zbrodniczym prezydentem tego kraju Baszirem Al Asadem. Pamiętamy, jak to senator McCain, w odruchu zdumiewającej szczerości te związki „bezbronnych cywilów” z CIA ujawnił i jak zaraz potem informacja ta zniknęła, niczym kamfora. Jak wiadomo, bezbronni cywile od lat walczą o pokój i demokrację podczas gdy zbrodniczy prezydent Asad walczy o wojnę i totalitaryzm, więc wydawałoby się, że bezbronni cywile, podobnie jak u nas pan red. Andrzej Talaga, mówią prawdę i tylko prawdę. Cóż jednak z tego, kiedy w następstwie tej walki o pokój, również Syria z roku na rok jest coraz bardziej zdewastowana, a mieszkańcy próbują się stamtąd wydostać? Jak podczas kłótni mówiła o jednej słudze druga sługa: „i komu toto służy?” Idąc tropem tego pytania musimy odpowiedzieć, że służy to niewątpliwie bezcennemu Izraelowi. On to bowiem, korzystając z siły opętanych przez siebie Stanów Zjednoczonych, pod rozmaitymi pretekstami obraca w perzynę leżące wokół niego kraje, wzniecając tam walki o pokój, kolorowe rewolucje, misje pokojowe i stabilizacyjne, doprowadził do sytuacji, kiedy to w obszarze położonym „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”, który według starożytnych żydowskich sag, Stwórca Wszechświata obiecał oddać w posiadanie mezopotamskiemu koczownikowi, jeśli tylko obetnie sobie napletek i będzie Go wychwalał. Wielu Żydów w tę polityczną obietnicę wierzy, ale politykę, zmierzającą do obrócenia świata wokół bezcennego Izraela w perzynę, popierają również ci, którzy traktują te sagi tylko jak ciekawą, chociaż oczywiście megalomańską literaturę, bo co to komu szkodzi, kiedy frukta podboju świata tak czy owak się pojawią? Inna sprawa z tymi fruktami, na co w nieśmiertelnym poemacie Janusza Szpotańskiego „Caryca i zwierciadło”, zwróciła uwagę tępawemu, chociaż na swój sposób przebiegłemu marszałowi Greczce Caryca Leonida: „Adna s drugoj głupaja swinia. Nu i czto – nużna nam pustynia? Wied’ pustyń u nas oczeń mnogo! Nam nużno kuszat’, nużno brat’ - no sprasziwaju was – od kogo?” Ano, nie da się ukryć; święta racja. Cóż to za pan świata bez poddanych, nad którymi mógłby panować, to znaczy – eksploatować ich w charakterze „nawozu Historii”? Toteż nic dziwnego, że pan prof. Ehrlich, z pierwszorzędnymi żydowskimi korzeniami, na ostatnim sympozjonie w Watykanie nakreślił plan zredukowania światowej populacji – ale nie całkiem. Miliard głupich gojów trzeba by zostawić, bo w przeciwnym razie nad kim mieliby panować „synowie Izraela” i komu pożyczać na wysoki procent? A warto pamiętać, że taką właśnie metodę panowania podpowiedział „synom Izraela” sam Stwórca Wszechświata: „Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”.

I dopiero na tym tle lepiej rozumiemy nasilające się zwłaszcza wśród żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, dążenie do zmuszenia innych krajów, między innymi Polski, do realizacji tak zwanych „roszczeń majątkowych”, to znaczy – haraczu, który ludność krajów Europy Środkowej miałaby wypłacić „synom Izraela” pod pretekstem zmasakrowania części Żydów europejskich przez Rzeszę Niemiecką podczas II wojny światowej. Gdyby ta operacja się udała, dochody z uzyskanego w ten sposób majątku można by pozostawionej przy życiu tubylczej ludności pożyczać na wysoki procent – zgodnie ze wskazówką Stwórcy Wszechświata. Tym roszczeniom trzeba nadać przynajmniej jakiś pozór moralnego uzasadnienia, toteż stworzony i kontrolowany przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu pierwszorzędny aparat propagandowy, w miarę zdejmowania z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę, przerzuca na winowajcę zastępczego, na którego została upatrzona Polska, prezentując światu wizerunek Polaków, jako narodu morderców. W normalnym świecie coś takiego zostałoby uznane za rodzaj wojny propagandowej, ale dzisiejszy świat normalny nie jest, więc tego rodzaju operacja jest uznawana za dowód przyjaźni, a nawet – strategicznego partnerstwa.

