Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: UFO - Co prawdą ,a co kłamstwem jest

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 01 wrz 2013, 20:47

Bliskie spotkania z UFO wielkich ludzi historii

ponieważ film został usunięty z YT podaję link :)

http://www.cda.pl/video/94402fa/Bliskie ... -LEKTOR-PL
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: UFO - Co prawdą ,a co kłamstwem jest

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 01 wrz 2013, 23:55

Emilicin 1978r. Najsłynniejsze Lądowanie UFO





Wzięcie Jana Wolskiego na pokład UFO , unikatowy dokument najsłynniejszego lądowania UFO w Polsce ,Jan Wolski został podany szczegółowym badaniom oraz testom na prawdomówność, w miejscu lądowania znaleziono szereg śladów które potwierdziły jego niesamowitą relację ,dziś w tym miejscu od 2005 roku stoi tam pomnik upamiętniający to niezwykłe wydarzenie jest też wielu świadków którzy tamtego dnia słyszeli dziwny huk oraz widzieli przelot dziwnego pojazdu ,wkrótce o tym usłyszał cały świat.
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 09 lis 2014, 03:33

Dzisiaj na stronie Fundacji Nautilius ukazał się niezwykle ciekawy artykuł i wywiad .Zastanawiałam się gdzie mogę go wstawić ,ale w końcu postanowiłam ,że założę nowy temat . Podejrzewam, że wśród nas też znajdą się osoby które miały kontakt 3 stopnia ,a może pokonają nieśmiałość i podzielą się z nami tym co przeżyli podczas takiego spotkania.


BLISKIE SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA Z UFO NA BAŁTYKU

Obrazek

To historyczna dla nas chwila, gdyż po raz pierwszy ujawniamy szczegóły historii wydarzenia pod każdym względem zasługującego na to, aby trafić do światowej „pierwszej ligi” przypadków Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia z UFO. Nie chodzi tylko o to, że ta historia przydarzyła się polskiej załodze kutra, że uczestniczyło w niej pięć osób, że znamy wszystkich uczestników tego zdarzenia i ich wiarygodność jest poza dyskusją, ale także w tym przypadku niezmiernie ważne są wątki poboczne. Jakie? A choćby związane z obserwacjami tego obiektu przez wojskowe radary służb radiolokacyjnych, o czym jeszcze będzie w tym tekście.

Kiedy w latach 90-tych „Nautilus” pojawił się po raz pierwszy w eterze i sieci www, praktycznie natychmiast ludzie z całej Polski zaczęli nam przysyłać informacje o niewyjaśnionych zjawiskach, o których wiedzieli lub których byli uczestnikami lub świadkami. I już po kilku tygodniach stało się jasne, że tematyka związana z UFO jest w tym potoku informacji czymś wyjątkowym, czego nie ma sensu nawet porównywać z opowieściami o duchach czy nawiedzonych miejscach. Ilość obserwacji, ich jakość, ilość świadków, przypadków lądowań takich obiektów, spotkań z ludźmi załóg tych obiektów, a wreszcie raportów policyjnych czy wojskowych dosłownie porażała i obezwładniała.

Od samego początku widać było, że są to obiekty absolutnie materialne, które zostawiają ślady na ziemi, które potrafią podczas lądowania wygiąć drzewa i wypalić trawę, w które można „postukać palcami tak jak w każdą materialną rzecz” i które są chyba największym wyzwaniem, z jakim kiedyś przyjdzie się zmierzyć ludzkości. Po prawie ćwierć wieku badania tego zjawiska, wysłuchania setek świadków, zebrania tysięcy relacji i objechania całego świata przy dokumentowaniu spotkań z UFO możemy postawić jasną tezę: to zjawisko jest tak prawdziwe jak tylko można sobie to wyobrazić. Gdyby była skala mierzenia wiarygodność zjawisk niewyjaśnionych, to fenomen UFO otrzymuje z marszu maksymalną ilość punktów. I to w każdej kategorii!

Jednak UFO to przede wszystkim konkretne przypadki obserwacji czy spotkań typu CEIII. To one pozwalają nam dowiedzieć się czegoś o tych obiektach i ich załogach, sprawiają, że możemy próbować odgadnąć ich intencje, cel i powód aktywności na Ziemi. I wreszcie analizując wiele tysięcy przypadków spotkań z UFO można uporządkować wiedzę na temat tego fenomenalnego zjawiska. I wyciągnąć wnioski.

Historia spotkania z UFO kutra rybackiego Ust-134 jest pod każdym względem wyjątkowa i ważna dla zrozumienia istoty zjawiska Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Pokazuje bowiem, jakie są możliwości techniczne zarówno tych obiektów, jak i ich załóg. Dzięki niej można zrozumieć, jak bardzo zjawisko „missing time” (tłum. - brakującego czasu) jest rzeczą realną, która potrafi zrobić luki w pamięci świadków i doprowadzić do tego, że dwie osoby wspólnie uczestniczące w tym samym wydarzeniu osoby pamiętają je zupełnie inaczej, a nawet więcej - jedna pamięta, a druga nie pamięta w ogóle, albo zupełnie inaczej, niż pierwsza. Tego typu element występuje także w tej historii, kiedy autor relacji opowiada o swoim bracie, który był szyprem na kutrze i nawet nie może sobie przypomnieć, jak z pozostałą załogą stał na pokładzie i wspólnie obserwowali podlatujący do kutra pojazd w kształcie dysku o średnicy 50-ciu metrów.

Ktoś, kto nie zna podobnych relacji związanych ze zjawiskiem „brakującego czasu” mógłby pomyśleć, że coś jest nie tak z wiarygodnością świadków. Tymczasem tak dokładnie to wygląda – pamięć ludzka została przez załogę UFO poddana procesowi, który wykracza poza wszystko, co zna nauka akademicka. A to tylko jeden z przykładów tego, co można dowiedzieć się o zjawisko UFO z tej historii.

POCZĄTEK

Warto dokładnie przeanalizować także poszczególne etapy drogi, jaką ten przypadek trafił do Fundacji Nautilus. Zaczęło się wszystko od e-maila, który na samym początku gdzieś zginął w zalewie przeróżnych wiadomości o UFO przysyłanych na pokład Nautilusa przez czytelników z Polski (i nie tylko). Wiadomość o tytule „Bliskie spotkania

” przyszła na naszą skrzynkę e-mailową 1 czerwca 2012 roku



/w tekście wiadomości jest zachowana oryginalna pisownia/

From: Mirek Malczewski

Sent: Friday, June 01, 2012 5:43 PM

To: FN

Subject: Bliskie spotkania ......

Chcialbym podzielic sie czym co spotkalo mnie i moja zaloge kutra rybackiego Ust-134 . Czas zdarzenia to poczatek lat 80-tych. Nie umie przypomniec daty ale pewnie to moglo sie byc w 1982 albo 1983 ?? Wiosna. Ale fakt jest ze to sie zdarzylo a po calej sprawie zaloga i ja nie rozmawialismy o tym ... tak jakby nas amnezja dosiegla albo zakaz mowienia.

Dopiero po paru latach kiedy juz ja wyjechalem z Polski to obraz zdarzenia zostal jakby przywolany wlacznie z mowieniem o zdarzeniu. Dzisiaj mam 58 lat a pamietam to zdarzenie bardzo wyjatkowo i dokladnie. ..... Nasze wyjscie na polowy baltyckie zawsze odbywalo sie w poznych godzinach wieczornych, na lowisko zazwyczaj plynelo sie 8-9 godzin. Przy sterze na lowisko staliśmy na zmiany w 5-osobowej załodze. Ja jako mechanik zawsze wachtę przy sterze mialem jako ostatni . Gdy wychodzilismy z Ustki zobaczylem po naszej prawej stronie swiatlo seledynowe (prawie zielone) choc nie takie jak ogol statkow posiada.

Światło zielone w tym wypadku mowi ze jestesmy na kursie mijania .... dziwilo mnie jedynie ze nie widac swiatla masztowego bialego.... Poszedlem do maszynowni tam spedzilem okolo pol godziny aby przygotowac silnik na rejs. Po wyjsciu z maszynowni ku mojemu zdziwieniu to swiatlo zielone dalej bylo na trawersie mijania... I w rozmowie z czlowiekiem przy sterze wymienilismy pare zdan ze chyba plynie tylem???

Idac do swojej koi aby troszke przespac sie powiedzialem aby uwazal.... gdyby co niech mnie budzi... Przespalem do swojej wachty.... Nad ranem ( a bylem juz przy sterze, pelnilem wachte) gdy zaczelo switac ten obiekt zblizyl sie do nas.... Ja w panice obudzilem cala zaloge ... natychmiast wyszli na poklad...... Talerz byl nad nami a swiatlo zielone (seledyn ) centrycznie bylo pod spodkiem. Nie bylo paniki .... machalismy im wszyscy a w ich oknach bylo widac rozne osobniki ,,Podobne do ludzi ale i tez niebieskie z duzymi oliwowymi oczyma... Byli przy nas okolo paru minut.... nikt z nas nie czuł strachu, nawet mowe nam odjęło.

Odlecieli bezszelestnie....z predkoscia niesamowita, ale brakowalo nam paru godzin z tego dnia... Po trzech dniach polowow wrócilismy do portu Ustka . Po wyladunku ryby wracalem z Ustki do Slupska noca... gdzie mieszkalem i w polowie drogi nad polami wisialy takie same, ale trzy swiatla. Opowiedzialem zonie o zdarzeniu, w tym momencie zona wyciagnela gazete Glos Pomorza gdzie napisali ze nad Baltykiem zaobserwowano UFO..... Od tamtego czasu interesuje sie zjawiskami , ktore nie sposob wytlumaczyc.... Zaznaczam ze nie jestem fantastą.... to naprawde wydarzylo się.

Mieszkam w Dani od 1985 roku i z lat pracy na morzu to zdarzenie jakos nie wiedziec czemu tkwi we mnie tak bardzo . Gdy ostatnio bylem w Ustce i widzialem sie ze swoim bylym załogantem, powiedzial mi ze nie mowi nikomu aby sie nie osmieszac , bo sam dzisiaj nie bardzo wie czy to byl sen .... ale ze razem pamietamy to jednak musi byc prawda.... Serdecznie pozdrawiam ..... Mirek Malczewski.


Treść tego e-maila od razu pokazała kilka rzeczy. Po pierwsze napisał go człowiek, który posługiwał się fachowym językiem opisującym pracę na kutrze, nie było tam żadnego nachalnego „wciskania historii” w celu publikacji, a styl i język e-maila świadczył o dużej kulturze osoby piszącej.

Tydzień później 7 czerwca 2012 roku połączyliśmy się z p. Mirosławem Malczewskim przy pomocy komunikatora wideo i w ten sposób została nagrana rozmowa, którą teraz zamieściliśmy na naszej witrynie youtube.



DOKUMENTACJA HISTORII

Na prośbę naszego kolegi z FN autor relacji sporządził rysunek pokazujący zarówno jego kuter, jak i moment, kiedy nad kutrem znalazł się potężny obiekt latający w kształcie dysku. Mimo tego, że pochodzi wprost z rodziny znanego malarza, to wykonał te rysunki na potrzeby publikacji w serwisie FN po raz pierwszy od... szkoły podstawowej. I wyszły naprawdę bardzo dobrze.

Obrazek

Obrazek

Fundacja Nautilus posiada dość szczegółową dokumentację związaną z tym przypadkiem. Przykładem jest choćby Karta Rybacka pana Mirosława Malczewskiego (niektóre dane zostały przez nas celowo zamazane)

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że kuter o numerze bocznym Ust-134 wypłynął z Ustki na swój najbardziej niezwykły rejs wiosną 1983 roku (był to prawdopodobnie 6-ty czerwca 1983 lub okolice tego dnia, a tę dokładną datę ustaliśmy dzięki naszemu gazetowemu archiwum, o czym za chwilę).

Po jakimś czasie i wielu przemyśleniach taki właśnie termin całego wydarzenia podał autor relacji. Nasz drogi kolega Cezary, który zamierza na kanwie całego wydarzenia zrealizować film poprzez technikę animacji komputerowej, sporządził nawet dokumentację tego, jak prawdopodobnie wyglądał ten kuter w owym roku. Oto efekty jego poszukiwań:
Obrazek
Obrazek
TEN OBIEKT UFO POSTAWIŁ W STAN GOTOWOŚCI POLSKIE SŁUŻBY RADIOLOKACYJNE!

Historia związana z kutrem Ust-134 jest fenomenalnie (!) ciekawa z wielu powodów, ale jednym z najważniejszych jest wątek związany z wojskiem. W rozmowie z FN p. Mirosław Malczewski wspomniał o tym, że w czasie ich spotkania z UFO obiekt ten został zauważony przez radary wojskowe. Oto ten fragment rozmowy z nim:



Mój tata, już nieżyjący dzisiaj, miał przyjaciela. On był pilotem w Rędzikowie, to jest koło Słupska. Tam jest lotnisko wojskowe. On był podpułkownikiem, dowódcą eskadry w tym czasie. Ja tam przyjechałem do mojego taty i wtedy ten ojca przyjaciel, kolega - to był podpułkownik Sołtysiński - powiedział mi coś takiego: "Wiesz co, cała flota nabrzeża została w tym czasie postawiona w stan gotowości." I on opowiadał, że oni widzieli to, ale też nie mogli do tego dojść. Myśmy o tym mówili, ale to nie było mówienie takie, że my się tym ekscytujemy. Później jakoś się o tym zapomniało. (...)







Idąc tym tropem zaczęliśmy przeglądać nasze archiwa i nagle okazało się, że mamy dokładne potwierdzenie tego zdarzenia!

Oto tekst z naszego gazetowego Archiwum:



W 1983 roku nad lotniskiem w Darłowie pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający. Do jego zestrzelenia wysłano samoloty z podsłupskiego Redzikowa i Zegrza Pomorskiego koło Koszalina. Nie zestrzeliły. Piloci musieli później tłumaczyć się przed prokuratorem.

Tę nieznaną historię opisał, powołując się na polskie dokumenty, badacz UFO Dirk Vander Ploeg. Według jego danych 6 czerwca 1983 roku, Stanisław Z. obsługujący radar słupskiego lotniska wojskowego dostrzegł na nim Niezidentyfikowany Obiekt Latający nad lotniskiem w Darłowie.

Obracające się cygaro

Jakiekolwiek naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej stawiało wszystkich na nogi. Trzeba było czuwać i działać.
Według relacji, w której posiadanie wszedł Dirk Vander Ploeg Stanisław Z. dostrzegł obiekty na swoim radarze o godzinie 11.26.
W powietrzu znalazły się Iskry - ze Słupska i z Zegrza. Po kilku minutach od momentu oderwania kół od płyty lotniska pilot zegrzyńskiej Iskry - kapitan Praszczałek - miał powiedzieć: - Widzę cel. Jest w kolorze stali, wygląda jak obracające się cygaro, zakręca jak bumerang. Nie ma żadnych widocznych oznaczeń, ani cech charakterystycznych dla jakiegokolwiek samolotu.
Opis Praszczałka został przekazany szefowi sztabu lotnictwa. Lotnicy w dalszym ciągu pozostawali w kontakcie wzrokowym z dziwnym obiektem i oczekiwali na dalsze rozkazy.
Po dwudziestu minutach Dowództwo Wojsk Lotniczych wydało decyzję: Obiekt zestrzelić!
Praszczałek krzyknął: Ognia!. I... w tym momencie obiekt zniknął.
Jest świadek tych wydarzeń.

Po prostu stanęło w miejscu

Sytuację, którą opisuje Dirk Vander Ploeg, pamięta doskonale Ireneusz Bijata, pilot myśliwski, były dowódca 28 Słupskiego Pułku Myśliwskiego w Redzikowie. W 1983 roku był jednym z oficerów stacjonujących na redzikowskim lotnisku.
- Wszyscy wiedzieli, że stało się coś dziwnego. Zresztą samo wydanie rozkazu zestrzelenia było sytuacją wyjątkową - opowiada.
Według relacji Ireneusza Bijaty, piloci po powrocie z lotu -lądowali w Redzikowie - dokładnie opowiedzieli co się stało.
- Mówili o obracającym się, stalowym cygarze. Dostali rozkaz zestrzelenia. Dokładnie w momencie, gdy Praszczałek miał nacisnąć przycisk ten obiekt wykonał jakiś kompletnie nieznany manewr - rodzaj zakrętu.
Bijata dokładnie opisuje ten "rodzaj zakrętu”, który w praktyce zakrętem nie był.
- Cygaro po prostu stanęło w miejscu i zawróciło. Piloci naszych samolotów strzału nie oddali. Nie mieli szans. One w przeciwieństwie do tego obiektu musiały dostosować się do praw fizyki - tłumaczy Bijata.
Pilot - Praszczałek - wykonał więc drugie podejście. Po ponownym kontakcie z tajemniczym obiektem...
- Naprowadził go na celownik. Zagrały wszystkie przyrządy. Zamierzał strzelać z działka, którego użycie wymagało dość bliskiej odległości - kontynuuje Bijata.
Za drugim razem stało się to samo, co za pierwszym razem. W momencie naciskania spustu...
- To dostało takiej prędkości, że w życiu czegoś takiego piloci nie widzieli- mówi były dowódca.
Według niego cała akcja trwała aż dwie godziny.

