Drodzy forumowicze i goście!

Prezentujemy wam forum po poważnej naprawie i aktualizacji, większość rozszerzeń jest włączona i u mnie działa.
Wszystkie błędy i uwagi proszę zgłaszać w dziale technicznym.
Na razie nie będzie działało wyszukiwanie, jeśli po ok 2 dniach eksploatacji nie wystąpią zasadnicze błędy, to zrobimy indeksację baz danych.

Po wejściu na forum proszę najpierw usunąć ciasteczka witryny _ to bardzo ważne! Inaczej forum może nie działać u was prawidłowo!
To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem forum, bo jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

NAUKA

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 5527
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 8
x 120
Podziękował: 4116 razy
Otrzymał podziękowanie: 8447 razy

NAUKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 03 lut 2017, 19:07

0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5313
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 328
x 172
Podziękował: 27175 razy
Otrzymał podziękowanie: 8034 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 04 lut 2017, 17:52

Skoro o nauce mowa to pozwolę sobie zamieścić art. p. Białczyńskigo, w którym uwypukla on poziom naszych naukowców - przynajmniej niektórych :lol: :

Białczyński pisze:O bardzo, bardzo trudnym dialogu z ludźmi nauki na przykładzie „ Jeszcze trudniejsza teraźniejszość archeologii – czyli o fantazmatach, konfabulacjach, nieprawdach i nadinterpretacjach w „krytyce” Czesława Białczyńskiego
4 lutego 2017

W sprawie mojego artykułu „Trudne początki archeologii – odkrycia, interpretacje, nadinterpretacje w dociekaniach archeologicznych Tadeusza Wolańskiego (1785-1865)”, Museion Poloniae Maioris, t. II, 2015, s. 103 – 125. (1)
Będącego Odpowiedzią Czesławowi Białczyńskiemu (2)

Jakub Linetty ©


Dodam od siebie jako Białczyński, będącym odpowiedzią Jakuba Linetty dokładnie na tekst:

Krytyka artykułu Jakuba Linetty „Trudne początki archeologii – odkrycia, interpretacje i nadinterpretacje w dociekaniach archeologicznych Tadeusza Wolańskiego”" z dnia 1 stycznia 2017, na blogu bialczynski.pl

To tak żeby była ścisłość naukowa, na której panu Jakubowi bardzo zależy.

© Czesław Białczyński



Odpowiedź na „Odpowiedź” pana Linetty Białczyńskiemu

Prowadzenie dialogu jest sztuką. Jako człowiek sztuki i dziennikarz mogę powiedzieć coś na ten temat z czysto fachowego punktu widzenia. Jak bardzo jest to w dzisiejszych czasach sztuka upadła pokazuje „Odpowiedź”, jaką otrzymałem od pana Jakuba Linetty na mój artykuł krytyczny na temat jego pracy poświęconej „przypomnieniu” dokonań Tadeusza Wolańskiego. Można tę Odpowiedź pana Linetty przeczytać w całości w PDF tutaj: https://www.academia.edu/31183588/J._Li ... kiemu_.pdf

Pan Jakub Linetty żądając ode mnie usunięcia skanów jego artykułu z blogu bialczynski.pl obiecał mi solennie odpowiedź w ciągu kilku dni. Ponieważ minął miesiąc a odpowiedź nie ujrzała światła dziennego poinformowałem o tym publicznie w jakiejś dyskusji pod którymś z artykułów na moim blogu. Po kilku dniach od tego faktu, długo oczekiwana odpowiedź nadeszła prywatnym kanałem na FB. Okazało się, że jest ona umieszczona w formie PDFu na jego akademickim profilu. Panu Jakubowi praca nad odpowiedzią zajęła 31 dni z okładem. Mnie starczyło 24 godziny, żeby stwierdzić z czym mamy do czynienia.

Muszę powiedzieć, że jestem tą odpowiedzią pana Linetty wielce ukontentowany. Pokazuje ona bowiem jak na dłoni kilka ważnych mechanizmów działania umysłu człowieka, a jednocześnie potwierdza wiele tez z mojego publicystycznego tekstu, na który pan Jakub Linetty zechciał zareagować.

Dziękuję zatem panu Jakubowi Linetty za Odpowiedź zwłaszcza, że w Polsce dialog pomiędzy publicystami, pasjonatami nauki, amatorami od lat badającymi określoną fachową tematykę (w tym wypadku historię i archeologię), a naukowcami, prawie w ogóle nie ma miejsca.

Po tym naświetlającym tło wydarzeń wstępie przejdźmy do sedna, czyli do mojej Odpowiedzi na Odpowiedź pana Linetty.

Pominę milczeniem impertynencki i zadufany w sobie ton pana Linetty, który bije już z tytułu jego „Odpowiedzi”, a skupię się wyłącznie na wybranych z całości fragmentach tejże „Odpowiedzi”, co odpowiada dokładnie metodzie zastosowanej przez pana Jakuba Linetty w stosunku do mojego krytycznego artykułu. Nie muszę nikomu tłumaczyć, że jest to metoda daleka od „naukowej rzetelności”.

W ogóle gdy czytam tę „Odpowiedź” mam wrażenie, że obaj jechaliśmy tą samą autostradą, ale w dwóch różnych kierunkach i zamiast porozmawiać ze sobą, podyskutować, w tej wspólnej drodze do świetlanego celu jakim było „uzdrowienie sytuacji w polskiej nauce”, zamiast tego, mijając się zrobiliśmy sobie: „bye, bye”!

Zanim uczepię się jak rzep psiego ogona różnych sformułowań z tekstu „Odpowiedzi” pana Linetty, identycznie jak on to zrobił w stosunku do mojej „Krytyki artykułu Jakuba Linetty”, co może być dla wielu osób zupełnie nieciekawe, podzielę się z Wami Drodzy Czytelnicy kilkoma cennymi i bardzo ciekawymi odkryciami, jakie ten „dialog” przyniósł.