Ale okazuje się, że i podczas operacji przyjaznych mamy kłopoty z ustaleniem prawdy i to wcale nie odległej w czasie, tylko tego, co rozegrało się na naszych oczach. Oto izraelski prezydent Reuwen Rivlin uczestniczył w tak zwanym „Marszu Żywych” w chwilowo nieczynnym obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Piszę „chwilowo nieczynnym”, bo przecież w ramach walki z „antysemityzmem” trzeba będzie tych wszystkich antysemitników gdzieś izolować – a po co szukać jakichś nowych miejsc, skoro jeszcze źli naziści przygotowali całą infrastrukturę i know-how? Nie jest tedy wykluczone, że te wszystkie „Marsze”, oprócz aspektu propagandowo-żałobnego, maja również charakter rekonesansu. Nie sadzę też, by był jakiś problem ze skompletowaniem załogi. Młode pokolenie polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, odpowiednio poinstruowane w katowskim rzemiośle przez semickich i niesemickich czekistów, chętnie by się tego zadania podjęło, a Małgośka Szumowska znowu dostałaby od Niemców Srebrnego Niedźwiedzia za zbeletryzowany obraz reedukowania tubylczej antysemickiej dziczy przez nosicieli nieubłaganego postępu, a w Ameryce – kto wie – może nawet Oskara? Otóż podczas ostatniego Marszu Żywych w chwilowo nieczynnym obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu izraelski prezydent Reuwen Rivlin oskarżył Polaków, to znaczy – naród polski – o współudział w holokauście. „Polska pozwoliła na wprowadzenie przerażającej ludobójczej ideologii Hitlera i była świadkiem fali antysemityzmu, wywołanej przez prawo, które właśnie wprowadzono” - odnotował „Times of Israel”, a potwierdziła rzeczniczka prezydenta Izraela. Tymczasem prezydent Andrzej Duda, który izraelskiemu prezydentowi w Marszu Żywych towarzyszył, wprawdzie nie na smyczy, ale zwyczajnie – przy nodze – nic takiego nie słyszał. Nie znaczy to, że niczego nie słyszał. Przeciwnie – usłyszał komplementy, jakie pod adresem narodu polskiego sączył mu w ucho prezydent Riwlin. Jaka zatem jest prawda? Widzimy, że pada ona ofiarą nie tylko każdej wojny, nie tylko operacji pokojowych, misji stabilizacyjnych i tak dalej – ale również płomiennej przyjaźni i strategicznego partnerstwa.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4199
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » środa 02 maja 2018, 09:45

Geopolityczne skutki ustawy 447


Polityka zagraniczna Polski po 1989 roku była prowadzona w sposób amatorski, często pod presją obcych ośrodków wpływu. W ostatnim czasie zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do dna, aż w końcu 24 kwietnia br., w dniu przyjęcia przez Izbę Reprezentantów Kongresu Amerykańskiego ustawy 447, spoczęła na dnie.

Polscy politycy starają się oczywiście robić dobrą minę do złej gry, a sam Johny Daniels zapewnia, że ustawa „niczego nie zmieni”. Aż chciałoby się zacytować don Corleone i powiedzieć: „nie obrażajcie mojej inteligencji”. Amerykański Kongres jest instytucją poważną i nie przyjmuje ustaw, które niczego nie zmieniają. Warto się w tym miejscu zastanowić, jakie są przyczyny spektakularnej klęski polskiej polityki zagranicznej i jakie mogą być następstwa geopolityczne realizacji w przyszłości ustawy 477.

Zimna wojna

Obserwując od długiego czasu poczynania polskich polityków i czytając opracowania eksperckie dochodzę do wniosku, że w Polsce nadal trwa zimna wojna, nadal sąsiadujemy ze Związkiem Sowieckim, polska elita polityczna odpoczywa w Jugosławii, a na piwo jeździ do Czechosłowacji. I oczywiście kocha Stany Zjednoczone nad życie, jak kiedyś stachanowcy kochali Lenina. W Waszyngtonie urzęduje dobry amerykański wujek, który jak za komuny wysyła dary w których można zaleźć czekoladowego batonika, albo dżinsy… i wtedy niebo się nad głową otwiera.

Stany Zjednoczone z tej polskiej nieodwzajemnionej miłości skorzystały, kształcąc u siebie na rozmaitych kursach część polskiej elity politycznej, wmawiając im, że punkt widzenia Ameryki jest jedynie słusznym i obiektywnym punktem widzenia. A powiem jeszcze więcej, myślę, że za niejedną piękną karierą polityczną w Polsce stoją amerykańskie służby. To spowodowało, że prawdziwa dyskusja polityczna nie funkcjonuje w przestrzeni publicznej i do dzisiaj w Polsce praktycznie nie ma niezależnej, wolnej od obcych wpływów geopolityki. I za frajer uczestniczymy w kolejnych amerykańskich eskapadach w rożnych częściach świata.

Miłość do Żydów

Kolejnym paradygmatem tzw. polskiej polityki zagranicznej jest, również nieodwzajemniona – miłość do Żydów. Widać to doskonale po '89 roku: PRL miał bardzo dobre stosunki z państwami arabskimi, dzisiaj pozostały tylko wspomnienia. Obowiązywała oczywiście zasada, że o Żydach można mówić dobrze, albo wcale i broń Boże nie dotykać kwestii politycznych. O lobby żydowskim w USA i odszkodowaniach mówili tylko jacyś podejrzani osobnicy, za którymi jak w ukropie uwijali się dziennikarze z pewnej gazety. Nie chciano sobie zdawać sprawy, że Żydzi (szczególnie amerykańscy) stanowią wspólnotę polityczną, która posiada swoje określone interesy w Europie Śródkowo–Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem pogranicza Polski, Ukrainy i Białorusi.

Dlaczego? Bo to w większości potomkowie emigrantów z tych terenów i ta ziemia w ich tradycji jest tym, czym Dobrudża dla Rumunii, Siedmiogród dla Węgrów, a Kresy dla Polaków. Mają tutaj swoje interesy i są na tyle poważnym narodem, że potrafią je realizować. To właśnie z tych przyczyn w Dniepropietrowsku stoi największe centrum ortodoksyjnego żydostwa na świecie „Menora”, zaś Żydzi amerykańscy twierdzą, że właśnie w Polsce i na Ukrainie rozwija się antysemityzm, któremu należy położyć tamę. List 50 kongresmenów, bo o nim mowa, odbił się szerokim i pozytywnym echem wśród ukraińskich Żydów. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy.

