Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

BIG PHARMA

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 6455
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 22
x 178
Podziękował: 4873 razy
Otrzymał podziękowanie: 9871 razy

BIG PHARMA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 13 mar 2016, 19:41

Skandaliczne reklamy leków. Nikt z tym nic nie robi!


Czy spośród masy telewizyjnych reklam leków chociaż raz udało Ci się przeczytać jaką zawiera substancję czynną, w jakiej dawce i jakie są przeciwwskazania do jego stosowania? Nawet nie próbowałeś? Trudno się dziwić, bo i tak z góry jesteś skazany na porażkę.

W Polsce mamy przedziwną sytuację: producenci leków udają, że w ich reklamach informują Cię o kluczowych właściwościach sprzedawanych specyfików, Państwo udaje, że tego pilnuje a my udajemy, że nas to interesuje.

Obecnie największe pieniądze idą właśnie na reklamę leków i suplementów diety. Postanowiliśmy sprawdzić przykładowe reklamy popularnych leków, sprzedawanych bez recepty: Lipomal, Supremin, Rostil, Epumisan, Ibufen Mini Junior i Desmoxan. Wszystkie te środki są intensywnie reklamowane w mediach a wytwarzają je różni producenci: Aflofarm, Teva i Polpharma. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia (zgodnym z dyrektywą UE), każda reklama musi zawierać m. in. następujące inf.: nazwę produktu leczniczego, nazwę powszechnie stosowaną substancji czynnej, dawkę lub stężenie substancji czynnej, postać farmaceutyczną, wskazanie i przeciwwskazania do stosowania a także wskazanie podmiotu odpowiedzialnego. Z tego, co udało mi się zorientować, wszystkie te reklamy te elementy zawierały. Ale, uwaga! - jak nas informuje Główny Inspektor Farmaceutyczny, któremu podlegają te kwestie: „Dane te przedstawia się w reklamie audiowizualnej i wizualnej w sposób widoczny i czytelny.

I właśnie w tym rzecz – tych informacji nie sposób przeczytać! Te napisy, zwykle dość rozbudowane, po prostu migają na ekranie telewizora! I tak np. w przypadku leku Epumisan 6 – cio wersowy komunikat, pisany małą czcionką, pojawia się na ok
.1 s. Słownie – jedną sekundę! W przypadku Supreminu taki napis pojawia się na ok. 2 s., przy czym pisany jest mikroskopijną czcionką. W przypadku Ibufenu Mini Junior w ciągu 4 s. są wyświetlane 3 plansze, na każdej przynajmniej 4 długie wersy. I tak dalej i tak dalej, bo każda reklama wygląda podobnie. Jeżeli słowo „czytelne” rozumiemy w najbardziej elementarny sposób, jako „dające się przeczytać” to żaden z tych komunikatów czytelny nie jest! A zgodnie z prawem musi taki być. „Oczywiście, nikt nie jest w stanie zapoznać się w pełni z tak krótko eksponowaną informacją. Myślę, że jej celem nie jest zapoznanie pacjenta z faktami a jedynie zapewnienie pozorów legalności przekazu” – mówi nam Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Wtóruje mu prof. Wiesław Godzic, medioznawca: „Oni piszą, choć wiedzą, że nie da się tego ani przeczytać, ani wysłuchać (bo zajęci jesteśmy oglądaniem, a poza tym przesadzono z szybkością przekazu). Takie działanie to brak rzetelności także z innego powodu: firma farmaceutyczna zdejmuje z siebie odpowiedzialność, bo "przecież informowaliśmy...". Nie pierwsza to pseudoinformacja bez nastawienia na przekazywanie treści – ocenia Godzic.

