Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » sobota 11 sty 2014, 13:14

O witaminie C pisano wiele, naukowo i populistycznie. Należy ona do grupy przeciwutleniaczy i może być bardzo efektywna w uzdrawianiu wielu chorób i dolegliwości, ale do niedawna był problem jej stosowania, ponieważ tradycyjnym sposobem nie dawało się dostarczyć terapeutycznych dawek tej substancji do organizmu, a wiedza o dożylnym jej stosowaniu była i jest starannie zacierana przez kompleks medyczno - farmaceutyczny.
Jednak to się zmieniło z wynalezieniem liposomatycznej wersji witaminy C, gdzieś chyba w 2004 roku. Wprawdzie jej zakupy zrujnowałyby większość chętnych, ale jest możliwość jej "produkcji" w domu przy wstępnym nakładzie rzędu 100 - 200 zł. Ale to na potem.
Warto więc ten temat wrzucić na tapetę i poznać jej możliwości. Absolutna większość ssaków "produkuje" wit, C we własnych organizmach, tylko człowiek, małpy, świnki morskie i już niewiele więcej - nie produkują i muszą pobierać z pożywienia. To z powodu dostatecznej ilości witaminy C w organizmie, zwierzęta nigdy nie chorują "na serce", ale jak się przekonamy to nie jedyny dobroczynny jej skutek. Jak wspomniałem trudno przyjąć odpowiednie jej dawki, bo wchłania się ona równomiernie w czasie, a nawet jej czysta postać rozpuszczona w wodzie wchłania się tylko w ok. 15%.
O tabletkach zapomnijmy w ogóle. Największe dawki dostępne w aptekach to 500 i 1000 mg - w wersji musującej. To tzw. buforowana postać witaminy C - askorbiniany - sodu, wapnia, magnezu. Ta metoda
jest bardziej łagodna dla gardła i żołądka, jednak przyswajania to nie poprawia, a zwykle dorzuca sporą dawkę sodu, którego i tak mamy pod dostatkiem. Wprawdzie nie udowodniono, że sam kwas askorbinowy ma jakiś negatywny wpływ na żołądek, ale wiele osób po wypiciu dawki tylko 1000 mg czystej postaci odczuwa ucisk lub "kamień" w żołądku i "drapanie" w gardle, nawet gdy było to posłodzone miodem, czy stewią. Tak czy owak, jednak podstawowym problemem jest wchłanianie, a niewchłonięta część wiąże wodę w jelitach, co objawia się "luźnym" stolcem, co też może być też wskaźnikiem dawki. Do "nasycenia" organizmu potrzeba od 4 - 16 gram witaminy C na dobę dla zdrowego organizmu - przy chorobie ta dawka może wynieść nawet ponad 200 g w zależności od choroby - więc jest to olbrzymia rozpiętość - nawet dla zdrowego.
Chcąc pobrać te 4 g w czystej, czy buforowanej postaci należałoby zrobić sobie z litr "lemoniady" z wit. C i popijać łykami przez wszystkie godziny aktywności.

Żeby nie powielać już wykonanej pracy w następnych postach wstawię opracowania pani Marleny w tym temacie. Może nie ze wszystkimi stwierdzeniami tam zawartymi, trzeba się zgodzić, jednak należy pochylić czoła, nad wielką pracą, jaką wykonała. Oczywiście cytaty nie będą edytowane.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 15
Podziękował: 5088 razy
Otrzymał podziękowanie: 1608 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 11 sty 2014, 13:42

Warto chyba nadmienić, że te dostępne w aptekach, w formie tabletek mają bardzo małą skuteczność, jeśli w ogóle jakąś mają natomiast te 500 - ki i 1000 - czki zawierają sapartam lub temu podobne paskudztwa.

Na poprzednim forum troszkę liznęliśmy ten temat >>.

Osobiście posiadam witaminę C (kwas askorbinowy), lewoskrętna - cokolwiek to znaczy, która jest bez żadnych dodatków i bardzo mocna. Stosowanie jej przez osoby mające kłopoty żołądkowe jest ponoć nie wskazane, a i zdrowym lepiej ją spożywać opakowaną w kapsułki niż rozpuszczoną w wodzie.
Dawkowanie jej również moze być zdecydowanie większe - jak pisze @blu - niż to zalecane przez naszych konowałów.
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » sobota 11 sty 2014, 13:52

To pierwszy cytat z "Akademii Witalności".

Witamina C – czy nie zakwasza i jak ją dawkować?
Dodany 8 sierpnia 2013 przez Marlena

Ten kto poznał tajniki witaminy C dobrze wie, jakich potrafi dokonać cudów, a pomocna jest przy naprawdę wielu dolegliwościach, od tych banalnych aż do tych poważniejszych [1]. Witamina C czyli kwas L-askorbinowy (forma występująca w naturze, w warzywach i owocach) jest słabym kwasem. Sporo osób martwi się, że używając jej na dłuższą metę lub w większych ilościach niż 1 czy 2 gramy dziennie (szczególnie sproszkowaną, krystaliczną witaminą C, którą ja sama stosuję i polecam) można np. zniszczyć sobie żołądek, szkliwo zębów lub nabawić się kamieni nerkowych. Żadna z tych rzeczy nie ma miejsca.

Witamina C nie jest ani toksyczna ani immunogeniczna (nie jest traktowana przez ustrój jako „wróg” którego należy zwalczyć), nie jest zatem ani szkodliwa ani nie uczula (wręcz przeciwnie, ma potężne działanie antyhistaminowe!), nie podrażnia też żołądka jak robi to np. aspiryna (czyli kwas acetylosalicylowy). Kwas L-askorbinowy jest mimo wszystko jak sama nazwa wskazuje kwasem i stąd rodzi to u czytelników pewne obawy. Dzisiaj pora je rozwiać.

Artykuł niniejszy opracowałam dla Was korzystając z informacji pochodzących z witryny http://www.orthomolecular.org, jest to witryna medyków stosujących na co dzień u swoich pacjentów terapie oparte na medycynie ortomolekularnej (tzn. witaminami, suplementacją czy dietą, zamiast stosowanych w konwencjonalnej medycynie syntetycznych farmaceutyków). Można zatem witrynę uznać za zaufaną i profesjonalną.

Jak kwaśny jest kwas L-askorbinowy?

Kwas L-askorbinowy jest słabym kwasem (pH=4,2), jedynie niewiele mocniejszym od octu. Witamina ta rozpuszczona w wodzie jest kwaskowa w smaku, ale mniej niż kwas cytrynowy, który zawarty jest w cytrynach czy limonkach.

Czy zatem przyjmowanie sporych ilości słabego kwasu jakim jest witamina C nie spowoduje problemów w organizmie? Odpowiedź brzmi: czasami, w niektórych sytuacjach. Ale za pomocą prostych środków ostrożności można ich uniknąć.

Zacznijmy od jamy ustnej, tam gdzie kwas L-askorbinowy najpierw trafia. Kwas w jamie ustnej jak wiadomo potrafi zaszkodzić powierzchni szkliwa zębów. Napoje gazowane (np. typu Cola) zawierają kwas fosforowy, używany nota bene przez dentystów aby wytrawić ubytek przed założeniem wypełnień. Wszystko zatem zależy od stężenia i od czasu działania kwasu na szkliwo.

Krótkotrwały kontakt witaminy C z powierzchnią szkliwa podobnie jak napicie się kilku łyków napoju gazowanego nie spowoduje natychmiastowych szkód. Po wypiciu roztworu witaminy wystarczy przepłukać starannie usta wodą aby przywrócić prawidłowy odczyn w jamie ustnej (ślina ma działanie alkalizujące, kiedy jemy lub pijemy coś kwaskowatego zwiększa się jej wydzielanie: jest to wbudowany nam przez mądrą Matkę Naturę mechanizm obronny). Picie przez słomkę też jest niezłym wyjściem. Tabletki powlekane lub kapsułki z witaminą C również mogą chronić jamę ustną przed kwasowością ale mają dwie wady: są drogie (porównując do czystego kwasu L-askorbinowego) jak również mają w składzie rozmaite wypełniacze, które obniżać mogą skuteczność substancji aktywnej która nas interesuje, czyli witaminy C. Podobnie z witaminą C w postaci gum do żucia: są interesującą alternatywą dla naszych milusińskich, jednak często zawierają cukier [4].

Jak kwas L-askorbinowy działa na żołądek?

Czasem niektórzy ludzie posiadający wrażliwy żołądek mogą odczuwać dyskomfort biorąc duże dawki kwasu L-askorbinowego (np. w celu pozbycia się ostrej infekcji wirusowej zalecana dawka to 1.000-3.000 mg lub więcej co 20 minut), uczucie spowodowane skumulowaniem się kwasowej witaminy w żołądku może przypominać zgagę lub podobne odczucie. Z drugiej strony bardzo wiele osób nie notuje żadnych tego typu problemów nawet przy dawkach rzędu 20.000 mg w ciągu godziny.

Kwas naturalnie obecny w żołądku (kwas solny, HCl) jest kilkadziesiąt razy silniejszy niż kwas L-askorbinowy. Gdy przyjmuje się jednorazowo dużą dawkę witaminy organizm wchłania ją do krwiobiegu stosunkowo szybko, lecz zanim to nastąpi może pojawić się uczucie ciężkości w żołądku. Rozwiązaniem dla osób o wyjątkowo wrażliwym żołądku przyjmujących bardzo duże jednorazowo dawki witaminy C będzie przyjmować buforowaną formę kwasu L-askorbinowego o której za chwilę, lub przyjmować witaminę razem z posiłkiem, piciem (np. dodając ją do soku) lub przekąską. Gdy podaż witaminy C zacznie przekraczać możliwości absorpcyjne (czyli nastąpi nasycenie), zacznie ona wiązać wodę w jelitach wywołując efekt przeczyszczający. Jest to sygnał, że organizm jest nasycony witaminą C, wtedy jej podaż należy zmniejszyć (o 20-50%) [1].

Czy witamina C zaburza równowagę kwasowo-zasadową organizmu?

Nie, nawet spore ilości witaminy C mogą być przyjmowane bez obaw, ponieważ organizm dysponuje mechanizmem buforującym: aktywnie i w sposób ciągły kontroluje pH krwi (fizjologiczny przedział pH krwi żylnej to 7,32-7,42 zaś krwi tętniczej 7,35-7,45). Nerki regulują kwasowość w organizmie selektywnie w dłuższym okresie czasu (godziny, dni) wydalając albo nadmiar kwasów albo nadmiar pierwiastków zasadotwórczych wraz z moczem. W krótszym okresie czasu (minuty, godziny) autonomiczny system nerwowy wzmaga częstotliwość oddychania usuwając więcej dwutlenku węgla z krwi, redukując w ten sposób jej kwasowość. Warto nawiasem mówiąc korzystać z tego mechanizmu odkwaszania organizmu przy każdej nadarzającej się okazji, a służy do tego świetnie umiarkowana aktywność fizyczna (spacery, pływanie, rower, taniec, trampolina itd.). Ruszajcie się i odkwaszajcie się – serio, to działa! :)

Niektóre pokarmy jak wiadomo mogą wywołać zakwaszenie. Przykładowo gdy spożywa się więcej białka niż jest to potrzebne, białko to zostaje zmetabolizowane do kwasu, który następnie jest wydalany przez nerki (w postaci kwasu moczowego). W tym wypadku alkalizujące minerały takie jak wapń i/albo magnez są wydalane razem z kwasem, co zubaża nasze zasoby tych minerałów w organizmie. [6] Jednakowoż ponieważ witamina C jest słabym kwasem, nasze ciało może tolerować znaczące jej ilości zanim doszłoby do zakwaszenia ustroju.

Pomimo iż witamina C była swego czasu wiązana z powstawaniem kamieni nerkowych nie ma na to żadnych dowodów (w nagłośnionym swego czasu niezbyt poprawnie przeprowadzonym w Szwecji badaniu o charakterze obserwacyjnym, które stało się podstawą do nagłaśniania twierdzeń o szkodliwości witaminy C na nerki, na 23.355 badanych osób stwierdzono kamienie po 10 latach u 31 osób, czyli u 0,15% badanych, grupa ponadto nie miała szczegółowych wytycznych w zakresie diety, więcej szczegółów w artykule „What Really Causes Kidney Stones (And Why Vitamin C Does Not)” .

W rzeczywistości diuretyczne działanie witaminy C oraz jej kwaśny odczyn pomagają zredukować kamienie nerkowe [1,7], ponadto witamina C pomaga usuwać szczawiany z organizmu i zapobiega łączeniu się ich z wapniem. [1,2].

Formy witaminy C

Dostępne w handlu są rozmaite formy witaminy C, najbardziej popularna z nich (choć nie najtańsza) to tabletki lub kapsułki (niektóre o tzw. przedłużonym działaniu), mniej popularna ale zdecydowanie bardziej ekonomiczna to forma sproszkowana, czysta witamina C w postaci krystalicznego proszku. Witamina w proszku jest szybciej absorbowana przez ciało ponieważ szybko się rozpuszcza i asymiluje (tabletki muszą rozpuścić się dopiero w naszym żołądku).

Twórca medycyny ortomolekularnej i laureat dwóch nagród Nobla, wybitny naukowiec Linus Pauling preferował spożywanie czystej witaminy C w formie proszku, również z uwagi na substancje dodatkowe używane przez producentów przy tabletkowaniu witaminy.

Witamina C buforowana

Dla osób o wrażliwym żołądku (zespół jelita drażliwego, wrzody itd.) bardziej odpowiednia może okazać się buforowana witamina C (posiadająca mniej kwasowy odczyn), w postaci związków z innymi pierwiastkami (L-askorbiniany wapnia, sodu, magnezu, cynku, chromu itd.).