Oenerowcy i banderowcy

Wielokrotnie zwracałem uwagę, żeby polscy politycy i polscy eksperci odcinali się od ukraińskiego banderyzmu, który naszym sąsiadom odbije się czkawką i wyjdzie bokiem. Zdaje się, że ten czas nadchodzi. Co niektórzy polscy politycy powinni wziąć w ręce nożyczki i zacząć nucić piosenkę Grzegorza Ciechowskiego: „jestem lżejszy od fotografii, z których mnie teraz będziesz wycinać”. Fotografowali się z Nadią Sawczenko, która opowiadała, że Ukrainą rządzi żydowska mafia, Pani Posłanka fotografowała się w towarzystwie wojaków, uznawanych na zachodzie za neo-nazistów. Znani eksperci twierdzili, że współczesny ruch banderowski nie jest neo-faszystowski. Ale za oceanem wychyliła się wajcha i już jest. Ponieważ przeciętny Amerykanin zna się na historii Europy Środkowo–Wschodniej jak świnia na brzoskwiniach, wmówi się mu i reszcie świata zachodniego, że Polacy i Ukraińcy to tacy sami antysemici, którzy słusznie muszą zapłacić za żydowski majątek, a ich polityczne aspiracje zagrażają cywilizowanemu światu.

Te sytuację należy rozumieć w kontekście zmian geopolitycznych na świecie i w Europie Środkowo–Wschodniej – moim zdaniem – z nieuchronnym wybudowaniem Nowego Jedwabnego Szlaku. Organizacjom z Wall Strret nie chodzi o jakieś tam kamienice w Warszawie czy Krakowie, bo na nie mogą się połasić jakieś miejscowe łapserdaki, ale o kontrolę nad infrastrukturą, dająca w przyszłości krociowe zyski. Chodzi o to, żeby ta infrastruktura była poza polską (lub ukraińską) kontrolą. I teraz jakby w nowym świetle widzimy, dlaczego JP Morgan tak sobie Polskę upodobał.

Koniec marzeń o polskim marzeniu

Myślę, że Polska ugnie się pod presją Ameryki, tak jak kiedyś ugięła się Szwajcaria. Ale to oznacza koniec, i tak mało realnego, projektu Międzymorza, który był przecież jednym z głównych celów geopolitycznych Lecha Kaczyńskiego, wokół którego buduje się legendę polskiego męża stanu. W obecnym momencie historii, jakieś twierdzenia, że Polska ma pełnić rolę zwornika w Europie Środkowo–Wschodniej, są zwykłym austriackim gadaniem. Rząd w Warszawie wycofuje się powoli ze wszystkich projektów, których celem było budowanie pozycji Polski i wstawanie z kolan. Z puszczy się wycofaliśmy, z sadów powoli też, ustawa o IPN leży, na dodatek jeszcze ta nieszczęsna ustawa.

Minister spraw zagranicznych może oczywiście twierdzić w Stanach, że Polska jest nadal adwokatem spraw ukraińskich, tylko taki adwokat, co robi w gacie, gdy kichnie sędzia, nie jest potrzebny nawet żulom na warszawskiej Pradze, nie wspominając o ukraińskich, kutych na cztery nogi oligarchach. Nasi partnerzy w tworzeniu Międzymorza siedzą cicho jak myszy pod miotłą, patrząc jakim naciskom jest poddawana Polska, której obywatele ratowali Żydów w czasie wojny. Doskonale wiedzą, kogo wówczas popierali Chorwaci, Słowacy, Rumuni czy Węgrzy. Myślę, że z perspektywy Budapesztu czy Bratysławy Polska jest po prostu partnerem niewiarygodnym.

Polska reakcja

Można by próbować zatrzeć to złe geopolityczne wrażenie jakąś ripostą ze strony rządu w Warszawie. Niczego takiego nie było. Były za to płomienne wystąpienia Premiera i Prezydenta na szczycie gospodarczym polsko–amerykańskim. I tutaj rodzi się moje przekonanie, że współczesna Polska jest bardziej politycznie i ekonomicznie zależna niż był towarzysz Wiesław od sowieciarzy. Prośbę złożoną właśnie przez polskiego ministra spraw wewnętrznych w Ameryce o zwiększenie kontyngentu wojsk amerykańskich stacjonujących nad Wisłą i wypowiedzi ministra spraw zagranicznych w Brukseli o rosyjskim zagrożeniu pozwolę sobie pozostawić bez komentarza, ponieważ w słowniku ludzi kulturalnych nie ma słownictwa, pozwalającego określić to dno upadku, i ten brak szacunku dla narodu polskiego.

Wnioski

Myślę, że twórcy polskiej myśli politycznej: Dmowski, Bocheński czy Giedroyć, przekręcają się w grobie i z politowaniem, gdzieś z zaświatów, przyglądają się tej bezładnej krzątaninie i gonitwie myśli polskiej klasy politycznej i grona ekspertów goniących za zagranicznym grantem. Wszystkie postulaty polskiej geopolityki zostały właśnie złamane. W tej części świata, opieranie się na jednym jednym egzotycznym i bardzo zamorskim sojuszniku, którego większość obywateli nie wie gdzie leży Polska, jest po prostu śmieszne i świadczy o głębokim kompleksie polskiej klasy politycznej. A brak współpracy z Polonią amerykańską, która mogłaby stanowić silne polskie lobby w Waszyngtonie, to jakieś zupełne kuriozum i amatorszczyzna na miarę Gangu Olsena.

