Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Teologia moralna - katolicka moralność

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 22 mar 2014, 20:22

Mariusz Agnosiewicz pisze:Katolicka teologia moralna

W czasach średniowiecza istniała opowieść o mnichu, który zmarł i poszedł do nieba, z którego miał szczęście powrócić na ziemię. Braciszkowie wypytywali go o różne rzeczy. Zapytany jak w niebie z dogmatami, odparł: Aliqualiter aliter (trochę inaczej). Kiedy zaś bracia zapytali go: "No a teologia moralna?", odrzekł: Totaliter aliter (Zupełnie inaczej)! (na podst. Tygodnika Powszechnego, 31 III 2002)

Ksiądz katecheta — Drogie dziatki, na dzisiejszej pogadance chciałbym was wdrożyć do właściwej moralności chrześcijańskiej, gdyż przypuszczam, że nie znacie jej, poza ogólnym zarysem.

Prostaczek — Proszę księdza, ja z dumą mogę przyznać, że znam dobrze moralność chrześcijańską. Jestem stałym czytelnikiem Biblii, którą zgłębiam każdego dnia przed snem.

Kk. — Chłopcze, czytając jedynie Biblię nie poznasz całej pełni właściwej moralności. Na dodatek czytając ją bez duchowego kierownictwa, na dobrą sprawę możesz się zgoła niczego nie dowiedzieć.

P. — Jakże to, ojcze, to nie w Biblii szukać mamy wskazówek moralnych ?

Kk. — No mamy, ale nie tak dosłownie. Biblia zawiera jedynie ogólny zarys tego co dobre, reszta, w całej swej bujności, znajduje się w nauczaniu kościelnym. Mówiąc inaczej, Biblia ma nas jedynie zachęcić do dalszych poszukiwań tego co dobre i słuszne, czyli tego co zawiedzie nas do bram raju. Dział wiedzy objawionej, trudniący się systematyką i wyjaśnianiem dylematów natury moralnej nazywa się teologią moralną. Dzięki niej wiemy wszystko czego Bóg sobie życzył w kwestii moralności, jakiej przestrzegać mają wszyscy ludzie na świecie. Wiemy co to grzech, znamy jego strukturę i przejawy, znamy wreszcie ciężar poszczególnych grzechów, a także formy współsprawstwa w tym bożym przestępstwie. Wiemy, że są trzy formy grzechu myśli, dziewięć grzechów cudzych, siedem oznak połowicznej samowiedzy grzechu, pięć oznak zgody niedoskonałej na grzech, cztery wypadki, gdy grzech śmiertelny zmienia się w powszedni, a osiem wypadków odwrotnych, że jest sześć grzechów przeciwko Duchowi Świętemu, czy też siedem wad głównych, cztery cnoty kardynalne i trzy cnoty teologiczne. A ponadto dużo, dużo więcej informacji do życia niezbędnych.

P. — Bardzo mnie ksiądz zainteresował tymi informacjami, tylko ani trochę tego nie mogę zrozumieć, czy mógłby ksiądz nam to przybliżyć nieco jaśniej, na przykładach, np. po czym poznać, że jeszcze nie grzeszę, ale mam już w tym wspólnictwo ?

Kk. — Specjalnie na dzisiejszą katechezę przyniosłem ze sobą podręcznik do przedmiotu, pt. Teologia moralna, ks. Antoniego Borowskiego (1960). Polecam wam tę pasjonującą lekturę. Biblia jest za trudna do samodzielnego czytania, ale takie podręcznikowe opracowania mogą być przez was samodzielnie zrozumiane, jeśli tylko żyć chcecie cnotliwie i po bożemu. Odpowiadając na twoje pytanie, wspomogę się więc tym opracowaniem. Otóż przykładowo, jak pisze ks. Borowski, jeśli pomagasz złodziejowi w dokonaniu rabunku, wówczas nie grzeszysz bezpośrednio, lecz pośrednio. Z tym że "podtrzymać drabinę złodziejowi po niej wstępującemu — to bliskie współdziałanie pośrednie, podać drabinę — to współdziałanie pośrednie dalekie."

P. — Czyli, jak już zdarzyłoby mi się pomagać jakiemuś złodziejowi, to lepiej bym mu drabinę podał, niż ją przytrzymywał ?