Od zawsze odrobina sody kuchennej (tzw. „sodka”) była domowym remedium na zgagę. Witaminę C można zbuforować domowym sposobem przy pomocy sody kuchennej (wodorowęglan sodu, NaHCO3, polecam w celach innych niż gospodarcze korzystać z sody CZDA, czyli czysta do analizy). Na każdą miarkę witaminy należy dać połowę miarki sody. Odczekać aż zakończy się reakcja chemiczna (uwolni się dwutlenek węgla), płyn będzie musował jakiś czas. Powstanie związek witaminy C czyli L-askorbinian sodu. Soda kuchenna znakomicie neutralizuje kwasowy odczyn kwasu L-askorbinowego. Należy jednak przyznać, że wraz z jej spożyciem spożywamy także sód, co może być mało korzystne na dłuższą metę. Dlatego buforowanie sodą aczkolwiek jest najprostszym i najszybszym sposobem, to jednak nie jest pozbawiony wad.

L-askorbinian wapnia jest kolejną zbuforowaną formą (dostępny w tabletkach), łatwo rozpuszczalną w wodzie, o nieco metalicznym posmaku. Można go również wykonać w domu: na każdą miarkę witaminy C należy wziąć 1/3 miarki węglanu wapnia (CaCO3, kreda, naturalny minerał). Reakcja musowania zajdzie podobna jak z sodą – uwolni się CO2. Jeśli nie macie pod ręką węglanu wapnia można ostatecznie użyć zmielonych na pył dobrze oczyszczonych skorupek jaj (w ponad 90% składających się z węglanu wapnia), jednak płyn należy poddać filtracji jak też i reakcja chemiczna nie zajdzie wzorcowo (skorupki mają też inne związki oprócz węglanu wapnia). Węglan wapnia można zakupić w sklepach internetowych lub na Allegro, jest powszechnie stosowany przez pasjonatów winiarstwa do odkwaszania wina domowej roboty.

Na każde 1000 mg L-askorbinianu wapnia przypada 110 mg wapnia, zatem i tu należy zachować ostrożność ponieważ zbyt duże spożycie wapnia nie zrównoważone spożyciem magnezu może na dłuższą metę tworzyć zwapnienia w organizmie. Przyjmuje się, że dziennie potrzebujemy średnio 800-1200 mg wapnia i 400-600 magnezu [6], jednak współczesna tradycyjna dieta jest obfita w wapń, a uboga w magnez. Więcej osób cierpi z powodu niedoborów magnezu niż wapnia, szczególnie tych narażonych na stresy, jedzących mało warzyw, biorących leki, kawoszy itd. W tym wypadku można sięgnąć po askorbinian magnezu w tabletkach, jednak jest to rozwiązanie dosyć kosztowne gdy mamy zapotrzebowanie na większe ilości witaminy C.

Choć askorbiniany są nieco bardziej łaskawe dla wrażliwych żołądków, to jednak ich skuteczność i szybkość działania nie jest taka sama jak czystego kwasu L-askorbinowego, nie sprawdzają się też jako prewencja przed zaziębieniami w takim stopniu jak czyni to oryginał (stąd przeświadczenie wielu osób, że witamina C nie jest żadnym skutecznym środkiem podnoszącym odporność i chroniącym przed przeziębieniem; otóż owszem, jest jak najbardziej skuteczna, ale nie w formie buforowanej tylko oryginalnej) [1]. Ponadto przeziębienie nam niestety nie przejdzie po przyjęciu kilkuset miligramów witaminy C ani nawet kilku gramów, tak jak gorączka nie przejdzie nam po polizaniu tabletki aspiryny (tak mniej więcej porównywalne są te ilości). A tak właśnie były robione „badania naukowe” mające na celu uzasadnić będącą bardzo na rękę producentom farmaceutyków („leczących” nie tyle przeziębienie ile objawy przeziębienia) tezę, że „witamina C jednak nie działa na przeziębienie” czego efektem są takie np. propagandowe obrazki:

witamina na przeziębienie

Dodajmy, że wielu producentów jeśli chodzi o witaminę C czy też preparaty ją zawierające stworzyło swoje formuły i marki i głoszą, że jedynie ich produkty są skuteczne [9], uzasadniając to rozmaitym marketingowym bełkotem. Prawda jest taka, że oryginał jest tylko jeden. Królowa jest tylko jedna! ;) I jest nią czysta witamina C czyli kwas L-askorbinowy, popularnie zwany „lewoskrętną witaminą C”.

Liposomalna witamina C

Dostępna na rynku od niedawna (niestety nie wiem czy w Polsce, ale chyba nie) liposomalna (liposferyczna) forma witaminy C (Liposomal/Lipospheric Encapsulated Vitamin C) to bardzo obiecująca postać tej witaminy. Szał na liposomy zaczął się jakiś czas temu najpierw w kosmetyce: substancje aktywne obudowane lipidową otoczką chroniącą ją niczym błona komórkowa, głębiej wnikały w naskórek. W przypadku witaminy C molekuły witaminy są otoczone lipidową otoczką, dzięki czemu dostaje ona „kopa”, a w dodatku nie ma szans aby podrażniła żołądek.

Liposomalna witamina C nie tylko nie ma wpływu na żołądek (nawet najwrażliwszy), ale też ma znacznie zwiększoną biodostępność. Oznacza to, że nawet spore jej ilości, podobne do tych, które normalnie musiałyby już być podawane dożylnie (w przeciwnym razie podane doustnie spowodowałyby wypróżnienie), mogą być w formie liposomalnej podane drogą doustną. Przyjmuje się, że w formie liposomalnej witamina C jest 5-10 razy bardziej przyswajalna niż czysty kwas L-askorbinowy. Oznacza to, że 5 g witaminy „zakapsułkowanej” w liposomach będzie miało efekt 25-50 g witaminy „zwykłej” podanej czy to doustnie czy to dożylnie.

Można witaminę C liposomalną wykonać w domu posiadając blender i wanienkę ultradźwiękową (domowa myjka ultradźwiękowa służąca do czyszczenia biżuterii).

Palmitynian askorbylu

Nazwa brzmi tak egzotycznie, że przeciętny człowiek widząc ją na opakowaniu jakiegoś produktu spożywczego pomyśli, iż jest to jakiś obrzydliwy i na pewno szkodliwy konserwant. Tymczasem to poczciwa witamina C! Połączenie kwasów tłuszczowych z kwasem askorbinowym tworzy palmitynian askorbylu, wykorzystywany jako antyutleniacz w przemyśle spożywczym oraz kosmetycznym. Rozpuszcza się zarówno w wodzie jak i w tłuszczu.

Naturalna witamina C

Bardzo wielu sprzedawców chełpi się tym, że jakoby tylko „ich” witamina jest „tą właściwą” lub najlepszą czy też najbardziej aktywną, ponieważ pochodzi z naturalnych źródeł jak acerola czy owoc dzikiej róży. Oczywiście naturalna witamina nie jest zła, jednak preparaty z nią są drogie i zawierają stosunkowo niskie dawki.

Wiele osób może uznawać wyższość takich preparatów nad kwasem L-askorbinowym w proszku postrzeganym jako „sztuczny” (w rzeczywistości nie jest wcale taki bardzo sztuczny, ponieważ przy jego produkcji zaprzęga się mikroorganizmy), jednak sam Linus Pauling jak również inni zajmujący się witaminą C naukowcy (w tym jej odkrywca, Albert Szent Gyorgyi) twierdzą, że witamina pochodzenia naturalnego nie jest w niczym lepsza od czystego krystalicznego kwasu L-askorbinowego jaki można zakupić w sklepie chemicznym. Obaj panowie zakończyli swój żywot w wieku 93 lat. Nie rzucali jak widać słów na wiatr :) Przy czym Linus Pauling po siedemdziesiątce miał zdiagnozowanego raka prostaty, z którym żył jeszcze lat ponad 20. Każdemu pacjentowi z rakiem daj Boże takie zdrowie!

Handlarze suplementami podnoszą również kwestie obecności w ich preparatach bioflawonoidów podnoszących przyswajalność witaminy C. W rzeczywistości w większości tych preparatów ilość bioflawonoidów jest zbyt mała by robić różnicę. Gdy chce się kupić witaminę C w dobrej cenie zawartość bioflawonoidów nie ma znaczenia, o ile jednocześnie spożywa się ich całą masę jedząc żywe, świeże owoce i warzywa czy pijąc wyciskane soki. Dlatego zamiast przepłacać za „naturalne” suplementy wzbogacane bioflawonoidami warto zakupić witaminę w najbardziej ekonomicznej formie proszku i pobierać bioflawonoidy z pożywienia.

Jak dawkować witaminę C?

Przyzwyczailiśmy się, że leki należy przyjmować wyliczone co do mikrograma i jakiekolwiek odchylenia od zaleceń lekarza spowodują w ustroju szkody i/lub efekty uboczne. Jednak witamina C nie jest lekiem. Powtórzę to wielkimi literami, bo to warto zapamiętać: WITAMINA C NIE JEST LEKIEM. Jest substancją witalną, której niedobór (!) skutkuje zaburzeniami aż do poważnego zachorowania włącznie.

Porównywalną witalną substancją jest np. woda – musisz ją pić codziennie w ilościach pokrywających zapotrzebowanie organizmu aby zachować witalność, bez wody po jakimś czasie czeka Cię śmierć. Jej zbyt mała ilość w stosunku do zapotrzebowania organizmu na daną chwilę spowoduje odwodnienie, którego symptomy można odwrócić jedynie dostarczając to, czego zabrakło w ustroju czyli wody. Podobnie z witaminą C: uzupełniając jej poziom do takiego jaki nasz ustrój w danym momencie potrzebuje (np. w czasie infekcji potrzebuje jej sporo więcej niż normalnie, podobnie jak w czasie upału potrzebujesz sporo więcej wody niż normalnie) – okazuje się nagle, że symptomy rozmaitych dolegliwości znikają, jesteśmy zdrowi. Wiele dolegliwości spowodowanych jest prostu za małą ilością witaminy C w ustroju w stosunku do zapotrzebowania na daną chwilę.

Nikt nie mówi Ci przecież ile co do mikrograma masz pić wody, po prostu musisz pić jej tyle aby zaspokoić indywidualne potrzeby TWOJEGO organizmu na daną chwilę, prawda? Tak samo z witaminą C: musisz jej dostarczać do swojego ustroju tyle ile on na daną chwilę potrzebuje. A nie potrzebuje jej tyle co Twój sąsiad albo ekspedientka ze sklepu za rogiem. Nie potrzebuje jej też identycznej ilości każdego dnia. Podobnie jak wody, jednego dnia wypijesz mniej, a w upał dużo więcej.

Z tym że różnica pomiędzy wodą a witaminą C jest taka, że witamina C jeśli idzie o indywidualne zapotrzebowanie dobowe ma niezwykle szerokie widełki: od kilku do kilkuset g dziennie. Woda nie ma takich szerokich widełek (tzn. nie ma takiej sytuacji, że jeden człowiek potrzebuje 2 litry wody dziennie a drugi aż sto razy tyle czyli 200 litrów, choćby nie wiem jak się danego dnia pocił czy cokolwiek innego).

Jej odkrywca, Albert Szent-Gyorgi (za to okrycie otrzymał Nobla w latach 30-tych ubiegłego wieku) nazwał ją „molekułą dającą życie” (life-giving molecule) i proponował dla tej substancji inną nazwę – witamina P (jak protekcyjna). Mówił: „Opuszczając dżunglę (ok. 2 miliony lat temu) zatraciliśmy zdolność wytwarzania witaminy C. Współczesna nauka i technologia pozwalają na życie w pełnym zdrowiu również poza dżunglą, oferując witaminę C po 1,5 centa za gram. Aby w pełni korzystać z jej dobrodziejstw powinna ona być substancją domowego użytku i być sprzedawana jak cukier czy mąka w supermarketach, a nie w pigułkach przez aptekarzy.”

To co sugerował nam odkrywca witaminy C to jest to, że w każdym domu oprócz (czy zamiast) wypełnionej cukrem cukierniczki powinna stać obok niej druga – z witaminą C po którą sięgalibyśmy łyżeczką (co jest prawidłowe), zamiast brać jej znikome ilości w marnej tabletce (co nie jest prawidłowe, bo mało komu może zapewnić pełnię zdrowia i długowieczność).

Gdyby w każdym domu kilogramowe opakowanie witaminy C stało w kuchennej szafce – społeczeństwa byłyby dużo zdrowsze i nie byłoby potrzeby aby na jednej ulicy otwierały się trzy apteki jak to ma miejsce dzisiaj. ;)

Jeśli więc ktoś mówi Ci, że witamina C jest szkodliwa w ilościach powyżej tylu to a tylu gramów dziennie, że powinieneś przyjmować jej tylko tyle to a tyle i ani grama więcej bo sobie zaszkodzisz, albo że nie powinieneś jej przyjmować powyżej jakiejś tam „normy” to wiedz, że brakuje mu wiedzy na temat czym jest witamina C, jak działa w naszym ustroju i dlaczego jest nam potrzebna, ani jak wyznaczać indywidualne (!) zapotrzebowanie na witaminę C metodą miareczkowania (przyjmowania co 15 minut określonej ilości witaminy aż do wystąpienia objawów nasycenia organizmu), dokonując w ten sposób kalibracji witaminy C, czyli ilości jaką potrzebuje Twój system w tym danym momencie. Witamina C jest bowiem substancją pełniącą tak rozmaite przydatne role, że wymyka się wszelkim z góry ustalonym „normom”. Tu nie obowiązują żadne sztywne normy, dotyczy to również dzieci: niezbyt zdrowe dzieci mają większe zapotrzebowanie na witaminę C niż ich perfekcyjnie zdrowi rodzice.

Kiedy pytasz mnie „Ile przyjmować tej witaminy C?” w zasadzie musiałabym zadać Ci pytanie „a jaki jest Twój okres półtrwania?”. Jeśli nie wiesz jaki jest okres półtrwania witaminy C w Twoim organizmie to nie wiesz ile tak naprawdę jej Twojemu organizmowi potrzeba. To naprawdę duża różnica czy osoba ma okres półtrwania (czyli wchłania połowę podanej dawki) 30 minut czy 30 godzin. Im równowaga ustroju bardziej zaburzona, tym większe ma on zapotrzebowanie na witaminę C. Dlatego człowiek całkowicie zdrowy i posiadający czysty i doskonale pracujący system będzie miał inny okres półtrwania niż człowiek nie całkiem zdrowy (nawet ten czujący się subiektywnie dobrze).