Kluczem polskiej geopolityki jest Rosja, Niemcy i najbliżsi sąsiedzi. W obecnej sytuacji, mając poprawne stosunki z Rosją czy Białorusią, można by się próbować jakoś ratować, ale postawialiśmy na jedną kartę, więc jak tak dalej pójdzie, to przy szczęku łopat na Łączce, pieśniach Gintrowskiego i Kaczmarskiego oraz płomiennych mowach prezesów, nasz strategiczny partner i przyjaciel ściągnie nam z pewnej części ciała ostatnie gacie.

dr Michał Siudak
geopolityka.net


http://www.mysl-polska.pl/1547




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2058
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 136
Podziękował: 1181 razy
Otrzymał podziękowanie: 4307 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: sandra » poniedziałek 07 maja 2018, 16:02

Zdrada płynie z ust. Prorocy z gniewnych lat obrośli w tłuszcz kodziarsko-esbecki
Sprzedaliście się, jaśnie państwo bohaterowie. Konkretnie - bohaterowie piosenki Kazika o tym, iż „wszyscy artyści to prostytutki”. Wiadomo, że nie wszyscy i wiadomo, że kiedy Kazik śpiewał „12 groszy, tylko nie płacz proszę”, to nie mógł przewidzieć, że kandydat Trzaskowski rzuci staruszce na dłoń o całe 8 groszy więcej. Czy kandydat już wtedy liczył na to, iż moneta ta, wprost proporcjonalna do jego kampanijnej uczciwości, trafi na podatną glebę ubogiej dłoni?
Czy już wtedy miał nadzieję, że wzejdzie z tego nowe, wspaniałe życie dla dawno zmarłych 128-latków, którzy dzięki „błędom” jego mentorki przejmowali potem w Warszawie kamienice wraz z wkładką ludzką? Sprzedaliście się za marne grosiki, prorocy moi z gniewnych stron.

Jak może artysta, kojarzony z niezależnością, wolnością i buntem, tak się zatracić? Jak może człowiek rock and rolla oddać twarz i inne narządy na służbę czysto partyjnej polityki? Zimny dreszcz musi dziś przebiegać po plecach każdemu, kto dowiedział się właśnie, że na majowym marszu Kijowskiego, Schetyny i Lubnauer wystąpić mają Lech Janerka, Kobranocka i Pudelsi. Ci ostatni, jako projekt krótkotrwale udany, podwieszony pod „panem” Maleńczukiem, ocalić artystycznej godności pewnie nie mogli.
Związki z tanim, podwawelskim jak kiełbasa po terminie przydatności, zadymiarzem - nazywającym wszystkie kobiety tego świata „k…wami” (co dowodzi niezbicie, że sprzedałby nawet godność własnej matki, byle zaistnieć w mediach), nie mogły skończyć się dla Pudelsów inaczej.

Ale Janerka? Ten gość, który śpiewał o „konstytucjach”, które „chcą oddalać rewolucje”? No, tak, to by akurat do kodziarskich transparentów pasowało. W końcu polityka to zabawa, która „nie jest dla dziewczynek”. Czyli – co? Już tylko „może byś tak Donald wpadł popedałować”?
Smutne.
Duszne, jak pomieszczenia z Agnieszką Holland.

I na koniec, jakby mało było upokorzenia dla dawnych fanów, którzy, odwrotnie niż „prorocy z gniewnych lat” – nie obrośli w tłuszcz, na nadchodzącej chińsko-koreańskiej podróbce marszu wolności, sprytnie nazwanej „Marszem Wolności” PO, Nowoczesnej oraz KOD, zagrać ma, oprócz Dupelsów, pardon, Maleńsów i Janerki – także zespół Kobranocka.
Ten sam, którego „List z pola boju” przez wielu, jak się okazuje – frajerów, traktowany był jako wyraz buntu przeciwko komunistyczno-jaruzelskiej militaryzacji wszystkiego. I który był gwiazdą ambitnej, choć podobnie jak Trójka – mocno „wentylowej” (czyli w większości kontrolowanej przez komunistycznych namiestników) Rozgłośni Harcerskiej.
Młodym wyjaśniam – to były najodważniejsze stacje radiowe w PRL za rządów dawnych przyjaciół Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera. A Janerka i Kobranocka to byli muzycy ważni dla pokolenia, które wchodziło w pełnoletność wraz ze „zmianą ustroju”.
Już w Polsce. Na pewno lepszej niż PRL, ale czy naprawdę „WOLNEJ”?

A zatem - czy wy, jaśnie państwo prorocy z „gniewnych lat”, na pewno dobrze się czujecie?
Czy stereotyp tak okrutnie opisany przez Kazika, o którym wspomniałem na początku, padł wam na resztki ilorazu?
Będziecie śpiewać i kręcić pupami w obronie tego, by ubeckie emerytury były trzykrotnie wyższe niż pozostałe?
W imię powrotu do władzy tych, którzy chcą zlikwidować rozświetlający polską historię IPN oraz łapiące „tłuste misie” za rękę – CBA?
Marzy wam się Polska mająca w kamieni kupie to, czy polscy rodzice mogą kupić polskim dzieciakom zeszyty, czy może także kolonie?
Chcecie świecić oczami za Tuska, Gronkiewicz-Waltz, „waginy wyklęte”, Petru i Scheuring-Wielgus razem wziętych?
Za manipulacje TVN24 i kłamstwa „Gazety Wyborczej”?
Będziecie, ramię w ramię, z facetami odpowiedzialnymi za mafijną „reprywatyzację” warszawskich kamienic, za ustawy przy cmentarzach, za tytuły prasowe ustawiane przy śmietniku przez rzecznika rządu, za sfingowane śledztwo po Smoleńsku, Amber Gold, nagonkę Brukseli i kastę sędziowską, maszerować w imię, jak zapowiada Schetyna – „wolnych wyborów”?