Rozkaz niewykonany

Nieudana próba zestrzelenia UFO nie była końcem tego niezwykłego dnia.
- Sprawa była niezwykle poważna. To było wojsko. Wydano rozkaz otwarcia ognia, który nie został wykonany - dodaje Bijata.
Piloci uczestniczący w nieudanej próbie zestrzelenia najpierw musieli pisać raporty, a później tłumaczyć się przed prokuratorem. Nikt nie mógł tego zrozumieć. Ponoć śledczy pytali pilotów:
- Jak to... Mieliście go na celowniku i nie udało się go wam zestrzelić.
Trudno było to komukolwiek wytłumaczyć.
Ostatecznie śledztwo umorzono. Tajemnicy niezidentyfikowanego obiektu latającego nigdy nie wyjaśniono. Raporty w tej sprawie - o ile nie zostały zniszczone - zapewne czekają na odkrycie w jakimś archiwum. Piloci, którzy służyli wtedy w Słupsku rozjechali się po świecie. Jednostka, w której służyli została rozwiązana.
Pułk rozwiązano w 2000 roku. Ostatni lot wykonał we wrześniu 1999 ppłk pilot Bogdan Wójcik na samolocie o numerze taktycznym 117.



Żródło: GŁOS POMORZA



Wszystko wskazuje na to, że o tym właśnie incydencie wspomniał p. Mirosław Malczewski, a to oznacza, że całe wydarzenie miało miejsce w okolicach 6-go czerwca 1983 roku. Nie ma bowiem pewności, że aktywność obiektów UFO została zauważona przez radar wojsk lotniczych dokładnie tego dnia. Mając wiedzę na temat podobnych incydentów na świecie wiemy, że przeważnie nie jest tak, że obiekt UFO „jest przez godzinę, a potem odlatuje hen w przestrzeń kosmiczną”. Ich obecność jest często wielodniowa, a nawet wielotygodniowa. Wystarczy przypomnieć to, co działo się w Zdanach w grudniu 2005 roku na miesiąc przed wykonaniem pamiętnej serii zdjęć z 8-go stycznia 2006 roku.

ŚWIAT DOWIE SIĘ O TYM PRZYPADKU

Ta historia zasługuje na to, aby była cytowana we wszystkich poważnych książkach, które zajmują się UFO i ukażą się na świecie. Podobnie jak historia ze Zdanów także historia kutra Ust-134 zasługuje na to, aby poznali ją ludzie interesujący się UFO na wszystkich kontynentach. Jej dokładne omówienie zostało dołączone do naszego wykładu, który 30 listopada b.r. będziemy mieli w Hong Kongu dla ogromnej rzeszy pasjonatów UFO, którzy przyjadą tam z całego świata. Organizatorzy zapewniają, że będzie to największe tego typu spotkanie na świecie, jakie kiedykolwiek miało miejsce w historii naszej ludzkiej cywilizacji. Zainteresowanie w Azji tematyką Niezidentyfikowanych Obiektów Latających bije bowiem wszelkie rekordy, o czym mieliśmy okazję przekonać się już rok temu podczas naszego wykładu w Hong Kongu. Historię Ust-134 zaprezentujemy także podczas przyszłorocznego spotkania MUFON w Las Vegas (Stany Zjednoczone), gdzie także wybiera się ekipa FN.

Debiut, a raczej pierwszy sygnał o tym wydarzeniu pojawił się w bardzo zdawkowy sposób w serii dokumentalnej emitowanej w Polsce przez Discovery zatytułowanej „The Unexplained Files”.
Pan Mirosław Malczewski pojawił się na chwilę w odcinku szóstym „PERUWIAN ALIEN SKULL AND BALTIC SEA”. To właśnie FN przekazała producentom tego programu opis całego przypadku w efekcie czego został nagrany bardzo ciekawy materiał. Wiemy, że w przyszłości jeden z odcinków nowej serii dokumentalnej o UFO będzie poświęcony w całości tej historii.



TO WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ! – rozmowa FN

Dlaczego tak długo nie publikowaliśmy tych materiałów?

Nie ma żadnego szczególnego powodu, a raczej jest ten sam co zawsze.

Czyli?

Brak czasu. Mówiąc krótko wszyscy mamy życie osobiste i zawodowe, a na nasze skrzynki każdego dnia przychodzą kolejne ciekawe materiały i kolejne, staram się nad tym jakoś panować, ale niestety różnie z tym bywa i efekt jest taki, że w naszym katalogu „DO PUBLIKACJI” jest tak ze dwieście historii dosłownie ścinających z nóg, które są pierwszą ligą światowych badań zjawisk niewyjaśnionych. Historia kutra Ust-134 jest po prostu jedną z takich właśnie historii, które mimo absolutnego przekonania o szybkiej publikacji trafia do tego upiornego katalogu i zostanie zasypana kolejnymi, rewelacyjnymi materiałami
dopóki nie wygram w Lotto dużej kwoty pozwalającej mi na opłacanie ludzi, a nie opieraniu się zwodniczym na ich dobrej woli, tak to będzie wyglądało.

Ale dlaczego sięgnąłeś wreszcie po tę historię i pokaże się na naszych stronach?

Na pewno dlatego, że przygotowuję się do wykładu w Hong Kongu, ale także zdopingowała mnie telewizja Discovery, która wyemitowała ten odcinek z serii „The Unexplained Files”. Miała być najpierw ta publikacja w naszym serwisie, ale cóż
wyszło jak wyszło. Na pocieszenie jednak siebie i ciebie także powiem, że i tak robimy tyle rzeczy, że w zasadzie zasługujemy na tytuł mistrzów świata. I nie są to żadne czcze przechwałki, bo pokaż mi drugą taką grupę ludzi, która nie zarabia na tym ani grosza i prowadzi całą działalność jedynie traktując propagowanie wiedzy na temat zjawisk niewyjaśnionych jako część swojej publicznej misji, a w naszych serwisach nawet na ułamek milisekundy nie pokazuje się reklama. Znasz taką drugą grupę?!

Dobrze wiesz, że nie znam. Ale wracają do pana Mirka i historii kutra, co najbardziej ciebie w niej poruszyło?

Wiele rzeczy, naprawdę wiele rzeczy. Tam jest wszystko bardzo spójne, poparte dokumentacją. Nie ma jednego świadka, który coś tam sobie bajdurzy, ale świadków jest pięciu. Wszyscy wiarygodni, twardzi faceci, ludzie morza. Tacy ludzie nie opowiadają bajek, bo ani nie mają na to ochoty, ani to do nich nie pasuje. Poza tym w dniach, kiedy doszło do tego incydentu, nasze służby radiolokacyjne miały na ekranach swoich radarów prawdziwe pokazy UFO, co postawiło na równe nogi lotnictwo. Ta sprawa także ma swoje poparcie w dokumentacji. Mam mówić dalej?

Tak.

Do kutra podlatuje pojazd UFO. Świadkowie opisują różne postacie, które dyskretnie przyglądają im się przez okrągłe bulaje położone wzdłuż krawędzi obiektu. Opis jest arcyciekawy, bo obok siebie stoi jak relacjonują świadkowie 5-6 osób, niektóre całkiem człekopodobne jak dziwny mężczyzna czy kobieta - jak opisuje ją świadek - „niebieska”, a obok jak gdyby nigdy nic stoi tzw. szarak z dużymi oczami. Nie ma między nimi żadnej „walki na lasery”, ale widać wyraźną współpracę, choć można śmiało założyć, że należą do różnych ras, choć... nie można wykluczyć robotów, ale raczej skłaniam się do tego, że stały tam istoty z różnych światów podróżujące w jakimś celu jednym pojazdem. Ciekawe, prawda? UFO jest wielkie jak szkolne boisko – ma 50 metrów średnicy! Potem zaczynają się dziać cuda, gdyż załoga pamięta odlot pojazdu, a potem nagle ku bezgranicznemu zdumieniu zauważają, że ktoś im „ukradł kilka godzin”. A potem jest jeszcze ciekawiej, gdyż brat pana Mirosława, który był szyprem na tym kutrze, pamięta co prawda, że takie coś było, ale
nie może sobie przypomnieć nic więcej. A przecież stał ze wszystkimi na pokładzie, patrzył się na tę potężny pojazd powietrzny, który doleciał do kutra! Ale to i tak nic wobec tego, co się dzieje potem. Załoga kutra wychodzi na ląd. Jak opowiadał świadek – byli tak wstrząśnięci tym spotkaniem i zaszokowani owym „zniknięciem kilku godzin”, że nawet ze sobą o tym nie rozmawiali. Dopiero po pewnym czasie, kiedy ochłonęli, zaczęli o tym mówić. Między sobą! Poza tym oczywiście było absolutne milczenie wobec osób postronnych, gdyż bali się ośmieszenia.

Rozumiesz ich, prawda?

Jasne, że ich rozumiem. Ale idźmy dalej – pan Mirosław mówi kolejną arcyciekawą rzecz. Po zejściu na ląd jedzie do domu samochodem do Słupska. Nagle nad jednym z pól widzi trzy potężne obiekty UFO identyczne jak ten, który doleciał do ich kutra.

Jak to interpretujesz?

Tutaj sprawa jest oczywista – byli obserwowani, a może inaczej – on był przez nich obserwowany. Zresztą nawet wiemy w jaki sposób, gdyż miał w sobie tzw. implant, o istnieniu którego dowiedział się przypadkiem podczas badań lekarskich.

Implant, czyli nadajnik.

Dokładnie. Ludziom, którzy nie wierzą w to, że załogi pojazdów UFO wszczepiają do ciała implanty współczuję, gdyż po prostu wyraźnie nie mają pojęcia o skali tego, co kryje się za zjawiskiem UFO.

O ile pamiętam on ten implant wydobył?

Tak, w 1987 roku. Znajdował się w jego bicepsie.

Czy słyszałeś o tym, aby ktoś kiedyś wydobył implant?

Wielokrotnie to się zdarzało, wiem o kilku przypadkach w Stanach Zjednoczonych
Ale uprzedzam entuzjazm niektórych, żeby taki nadajnik obcych zbadać i oddać do jakich tam laboratoriów, gdyż to są tak zaawansowane urządzenia techniczne, że mają wbudowany w siebie mechanizm autodestrukcji. Jeśli wydobędzie się to coś w sposób sztuczny z ciała osoby której go wszczepiono, wtedy ulega on natychmiastowemu samozniszczeniu i przypomina najczęściej kawałek szkła, który jest trochę cięższy od zwykłego szkła.

Po co są te implanty obcym?

To proste – monitorują życie człowieka, którego zbadali na pokładzie swojego statku. Przy pomocy tego urządzenia mogą
zresztą, Bóg jeden wie, co taki nadajnik jest w stanie robić. Być może dzięki niemu są w stanie na ekranie monitora mieć podgląd tego, co taki człowiek widzi i o czym myśli. I mówię o tym śmiertelnie poważnie, a temat ten rozwinę podczas mojego wykładu w Hong Kongu, który mam już za trzy tygodnie.

No dobrze, a teraz najważniejsze – co dalej?

Sprawa tej historii jest na tyle ważna, że w ramach naszej działalności uruchomiliśmy jak wiesz specjalny projekt, który jest poświęcony tylko temu przypadkowi. Oczywiście najważniejszym momentem będzie poddanie hipnozie regresyjnej całej załogi kutra. Jest po prostu pewne, że obcy zakryli im w pamięci wszystko, co wydarzyło się przez te kilka godzin.

Po co to robią?

Dla dobra takiego człowieka, którego wspomnienia ze spotkania z obcymi mogłyby wywrócić życie do góry nogami, mógłby narazić się na drwiny i jeszcze gorsze szykany, że „zwariował i wymyśla”, a tak tacy ludzie pamiętają przeważnie, że zobaczyli jakieś światło, które wylądowało, potem wystartowało, a im brakuje tylko kilku godzin z życia i nijak nie mogą dojść, kto lub co skradło im teb czas.

Myślisz, że większość ludzi uwierzy w tę historię?

No cóż
ludzie czytający serwis FN od na przykład 20 lat oczywiście już po minucie słuchania narracji pana Mirka zorientują się, że facet opowiada to, co przeżył naprawdę. A zresztą
to, czy ktoś tam uwierzy czy też nie, to nie ma żadnego znaczenia. Kiedyś myślałem, że naszą rolą jest jakieś przekonywanie, a teraz macham na to z rozbawieniem ręką. Przykładem może być historia Emilcina, tak prawdziwa, jak tylko może być, a która przez przeróżnych półgłówków była negowana na dwieście sposobów. Pamiętam, jak opowiadał mi nieżyjący dzisiaj Zbigniew Blania-Bolnar, że przez wiele lat przeżywał nieprawdopodobne zdziwienie i rozbawienie tym, że jak tylko wspomniał gdzieś o Emilcinie, to wstawał jakiś kretyn i mówił „Panie
po co mówić o tym, jak to już wszystko zostało dawno wyjaśnione!”. Kiedy Blania pytał się, kto i kiedy to wyjaśnił, to wtedy słyszał, że przecież miesięcznik „Kobieta i Życie” pokazał zdjęcia płetwonurków, w które poprzebierali się pracownicy PGR i udawali obcych. Blania-Bolnar wtedy klął jak szewc i mówił takiemu baranowi, że publikacja w „Kobiecie i Życiu” była żartem primaaprilisowym, do czego ta gazeta się przyznała już w następnym numerze. Blania uważał zresztą, że największymi głupkami szkodzącymi UFO są osobnicy, którzy nazywają siebie „Ufologami”, gdyż z zawiści i zwykłej zazdrości są gotowi opluć i zdeptać nawet najciekawszy przypadek UFO. On co chwilę musiał odpierać ataki takich ludzi opowiadających jakieś duby smalone o „megahipnotyzerach” albo „spisku rosyjskich służb”. Przy okazji badania historii o zatrzymaniu dwóch samochodów przez obiekt UFO w Zdanach zrozumiałem, że Św. Pamięci pan Zbyszek nie miał żadnych 99, ale 100 procent racji!

I jeszcze jedno, uważasz, że tę historię także można zanegować? Nawet przy tym, że wojskowe raporty potwierdzają obecność obiektów UFO nad Bałtykiem w tamtym czasie?

Oczywiście, że tak! Wybacz, że ja jeszcze o tym Emilcinie, ale
ostatnio pojawiła się książka, w której autor postawił już nie nawet idiotyczną tezę, bo to słowo jest za słabe i nie oddaje istoty rzeczy, ale wręcz rodem z psychiatryka, że zdarzenie w Emilcinie jest efektem działalności supermegakosmosJezusMaria hipnotyzera, jakiego jeszcze świat nie widział. Niestety idiota podał jego nazwisko, a jest to W. (nazwisko do wiadomości red. FN), człowiek, którego bardzo dobrze, a może raczej wręcz za dobrze znali moi przyjaciele z warszawskiego Stowarzyszenia UFO-WiDEO. Kiedy powiedziałem im o tym idiotyzmie z megahipnozą emilcińską W., to jeden z kolegów na moich oczach ukląkł na ziemi, chwycił za serce i popłakał się ze śmiechu
Jest to już człowiek wiekowy i ma kłopoty z sercem, więc byłem pełen obaw o jego zdrowie. I przez chwilę żałowałem, że w ogóle poruszyłem ten temat.

Dlaczego popłakał się ze śmiechu?

Bo on tego rzekomego „superhipnotyzera” znał nawet lepiej niż Blania-Bolnar i miał on tyle wspólnego z wielką hipnozą, co krowa hodowlana „łaciata” w kieleckiej zagrodzie ma z nowym pojazdem kosmicznym Richarda Bransona
Blania-Bolnar też się pewnie w grobie przewraca i to raczej ze śmiechu. Mój kolega powiedział mi, że równie dobrze można postawić hipotezę, że na przykład papież Jan Paweł II jest prawdziwym twórcą izraelskiej bomby atomowej, którą konstruował po godzinach w Watykanie i są na to przekonywujące dowody
Problem polega na tym, że ten bidula W., Świeć Panie nad jego duszą, to był taka pierdołowata ciapa ciągle zasypująca ich tysiącami relacji o UFO, w każdym tygodniu przysyłał 2-3
Wtedy nie było komputerów, a on co chwilę pisał listy i raporty o tym, jak to widział UFO to nad blokiem, a potem tu nad drzewami przy dojściu do sklepu... Są tacy ludzie, to bardzo specyficzna grupa
Smutna postać, taka trochę pokraczno-satyryczna, których akurat w środowisku ufologicznym nie brakuje. Nie mogli się od tego chorego biduli uwolnić latami
wraz z przejęciem archiwów UFO-Wideo my dostaliśmy te bzdury, które przez wiele lat z uporem osoby z syndromem maniakalno-depresyjnym ten trochę nawiedzony człowiek przysyłał do Pałacu Kultury i Nauki, gdzie mieściło się UFO-Wideo
Gryzmolił całe stronice, jakieś szkice robił... i to takie ilości! Ten przykład pokazuje, że naprawdę przy okazji nawet najbardziej wiarygodnej historii związanej z UFO zawsze trafi się jakiś kretyn, który z różnych powodów często natury psychicznej będzie negował i obalał, ale to naprawdę nie zmienia prawdziwości tego, czy dana historia była prawdziwa, czy też nie. O sprawie Emilcina i naszych materiałów z UFO-WIDEO obiecuję dłuższy tekst w serwisie http://www.emilcin.com, ale temat kutra Ust-134 dopiero tak naprawdę się zaczął. Ten tekst jest pierwszy z serii o tej historii i podobnie jak temat Zdanów wypłynie na szeroki świat. Powiem nawet inaczej: temat ten razem ze Zdanami i Emilcinem będzie jednym z żelaznych punktów w książkach i opracowaniach o UFO, które będą postawały na świecie. I z tej trójki szybko stanie się absolutnym numerem jeden. Jestem o tym Gosiu więcej niż pewien!