W/g Dra R. Cathcarta, który spędził całe swoje życie badając witaminę C i aktywnie lecząc nią swoich pacjentów, zdrowy człowiek może jej potrzebować 4-10 g na dobę (4.000-10.000 mg), a człowiek chory nawet kilkadziesiąt razy tyle [5]. Aby dowiedzieć się ile potrzebujesz musisz przeprowadzić kalibrację witaminy C, co oznacza miareczkowanie w celu ustalenia dawki jaka będzie optymalna dla Ciebie w danym momencie. Musisz dowiedzieć się jaka ilość witaminy C spowoduje nasycenie się Twojego organizmu. Dopiero dysponując tymi danymi możesz w skutecznych, a więc prawidłowych, dostosowanych do aktualnych potrzeb Twojego organizmu ilościach przyjmować witaminę C czy to w celach leczniczych przy jakiejś dolegliwości, czy też jako codzienny suplement czy w końcu jako czynnik wiążący toksyczne metale ciężkie aby je bezpiecznie usunąć z ustroju, co znacząco wpływa zarówno na fizyczną witalność jak i jasność umysłu. Oprócz poprawy jakości życia również je wydłuża.

Zwróćmy uwagę na szeroki przedział zapotrzebowania dla ludzi zdrowych: 4-10 gramów dziennie. Czyli jeden zdrowy będzie potrzebował nawet 2,5 raza tyle co inny zdrowy. Witamina C jak widzisz jest jedyną, która tak naprawdę nie trzyma się żadnych norm (typu zalecane spożycie dzienne 60 mg dla każdego jak leci, co jest ilością śmieszną, zapobiegać może co najwyżej wystąpieniu klinicznej postaci szkorbutu) i ma jak wspomniałam bardzo szerokie widełki, które ponadto mogą zmieniać się w zależności od różnych uwarunkowań.

Twoje zapotrzebowanie na witaminę C jest odbiciem Twojego stanu zdrowia. Im bardziej jesteś chory lub nawet na pierwszy rzut oka zdrowy jak ryba lecz przykładowo masz (o czym oczywiście nie masz bladego pojęcia) tkanki zanieczyszczone toksycznymi metalami, których w dzisiejszym powietrzu mamy sporo, tym więcej witaminy C potrzebujesz. Wiele osób nie ma pojęcia jaki NAPRAWDĘ jest stan ich zdrowia dopóki nie przeprowadzi kalibracji witaminy C! Pozornie zdrowi – lecz w rzeczywistości ich okres półtrwania może być szalenie krótki, kalibracja zamiast dać odpowiedź po kilku miareczkujących dawkach daje ją dopiero po kilkunastu czy więcej.

Mnie najbardziej odpowiada protokół kalibracji opracowany przez Dra R. Jaffe, który opracował go z myślą o detoksykacji organizmu z metali ciężkich (ołów, rtęć, arsen, nikiel, kadm), lecz jest to protokół tak uniwersalny, że może być stosowany w każdej okoliczności. Ten samodzielny test oparty na czasie półtrwania znakomicie określa fizjologiczne i funkcjonalne zapotrzebowanie na witaminę C

Za kilka dni na witrynie dostępne będzie szersze opracowanie uwzględniające cały protokół Dra Jaffe: jak w sposób prawidłowy przeprowadzić kalibrację, jak się do tego zabrać, na co zwracać uwagę oraz czy witamina C jest w stanie (i w jaki sposób) bezpiecznie usunąć toksyczne metale ciężkie z naszego organizmu, czy prawdą jest, iż powoduje utratę witaminy B12 i wiele innej cennej wiedzy. Podam też wkrótce opis metody jak wykonać domowym sposobem liposomalną postać witaminy C.

Odnośnie miejsca w którym można zakupić kwas L-askorbinowy w kilogramowym opakowaniu: w aptece niestety nie ma co szukać, tam znajdziesz tylko tabletki czyli gotowe wyroby, ale możecie kupić ją w każdym sklepie sprzedającym odczynniki chemiczne (poszukajcie w Google) lub na Allegro.

Zwracać uwagę należy na 3 rzeczy przy zakupie (dokładnie w tej kolejności):
1) czy nazwa brzmi „Kwas L-askorbinowy” (zwracać uwagę na formę L i numer CAS 50-81-7 i numer WE 200-066-2 identyfikujące substancję),
2) czy ma oznaczenie CZDA (czysty do analizy), ten spożywczy nie jest bowiem tak czysty jak CZDA (ma ok. 1 % zanieczyszczeń, choć jest trochę tańszy),
3) w jakim kraju został wyprodukowany (moja jest z polskiej firmy Stanlab)

Odniesienia:

[1] Hickey S, Saul AW (2008) Vitamin C: The Real Story, the Remarkable and Controversial Healing Factor. ISBN-13: 9781591202233

[2] Pauling L (1986) How to Live Longer and Feel Better, by Linus Pauling (Revised version, 2006) ISBN-13: 9780870710964

[3] Handbook of Chemistry and Physics (2004), CRC Press, ISBN-13: 978-0849304859

[4] http://www.doctoryourself.com/megakid.html (Ideas on how to get children to take vitamin C.)

[5] Cathcart RF (1981) Vitamin C, titrating to bowel tolerance, anascorbemia, and acute induced scurvy. Med Hypotheses. 7:1359-1376.

[6] Dean C (2006) The Magnesium Miracle. (2006) ISBN-13: 9780345494580

[7] http://www.doctoryourself.com/kidney.html

[8] http://www.doctoryourself.com/gums.html (Healing gums with buffered ascorbate.)
See also: Riordan HD, Jackson, JA (1991) Topical ascorbate stops prolonged bleeding from tooth extraction. J Orthomolecular Med, 6:3-4, p 202. http://www.orthomolecular.org/library/j ... 4-p202.pdf or http://www.doctoryourself.com/news/v3n18.txt

[9] http://lpi.oregonstate.edu/infocenter/v ... Cform.html (Information about different forms of vitamin C)

[10] http://www.doctoryourself.com/bioflavinoids.html

Żródło:

http://www.akademiawitalnosci.pl/witamina-c-czy-nie-zakwasza-i-jak-ja-dawkowac/
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

baba
x 115

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: baba » sobota 11 sty 2014, 15:29

Od siebie dodam tylko, ze już stosuje się dożylne wlewy witaminy C. Nie wiem czy to nie byłaby reklama więc linku nie wklejam ale można łatwo samemu w necie znaleźć.
Ja staram się używać naturalnych witamin bo mają według mnie lepszą skuteczność od syntetyków. Acerola, czarna porzeczka, aronia itd jest masę tego.
Pewnie teraz dorzucę tą lewoskrętną bo chyba jeszcze za mało używam. W dodatku też jestem lewoskrętna więc mi się od razu spodobała. :P
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » sobota 11 sty 2014, 15:55

Właśnie obecnie wlewy już nie są konieczne, liposomalną można zapewnić potrzebną dawkę oralnie bez problemu i sprzeciwów organizmu, bo jej przyswajalność jest wielokrotnie większa, niż kwasu w czystej postaci. Trochę zabawy z tym jest, ale jest to wysoko opłacalne, zwłaszcza gdy potencjalnych użytkowników jest więcej.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » sobota 11 sty 2014, 22:59

Zacytuję ponownie panię Marlenę. Tym razem to dotyczy dotkniętych nowotworami. Opracowanie, do którego jest link w tekście jest po polsku.


Witamina C jak oręż w walce z rakiem – czasopismo medyczne „Onkologia w praktyce” Tom 7, Nr 1 (2011)
Dodany 25 października 2013 przez admin

Witamina C jak oręż w walce z rakiem – czasopismo medyczne „Onkologia w praktyce” Tom 7, Nr 1 (2011).

Praca przeglądowa Jolanta Szymańska-Pasternak, Anna Janicka, Joanna Bober (Zakład Chemii Medycznej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie).

STRESZCZENIE
Odkąd ponad 80 lat temu odkryto witaminę C (kwas askorbinowy) i poznano jej niezwykle istotne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu właściwości, zaczęto postrzegać ją jako „cudowną pigułkę”. Od dawna debatowano również na temat wykorzystania kwasu askorbinowego w prewencji i leczeniu raka.
Zebrane i przedstawione w niniejszej pracy dane z piśmiennictwa dostarczają wielu cennych informacji na temat mechanizmów przeciwnowotworowego działania witaminy C oraz potencjalnych możliwości jej zastosowania w walce z nowotworem: począwszy od pozajelitowego podawania farmakologicznych dawek kwasu askorbinowego, przez jego korzystny wpływ na końcowy efekt chemio- i radioterapii, aż do bardzo obiecującego efektu podawania witaminy w połączeniu z innymi substancjami aktywnymi.

Plik pdf można pobrać (a także wydrukować i przekazać swojemu lekarzowi) tutaj:

http://czasopisma.viamedica.pl/owpk/article/download/9154/7781

Warto dodać, że zgodnie z zapisami zawartymi w Ustawie z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz. U. z 2009 r. Nr 52, poz. 417) pacjent ma prawo sam uczestniczyć w wyborze zaproponowanej i możliwej terapii. Lekarz zaś kierując się skutecznością i bezpieczeństwem chorego powinien na podstawie osiągnięć wiedzy medycznej oraz własnych doświadczeń poinformować jakie leczenie będzie najskuteczniejsze w przypadku choroby u danego chorego.

Źródlo:
http://www.akademiawitalnosci.pl/witamina-c-jak-orez-w-walce-z-rakiem-czasopismo-medyczne-onkologia-w-praktyce-tom-7-nr-1-2011/
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » niedziela 12 sty 2014, 13:05

Kolejny cytat z Akademii Witalności. Tym razem jak zrobić samemu liposomalną witaminę C oraz mnóstwo innych ciekawostek i informacji na temat witaminy C.
Co do przechowywania takiej witaminy w lodówce, autorka zaniżyła możliwości, więc proszę się zbytnio tym nie sugerować.
Później podam jeszcze inny przepis na wykonanie buforowanej liposomalnej "C", ale sprzęt i składniki będą praktycznie takie same.




Liposomalna witamina C – jak zrobić w domu i do czego służy?
Dodany 4 stycznia 2014 przez Marlena

Pamiętam jak w latach 90-tych wybuchła niesamowita euforia wśród kobiet: kremy z liposomami! To było coś! Pierwsze takie kremy kosztowały krocie i były reklamowane jako ileś tam razy bardziej skuteczne niż „zwykłe” kremy przeciwzmarszczkowe. Cała magia polegała na tym, że substancje aktywne zostały zamknięte w otoczce lipidowej, dzięki czemu docierały znacznie głębiej niż tylko marna wierzchnia warstwa naskórka i dopiero tam uwalniały substancje aktywne. Jako ówczesna (a teraz już na szczęście była) kosmetykomaniaczka, co to żadnej kosmetycznej nowince nigdy nie przepuści rzuciłam się wtedy natychmiast na ową kosmetyczną nowinkę. Oczywiście teraz już wiem, że żadne tam kremiki młodości nie przywracają, ponieważ cofnąć zegar biologiczny można jedynie umiejętnym potraktowaniem całego systemu od środka, a nie mazianiem go po wierzchu jakimś bajońsko drogim specyfikiem o tajemniczym składzie :)

Na podobnej zasadzie działa liposomalna witamina C wprowadzona na rynek w 2004 roku przez amerykańską firmę LivOn Labs: cząsteczki witaminy w otoczce lipidowej nie tylko nie drażnią żołądka, ale również stają się bardziej przyswajalne (więcej cząsteczek witaminy trafia do krwiobiegu), co stawia tą formę niemal na równi z dożylnym podawaniem witaminy C. Gotowa witamina C w formie liposomalnej jest jednak bardzo droga i nie jest niestety dostępna na polskim rynku. Czy i jak można zrobić lipsomalną postać witaminy C w domu?

Jest to możliwe, ponieważ jedną z przemysłowych metod produkcji liposomów jest sonikacja, zatem użyjemy ultradźwięków na dużo mniejszą skalę w domowym zaciszu, w postaci wanienki ultradźwiękowej, takiej do domowego użytku, przeznaczonej zazwyczaj do czyszczenia biżuterii. Rzecz jasna jakość domowego specyfiku nie będzie tak idealna jak w przypadku produktu LivOn Labs i jemu podobnych. W warunkach domowych nie mamy bowiem maszyn pracujących pod ciśnieniem, kontrolowanych przez czułe komputery drobiazgowo sprawdzające parametry produktu końcowego. LivOnLabs produkuje jednak na sprzedaż, a my na swój własny użytek. Cena 1 grama czyli 1000 mg liposomalnej witaminy C z LivOn labs to ok. 1 $ (ok. 3 zł + przesyłka z zagranicy), zaś zrobiona w domu kosztować nas będzie ułamek tej ceny.

Obrazek

Najważniejsze jest mimo wszystko to, że nawet domowa witamina liposomalna, wykonana rzemieślniczą metodą – tak samo się sprawdza: w przeciwieństwie do tradycyjnej postaci witaminy nie drażni żołądka i nie powoduje tak szybko rozwolnienia, bo więcej witaminy zamiast zostać w jelitach i wiązać wodę trafia do krwiobiegu. Jej wchłanialność jest porównywana z pozajelitowym podawaniem witaminy C.

Do czego służy liposomalna witamina C?

Liposomalna postać witaminy C jest idealna gdy potrzebne jest zwalczenie jakiejś dolegliwości megadawkami, a podawanie doustne powoduje problemy z uwagi na nieprawidłowość działania traktu jelitowego lub gdy należałoby ją podać pozajelitowo ale nie ma takiej technicznej możliwości. Sprawdza się też w przypadku gdy chorują dzieci, które nie zawsze akceptują kwaskowaty smak witaminy C. Gdy nie mamy ochoty na wlewanie w siebie szklanek roztworu i wolimy bardziej skoncentrowaną formę (przyjmowaną w łyżeczkach lub łyżkach) to też jest to wyjście znakomite. Jest to raczej generalnie rzecz biorąc postać „na czas wojny” (gdy musimy zwalczyć jakąś dolegliwość), a nie „na czas pokoju” (gdy nic nam nie dolega i jesteśmy zdrowi, nie palimy, nie mamy stresów, nie uprawiamy intensywnego sportu, nie jesteśmy narażeni na działanie toksyn środowiskowych lub promieniowania).