A pamiętacie, jaki rechot szedł przez salony, gdy to dzisiejsza władza, będąc w opozycji, ośmielała się kwestionować uczciwość i przejrzystość wyborów samorządowych, w których PSL osiągnęło wynik o kilkanaście procent (sic!) wyższy niż miało w sondażach na tydzień przed i w tydzień po owych „wyborach”?
Kazik nie miał racji, iż „wszyscy artyści to prostytutki” – to jasne.
Ale czy nie wydaje wam się dzisiaj, że coś jednak jest na rzeczy?
Po której zatem stronie barykady chcecie odnaleźć własne oblicza, Kobranocko i Lechu Janerka?
Artystów czy tych drugich?
Doroty Stalińskiej, która wulgarnie usprawiedliwiała „współżycie” Polańskiego z trzynastolatką, czy was samych, sprzed lat?
Sprzed tych długich, tłustych lat, które przemieniły was w coraz bardziej skiszone ogóry serwowane dziś już tylko z kiełbasą wyborczą?
autor: Krzysztof Feusette
https://wpolityce.pl/polityka/393184-zd ... ko-esbecki
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » poniedziałek 14 maja 2018, 08:28

Polska przegrała II wojnę światową


Gdyby nie to, że dość dobrze znamy rodowody naszych Umiłowanych Przywódców, to na podstawie ich deklaracji moglibyśmy sobie pomyśleć, że porodzili się na kamieniu – jako że według ludowych wyobrażeń tam właśnie rodzą się durnie. Ale incipiam. Zaledwie następnego dnia po kolejnej rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie, prezydent Donald Trump podpisał ustawę nr 447 JUST. Odwołuje się ona do „deklaracji terezińskiej” z czerwca 2009 roku, w której sygnatariusze uznawali zasadność żydowskich roszczeń majątkowych odnoszących się do tak zwanego „mienia bezdziedzicznego”, a więc takiego, do którego nie roszczą sobie pretensji żadni legalni sukcesorowie. Sama deklaracja, którą w imieniu Polski podpisał Władysław Bartoszewski, wysłany tam przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych, czyli Księcia-Małżonka Radosława Sikorskiego, nie stwarzała żadnych konkretnych zobowiązań dla jej sygnatariuszy, ale zawierała uznanie zasadności tych żydowskich roszczeń. Dlatego też izraelski dziennika „Haaretz” w czerwcu 2009 roku pisał, że mienie to powinno trafić do organizacji żydowskich, a Dawid Peleng, były ambasador Izraela w Warszawie oszacował wartość tych roszczeń na „miliardy dolarów”. Konkretnie – na 65 miliardów – którą to kwotę wymienił na łamach dziennika „Rzeczpospolita” dr Szewach Weiss, również były ambasador Izraela w Warszawie. Przypominam o tym dlatego, że podpisana właśnie przez prezydenta Trumpa ustawa expressis verbis odwołuje się do deklaracji terezińskiej. Zobowiązuje ona sekretarza stanu USA, by w ścisłej kolaboracji z żydowskimi organizacjami przemysłu holokaustu monitorował tempo i zakres realizacji żydowskich roszczeń majątkowych przez sygnatariuszy deklaracji terezińskiej i składał w tym przedmiocie okresowe sprawozdania Kongresowi. Zgodnie z punktem 3 ustawy, przychody z mienia bezdziedzicznego maja zostać przeznaczone na wspieranie ocalałych z holokaustu, na finansowanie edukacji o holokauście i na „inne cele”. Wynika z tego, że „własność bezdziedziczna” w poszczególnych krajach, a tak naprawdę – przede wszystkim w Polsce – będzie musiała zostać wyodrębniona choćby po to, by było wiadomo, jakie przynosi przychody, a skoro już zostanie wyodrębniona, to musi być przekazana komuś w zarząd – choćby po to, by te przychody były rozdzielane zgodnie z dyspozycją punktu 3 ustawy. Jak wyjaśnił już w roku 2009 izraelski dziennik „Haaretz” - zostanie ona przekazana w zarząd, to znaczy – na własność żydowskim organizacjom przemysłu holokaustu.

Powtarzam te wszystkie informacje ponieważ przemówiła oślica Balaama, czyli pan minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Pytany przez dziennikarzy, co uważa na temat tej ustawy powiedział, że „uważa”, iż „nie ma w niej nic na temat mienia bezspadkowego”. Skoro pan minister tak „uważa”, no to niewątpliwie tak jest, to znaczy – że tak uważa, ale skoro tylko „uważa”, to znaczy, że tej ustawy najzwyczajniej w świecie nie przeczytał, albo, że nikt mu jej nie przeczytał. Zresztą nie tylko tego nie przeczytał, bo – jak wynika z dalszej części jego wypowiedzi – nie przeczytał również tzw. umowy indemnizacyjnej, zawartej między Polską i USA w roku 1960. Pan minister powiedział bowiem, że ta umowa zamyka sprawę. „Ta sprawa jest rozwiązana i prawnie zamknięta” - „uważa” pan minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. I słuszna jego racja – z tym jednak, ze wspomniana umowa indemnizacyjna dotyczy mienia OBYWATELI AMERYKAŃSKICH, które zostało w Polsce znacjonalizowane. Rzecz w tym - o czym być może pan minister Czaputowicz nie wie – że Żydzi zamordowani w czasie wojny na ogół nie byli obywatelami amerykańskimi, tylko w większości – polskimi, więc wspomniana przez niego umowa ich nie dotyczy. Ta sprawa znakomicie potwierdza spostrzeżenie, że żeby durnia zdemaskować, to wystarczy pozwolić mu mówić. Jestem przekonany, że pan minister Czaputowicz ma wiele zalet, bo w przeciwnym razie „drogi Bronisław”, czyli prof. Bronisław Geremek nie wziąłby go do swojego kibucu przy alei Szucha, gdzie – jak wiadomo – mieści się Ministerstwo Spraw Zagranicznych – ale znajomość spraw, którymi się zajmuje, najwyraźniej do nich nie należy. To wyjaśnia przyczynę, dla której nasz nieszczęśliwy kraj jest bez trudu ogrywany przez każdego, kto tylko zechce nas ograć. Oczywiście jest to wina Polaków, że na takie ważne stanowiska państwowe wysuwają akurat takich ludzi – ale już Winston Churchill w latach 40-tych zauważył, że jesteśmy narodem wyjątkowo lekkomyślnym. Wiedział, co mówi, bo najlepszym dowodem naszej lekkomyślności było to, że zaufaliśmy akurat jemu, a on – do spółki z amerykańskim prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem – w Teheranie w roku 1943 i w Jałcie w roku 1945 sprzedał nas Józefowi Stalinowi tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę.