Kk. — Nie inaczej, nie inaczej. Tak nam mówi ekonomia boża.

P. — Jak widzę, nauka ta jest znakomita i niezwykle precyzyjna, dając nam taką istotną wiedzę i na dodatek z boską dokładnością. Czy więc może mi ksiądz zdiagnozować mój dzisiejszy grzech, który na nieszczęście przytrafił mi się na moją zgubę dziś rano? Idąc do szkoły powiedziałem niedobre rzeczy o naszej klasie, a w szczególności powiedziałem, że są to nieuki i obiboki. Ja tak nie myślę, tylko miałem zły humor, gdy musiałem iść na lekcje. Jak wielki jest mój grzech, proszę księdza?

Kk. — O, to jest sytuacja skomplikowana i jego ciężar zależy od tego czy ujmiemy to jako jeden grzech, czy też jako więcej grzechów. Albowiem, jeśli mówiąc źle o klasie myślałeś o niej jako o "jedności moralnej", jak powiada ks. Borowski, wówczas możesz być spokojny, gdyż popełniłeś tylko jeden grzech. Jeśli jednak obmawiając klasę, myślałeś o każdym z osobna, to wówczas masz tyle grzechów na koncie, ile osób obmówionych miałeś na myśli. Należy też pamiętać, że złorzeczyć wolno nam w pewnych wypadkach, ale ściśle określonych. Na przykład "wolno życzyć choroby, nędzy czy innej przykrości młodzieńcowi rozpustnemu czy w ogóle człowiekowi występnemu, by się opamiętał; wolno ojcu życzyć śmierci dziecka, o którym ma przeświadczenie, że w razie życia dłuższego, dopuści się ciężkich występków." A kiedy nie masz tych powodów wyłączających grzeszność złego czynu, to warto przynajmniej nie mówić o pojedynczych osobach, lecz o całych grupach osób, wówczas ilość grzechów spada ci nawet kilkunastokrotnie !

P. — Moje szczęście, tak tylko palnąłem, nie myśląc o nikim szczególnym. Będę się na przyszłość wyrzekał takich pokus do grzechu, jeśli tylko Bóg pozwoli.

Kk. — To nie od Boga zależy, lecz od ciebie. Musisz znać naturę pokusy do grzechu, wiedzieć, że jest ona różna, że może przybierać charakter ciągły lub też przerywany. Jak pięknie wyjaśnia to ks. Borowski na stronicy 388: "W zasadzie okazja ciągła czy jakby ciągła jest bardziej niebezpieczna niż przerywana, ze względu na nieustanne oddziaływanie na człowieka... Przykłady ciągłej okazji — książki pornograficzne w domu, dziennik przeciwreligijny, obrazy o treści niemoralnej w mieszkaniu itp. Przykłady okazji przerywanej - dom nierządu, widowisko niemoralne w teatrze, źli przyjaciele, klub, itp".

P. — Tak sobie rachuję, że lepiej mi wychodzi odwiedzić burdel od czasu do czasu (okazja przerywana), niż posiadać w domu jakieś pismo przeciwreligijne (okazja ciągła).

Kk. — Dlaczego ciągle musisz psuć mi wykład, ciągle czegoś nie rozumiesz. Jestem pewien, że ks. Borowskiemu nie o to w istocie chodziło. Wyjaśnienie tego znaleźć możemy innego specjalisty w tej dziedzinie, wybitnego jezuity, o. Barry’ego — "Każdy mężczyzna może pójść do domu publicznego, aby nawracać upadłe kobiety, nawet jeśli jest bardzo prawdopodobne, że dopuści się tam grzechu". Jak widzisz, wizyta w domu publicznym, stwarza okazję przerywaną do grzechu, ale nie wówczas kiedy udajesz się tam już z zamiarem grzechu, lecz przy okazji niesienia ewangelii upadłym córkom

P. — Czy duchowni podejmują się takich niebezpiecznych przedsięwzięć, jak wystawienie się na okazję (choć przerywaną) do grzechu?

Kk. — Kapłan to bojownik boży, nie cofa się przed żadnym wyzwaniem. Kościół trwa nadal właśnie dzięki naszej odwadze i gotowości do poświęceń.