W normalnej sytuacji (gdy jesteśmy zdrowi, nie palimy, nie mamy stresów itd.) to czerpiemy rzecz jasna witaminę C z pożywienia, czyli z najlepszego źródła (kiszonki, świeże warzywa i owoce, kiełki, soki świeżo wyciskane). Zimą można pokusić się dodatkowo o witaminizowanie wyciskanych w domu soków warzywno-owocowych i do tego celu krystaliczna witamina nadaje się znakomicie, w tak małych ilościach (np. łyżeczka na litr soku) nie spowoduje ani wyraźnej zmiany smaku ani też żadnej odpowiedzi jelitowej. Kiedy jednak cokolwiek zaczyna nam dolegać lub gdy nasze zapotrzebowanie na witaminę C zwiększa się z takich lub innych powodów – musimy szybko dostarczyć do ustroju dużo większe dawki. Tym większe im bardziej stresująca nasz organizm jest sytuacja (pamiętajmy, że są rozmaite postacie stresu: fizyczny, chemiczny oraz emocjonalny).

Jest to całkiem zgodne z naturalnym biegiem rzeczy: zwierzęta (wszystkie oprócz świnek morskich, małp i niektórych nietoperzy) produkują witaminę C w swoim organizmie, a pod wpływem stresu, urazu lub choroby produkują jej wielokrotnie więcej niż normalnie. My niestety nie mamy enzymu GLO (oksydaza L-gulonolaktonowa) niezbędnego do endogennej produkcji kwasu L-askorbinowego. Co za pech i skaranie boskie! W trakcie ewolucji uległ uszkodzeniu gen odpowiedzialny za syntezę tego enzymu i dlatego jesteśmy zdani na zewnętrzne źródła kwasu L-askorbinowego (choć jak wskazują badania pewna jego część dostarczona do ustroju przez jakiś czas podlega „recyklingowi”, jednak nie ma możliwości aby działo się to w nieskończoność, niestety).

Zapotrzebowanie człowieka na witaminę C w różnych warunkach badał dokładnie (bo aż przez 22 lata) doktor Robert Fulton Cathcart III (ten sam, który wynalazł protezę stawu biodrowego nazwaną na jego cześć „protezą Cathcarta”), a wyniki swoich badań zamieścił w czasopiśmie Journal of Orthomolecular Medicine w roku 1994 (http://www.med-help.net/Vitamin-C.html a także http://orthomolecular.org/library/jom/1 ... 5.pdf)

Generalnie przyjęto zasadę, że należy w terapiach witaminą C trzymać się trzech zasad: Quantity-Frequency- Duration. Czyli dużo, często i tak długo, aż ustąpią objawy. W przeciwieństwie do medycyny akademickiej i tradycyjnych farmaceutyków, w terapiach ortomolekularnych nie kierujemy się bowiem sztywnymi dawkami (stąd niestety mamy fenomen badań z witaminą C, które „wykazały” że nie zapobiega ani nie leczy ona przeziębienia, a tak naprawdę badania te wykazały jedynie brak wiedzy badających lub ich krótkowzroczność), lecz obecnością i ostrością symptomów. Im bliżej jesteśmy nasycenia witaminą C, tym bardziej opuszczają nas symptomy dolegliwości i zaczynamy się czuć lepiej, co następuje często (zwłaszcza przy niewielkich infekcjach typu katar lub początki przeziębienia) w ciągu zaledwie godzin.

Nasycenie w przypadku doustnego podawania tradycyjnej formy witaminy C (krystalicznej lub jej związków z minerałami) objawia się jak wiadomo oznakami jelitowymi takimi jak gazy i burczenie w brzuchu, a ostatecznie wizytą w toalecie, do której – jak podkreśla dr Cathcart – najlepiej starać się nie dopuścić. Jeśli mimo wszystko do niej dojdzie, to należy zmniejszyć ilość przyjmowanej witaminy C do 80% dawki, która wywołała rozwolnienie i kontynuować dalej do ustąpienia objawów. Dr Cathcart podkreśla, że nie ma czegoś takiego jak jedna ilość dobra dla każdego. Im mniej jesteśmy zdrowi a bardziej chorzy, tym więcej witaminy C nasz organizm jest w stanie przyjąć – bo tym więcej jej potrzebuje aby rozprawić się z chorobą. Podobnie jak gdy wybucha wielki pożar lasu, wodę do jego ugaszenia należy dostarczyć porządną strażacką pompą, a nie wiaderkiem jak przy gaszeniu ogniska na biwaku ;)

Tolerancja jelitowa na przyjmowane doustnie dużej dawki witaminy C zależy zawsze od aktualnego stanu zdrowia człowieka i czynników środowiskowych (np. zanieczyszczenie powietrza, kontakt z metalami ciężkimi i innymi toksynami, palenie czynne lub bierne, urazy itd.). Możesz być też bardzo zdziwiony ile będziesz w stanie przyjąć witaminy C jeśli masz w zębach plomby amalgamatowe (te srebrne), choć zaliczasz siebie do zdrowych i pozornie niby nic Ci nie dolega. Wbrew temu co mówią dentyści te zawierające rtęć wypełnienia wcale nie są „nieszkodliwe” ani „bezpieczne” (choć faktem jest, że są wściekle trwałe i wytrzymują nawet całe dziesięciolecia). Jeśli jesteś dentystą pracującym przy amalgamatach to możesz być równie zdziwiony jak Twój pacjent. Witamina C wiąże metale ciężkie i bezpiecznie usuwa je z ustroju.

A co z typowymi infekcjami? Przykładowo jak podaje dr Cathcart:
1. Zdrowy ogólnie człowiek może do nasycenia (czyli stanu „prawie” rozwolnienia) przyjąć w ciągu doby 4-15 gramów witaminy C (4000-15000 miligramów) w 4-6 podzielonych dawkach. W warunkach stresu lub wzmożonej aktywności fizycznej zapotrzebowanie wzrasta jednak do 15-25 gramów.

2. Lekko przeziębiony będzie potrzebował przyjąć już 30-60 gramów w 6-10 dawkach aby zwalczyć chorobę, czyli taka ilość może być przyjęta do nasycenia (do wystąpienia stanu na pograniczu rozwolnienia), dla osoby z cięższym przeziębieniem będzie to co najmniej 100 gramów na dobę w 8-15 dawkach.

3. Przy grypie ilość witaminy C potrzebnej do nasycenia organizmu wzrasta do 150 gramów na dobę w 8-20 dawkach.

4. Dla chorego na wirusowe zapalenie płuc lub mononukleozę ilość ta wzrasta do 200 gramów i więcej na dobę lub więcej w 12-25 dawkach.

5. Infekcje bakteryjne potrzebują 30-200 i więcej gramów na dobę w 10-25 dawkach

To właśnie dr Cathart ukuł nazwę „100-gramowe przeziębienie” czyli takie którego symptomy zanikają po podaniu w ciągu doby 100 g (100.000 mg) kwasu L-askorbinowego. Chorzy na bardzo ciężkie zaburzenia (np. nowotwory lub AIDS) potrzebują czasem olbrzymich dawek dobowych (ponad 200 g na dobę), podawanych dożylnie lub domięśniowo, w warunkach szpitalnych, ponieważ tolerancja jelitowa staje się barierą dla większych dawek przyjmowanych doustnie (w przypadku zastrzyków czy kroplówek nie podaje się rzecz jasna czystego kwasu L-askorbinowego lecz jego związek, najczęściej askorbinian sodu)

Tolerancja jelitowa maleje też z wiekiem albo gdy występują zaburzenia traktu jelitowego uniemożliwiające prawidłowe wchłanianie (zawsze pamiętajmy, że jesteśmy nie tym co wsadzamy do ust, lecz tym co wchłaniamy!). Wtedy wyjściem jest ominięcie drogi doustnej i podanie witaminy drogą pozajelitową. Chyba że
cząsteczki witaminy otulimy otoczką lipidową. I tu właśnie z pomocą przyjdzie nam liposomalna witamina C.

Dr Thomas Levy będący autorem poczytnej książki „Curing the Incurable: Vitamin C, Infectious Diseases, and Toxins” („Lecząc nieuleczalne: witamina C, choroby zakaźne i toksyny” – niestety niedostępna w jęz. polskim), oprócz przytoczenia wielu przypadków wyleczonych pacjentów z ponad 1200 prac dotyczących działania witaminy C na rozmaite dolegliwości – podał również informację, iż liposomalna witamina C posiada przyswajalność rzędu ponad 90% czyli w zasadzie jest przyswajalna w porównywalnym stopniu jak podawana pozajelitowo. Oczywiście miał on na myśli profesjonalnie wykonaną postać, a nie wykonaną w domu: nasza domowa będzie mieć nieco gorsze parametry (nie uda nam się każdziuteńkiej cząsteczki witaminy „zliposomować”), ale o tym za chwilę.

Jak nietrudno zauważyć w miarę jak dobowe zapotrzebowanie na witaminę C się zwiększa – dawki przyjmowane doustnie muszą zostać podzielone na tym więcej małych dawek, bo nie jesteśmy w stanie na jeden raz przyswoić jej zbyt dużo. Taką samą sytuację mamy np. z wapniem albo z magnezem, o czym pisałam poprzednio: małe ilości ale często są przyswojone lepiej niż duże jednorazowe, które doustnie przedawkowane powodują rozwolnienie. Tak samo z witaminą C. Im mniejsza jednorazowa dawka tym większa ilość zostanie przyswojona, im zaś więcej doustnie dostarczymy na jeden raz, tym mniej przyswoimy z uwagi na tolerancję jelitową. W przypadku liposomalnej formy ponieważ cząsteczki witaminy znajdują się w fosfolipidowej otoczce (takiej samej jak błona komórkowa w komórkach naszego ciała) przyswajalność się zwiększa. To z kolei powoduje, że zwiększa się też tolerancja jelitowa (więcej witaminy wędruje do krwiobiegu, a mniej zostaje w jelitach wiążąc wodę).

A więc do dzieła.

Co będzie nam potrzebne?

1. Kwas L-askorbinowy w proszku 1 płaska łyżka (ok. 14 g), kupisz w kilogramowych opakowaniach w sklepie internetowym lub na portalu aukcyjnym Allegro, koszt ok. 35-45 zł/kg.

2. Woda demineralizowana dostępna na każdej stacji benzynowej (ew. zwykła filtrowana, choć na wodzie demineralizowanej dłużej można przechowywać w lodówce) – 240 ml + 120 ml

3. Lecytyna (słonecznikowa lub sojowa, wolna od GMO) w proszku lub granulkach jako źródło fosfolipidów – 3 płaskie łyżki (ok. 24 g), do nabycia w sklepie ze zdrową żywnością naziemnie lub internetowo jak również na portalu aukcyjnym, koszt ok. 25 zł/250g

4. Plastikowa słomka lub drewniana łyżka do mieszania

5. Waga kuchenna (najlepiej elektroniczna) do odmierzania składników

6. Wanienka (myjka) ultradźwiękowa (taka do domowego czyszczenia biżuterii) o wydajności minimum 38 Khz (38.000 drgań na sekundę). Ja mam Silver Crest (46 Khz) i sprawdza się bardzo dobrze. Koszt takiej myjki (tak czy siak przydatnej w domu) to ok. 100 zł.

7. Blender lub szczelnie zamykany słoik szklany

Najpierw musimy zrobić dwa roztwory, najlepiej podgrzać leciutko wodę w garnuszku (nie w mikrofalówce!) aby była letnia (temperatura ciała), co ułatwi nam pracę.

1. Lecytynę rozpuszczamy w 240 ml ciepłej (ale nie gorącej) wody: po wsypaniu jej do wody zostawić ją na minimum 1/2 godziny, namoczona lepiej się rozpuszcza, po czym albo użyć blendera albo wlać do zakręcanego szczelnego słoika i mocno potrząsać przez kilka minut. Ostatecznie musimy uzyskać jednolitą ciecz, bez żadnych grudek.

2. Witaminę bardzo dokładnie rozpuszczamy w 120 ml letniej wody, musi się cała rozpuścić.

3. Obydwa roztwory wlewamy do wanienki ultradźwiękowej i mieszamy, a następnie włączamy urządzenie. Zależnie od typu urządzenia i wbudowanego timera będziemy musieli cykl powtórzyć (w moim urządzeniu maksymalnie jeden cykl może trwać 600 sekund czyli 10 minut), cały czas przy tym mieszając plastikową słomką naszą miksturę. Ostatecznie cała początkowa pianka na powierzchni zniknie, a mikstura będzie mieć jednolity kremowy wygląd. Może to zająć 20-30 minut (2-3 cykle). Wylewamy miksturę z wanienki ultradźwiękowej do jakiejś miski, a stamtąd przez lejek do zakręcanej butelki (polecam butelki 0,7 po Frugo, mają bardzo szczelne zakrętki, ewentualnie gdy mamy mniejszą porcję to fajne są też buteleczki 250 ml po syropie klonowym z Rosmanna) i chowamy do lodówki, w lodówce można przechowywać ok. tygodnia, poza lodówką w temperaturze pokojowej ok. 3-4 dni.

Obrazek

Początkowe pH naszej mieszaniny to ok. 3 czyli dosyć kwaśne, po zakończeniu procesu sonikacji większość cząsteczek witaminy otrzyma otoczkę z fosfolipidów, zatem mikstura straci nieco swoją kwasowość, jej pH wzrośnie i nieco bardziej zbliży się do neutralnego, ok. 5,5-6 (neutralne to 7), co można łatwo sprawdzić paskami lakmusowymi. Niestety nie mam dokładnego miernika pH w domu, jedynie paski wskaźnikowe, stąd wartości pH podaję przybliżone.