Przeciętny człowiek czyta ok. 200 słów na minutę. Skontaktowaliśmy się z każdą z tych firm i poprosiliśmy o udostępnienie komunikatu, który jest wyświetlany i zmierzenie czasu w jakim realnie przedstawiciele tych firm są w stanie to przeczytać, o ile w ogóle są w stanie. Żadna z firm tego nie zrobiła. Mało tego: Aflofarm w żaden sposób nie zareagował na nasze pytania mimo wielokrotnych kontaktów mailowych i telefonicznych z naszej strony. Podobnie z firmą Teva, gdzie po licznych kontaktach Anna Załuska wysłała nam w załączniku
ulotkę dołączaną do leku, ze zdawkowym mailem: „(..) na naszej stronie internetowej znajduje się pełna treść ulotki m.in. dla tego produktu, zawierająca wszystkie informacje o leku, w tym jego działaniu, wskazaniach i dawkowaniu. Jest to dodatkowe źródło informacji o leku, poza wskazanym w reklamie zaleceniem, aby przed użyciem preparatu, zapoznać się z treścią ulotki dołączonej do opakowania lub skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą”. A pytaliśmy m. in. (tak jak wszystkie inne firmy) czy w ich ocenie ten tekst w tej reklamie jest czytelny dla odbiorcy, daje mu możliwość zapoznania się z nim i zrozumienia go, czy jest to rzetelnie poinformowanie odbiorcy, a jeśli nie, to jaki jest sens umieszczenia go w reklamie? Na wszystkie te pytania nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Nie otrzymaliśmy ich również od Polpharmy, choć trzeba przyznać, że ta firma jako jedyna starała się udzielić merytorycznej odpowiedzi: „
w przypadku (
) obowiązkowych informacji o leku zamieszczonych w reklamie leku (
) przepisy prawa nie precyzują wymagań co do czasu ich trwania, wielkości czcionki i sposobu ich zamieszczenia w reklamie. W tym zakresie wykształciła się zatem pewna praktyka, ograniczona jednak samą formą reklamy (krótkim czasem emisji, ilością przekazywanych komunikatów). W granicach przyjętej i uznanej powszechnie praktyki w tym zakresie mieści się reklama naszego produktu. Pragniemy podkreślić, że wszystkie wymagane prawem informacje znalazły się we wskazanej przez Pana reklamie Ibufen Mini Junior” – informuje nas Magdalena Rzeszotalska, dyr. ds. komunikacji Polpharma SA, i była ona na tyle uprzejma, że podesłała linki również do i reklam produktów konkurencyjnych firm: „Myślę, że ich porównanie nie pozostawi wątpliwości co do powszechności stosowanej praktyki w zakresie informacji dotyczących leków i sposobu ich zamieszczania w reklamach telewizyjnych” - dodaje Rzeszotalska.

Wiemy na pewno trzy rzeczy: prawo nakazuje umieszczać te informacje ale nie precyzuje w jaki sposób (choć mówi, że muszą być czytelne), są one kompletnie nieczytelne i rzecz trzecia: jest to powszechna praktyka.

Oczywiście, nawet jeśli brakuje jakiś prawnych nakazów dotyczących czasu i sposobu wyświetlania tych komunikatów, przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby producenci robili to w taki sposób żeby rzetelnie poinformować o tym konsumentów, nie z powodu prawa ale z uwagi na dobro odbiorców swoich produktów.