P. — W burdelu ?

Kk. — Co ty pleciesz! Dzięki naszej odwadze w ogólności, że stale gotowi jesteśmy walczyć z diabłem i nieść dobrą nowinę na cały świat, jak nam nakazał Jezus.

P. — Pięknie! A co myśleć o onanizmie?

Kk. — Pamiętajcie wszyscy, że masturbacja, czyli onanizm, jest grzechem niezwykle ciężkim, jest nienaturalna i swym ciężarem zbliżona jest do grzechu kazirodztwa.

P. — Dlaczego jest nienaturalna, proszę księdza? Wczoraj był program w telewizji dla młodzieży i tam znany seksuolog, prof. Starowicz, mówił, że jest w zgodzie z naturą.

Kk. — Ewidentny grzesznik i bezbożnik! Nie słuchajcie go, jeśli wam Niebo miłe! O tym co jest zgodne z autentyczną naturą mówi teologia moralna. Mam tutaj inny podręcznik katolicki, autorstwa papieskich teologów Aertnysa i Damena, wydany w 1944 roku w Rzymie, gdzie pisze wyraźnie, że jest to akt przeciwny naturze: "Spółkowanie przeciwne naturze zachodzi, gdy korzysta się z niewłaściwego otworu albo gdy otwór odpowiedni jest wykorzystywany w sposób przeciwny naturze, dla zapobieżeniu poczęciu. Pierwszy przypadek to niepełna sodomia, drugi to onanizm. Niepełną sodomię stanowi wykorzystanie podczas kopulacji tylnego otworu kobiety, bez względu na to, czy mężczyzna wyrzuca z siebie nasienie poza tym otworem, czy też nie."

P. — Ależ proszę księdza, to już prawie pornografia, czy duchownym to przystoi ?

Kk. — Oczywiście, że tak, gdyby chodziło o jakąś drobnostkę to inna sprawa, ale tu ważą się losy waszego zbawienia. Należy więc uregulować to dokładnie, aby katolicy wiedzieli co wolno, a czego już nie. A poza tym, jeśli będziesz to robił, zostaniesz w przyszłości impotentem. Jak zapewne wiecie, każde urządzenie, jeśli się tak mogę wyrazić, wraz z używaniem marnieje i w końcu się psuje. Ze wszystkim tak jest! Lepiej więc trzymajcie rączki grzecznie na kołderce, jeśli chcecie mieć szczęśliwe małżeństwo, obfite w potomstwo, co daj boże. Choć i tam nie można mówić o samowoli. Należy pamiętać, że małżeństwo służy tylko do prokreacji, do mnożenia dzieci bożych. Im mniej seksu, tym lepiej. Jeśli para nalega, by odbyć stosunek, musi on uwzględniać prawidłowe połączenie organów płciowych obojga partnerów, zwanych turpia, części wstydliwych, itd., itd. — ale to już temat na inną lekcje - lekcję przedmałżeńską, która was czeka przy innej okazji. Słuchajcie pilnie tego co naucza teologia moralna kościoła, wówczas pokonacie każdy grzech, nawet ten największy — grzech lubieżności. A jakże pięknie punktuje ks. Borowski okazje, które stanowią wyjątkowe zagrożenia. Ot choćby na stronie 345: "Bliskie niebezpieczeństwo ciężkiego grzechu, tj. gdy ktoś bez dostatecznej ostrożności albo potrzeby naraża się na niebezpieczeństwo grzechu wielkiego; np. rozmowa z kobietą piękną dla mężczyzny namiętnego".

P. — No dobrze, ale jak poznać czy jest się namiętnym czy oschłym ?

Kk. — A czy często wzbudzają się w tobie nieczyste myśli, kiedy widzisz kobietę piękną ?

P. — Stale, proszę księdza.

Kk. — To niedobrze. Masz w sobie wielką skłonność do grzechu i naturę masz nim zmąconą. Pamiętaj, że zawsze kiedy to czujesz, szatan do ucha ci szepcze.

P. — Przyznam, że mnie to aż tak mocno nie martwi. Wprost przeciwnie — cieszę się, że on szepcze i lepiej aby nie przestawał, bo kiedy to się stanie, bałbym się, że coś ze mną nie w porządku.