Dziękuję za rozmowę.

/rozmawiała JMZ/

OD FN:

http://www.nautilus.org.pl/index.php?p=artykul&id=2889
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 13 sty 2015, 21:48

Obrazek

Według legend sowy, zwłaszcza puszczyki, były uosobieniem zła. Były to wcielenia demonów nawiedzających nocą mieszkania ludzi. Rzeczywiście ciemne oczy puszczyka mogą wywoływać nieprzyjemne odczucia, ale nie zapominajmy, że podobne opisy wielokrotnie pojawiały się w relacjach ze współczesnych wzięć, będąc najwyraźniej swoistym kamuflażem wykorzystywanym przez obce istoty do blokowania wspomnień z niemiłych przeżyć z wzięć.

Obrazek
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » piątek 30 sty 2015, 23:12

fragmenty książki
JOHANNES FIEBAG
INNI
(Spotkania z pozaziemską inteligencją)


Istoty miały coś w rodzaju dużych plecaków, wystających nad głowę, i unosiły się w dziwnych fotelach około dwóch
metrów nad ziemią. Jürgen zobaczył, że źdźbła trawy znajdujące się pod „aparatami latającymi” poruszały się – jakby pod
wpływem niewidzialnej siły. Jedna z istot znalazła się nad wąską, szutrową leśną drogą, kamyczki pod fotelem dosłownie
„tańczyły”.
– Wywijały istne piruety, było słychać suchy stuk kawałków tłucznia zderzających się w powietrzu. Poza tym panowała
prawie zupełna cisza. Tylko fotele wydawały niskie, niegłośne mruczenie.

Spotkania z istotami pozaziemskimi i uprowadzenia do UFO przybrały już – przynajmniej w USA – rozmiary regularnego
„syndromu uprowadzeń”. „Zawiniła” tu w pewnym sensie popularność książek Whitley'a Striebera [1, 2] i Budda Hopkinsa
[3, 4], którzy uświadomili ludziom istnienie tego drażliwego problemu.
[b]Czym są uprowadzenia do UFO?

Ofiary utrzymują,że małe, szare istoty z nienormalnie wielkimi głowami, z ogromnymi oczyma i dość szczupłym ciałem, zatrzymały ich
samochód na jakiejś odludnej szosie, wzięły je do statku kosmicznego, gdzie poddały badaniom lekarskim i
psychalogicznym, a potem puściły wolno.
Innych – jak Lindę Cortile – uprowadzono wprost z mieszkania, w stanie lewitacji przeniesiono do dużych obiektów unoszących się w powietrzu i poddano takiej samej, mniej lub bardziej niemiłej procedurze. Na koniec istoty pozaziemskie założyły większości ofiar blokadę mentalną, powodującą utratę poczucia czasu przez kilka godzin. Często jedynie hipnoza może przywrócić pamięć takich zdarzeń. Takimi spotkaniami zajmiemy się jeszcze w sposób bardziej wyczerpujący.

Ale znane mi dotąd przypadki zupełnie nie przypominały zdarzenia, o którym opowiadał Jürgen. Nigdy nie zetknąłem się
z informacją o świetlistych olbrzymach trzymetrowego wzrostu w latających fotelach, których „napęd” oddziaływał
fizycznie na środowisko. Ale cała ta historia będzie jeszcze znacznie dziwniejsza.

– Trzy istoty – ciągnął Jürgen z napięciem na twarzy - wpatrywały się we mnie. W każdym razie odnosiłem takie
wrażenie, bo nie widziałem ich oczu. Potem istota z prawej strony, unosząca się nad drogą, ruszyła ku mnie. Ale
najbardziej niesamowite było to, że nie mogłem się ruszyć. Nie mogłem nawet mrugnąć okiem.

Objawy paraliżu u ludzi i zwierząt są często wymieniane w związku z tak zwanymi bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia,
czyli bezpośred-nimi spotkaniami z załogami UFO. Świadkowie nie mogą się ruszyć, jakby ktoś rzucił na nich urok, nie
potrafią nawet skinąć głową, czy – jak Jürgen Rieder – mrugnąć okiem.

– Istota podeszła do mnie. Stałem bez ruchu, widząc swoje odbicie w jej hełmie. Teraz ujrzałem, że w górnej części
plecaka, po obu stronach hełmu, znajdują się jakby fasetkowe oczy – dwoje z jednej, dwoje z drugiej strony. Odniosłem
wrażenie, że wylatuje z nich i przeszywa mnie na wylot coś w rodzaju światła lasera.

I to nie jest niczym nowym. Wielu świadków bliskich spotkań relacjonuje, że prześwietlały ich dziwne promienie,
przechodzące przez skórę, kości, a nawet dachy samochodów.

– W całym ciele czułem mrowienie. To bolało. Czułem, jakby obdzierano mnie ze skóry. Jakby całe moje ciało zostało
odwodnione, jakby pozbawiono je wszelkich płynów, jakbym usychał. W głowie huczał mi kościelny dzwon, wydawało mi
się, .ze wszystkie kości trą o siebie. Było mi strasznie gorąco. Pomyślałem sobie: do licha, ja płonę, umieram. To było
potworne. Bałem się wtedy, jak nigdy w życiu.
– Jak długo to trwało? Jak długo musiałeś to znosić?

– Nie wiem. To było coś potwornego. Heiner powiedział mi potem, że trwało to parę minut, że otaczał mnie ognisty obłok.
W każdym razie trzy istoty nagle zniknęły. Bach – i już! Nie wiem, jak to zrobiły. Rozpłynęły się w jednej chwili.

Notując, myślałem sobie, że wielu ludzi na świecie przeżyło coś podobnego, choć żaden z tych przypadków nie mógł się
równać temu, o czym teraz słuchałem.
– Czy Heiner wszystko widział?
– Tak, był kompletnie roztrzęsiony. Co chwila łapał się za głowę i krzyczał: To niemożliwe! Zabawne, bo ja dość szybko
wróciłem do siebie, bóle przeszły z chwilą zniknięcia istot. Znów mogłem się ruszać. Heiner jeszcze przez następne dni
był zupełnie rozbity. A ja zacząłem zastanawiać się nad napędem tych foteli. Dziwne, co?


Rzeczywiście, osobliwy przypadek. Do tej pory Jürgen Rieder nie uświadamiał sobie, że to najprawdopodobniej UFO. Jak
sam twierdzi – w co wierzę – nie znał wtedy relacji z uprowadzeń. Przez cały czas, kiedy omawialiśmy niezwykłe
zdarzenie, ani razu nie odniosłem wra-żenia, że to oszust. Był to ktoś, kto zetknął się z wielką zagadką, miał za sobą
również niewiarygodne przeżycie, które zupełnie go zaskoczyło. Był kimś poszukującym wyjaśnienia, ale nikt nie mógł
mu go udzielić.
Od owej nocy Jürgen Rieder cierpi na natręctwa, czuje przymus skonstruowania maszyny działającej wbrew prawu ciążenia. Wyznaczono mu nawet termin – do 1992 roku. Potem – co wielokrotnie widział w wizjach i snach – będzie koniec świata.
Z biegiem lat jego wizje dotyczące maszyny antygrawitacyjnej stawały się coraz konkretniejsze. Najpierw widział tylko
trójkąt z jakimiś obracającymi się rotorami przy wierzchołkach. Konstrukcja ta przeobraziła się potem w podwójną
piramidę, w której rozpoznał model kryształu tlenku krzemu. Późniejsze wizje uświadomiły mu, że takie kryształy
naturalne czy tworzywa sztuczne o porównywalnej strukturze, łączone w układy, jeden nad drugim, mogą przy
określonych częstotliwościach wykazywać działanie antygrawitacyjne. Często budził się w nocy i całymi godzinami kreślił
jak szalony przeróżne modele. W ten sam sposób zostały zainspirowane jego badania nad sztuczną inteligencją.
Nie potrafię stwierdzić z całą pewnością, czy Jürgen Rieder miał kontakt z nieznanymi istotami w rzeczywistości, nie
wiem też, czy pewnego dnia zbuduje maszynę antygrawitacyjną. Pewne jest tylko, że minął rok 1992, a nasz świat
istnieje. Niewątpliwe jest jednak to, że biorąc pod uwagę wspomniane wizje, przypadek Riedera jest analogiczny do
wielu innych. Liczba osób spośród uprowadzonych do UFO, które miały kontakt z osobliwymi i potężnymi istotami, a po
spotkaniu z nimi zaczęły odczuwać jakby przymus zbudowania maszyny antygrawitacyjnej czy perpetuum mobile,
obejmuje już setki. Inni „odkrywają” formułę światowego pokoju czy „wynajdują” nowe (choć znane już od dawna)
substancje chemiczne. Często ogłaszają proroctwa dotyczące końca świata za każdym razem niedoszłego. Przeżycie
Jürgena Riedera nie jest klasycznym „kontaktem z UFO”, gdyż ani on, ani jego przyjaciel nie widzieli obiektu. Ale było to
spotkanie o charakterze wyraźnie technicznym, podobne do doznań, jakie inni ludzie mają i mieli na całym świecie.
[/b]
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 09 mar 2015, 20:16

Abdukcja policjanta Herberta Schirmera
2015-02-02

Obrazek Rekonstrukcja wyglądu pojazdu. Rysunek wykonany przez świadka

3 grudnia 1967 roku około godziny 2:30 w nocy w pobliżu miejscowości Ashland w amerykańskim stanie Nebraska sierżant policji Herbert Schirmer (22 lata) jadąc wzdłuż Autostrady 63 zauważył kilka czerwonych świateł. Myśląc, że to zatrzymana ciężarówka, zbliżył się do nich i włączył światła radiowozu. Szybko zorientował się, że obiekt nie był ciężarówką. Był to obiekt w kształcie dysku o lśniącej powierzchni przypominającej wypolerowane aluminium oraz biegnącym wokół niego pomostem. Czerwone światła, które migotały, wychodziły ze znajdujących się na tym obiekcie okien. UFO przypuszczalnie unosiło się na wysokości 6 do 8 stóp nad drogą i wisiało w powietrzu pod lekkim kątem. Potem obiekt zaczął się powoli unosić, wydając odgłos przypominający syrenę alarmową i emitując w dolnej części przypominające płomień promienie. Wyglądając zza okna radiowozu, sierżant Schirmer obserwował, jak UFO przelatuje prawie tuż nad jego głową. Wtem nagle obiekt zgasł i zniknął z pola widzenia.

Obrazek
Rekonstrukcja wyglądu przywódcy załogi UFO. Rysunek wykonany przez świadka (skan z publikacji Wendelle Stevensa)

Schirmer wysiadł następnie z radiowozu i uzbrojony w latarkę zbadał powierzchnię drogi w miejscu, nad którym nisko unosił sie obiekt. Później pojechał na komendę policji zapisał w dzienniku: "Zaobserwowałem latający spodek na skrzyżowaniu autostrad 3 i 63. Wierzcie lub nie!". Ku swojemu zdziwieniu spostrzegł, że teraz była już godzina trzecia, przy czym obserwacja przypuszczalnie trwała nie dłużej jak dziesięć minut. Wraz z nastaniem poranka Schirmer zaczął cierpieć z powodu bólu głowy oraz "dziwnego brzęczenia" w głowie, a na swoim karku odkrył "czerwoną wypustkę". Miała ona długość około dwóch cali i szerokość około pół cala i znajdowała się na tzw. "przewodzie nerwowym" pod jednym z uszu.

Obrazek
Herb Schirmer na pokładzie pojazdu. Szkic sporządzony przez Wesa Cruma po zebraniu od świadka informacji w trakcie regresji hipnotycznej (skan z publikacji M. Hesemanna)

Kilka godzin później komendant Bill Wlaskin odwiedził domniemane miejsce spotkania z UFO i znalazł tam mały metalowy artefakt. Analiza chemiczna wykazała, że składał się on z żelaza i krzemu. Śledczy z projektu Condona na Uniwersytecie Colorado spekulowali, że mógł to być prawdopodobnie "zwykły skorodowany ziemski odpad".
Później, pod hipnozą, Schirmer wspominał śledczym że istoty humanoidalne o wzroście między 4,5 do 5 stóp wyprowadziły go z jego radiowozu do wnętrza statku, gdzie "przywódca" oprowadził go i wyjaśnił różne sprawy dotyczące ich oraz ich misji na Ziemi.

Obrazek Rysunki wykonane przez świadka, ukazujące jednostkę napędową pojazdu oraz jedną z obcych istot

Istoty miały lekko skośne "kocie" oczy (które nie migotały), szaro-białą skórę, długie i cienkie ręce, płaskie nosy i klinowate usta. Ubrane były w srebrnoszare uniformy, rękawiczki i hełmy (które po lewej stronie posiadały małą antenę okręconą wokół ucha), a na lewej piersi miały emblematy przedstawiające uskrzydlonego węża. Schirmer odniósł wrażenie że małe anteny stanowiły część procesu komunikacji z nim - część kontaktu zachodziła w sposób mentalny, część - w sposób fizyczny.

Kilka lat temu przedyskutowałem ten przypadek ze znanym pisarzem zajmującym się tematyką ufologiczną, Bradem Steigerem, który był zaangażowany w początkową pracę przy regresji hipnotycznej z posterunkowym Schirmerem. Oto co wspominał: "On to opisywał tak: idę tutaj, idę tam. Poprosiliśmy go o wykonanie pewnych szkiców i tak dalej, i wtedy nagle wszystko zdało się natychmiast wymknąć spod kontroli. Może nie powinienem mówić, że się wymknęło. To było zupełnie niespodziewane, zaczął wówczas mówić tak jak gdyby był jednym z pasażerów statku i od czasu do czasu w taki czy inny sposób znów stawał się sobą".

Obrazek Piętro pojazdu. Rysunek sporządzony w oparciu o informacje uzyskane od świadka pod hipnozą. Pośrodku znajduje się ekran przypominający telewizor, na którym istoty wyświetliły świadkowi układ gwiazd, mówiąc: "Oto skąd pochodzimy - galaktyka naprzeciwko waszej". Na lewo od ekranu znajdowała się mapa ze słońce, planetami i pismem, którego Schirmer nie potrafił odczytać. W pomieszczeniu znajdowało się również wiele komputerów.

A co o tym sądził Brad? "Albo jest to przypadek ekstremalnej identyfikacji, albo jakaś oznaka kontaktu hipnotycznego, który przypuszczalnie odkrywamy, wnikając coraz głębiej w świadomość".

Psycholog R. Leo Sprinkle z Wyoming również był zaangażowany w regresję hipnotyczną posterunkowego Schirmera na Uniwersytecie Colorado. Stwierdził: "W kilku przypadkach (np. Herb Schirmer) świadkowie spotkań z UFO w trakcie rozmowy twierdzili, że doświadczali "mentalnej komunikacji" z pasażerami UFO. W trakcie sesji regresji hipnotycznej nie miałem możliwości sprawdzenia, czy takie twierdzenie jest "prawdziwe" czy może obserwator został "zaprogramowany" aby doświadczyć takiego uczucia, dla opowiadającej o tym osoby było ono jednak "rzeczywiste"".

Obrazek Sierżant Herbert Schirmer

A co sądził dr Sprinkle? "Uważam, że każdy człowiek jest "monitorowany" przez przewodników duchowych, jednak w przypadku kontaktujących się z UFO proces monitorowania wydaje się niezwykle intensywny. Być może pewnego dnia otrzymamy proroctwa dotyczące "dobra" i "zła" i dowiemy się, że przewidywania odnoszące się do zmian na Ziemi... są związane z tym procesem monitorowania".

Brent Raynes
Przedruk: ufoevidence.org
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

http://www.paranormalium.pl/abdukcja-po ... tykul.html
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 31 mar 2015, 00:04

Matka Boska
dowódcą UFO – Non Constat de supernaturalitate
16 Marzec 2010

Do nieżyjącego już pioniera badań nad Nieznanym ,Lucjana Znicza napisał list mężczyzna
opisuje spotkanie na pokładzie UFO

Z kim ? Ocenicie sami


„Panie redaktorze
Opisane przeze mnie fakty są prawdziwe. Jestem człowiekiem prostym i nie bardzo w tym kierunku wykształconym.To co poniżej podaję,nie jest wytworem mojej wyobraźni. Książek fantastycznych nie czytam,podobnie filmów nie oglądam,bo to bzdura i wymysł ludzki. Ostatnio przypadkowo natrafiłem na opublikowany w „Faktach” temat „Goście z Kosmosu”. Zainteresowało to mnie ,gdyż opisane wydarzenia z tego cyklu mają jakiś pewien związek z moją osobą.

Tak,jak wspomniałem ,jestem prostym człowiekiem,pracownikiem budownictwa. Jestem katolikiem wierzącym,ale nie praktykującym. Pojęcia w sprawie tak szczególnie ważnej,ba,najważniejszej w naszym życiu,nie miałem dopóty,dopóki to się nie stało.

A stało się to tak nagle,że w pierwszej chwili w przerażeniu próbowałem uciekać,lecz nie mogłem. To,co stało,wisiało nade mną,nad moją głową,„Panie redaktorze
było ogromne i szare. Przy trzeźwych zmysłach widziałem to przez chwilę,zanim nie zasłonił obłok.

To coś przypominało współczesną łódź podwodną,kształtem i rozmiarami.

Powalony, jakby jakimś ciosem nieszkodliwym na ziemię,patrzyłem do góry.