Kluczowe pytanie zatem brzmi: dlaczego nikt z tym nic nie robi? Wytłumaczenie może być banalne: czyżby po prostu Główny Inspektor Farmaceutyczny i podlegli mu urzędnicy są jedynymi osobami, które są w stanie to przeczytać? Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia już oczywiście nie, gdyż (przynajmniej początkowo) odcięli się od sprawy, wskazując, że ta sprawa nie leży w ich kompetencjach, a GIF- u, ale w końcu oni go nadzorują (również minister zdrowia Konstanty Radziwiłł nie odpowiedział na nasze pytanie, czy jest w stanie te informacje odczytać). „Główny Inspektor Farmaceutyczny informuje, iż zapoznał się z reklamami produktów leczniczych do których linki przekazał Pan w korespondencji mailowej. Wszystkie „ostrzeżenia” zawarte w przedmiotowych reklamach spełniają wymagania określone w rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie reklamy produktów leczniczych oraz zawierają dane, o których mowa § 6 ust. 1 ww. rozporządzenia, dla których rozporządzenie nie określa szczególnych wymogów” – mówi Paweł Trzciński, rzecznik prasowy GIF. Co ciekawe, GIF uważa, że reklama nie bardzo nadaje się do przekazywania tych inf.: „Reklama produktów leczniczych służy przede wszystkim prezentacji produktu leczniczego. Jeszcze raz należy podkreślić, iż źródłem informacji o produkcie leczniczym jest ulotka, o czym reklama jasno i wyraźnie informuje odsyłając do jej treści w „ostrzeżeniu” – dodaje Trzciński. Zresztą nieoficjalnie w GIF usłyszeliśmy, że lepiej, żeby przepisów o obowiązku zamieszczania tych informacji nie było.

Odezwało się do nas również w końcu Ministerstwo Zdrowia, które nagle przejrzało na oczy: „(
) Ministerstwo Zdrowia także dostrzega nieprawidłowości dot. reklamowania produktów leczniczych i dlatego aktualnie trwają prace nad projektem nowelizacji przepisów prawa farmaceutycznego. Rynek reklam powinien być poddany głębszej kontroli i dlatego chcemy aby przepisy były bardziej precyzyjne” – mówi Milena Kruszewska, rzecznik prasowy MZ. To bardzo ciekawe, gdyż wcześniej ani resort zdrowia ani tym bardziej GIF o żadnych „nieprawidłowościach” nie mówił. Na pytanie jakież to konkretnie „nieprawidłowości” ministerstwo w końcu zauważyło, ani też dlaczego doczasowe kontrole nie były dość „głębokie” nie dostaliśmy odpowiedzi. Dowiadujemy się za to, że być może przepisy się zmienią: „Planujemy m.in. nadanie Głównemu Inspektorowi Farmaceutycznemu większych uprawnień, tak by w przypadku stwierdzenia niezgodności reklamy z przepisami mógł on wstrzymać jej emisję. Rozważane jest także wydłużenie czasu, w którym GIF mógłby nałożyć karę finansową w związku z emisją reklamy niezgodnej z prawem” – mówi Kruszewska.

Pytanie tylko, czy w ogóle zamieszczanie takich szczegółowych informacji w reklamie telewizyjnej ma sens i czy nawet gdyby były czytelne, ktoś byłby nimi zainteresowany? „Niezależnie od tego czy odbiorcy zapoznają się z treścią informacji zawartych w reklamach, powinny być one przedstawione w sposób czytelny i przejrzysty. Nie zwalnia to reklamodawców z obowiązku realizacji istniejących przepisów. Informacje zawarte w reklamach np. o stężeniu substancji czynnej, są niezbędne do prawidłowej kontroli ze strony GIFu i sprawdzania czy producent leku nie wprowadza odbiorców w błąd. A podawanie błędnych informacji nt. konkretnych leków byłoby zagrożeniem dla bezpieczeństwa pacjentów” – ocenia obecny przewodniczący sejmowej komisji zdrowia a były minister Bartosz Arłukowicz.

Tak czy owak obecna sytuacja jest nie do przyjęcia, mówi prof. Godzic: „Czy branża farmaceutyczna jest państwem w państwie? Czy może więcej niż inne fabryki? Co robić: czy urzędowo wyznaczyć czas trwania tej wypowiedzi? A może nakazać w formie skrótowej, przy pomocy jakiegoś piktogramu przestrzegać przed lekomanią i cudownym działaniem leków? Nie wiem, ale proponuję, żeby zabrać się rozsądnie za to mruganie i promocję nierzetelności – w końcu chodzi o zdrowie i życie.”


http://www.fakt.pl/zakupy/nieczytelne-k ... 17481.html

Zmieniłem tytuł na PHARMA, aby nie kojarzył sie przypadkiem z rolnictwem /blueray21