Okazuje się bowiem oto, że NAUKOWIEC posiada umysł, który niczym nie różni się od umysłu zwykłego człowieka. Nie jest on ani trochę mądrzejszy, jak to w potocznym rozumowaniu powszechnie się zakłada, od każdego przeciętnego człowieka. Jego tzw. „mądrość” ogranicza się wyłącznie do dyscypliny jakiej się wyuczył (archeologii, historii), ale już ani krok dalej, czyli np. do ogólnego poziomu kultury osobistej, czy zdolności twórczych, albo opanowania innych sztuk, jak np. czytanie ze zrozumieniem tekstów nie będących dysertacjami naukowymi w jego wąskiej dziedzinie.

Umysł Człowieka, co widać jak na dłoni już w tytule artykułu pana Linetty, kluczy wypierając z jaźni niewygodne fakty, szukając jednocześnie usprawiedliwień i realizując z góry założony przez Człowieka cel. Cel ten jest zupełnie SUBIEKTYWNY, a wszelkie narzędzia użyte w takiej rozprawie mają charakter wyłącznie INSTRUMENTÓW służących realizacji owego celu.

To cenne spostrzeżenie, bo wskazuje czego w rozmowie, kontakcie , w dialogu należy unikać, żeby on w ogóle zaistniał. Dyskusja przy takim podejściu umysłu do dialogu, przestaje być możliwa. Staje się wymianą własnych sądów adwersarzy, od których żadna ze stron nie odstąpi mając cel z góry wytyczony. Płaszczyzna do kompromisu jest równa ZERU. To jest pierwsze odkrycie jakie widać dzięki temu, że ta Odpowiedź NAUKOWCA na tekst Krytyki Społecznej w ogóle zaistniała.

To prawdopodobnie dlatego 99,9% naukowców, którzy nie są przecież w ciemię bici, nie podejmuje w ogóle polemiki z krytyką społeczną, czy opinią z publiczną. Dzieje się tak, gdyż lokują oni swoje „wytwory umysłowe” (osiągnięcia naukowe) w obszarze tak wysublimowanym i wysokim intelektualnie, że przyjęcie jakiejkolwiek krytyki (co oznaczałoby kompromis, czyli odstępstwo od tez i dowodów wykoncypowanych przez tenże intelekt) jest dla nich niemalże niewykonalne. Przyznanie się do niedoskonałości w nauce, to jakby przylepienie sobie samemu łatki „niedorozumienia” jakiegoś zagadnienia, wskazanie słabego punktu własnego intelektu.

Okazuje się też dzięki owej Odpowiedzi, że umysł NAUKOWCA nie musi być umysłem twórczym, czyli że on sam niekoniecznie jest twórcą. Są tacy naukowcy, którzy są po prostu rzemieślnikami, ludźmi, którzy w toku swojej edukacji opanowali narzędzia analizy w danej dyscyplinie oraz nabyli wiedzę na temat kanonu – czyli zestawu obowiązujących w ich specjalistycznej dziedzinie na danym etapie edukacji PRAWD, a więc aktualnych dogmatów dyscyplinarnych. Jeżeli te dogmaty w toku dziejów, a więc z upływem czasu mijającego od okresu edukacji naukowca, są weryfikowane i wietrzeją, to z przyjęciem do wiadomości ZMIANY może być problem.

Takim właśnie rzemieślnikiem „umysłowym” jest pan Jakub Linetty. Gdy posiadłszy tę wiedzę rozpatrzymy jego Odpowiedź na moją Krytykę, można wyciągnąć z niej szersze wnioski – do czego zawsze dąży publicystyka – wnioski, które będą użyteczne dla wszystkich, ale głównie dla uczestników dialogu nauka – publicystyka/krytyka obywatelska.

Jeszcze jedna refleksja natury ogólnej nim przejdę do szczegółów. Żeby dialog miał sens, czyli był prawdziwym dialogiem, a nie mijaniem się we mgle własnych racji na autostradzie Do Nikąd, musi, po prostu bezwzględnie musi, być toczony ze zrozumieniem płaszczyzny na jakiej się poruszamy, na jakiej go toczymy. PUBLICYSTYKA ( jaką uprawia Białczyński) jest publiczną krytyką/analizą – na co wskazuje nazwa tego gatunku literackiego, jest krytyką obywatelską pewnych zjawisk o ogólniejszej naturze, niż indywidualne przypadki, jakimi się publicystyka posługuje dla ilustracji tychże zjawisk.

Stwierdzam z ubolewaniem, że pan Jakub Linetty nie rozumie co to jest publicystyka, i nie potrafi prowadzić dialogu na płaszczyźnie krytyki publicznej. Myli on krytykę publiczną z krytyką naukową i jest tak zafiksowany na swojej osobie (wybujałe EGO NAUKOWCA), że w udzielonej mi Odpowiedzi, ani na sekundę (nawet jednym zdaniem) nie wzniósł się na poziom ogólny zjawiska jakie opisałem w mojej Krytyce. Ponieważ Odpowiedź pana Jakuba Linetty zawiera się wyłącznie na płaszczyźnie krytyki naukowej tekstu Białczyńskiego, zilustrujemy „metodę naukową” pana Linetty jaką posługuje się on dla rozprawienia się z uczestnikiem dialogu.