To tkwiło nieruchomo nade mną. Ale już za chwilę zaczęło się coś ,co we fragmentach zapamiętałem i czego nie mogę zapomnieć.

Oto smuga jasnego światła oświetliła mnie,jeszcze leżącego w trwodze. To trwało moment. Jednocześnie otoczył mnie wypuszczony z pojazdu obłok dymu. To był dym,albo coś w rodzaju pary wodnej i miało dziwny,nieokreślony zapach. Pogrążony w tym dymie zacząłem unosić się do góry, tak , jak bym płynął w powietrzu. Kierunek był otwór (zachowana jest oryginalna pisownia listu-przyp.L.Z) w takiej lejowatej czaszy pod spodem pojazdu.

Zostałem jakby wessany razem z tym dymem.

Zostałem jakby wessany razem z tym dymem.

Unoszony wciąż tym obłokiem, a raczej siłą nieludzką,znalazłem się w takiej jakby komorze. Tu obłok zniknął,ale ja ciągle wisiałem w powietrzu.Otworzyła się taka zasuwa,coś jakby śluza i przez tę śluzę zostałem w stanie nieważkości przeniesiony do drugiej komory.

W tej komorze wpuszczono jakiś dziwny gaz,chyba tak,bo to miało dziwny zapach.Przypominało to narkozę.

Przestałem się bać,stałem się obojętny i poddałem się woli tajemniczej.

To trwało też chwilę,zanim przez jeszcze inną śluzę zostałem wyniesiony tajemniczą siłą do takiego pomieszczenia,które przypominało korytarz lub hall. I tu zostałem postawiony na nogi.

W tym korytarzu czekał na mnie jakiś osobnik,postać ludzka rodzaju męskiego.Twarzy nie pamiętam,ale na pewno był to mężczyzna ubrany w białe szaty.

Co się ze mną działo ? Jak się czułem ?

Czułem się bardzo dziwnie i nieswojo.Czułem,że posiadam tylko serce,które biło dziwnie mocno i czułem głowę taką jakąś lekką.Zmysły działały (wzrok,słuch),miałem świadomość i mogłem myśleć(
).

Mężczyzna ruszył,a ja za nim. Nic nie mówił i nie dawał żadnych znaków.Szedłem za tym osobnikiem siłą jakiejś innej,obcej woli. Korytarz był oświetlony,miejscami jasnym białym i bladym żółtym światłem , chociaż żadnych lamp nie zauważyłem(
). Od tej chwili, tylko w małej cząstce mogłem mieć pamięć,zapis pamięciowy(
). Pamięć zarejestrowała w szczególności to ,co widziałem,jakby była nastawiona na odbiór i rejestr wizualny.

Ale wracam do faktów.Znalazłem się wraz z nieznajomym osobnikiem w obszernym pomieszczeniu oświetlonym jaskrawym,przyciemnionym na żółto światłem. Tu znowu żadnych lamp nie zauważyłem. Świeciły ściany,jeśli tak można to określić.Były w kolorze srebrnym.Zalazłszy się w tym pomieszczeniu,zauważyłem dwie postacie kobiece. Tak, to były dwie istoty ludzkie o kształtach normalnych ziemskich kobiet.

Jedna z nich na jakiś znak tej drugiej odeszła.

A ja stałem twarzą w twarz z Królową Świata i Matką Boga. Nie rozpoznałem, bo skąd mogłem rozpoznać,ale to była ONA,św.Maria,Matka Chrystusa.

Co się ze mną działo dalej ? Z początku zatrwożyłem się ,to znaczy mój duch. To był jakiś oczekiwany,albo może bardziej jako upragniony lęk.Przez chwilę. Ta postać kobieca patrzyła na mnie,uśmiechnęła się. Tak,uśmiechnęła się.Ten uśmiech pamiętam,bo to bardzo miało wpływ na stan mojego ducha.Było przełomem.Końcem niepewności,strachu przed utratą życia.

Poczułem,że bojaźń,trwoga,niepewność,przerażenie przestają istnieć.Mój duch stał się czysty,a serce spokojne.(
)

Wiem,że stałem przed obliczem Najświętszej ze Świętych i że nie mogę pamiętać wiele ,znać prawdę będąc naocznym świadkiem,bo są dopuszczalne granice w poznawaniu prawdy Bożej.

Ona podeszła do mnie i uścisnęła moją rękę. Pamiętam,cały czas była uśmiechnięta. Jej sposób zachowania przypominał znane nam na Ziemi maniery królewskie.Poczułem ogarniające i wypełniające ciepło,pozwolę nazwać to energią życia. Od tej chwili już pewnie stałem na własnych nogach.

Spróbuję opisać Jej wygląd. Była piękna.Nie znam nikogo,z kim mógłbym Ją porównać. Swym wyglądem przypominała Kleopatrę.Nie wiem,jak wyglądała Kleopatra prawdziwa,ale wiem w przybliżeniu,bo widziałem filmową Kleopatrę,czyli aktorkę(chodzi tu chyba o Liz Taylor-przyp.L.Z). Właśnie Ona była podobna do Kleopatry. Włosy czarne , krucze,podkręcone na policzkach.Czoło zakryte włosami.Twarz ciemnoblada,taka pogodna i piękna. Oczy czarne albo ciemnozielone.Ubrana w białe szaty.Była to suknia, a raczej płaszcz lub peleryna.Jestem pewny,że to była Ona,Maria, Matka Boga(
).

Wiem,że stałem przed obliczem Najświętszej.(
) Jej osobowość i działalność tam w przestrzeni w porównaniu do ziemskich warunków mogę określić jako przewodnictwo. Była w pojeździe jakby kierownikiem,kapitanem,dowódcą(
).

Moja wizyta,jak się później okazało,trwała około 5 godzin.Przez ten czas pojazd znajdował się w przestrzeni. Nic nie pamiętam więcej.Wylądowałem w innym miejscu,niż byłem wzięty,opodal torów kolejowych(
).

Na opisane dwa zdarzenia(w liście autor opisuje jeszcze jedną,równie niewiarygodną przygodę ufologiczną,którą-dla czystości obrazu-całkowicie pomijam-L.Z) nie posiadam żadnych dowodów.Faktyczności nie mam czym udowodnić.

To nie ma znaczenia.

Panie Redaktorze , piszę to nie ze względu na jakieś korzyści lub rozgłos,lecz dlatego gdyż chcę wnieść wkład w dociekliwość ludzką w poznawaniu nieznanego i poszukiwaniu prawdy. Opisałem to, co wiem ze swojego przeżycia. Dotychczas to było moją tajemnicą.

Dla mnie można wierzyć lub nie,to jest bez znaczenia.

Opisane dwa zdarzenia miały miejsce w Polsce w marcu-kwietniu 1980 r.

z uszanowaniem

Adam Chudecki

Włochy

z archiwum Lucjana Znicza

https://paranormalpl.wordpress.com/2010 ... wodca-ufo/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 15 kwie 2015, 13:14

Najdziwniejszy przypadek spotkania z UFO na świecie! Co się zdarzyło nad jeziorem Lintel?

Uczestnikiem tego niezwykłego wydarzenia był 55-letni Polak – emigrant, z zawodu artysta-malarz. Wszystko rozegrało się w połowie sierpnia 1981 roku ok. godziny 5.00 – 6.00 rano. Pan X (dane zastrzeżone,) jak zawsze, bez względu na pogodę, wybrał się na podpatrywanie przyrody. Często wyjeżdżał nad oddalone o 4 km od miejsca zamieszkania (miasteczka Rheda-Wiedenbruck), niewielkie jezioro Lintel.

Prowadząc rower szedł wąską, zarośniętą ścieżką wzdłuż jeziora. Po jego drugiej stronie znajdowała się mała przystań z barakiem dla żeglarzy. Świadek zauważył siedzącego w pobliżu rybaka, który sprawiał wrażenie dziwne zdenerwowanego.

Nagle nad wodą, gdzieś w odległości 100 -150m i na wysokości około 15-20m, w zupełnej ciszy, pojawił się gigantyczny obiekt. Nie miał okien, przypominał gruby odwrócony, głęboki talerz. Pan X odniósł wrażenie ze to „coś” zaraz runie do jeziora. Bacznie obserwując obiekt, świadek szedł dalej w kierunku przystani. Był ciekaw, czy ów rybak również widzi to wielkie dziwo.

Obrazek

Wędkarz jednak już odchodził w towarzystwie 2 – 3 osób ubranych w trochę dziwne, jakby lustrzane, odbijające otoczenie kombinezony. W pierwszej chwili pomyślał, że to na pewno służba ochrony przyrody, a rybak to złapany na gorącym uczynku kłusownik.

Obrazek
Tymczasem obiekt, utrzymując się na tej samej wysokości, oddalił się w kierunku przystani i zawisł nad barakiem. Pan X ruszył w jego stronę, był już bardzo blisko, jakieś 100m od niego.


Obrazek

Utrudnieniem był rower, z którego spadł łańcuch i trzeba go było prowadzić. Obiekt bezszelestnie osiadł na trawie niedaleko baraku. Było to dziwne, gdyż mimo pochyłego gruntu NOL stał prosto. Miał ok. 7 – 10 m wysokości i ponad 30 m długości. Gdy mężczyzna mijał tablice – „Teren żeglarski przebywanie postronnym nie wskazane”, zobaczył, jak z tylnej części obiektu wyszła starsza pani z małym, pokojowym pieskiem. Pan X pomyślał, iż musi to być jakiś supernowoczesny środek lokomocji, nawet upewnił się, czy posiada marki niemieckie na ewentualny przelot tym cudem techniki. To „coś” wisiało nad ziemią, gdyż piesek pod nim biegał. Gdy świadek kładł rower na trawniku, kobieta przeszła koło niego, zmierzając do furtki. Mężczyzna postanowił wejść do obiektu i zapytać o cenę oraz plan lotów.

Obrazek

Był święcie przekonany, iż jest to ziemski pojazd, gdyż obecność kobiety z pieskiem w tym miejscu o godz. 6.00 rano, 4 km od miasta, wydała mu się nieco dziwna. Pojazd nie miał drzwi, ale do jego wnętrza prowadziło wejście z zaokrąglonymi kątami (owalne). Mężczyzna wszedł na wysuniętą platformę. Nagle usłyszał dzwonek swojego roweru. Odwrócił się i ujrzał przy nim dziwacznego, jakby półprzeźroczystego osobnika, ubranego w kombinezon podobny do tych, jakie nosili widziani wcześniej domniemani strażnicy ochrony. Obcy dał stanowczy znak ręką, by świadek nie zbliżał się. Oglądał rower.

Obrazek

Oniemiały Polak pomyślał, że ktoś jeszcze musi widzieć ten pojazd – był przecież gigantyczny, a jezioro często odwiedzali spacerowicze i wędkarze. W odległości 7 może 9 km w miejscowości EUTERSLOH znajdowała się również lotnicza baza wojskowa. Nagle Pan X poczuł dziwny zapach, zaczęło mu się kręcić w głowie, cuchnęło paloną gumą. Wejście do pojazdu, dziwne istoty – to było przed jego oczami. Po chwili był już wewnątrz i siedział na ławce, której nie było? Mężczyzna był poddawany obserwacji przez stojącego na przeciwko niego humanoida. Postać nieustannie wpatrywała się w niego. Przypadkowy uczestnik niezwykłego zdarzenia nie mógł tego znieść. Odwrócił w prawo głowę i zobaczył widzianego wcześniej wędkarza. Tajemnicza postać telepatycznie rozkazała mu oddać saszetkę z dokumentami. Wykonał polecenie. Wówczas spostrzegł, że siedzący tuż obok rybak zaczął ściągać z siebie ubranie. Za nim stała inna zagadkowa istota. Świadek zrozumiał, iż ma się do niej zbliżyć.

: „
w drodze do tej postaci byłem jakiś lekki, tak jakby nie było podłogi. Teraz nie miałem saszetki i nie wiedziałem, jak się nazywam. Widziałem odciętą głowę krowy, bez jednego lewego oka i połowy upiłowanego rogu. W pysku miała jakieś prawidło (druty?), były tam również dziecięce buty oraz okulary. To leżało na jakimś blacie (stole?). Czułem lekkość, tak jakbym nie miał żadnych organów wewnętrznych
” – relacjonuje.

Wnętrze obiektu było w różowo-fioletowej poświacie, Pan X miał wrażenie, że jest tu wiele przezroczystych osobnych pokoi. Obcy kazał mu wejść do jakiegoś mglistego, niebiesko-szarego pomieszczenia. Mężczyzna zaczął się rozbierać i poczuł, że jego ciało samo przybiera pozycję poziomą. Chwilę później był już w innym pomieszczeniu. Było tam dużo istot w kombinezonach. Obcy pochłonięci byli swoimi zajęciami i nie zwracali uwagi na Pana X. Ruszali głowami, rękami,wokół nie było widać jakichkolwiek urządzeń. Po pewnym czasie świadek był już ubrany i miał przy sobie saszetkę. Brakowało paska, a jego zegarek przestał funkcjonować. Będąc na pokładzie obiektu polski turysta zobaczył bardzo dziwne rzeczy.

Obrazek

Poniżej przytaczamy fragment jego opisów – „
Przypominam sobie mnóstwo światełek i nie wiem, czy w odbiciu od sufitu czy z sufitu, przez przezroczystą podłogę, widziałem olbrzymie miasto z oświetlonymi wieżowcami, czasem z różnych stron widziałem te same oświetlone wieżowce. A może byłem w jakimś olbrzymim urządzeniu lub nad nim, gdzieś daleko, gdzie akurat była noc, a to wszystko przypominało do złudzenia rozświetlone miasto
„. Obcy przekazali świadkowi cienki, wąski pasek o szerokości 5 cm i długości 25 cm. Mężczyzna spostrzegł, iż ręka, która mu go podała, była bardzo podobna do ludzkiej – miała 5 palców, które jednak wydawały się przesadnie długie i nie miały paznokci. W pomieszczeniu wydawała się panować zupełna pustka. Pasek będący w dłoni Pana X zaczął przybierać niesamowite formy – raz był kwadratem, raz trójkątem, raz kołem. Gdy pasek się zmieniał (przybierał różne figury geometryczne), na jego powierzchni pojawiały się dziwne znaki. Podobne do symboli pokazujących się na zbożowych polach. Przybierając inny kształt zdawał się być przezroczysty. Z posiadanych przeze mnie opisów wynika, iż były to znaki trójwymiarowe. Być może był to rodzaj pisma lub alfabet obcych istot, ale w jakim celu pokazano to temu człowiekowi? Czyżby był to tylko element jakiejś upiornej gry? Odpowiedzi znają jedynie owe istoty.

Symbole można było oglądać pod dowolnym kątem. Świadek ciągle trzymał pasek w ręku, próbował go zgiąć, lecz ten powracał do swojego pierwotnego kształtu – czyż nie przypomina to właściwości niektórych metali odnalezionych po katastrofie NOL-a w ROSWELL? Jak stwierdza uczestnik wydarzenia: „
Coś niesamowitego! A zarazem pięknego i zdumiewającego! To „coś” demonstrowało niepojętą mądrość. To była manifestacja techniki
” Nie można było schować paska do kieszeni, ciągle wracał do swojego kształtu. Świadek w pewnej chwili rozsunął ręce i wypuścił przedmiot, który powinien spaść na podłogę. Ten jednak wisiał i lekko, majestatycznie się obracał. Po chwili pasek powoli opadł na podłogę, tuż obok nóg Pana X. Mężczyzna próbował go podnieść, jednakże bez skutku, gdyż pasek był jakby przymocowany. Ziemianin popatrzył na stojącego w pobliżu obcego i w tej samej chwili pasek powrócił do jego rąk. Wydało się oczywiste, iż humanoid posiadał zdolność sprawowania władzy nad przedmiotami. W dłoni świadka pojawiła się nagle przezroczysta kula wielkości piłki tenisowej (nie można było odczuć jej ciężaru). Mieniła się wieloma różnymi kolorami. Gdy schował ją w swoich dłoniach, kula wykonała ich rentgen – przeraził go widok szkieletu kostnego własnych dłoni. Kula nie miała żadnej temperatury. Przestraszony, chciał się jej pozbyć, ale – podobnie jak pasek – zawisła w powietrzu. Kula zaczęła zachowywać się jak nadmuchiwany balon, ciągle szybko rosła. Po chwili zasłoniła świadkowi obcego, który stał 1,5 – 2 m przed nim. Mężczyzna znów ją pochwycił – nie odczuwał żadnego ciężaru. Kula emitowała ze swego wnętrza obraz – coś na kształt widowiska trójwymiarowego. Były tam rzeczy niesamowite. Z istnego chaosu (nagromadzenie poprzedzielanych liniami kolorowych plam), wyłoniły się znane świadkowi obrazy. Były to: wieża ciśnień z miasta, w którym uczestnik wydarzeń mieszkał, ratusz i wieżowiec, znajdujące się w pobliżu jego mieszkania. Potem było jeszcze więcej takich elementów np. wieże kościołów, boiska, parkingi itp. Pan X ujrzał nawet siebie trzymającego tę kule i wpatrzonego w nią. Chciał obrócić ją w rękach, lecz ona przekształciła się w duży szklany okrąg (7 – 10 m gruby), który szybko zmalał i przeistoczył się w pierwotną szklaną kulę wielkości piłki tenisowej. Kula nagle znikła tak niespodziewanie, jak się pojawiła. Stojący naprzeciwko świadka obcy nie wykazywał żadnych emocji, brak było na jego twarzy jakiegokolwiek grymasu. „Ja się głupio uśmiechnąłem, bo było to dziwne, fajne i zabawne, nigdy czegoś takiego nie widziałem (
). Humanoid patrzył na mnie, tak jak król na błazna. W każdym razie znalazłem się niespodziewanie na zbiorowisku złomu i starych samochodów


Obrazek Pan X ocknął się 5 km od jeziora, w pobliżu którego został uprowadzony. I tak zakończyło się spotkanie człowieka z istotami, które z pewnością nie pochodziły z Ziemi. Otępiały, z gigantycznym bólem głowy, siedział na ziemi oparty o tylne koło starego autobusu. Uczucie to przypominało przebudzenie się po całonocnej libacji. Jednak świadek uczestniczył zupełnie w czymś innym, czymś czego nie umiał zrozumieć. Pan X spostrzegł na zegarze w zaparkowanym przy drodze samochodzie godzinę 9-tą rano. Zegarek na ręce nie funkcjonował, brak było również paska i roweru. W domu, podczas kąpieli, okazało się, iż „wzięty” jest opalony na czerwony brąz. Mocno opalone było całe jego ciało: „wstydziłem się iść do Ratusza, bo taką opalenizną mogłem wzbudzić zazdrość urzędników, że nic nie robię tylko się opalam, a oni muszą ciężko pracować do 16:30
„. Mężczyzna był potwornie zmęczony, jednak później odkrył, iż tajemnicze przeżycie wywołało u niego niezwykłe uzdolnienia malarskie, które do dzisiaj umożliwiają mu dobrą egzystencję. Ten fakt przywodzi nam na myśl inny, szczegółowo badany przez Projekt NPN przypadek 45- letniego mężczyzny z Puław, który po kontaktach z obcymi rozwinął swój talent artystyczny. Pan X jeszcze tego samego dnia pojechał z kolegą w miejsce uprowadzenia.