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 7397
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 515
x 121
Podziękował: 5905 razy
Otrzymał podziękowanie: 10482 razy

Re: BIG PHARMA

Nieprzeczytany post autor: songo70 » niedziela 24 kwie 2016, 12:40

0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
św.anna
Posty: 926
Rejestracja: środa 24 sie 2016, 12:41
x 68
x 55
Podziękował: 1879 razy
Otrzymał podziękowanie: 2081 razy

Re: BIG PHARMA

Nieprzeczytany post autor: św.anna » piątek 14 paź 2016, 13:48

Statystyka w medycynie

Na stronie „G
Wartej” ukazał się artykuł, który polecam do poczytania i wyciągnięcia stosownych wniosków. Artykuł jest obszerny, gdyż liczy aż 8 stron komputerowych.

O czym on jest? O STATYSTYCE, ale w odniesieniu do rozumienia owej statystyki przez świat medyczny, czyli lekarzy. Statystyka, jako przedmiot na studiach z reguły sprawia studentom wiele problemów. Nie jest bowiem łatwym przedmiotem –szczególnie gdy wykładowca nie ma polotu w jej tłumaczeniu. Statystyka jest pomocną nauką, ale dla większości zawodów mało „zabójczą”. Jednakże jak fatalne skutki dla pacjentów niesie niezrozumienie założeń statystyki przez ich lekarzy, najczęściej nie mamy nawet pojęcia.

Pacjent słysząc od swojego lekarza: „ Czułość testu wynosi 87 proc. To nie oznacza z całą pewnością, że ma pani nowotwór, bo zawsze jest jeszcze szansa, że zalicza się pani do 13 proc. szczęśliwców. Radziłbym wykonać teraz dodatkowe badania, biopsję.”

Wpada najczęściej w przerażenie i panikę, myśląc jakie jest prawdopodobieństwo, że zalicza się do owych 13% „szczęśliwców”?

I tutaj właśnie zaczynamy mieć do czynienia ze STATYSTYKĄ w jej medycznym wydaniu. To, że pacjent niewiele rozumie ze statystyki nie jest jego głównym grzechem, ale że lekarz jej nie pojmuje -jest już wołaniem o pomstę do nieba. Statystyka to jedno, a terminologia diagnostyczno-medyczna to drugie.

Iluż pacjentów ma pojecie, czym jest czułość testu diagnostycznego, jego swoistość, czym są badania przesiewowe, a czym poziom wiremii/wirusemii (pod warunkiem, że wirusy istnieją)?

Czułość testu diagnostycznego

http://pl.wikipedia.org/wiki/Czu%C5%82o ... ostycznego

Swoistość testu diagnostycznego

http://pl.wikipedia.org/wiki/Swoisto%C5 ... ostycznego

Badania przesiewowe

http://pl.wikipedia.org/wiki/Badanie_przesiewowe

Tego jest zdecydowanie więcej, ale może warto poświęcić trochę czasu i zapoznać się z powyższymi linkami oraz przeczytać artykuł, nigdy bowiem nie jest wiadomym, kiedy zostaniemy skonfrontowani z sytuacja wymagającą jej znajomości dla naszego lub naszych bliskich dobra.

Poniżej fragment artykułu dotyczący badań mamograficznych. Ten fragment polecam ze szczególnym przesłaniem. Wiele razy pisałam, że ten rodzaj badania jest niezwykle inwazyjnym badaniem i niosącym więcej szkód niż pożytku. Tym goręcej polecam artykuł z Nexusa, który szczegółowo omawia ową tematykę, tym bardziej, że kobiety są atakowane coraz natarczywiej w temacie mammografii.