Jeśli chcemy sprawdzić ile cząsteczek witaminy pozostało w stanie wolnym (nie pokryło się lipidową otoczką) to należy sporządzić roztwór sody oczyszczonej (2 łyżki stołowe czyli ok. 30 ml wody i 1/4 łyżeczki sody), odlać 1/2 szklanki mikstury do jakiegoś naczynia (np. słoiczka) i powolutku mieszając wlać doń roztwór sody. Zajdzie reakcja – niezwiązane lipidami cząsteczki witaminy utworzą askorbinian sodu, zaś uwalniający się dwutlenek węgla utworzy piankę (całość zacznie musować). Podczas musowania ilość piany wskaże nam przybliżony stopień w jakim udało nam się podczas domowej sonikacji stworzyć liposomy: pianka o wysokości ok. 1 cm (lub mniejsza) jest dopuszczalna i oznacza, że ok. 70% (lub więcej) cząsteczek witaminy została „zliposomowana”. To całkiem dobry wynik jak na domowe warunki. Przy większej piance warto powtórzyć proces sonikacji i sprawdzić raz jeszcze – z reguły parametry ulegają poprawie.

Mikstury kontrolnej zbuforowanej sodą nie wylewajmy do zlewu, lecz z powrotem wlejmy ją do butelki z preparatem. Askorbinian sodu to dobrze przyswajalna postać witaminy i nie drażniąca żołądka. Można nawet (jeśli ktoś ma wybitne problemy z żołądkiem) zbuforować całość lub też po prostu zamiast kwasu L-askorbinowego jako surowca do wykonania preparatu użyć właśnie askorbinianu sodu przez co uzyskamy miksturę o jeszcze wyższym odczynie pH (7-7,5).

Jak smakuje liposomalna witamina C?

Nie będę owijać w bawełnę: podczas gdy popijanie mojego ulubionego witaminowego „sprajta” (szczególnie z dodatkiem miodu) to czysta frajda, picie liposomalnej witaminy C do przyjemności raczej nie należy. Smakuje jak żółtko jajka wymieszane z cytryną ;) Ale
to nie ma smakować tylko działać! Po prostu trzeba łyknąć i szybko popić czymś (sokiem, wodą, herbatką zieloną lub miętową itp.), a „jajeczny” posmak szybko z ust zniknie.

Trochę obliczeń

Normalnie gdy przyjmujemy klasyczny roztwór („sprajta”), to wsypujemy na szklankę wody (ok. 240 ml) łyżeczkę witaminy (płaską = 3 g). Jest to dosyć kwaśne w smaku, ale po dodaniu odrobiny słodzidła (miód, ksylitol czy stewia) da się całkiem przyjemnie wypić. Więcej witaminy na 1 szklankę wody niż ta 1 łyżeczka nie da rady wsypać, bo byłoby to jak przypuszczam kwaśne jak ocet siedmiu złodziei (nawet mocno słodząc), praktycznie nie do wypicia, a nawet gdyby jakimś cudem udało się nam tak silny roztwór jakoś wypić w ilości całej szklanki naraz, to skończyłoby się to dla większości osób rychłą wizytą w toalecie.

Biorąc pod uwagę, że szklanka ma 250 ml ale gdy nalewamy wodę do szklanki to nigdy nie po brzeg, lecz właśnie ok. 240 ml, na 1 szklankę wody w witaminie liposomalnej przypada ok. 9,33 g witaminy, czyli ok. 3 łyżeczki. Jest to więc bardzo silny roztwór, a do tego dużo lepiej przyswajalny niż tradycyjny. Dlatego witaminy liposomalnej nie ma potrzeby pijać szklankami, wystarczą dużo mniejsze objętości.

Jedna łyżka stołowa ma objętość 15 ml. Użyliśmy 24 łyżki stołowe wody (360 ml w sumie), w której znajduje się 14 g (14000 mg) witaminy C. Przyjmijmy, iż średnio udało nam się w warunkach domowych uzyskać ok. 70% cząsteczek (9,8 grama, 9800 mg) pokrytych lipidową otoczką. W jednej łyżce mikstury znajdzie się ok. 583 mg witaminy, z czego przyswoimy 80% (jest to mniej niż produkt LivOn Labs) czyli ok. 466 mg. Aby więc przyswoić 1 gram (1000 mg) należy spożyć ok. 40 ml mikstury (nieco ponad 2 łyżki).

Przepis nr 2: wersja „Forte”

Jeszcze bardziej skoncentrowany preparat możemy uzyskać robiąc liposomalną witaminę C w postaci Forte. Jest to moja ulubiona forma liposomalnej, którą w razie potrzeby stosujemy u mnie w domu. Ma ona jakby nieco gęstszą konsystencję od przepisu pierwszego. Jedna łyżeczka od herbaty (5ml) zawiera ok. 1 gram witaminy, z czego przyswoimy ok. 800 mg. Jedna łyżka stołowa zawiera ok. 3 gramy witaminy, z czego przyswoimy ok. 2400 mg.

W przepisie zmieniają się nieco proporcje:

1. W 240 ml dobrze ciepłej (ale nie gorącej, ok. 70 stopni) wody wlanej do litrowego słoika wsypujemy 95 g lecytyny i namaczamy na ok. 1/2 godziny, po namoczeniu lecytyna uzyska konsystencję papkowatą i będzie się dobrze rozpuszczać.

2. W międzyczasie jak lecytyna się namacza podgrzewamy ostrożnie w garnuszku 220 ml wody do temperatury nie wyższej niż 45-50 stopni (najlepiej użyć termometru aby nie ryzykować utlenienia witaminy, co objawi się uwalnianiem bąbelków – taką możemy już tylko wylać do zlewu) i bardzo dokładnie rozpuszczamy 100 gramów witaminy C (kwas L-askorbinowy lub askorbinian sodu). Rozpuszczalność witaminy C wynosi 333g/litr w temp. 24 stopni, dlatego nie próbujcie rozpuszczać takiej ilości w wodzie o temperaturze pokojowej, to się po prostu nie uda. Jeśli pamiętacie z lekcji chemii wiadomości na temat roztworu nasyconego to przydadzą się teraz te informacje: rozpuszczalność substancji poprawiają takie czynniki jak zmiana temperatury czy mieszanie. Czyli musimy wodę podgrzać (ale nie za mocno aby nam się nie utleniła witamina!) i jednocześnie cierpliwie mieszać (plastikową słomką, drewnianym patyczkiem, szklaną pałeczką, byle nie metalem). W temperaturze 24 stopni bowiem udałoby się nam rozpuścić jedynie 73,26 grama w 220 ml wody, a my potrzebujemy rozpuścić jej 100 g.

3. Gdy lecytyna będzie miała temperaturę ciała (będzie letnia) wlewamy do niej roztwór z witaminą i energicznie wstrząsamy przez jakiś czas (minutę, dwie) słoikiem do uzyskania jednolitego płynu (bez grudek lecytyny).

4. Miksturę poddajemy procesowi sonikacji w myjce utradźwiękowej jak w przepisie pierwszym, na początku ciecz będzie pienista, potem pianka zniknie, a gotowa jest gdy jej powierzchnia jest gładka, bez bąbelków pianki, a postać kremowa.

5. Dalej postępujemy jak w przepisie pierwszym.

Ten skoncentrowany preparat jest bardziej kwaskowaty w smaku od tego z przepisu pierwszego (pH produktu końcowego to ok. 3,5-4), ale za to mniej czuć jajkowaty posmak lecytyny: picie go bezpośrednio łyżeczką nie jest zalecane, lepiej wmieszać go do niewielkiej ilości soku, koktajlu, jogurtu, rozgniecionej widelcem na papkę połówki banana, podduszonego w garnuszku na mus jabłka (lub innych dowolnych zmiksowanych czy utartych owoców). Jednym słowem jakiś podkładzik co by nam to jakoś całkiem znośnie smakowało :) W sumie sok z cytryny ma zbliżony, choć jeszcze bardziej kwaśny odczyn (ok. 3), co zmierzyłam z ciekawości uniwersalnymi paskami lakmusowymi – przepraszam za niespecjalną jakość zdjęcia, musicie uwierzyć mi na słowo lub zrobić pomiar samodzielnie ;)

Jeśli ktoś chce może oczywiście zbuforować ten odczyn za pomocą wodorowęglanu sodu (sody oczyszczonej) tak jak w przypadku przepisu pierwszego lub użyć od razu zbuforowanej postaci witaminy czyli askorbinianu sodu jako surowca do wykonania preparatu. Oczywiście też każdy z przepisów można wykonać z połowy porcji, nie trzeba zaraz z całej. Wszystko zależy od bieżących potrzeb.

Witaminę liposomalną najlepiej przyjmować pomiędzy posiłkami albo pół godziny przed posiłkiem. Posiłek najlepiej aby zawierał świeże warzywa i owoce, siemię lniane świeżo mielone, zieloną lub ziołową herbatkę lub świeżo wyciśnięty sok – w ten sposób dostarczymy do organizmu bioflawonoidy, które wspomagają przyswajanie witaminy C. W taki właśnie sposób podawał swoim pacjentom witaminę C podczas infekcji wirusowych (polio, odra, świnka) dr F. Klenner: witamina C doustnie lub pozajelitowo, a do tego koniecznie do picia soki np. owocowe. Za czasów Klennera (lata 40-ste, tuż po odkryciu witaminy C) postać liposomalna nie była znana, podawało się witaminę C tradycyjnie w roztworze doustnie lub pozajelitowo (dożylnie lub domięśniowo).

Jeśli więc na stronach sprzedających drogie suplementy przeczytacie informację, iż witamina C musi KONIECZNIE w jednym preparacie zawierać bioflawonoidy „bo inaczej nie działa” i dlatego MUSICIE kupić właśnie TEN JEDYNY choć kosztowny lecz jakże bardzo zdrowotnie opłacalny preparat mający dwa w jednym itd., to wiedzcie, iż jest to nieprawda, bowiem praktyka kliniczna wskazuje na zupełnie co innego. Tak samo dobrze i równie skutecznie działa podanie witaminy C osobno i bioflawonoidów osobno (ich bogatym źródłem jest pożywienie będące jednocześnie źródłem witaminy C, a więc świeże warzywa i owoce lub wyciskane z nich na świeżo soki, ale też i herbatki ziołowe czy zielona).

Jak napisał dr Andrew Saul (a ja się z nim całkowicie zgadzam): pożywienie jest kiepskim źródłem witaminy C (w sensie gdy mówimy o jej stosowaniu terapeutycznym potrzebnym w megadawkach np. przy infekcjach), ale jest dobrym źródłem bioflawonoidów, podczas gdy witamina C w kapsułkach czy tabletkach jest kiepskim kiepskim źródłem bioflawonoidów ale dobrym źródłem C. Dlatego najbardziej polecane (i opłacalne!) jest więc wybrać „zwykłą” witaminę ORAZ JEDNOCZEŚNIE prawidłowo się odżywiać (nawet i pić same soki gdy nie ma apetytu przy chorobie). W ten sposób mamy znakomity tandem korzyści i dla kieszeni i dla zdrowia.

Jeśli wzdragacie się na sam pomysł zakupu „zwykłej” witaminy bo przecież jest „sztuczna”, to należy zdać sobie sprawę, że
witamina C jest na tej planecie tylko jedna, w chemii nie istnieje bowiem pojęcie „lepszej” i „gorszej” substancji, więc czy pozyskamy substancję z naturalnego źródła czy uzyskamy ją na drodze przemian chemicznych to w efekcie otrzymujemy identyczną substancję i składa się ona nieodmiennie z sześciu atomów węgla, ośmiu atomów wodoru i sześciu atomów tlenu – wzór sumaryczny C6H8O6. Koniec, kropka.

Jednak wzór sumaryczny to jedno, a kwestia izomerii optycznej to drugie. Wiele wątpliwości wśród użytkowników w związku z tym rodzi kwestia „skrętności” witaminy. Nie ma tutaj jednak jakiejś wielkiej filozofii, jeśli wyjaśnimy sobie, że nazwa „lewoskrętna witamina C” nie jest nazwą naukową, jest nazwą jedynie popularną, która ma swoją genezę w przedrostku „L-” w nazwie (kwas L-askorbinowy to inna nazwa witaminy C), wskazującym na konfigurację względną Fischera (D i L), której nie należy mylić z konfiguracją bezwzględną czyli wzorem stereochemicznym (R i S lub inaczej +/-).

Witamina C jest raczej prostą substancją, pochodną glukozy. Biologicznie aktywna (czyli taka jaką znajdziemy w warzywach i owocach) substancja czyli witamina C jeśli chodzi o pełniejszą nazwę optycznie czynnego związku chemicznego to jej pełna nazwa brzmi kwas L(+) askorbinowy. Numer CAS 50-81-7. Ponieważ cząsteczka kwasu askorbinowego ma dwa asymetryczne atomy węgla (C4 i C5), więc oprócz kwasu L-askorbinowego możemy mieć do czynienia jeszcze tylko z trzema innymi izomerami tej substancji:

D-askorbinowy (na obrazku poniżej 1b)
D-izoaskorbinowy (na obrazku poniżej 2a)
L-izoaskorbinowy (na obrazku poniżej 2b)

Te trzy jednak nie mają aktywności biologicznej kwasu L-askorbinowego, nie mogą być więc w ogóle nazywane „witaminami”, dlatego nazwa „witamina C” jest używana w stosunku jedynie do jednego izomeru optycznego: kwasu L-askorbinowego ponieważ tylko ten jeden izomer spełnia kryteria bycia „witaminą” czyli związkiem biologicznie czynnym. Na obrazku oznaczony jest on symbolem 1a.

(źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File: ... s.svg)

Obrazek

Każdy z izomerów ma ponadto swój numer CAS: D-askorbinowy ma 8924-69-6, D-izoaskorbinowy ma 89-65-6, a L-izoaskorbinowy 26094-91-7. O ile na lekach i suplementach nie ma obowiązku podawania numeru CAS (nie wiemy jaki stereoizomer został użyty) to na surowcach farmaceutycznych jest. Więc kupując suplement (czyli produkt przetworzony) tak naprawdę musimy polegać na zaufaniu, że firma na pudełku pisze prawdę o tym co sprzedaje, ale kupując surowiec farmaceutyczny nie musimy, bo tu mamy pewność – tutaj nie ma lipy i żaden producent surowca farmaceutycznego nie pozwoli sobie na sprzedaż czegoś innego niż opisane na etykiecie, bo od tego zależy ludzkie zdrowie i życie. Jak ważne są stereoizomery pokazała przecież choćby afera z Talidomidem sprzed kilkudziesięciu lat.

Dlatego przy zakupie witaminy krystalicznej w proszku (nie ma znaczenia czy kupujemy w sklepie internetowym czy na portalu aukcyjnym Allegro) zawsze zwracajmy uwagę na numer CAS, to jest bardzo ważne. Kwas L-askorbinowy ma numer CAS 50-81-7. Nie kupujmy produktu bez numeru CAS, oznaczonego bardzo ogólną nazwą jako „kwas askorbinowy”, ponieważ w rzeczy samej nie wiemy wtedy z którym izomerem kwasu askorbinowego mamy do czynienia. A musimy mieć pewność, że kupujemy ten biologicznie aktywny. Natomiast gdy na opakowaniu widnieje nazwa „witamina C” to z reguły będzie to właśnie tylko ten właściwy izomer (L-askorbinowy), jako że pozostałe trzy izomery kwasu askorbinowego nie mając aktywności biologicznej nie są nazywane/sprzedawane jako „witamina”.

Odnośnie zaś stworzonych przez sprzedawców „naturalnej” witaminy kolejnych mrożących krew w żyłach opowieści niezwykłej treści na temat produkowania chińskiej czy innej witaminy C z modyfikowanej genetycznie kukurydzy (czy innej rośliny) - wspomniany już ekspert od witamin, dr Andrew Saul, stwierdza: „you can’t genetically modify atoms!” czyli atomów nie można, nie da rady genetycznie zmodyfikować. I w sumie trudno nie przyznać mu racji. ;)

Warto wiedzieć, że Chiny są dzisiaj wiodącym światowym producentem witaminy C i nie tylko: większość surowców farmaceutycznych w preparatach jakie ludność dzisiaj łyka pod postacią wszelkiej maści aptecznych leków pochodzi właśnie stamtąd. Aby surowiec mógł być wprowadzony na rynek danego kraju i być w obrocie – musi jednak posiadać wymagane przepisami parametry, w tym zawartość głównego składnika, chlorki, siarczany, żelazo czy metale ciężkie, dla substancji wykorzystywanych w przemyśle spożywczym dodatkowo wymagana jest analiza mikrobiologiczna. W razie wątpliwości poproś sprzedawcę o przedstawienie świadectwa jakości kupowanej witaminy.

W przygotowaniu mam dla czytelników bloga tłumaczenie na język polski raportu Klennera, w którym opisał on swoje bogate doświadczenia w leczeniu pacjentów z chorób wirusowych (polio, odra, świnka, zapalenie płuc i inne) odpowiednio dobranymi dawkami witaminy C. Plik do pobrania pojawi się wkrótce na witrynie.



Linki:

1. http://racehorseherbal.com/Infections/LET/let.html

2. http://www.health-matrix.net/2013/06/17 ... vitamin-c/

3. Cheryl Hines „How To Make Liposomal Vitamin C” http://www.amazon.com/Liposomal-Vitamin-SimpleFrugal-Photo-Guides-ebook/dp/B00B51M2HW

4. http://www.drlam.com/articles/Liposomal_Encapsulation_Technology.asp

5. http://dearcf.com/main-forums/topic/liposomal-vit-c-tutorial/

Żródło:
http://www.akademiawitalnosci.pl/liposomalna-witamina-c-jak-zrobic-w-domu-i-do-czego-sluzy/
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » poniedziałek 13 sty 2014, 18:23

Więc mamy już pojęcie jak to zrobić. I od razu napiszę, że szkoda czasu i nakładów na 1-szą wersję liposomalnej C. Druga wersja w tej postaci, też jest dość trudna do zaakceptowania. Więc proponuję zamiast czystej wersji witaminy C używać wersji buforowanej w postaci askorbinianów. Pani Marlena wprawdzie o tym wspomina, ale nie pisze jak i co. Może być kilka wersji askorbinianów, ale skoncentruję się na 3.
Podstawowa wersja: askorbinian sodu.
Zrównoważona wersja: askorbinian sodu + askorbinian potasu w stosunku 2:1, jak w naszych ciałach.
Wersja potasowa: sam askorbinian potasu.

Punkt 1, procedury możemy nieco zmodyfikować z jeszcze lepszym efektem. Lecytynę namaczamy jeden dzień wcześniej, niekoniecznie w gorącej wodzie, wystarczy letnia i wstawiamy, gdy wystygnie do lodówki.
Punkt 2, procedury, zamiast ryzykownie podgrzewać witaminę C próbując ją rozpuścić, mieszamy wcześniej składniki wersji buforowanej, czyli proszki składowe ze sobą i bardzo powoli wsypujemy mieszaninę (maleńkimi porcjami) do naczynia z letnią wodą (żeby bąblując nie wypłynęła na zewnątrz).
Askorbiniany mają większą rozpuszczalność niż sama witamina C i to się powinno udać bez problemu.
Dla wersji podstawowej mieszamy 100 g wit. C i 48 g sody oczyszczanej (kwaśnego węglanu sodu NaHCO3) - najlepiej na dużej kartce papieru i po dobrym wymieszaniu wsypujemy powoli do wody.
Dla wersji zrównoważonej, znowu 100 g wit. C mieszamy z 32 g sody oczyszczanej i 14 g węglanu potasu (bezwodnego, K2CO3) i tak samo po wymieszaniu powoli wsypujemy do wody.
Dla wersji potasowej ze 100 g witaminy mieszamy tylko 40 g węglanu potasu i tą mieszaninę też wsypujemy powoli do wody.
Zawsze też podczas zasypywania należy słomką mieszać ciecz, co przyspiesza rozpuszczanie.
Potem działamy dalej zgodnie z "procedurą" produkcji liposomalnej C.

Tych wersji, oprócz pierwszej w necie nie znajdziecie. W następnym poście postaram się przybliżyć nieco askorbinian potasu, ogarnięty długim przemilczaniem i blokowaniem dostępu.

Edit: drobne zmiany wyliczeń dla węglanu wapnia
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » poniedziałek 13 sty 2014, 19:48

Askorbinian sodu jest wersją witaminy C, której używał znany w USA dr Jaffe w czasie swojej długiej kariery jako specjalista od żywienia (dietetyk to byłoby zbyt ubogie słowo) i badacz działania witaminy C.
Opracował on protokół kalibracji witaminy C, który też omówimy później.
Ogólnie jest to najbardziej rozpowszechniona wersja "łagodnej" witaminy C.
Wspomniałem o zrównoważonej liposomalnej C. Gdzieś było poruszane, że często pierwiastki w organizmie pracują parami i taką pierwszą parą jest sód i potas, ich równowaga w ciele to 2:1 dla sodu.
Możecie zgooglować efekty niedoborów potasu, ale bywa i nadmiar objawiający się hiperkalemią, choć dzienna dawka potasu to aż 4,7 g.
Natomiast potasowa wersja witaminy C, askorbinian potasu, jest zwany przez niektórych "Faktorem K" i słono sprzedawany, ale tylko nieliczni wiedzą o jego silnym działaniu antyrakowym. Żeby się nie wysilać przytoczę poniżej historię i efekty tego odkrycia. Działanie potasu w terapii raka zauważył również Gerson i w zasadzie jedynym suplementem w jego sokowej terapii jest potas!
Żebyście nie byli zaskoczeni - niektóre związki witaminy C przemysłowo są traktowane jako dodatki do żywności i maja swoje oznaczenia E-...
E300 - kwas askorbinowy
E301 - askorbinian sodu
E302 - askorbinian wapnia
E303 - askorbinian potasu
Więc niekoniecznie wszystkie dodatki E-xxx należy skreślać, lepiej zapoznać się z listą na poważnie.

A teraz opowieść o askorbinianie potasu, choć odkrywca zaczął od kwaśnego węglanu potasu. Należy też pamietać, że to było ponad 60 lat temu i zrozumienie odkrywcy może odbiegać, od dziś już znanych faków.

Doktor Pantellini kontra mafia naukowa

Tygodnik "Gwiazdy mówią" nr 46/2002 z 17/11/2002

Ta wiadomość może wydać się niektórym szokująca: pod koniec lat 40. Włoski biochemik Gianfrancesco Valse Pantellini wpadł na trop środka chemicznego, który mógłby być skutecznym lekiem na raka. Z jego badań nie wyciągnięto jednak żadnych wniosków!

Na trop wspomnianego środka Pantellini wpadł przypadkiem. W 1947 roku jego znajomy, Giovanni, zachorował na raka żołądka. Prowadzący go lekarz, profesor Valdoni, stwierdził, że guza nie można już usunąć operacyjnie. Giovani miał przed sobą - w najlepszym wypadku - kilka miesięcy życia. Sytuację pogarszał fakt, że mężczyzna cierpiał na silne bóle brzucha. Pantellini wpadł na pomysł, żeby złagodzić bóle kwaśnym węglanem i zalecił choremu picie lemoniady zawierającej właśnie ten związek.
Następnym razem panowie zobaczyli się dopiero rok później. Pantellini zastał wtedy Giovaniego w doskonałej formie. Był zdumiony. Spytał go, czym ten się leczył, ale okazało się, że znajomy od ostatniego spotkania nie przyjmował żadnych leków. Regularnie za to pił napój z kwaśnym węglanem, co zresztą robił i w tamtym momencie. Pantellini spojrzał na słoik, z którego Giovani brał proszek, i zdębiał, bo nie była to ta substancja, którą miał na myśli, zalecając lemoniadę - był to kwaśny węglan... potasu.
"Jakbym dostał obuchem w głowę" - opowiadał potem biochemik. - "Dało mi to dużo do myślenia. Zacząłem się zastanawiać, co się właściwie stało. I wtedy przypomniałem sobie o pewnych przeprowadzonych jeszcze przed wojną badaniach nad rakiem..."

Kluczem jest potas.

W 1932 roku profesorowie Moraweck i Kishe zauważyli, że w komórkach rakowych spada poziom potasu. Brakujący potas jest zastępowany sodem. Naukowcy ograniczyli się jednak tylko do opisania zjawiska; nie przeprowadzili pogłębionych badań i nie znaleźli odpowiedzi na pytanie, co powoduje ten proces i jakie ma on konsekwencje. Pantellini postanowił przyjrzeć się bliżej potasowi i jego oddziaływaniu na komórki rakowe.
Znalazł pacjentów, u których choroba była już zaawansowana i którzy zgodzili się przyjmować doustnie substancje zawierające potas: cytrynian potasu, winian potasu i wyciąg z cytrusów. Niestety, nie dało to żadnego efektu. Dopiero, kiedy niektórym chorym podano askorbinian potasu, zaczęły się pojawiać pierwsze pozytywne reakcje - stan chorych wyraźnie się poprawiał (u jednych oznaczało to ustąpienie lub, chociaż zmniejszenie nasilenia bólu, a u innych - możliwość wstania z łóżka i poruszania się o własnych siłach). Te wyniki były bardzo obiecujące. Wydawałoby się, więc, że naturalną koleją rzeczy będzie przeprowadzenie przez uprawnione do tego instytucje badań na szerszą skalę. Rzeczywistość bywa jednak czasem absurdalna...

Do sądu z nim!

Atmosfera, w jakiej Valse Pantellini prowadził swoje badania, od początku była zła. Środowiska lekarskie zarzucały mu, że, nie będąc lekarzem (doktor to jego stopień naukowy), prowadzi praktykę lekarską. Sprawa znalazła się w sądzie. Pantellini został skazany na grzywnę. Odwołał się jednak od tego wyroku i sąd drugiej instancji orzekł, że naukowiec jest niewinny, ponieważ rad udzielał nie chorym, lecz lekarzom, którzy ich prowadzili.
Na tych pomówieniach jednak się nie skończyło. W ferworze różnych merytorycznych i niemerytorycznych dyskusji zapomniano o niezaprzeczalnych dowodach na to, że askorbinian potasu pomaga przynajmniej niektórym chorym na raka. Środowiska medycznego wydawało się to jednak nie interesować. Wystarczy powiedzieć, że środek do tej pory nie został przetestowany klinicznie! Nikt też nie zmierzył się z teoriami Pantelliniego na temat powstawania raka.

A jakie są ustalenia?

Pantellini doszedł do wniosku, że w wyniku utraty potasu przez niektóre komórki pojawiają się w nich, na poziomie RNA, polimeryzujące się twory (cząsteczki jednego związku łączą się ze sobą, przez co związek ten nabiera innych niż dotychczas właściwości fizycznych i chemicznych). Energia polimeryzacyjna zostaje następnie przekazana jądru komórkowemu, co z kolei powoduje jego nieskoordynowany podział. Powstają w ten sposób komórki o zupełnie innych właściwościach - są to komórki rakowe.
Pantellini wysunął też przypuszczenie, że znikający z komórek na początku tego procesu potas nie ulatnia się nie wiadomo gdzie, lecz - na skutek niezwykle skomplikowanych procesów biochemicznych - zamienia się w sód i to by tłumaczyło, skąd się bierze ten pierwiastek w komórkach rakowych.
A jak działa na raka askorbinian potasu? Otóż Pantellini uważa, że substancja ta jest w stanie cały ten skomplikowany proces zatrzymać, a nawet - poprzez odtworzenie prawidłowego poziomu potasu w komórce - odwrócić! Askorbinian miałby naprawiać komórki na poziomie genetycznym. Miałby nie dopuszczać do niepożądanych mutacji.

Czemu więc nie zrobiono badań?