Tafla jeziora LINTEL lśniła w blasku słońca, gdzie nie gdzie kręcili się ludzie, nieświadomi tego, co dzisiaj między 5.00 a 9.00 miało tu miejsce. Pan X zobaczył swój rower – leżał na ziemi, jednak już bez dynama i siodełka. Postanowił zapomnieć o nim i o całym niesamowitym zdarzeniu. Milczał, obawiając się ośmieszenia oraz reakcji władz niemieckich. Przez wiele lat nie znalazł osoby, z którą mógł podzielić się swym przeżyciem, osoby która by go zrozumiała. Pan X stwierdził, iż dopiero później uświadomił sobie ważność tego incydentu – był przecież wśród zupełnie obcych istot. Obcy działali na niego, wykonywał ich polecenia.

Świadek postanowił badać obcych poprzez Pismo Św., studiuje je już od 20 lat. Wierzy, iż są w nim drogowskazy do poznania przybyszów z kosmosu. Mężczyzna trwa w przekonaniu, iż biblijny cytat
„To, co dla człowieka może być nie możliwe to dla BOGA jest wszystko możliwe
„. To nic innego jak otwarta brama do wszelkich zjawisk widzialnych i niewidzialnych. Świadek podkreśla, iż do obiektu wszedł dobrowolnie, wodzony ciekawością i chęcią poznania. Jednak na złomowisko starych aut został „wyrzucony”. Dlaczego właśnie tam? W chwili obecnej już rzadko odwiedza to jezioro, kiedyś była to dla niego niemal pielgrzymka. Wydarzenie odcisnęło trwały ślad w jego psychice, całkowicie odmieniając jego życie. O stopniu wiedzy Pana X w ówczesnym czasie świadczy fakt, iż humanoidów wziął za funkcjonariuszy nieistniejącej straży ochrony przyrody, a pojazd potraktował jako środek miejskiej lokomocji powietrznej, a czegoś takiego oczywiście nie ma. Na koniec poruszę jeszcze jedną ważną kwestię, otóż miesiąc przed emigracją z Polski, to jest na początku czerwca 1981r. Pan X miał kilka zagadkowych, proroczych snów. Widział w nich wybuch stanu wojennego w Polsce oraz dowiedział się, iż będzie musiał wyjechać do Niemiec. Dodam jeszcze, iż w tamtym czasie dostanie paszportu graniczyło z cudem, a Pan X dostał go bez większych problemów(?) Czyżby już wtedy jakaś niepojęta siła ingerowała w jego życie? Może była to część planu obcych ?

WYGLĄD OBCYCH ISTOT

Obrazek Były to niskie stworzenia o wzroście ok.120 -150 cm (świadek ma 171 cm), miały szczupłe sylwetki, ich tułów istoty był nieproporcjonalny w stosunku do reszty ciała. Brakowało narządów rodnych. Dłonie istot były węższe od ludzkich, a palce dłuższe, z zaokrąglonymi paznokciami. Brakowało palców u stóp lub skrywały je nałożone buty. Stopy były zaokrąglone i miały w poprzek wyraźny ślad trzech linii, które lekko pulsowały. Wyglądało to tak, jakby obcy łapał palcami u nóg rytmicznie równowagę ciała. Powierzchnia ich nóg pokryta była jakby drobniutkimi ziarenkami maku i obciągnięta czymś w rodzaju cienkiej, nylonowej pończochy. Ich skóra była gładka, odbijająca światło. Pan X nie mógł stwierdzić, jakiego była koloru. Ciała humanoidów zdawały się być czasami przezroczyste. Na przykład, gdy obcy dokonywał oględzin roweru, robił wrażenie półprzezroczystego. Natomiast istoty, w których towarzystwie szedł rybak, były bardziej materialnie widoczne, od wędkarza różniły je jedynie kombinezony.

CHARAKTERYSTYKA

Ruch Humanoidów: normalny, jak u ludzi, we wszystkich postawach. Prawdopodobnie istoty nie biegają i nie skaczą.

Głowa: Dość duża, nieproporcjonalna w stosunku do krótkiego tułowia. W miejscu włosów widoczne drobniutkie zgrubienia.

Uszy: bardzo podobne do ludzkich, przylegające.

Nos: jak ludzki, otwory nosowe bardziej widoczne.

Twarz: przypominająca rysy Azjatów.

Usta: jak u ludzi, nieco cieńsze i mniejsze. Zawsze lekko uchylone, bez jakiegokolwiek grymasu.

Brwi: wystający łuk brwiowy, żadnych włosów. Lekkie drobniutkie zgrubienia ( jak te na głowie).

Powieki: trochę przesadnie długie, górna i dolna na kształt ludzkiej. Zamykały się nieregularnie, jak u człowieka, ale bardziej sennie.

Gałki oczne: przesadnie duże, ale pasujące do powiek. Gałki zmniejszały się tak, jak ludzkie źrenice. Brak barwy, Pan X twierdzi, iż ze względu na rozpowszechnione we wszechświecie światło, oczy obcych odbierały każdą przekazywaną im wiadomość. Dzięki wbudowanemu systemowi noktowizji ich oczy posiadały możliwość wejścia w każdą wiązkę światła. Być może światło stanowi dla obcych źródło energii? Może istoty te są na tak wysokim szczeblu rozwoju i nie obowiązuje już ich model przyjmowania pokarmów, trawienia i wydalania. Potwierdzają to przekazy telepatyczne, jakie otrzymywał „wzięty” na pokładzie NOL-a. Mówiły one, iż życie na ich planecie istnieje na bazie krzemu i pominęły one pozostałe systemy, odżywiając się bezpośrednio. Przekazy jednak nie precyzowały, czym dokładnie. Pan X przypuszcza, że obcy odżywiają się właśnie światłem. Potwierdzają to inne przypadki opisane w literaturze ufologicznej.

WYGLĄD OBIEKTU LATAJĄCEGO

Obrazek Kolor obiektu: stalowy, ciemno zielony, szary
przyjmował barwy i światło z otoczenia, zdawał się być jego częścią. NOL w pewnych sytuacjach mógł być niezauważalny, ponieważ na jasnym tle stawał się jasny, a na ciemnym ciemny. Zdawał się być półprzezroczysty.

Okna: żadnych otworów, nitów czy anten. NOL nie emitował żadnego światła.

Powierzchnia obiektu: gładka odbijająca światło, dawała złudzenie świecenia. Pojazd wyglądał, jak jednolity odlew. Gdy obiekt wisiał nad przystanią, z jego spodu wydobywał się silny jasny blask. Brak było jakiegokolwiek odgłosu motoru czy silnika, wszystko odbywało się w zupełnej ciszy.

Dźwięk wydawany przez obiekt: słyszalny z odległości ok. 2m. Niski, tępy pomruk obejmujący cały obiekt. W miarę zbliżania się do NOL-a, ton powoli zanikał, a 1-1,5m od niego był już zupełnie niesłyszalny. Pojazd posiadał prawdopodobnie zdolność zmiany kształtu. Gdy przelatywał nad jeziorem posiadał na górze dużą wysuniętą kabinę. Podobny element pod spodem był jednak ledwo widoczny. Kiedy wisiał koło baraku, kabina na górze była mniejsza, jednakże element dolny był o wiele większy.

Prędkość lotu obiektu: była bardzo trudna do dokładnego oszacowania. NOL przesuwał się powoli ( 20km na godz. ?) w kierunku przystani, jakiś czas stał nieruchomo nad jeziorem.

Zapach: mocny i bardzo intensywny, podobny do palonej gumy. Zapach ten do dziś przyprawia świadka o mdłości.

Na tym kończymy opis obiektu. Odsyłamy również do dokładnych rysunków wykonanych przez Pana X. Warto nadmienić, iż podobny obiekt został sfotografowany w pobliżu jeziora LINTEL 8 stycznia 1980 r. Fotografie, które publikujemy, zamieścił w swojej książce p.t. „Tunele w czasie, czyli podróż na skraj wieczności” Ernest Meckelburg.

Obrazek Opracowanie: Serwis NPN

/W publikacji wykorzystano kopie oryginalnych szkiców wykonanych przez świadka. Materiały te przechowywane są w archiwach Projektu NPN. Wszelkie prawa zastrzeżone/

http://npn.org.pl/?p=8769
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 26 kwie 2015, 14:30

Można i tak podchodzić do tego tematu. ;)

WSPÓŁPRACA Z KOSMOSEM

Artykuł ten zawiera szereg informacji o kontaktach z Istotami z Kosmosu ludzi , którzy uzyskiwali kontakty tak w trakcie snów, relaksacji jak i kontaktów bezpośrednich. Kiedy mówimy o kontaktach z kosmitami , padają pytania: „W jaki sposób można się z nimi porozumieć ? W jakim języku prowadzić rozmowę ?”

Sposób porozumiewania się zależy od rodzaju kontaktu.
Kontakt telepatyczny odbywa się na fali elektromagnetycznej , której zasięg jest różny u każdego człowieka. Mówi się również, że ktoś ma zdolności telepatyczne lub ,że ktoś jest dobrym nadawcą a inny odbiorcą.

Kontakt „myśl – myśl” odbywa się na fali jaźni. Jaźń jest to utworzona w toku indywidualnego rozwoju przestrzeń myślowa , którą umownie można zawrzeć w kuli , w centrum której znajduje się podmiot świadomy siebie , własnych relacji ze światem , człowiek posiadający umiejętność świadomej regulacji swoich zachowań.

Doświadczenie , sięganie myślą coraz dalej , poszerzanie horyzontów myślowych powiększają pole jaźni, co w sprzężeniu zwrotnym niesie zrozumienie rzeczy , zjawisk i siebie.

Zasięg pola (wielkość kuli jaźni) jest indywidualną sprawą każdego człowieka i zależy od jego decyzji , chęci poznawania.
Główną rolę odgrywa zasób energii wewnętrznej człowieka i możliwość jej wykorzystania. Każda myśl , podobnie jak wypowiedziane słowo, to skupiska energii o określonej częstotliwości , napięciu i natężeniu. Gdy dochodzi do kontaktu , mówiący i słuchający dostrajają w sposób automatyczny swoje fale nośne.
Z istotami spoza Ziemi również można się połączyć myślowo. Bywa ,że jest to kontakt jednostronny , gdy człowiek staje się odbiorcą i nieświadomym narzędziem , służącym do zarejestrowania informacji na papierze. Mamy wówczas do czynienia z tzw. Pismem automatycznym.
Przekaz taki jest najczęściej niezrozumiały dla samego piszącego (np. różnego rodzaju piktogramy).
Ale wykorzystując możliwości połączenia mentalnego innej osoby, można odczytać intencje nadającego bez potrzeby deszyfracji poszczególnych znaków.
Niekiedy przekazywana myśl jest sugestią tak natrętną ,że wielu ludzi nie rozumiejących tego zjawiska napawa obawami. Umysł zaczyna podsuwać interpretacje przerażające , bo lęka się nieznanego.

Silne kody nie pozwalają otworzyć się na nową przestrzeń , nie dopuszczają istnienia ludzkiego poza Ziemią. Kiedy piszący przekaz jest świadomy tego, co robi , może korygować myśli ,eliminując błędy transmisji. Wówczas mamy do czynienia z pismem inspirowanym.
Transmisja odbywa się poprzez umysł piszącego. Zjawisko to określane jest słowami :wena, natchnienie , pomysł

W czasie snu , relaksu – w naturalnych stanach wyciszenia fizyczności i emocji – ciało i intelekt nie przeszkadzają ; wówczas pojawia się możliwość przekazywania rozmaitych wiadomości od człowieka do człowieka: np. przez wizualizacje różnych sytuacji. Odbiorca może wówczas ściągnąć myślowo informację, rozwiązanie własnego problemu.
Wiele snów powtarza się uparcie – to forma skłaniania świadomości zewnętrznej do zwrócenia uwagi na fakt sygnalizowany w obrazie sennym.
Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wiele cywilizacji kosmicznych rozliczało starą erę. Planety ich ulegały gwałtownej destrukcji. Mieszkańcy innych przestrzeni , szukając szansy przetrwania, nawiązywali łączność z Ziemią – najłatwiejszą formą przekazu okazał się obraz senny.
Często więc Ziemianie widzieli w snach pojazdy kosmiczne, a nawet cały ich armady. Śniący przebywali na ich pokładach , rozmawiali z przybyszami , a po przebudzeniu pozostawało niezwykłe odczucie realności tych zdarzeń.
Kontakt mentalny z innymi przestrzeniami w wielu przypadkach był przygotowaniem do kontaktów bezpośrednich , fizycznych. Gdy już do nich dochodziło , okazywało się,że konieczna jest umiejętność opanowania
w ciele lęku i wszelkich emocji.
Kiedy Ziemianie nie panowali nad odruchami ciała , wówczas inicjatywę musieli przejmować przybysze z kosmosu. W trakcie niektórych kontaktów dochodziło do zablokowania funkcji ciała fizycznego , by wyeliminować wibracje spowodowane strachem.
Często stosowano blokadę pamięci , aby ochronić nas przed następstwami bliskiego spotkania , nie dopuścić do szoku po pobycie na pokładzie pojazdu. Wiadomości tam uzyskiwane , gdy niezgodne bywały z posiadaną wiedzą, mogły wywoływać reperkusje chorobowe. Dopiero gdy ciało stopniowo przyswajało zawartość myślową informacji – blokada była możliwa do usunięcia, np. za pomocą hipnozy regresyjnej.
Osoba wprowadzona w stan hipnozy nie tylko przypominała sobie dialog przeprowadzony z kosmitą , mogła również kontaktować się ponownie z przybyszem w czasie rzeczywistym i otrzymywać odpowiedzi na zadawane pytania. Wiele osób na Ziemi umie odczytywać myśli, potrafi wyłapywać myśli konkretnych osób z ogromu myśli wędrujących w przestrzeni kosmicznej. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy,ze dysponują taką możliwością. Czasem dochodzi samoistnie do wzbudzenia zdolności czytania myśli, gdy np. zmęczeni roztrząsaniem skomplikowanej kwestii wreszcie przestajemy się nią zajmować , wówczas nagle pojawia się olśnienie – tzn. rozwiązanie problemu, którego nie można było rozstrzygnąć w chaosie dyskusji myślowych.
Oznacza to,że żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi ,że istnieje komunikacja myśli, nie tylko między poszczególnymi jednostkami Uniwersum. Można uruchomić również łącze z własnym wnętrzem. Większość ludzi nawet nie podejrzewa,że ma wewnętrzną wiedzę, nabytą w trakcie wcześniejszych pobytów na planecie,że wielokrotnie rozwiązywali oni podobne dylematy i teraz wystarczyłoby, zamiast niecierpliwości i zdenerwowania – chwila wyciszenia , a odpowiedź sama pojawiłaby się człowiekowi.

Takie to proste , ale brak wiedzy o możliwości sięgania do siebie powoduje,ze zadręczamy się, tracimy życie na odkrywanie dawno odkrytych Ameryk.
Uczestnicy bezpośrednich kontaktów z kosmitami bardzo często określają rozmowę jako dialog odbywający się w ich głowie : choć nie padło ani jedno słowo , rozumieli wszystko. Nie umieli jednak wytłumaczyć mechanizmu tego zjawiska. Kontaktowcy w jednym byli zawsze zgodni: zjawisko łączności było łatwe i działo się jakby samo. Podczas niektórych kontaktów przybysze rozmawiali (artykułując słowa) w języku zrozumiałym dla Ziemianina.