KILKA WYBRANYCH SZCZEGÓŁÓW ILUSTRUJĄCYCH METODĘ DIALOGU JAKUBA LINETTY W STOSUNKU DO CZESŁAWA BIAŁCZYŃSKIEGO

1. Tytuł Odpowiedzi jest z góry, a priori, zabiegiem szufladkującym adwersarza. Już tytuł ma na celu poniżyć Kontrdyskutanta i wskazać, że jego sądy nie mają żadnego związku z racjonalnością, z jakimkolwiek poziomem umysłowym godnym człowieka XXI wieku oraz poziomem inteligencji czy wykształcenia choćby w przybliżeniu dochodzącym do niebotycznego poziomu pana Jakuba. Świadczą o tym jednoznacznie użyte w tytule w odniesieniu do Białczyńskiego słowa: „fantazmaty”, „konfabulacje”, „nieprawdy” i „nadinterpretacje” Czesława Białczyńskiego. Pan Jakub Linetty najwyraźniej był tak zaślepiony chęcią osobistej zemsty na autorze Krytyki jego pracy, że już w tytule wyładował wszystkie możliwe swoje emocje, a do tego sformułowanie KRYTYKA wziął w nawias, przekreślając znów a priori, w samym tytule swojego artykułu, wszelką wartość krytyczną roboty Białczyńskiego. Jak bardzo jest to nienaukowe podejście do tekstu który poddaje się krytyce nie muszę nikogo myślącego i średnio wykształconego przekonywać . Jest to delikatnie mówiąc Nadużycie w dialogu i Nadinterpretacja, ze strony pana Linetty, ponieważ ocena powinna należeć do czytelnika i wynikać z przedstawionych przez pana Linetty faktów, a jego odpowiedź Białczyńskiemu (czy też na zarzuty krytyczne Białczyńskiego) powinna być w miarę OBIEKTYWNA i oparta na faktach a nie pomówieniach, czy przypisaniu negatywnych emocji własnych do osoby adwersarza.

Idźmy dalej:

Cytuję: „ Poziom czytelnictwa w Polsce, jak powszechnie wiadomo, jest zatrważająco niski. Smutną konsekwencją tego jest wtórny, a niekiedy zupełnie pierwotny analfabetyzm, względnie półanalfabetyzm. Uzupełnijmy to niskim poziomem kształcenia na wyższych uczelniach, a uzyskamy fatalny obraz słabego wykształcenia polskiego społeczeństwa.” – pełna zgoda z panem Jakubem Linetty.

Dalej:

„Ten brak wykształcenia zbiera żniwo także, a może przede wszystkim w karierach rozmaitych teorii pseudonaukowych. Do tego nurtu należą zyskujące coraz szersze grono zwolenników różne teorie „lechickie” lub „turbo słowiańskie”. Podobną popularność zyskują teorie pseudonaukowe wywodzące ziemską cywilizację od kosmitów.”



I tutaj rozmijamy się pięknie na naszej autostradzie jadąc dokładnie w przeciwnych kierunkach. Ale gdzieżby poprzednie zdanie mogło dotyczyć „świata nauki”, jaki reprezentuje pan Linetty. Ono może się tyczyć wyłącznie „niższych światów” np. świata publicystyki i literatury. Ja uważam, że ten wtórny analfabetyzm, zatrważająco niski poziom czytelnictwa, dotyczy także jak najbardziej świata nauki, naukowców bez wyobraźni, rzemiechów „naukowych” , którzy uprawiają pseudonaukę konfabulując swoje dysertacje o zerowej zawartości informacyjnej, jeśli idzie o zawartą w nich NOWOŚĆ (Novelty).



Dalej:

„ W podobnym duchu pisze pan Czesław Białczyński, który nawet zdobył już pewną niesławę w promowaniu podobnych, oderwanych od ustaleń historyków, rojeń.”

Znowu: „rojenia”, „niesława”? Powiązanie poprzednich akapitów zacytowanych przeze mnie z moim nazwiskiem , z Białczyńskim – a więc przypisanie osobiście onemu – Białczyńskiemu – wtórnego analfabetyzmu i braku oczytania, lub wprost analfabetyzmu całkowitego.

– Jezus Maryja!!! – zakrzyknąłby Kmicic – Stawaj Pan! – i obnażywszy szablę jednym solidnym uderzeniem rozłupałby łeb takiemu oszczercy, kłamcy, konfabulatorowi, dokładnie na dwie równe półkule, pozbawione już na wieki śladu jakiejkolwiek plugawej myśli – Oczywiście, gdyby to był czas Potopu Szwedzkiego, a nawet gdyby to był jeszcze wiek XIX, a nie XXI.

Cóż pan Linetty wie o Białczyńskim i o jego pracy, co może wiedzieć żeby opowiadać o nim publicznie takie kłamstwa i dyrdymały?! Czy przeczytał choć jedną książkę Białczyńskiego?!

Oczywiście że nie, bo taki jest poziom czytelnictwa wśród naukowców polskich. On tylko coś od kogoś usłyszał, no i przeczytał BEZ ZROZUMIENIA NIESTETY Krytykę Białczyńskiego na temat stanu współczesnych nauk humanistycznych w Polsce, którą wziął sobie osobiście do serca, mimo ostrzeżenia umieszczonego przez Białczyńskiego na wstępie, by tego broń boże nie czynił.

Ostrzeżenie to miało cel oczywisty: zapobieżenie podobnym emocjonalnym reakcjom NAUKOWCA i zapobieżenie kompromitacji tegoż przedstawiciela NAUKI, która to kompromitacja mogłaby ewentualnie rozciągnąć się na szersze otoczenie pana Linetty, na środowisko uczelni gdzie wykłada, lub w ogóle dyscyplinę, jaką reprezentuje.



Odpowiedź pana Linetty ma 13 stron PDF, a jesteśmy dopiero przy tytule i pierwszej stronie. Pozwolicie więc Państwo, że zaniecham wyczerpującej analizy całości, bo zanudziłbym Czytelników na śmierć czyniąc coś takiego. Już tych kilka akapitów i tytułu wystarczyłby w zasadzie, żeby Czytelnik wyrobiony i doświadczony – a są nimi jak jeden mąż Wolnomyśliciele (Wolni Ludzie) będący czytelnikami mojego blogu – miał jasność z jakiego rodzaju krytyką i metodami będziemy mieć do czynienia w całym tym tekście. Zastosuję więc tutaj szlachecką zasadę „prawa łaski” (miserikordia) wobec pokonanego w pojedynku przeciwnika, jakiej udzielił Wołodyjowski na zawołanie Kmicica „Kończ waść, wstydu oszczędź” !