Mimo że o odkryciu Pantelliniego było swego czasu głośno we Włoszech, nikt nie wyraził chęci, żeby sprawdzić, czy askorbinian potasu działa na raka, czy nie. Jedyne, co udało się wskórać biochemikowi, to to, że prowadzoną przez niego dokumentację medyczną przejrzał - z polecenia ministra zdrowia - profesor Franco Nobile ze Sieny. Skutkiem tego askorbinian potasu został wpisany na urzędową listę leków. Można go kupić w każdej włoskiej aptece.
Czemu jednak nie przeprowadzono badań? Czy dlatego, że środowisko medyczne uważa Pantelliniego za dyletanta, a jego teorie na temat raka - za stek bzdur? Możliwe. Sam Pantellini uważa jednak, że to, nad czym pracuje, jest po prostu nie w smak lobby medycznemu, bo leczenie, jakie on proponuje, jest... za proste i za tanie. Askorbinian potasu kosztuje grosze!

Naukowa mafia.

Pachnie to, co prawda, spiskową teorią dziejów, ale spróbujmy się nad tym przez chwilę zastanowić. Pantellini nigdy nie twierdził, że preparat, który on proponuje, to lek cudowny. Nigdy też nie nalegał, aby osoby, które decydują się przyjmować ten związek, rezygnowały z innych sposobów leczenia - z operacji czy chemioterapii (o chemioterapii nie ma, co prawda najlepszego zdania; twierdzi, że - owszem - zabija raka, ale środki, jakie są w niej stosowane, same są toksyczne i rakotwórcze). Jego propozycja polega przede wszystkim na tym, aby askorbinian potasu (albo lek udoskonalony, który powstałby na bazie askorbinianu) podawać profilaktycznie osobom, co, do których jest podejrzenie, że mogą w przyszłości zachorować na raka. I chciałby, aby właśnie pod tym kątem przebadać preparat.
Propozycja wydaje się słuszna, bo, po co czekać, aż pacjent zachoruje i jego, szanse na przeżycie z każdym dniem będą coraz mniejsze? Z punktu widzenia pacjenta skuteczna profilaktyka jest najlepszym rozwiązaniem. Ale jeśli nikt nie będzie chorował na raka, co się stanie z lekarzami i firmami farmaceutycznymi, które żyją z raka? Z konsorcjami produkującymi preparaty do chemioterapii? Z rzeszami onkologów, chirurgów i badaczy pracujących latami w instytutach naukowych i firmach farmaceutycznych nad lekiem na raka? Na te badania przeznaczane są przecież olbrzymie sumy pieniędzy. Z każdym rokiem większe i większe. Kto by wypuścił z rąk tyle milionów dolarów?!

Historia pewnego listu.

W kwietniu 1990 roku Valse Pantellini wystąpił w audycji radiowej "Rozmowy telefoniczne". Opowiadał tam o swoich teoriach, doświadczeniach i potyczkach ze światem medycyny. Kilka dni później prowadzący tę audycję doktor Pietro Cimatti z Rzymu dostał list od swojego przyjaciela, profesora uniwersytetu w Neapolu. Znajomy napisał między innymi:
"Zachwycił mnie entuzjazm tego szlachetnego człowieka, który zupełnie sam toczy swoją walkę z Naukową Mafią. Bo faktem jest, że mafia to nie tylko ta od narkotyków i pozyskiwania zleceń, ale istnieje też taka mafia od nauki [...] Nowotworowy biznes pozwala dziesiątkom naukowców rozdzielać między siebie ogromne kwoty przeznaczone i kierowane na badania naukowe nad rakiem. Nigdy, przenigdy nie zaakceptują skutecznego i prostego leczenia, które mogłoby ograniczyć postępy choroby, dzięki której zarabiają przecież na życie..."

Może, więc profesor Pantellini ma rację; jeśli nie ma zysku, to i badań nie ma?

Bogna Rutkowska

Źródło:
http://www.supplements4u.eu/sklep/a/Doktor_Pantellini_i_askorbinian_potasu/
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » czwartek 16 sty 2014, 19:29

Przejdźmy do części praktycznej. Jak wspomniano indywidualna dawka terapeutyczna jest indywidualna i zależy od predyspozycji oraz stanu organizmu. Dlatego ta dawkę należy ustalać doświadczalnie przy pomocy tzw protokółu kalibracji opracowanego przez dr-a Jaffe. Jak wspomniałem wszystkie badania i opracowania dr Jaffe dotyczą askorbinianu sodu, czyli buforowanej wersji witaminy C, łagodnej w smaku i dla traktu trawiennego. W celach testowych i terapeutycznych witamina C była podawana w wersji rozpuszczonej i rozprowadzonej w niewielkiej ilości soku, czyli na oko ok 100 g.
Protokół kalibracji polega na doprowadzeniu organizmu do tzw przepłukania, czyli po naszemu ostrego rozwolnienia - przy pomocy systematycznie podawanych dawek wit, C.
Samo "przepłukanie" jest jednak w/g pomysłodawcy bardzo korzystne dla organizmu, ponieważ "wymiata" mnóstwo pasożytów. W zasadzie nie powinno się w/g Jaffe nigdy podawać probiotycznych bakterii nie przeprowadzając wcześniej takiego "przepłukania".

Tu jeszcze ciekawostka: /g dra Jaffe dla dwóch dolegliwości - zespołu jelita wrażliwego i jelita "dziurawego" - powinno się to "przepłukanie" przeprowadzać raz na tydzień - aż do skutku - matka natura zadba o resztę.
Można się spotkać z modyfikacjami dawki w tej procedurze, ale praktycznie nie ma to znaczenia, bo w efekcie określamy terapeutyczną dawkę witaminy C na dobę.

Procedura może mieć 2 etapy - trzeciego Jaffe nie przewidywał.

Rozpuszczamy 2 g askorbinianu sodu w ok 50 g wody i dodajemy soku (my będziemy raczej używać przygotowanego wcześniej roztworu, bo to taniej i wygodniej - obliczenia osobno.
Taką dawkę wypijamy co 15 minut! - aż do wystąpienia rozwolnienia lub pierwszych jego objawów, czyli ostrego bulgotania w brzuchu.
Jeśli pierwszego dnia testu rozwolnienie nie wystąpi - to drugiego dnia podwajamy dawkę - 4 g askorbinianu sodu co 15 minut - aż do ... skutku.
Dawka terapeutyczna (która nie będzie zakłócać pracy układu trawiennego to ok. 75% tego co wypiliśmy do czasu udania się do toalety - rozłożona na minimum 4 razy dziennie, przy dużych dawkach rozkładać nawet na 10 pobrań.

Proste.
O tworzeniu buforowanej wersji było przy produkcji liposomalnej, ale specjalnie dla testów wyliczymy jakiś rozsądny roztwór askorbinianu sodu w następnych postach.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » czwartek 16 sty 2014, 22:18

Więc do testów, ale i normalnego użytku możemy przygotować sobie wygodną porcję "litra" rozpuszczonego askorbinianu sodu.
Więc bierzemy:
135,4 g proszku witaminy C (kwasu L-askorbinowego)
64,6 g sody oczyszczanej (kwaśny węglan sodu)
Możemy nawet nie mieszać tylko wsypać do butelki i uzupełnić wodą (lepiej destylowaną - wtedy mamy gwarancję trwałości) do objętości 1 litra. Mamy koncentrat buforowanej witaminy C (po wymieszaniu i kompletnym rozpuszczeniu składników).
W każdych 5 (pięciu) ml roztworu jest 1 g askorbinianu sodu co jest równoważne 0,523 g czystej witaminy C.
Ta buforowana witamina C jest nieco lepiej przyswajalna przez organizm, bo w 19 procentach.
Jednak przyswajalność to inny temat, a tu chodzi o dawki.
Jeśli gdzieś mamy wymaganie 1g czystej witaminy C to pobieramy 10 ml naszego roztworu (mamy nieznaczny nadmiar w dawce).
Jednak we wszystkich opracowaniach dr Jafe mamy askorbinian sodu, co oznacza 5 ml na 1 g.
Roztwór jest trwały, ale należy unikać eksponowania go na silne światło, słońca, halogenów.
Mam nadzieję, że to jasne i życzę jak najszybszego "przepłukania".
Tylko ok 5% ludzi w w USA jest zdrowych tak, że ich kalibracja mieście się w zakresie 4 - 10 g.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » sobota 18 sty 2014, 12:56

Mamy więc kalibracyjny koncentrat askorbinianu sodu, dość łatwy w użyciu.
Jednak do terapeutycznego użytkowania proponowałbym ten roztwór zrównoważyć potasem, zwłaszcza, gdy terapeutyczna dawka wyjdzie ponad 10 gram.
W tym celu, żeby się nie bawić w "aptekę" do 1 l gotowego koncentratu dodajemy 20 g bezwodnego węglanu potasu (K2CO3). Roztwór będzie miał słabą przewagę jonów potasu, ale jego niedobór występuje wielokrotnie częściej niż nadmiar. Całość też będzie miała teraz bardziej alkaliczny charakter.
Gdy dawki wychodzą duże, może warto pomyśleć nad wersją liposomową.

Przeliczymy tutaj jeszcze raz wersję forte - bo podane tam ilości nie zmieszczą się w popularnych myjkach ultradźwiękowych o pojemnościach 0,5 lub 0,6 litra. (W myjkach należy, przy tej pojemności wybierać wersje o mocy 50 Wat lub więcej).
Generalnie wszystkie powyższe ilości należy przemnożyć przez współczynnik 0,75, a w rezultacie uzyskamy ok. 0,5 litra liposomalnej witaminy C. Więc:
71 g lecytyny namaczamy w 180 ml wody
75g witaminy C + 36 g sody oczyszczanej rozpuszczamy w 165 ml wody (dla sodowej wit. C), albo:
75g wit, C + 36 g sody oczyszczanej+ 11 g węglanu potasu (K2CO3) rozpuszczamy w 165 ml wody (dla zrównoważonej wit. C), albo:
75g wit C + 30 g węglanu potasu (K2CO3) rozpuszczamy w 165 ml wody ( dla potasowej wersji wit. C)

W najgorszym przypadku to daje 538 g, co powinno się jeszcze zmieścić w myjce 0,5 litra.

Teraz przeliczmy dawkę:
buforowana wit, C w 1g zawiera 0,523 g czystej wit. C i przyswajana jest w 19% = 0,099 g
liposomalna C przyswajana jest w 93 % i zawiera ok. 0,143g czystej C w 1 g mieszaniny = 0,133g
Czyli na każdy gram buforowanej sodą witaminy C potrzebujemy ok. 0,75 g liposomalnej buforowanej witaminy C.
Jak widać zysk jest niewielki
, a upierdliwość znaczna, więc warto się zastanowić, czy procedura "produkcji" liposomalnej nam się opłaca.
Zdecydowanie w tej wersji nie doświadczymy nieplanowanego "przepłukania" gdy w czasie kuracji witaminą C obniży nam się próg nasycenia - co jest przejawem "zdrowienia" organizmu. Dostarczamy też lecytynę, która mocno wspomaga wątrobę, ale nie będą to zbyt znaczące ilości.
Wyboru każdy dokonuje sam.
Ja polecam zrównoważoną, buforowaną wersję witaminy C, niezależnie od postaci.
Myślę, że skończyliśmy z techniką i obliczeniami, teraz czas na aplikacje.
1 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » czwartek 30 sty 2014, 17:24

Żeby było jasne i przejrzyste. Tak wykonana zbuforowana i zrównoważona witamina C nie bardzo nadaje się do picia wprost, bo stworzyliśmy koncentrat. Ma on słono gorzki smak, z posmakiem sody. Przy rozcieńczeniu ok. 1 do 5 z wodą, można to już bez problemu wypić, a jeszcze łatwiej pójdzie z jakimś sokiem.
Reakcja buforowania jest nieco burzliwa więc przygotowując 1 litr koncentratu lejemy 0,8 litra wody do nieco większego naczynia, najlepiej szklanego wsypujemy witaminę C i mieszamy, potem najpierw wsypujemy mniejszą porcje bufora, czyli węglan potasu - ale bardzo powoli - będzie bąblowało, a następnie sodę oczyszczaną - też powoli - bo tak samo bąbluje. Potem powoli mieszamy słomką lub drewnianą łyżką, aż przestanie "syczeć" i wszystkie składniki się rozpuszczą. Gotowe. Tak wykonany roztwór ma pH 7,5, czyli jest nieco alkaliczny.
Najlepiej wlać do butelki i nie eksponować na światło, wskazana ciemna butelka, może stać długo, nawet bez przetrzymywania w lodówce.
Jak było wspomniane - 5 ml takiego koncentratu to ok 1 g buforowanej wit. C w tym ponad 0,5 g czystej witaminy C.
2 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

baba
x 115

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: baba » piątek 31 sty 2014, 08:59

Blu czy mógłbyś w topicu kryptoreklamy zapodać linki gdzie (przez internet) można kupować te wszystkie odczynniki, które w różnych recepturach stosujesz? Plisek.. niedługo wypłata... :P :lol: 8-)
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » piątek 31 sty 2014, 20:47

Nie musimy się uciekać do kryptoreklamy, ponieważ nie wskażę bezpośrednich dostawców.
Większość składników kupuję przez Allegro. Zresztą w moich hurtowniach chemicznych nie jest taniej, nawet z transportem przez Allegro. Nie trzeba wcale zakładać konta, jeśli nie chcesz - możesz dokonać jednorazowych zakupów wypełniając dane za każdym razem.
Ja kupuję zawsze od firm, które mają dużo towaru i spory asortyment. Wtedy kupuję kilka składników w jednym miejscu i transport wychodzi mi relatywnie taniej.
Nie wysilam się też na najwyższą czystość "cz.d.a." tylko kupuję czyste, farmaceutyczne lub spożywcze, zależy co to jest. Np. Chlorek Magnezu kupuję ten z Morza Martwego, wiem że jest "zanieczyszczony" solą i setką innych mikroelementów.
Jak do tej pory nie miałem żadnej "wpadki", ani reklamacji, a trochę przez te lata nakupowałem.
Choć z pewnością trafiają się oszuści na Allegro, jak wszędzie, to stosując w/w zasady jestem spokojny, patrzę też ile sprzedający wykonał transakcji, ale to wskaźnik drugorzędny, bo mogą wchodzić nowe firmy,które starają się jeszcze bardziej niż te stare.
Myślę, że jakiekolwiek linki nie są potrzebne, wyszukiwarka Allegro znajduje bez problemu. Potem klikasz "pokaż wszystkie przedmioty sprzedającego" i już wiesz, jaki kto ma asortyment i czy kupisz więcej rzeczy w jednym miejscu. Gdy jeszcze przeanalizujesz koszt transportu u różnych dostawców, jesteś w domu, wiesz wszystko o tych zakupach.
1 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
barneyos
Moderator
Posty: 1302
Rejestracja: piątek 04 sty 2013, 08:49
x 14
x 52
Podziękował: 103 razy
Otrzymał podziękowanie: 1621 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: barneyos » sobota 01 lut 2014, 09:55