W oficjalnych komentarzach fakt ten była używany do podważania wiarygodności takich spotkań, jako że ziemski proces uczenia się języków jest długotrwały. Szybkie więc uczenie się i zapamiętywanie języka miało dowodzić nie kosmicznego a miejscowego rodowodu rozmówców.
Ziemskie pojmowanie rzeczy nie dopuszcza zjawiska rozumienia dwóch obcych sobie języków. A przecież jest możliwe , że podczas rozmowy każda ze stron mówi swoim językiem a jednak uczestnicy dialogu rozumieją się. Zachodzi wówczas zjawisko myślowej transformacji językowej.
Jeszcze innym sposobem na porozumiewanie się było używanie urządzeń elektronicznych , znajdujących się na pokładzie pojazdu, a zwanych translatorami. Uczestnicy dialogu zakładali hełmy podłączone do takiego aparatu, który tłumaczył myśli w obu kierunkach.
O kontaktach , zachowaniach obu stron przy wymianie informacji można pisać wiele, ale dziś jest to już mało ważne. Ktoś, kto ma mieć kontakt, to sam sobie, swojemu ciału zorganizuje takie spotkanie. Przed tym jednak ciało winno być świadomie przygotowane do wymiany informacji. Kontakty, które obecnie trwają,nie są kontaktami towarzyskimi. Kosmici proszą o wyjaśnienie wielu zjawisk, które obecnie wszędzie trwają. Proszą o informacji w sprawie powstania i budowy Uniwersum a my na to co ? Wyślemy ich pod adres boskich namiestników ?
Wyśmieją nas jak prymitywnych papuasów.
Koniecznym staje się fakt,ze musimy wydobyć z siebie wiedzę po to aby odpowiedzieć na ich pytania i problemy. Wiedzą jednak ze swoich historii,że nasz Układ Słoneczny był twórcą Całości. Dla nas Ziemian to jeszcze szok a co dopiero dla nich, którzy uważają,ze są naszymi stwórcami. W pewnym sensie mają „rację”,że ziemianie to kundle kosmiczne. Posiadamy w naszej formie wszelkie możliwe :kombinacje” genetyczne a więc i możliwe formy zewnętrzne.

Zgodnie z cząsteczką , taki właśnie był Program w procesie Uniwersum. Konieczne zjawisko aby mógł nastąpić powrót naszych współtwórców w ciała Ziemskie – pierwotne modele Człowieka.
Na złożone pytania kosmitów cóż będziemy więc dukać ?
O jezusku czy o przewadze świąt bożego narodzenia nad wielką nocą ?. W tym względzie jesteśmy , jak podają kosmici – wielkimi tumanami, kosmicznymi kundlami, które szczekają jak im autorytety każą.
Z jednej strony widzą duży rozwój techniczny a z drugiej strony coraz ciemniejszy rozwój tzw. duchowy. Uciekamy w fikcje.

Światłych jednostek ludzkich było jednak sporo, skoro jeszcze w okresie średniowiecza informowano o budowie przejawu ludzkiego, jego procesie indywidualnym i zbiorowym. Ukazywano w sposób bardzo prosty i niezwykle „obrazowo” wszelkie tajemnice ukrywane przez religie i naukę. Zapominamy, ze po Powodzi pierwszymi „naukowcami” byli mianowani kapłani. Kapłani z kolei szkolili swoich namiestników dla świata nauki i szarych mieszkańców ziemi.
W/pokazanym fragmencie obrazu Michała Anioła (Sąd Ostateczny) autor informował o konieczności połączenia i kontaktów z naszymi braćmi z kosmosu. Ten obraz jednak informuje o tzw. wypędzonych aniołach, to inaczej ziemianie, byli stwórcy Uniwersum, którzy uciekli w Kosmos, bo mieli prawo wyboru : albo Ciężko harować wg nowych reguł , albo przeczekać i powrócić w ciała ziemskie ?
Powrót jest konieczny i jak autor pokazał, ziemianin z konieczności przystaje na tę propozycję współpracy.
Ziemianin nagi (czysty -wolny od skrajności) przyjmuje współpracę dawnych pobratymców z ich balastem wiedzy ukrywanej, zakamuflowane w różne szmaty skrywające ich tzw. rozwój. Przykre dla dawnych uczestników tworzenia , powracać w ciała skundlone, bez rodowodów królewskich itp. Ta przykrość uwidoczniona została grymasem postaci, która do tej pory uważała się za boga. Nie mógł być to stwórca, ponieważ Adam, człowiek ziemski posiada pępek ! Informacja dobitna, która wskazuje,ze Adam nie stworzony lecz zrodzony. I u tego kosmity również widać,ze posiada pępek. Też nie stworzony ?
Ile czasu należy poświęcić z obu stron, by zneutralizować różne święte treści, święte fikcje ?.
Warto zapoznać się z treścią art. „Tajemnice Kaplicy Sykstyńskiej „
Kontakt konieczny ale bardzo trudny dla obu stron , bo jako przedstawiciele głoszący inne fikcje i rzeczywistość. To jednak jest do naprawienia i konieczna współpraca w celu „zamknięcia starego rozdziału Istnienia”. To co zostało rozdzielone i podzielone , powraca do Jedności jako Całość.

Musimy wspólnie zneutralizować wszelkie nas dzielące różnice, połączyć to wszystko co nas łączy- ŻYCIE WIECZNE ! :D

http://galaktica.cba.pl/wspolpraca-z-kosmosem/
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » wtorek 19 maja 2015, 21:14

Francja -UFO w historii sierpnia 1608 roku.

Obrazek

W sierpniu 1608, mieszkańcy południowej Francji, Marsylii i Genui, byli świadkami prawdziwego fali UFO, gdzie poinformowano w kronice pt. "Discours des terribles et espouvantables signes apparus sur la mer de Gennes". Jak podaje kronika w Nicei, mieszkańcy zobaczyli trzy dziwne świetliste obiekty, które wykonywały różne ewolucje z dużą prędkością nad miastem. Trzy maszyny zatrzymały się w pobliżu twierdzy i zawisły tuż nad wodą, gdzie doprowadziły wodę do wrzenia i emitowały czerwono-pomarańczową parę. Wielu świadków widziało dwie humanoidalne istoty z dużymi głowami i o dużych świecących oczach, ubrana w kolorze czerwonym i podłączonych do urządzenia latającego rurami. W Genui miała miejsce bitwa gdzie strzelano do tych obiektów żołnierze twierdzy wystrzelili około osiemset razy ze swoich pistoletów, aby odpędzić intruzów.

Z kart historii – Bitwa nad Norymbergą (1561) O poranku 14 kwietnia 1561 roku, obywatele Norymbergi (Niemcy) zostali świadkami walki powietrznej UFO! Niebo wypełniło się przeróżnymi obiektami w kształcie kul, cylindrów, krzyżów, tub w mnogości kolorów: czerwone, czarne, pomarańczowe, białe i niebieskie. Stoczyła się historyczna, istna bitwa przy użyciu dziwnych pocisków, strzałów. To wszystko zostało spisane i nawet przedstawione na rycinach w tamtych czasach. Walka trwała niecałą godzinę, a niektóre z obiektów spadały na ziemię w wielkim ogniu. Pięć lat później jeden z tamtejszych architektów Hanz Glazer uwiecznił to co widział tamtego dnia. Przedstawił te obiekty jak narzędzia, którymi posługiwał się w pracy.
Obrazek

Tu można posłuchać
https://ia601703.us.archive.org/11/item ... a-1561.mp3

udostępnione z FB od Piotra W.
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » czwartek 28 maja 2015, 23:16

Nie uwierzysz.Zadziwiające bliskie spotkania z UFO


https://www.youtube.com/watch?v=fUPg4pNub1c
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » sobota 30 sty 2016, 21:50

Bliskie spotkania pilotów i kosmonautów z UFO w kosmosie

https://vimeo.com/140268166
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 31 sty 2016, 19:29

Co dzieje się na tej górze?


Jeden z jego kolegów, po sporządzeniu raportu na temat Góry Ossona zadzwonił do niego i oznajmił z drżeniem w głosie: - Nie będę się więcej zajmował tą górą. Żegnaj. To ostatnie słowa, jakie od niego usłyszał.

Obrazek
Pewnej letniej nocy w 2002 roku Grzegorz Tarczyński z Częstochowy otrzymał telefon od swojego brata. Mężczyzna, który pracował nieopodal Huty Częstochowa, w pobliżu wzniesienia nazywanego Górą Ossona, donosił mu o bardzo dziwnym zjawisku, które obserwował on i jego kolega z nocnej zmiany.


Grzegorz, nie wahając się ani chwili, udał się we wspomniane miejsce w towarzystwie ojca, zabierając ze sobą lornetkę. Niedługo potem, gdy zjawili się w pobliżu góry, ujrzeli wyłaniający się z ciemności pulsujący czerwonawym światłem obiekt, który manewrował nad okolicznymi lasami i polami w całkowitej ciszy. Jak się okazało, nie był to koniec dziwnych wydarzeń.

- Po około godzinie obserwacji pojawił się drugi obiekt, znacznie mniejszy, który "oblatywał" większy dookoła - mówi Grzegorz. Po jakimś czasie został jakby wessany do dużego obiektu. Towarzyszyły temu wyładowania, jak podczas burzy. Główny obiekt stał się większy i bardziej ruchliwy. Około 1:30 postanowiliśmy, że wrócimy do domu.

Oni dawali znaki

Najdziwniejsza część spotkania z UFO, którego świadkiem był Grzegorz, rozpoczęła się jednak późno w nocy, kiedy znużeni mężczyźni postanowili wrócić do domu. W przypływie emocji kierujący autem Grzegorz postanowił zjechać w polną drogę, zgasić silnik i mrugnąć światłami w stronę obiektu, który znajdował się kilkaset metrów dalej. Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. UFO zaczęło zbliżać się do auta i
odpowiedziało na wysłany sygnał podobną sekwencją pomarańczowego światła.

- Obiekt zaczął schodzić niżej, do tego stopnia, iż uciekliśmy z miejsca obserwacji, przy czym to coś leciało za nami aż do ul. Faradaya w Częstochowie - przyznaje mężczyzna.

Choć miejsce, gdzie rozpoczęło się spotkanie z UFO, jest pozbawione budownictwa mieszkalnego, oprócz huty znajduje się tam kilka sporych zakładów przemysłowych. Jest więc możliwe, że ktoś inny widział całe zdarzenie, choć nikt do tej pory go nie zgłosił. Sprawę obserwacji dziwnej czerwonej kuli w pobliżu Góry Ossona Grzegorz próbował zgłosić Policji, jednak nie uzyskał żadnych satysfakcjonujących wyjaśnień. Takimi sprawami stróże prawa zwyczajnie się nie zajmują.

Pusta góra

Obszar wokół Góry Ossona przypomina nieco krajobraz po wojnie. Puste budynki i ogromne betonowe struktury wrośnięte są w lasy i skały. Sama Góra Ossona to najwyższe wzniesienie na terenie miasta. Składa się z dwóch części - naturalnej i sztucznej, która została stworzona w latach 50. ubiegłego wieku. Wewnątrz wzgórza usytuowano ogromne hale przepompowni wody dla huty. Ten dziwny widok dopełnia kapliczka z figurą Matki Boskiej, wmurowana w wapienną skałę wzniesienia. Jej nazwa wzięła się od nazwiska lotnika, który w pobliżu założył szkółkę szybowcową.

Historii o tajemniczych zdarzeniach wokół Góry Ossona jest wiele, a część z nich pochodzi z okresu powojennego. Opowieści o dziwnych światłach mogą, według Grzegorza, wiązać się w jakiś sposób z tym, o czym donosi się obecnie. Najlepszym przykładem takiej opowieści jest powojenna relacja o bliskim spotkaniu z przedziwnym "obiektem" w pobliżu jednej z sąsiadujących z górą miejscowości.

Jedna z nich mówi o kobiecie, która udała się po wodę do leżącej za wsią studni i ujrzała w oddali zbliżające się światło. Choć początkowo uznała je za lampę wiszącą na kierowniku roweru, jej przerażenie sięgnęło zenitu, kiedy okazało się, że blask emitowany jest przez dziwną unoszącą się nad ziemią pomarańczową kulę ognia. Obiekt wydawał z siebie dziwne "trzaski" przypominające wyładowania elektryczne.

Inne przedziwne spotkania

Opowieści o spotkaniach z podobnymi obiektami jest dużo więcej i pochodzą one także z późniejszych lat. Dziwne kule mieli widywać także hutnicy, choć, jak twierdzi Grzegorz, nigdy oficjalnie tego nie zgłaszali, bojąc się, że może to wpłynąć na ich karierę zawodową. Co ciekawe, w 2009 roku z Góry Ossona wykonano nagranie przedstawiające przelot grupy dziwnych kulistych obiektów nad Hutą Częstochowa. Grzegorz, który od czasu dokonanej przez siebie obserwacji UFO zbiera podobne materiały z regionu mówi, że mogły być to najprawdopodobniej tzw. chińskie lampiony - rodzaj balonów na ogrzane powietrze, które wypuszcza się podczas imprez. Bardzo często mylone są one z UFO.

Inne obserwacje UFO z rejonu Góry Ossona wiązały się m.in. z tajemniczymi białymi kuleczkami widzianymi tam za dnia przez co najmniej kilku świadków. Miały one poruszać się ze sporą prędkością. Sam Grzegorz Tarczyński ma w swoim archiwum kilka filmów przedstawiających dziwne obiekty w pobliżu wzniesienia. Na jednym z nich widać, jak przelatujący w górze ciemny kulisty obiekt dzieli się po chwili na dwa mniejsze, które kontynuują swój lot. Jeszcze inne zgłoszenia wiążą się z obserwacją nad górą przedziwnych błysków, przypominających wyładowania atmosferyczne.

Strefa UFO

Nie to jest jednak najdziwniejsze. Kilku pomocników Grzegorza dokumentujących przypadki obserwacji nad tajemniczą górą zrezygnowało z zajmowania się tą sprawą. Byli to ludzie twardo stąpający po ziemi, a do porzucenia zgłębiania jej tajemnicy skłonił ich
strach. Grzegorz wspomina, jak jeden z jego kolegów, po sporządzeniu raportu na temat Góry Ossona zadzwonił do niego i oznajmił z drżeniem w głosie: - Nie będę się więcej zajmował tą górą. Żegnaj.

- To ostatnie słowa, jakie od niego usłyszałem. Wiele osób opuściło projekt monitorowania zachodzących tam zjawisk. Ich historie często były tak niesamowite, że często trudno o nich mówić - mówi ufolog.

Co ciekawe, Góra Ossona to tylko jeden z elementów ufologicznej historii ziemi częstochowskiej. W jej pobliżu znajduje się jeszcze jeden kompleks wzniesień, wokół których koncentrują się bardzo podobne zjawiska. To Rezerwat Sokole Góry, w którego rejonie odnotowano całą serię przedziwnych obserwacji, w tym bardzo ciekawe spotkanie z obiektem pulsującym jaskrawym światłem z 2004 roku.

- Góra Ossona zmieniła mój sposób patrzenia na otaczającą rzeczywistość - przyznaje Grzegorz. Od tego czasu spotkałem wiele osób, które mają mi do przekazania, często bardzo osobiste, historie o ich spotkaniach z nieznanym.

Mężczyzna przytacza jedną z takich opowieści, którą przekazała mu jego klientka, kiedy Grzegorz pracował jako przedstawiciel handlowy. Cała rzecz miała miejsce w dawnym woj. łódzkim, a wspomniana kobieta podczas drogi do pracy miała spotkać się z przedziwnym obiektem. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że w pewnym momencie w niewielkim UFO otworzyły się "drzwiczki", za którymi kobieta ujrzała dwie chude postaci o wielkich czerwonych oczach i żółtawej skórze. Jak sama przyznawała, uciekała stamtąd tak szybko, że nie wiedziała, kiedy znalazła się w pracy.

Jeśli chodzi o Górę Ossona, to wyjaśnień wciąż brak, przynajmniej w części przypadków, bo, jak twierdzi Grzegorz, wiele z historii o UFO da się w łatwy sposób wytłumaczyć, choćby obserwacją samolotów czy satelitów. Z innymi bywa jednak trochę gorzej, tak jak z przypadkiem, który miał miejsce w marcu 2011 roku, kiedy trzej świadkowie znajdujący się w pobliżu kamieniołomu w częstochowskiej dzielnicy Zawodzie (niedaleko Góry Ossona), zauważyli dziwny pomarańczowy obiekt, z którego po chwili wyłoniło się drugie UFO.

- Do tej pory nie wiem, co może dziać się w pobliżu wzgórza. Rozpatrywaliśmy wiele możliwości, ale za każdym razem trafiamy na coraz większe zagadki. Mam nadzieję, że kiedyś nauka na poważnie zainteresuje się ufologią - dodaje Grzegorz, który już nie wstydzi się mówić o tym otwarcie.

onet strefa tajemnic
http://strefatajemnic.onet.pl/ufo/co-dz ... orze/cwexw
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 06 mar 2016, 17:27

Nie Uwierzysz. Spotkania IV stopnia w latach 1978-1982 (nagranie archiwalne z dn 30.11.2010)

https://www.youtube.com/watch?v=Q1ScrN8n4ek
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 10 mar 2016, 22:46

Kontakt i Piąty Wymiar - Andrzej Nikodemowicz - 4.03.2016


https://www.youtube.com/watch?v=Z5qQZPIpCUA

Opublikowany 04.03.2016
Krystyna Maciąg rozmawia z Andrzejem Nikodemowiczem o kontakcie, kosmicznych sygnałach i manifestacjach jakie on i inni odbierają w jego obecności w Norymberskiej Strefie Zero, o niezwykłym powstaniu i działaniu wciąż nierozpoznanych do końca Mandalach Piąty Wymiar, oraz o tajemniczej płycie KONTAKT.