Nie ma przypadków, są tylko znaki – mawiał ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Czyż bowiem nie można dopatrzyć się znaku w tym, że prezydent Donald Trump podpisał wspomnianą ustawę akurat 9 maja, zaledwie w dzień po rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie? Nieomylny to znak, że Polska ostatecznie tę wojnę przegrała, bo jakże inaczej, skoro zostanie zmuszona do zapłacenia Żydom za niemieckie zbrodnie? Zmusi nas do tego Nasz Najważniejszy Sojusznik, któremu w ramach NATO Polska zaoferowała własne terytorium na użytek rozmaitych rozgrywek z Rosją, ryzykując w razie czego zniszczenie tego terytorium ze wszystkim, co na nim jest. Okazuje się, ileż racji miał pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki, umieszczając na zakończenie bajki „Przyjaciele” konkluzję, że „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”.

Cóż teraz będzie? Ano, w pierwszej fazie żydowskie organizacje przemysłu holokaustu przeprowadzą inwentaryzację nieruchomości w Polsce, a kiedy już ją zakończą, zaczną molestować polskie władze, żeby przekazały je im na własność. Z listu, jaki nowojorska Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego przekazała Ministerstwu Sprawiedliwosci w Warszawie w początkach tego roku wynika, że szacuje ona wartość tych roszczeń już nie na głupie 65 miliardów dolarów, tylko na bilion, czyli tysiąc miliardów złotych, co stanowi równowartość ponad 300 miliardów dolarów. Obawiam się, że zasoby Własności Rolnej Skarbu Państwa mogą okazać się niewystarczające, nawet gdyby poświęcono w tym celu również Lasy Państwowe. W tej sytuacji trzeba będzie sięgnąć po nieruchomości w miasteczkach i miastach, a kiedy już żydowskie organizacje przejmą je na własność, wtedy oczynszują zajmujących je polskich posiadaczy – bo mam nadzieję, że nie będą ich rugowali, jak to władze Izraela robią z Palestyńczykami. Od znajomego dziennikarza, który w sprawie ustawy nr 447 JUST indagował pana wicemarszałka Terleckiego wiem, że pan marszałek odparł, że nie ma czym się zamartwiać, bo „i tak” nic Żydom nie zapłacimy. „I tak” - czyli „i jak?” Z drugiej strony – cóż innego mógł powiedzieć pan marszałek Terlecki, skoro ani Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, ani pan prezydent Andrzej Duda, ani pan premier Mateusz Morawiecki nie ośmielił się dotychczas pisnąć w tej sprawie nawet słówkiem? Cóż można na to powiedzieć? Kiedy słyszę z ust tak wysokiego dygnitarza takie brednie, to przypomina mi się rozmowa z pewnym inżynierem górnictwa w Ameryce. Opowiadał mi on, jak funkcjonuje ta branża nie tylko w USA, ale i w innych krajach, gdzie kapitał amerykański zainwestował w górnictwo i w pewnym momencie powiedział, jak o rzeczy zwyczajnej: wie pan, jak jakiś rząd nam szura, to my go wtedy zmieniamy. Niech się tedy pan marszałek Terlecki nie zdziwi, kiedy „o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki” - bo przecież pamiętamy, jak znacznie więksi od niego potentaci musieli wtedy uciekać przez okno, nawet bez szlafroka.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).


http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4217





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 919
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 68
x 55
Podziękował: 1869 razy
Otrzymał podziękowanie: 2073 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » środa 13 cze 2018, 14:36