Oświadczam jednak jednocześnie, że jeśli pan Linetty tego sobie zażyczy rozprawię się w podobny sposób z każdym zdaniem jego Odpowiedzi (także tymi zdaniami rzekomo merytorycznymi – tak rzekomo, bo takie one właśnie są), bowiem te i podobne metody oszczerstwa w jego dyskursie z Białczyńskim i brak czytania ze zrozumieniem przez Linettego „Krytyki” autorstwa Białczyńskiego, ciągnie się nieprzerwanie do samego końca jego Odpowiedzi. By nie być posądzonym o gołosłowność przytoczę jeszcze kilka przykładów ze strony pierwszej rzeczonej „Odpowiedzi” idąc zdanie za zdaniem, bez pominięcia jakiegokolwiek fragmentu. Wyrywanie zdań z kontekstu jest jedną z metod naukowego dialogu pana Linetty, ja jednak pozostanę przy metodzie klasycznej i zapoznam Państwa również z kontekstem. Kontekst jak widzicie po pierwszych akapitach uwypukla wręcz NIEUCZCIWOŚĆ i PSEUDONAUKOWOŚĆ oraz „METODĘ KRYTYKI” zastosowaną w wypowiedzi pana Linetty.

Cytuję:

„ I nie byłoby w tym nic złego, gdyby pan Białczyński pozostawał w konwencji literatury fantastycznej. Jednakże usilnie stara się przedstawić swoje pseudokoncepcje jako prawdę historyczną. Pan Białczyński jest z scenarzystą, pisarzem, twórcą kilku opowiadań i powieści (3). Z wykształcenia nie jest historykiem. Brakuje mu dorobku w zakresie badań historycznych i archeologicznych. Dlatego też trudno byłoby choćby nazwać go historykiem –amatorem. Trafniejsze jest określenie pseudo – historyk, choć metody „krytyki” w omawianym tekście Białczyński stosuje typowo hochsztaplerskie. Podkreślam to nie z tego powodu, aby wykluczać Białczyńskiego z dyskursu naukowego. Przeciwnie – sądzę, że powinniśmy przyglądać się temu nie kto mówi, lecz co mówi. Jednakże pewne punkty „krytyki” Białczyńskiego można jedynie zrozumieć pamiętając o tym, że nie posiada on wykształcenia historycznego, ani doświadczenia w badaniach w tym zakresie (4).”



No tak. W drugiej linijce tekstu znowu czarna naklejka propagandowa zamiast PRAWDY: „pseudokoncepcje”. Żeby móc użyć słowa „pseudokoncepcje” powinien pan Linetty dowieść chociaż jednemu tekstowi Białczyńskiego charakteru pseudokoncepcji. Nie spotkałem się z żadną analizą pana Linetty dotyczącą jakiegokolwiek artykułu Białczyńskiego poza rzeczoną „Krytyką artykułu Jakuba Linetty”, której poziom możecie państwo sami tutaj ocenić. A więc pan Linetty popełnia skromnie mówiąc POMÓWIENIE i NADUŻYCIE lub dokonuje tutaj KONFABULACJI, FANTAZMATU albo NADINTERPRETACJI.

Dalej pan Linetty pisze, że Białczyński nie jest historykiem i brak mu dorobku w dziedzinie badań historycznych i archeologicznych dlatego przylepia mu kolejną łatkę propagandową, bo jeszcze mu tych łatek mało „pseudohistoryk”. Naprawdę nagromadzenie epitetów jest na samej pierwszej stronie, jak na tekst analizy naukowej zaskakująco obfite.

Panu Linetty niestety nie staje naukowej logiki na tyle, żeby zrozumieć, że prawo do uprawiania publicystyki ma każdy dziennikarz i nie musi on być archeologiem ani historykiem, żeby na dany temat się wypowiadać. Starczy, że jest ogólnie kulturalnym człowiekiem posiadającym przeciętną wiedzę historyczną/archeologiczną i ma dobry warsztat pisarski. Inaczej np. krytykę religii katolickiej mogli by uprawiać tylko księża kościoła katolickiego, a krytykę polityczną wyłącznie politycy, krytykę zaś społeczną uprawiali by społecznicy. Jest to myślenie typowe dla Homo Sovieticus. To w PRL i w ZSRR aby uprawiać jakąkolwiek krytykę trzeba było mieć bumagę, czyli papier z KC KPZR, który człowieka do krytyki uprawniał. Kto miał taką bumagę, ten mógł być nawet półgłówkiem, ale jego krytyka była traktowana jak najpoważniej przez organa socjalistycznego państwa. Pan Linetty chciałby, żeby i dzisiaj tak było, a krytykę publiczna mogli wobec naukowców uprawiać jedynie naukowcy. Literaci i dziennikarze już nie mogą, jego zdaniem.

Daję wam to stanowisko świata nauki, wyrażone ustami NAUKOWCA pana Linetty, pod rozwagę koledzy dziennikarze i literaci ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Związku Literatów Polskich oraz ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Ja studiuję religioznawstwo, archeologię i historię po amatorsku od 45 lat, a lingwistykę zawodowo (choćby z racji zawodu pisarza), bo to główne moje zajęcie, bez którego odtworzenie Mitologii Słowian byłoby niemożliwe. Uprawiam zawód literata profesjonalnie od 1978 roku, jako mój główny zawód, nawet jeżeli piszę projekty społeczne, czy projektuję akcje reklamowo-artystyczne. Żeby mój życiorys twórczy poznać wystarczy sięgnąć tutaj: http://bialczynski.pl/klan-czyli-zadruga/o-mnie/ i tutaj http://bialczynski.pl/klan-czyli-zadrug ... zczegolow/ . Chyba pracuję dłużej jako pisarz, dziennikarz , scenarzysta niż pan Linetty w ogóle żyje.

Pan Linetty usiłuje moją pracę i życiowy dorobek przedstawić jako kilka opowiadań i książeczek. Zapomina dodać, że Białczyński jest od 1989 roku członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiej Akademii Filmowej, a więc jest profesjonalistą w dziedzinie literatury i filmu, nie mniejszym niż pan Linetty w swojej pożal się boże, z całym szacunkiem, dyscyplinie. A może nawet i większym, bo z historii i archeologii Nobla nie przyznają, a z literatury przecież tak. Więc świat nauki uznaje literaturę za coś ważniejszego z punktu widzenia społecznego wpływu niż dziedzina pracy pana Linetty. Ja osobiście nie zgadzam się z takim stanowiskiem. Dla mnie archeologia i historia to podstawa światopoglądowa, którą powinien opanować każdy Polak w szkole średniej. Stąd nasze apele do Ministra Edukacji o wprowadzenie do podręczników historii w liceum Dziejów Wielkiej Lechii, czyli Polski przedchrześcijańskiej, od czasów starożytności.