W rozmowie prezentowane i omawiane są unikalne zdjęcia obiektów, Tuneli Strefowych, kul magnetycznych, hologramów i innych zjawisk w Norymberdze z prywatnego archiwum rozmówcy.
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » poniedziałek 21 mar 2016, 10:50

Kosmici: na Ziemi są przejazdem

Obrazek



Wadim Ilin


Niemiecki pisarz i myśliciel Johann Wolfgang Goethe (1794-1832) był przekonanym, że poprzednio żył on na przełomie I i II wieku, za panowania rzymskiego imperatora Hadriana, i dlatego interesuje go wszystko, co starorzymskie.

Niedawno w amerykańskim czasopiśmie „UFO Magazine” opublikowano wywiad ze znanym w USA lekarzem-hipnoterapeutą dr med. Ellen Billings. Do tego czasu dr Billings – absolwentka Instytutu Hipnoterapii miasta Santa Rosa, CA, i kursów doskonalenia lekarzy w Instytucie Hipnoterapii i Psychofizjologii w mieście Lafayette, CA, przez wiele lat prowadziła praktykę lekarską w Mill Valley, CA. Niniejszy artykuł jest przekładem wspomnianego wywiadu z nieznacznymi skrótami.


Wspomnienia o kontaktach z Przybyszami


Pośród zadanych jej przez korespondenta pytań padło także i takie:

- Czy wśród pani pacjentów byli ludzie, którzy mieli kontakty z latającymi spodkami i ich załogantami?

- Oczywiście, że byli! - odpowiada Ellen – ale nierzadko człowiek, który przeżył kontakt z UFO i jego załogantami, pamięta tylko początek i koniec tego incydentu: pojawienie się NOL-a i jego lądowanie (lub zawiśnięcie nad samą ziemią), wyjście Obcych, Ich podejście do delikwenta, a potem – już tylko swoje obserwacje tego, jak UFO wznosi się w górę i znika w niebie. Niekiedy pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami następuje kilkugodzinna przerwa, ale człowiek nawet nie podejrzewa, że coś takiego miało miejsce i nie wie, co się z nim działo w tych godzinach wyjętych mu z życiorysu.

Jedna z moich pierwszych klientek była 35-letnia urzędniczka zajmująca wysoką pozycję w US-Army. Często ją nawiedzały smutne wspomnienia z dalekiego dzieciństwa o spotkaniu z jakimś dziwnym obiektem. W czasie wstępnej rozmowy z nią stało się dla mnie jasne, że jest ona zdrowa psychicznie i można z nią pracować. Poddałam tą kobietę głębokiej recesji hipnotycznej, w rezultacie której wróciła ona do stanu psychicznego 12-letniej dziewczynki. Dziewczynka ta zobaczyła, jak naraz nad domem pojawiło się ogromne UFO, który okazał się być pozaziemskim statkiem kosmicznym, zaś w następnej chwili ona znalazła się na pokładzie tego statku, otoczona przez kilka niskich i bezwłosych stworzeń, o wzroście nie przekraczającym 1 m, o szarej skórze i wielkimi oczami. Oni rozebrali ja do naga i położyli na stole. Dziewczynka nie miała sił, by się sprzeciwić, w ogóle nie mogła się poruszać i strasznie się bała.

W czasie naszego seansu ona głośno płakała, to milkła i krzyczała do swych prześladowców, że ich zabije. W sumie zachowywała się jak człowiek, który na nowo przeżywa dramatyczny epizod ze swego dzieciństwa, a nie tylko wspomina go. Tak więc w takim stanie wzburzenia moja pacjentka przebywała przez jakieś 20 minut, a kiedy się uspokoiła, to wróciłam ją do współczesności. Na pytanie o samopoczucie odpowiedziała, że czuje się doskonale, i zapytała o to, co właściwie się z nią stało. Okazało się, że ona niczego nie pamiętała. Ale miałam konkretny, „twardy” dowód zapis na taśmie magnetofonowej – wszystkie jej krzyki i odpowiedzi na moje pytania.

Opowiedziałam o tym zdarzeniu kilku moim znajomym specjalistom-ufologom. Ich poglądy były całkowicie zbieżne: w dzieciństwie ta kobieta przeżyła porwanie przez Szaraków (Bliskie Spotkanie 3 Rodzaju albo CE-III-G lub Bliskie Spotkanie 4 Rodzaju czyli CE4 – przyp. tłum.). Pod hipnozą człowiek nie może tak udawać strachu, bólu, gniewu, itd.


Oni z nami się krzyżują


Korespondent zapytał dr Billings, czy którykolwiek z jej pacjentów zetknął się z „programem hybrydyzacji” jakoby prowadzonym przez Pozaziemian.

- Tak, oczywiście – powiedziała ona – przede wszystkim poszkodowane były kobiety. Niektóre z moich klientek dokładnie wiedziały, że są w ciąży, a potem naraz się okazywało, że płody znikały z ich ciał, i co najciekawsze – nie było po nich żadnego śladu. Niektóre z takich przypadków zostały formalnie zarejestrowane i potwierdzone przez lekarzy.

Jedna z moich pacjentek była już w piątym miesiącu ciąży i wiedziała, że ma urodzić bliźnięta. Ciążę przeżyła z trudnością, a jej zdrowie było nie najlepsze i dlatego znajdowała się pod ciągłą obserwacją lekarzy. I naraz, w czasie kolejnej wizyty w klinice dowiedziała się tego, że
jeden z embrionów znikł! I jednocześnie, jakby za sprawą czarów, stan jej zdrowia od razu się polepszył. No i potem urodziła już najzupełniej normalne, zdrowe dziecko. Ale gdzie podział się drugi? Lekarze nie znaleźli odpowiedzi na to pytanie. Jednak ufolodzy uważają, że ojcem drugiego dziecka był Przybysz z Kosmosu, który po pewnym czasie zabrał swego potomka.



i prowokują konflikty rodzinne



Wracając do tematu zaników pamięci u ofiar CE4, dr Ellen Billings wspomina pewne kuriozalne wydarzenie:

- Przyszedł do mnie pewien mężczyzna, którego żona podejrzewała o zdradę. A powód tego był taki: pewnej nocy przyszła do jego sypialni stwierdziła, że pokój był pusty. Pomyślała zatem, że po prostu poszedł sobie do innej kobiety. On pojawił się w swojej sypialni po dwóch godzinach, tak nagle, jak nagle znikł. Kiedy żona go zapytała, gdzie był, odpowiedział, że dziwnym było to pytanie, bowiem nigdzie nie wychodził i przez cały czas znajdował się w swoim pokoju. No i wybuchła awantura.

W trakcie regresji hipnotycznej „podejrzany” wspomniał, że Obcy zabrali go na pokład statku kosmicznego, gdzie trzymali go około 2 godzin, a potem dostarczyli z powrotem do domu. Epizod ten został całkowicie wymazany z jego pamięci.

Wspomnienia o przeszłych inkarnacjach


Ellen opowiedziała także i o tym, jak jej pacjenci w czasie regresji hipnotycznej wspominali swe poprzednie życia (inkarnacje) i tak ta procedura czasami pozwala im na wyleczenie się z chronicznych chorób.

- Jedna z moich pacjentek chorowała na ciężką odmianę astmy odoskrzelowej, która była alergiczną odmianą tej choroby. Postanowiłyśmy poszukać w jej Przeszłości przyczyny tej alergii. Dwukrotnie pogrążyłam ja w głębokiej regresji hipnotycznej, ona „przebywała” w swym dzieciństwie i młodości, a nawet cofnęłyśmy się do wczesnego dzieciństwa, ale tam nie znaleźliśmy źródła tej alergii. Trzecim razem uzgodniłyśmy, że cofniemy się do jej ostatniej inkarnacji.

I oto widzi ona siebie we wnętrzu statku międzygwiezdnego, a jej ciało opina egzotycznie wyglądający skafander kosmiczny. Jej włosy są białe, a oczy złociste. Zapytałam jej, czy rzeczywiście znajdujemy się w jej Przeszłości? Potwierdziła. Zapytałam ją, czy jest mieszkanką Ziemi? Odpowiedziała „nie”! w tamtej Rzeczywistości była ona lekarzem pozaziemskiej kosmicznej ekspedycji, a jej mąż – członkiem załogi tego statku kosmicznego. Naraz na statku miała miejsce awaria. Doszło do dehermetyzacji i kobieta zaczęła się dusić


To właśnie tutaj kryła się przyczyna jej astmy.

Od tego czasu moja pacjentka z każdym dniem czuła się coraz lepiej i wkrótce jej astma całkiem znikła.

Dziennikarza zainteresowało w tym epizodzie wcielenie się członkini ekspedycji międzyplanetarnej Obcych w ciało Ziemianki i zapytał, czy w swej praktyce dr Billings miała podobne przypadki?

A oto, co usłyszał:

- Moich dwóch pacjentów wspomniało, że w jednej ze swych inkarnacji należeli oni do rasy rozumnych gadów (czyżby Reptilian??? – przyp. tłum.). Teraz są oni miłymi, przyjaznymi ludźmi. Jeden z nich – nazwijmy go Abe – będąc w stanie głębokiej regresji hipnotycznej, tak opisał swój wygląd zewnętrzny:
Moje nogi pokrywa łuska i mają szarozielony kolor, zakończone są dwoma dużymi palcami. Całe moje ciało jest podobne do ciała gada. Ale moja twarz nie przypomina gadziego pyska – przypomina płaską twarz człowieka.

W odpowiedzi na pytanie, jakie ma on odczucia wewnętrzne ma on w takim ciele, Abe odpowiedział, że ma doskonałe samopoczucie i jest szczęśliwa istotą. Przenika go muzyka, którą może słuchać, a także może wypełniać nią swe wnętrze, dobierając ja wedle swego gustu. Muzyka i podobne jej dźwięki są organiczna częścią bytu podobnych mu istot, które zamieszkują w jego środowisku. Celem życia tych istot jest cieszyć się życiem i dawać tą radość innym.

W czasie innego seansu Abe powiedział, że jest mu trudno być człowiekiem i że żyć wśród ludzi jest mu bardzo ciężko.

- Z pewnością – stwierdził on – to dzieje się wskutek utraty przez ludzi serdeczności, uczucia wielkiej i spolegliwej miłości bliźniego.

Żyjąc w ludzkiej skórze, Abe wciąż czuje się obco wśród ludzi. on czuje się obco, jakby znalazł się na Ziemi z jakiegoś innego świata.

Abe nie jest jedną jedyną istotą tego rodzaju. W medycznym dossier dr Ellen Billings są i inni pacjenci, którzy pod wpływem regresji hipnotycznej twierdzą, że pochodzą oni z innych światów i cały czas mają wrażenie, że na Ziemi są oni tylko „przejazdem”



Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 33/2015, ss.32-33
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©
Autor: R.K.L. o poniedziałek, marca 21, 2016

Robert Konstanty Leśniakiewicz
http://wszechocean.blogspot.com/2016/03 ... azdem.html
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
PurpleSilvan
Posty: 83
Rejestracja: piątek 27 maja 2016, 19:09
x 18
x 3
Otrzymał podziękowanie: 93 razy

Re: Czas Transformacji

Nieprzeczytany post autor: PurpleSilvan » czwartek 16 cze 2016, 14:49

Czy to mogło być przenikanie się 4 gęstości z 3 gęstością?
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 7942
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 229
Podziękował: 451 razy
Otrzymał podziękowanie: 10857 razy

Re: Czas Transformacji

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » czwartek 16 cze 2016, 15:01

Ten opis i skutki pobytu w "chmurze" dla mnie doskonale pasują do działań NOL, czyli UFO zamaskowanego tą chmurą.
Pytanie - czy zauważyliście jakieś anomalie na zegarkach, oprócz zablokowania komórek, a właściwie zniekształcenia ich programu działania, co następuje przy zaistnieniu silnych pól elektromagnetycznych? Napędy antygrawitacyjne mogą dawać takie efekty.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 7942
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 229
Podziękował: 451 razy
Otrzymał podziękowanie: 10857 razy

Re: Czas Transformacji

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » czwartek 16 cze 2016, 20:22

A było włączone radio w samochodzie? Ewentualnie inna elektronika, CB, GPS, czy kamerka samochodowa?
Takie wejście w chmurę jest typowe dla górzystego terenu, ale najczęściej ma charakter poziomy, chyba że zawinie się w dół na zboczu, to fantastyczny widok wtedy, ale tam gór nie macie. Dalej stawiam na UFO.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 7942
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 229
Podziękował: 451 razy
Otrzymał podziękowanie: 10857 razy

Re: Czas Transformacji

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » czwartek 16 cze 2016, 23:30

Teraz już daję 99,99% na działanie UFO. To klasyka, mgła, owszem tłumi nieco fale radiowe UKF, ale nie mocno, gdy fale znikają pojawia się szum, jak po wjeździe do tunelu. Tu zapewne była cisza, czyli te częstotliwości zostały nakryte silnym stałym sygnałem. Założyłbym się też, że w tej chmurze byliście o wiele, wiele sekund więcej, niż wam się wydawało. Wiele opisów "uprowadzeń" o tym mówi, choć tu nic takowego nie podejrzewałbym.
Możesz spróbować przeanalizować tą sytuację, ale większość doznań energetycznych tkwi w podświadomości.
Badacze UFO stosowali hipnozę, aby odtworzyć przebieg zdarzeń, tylko tam UFO jako takie było często widoczne przedtem, ale fakt, że nie zawsze.
Chyba te nasze posty wylądują w innym temacie, chyba że chmura spowodowała czyjąś transformację.

Edit: telefony pracują na dużo wyższych częstotliwościach, więc ich już tak to źródło pola nie nakryło, ale i tak wywaliło działanie programów załadowanych do pamięci dynamicznej.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Czas Transformacji

Nieprzeczytany post autor: chanell » czwartek 16 cze 2016, 23:46

blueray21 pisze:Ten opis i skutki pobytu w "chmurze" dla mnie doskonale pasują do działań NOL, czyli UFO zamaskowanego tą chmurą.
Pytanie - czy zauważyliście jakieś anomalie na zegarkach, oprócz zablokowania komórek, a właściwie zniekształcenia ich programu działania, co następuje przy zaistnieniu silnych pól elektromagnetycznych? Napędy antygrawitacyjne mogą dawać takie efekty.


Dokładnie o tym samym pomyślałam blu ! To prawie pewne że mieliście spotkanie z UFO ,one często kryją się w chmurze .Szkoda że nie sprawdziliście zegarków ( a może sprawdziliście ? ) ,dobrze by też było obejrzeć się w lustrze czy nie ma jakis szczególnych znaków na waszych ciałach.
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Czas Transformacji

Nieprzeczytany post autor: chanell » czwartek 16 cze 2016, 23:51

yoko pisze:..hm ;) ..zastanawiam się czy coś stało się z czasem..no cóz może tylko to że chwilę dosłownie parę sekund bylismy w tej chmurze..a cała podróż trwała niezwykle długo gdyż obydwoje zdziwieni patrzylismy że czasu ubyło ponad 1,5 godziny a my nie przejechalismy nawet 20 km..tylko tyle.. :D
..ale z tego powodu zrobiły sie równiez potężne korki na autostradzie...a czasu jako takiego nie odbieraliśmy w ten sposób że nagle tyle go minęło..rzeczywiście rozmawialismy o tym że zrobiło się późno a my nic prawie nie ujechaliśmy :D wtedy wogóle nie zwrócilismy na to uwagi.. ;) dzis troche mnie to zastanowiło :D


No to jednak mieliscie bilskie spotkanie ! :shock:
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » sobota 18 cze 2016, 23:26

Kontakt z pozaziemską cywilizacją - Grzegorz Sławicki

https://www.youtube.com/watch?v=-Uf5nAVYhvU

Grzegorz Sławicki opracował materiał sąsiadów zza naszej wschodniej granicy, dotyczący kontaktu z inną wysoko zaawansowaną w rozwoju pozaziemską cywilizacją. Kontaktu tego wielokrotnie doświadczył nasz bohater Victor Korshunow, stąd tak szczegółowa relacja.
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 4730
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 538
x 180
Podziękował: 7698 razy
Otrzymał podziękowanie: 8181 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: chanell » wtorek 28 cze 2016, 23:09

Obcy w Chałupach (1981)

30 lat temu, 8 sierpnia 1981 r., przebywający na urlopie w Chłupach warszawski artysta, który przechadzał się po sosnowym lesie, natknął się na dwie dziwne humanoidalne postaci. Jak twierdzi, wszedł z nimi w rodzaj myślowej komunikacji, czując się w czasie spotkania jak „małpa na uwięzi”, którą obserwują przybysze nie z tego świata. Kiedy minął istoty, ujrzał stojący na poboczu obiekt w kształcie dysku, który niebawem odleciał, lecz pozostawił po sobie szereg śladów


Obrazek

Przypadek warszawskiego artysty, który natknął się podczas urlopu nad Bałtykiem na dziwne istoty i ich latający pojazd była niejednokrotnie wspominana w literaturze ufologicznej. Zdarzenie, do którego doszło 8 sierpnia 1981 r. było kolejnym epizodem serii spotkań z UFO, które rozegrały się w PRL na przełomie lat 70-tych i 80-tych, z czego najbardziej znanym pozostaje spotkanie w Emilcinie.