Ulotny stan szczęśliwości

Czyż może być coś przyjemniejszego dla felietonisty, niż spektakularne potwierdzenie jego spiskowej teorii? Nic przyjemniejszego spotkać go nie może – jeśli oczywiście nie liczyć podwyższonego z tego właśnie tytułu honorarium. Wprawdzie wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają, ale – po pierwsze – każdy chce przekonać się o tym osobiście, a po drugie – wcale nie jest pewne, czy to prawda, nie tyle nawet ze względu na pieniądze, co na szczęście. Nie bardzo wiadomo, co to konkretnie jest, na czym zresztą żerują rozmaici filozofowie, snując opowieści, jakoby szczęściem było na przykład doznawanie przyjemności. Ale nawet i to przekonanie podważył święty Jan Maria Vianney, francuski proboszcz, zastanawiając się, dlaczego właściwie ludzie popełniają tak zwane „grzechy główne”. Święty Jan Maria Vianney był proboszczem, ale zarazem Francuzem, więc odpowiedź nasunęła mu się niejako sama. Każdy grzech główny – zauważył – dostarcza człowiekowi przynajmniej chwili przyjemności. Weźmy taką pychę; dopóki balon nie zostanie przekłuty, taki jeden z drugim pyszałek wyobraża sobie, kim to on nie jest, no ale w przypływie szczerości potem melancholijnie stwierdza, że robił komuś laskę i to w dodatku za darmo – jak to słyszeliśmy w podsłuchanej rozmowie byłego na szczęście ministra Radosława Sikorskiego. Albo chciwość; któż nie chciałby wytarzać się w złocie? Na pewno każdy, a w każdym razie – wielu – ale ileż można tarzać się w zlocie i w ogóle – w czymkolwiek? Prędzej, czy później tarzanie się znudzi. Nie inaczej, a nawet znacznie gorzej, wygląda sprawa z nieczystością. Karol Irzykowski mawiał, że współżycie z kobietą byłoby znakomite, gdyby nie dwa ryzyka: ryzyko zarażenia i ryzyko zapłodnienia. O pierwszym ryzyku wspomina również Aleksander Fredro w „Sztuce obłapiania” („Z ohydą wyjmie korzeń zapieniały...”), a w celu rozładowania skutków ryzyka drugiego pojawił się nawet wspierany przez żydokomunę ruch społeczny, bredzący o jakichś „prawach reprodukcyjnych”, pod która to nazwą kryje się zwyczajne dzieciobójstwo. Wspominam o wsparciu przez żydokomunę nie tylko ze względu na starego żydowskiego grandziarza finansowego, który między innymi na potrzeby propagowania tej zbrodni przeznaczył niedawno 18 miliardów dolarów, ale przede wszystkim ze względu na głoszoną przez innych starych Żydów – Henryka Kissingera i Pawła Ehrlicha konieczność zredukowania liczby ludności świata do 1 miliarda. Domyślam się, że ten miliard to po to, by Żydzi mieli komu pożyczać pieniądze na wysoki procent, zgodnie z radą, jakiej ponoć udzielił im Stwórca Wszechświata: „Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują.” No dobrze – ale od kogo właściwie rozpocząć tę redukcję, bo przecież od kogoś zacząć trzeba. Adolf Hitler rozpoczął ją od Żydów, ale dzisiaj zapanowało powszechne przekonanie, że to była pomyłka. Rozumiemy tedy, że Żydzi są dziś objęci ścisłą ochroną gatunkową, ale w takim razie – co w tej sprawie zaproponowałby pan Ehrlich i jaką metodę: gaz, czy skrobanki i przymusową sterylizację? Idźmy jednak dalej tropem grzechów głównych. Oto obżarstwo i opilstwo. Niby sama przyjemność, ale tylko do momentu pojawienia się objawów niestrawności, czy kaca-giganta, kiedy to wielu ludzi ze szczerego serca ślubuje, że już „nigdy więcej”. Cóż dopiero mówić o gniewie, który dostarcza człowiekowi złudzenia, że oto cały świat rozstawia po kątach? Wreszcie lenistwo. Sama przyjemność – tylko kto ma dostarczać leniwcowi środków utrzymania? Na to pytanie socjaliści odpowiadają, że „inni”, ale tym „innym” mówią to samo, rozbudzając w ten sposób w ludziach pragnienie popełniania innego grzechu głównego, mianowicie zazdrości. Święty Jan Maria Vianney twierdzi, że jest to jedyny grzech główny, który nie dostarcza człowiekowi ani chwili przyjemności, przeciwnie – od samego początku dostarcza mu udręki. Tę tajemnicę ludzkiej natury wykorzystali socjaliści, by na niej żerować, jednocześnie zawistnikami pogardzając – co widać nawet na przykładzie Towarzysza Szmaciaka: „więc albo dajta im to mięso, albo im też połamta kości!” Na razie „dobra zmiana” koncentruje się na rozdawaniu mięsa, a nieomylny to znak, że czas łamania kości też nieuchronnie nadejdzie. Już na tej podstawie możemy się domyślić, że szczęście, cokolwiek by ono oznaczało, jest stanem ulotnym. Święty Franciszek z Asyżu, wędrując podczas listopadowej szarugi, tłumaczył swemu, również jak on zziębniętemu i głodnemu współbratu, na czym polega radość doskonała. Otóż byłaby ona wtedy, gdyby furtian klasztoru, do którego zapukaliby w poszukiwaniu schronienia i pożywienia, odpędził ich od furty i zwymyślał – oni zaś ani nie odczuliby gniewu, ani nie narzekali na zły los, tylko zachowali pogodny nastrój. Ta opinia świętego Franciszka niewątpliwie sprzyja przekonaniu, że poczucie szczęścia, przynajmniej w postaci radości doskonałej można uzyskać również bez pieniędzy, ale nie dostarcza dowodu, że pieniądze stanowią tu jakąś przeszkodę. Myślę, że ludzie instynktownie to czują i dlatego każdy chciałby osobiście sprawdzić, czy posiadanie pieniędzy na pewno koliduje ze szczęściem. W opowiadaniu „Wniebowzięcie Szubienicznej Toni” Egon Erwin Kisch daje do zrozumienia, że dla bohaterki opowiadania, Niebo objawia się w postaci salonu w burdelu, gdzie ona, jako pierwsza pensjonariuszka, tańczy w takt muzyki z gramofonu ze swoim alfonsem, jasnowłosym Willym. Niebieski Sędzia bowiem obdarza każdego takim Niebem, jakie tamten sobie wyobraża. Czy jednak jest to stan trwały? Platon, podobnie jak 2,5 tysiąca lat później święta Faustyna Kowalska, przestrzegał: „Nieszczęsny! Będziesz miał to, czegoś chciał!”