Dalej pan Jakub brnie w kolejny epitet nazywając metody krytyki Białczyńskiego „hochsztaplerskimi”. Hochsztapler według definicji słownika języka polskiego to „«oszust i aferzysta na wielką skalę»”. Mało plucia panie Linetty – jeszcze jeden „naukowy” epitet. Powiedzcie sami jak tu takiemu komuś nie dać po prostu w gębę?!

Przynosi pan tymi swoimi hochszataplerskimi metodami krytyki panie Jakubie Linetty wstyd Nauce Polskiej. Pańska wypowiedź niestety zgodnie z moimi przewidywaniami po prostu hańbi całe polskie środowisko naukowe. Nie wiem jakim cudem zrobił pan magisterkę, nie mówiąc o doktoracie. Za moich czasów poziom polemiki w licealnych wypracowaniach był wyższy niż poziom pańskiej polemiki z Białczyńskim.

Żeby już zakończyć tę egzekucję intelektualną Odpowiedzi pana Linetty na Krytykę Białczyńskiego ostatni przykład z pierwszej strony tekstu, gdzie w odnośniku nr 4 pan Jakub powołuje się na tekst, który według niego dowodzi: „


4. Wątpliwą metodykę „krytyki” Białczyńskiego opisano już wcześniej: http://sigillumauthenticum.blogspot.com ... adach.html

Otóż panie Linetty ten link to już naprawdę, jak na naukowca, ostateczne pogrążenie i pańska hańba. Uważa pan za stosowne powoływać się na źródło internetowe, które:

1. Jest oprowadzone przez anonimową grupę ludzi o nieznanych nikomu nazwiskach, tytułach naukowych, dyscyplinach reprezentowanych, ani w ogóle jakimkolwiek weryfikowalnym stopniu profesjonalizmu, czy też naukowości?

2. Uważa pan za dowód naukowy „wątpliwej metodyki „krytyki” Białczyńskiego – tekst nie podpisany nazwiskiem żadnego autora, a sygnowany idiotycznym pseudonimem „Sygillusz i żydowska spółka”?
3. Sam podpis autorski pod tą internetową niby-krytyką świadczy o żałosnym poziomie umysłowym jej autora, który popełnia w tekście rażące błędy w polskiej składni nie panując nad językiem polskim, a co dopiero nad bardziej skomplikowaną myślą, którą nieskładnie usiłuje wyłożyć.
4. Poziom tego tekstu w owym portalu skwitowała jedna z czytelniczek bardzo celnie pisząc:


[i]„Sławomira
2 stycznia 2017 11:54

,,Celem tego tekstu, jest pokazanie braku warsztatu krytycznego, naginanie faktów oraz dementowanie bzdur wypisywanych przez C. Białczyńskiego.” Naginania faktów. Poprawcie to szybko, bo wygląda, jakbyście to wy chcieli naginać fakty.”

Jaki język” polski” takie i myślenie „polskie”, nie mówiąc już o jakimkolwiek poziomie krytyki naukowej na tymże portalu. Nie odpowiadam na taką krytykę, tylko i wyłącznie z tego powodu, że byłoby to jakościowo poniżej jakiegokolwiek poziomu dyskusji w świecie polskiej kultury. Super samozaoranie całego blogu Sygillum, a przy okazji zaoranie ANONIMOWYMI Rękami pana Jakuba Linetty, jako poważnego naukowca, polemisty, czytającego „ze zrozumieniem” teksty publicystyczne.

Na tym na razie kończę tę moją Odpowiedź na Odpowiedź pana Linetty na Krytykę Białczyńskiego. Jeżeli panu Linetty będzie mało tej analizy to wykonam dalszą jej część. Na razie, tak mnie, jak i pewnie Wam moi drodzy Czytelnicy, wystarczy zapewne – ta jedna, pierwsza strona, dyskursu w wykonaniu NAUKOWCA pana Jakuba Linetty.

Prowadzi on ów dyskurs typową mową „miłości” w stylu bardzo podobnym do tego jaki obserwujemy w polskim Sejmie, w polskiej polityce, w polskiej nauce, w dyskursie o zdrowiu i medycynie, o leczniczych wartościach marihuany czy choćby szkodliwości niektórych szczepionek, w ogóle w dyskursie w polskim życiu publicznym. Jedna strona tekstu a stek inwektyw , pomówień, nadużyć, nadinterpretacji, szczyt oszustwa i hochsztaplerstwa pod przykrywką tytułu naukowego, szczyt braku zrozumienia w czytaniu i braku umiejętności prowadzenia dialogu publicznego.

Przypomina mi to wypisz wymaluj sytuację Jerzego Zięby i jego „dyskurs” z innym „Naukowcem” lekarzem medycyny akademickiej Pawłem Jaroszem – człowiekiem który także ma wstręt do metody holistycznej jak pan Linetty i tyle wie o leczeniu ludzi z przewlekłych chorób co pan Linetty o stanie aktualnej wiedzy na temat run, genetyki genealogicznej i archeologii w kontekście nowych odkryć choćby lingwistyki.

Można zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=S20jWPA_Y4g&t=28s .



Opublikuję ten filmik jeszcze raz za kilka dni w innym artykule, odnośnie Wiosny Zdrowia w Katowicach. Natomiast tutaj muszę stwierdzić, że podziwiam cierpliwość Jerzego Zięby z jaką punktuje podobne brednie na swój temat zawarte w artykule pana Jarosza, zdanie za zdaniem – przez godzinę i czterdzieści minut – ja z pewnością, aż takiej cierpliwości już nie mam.