Kk. — Milcz głupcze! Czy niczego ci nie dała nasza lekcja moralności ?

P. — Proszę księdza, ja chyba jednak będę niemoralny, bo od tych nauk głowa mi tylko napęczniała, wszystko mi się poplątało i w sumie wiem mniej o moralności niż przed katechezą. Ja chyba mam zbyt grzeszną naturę aby poznać i zrozumieć całą moralność której naucza Kościół. Gdy poznałem nauki Jezusa, postanowiłem zostać gorliwym chrześcijaninem, gdyż wydawały mi się one proste i piękne — kochaj ludzi, kochaj Boga. Jezus nie mówiłby w jaki sposób podawać drabinę złodziejowi, aby mniej zgrzeszyć, powiedziałby krótko — zgrzeszyłeś. Tak mi się wydawało. Teraz mi jednak ksiądz uświadomił, że Jezus nie mówił nam wszystkiego, i że nie jest to już takie piękne, a już na pewno nie proste. Ale wiem przynajmniej dlaczego katolicy praktykują obrzędy i ceremonie, a nie praktykują moralności — jest ona po prostu zbyt skomplikowana i zbyt szczegółowa w wydaniu kościelnym; żąda tego, czego nie powinna. Nauczając prostoty, trafia się do serca, chcąc uregulować wszystko — od najskrytszych myśli po sposób i techniki aktu miłosnego — jedynie się zniechęca. Taka moralność to już niemoralność...
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,337 ... ia.moralna
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 22 mar 2014, 20:56

Mariusz Agnosiewicz pisze:Teologia moralna

O jej założeniach pisze były teolog katolicki: "Zabijanie ludzi może czasami odbywać się niewinnie, na przykład w przypadku sprawiedliwej wojny, ale stosunek seksualny nigdy takim być nie może, ze względu na grzech Adamowy. Celibat jest bardziej święty niż małżeństwo. Spośród małżeństw najlepsze jest małżeństwo dziewicze. W innych rodzajach małżeństwa — im mniej seksu, tym lepiej. (...) Każdy seks jest haniebny, ponieważ łączy się z nieporządkiem i grzechem, chyba że małżeństwo potrafi kopulować bez przyjemności. (Można by podejrzewać, że oziębły orgazm jest równie rzadki jak lwy trawożerne albo hipopotamy nadrzewne). Jedynym wartościowym celem seksu jest zapłodnienie. Ale nawet ono łączy się z przyjemnością, a ta niestety, jest grzeszna. Przez ponad 1500 lat ani jeden papież nie wypowiedział się, by małżeństwo mogło uniknąć grzechu, uprawiając seks. Był on zawsze i nieuniknienie traktowany nieprzychylnie. (...) Co do samego aktu, pozycja normalna, jako sprzyjająca poczęciu, była jedynie dopuszczalna. Kobieta u góry to drugi pod względem zła sposób, po pozycji od tyłu, uważanej za zwierzęcą. Większość teologii moralności stanowiła swego rodzaju klerykalną pornografię, ponieważ proponowała seks bez miłości. I nie był on pozbawiony miłości w wyniku przypadkowego odchylenia, ale z zasady. Nic dziwnego, że po nim można było mieć tylko poczucie winy i wstydu." (Peter de Rosa)

Aby nie być posądzonym o pustosłowie, podamy teraz przykłady owej „klerykalnej pornografii", zawarte w dwóch dziełach pt. Teologia moralna. Pierwsze, autorstwa św. Alfonsa Ligouri (założyciela konfraterni Rydzyka), wydane w XVIII w., drugie należy do "spółki autorskiej papieskich teologów" Aertnysa i Damena, wydanym w 1944 roku w Rzymie. Oto przykłady pytań jakie nurtują owych teologów-moralistów:

"Co się tyczy świętych miejsc, zapytuję się: czy spółkowanie małżonków w kościele, jeżeli odbywa się tajemnie, jest świętokradztwem?" Alfons Ligouri

"Zachodzi pytanie, czy lubieżne chwyty w kościele są profanacją?" Alfons Ligouri

"Czy stosunek płciowy w usta jest innym rodzajem grzechu?" Alfons Ligouri

"Czy kobieta może prosić o kopulację mężczyznę, który jest onanistą" Aertnys i Damen