Historia z leżących na Półwyspie Helskim Chałup (dziś stanowiących część Władysławowa) miała w sobie potencjał równy opowieści Jana Wolskiego, jednak pozostaje mniej znana, mimo że odnotowano w niej zarówno fizyczny ślad po przyziemieniu UFO, jak i relacje postronnych świadków potwierdzających przelot NOL-a w okolicach plaży. Rozgłos tej sprawie uniemożliwił wybuch Stanu wojennego oraz niechęć świadka do dalszego zgłębiania tego wydarzenia.

Jak się wszystko zaczęło

8 sierpnia 1981 r., po godzinie 18, 38-letni wówczas Ryszard K., warszawski plastyk spędzający urlop nad Bałtykiem, postanowił udać się pieszo do campingu, w którym stacjonował wraz z żoną i parą przyjaciół. Kiedy ci wrócili na miejsce samochodem on, mając dość upału i bezczynności, skierował się z aparatem w stronę niewysokiego lasu. Ostatnimi osobami, które widział przed niezwykłym spotkaniem z pasażerami NOL-a było dwoje starszych ludzi z psem, szykujących się do opuszczenia plaży. Po chwili wszedł on na ścieżkę biegnąca równolegle do torów kolejowych, podziwiając uroki krajobrazu zanurzone w promieniach zachodzącego słońca.

W pewnym momencie jego uwagę przyciągnęła przelatująca ważka. Kiedy mężczyzna śledził jej lot, zauważył w odległości ok. 60 m. przed sobą dwie postaci przebiegające przez drogę, które jak twierdzi wziął za „dwóch ciemno ubranych chłopców”.

„Nie zastanowiło mnie wówczas takie nonsensowne zestawienie: upał sięgający do plus trzydziestu stopni w cieniu i harcerze ubrani w kombinezony zapięte pod szyję” – mówił mężczyzna. Mimo woli szedłem więc w ich kierunku. Po przejściu kilkudziesięciu metrów i skręceniu za lekkim zakrętem zobaczyłem ich znowu. Teraz stali obaj w poprzek ścieżki w lekkim rozkroku trzymając ręce lekko ugięte w łokciach »jak kowboj szykujący się do wyjęcia colta«.”

Harcerze i małpa na uwięzi

Szczegółowe relacje Ryszarda K. na temat spotkania z UFO przedstawione zostały w literaturze ufologicznej. W ten sposób podaje ją „UFO nad Polską” Bronisława Rzepeckiego i Krzysztofa Piechoty:

„Początkowo wziąłem ich po prostu za dwóch harcerzyków, którzy bawią się w podchody lub coś w tym rodzaju. Chociaż ich ruchy były dość niezwykłe, jakby przeskakiwali przez jakieś przeszkody, tak jak się omija kałuże. Wpadli na ścieżkę nagle, na chwilę zatrzymali się i zachowywali się, jakby o czymś dyskutowali, gestykulując przy tym rękoma. Oczywiście z tej odległości blisko 60 m., jaka początkowo mnie od nich dzieliła, niczego nie słyszałem. Po chwili równie szybko znikli w krzakach po prawej stronie ścieżki. Wtedy absolutnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, kto to może być. Po prostu, pierwsze skojarzenie: chłopcy, harcerze. Nie przyjrzałem im się wtedy dokładnie, gdyż byłem skupiony na tej ważce, która w pewnej chwili znowu przemknęła na lewą stronę ścieżki. Wtedy znowu zauważyłem tych chłopców. Tym razem stali nieruchomo na środku ścieżki w odległości ok. 10 m. przede mną. Teraz mogłem przyjrzeć się im dokładnie.

Były to dwie niskiego wzrostu, szczupłe istotki w ciemnozielonych kombinezonach, jakby odlanych z jednego kawałka plastiku czy podobnego tworzywa. Stali w lekkim rozkroku, obok siebie z ugiętymi łokciami w rękach. Mieli jasnozielone twarze z dużymi, nieco wydłużonymi oczami, które były wpatrzone we mnie. Poczułem dreszcz emocji i przerażenia – to nie byli ludzie?”

Obrazek
Rysunek Ryszarda K. przedstawiający istotę spotkaną w 1981 r. (za: K.Bzowski, „Sieć Wilka").
W przypływie emocji nastąpił kolejny interesujący aspekt spotkania. Jak twierdzi Ryszard K., usłyszał on w głowie coś w rodzaju myślowego komunikatu. Jego przebieg ukazuje w bardzo oryginalny sposób charakter przeżyć człowieka świadomego, że stanął oko w oko z czymś wykraczającym poza schemat naszej rzeczywistości i który (dysponując jako artysta rozbudowaną wrażliwością i zdolnością obserwacji) jest w stanie opisać w najdrobniejszych szczegółach to, co się wokół niego dzieje.

„Zwolniłem nieco kroku, przez głowę przelatywało mi tysiąc myśli. Nie miałem żadnych wątpliwości, że to nie jest jakaś maskarada, żart, lecz sam mam do czynienia z istotami jakiejś innej cywilizacji. Wahałem się, czy iść dalej, jak mam dalej postępować? Wiadomo jak myśli szybko biegną


Nigdy w życiu nie miałem nic wspólnego z telepatią, ale to był prawdopodobnie przekaz telepatyczny, jakaś idąca od wewnątrz informacja »Bez obaw«. Na ten przekaz natychmiast przyszła odpowiedź, pomyślałem: «Chyba nie mają złych zamiarów wobec mnie«. I natychmiast po tym przekazie zeszli ze ścieżki, stanęli obok. Jeżeli »bez obaw« to sobie pogadam – pomyślałem. »Nie musisz mówić« - natychmiast nowy przekaz. To się przynajmniej zatrzymam, poprzyglądam – myślę na to. »Przechodź. Nie zatrzymuj się« - kolejny przekaz płynie od wewnątrz. A więc mówią »per ty« - pomyślałem i kiedy byłem już w odległości 3-4 m. od nich, poczułem zażenowanie, po prostu zawstydzenie, że w gruncie rzeczy jestem przecież taki jakiś „mały”, nie znaczący wobec nich. Uświadomiłem sobie, że oto jestem tu sam, niby odpowiedzialny za całą ludzkość, że moje zachowanie powinno być godne, a jednocześnie czułem się jakiś onieśmielony.

Czułem, że jestem przez nich obserwowany jak małpa i to jeszcze »na uwięzi«, nawet nie mająca jakiejkolwiek szansy obrony, ucieczki, nie mówiąc już o ataku. W głowie miałem istne kłębowisko myśli, jedna myśl wyzwalała następną. Nie czułem lęku, nic. Był to rodzaj emocji, który trudno jest mi bliżej scharakteryzować. Na pewno był to rodzaj emocji, jakiegoś wewnętrznego uniesienia, a jednocześnie i niepewności, może lekkiej obawy.”

Wygląd postaci

Obrazek
Podobizna humanoida przedstawiona w książce B.Rzepeckiego i K.Piechoty ze zwróceniem uwagi na zamglony fragment jego ciała. (za: „UFO nad Polską")
Mimo wszystko
To działo się we mnie, gdy znajdowałem się od nich w odległości 2-3 m., może nawet bliżej. Widziałem ich z bardzo bliska, mieli duże, szare, skośne oczy. Nie mieli nosa, w jego miejscu były dwa małe otworki a w miejscu ust – pozioma kreska, wąska. Najdziwniejsze było to, że widziałem ich wyraźnie od pasa w górę i mniej więcej od połowy uda w dół. Środkowa część ich ciała była niewidoczna, znajdowała się jakby we mgle. W tej części było widać jakieś szczegóły o charakterze technicznym, jakieś uzwojenia, czarne prostokąty. Nie wiem, co to było.

Żadnych dźwięków nie słyszałem. I wtedy przy podchodzeniu do nich był moment, którego nie potrafię opisać. Zaczęło się coś dziać, jakby jakieś »spięcie« i zarazem odwróceni myśli, świadomości
? Nie wiem, jak to nazwać.”

Opis przypadku zawarty w książce Kazimierza Bzowskiego „UFO nad nami” rozszerza kwestię wyglądu zewnętrznego spotkanych w Chałupach istot. Według Ryszarda K. mierzyli oni ok. 160 cm wzrostu i posiadali szare „oczy z białkami jak u ludzi”. Kwestia dziwnego stanu emocjonalnego, o którym wspomniał świadek przy wymijaniu istot wiązała się ze scharakteryzowanym dalej „przekazem”, którego sygnały docierały do jego świadomości.

„Idąc dalej i mijający ich z lewej strony, w odległości ok. 1.8 – 2 m., po paru krokach nie wytrzymałem i obejrzałem się. Spostrzegłem wówczas coś, czego nie potrafię zrozumieć. Poprzednio, gdy do nich dochodziłem, stali na poboczu, frontem do mnie. Gdy ich minąłem i odwróciłem się, powinienem zobaczyć ich z profilu, ale oni byli nadal przodem do mnie. Nie zauważyłem, nawet kątem oka, jakiegoś ich ruchu, ani nic nie słyszałem, na przykład szelestu kroków w wysokiej tam trawie, a oni w mgnieniu oka zmienili pozycję względem mnie.

Powoli zacząłem odchodzić. W tym momencie poczułem jakby przypływ energii, jakby spadł ze mnie jakiś ciężar, a jednocześnie wystąpiło odrętwienie lewej półkuli czaszki (tymczasem oni stali z prawej strony), jakby jakiś ucisk, który minął po około dwóch albo trzech dniach. Nie pamiętam dokładnie. W każdym razie nie przeszkadzało mi to w pracy, w myśleniu

Pojawia się spodek


Układ śladów znalezionych w miejscu domniemanego lądowania obiektu z Chałup.
Kiedy mężczyzna znalazł się jakieś 20 m. dalej obejrzał się za siebie, ale dziwnych postaci już nie zobaczył. Jego zdziwienie było jednak tym większe, kiedy na znajdującej się na prawo wydmie zobaczył osobliwy pojazd.

Ryszard K. opisał go następująco: „W gęstej trawie stał dziwny ich pojazd: spłaszczony podłużny dysk, unoszący się nad ziemią na wysokości ok. 80 cm. Mógł mieć 5-6 m. długości i ok. 1.8 – 2.5 m. wysokości. Był barwy lekko przymglonej rtęci. Nie było na nim żadnych znaków, drzwi, anten czy temu podobnych szczegółów. Obiekt ten znajdował się jakieś 50 m. od miejsca na ścieżce, w którym minąłem te dwie istoty. Ich już nie widziałem, nie mogłem widzieć, gdyż stałem na poboczu, za zakrętem ścieżki. Po chwili zauważyłem, że obiekt się uniósł i odleciał. Z zupełnej ciszy. Pomyślałem, poczekam teraz, może ktoś będzie szedł. Ale na dobrą sprawę nikt przecież w to nie uwierzy. A poza tym, co ja mam mówić? Po co w ogóle się ujawniać z tym wszystkim? Ale jak z kolei nie mówić o tak nadzwyczajnej rzeczy Postanowiłem jednak poczekać na kogoś. Czekałem przez chwilę, ale nikogo nie doczekałem się. Więc dość szybkim krokiem ruszyłem dalej przed siebie, mając świadomość, że jestem trochę spóźniony.

Myślałem tylko o jednym: Czy ja mam o tym opowiedzieć żonie, znajomym? Idąc w stronę campingu zobaczyłem przed sobą dwoje starszych ludzi z pieskiem. Pomyślałem, że może oni coś widzieli, szli przecież tą samą ścieżką przede mną. Kiedy już zbliżałem się do tych istot w skafandrach, oni musieli ich wtedy minąć, może widzieli jak tamci przechodzili przez ścieżkę w stronę torów?

Kojarząc sobie te wszystkie okoliczności, zbliżyłem się do nich i zapytałem, czy kogoś nie widzieli na ścieżce? Widziałem, że są zaskoczeni, może odnieśli wrażenie, że ich zbyt agresywnie zaczepiam bez ważnego powodu? Fakt, że byłem tym wszystkim podniecony i mogłem zwrócić się do nich zbyt obcesowo. Spojrzeli po sobie i na mnie jakby z obawą, więc ich przeprosiłem i wróciłem na plażę. Wspominam o tym, gdyż po opowiedzeniu o wszystkim znajomym, kiedy rozważaliśmy wszystkie »za i przeciw« mojej dziwnej przygody, ktoś powiedział: »Ty, słuchaj, przynajmniej nie mówi obcym ludziom o tym, że tyś tych ludzi dogonił, skoro oni wyszli z plaży później i szli za tobą! Kto to zrozumie« No więc ja sam nie wnikam w to, jak to mogło się stać. Byłem tym faktem zaskoczony, ale nie znam się na tych zawiłościach teoretycznych, żeby próbować wszystko logicznie uzasadnić.”

Ślady lądowania i inne dziwności

Obrazek
Układ śladów znalezionych w miejscu domniemanego lądowania obiektu z Chałup.

Ostatnia część historii z Chałup odnosi się do śladów pozostawionych przez obiekt widziany przez świadka. Jak mniemał Ryszard K., skoro obiekt tam przebywał, musiał pozostawić jakieś ślady. Obszar ten nie był trudny do zlokalizowania, „gdyż było to w pobliżu fantazyjnie zakrzywionej przez naturę brzozy, a obok na wydmie stała piękna rozłożysta sosna. I rzeczywiście, znaleźliśmy tam siedem śladów” – mówił świadek, chociaż nie był w stanie powiedzieć, dlaczego śladów było akurat tyle.

Wszystkie z nich miały formę okrągłych zagłębień o średnicy 30 i głębokości 15 cm, układających się w nieregularny owal o rozmiarach 2.5 x 2.7 m. Znaki sugerowały, że obiekt mógł osiąść na ziemi dwukrotnie. Według ustaleń Bzowskiego, w piasku podczas helskiego lądowania odbiły się „podpory” obiektu. Wewnątrz nich znajdowały się sprasowane szczątki roślin. Wspomniana kwestia „przekazu” o kontrowersyjnej naturze została rozszerzona w książce „UFO nad nami”. Kazimierz Bzowski, cytując słowa Ryszarda K. twierdził, że w grę wchodziła wizja, w której pojawił się motyw „gwiazdy” (kwazaru) i celu podróży istot na Ziemię, co tworzy bardzo enigmatyczny i trudny w ocenie scenariusz. Niekiedy w opracowaniach i artykułach można spotkać twierdzenie, że Ryszard K. został zabrany w kosmiczną podróż, gdzie przedstawiona została mu agenda obcych, co jest nieprawdą.

Istniały jednak inne problematyczne kwestie związane m.in. z czasem trwania incydentu. Okazało się bowiem, że Ryszard K. pokonywał obszar między plażą a campingiem o kilkanaście minut dłużej niż powinien. W wyniku odtworzenia przebiegu zdarzenia okazało się, że kwestia „zaginionego czasu” (ang. missing time) w przypadku incydentu z 8 sierpnia 1981 r. wynosiła ok. kwadransa. Niestety, nie udało się ustalić, co działo się w międzyczasie, bowiem Ryszard K. nie zgodził się na poddanie hipnozie regresyjnej, co mówiąc szczerze nie zawsze daje wiarygodne wyniki. Wiadomo, że świadek utrzymywał późniejszy kontakt z grupą Kazimierza Bzowskiego, która najprawdopodobniej dzięki temu otrzymała rozszerzony opis jego otrzymanego „przekazu”.

W sprawie, w której wciąż pozostaje wiele niewiadomych ciekawie wygląda relacja pewnej studentki ze stolicy, która w tym samym czasie obserwowała nad plażą w Chałupach przelot pomarańczowego obiektu NOL. Drugą osobą, która miała widzieć kolorową chmurkę zmierzającą w kierunku lasu, gdzie Ryszard K. spotkał istoty, był nieznany z imienia prawnik z Warszawy. Relacja Bzowskiego na temat lądowania obiektu ukazała się w magazynie „Perspektywy” jeszcze w tym samym roku. Niestety, jedynym dostępnym materiałem ukazującym ślady lądowania jest schematyczny rysunek przedstawiający ich rozkład. Sam świadek z niewiadomych powodów nie wykonał w czasie spotkania żadnych zdjęć, choć miał ze sobą aparat.

Wybuch Stanu Wojennego sprawił, że historia z Helu została mniej nagłośniona niż słynne wydarzenie emilcińskie. Oba te przypadki noszą w sobie pewne podobieństwo związane z okolicznościami a nawet szczegółami wyglądu napotkanych istot. Trudno jednak o nakreślanie jakichkolwiek bezpośrednio łączących ich paraleli. Relacja Ryszarda K., mimo istniejących niejasności, jest trzeźwa i przepojona uderzającym czytelnika przekazem emocjonalnym związanym z zetknięciem się z nieznanym. Wielka szkoda, że jedynym upamiętnieniem tego spotkania jest wielokrotnie reprodukowany obraz, na którym widać ubranego w „moriaczkę” człowieka, któremu naprzeciw wychodzą na ścieżce dwaj ufonauci

Obrazek
Wygląd obiektu, który obserwował Ryszard K. i który pozostawił po sobie siedem odciśniętych śladów (za: „UFO nad Polską")

http://infra.org.pl/fenomen-ufo/histori ... upach-1981
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: Bliskie spotkania z UFO trzeciego i czwartego stopnia

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 24 lip 2016, 17:19

Opublikowany 18.10.2015
Dzisiaj o Króliku i Czarodzieju.....czyli Screen Memory


https://www.youtube.com/watch?v=LyT_26GNpMo



https://www.youtube.com/watch?v=Xch596-XxpE

Opublikowany 25.10.2015
Dzisiaj otym co wydarzyło się po "drugiej stronie" oraz "dziwny sen" zalwita
0 x



ODPOWIEDZ