Takiego dokładnie sformułowania „przypomnienie” używa pan Jakub Linetty w swojej „Odpowiedzi
dla Białczyńskiego”
http://bialczynski.pl/2017/02/04/o-bard ... retacjach/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 5527
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 8
x 120
Podziękował: 4116 razy
Otrzymał podziękowanie: 8447 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » czwartek 02 mar 2017, 20:44

Zaproszenie do Krakowa...

https://fidespolska.wordpress.com/2017/ ... ownolegla/




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 5756
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Luton
x 399
x 91
Podziękował: 4427 razy
Otrzymał podziękowanie: 8048 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: songo70 » wtorek 30 maja 2017, 10:12

tak to zjawisko nasila się, a w szczególności rodzice tego nie dostrzegają- czyli współczesny analfabetyzm :!: :
Wirus cyfrowego otępieniaObrazek
Dziś cały świat oszalał na punkcie gadżetów: smartfony, tablety i inne technologie cyfrowe. Razem z nimi do świata przenika wirus cyfrowego niedorozwoju umysłowego. I nie są to bynajmniej żarty, to diagnoza. W 2007 roku eksperci zauważyli, że z roku na rok coraz więcej dzieci – przedstawicieli pokolenia cyfrowego cierpi na zaburzenia uwagi, zaniki pamięci, niski poziom samokontroli, zaburzenia funkcji poznawczych, przygnębienie i depresję.



Badania wykazały, że w mózgach przedstawicieli pokolenia cyfrowego obserwowane są zmiany podobne do tych, które występują po urazie mózgu lub we wczesnym stadium demencji — otępienia, które zwykle występuje u ludzi w starszym wieku.

Trudno w to uwierzyć, ale statystyczny siedmioletni Europejczyk spędził już przed ekranem ponad rok swojego życia (po 24 godziny na dobę), a 18-letni — ponad cztery lata!

Chcesz powiedzieć, że teraz są całkiem inne dzieci? Tak, dzieci są inne, ale mózgi mają takie same jak u ludzi z przed tysiąca lat, — 100 miliardów neuronów, z których każdy jest powiązany z dziesięcioma tysiącami sobie podobnych.

Mózg trzeba rozwijać i karmić. Wszystkie nasze myśli, działania, rozwiązania złożonych zadań i głębokie rozmyślania pozostawiają ślady w naszym mózgu. „Nic nie zastąpi tego co dzieci otrzymują od własnego, wolnego i niezależnego myślenia przez badanie świata fizycznego i zderzania go z czymś nowym”, — twierdzi brytyjski profesor psychologii Tanya Byron.

Będziesz w szoku, ale od 1970 r. promień aktywność dzieci (przestrzeń wokół domu, w którym dzieci mogą swobodnie poznawać świat wokół nas) zmniejszyła się o 90%! Świat skurczył się do ekranu smartfona. Dzieci zapomniały, co jeszcze gorzej dla nich, jak to jest — biegać w deszczu, puszczać statki, łazić po drzewach lub po prostu rozmawiać ze sobą. Całymi godzinami siedzą schowani w swoje smartfony. A przecież powinni rozwijać swoje mięśnie, wiedzieć o zagrożeniach, które przygotował dla nich świat, i po prostu współdziałać ze swoimi przyjaciółmi. „Zadziwiające, jak szybko uformował się całkowicie nowy typ środowiska, w których smak, zapach i dotyk nie są stymulowane, gdzie większość czasu siedzimy przy ekranach a nie spacerując na świeżym powietrzu i nie prowadząc rozmów ze sobą twarzą w twarz”, — mówi Suzen Grinfild. Mamy na pewno czym się martwić.

Mózg kształtuje się kiedy są zewnętrzne bodźce, i im ich więcej tym lepiej dla mózgu. Dlatego jest bardzo ważne dla dzieci odkrywanie świata fizycznego, ale nie wirtualnie. Potrzebne jest rosnącemu mózgowi, tak jak tysiąc lat temu.

Dziecku potrzebny jest również zdrowy i pełnowartościowy sen. Ale współczesne dzieci nie są zdolne do oderwania się od Internetu i gier komputerowych. To bardzo skraca czas ich snu i prowadzi do naruszeń. Kiedy ma być rozwój kiedy jesteś zmęczony, głowa cię boli a szkolne zadania w żaden sposób nie wchodzą do głowy?!

Zapytasz w jaki sposób technologie cyfrowe mogą zmienić mózg dziecka? Po pierwsze, ilość zewnętrznych bodźców jest ograniczona z powodu monotonnego spędzania czasu w Internecie. Dziecko nie otrzymuje niezbędnego mu doświadczenia aby rozwijać wystarczająco ważne części mózgu, które odpowiadają za empatię, samokontrolę, podejmowanie decyzji
A to co nie pracuje, umiera. Czy u człowieka, który przestaje chodzić zanikają mięśnie nóg? Dzieci nie są przyzwyczajone do zapamiętywania informacji — łatwiej jest je znaleźć w wyszukiwarkach. Oto i cały problem z pamięcią. One jej całkowicie nie trenują.

Myślisz że dzieci są mądrzejsze dzięki Internetowi? A czy wiesz, że obecne jedenastolatkowie wykonują zadania na takim poziomie, który wykonywały 8 lub 9 letnie dzieci 30 lat temu. Naukowcy zwracają uwagę, że jednym z głównych powodów tego zjawiska jest życie w wirtualnym świecie.

„Obawiam się, że technologie cyfrowe infantylizują mózg, zamieniając go w mózg małego dziecka, które przyciąga brzęczący dźwięk i jaskrawe światło, które nie jest w stanie koncentrować uwagi i żyje obecną chwilą”, — mówi Suzen Grinfild.

Ale można jeszcze uratować swoje dzieci! Wystarczy ograniczyć czas korzystania z wszelkiego rodzaju gadżetów. Byłbyś zaskoczony, ale Steve Jobs guru branży cyfrowej właśnie tak zrobił. Jego dzieci nie korzystały w ogóle z iPadów, a na inne gadgety miały zakaz w nocy i w dni wolne od pracy.