Podczas ostatniej wizyty u ginekologa byłam zmuszona podpisać oświadczenie w karcie pacjenta, że zostałam pouczona o zalecanym badaniu mammograficznym i odmawiam jego wykonania. W dzisiejszych bowiem czasach nie da się zbyć lekarza informacja, ze badanie zostało wykonane, gdyż ginekolodzy maja dostęp do bazy danych, gdzie widać wszystko, jak na dłoni. Atakują nas już nie tylko poprzez „zaproszenia” wysyłane pod naszym adresem, ale także wydzwaniają i przy rutynowej wizycie u ginekologa natarczywie sugerują „konieczność” wykonania badania.

Promienie rentgenowskie i ich związek z rakiem i chorobami serca: http://www.kontestator.eu/artykuly_z_ne ... owskie.php
Rak piersi –wykrywanie, czy oszukiwanie?

http://www.kontestator.eu/artykuly_z_ne ... iwanie.php

„Czym jest 25 procent?
„Regularne wykonywanie mammografii zmniejsza ryzyko zgonu na raka piersi o 25 proc.” – czytam w ulotce zachęcającej do badania. Co oznacza ten wynik? Innymi słowy – o jakie 25 proc. tu chodzi? To tak zwane ryzyko względne.

Bardzo niewielu pacjentów (jak również niezbyt wielu lekarzy) zdaje sobie sprawę, że imponujący wynik 25 proc. spadku śmiertelności oznacza – w liczbach bezwzględnych – jedną kobietę na 1000. Innymi słowy wśród 1000 kobiet, które nigdy się nie badały, na raka piersi umrze cztery; wśród tych, które regularnie poddają się mammografii – trzy.

Skąd się więc bierze 25 proc.? Ano ta jedna mniej kobieta (trzy zamiast czterech) to jest właśnie jedna czwarta, czyli 25 proc.
Statystycznie rzecz ujmując, badanie wydłuża więc kobiecie życie o jeden (!) dzień. To jest właśnie ten dzień, który spędza ona w przychodni – poddając się prześwietleniu – i potem, w oczekiwaniu na wynik – podsumował sarkastycznie Getzsche.

Wbrew tym marnym – przyznajmy – efektom pacjenci, jak wynika z przeprowadzanych ankiet, wierzą bardzo głęboko w skuteczność mammografii (nawet jeśli ta wiara nie prowadzi ich jeszcze do lekarza). 68 proc. pytanych uważa, że badanie piersi redukuje śmiertelność blisko o połowę, ponad trzy czwarte – że w ciągu dziesięciu lat ratuje życie dziesięciu kobietom na 1000, czyli niemal 20-krotnie przeceniają skuteczność tej metody.

Dlaczego? Bo ani lekarze, ani pacjenci nie rozumieją statystyki i używanych sformułowań. Między innymi określenia „ryzyko względne”. Pacjentki są przekonane, że 25 proc. odnosi się do wszystkich kobiet w ogóle, tymczasem


Dlaczego? Bo ani lekarze, ani pacjenci nie rozumieją statystyki i używanych sformułowań. Między innymi określenia „ryzyko względne”. Pacjentki są przekonane, że 25 proc. odnosi się do wszystkich kobiet w ogóle, tymczasem liczba ta dotyczy tylko tych, które mają nowotwór sutka.

Jedna ocalona kobieta na 1000 – to jest jasna i klarowna informacja. Ale o ileż mniej imponująca niż rzeczone 25 proc. I – być może dlatego – o wiele rzadziej używana.”


http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... medycynie/
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 7397
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 515
x 121
Podziękował: 5905 razy
Otrzymał podziękowanie: 10482 razy

Re: BIG PHARMA

Nieprzeczytany post autor: songo70 » wtorek 28 mar 2017, 15:52

0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 7397
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 515
x 121
Podziękował: 5905 razy
Otrzymał podziękowanie: 10482 razy

Re: BIG PHARMA

Nieprzeczytany post autor: songo70 » czwartek 11 paź 2018, 14:37

Obrazek
Ludobójstwo XXI Wieku.
:evil:

https://youtu.be/B15PE8TxsTM
0 x


panta rhei

ODPOWIEDZ