"Czy kobieta może spełniać swój obowiązek małżeński, jeżeli mężczyzna uprawia onanizm posługując się środkami zapobiegawczymi" Aertnys i Damen

"Czy mężczyzna może spełniać swój obowiązek małżeński, jeżeli wie o tym, że kobieta sztucznie, przy użyciu pessarium, zamknęła pochwę w pobliżu szyjki macicy" Aertnys i Damen

"Czy małżonkowie popełniają grzech śmiertelny, jeżeli w czasie stosunku płciowego powstrzymują wytrysk nasienia, zachowując się tak, by się zbytnio nie podniecić" Aertnys i Damen

"Czy żona popełnia grzech śmiertelny, jeżeli powstrzymuje swój płyn w chwili, gdy mąż wyrzuca z siebie nasienie" Aertnys i Damen

— Aertnys i Damen piszą iż "Święty Alfons określa, zgodnie z opinią przeważającą, wprowadzenie członka męskiego do ust kobiety jako grzech śmiertelny, przede wszystkim dlatego, że prawie zawsze istnieje niebezpieczeństwo wytrysku nasienia"; w tym jednak miejscu między teologami moralnymi nastąpił rozdźwięk i różnica zdań, albowiem jak piszą: — "Wprowadzenie członka męskiego do ust kobiety nie zawsze jest uznawane za grzech śmiertelny — nie stanowi ono takiego grzechu, jeśli odbywa się w krótkim czasie i bez niebezpieczeństwa wytrysku nasienia, usta nie są bowiem otworem nadającym się do sodomii, tak więc ów postępek trzeba uważać za rozpustny kontakt fizyczny." Praktyka pokazała niezbicie, że nie ma już przesłanek do takich surowych restrykcji teologicznych wobec "stosunku w usta" — gdyż jeśli krótko to należy klasyfikować jako grzech powszedni, nie — śmiertelny...

Dla zilustrowania dwa inne przykłady religijnych wypowiedzi o sprawach seksu:

JUDAIZM

"Ponieważ Żydzi nigdy nie brali Księgi Rodzaju dosłownie, nie nauczali o grzeszności seksu, ani o wyższości celibatu. Abraham i Mojżesz mieli być żonaci. W rzeczywistości, nawet poligamia była lepiej widziana niż celibat. Talmud mówi, że w mającym nadejść świecie jednym z pierwszych pytań zadanych człowiekowi będzie „Czy założyłeś rodzinę?" W książce Oto mój Bóg Herman Wouk pisze «Judaizm odcina się od przyjętego na Zachodzie twierdzenia, jakoby stosunek j seksualny był czymś złym»" (Mitologia chrześcijaństwa...)

Samuel Boteaj, pierwszy rabin, który publikuje artykuły na łamach „Playboya", przekonuje czytelników, że seks, "nawet najbardziej wyszukany", jest godny zalecenia jako gwarancja trwałości małżeństwa. Pisze: "Małżonkowie powinni uciekać się przede wszystkim do stosunków seksualnych, ponieważ jest to najlepsze antidotum na awantury małżeńskie"; przeciwstawiając judaizm chrześcijaństwu, dodaje: "Judaizm nie polega wyłącznie na przeżywaniu życia tak, aby wejść do raju, ale również na próbach tworzenia go na ziemi i dlatego obserwujemy dziś jego odradzanie się". (patrz: Angora, nr 12/99)

PRAWOSŁAWIE
Arcybiskup Serafim, głowa greckiego Kościoła prawosławnego, uważa seks za dar boży dla człowieka. "Małżonkowie powinni rozkoszować się seksem, niezależnie od tego, czy chcą płodzić dzieci" — powiedział Serafim w jednym z kazań, którego fragmenty przytoczyło greckie radio. "Więź między dwojgiem ludzi tworzy się m.in. dzięki seksowi i satysfakcji. Dlatego też człowiek nie powinien mieć obaw przed rozkoszowaniem się seksem" — powiedział Serafim, (PAP, 1 lutego 2000)
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,123 ... ia.moralna
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 22 mar 2014, 22:14

Maciej Psyk pisze:Teologa moralności ściągawka dla neofitów

Rady pensjonariusza pawilonu "D"