Dlaczego jednak również i mnie spotkała ta ulotna przyjemność w postaci potwierdzenia mojej ulubionej teorii spiskowej? Przypominam, że chodzi w niej o to, iż pod koniec lat 80-tych, kiedy wiadomo było, że imperium sowieckie będzie się ewakuować ze środkowej Europy, bezpieczniacy, stanowiący najtwardsze jądro systemu, zaczęli przewerbowywać się na służbę do przyszłych naszych sojuszników w słusznym przekonaniu, że po ewakuacji Sowietów nastąpi odwrócenie sojuszy. Te, powstałe wówczas zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii, na przykład – w dynastii Cimoszewiczów – wskutek czego Polska jest rotacyjnie administrowana przez polityczne ekspozytury ubeckich stronnictw: Stronnictwa Ruskiego, Stronnictwa Pruskiego i Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Dotychczas politycy wzruszali na to pogardliwie ramionami, ale kiedy pan prezydent podpisał ustawę o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, a pan Rafał Trzaskowski skrytykował ten pomysł wskazując, że wielkie lotnisko budowane jest właśnie w Berlinie, spotkał się z zarzutem, że „wasi mocodawcy są nad Renem, a nie nad Wisłą”. Święta prawda – z tym tylko, że mocodawcy Stronnictwa Amerykańsko- Żydowskiego rezydują nad Potomakiem – bo wielkie wojskowe lotnisko w środku Europy, czyli Centralny Port Komunikacyjny jest potrzebny Amerykanom dla potrzeb globalnej rozgrywki z Moskalikami i Kitajcami, a Polska ma go tylko sfinansować, niezależnie od haraczu dla Żydów.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4239
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6419
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4840 razy
Otrzymał podziękowanie: 9828 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » czwartek 21 cze 2018, 07:08

cd... Michalkiewicz, :)

https://www.youtube.com/watch?v=DRNqcVSJWDc

Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2058
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 136
Podziękował: 1181 razy
Otrzymał podziękowanie: 4307 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: sandra » piątek 29 cze 2018, 15:20

Zależność Polski od polityki izraelsko -amerykańskiej opisuje Rafał Ziemkiewicz w swoim ostatnim felietonie.

To sukces Polski wg rządu Morawieckiego, a wg Izraela wprost przeciwnie... ;)
Zapytam retorycznie. A cóż Polska mogła zrobić w takiej sytuacji. Jesteśmy maleńkim żuczkiem, który musi uważać aby go nikt nie rozdeptał.
Szkoda tylko ludzkich nerwów i energii....oraz rozbudzonych nadzieii....ale w tym jesteśmy mistrzami świata.

W felietonie pojawia sie znamienna treść, która coraz częściej gości w wypowiedziach (jeszcze nie powszechnie, no bo poprawność polityczna no i ten antysemityzm), a o której właśnie pan Ziemkiewicz prawi.
Zacytuję urywek;
Netanjahu wygrał, Polacy za cenę chwilowego zaprzestania spuszczania jej bęcek i kilku słodkich słówek, podpisała deklarację, otwierającą drogę do wyciśnięcia z niej miliardów za "mienie bezspadkowe" po ofiarach holocaustu.
Ma się z czego cieszyć, i jeśli tego nie robi, to dlatego, że wsparcie żydowskich roszczeń jest w jego działaniach stosunkowo mało ważne, prawdziwym wyzwaniem jest zniszczenie rodzącej się potęgi Iranu i korzystne dla Izraela ułożenie balansu sił w regionie z uwzględnieniem ambicji Rosji, Turcji i Arabii Saudyjskiej.
Ale, może to nie moja sprawa, ale powiem - na miejscu Żydów wcale bym się z tego triumfu nie cieszył.
Bynajmniej.
Gdybym był Żydem, to po każdym takim triumfie a la Netanjahu byłbym coraz bardziej przerażony.
Bo, jakkolwiek okropnie to zabrzmi - realizując bezwzględnie swe roszczenia (oczywiste prawa, we własnym przekonaniu) Żydzi pracują krok po kroku jeśli nie na kolejny holocaust, to na pewno na kolejna falę pogromów.

Na miejscu samych Żydów naprawdę poważnie bym się zastanowił nad zasadniczym błędem, jaki popełnili, zeświecczając się na rzecz "religii holocaustu" i na niej wychowując swe kolejne pokolenia w duchu: jesteśmy ofiarą odwiecznej nienawiści, wszyscy są przeciwko nam, musimy nienawidzić wszystkich i być bezwzględni, bo inaczej znowu zbudują nam piece.
Ta postawa sprawia, że Żydzi rzeczywiście są w świecie coraz bardziej nienawidzeni - choć upadające białe społeczeństwa, a przynajmniej ich elity, sterroryzowane politpoprawnością boją się tę nienawiść artykułować otwarcie.Ale one są coraz mniej wpływowe.
Coraz bardziej wpływowi za to są w Europie muzułmanie, w Ameryce czarni - jedni i drudzy nienawidzący Żydów nienawiścią równie zwierzęcą, jak tak, która musiała kierować Horstem Wesselem i jego towarzyszami. I jedni i drudzy niemający wobec nich żadnych kompleksów w związku z holocaustem.
Na nich to, co nakazuje Żydom ich świecka religia, czyli ciągłe ustawianie holocaustu w centrum dziejów i czynienie zeń archetypicznej zbrodni oraz winy, której ludzkość nigdy nie odpokutuje, działa inaczej.
Uczy, że z Żydem po prostu nie da się normalnie żyć - albo go prześladujesz, albo musisz bez ustanku korzyć się i przepraszać za dawne prześladowania.
Ta nienawiść wybuchnie, wymieranie resztek europejskiej, postchrześcijańskiej cywilizacji nie pozostawia co do tego wątpliwości.
I oczywiście nie dotknie ona ludzi pokroju Netanjahu czy chciwych nowojorskich gangsterów z "holocaust industry", tuczących się miliardami za "bezspadkowe mienie" po ofiarach, których cierpienia, gdy zbrodnia się działa, ich bezpośrednich przodków w najmniejszym stopniu nie wzruszały. Po raz kolejny "za zbrodnie Trockich zapłacą Bronsteinowie" - tak jak już dziś za snajperów z Gazy płacą zupełnie przypadkowi Żydzi na berlińskich ulicach czy paryskich przedmieściach.


Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/opinie/ziemkie ... ign=chrome
0 x



ODPOWIEDZ