Dobra, to teraz podaj listę zakupów i jakie ilości i dokładne nazwy
0 x


======================================================
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy, których na razie nie potrafimy zrobić

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » sobota 01 lut 2014, 11:33

Dobra, mówisz i masz:
Witamina C - kwas L-askorbinowy - ekonomicznie 1 kg.
(zawsze jest lewoskrętna, nie trzeba kupować cz.d.a - czyli czysta do analizy)
Zwykła czysta kosztuje ok.35zł za 1 kg
Soda oczyszczana - kwaśny węglan sodu - proporcjonalnie do w/w 0,5 kg (ale gdzie indziej przyda się znacznie więcej - alkalizacja) - 5zł za 1 kg
Węglan potasu - K2CO3 - bezwodny - potrzeba proporcjonalnie 150 g, ale najmniejsze opakowania to chyba 0,5 kg - też przydatny przy alkalizacji. - Czysty to około 8 zł / 1 kg - sprzedają do akwarium
Chlorek magnezu (najlepiej z Morza Martwego) - cena 10zł za kg
Butelki z zamknięciem i porcelanowym korkiem z gumową uszczelką - szklana 0,5 l ok.3,50 zł za 1 szt. - kamionkowa - 15zł

Teraz koncentrat o bardziej "aptecznych", zaokrąglonych proporcjach:
100 g witaminy C
32 g sody oczyszczanej
15 g węglanu potasu
(ten składnik dodawać bezpośrednio przed użyciem)

W naczynie minimum 1,5 litra (najlepiej szklane) wlewamy 0,85 litra wody demineralizowanej.
Wsypujemy witaminę C i mieszamy, potem wsypujemy bardzo powoli sodę oczyszczaną.
Mieszamy czymś nie metalowym aż przestanie syczeć i wszystko się rozpuści.
Mamy litr buforowanej, zrównoważonej witaminy C.
W każdych 10 ml jest 1 g witaminy C, więc przy dawce prewencyjnej 1 g używamy 2 x po 5 ml na minimum ćwierć szklanki wody, lub soku dziennie. Dla jednej osoby starcza na 100 dni. Przy dawkach terapeutycznych, oczywiście skończy się szybciej. O sprawdzaniu "potrzeb" organizmu, czyli progu nasycenia witaminą C pisałem wyżej - wyższe dawki należy rozkładać na więcej "pobrań" i nie przekraczać 2 g = 20 ml na szklaneczkę wody, na 1 raz.
Ten koncentrat (jak i różne inne) najwygodniej przechowywać w ciemnych butelkach po piwie ze starymi zamknięciami.
Są chyba dostępne na rynku 2 rodzaje o wielkościach 1 l i 0,65 l marki Guiness i Golsh (jeśli dobrze napisałem), warto je kupić dla samych butelek, ale jeśli komuś smakują - to na zdrowie.
Wtedy łatwo jest wlewać te 5 ml do kieliszka miarowego.
Z kilograma wit. C mamy 10 butelek, ale w rodzinie, będzie to schodziło bardzo szybko, zwłaszcza gdy okoliczności będą wymagały zwiększania dawki.

Edit: poprawiłem bazową ilość wody z 0,8 na 0.85 l, bo gdzieś mi ta 5-ka uciekła.
Edit: kilka poprawek moich - barneyos
Edit: Ponieważ potas uzupełniamy teraz tuż przed spożyciem zredukowałem ilość sody do minimum, aby pozostała rezerwa na askorbinian potasu.
1 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
barneyos
Moderator
Posty: 1302
Rejestracja: piątek 04 sty 2013, 08:49
x 14
x 52
Podziękował: 103 razy
Otrzymał podziękowanie: 1621 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: barneyos » niedziela 02 lut 2014, 18:16

Dzięki, idę na zakupy, a o butelki to chyba wystarczy poprosić @Przebiśnieg a, toć chyba ma dla wszystkich niezły zapasik.
0 x


======================================================
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy, których na razie nie potrafimy zrobić

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » wtorek 04 lut 2014, 21:07

POPRAWKA

Wszyscy piszą, że akorbinain potasu jest związkiem stabilnym, jednak nikt nie podaje, że z czasem on żółknie, czyli ciemnieje, jeśli przechowywany w roztworze, nawet w ciemnej butelce. Profesor Pantellini rozwiązał ten problem sprzedając swój produkt jako "Faktor K" w osobnych saszetkach dla zmieszania i rozpuszczenia ich tuż przed spożyciem. On wprawdzie używa kwaśnego węglanu potasu, ale to nie ma znaczenia.
Sadzę, że w/w efekt jest formą śladowego utleniania powierzchni roztworu, ale nie musimy tego znosić.
Po prostu rozpuszczony węglan potasu lub wodorowęglan potasu będziemy dołączać do zbuforowanej częściowo sodą witaminy C tuż przed spożyciem.
To, co prawda robi się nieco upierdliwe, ale kupowanie w saszetkach za ponad 100 zł zachęca do użycia rozrobionych samemu produktów w nieograniczonych ilościach.
Spróbuję potem przeliczyć najwygodniejsze sposoby łączenia i dawkowania.
Czyli nie dodajemy węglanu potasu do buforowanej witaminy C teraz, tylko tuż przed spożyciem.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » wtorek 04 lut 2014, 22:25

Więc chyba najprostszym sposobem dawkowania będzie używanie jednakowej objętości obydwu składników odpowiednio oznaczając butelki.
Czyli w/g ostatniej receptury te 15 g bezwodnego węglanu potasu rozpuszczamy osobno w dokładnie 985 ml wody (praktycznie 1 l) i wlewamy do szklaneczki z obydwu butelek tyle samo płynu np. po 5 ml i uzupełniamy sobie sokiem - da się wypić już z 50 ml soku pomidorowego, a nawet jabłkowego - innych na razie nie sprawdzałem lub ok 150 -200 ml wody.
Zamiast bezwodnego węglanu potasu możemy tu użyć kwaśnego węglanu potasu (KHCO3) w ilości 22 g.
Jeśli ktoś chciałby wytworzyć stężony roztwór węglanu potasu i dawkować kroplomierzem to przeliczę.
Oczywiście mieszanie tych 2 roztworów spowoduje trochę bąblowania, ale w takich ilościach to nie groźne.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » niedziela 09 lut 2014, 21:21

Po różnych eksperymentach z wytwarzaniem pre- buforowanego roztworu witaminy C konkluzje są następujące:
Do wyprodukowania poważnych ilości - 0,5 - 1,5 l pre- buforowanej wit. C najlepiej użyć 5 l pojemnika po wodzie demineralizowanej, zwykle z mlecznego tworzywa - jeśli ktoś chce widzieć wszystko może użyć 5 l przezroczystego pojemnika po wodzie mineralnej (zawiera BPA, ale jednorazowo nas nie otruje).
Odważone składniki na sucho wsypujemy do pojemnika i mieszamy nieco przez potrząsanie.
Potem bardzo powoli (etapami) wlewamy odmierzoną ilość wody.
Jeżeli jest robiony najmocniejszy z możliwych roztwór (200 g wit. C w 1 litrze) to trzeba będzie wielokrotnie powstrząsać pojemnikiem (oczywiście po zaprzestaniu gazowania i zamknięciu), aby witamina C rozpuściła się do końca.
To i tak dużo szybszy proces, niż wsypywanie sypkich składników do wody w pojemniku.
Ja robiłem 1,5 litra czyli: 300 g wit. C, 96 g sody + 1,1 litra wody - a do drugiej butelki 1,5 l wsypałem 42 g węglanu potasu i dolałem 1,45 l wody.
Takie stężenie to 1 g wit. C w 10 ml pierwszego składnika przed wypiciem dodajemy taką samą objętość drugiego składnika, jak pierwszego.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7118
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 24
x 215
Podziękował: 5535 razy
Otrzymał podziękowanie: 11072 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 11 lut 2014, 12:23

Niezwykłe możliwości witaminy. Wzmacnia chemioterapię



Naukowcy z University of Kansas odkryli niezwykłe właściwości witaminy C. Okazuje się, że może ona wspomóc walkę z rakiem. Jest tylko jeden warunek: musi być podawana dożylnie - informuje bbc.co.uk.

Pacjenci poszukują bezpiecznych i tanich sposobów leczenia raka. Z naszych badań wynika, że witamina C ma taki potencjał - twierdzi dr Jeanne Drisko.


Naukowcy wstrzykiwali duże dawki witaminy C wprost do ludzkich komórek raka jajnika hodowanych w laboratorium, podawali je myszom oraz 22 pacjentkom w zaawansowanym stadium tego nowotworu. Jednocześnie z podawaniem witaminy C stosowano klasyczną chemioterapię, taką jaką podaje się pacjentom z nowotworem.


Okazuje się, że komórki nowotworowe były wrażliwe na podawanie witaminy C, te normalne pozostawały bez żadnego szwanku. Co więcej, pacjentki, które otrzymały witaminę zgłaszały mniej efektów ubocznych chemioterapii niż te, którym witaminy nie podawano.

Firmy farmaceutyczne nie są zainteresowane prowadzeniem takich badań, witaminy C nie można bowiem opatentować. Powinny się tym zająć duże organizacje badawcze, wspierane przez rządy - piszą naukowcy, który opublikowali wyniki swoich badań w "Science Translational Medicine".

Witamina C stosowana jest w alternatywnych terapiach leczenia raka już od lat 70. Wówczas to chemik Linus Paulinga opublikował wyniki swoich badań, z których wynikało, że gdy poda się ją w formie zastrzyku pomaga leczyć nowotwory. Niestety, nie stwierdzono podobnych właściwości podczas podawania witaminy doustnie. Teraz już wiadomo, dlaczego tak się dzieje: organizm ludzki szybko wydala nadmiar witaminy C, gdy jest ona podawana doustnie.
Autor: WB

http://www.bbc.co.uk/news/health-26038460...


http://www.sfora.pl/Niezwykle-mozliwosc ... pie-a64599




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » wtorek 11 lut 2014, 13:59

Z tym wydalaniem witaminy C pobranej doustnie - to nie do końca prawda.
Następuje to tylko wtedy, gdy się przekroczy "próg wrażliwości", czyli "próg nasycenia", co udowodnił dr Jaffe.
Osoby chore, a zwłaszcza z nowotworami, mają ten próg poniesiony bardzo wysoko - najczęściej powyżej 200 g na dobę.
To prawda, że przy takich ilościach należy dawkę podzielić na 10 i przyjmować w równych odstępach czasowych, jednak sumaryczna dawka dobowa zwykle przekracza to, co można wstrzyknąć, czy wlać jednorazowo dożylnie z kroplówką. Jest poza tym rozłożona w czasie, więc działa w sumie przez dłuższy okres czasu na komórki nowotworowe.
Jest jeszcze jeden parametr, trudny w warunkach domowych do określenia - jest to tzw. krzywa spadku stężenia wit. C w organizmie, która też jest indywidualna. Najczęściej w tym zakresie określa się czas, w którym stężenie witaminy C spada do poziomu 50 lu 60% maksymalnego i w takich odstępach należałoby podawać dawki.
Obecnie jest jeszcze liposomalna witamina C, gdzie dawkowanie można prowadzić na poziomie maksymalnym.
Co prawda podawanie zwykłej witaminy C jest raczej niemożliwe w takich dawkach, a buforowana też jest przyswajana w 19%, a reszta wydalana, co może nie jest bardzo ekonomiczne, ale skuteczne, a przypadku tej choroby takie wydatki się nie liczą.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

renwroc
Posty: 56
Rejestracja: wtorek 18 lut 2014, 19:21
Podziękował: 26 razy
Otrzymał podziękowanie: 65 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: renwroc » wtorek 18 lut 2014, 21:15

temat witaminy c zafascynował mnie, zaczęło się od złej diagnozy, a potem książki "Od lekarza do grabarza", a teraz jeszcze znalazłam tu tyle informacji; czy nikomu z obecnych tu nie sprawiał kłopotu wybór składników? przebrnęłam przez większość i utknęłam na lecytynie- jakie macie rady? czy takie ciemne granulki z lecytyną sojową ze zwykłego sklepu ze zdrową żywnością? a gdzie w Polsce widział ktoś lecytynę słonecznikową? ja-nie; help!
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 8643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 319
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 12093 razy

Re: Witamina C - niedoceniony uzdrawiacz

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » wtorek 18 lut 2014, 21:55

Big Pharma też połapała się, że lecytyna jest ok i można robić biznes, więc masz tysiące ofert lecytyny w kapsułkach, gdzie jedna kapsułka ma dużo mniejsze znaczenie niż ukąszenie komara - to typowa dezinformacja!
Faktycznie jest bardzo trudno o lecytynę granulowaną lub w proszku, bo tylko taka forma może coś zdziałać w interesującym nas zakresie. Słonecznikowej też w Polsce nie widziałem. Czasami na Allegro jest dostępna sojowa w op. 0,5 kg pochodząca z Czech za ok 50 zł + transport.
A sklepów nie sprawdzałem, ale przeczytaj zawsze kto jest producentem itd. i masz porównanie cenowe.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

ODPOWIEDZ