Chris Anderson, redaktor naczelny amerykańskiego czasopisma „Wired”, jeden z założycieli 3D Robotics, również ograniczył swoje dzieci w wykorzystywaniu gadgetów. Zasada Andersona — żadnych ekranów i gadgetów w sypialni! „Ja, jak nikt inny widzę niebezpieczeństwa w nadmiernej fascynacji Internetem. Sam zderzyłem się z tym problemem i nie chcę aby ten problem miały moje dzieci”.

Synowie twórcy serwisów Blogger i Twitter mogą korzystać ze swoich tabletów i smartfonów nie więcej niż 1 godzinę dziennie, a dyrektor OutCast Agency, ogranicza wykorzystanie gadgetów w domu do 30 minut dziennie. Jego młodsze dzieci całkowicie nie mają gadgetów.

Oto i cała odpowiedź na pytanie „co trzeba zrobić?”. Zatroszcz się o dorastające pokolenie. Pomyśl, jaka przyszłość ich czeka za 10-20 lat jeżeli dzisiaj spędzają pół dnia przed ekranami swoim supernowoczesnych gadgetów.


https://treborok.wordpress.com/wirus-cy ... eview=true
0 x


Obrazek KIN 53 ⦁ Czerwony Magnetyczny Wędrowiec
Oświecenie jest ostatecznym rozczarowaniem naszego umysłu.
JESTEŚMY ZMIANĄ !
http://wearechange.org/

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 641
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 53
x 35
Podziękował: 1313 razy
Otrzymał podziękowanie: 1451 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » wtorek 20 cze 2017, 10:13

Nieco o Collegium Invisible – Uniwersytetach Niewidzialnych.
Elita i diamenty.

Czym jest Invisibile Collegium czyli Niewidzialne Kolegium? Jest ono placówką naukową, umożliwiającą wyróżniającym się studentom polskich wyższych uczelni rozwijanie dodatkowych zainteresowań, stwarzając warunki pełniejszego wykorzystania posiadanych uzdolnień. Studenci będą odbywać zajęcia pod opieką tutorów, którymi są wybitni uczeni. Będą relizować ponadto program samokształcenia i doskonalenia o charakterze elitarnym. Każdy student przyjęty na podstawie egzaminu wstępnego otrzyma stypendium. Collegium wzoruje się na metodach edukacyjnych uniwersytetów brytyjskich i innych ośrodków akademickich za granicą, ale uwzględnia też rodzime tradycje w tym zakresie. Jest ono "niewidzialne" w tym sensie, że nie posiada stałej siedziby, jego "mury" są "niewidzialne". Collegium stanowią ludzie, a więc studenci, tutorzy oraz inne osoby uczestniczące w pracach kolegium. Jest nadzieja na stworzenie środowiska w którym zapanuje atmosfera autentycznego dialogu, nieskrępowanej wymiany myśli, sprzyjająca podejmowaniu w przyszłości zadań zawodowych o najwyższej randze.


Dostanie się do Collegium Invisibile to ogromny prestiż. Fama głosi, że jego członkowie to same diamenty szlifowane w trybie indywidualnym pod okiem czołówki polskich profesorów. To przede wszystkim rzadka szansa na intensywny i wielostronny rozwój. To także odpowiedzialność. Przed Mistrzem, współkolegiantami i społeczeństwem.


Coraz częściej słyszy się utyskiwania na brak w naszym kraju elit, nie tylko politycznych, co może byłoby zrozumiałe w okresie narastającej bezradności i chaosu kampanii wyborczej, lecz również gospodarczych, naukowych i artystycznych. Staje się coraz bardziej oczywiste, że bez awangardy najlepszych, pozostaniemy w cywilizacyjnym skansenie, nawet gdybyśmy uznali, że jest on swojski i nie pozbawiony sympatycznych cech.
Collegium ma od początku swojego powstania status organizacji elitarnej. „Możliwość kształcenia w Collegium Invisibile dana jest wybrańcom, ale też i takie założenie przyświecało jego twórcom”, „Tu tworzy się elitarna wspólnota ludzi mądrych, pielęgnujących swoje pasje”[15][16] – można przeczytać w rekomendacjach prof. K. Chałasińskiej-Macukow, rektor UW. Zbigniew Pełczyński, honorowy członek Collegium i emerytowany profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego, szczególnego charakteru Collegium dopatruje się w rozwijaniu potencjału akademickiego zdolnych studentów przez przeszczepianie na polski grunt tutorialu jako indywidualnej metody kształcenia[15].
W opracowaniach dotyczących Collegium jako jednostki kształcenia elitarnego omawiany jest także tryb przechodzenia selekcji podczas starania się o przyjęcie do stowarzyszenia: selekcję tę, wraz z przedstawicielem Rady Naukowej oraz zaproszonym ekspertem, przeprowadzają bowiem także sami studenci.

Wśród tutorów znajdują się znaczące postaci w polskim życiu społecznym i naukowym – profesorowie akademiccy, byli ministrowie, prezesi Narodowego Banku Polskiego, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego czy parlamentarzyści.


Sponsorzy:
Postulat kształcenia elitarnego stanowił odpowiedź na rosnącą masowość w szkolnictwie wyższym, a nowo wykształcona elita intelektualna miała budować sfery zaniedbane w Polsce przez lata komunizmu[1]. Założenie Collegium możliwe było dzięki wsparciu Open Society Institute George'a Sorosa, który już w 1992 roku przyczynił się do powstania podobnego „Niewidzialnego Uniwersytetu” na Węgrzech – pod nazwą Lathatatlan Kollegium
.

Podobne instytucje działają w kilku krajach Europy Środkowej, m.in. na Węgrzech, Litwie i Słowacji.


W 2010 r. członkowie Collegium brali udział w debacie o kształcie reformy szkolnictwa wyższego i stypendiów dla doktorantów, publikując artykuły m.in. w Gazecie Wyborczej i Newsweeku[6] oraz przedstawiając stanowisko w Sejmie.

+ Fundacja Batorego i różne firmy - ale to info sprzed iluś lat, i teraz podobno Soros się wycofał..
Prof. Ryszard Legutko, członek Collegium Invisible:
Pan George Soros jest człowiekiem niezwykle niebezpiecznym, nie tylko ze względu na swoje działania finansowe, ale na ideologie, którą wyznaje. Soros wyznaje idee „otwartego społeczeństwa”, które jest w rzeczywistości społeczeństwem zamkniętym. Podlega ono modelowaniu przez selekcje rozmaitych antypatycznych mu organizacji. Za przykład można podać Collegium Invisibile finansowaną niegdyś przez Sorosa, co zapewniało najlepszym studentom na posiadanie indywidualnej opieki profesorów. W pewnym momencie jednak miliarder zaprzestał finansowania Collegium ze względu na zbyt wysoki poziom kształcenia nowych elit. Wydawać by się mogło, że jeżeli ktoś jest orędownikiem „otwartego społeczeństwa” to powinien takie instytucje z ochotą wspierać, Soros jednak je likwidował. Jego działania można określić jako swoisty konstruktywizm. Mając pieniądze próbuje ingerować wedle własnego uznania bądź kaprysu, dopierając sobie przy okazji przychylnych mu polityków.


Skutki działalności Collegium Invisibile będą widoczne w wielu sferach życia publicznego już za kilka lat.


i jeszcze:
Niewidzialna ręka wpływu.
Czyli skąd się wziął Sławomir Sierakowski.

Całkiem niedawno dość gorącym tematem dyskusji blogerów była osoba Sławomira Sierakowskiego. Jak mantra przewijało się pytanie, jakim sposobem ten człowiek zdobył swoją pozycję?
Odpowiedź na to pytanie jest łatwiejsza aniżeli może się wydawać. Sławomir Sierakowski jest bowiem kwintesencją elity polskiej. Podobnie jak Łukasz Warzecha, Paweł Kowal, Nikodem Bończa-Tomaszewski czy Maja Wolny, stanowią najwybitniejsze jednostki swojego pokolenia w Polsce.

Takie przynajmniej należałoby odnieść wrażenie czytając o Collegium Invisibile. Collegium Invisibile jest elitarną organizacją naukową, założoną przez Wojciecha Gasparskiego, za pieniądze pana Sorosa. Organizacja ta zrzesza największe umysły danego kraju, jak dla przykładu: prof. Leszek Balcerowicz, prof. Jerzy Bralczyk, prof. Michał Bristiger, dr Andrzej Olechowski, ks. prof. Michał Czajkowski, ale także nieżyjący już prof. Bronisław Geremek, ks. prof. Józef Tischner. Jednym z tutorów jest także prof. Ryszard Legutko. Collegium Invisibile opiera się o tutorialny model nauczania. Relacje "mistrz i uczeń", stanowią podstawę takiego modelu. Praktyka pokazuje, że jest on niezwykle skuteczny.
(...)
Polskie spory polityczne odbywają się na wielu płaszczyznach. Jest płaszczyzna stosunku do swojej narodowości, jest płaszczyzna praw społecznych, jest także płaszczyzna gospodarcza. Spory są żywiołowe, każdy z nas broni swoich racji. Kiedy jednak popatrzymy na to z dalszej perspektywy okaże się jasne, że to wszystko jest jakaś gra. Jak można bowiem oczekiwać, że cokolwiek w naszym kraju się zmieni na lepsze, skoro większość osób publicznych wywodzi się z jednego środowiska, jest popierana przez tych samych ludzi.

Istnieją wielcy tego świata, o których nawet nie słyszeliśmy. Istnieją sekrety, których mieliśmy nigdy nie poznać. Istnieją plany, które z całą pewnością nam się nie spodobają.

Jeżeli ktokolwiek myśli, że nie istnieje "niewidzialna ręka wpływu" na rzeczywistość, lepiej by spojrzał z szerszej perspektywy.



https://pl.wikipedia.org/wiki/Collegium_Invisibile
http://gazeta.us.edu.pl/node/184741
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosc/62847.html
http://cenaprawdy.net/index.php/polska/ ... cie-sorosa
http://spodlasu.neon24.pl/post/55169,ni ... eka-wplywu

Praca u podstaw.
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 5756
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Luton
x 399
x 91
Podziękował: 4427 razy
Otrzymał podziękowanie: 8048 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: songo70 » wtorek 20 cze 2017, 10:37

..to ja ich chrzanie i idę od razu do Hogwartu :D
Obrazek
w końcu to jest gdzieś tu w Albionie :lol: :P 8-)
0 x


Obrazek KIN 53 ⦁ Czerwony Magnetyczny Wędrowiec
Oświecenie jest ostatecznym rozczarowaniem naszego umysłu.
JESTEŚMY ZMIANĄ !
http://wearechange.org/

Awatar użytkownika
Jancio
Posty: 483
Rejestracja: wtorek 16 sie 2016, 18:18
x 2
x 17
Podziękował: 255 razy
Otrzymał podziękowanie: 555 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: Jancio » wtorek 20 cze 2017, 11:12

Prędzej znajdziesz to czego szukasz w portugalskiej Coimrze. Tam autorka uczyła angielskiego i stamtąd pochodzą opisy Hogwartu ;)
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 5756
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Luton
x 399
x 91
Podziękował: 4427 razy
Otrzymał podziękowanie: 8048 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: songo70 » sobota 22 lip 2017, 11:40

0 x


Obrazek KIN 53 ⦁ Czerwony Magnetyczny Wędrowiec
Oświecenie jest ostatecznym rozczarowaniem naszego umysłu.
JESTEŚMY ZMIANĄ !
http://wearechange.org/

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 6776
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 20
x 298
Podziękował: 14278 razy
Otrzymał podziękowanie: 12344 razy

Re: NAUKA

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 19 sie 2017, 23:45

Po ciemnej stronie nauki - Pawel Brudek - POLCON 2016

https://www.youtube.com/watch?v=va4C59ETzRE

Opublikowany 18 sie 2017
Po ciemnej stronie nauki" czyli triumf i klęska naukowców przyszłości na przykładzie fantastyczno-naukowej powieści "Na Srebrnym Globie" Jerzego Żuławskiego. To tematyka prelekcji wygłoszonej przez Pawła Brudka na Polconie we Wrocławiu, 2016 r.
0 x



ODPOWIEDZ