W Kościele katolickim nie wolno się onanizować, bo grozi to powikłaniami pośmiertnymi. Nie wolno kogoś onanizować. Ani lewą ani prawą ręką. Chyba, że ma się protezę. Nie wolno się podniecać. Nie wolno być luteraninem, baptystą, buddystą, żydem ani muzułmaninem, bo idzie się za to do piekła. Siostro, Michał Anioł wyjada pierze z poduszki. Wypluj. Wypluj! Oddaj poduszkę. Siostro, on mówi, że to „Stworzenie świata". Dobrze, teraz położyć. Śpij Michałku. Nie wolno jeść marchewek. Pardon, marchewki wolno jeść. Nie wolno należeć do Kościoła Świętej Marchewki. Nie wolno być ateistą, bo to grzech. Za to też jest piekło. Nie wolno mieć orgazmu w żadnym wypadku poza robieniem katolików i reskryptem Ojca Świętego. Słucham pana? Napoleon? Całe trzecie piętro. Niektórzy są w toalecie, tam jest Moskwa. Nie wolno używać prezerwatyw. Chyba, że dziurawych, wtedy nie ma grzechu. Nie wolno stosować kapturków. Jest pozwolenie tylko na przeciwdeszczowe. Inaczej do spowiedzi i trzymać kciuki za odpuszczenie. Najlepiej w ogóle nie być z płcią przeciwną. Chyba, że jest się tej drugiej — wtedy z tą drugą. Siostro, Gagarin wisi na żyrandolu. Jurij, zejdź. Nie?! Zejdź teraz, bo później spalisz się w atmosferze. No widzisz jak ładnie. Dziesięć okrążeń zamiast zaplanowanych dwóch. 500 procent normy. Gratuluję. Wolno tylko metody naturalne. Mierzenie temperatury w pochwie codziennie w trakcie obiadu, na przykład. Siostro, Hitler bije Einsteina. Hitler, proszę cię. Tak, ja wiem, że Einstein jest żydowską świnią, ale chcesz dostać deser, prawda? Nie chcesz tego żydowskiego deseru? A czy Thor nie powiedział: „Kto z was nie jest Żydem niech pierwszy rzuci kamień"? O widzisz. Bardzo dobrze. Dostaniesz deser. Pragermański oczywiście. Nie wolno dokonywać zapłodnienia in vitro. Ojciec Święty, wiedziony natchnieniem Ducha Świętego, zabronił. Nie wolno abortować ciąży powstałej w wyniku gwałtu. Chyba, że gwałcił biskup. Wtedy jest dyspensa. Proszę cię, Twain, nie pierdź mi do talerza. Ja to chciałem zjeść. Nie wolno oglądać zdjęć nagich pań. Jeśli już, to można, pod warunkiem, że nie jest naga tylko ubrana, nie jest panią tylko mężczyzną i nie jest mężczyzną tylko papieżem. Nie wolno oglądać zdjęć na których naga pani pokazuje wibrator. Jeśli już, to wolno, ale zdjęcia z poświęcenia kolejnej stacji metra. Nie wolno oglądać zdjęć na których pani całuje panią. Panie nie powinny nikogo całować a w najgorszym razie panów. Siostro, Winston Churchill zesrał się na podłogę i mówi, że to w obronie demokracji. W zamian za to wolno wrogów naszej jedynej prawdziwej religii wyzywać od kurew i skurwysynów. Nie wolno być pedałem, bo piekło jest jak w banku. Ale nie należy skakać z dziesiątego piętra, bo to też jest grzech. Wystarczy udawać impotenta albo księdza. Słucham? Czyngis-chan? A jest pan katolikiem? To dobrze. Trzeba być katolikiem. Pokój trzysta trzynaście. Nie wolno się sterylizować. W zamian za to można chodzić do lekarza i na siłownię. Byle po kościele. Siostro, Tarzan wisi na firance. Nie wolno głosować na kandydatów chorych na raka. Nie Tarzan. Ty możesz. Jesteś w tej komfortowej sytuacji, że jesteś wariatem. Możesz głosować na kogo chcesz. Miliard ludzi na świecie ci tego zazdrości. Nie wolno poddawać się kremacji. Ani przed śmiercią ani po. Papież zabronił. Trzeba go słuchać, bo pójdzie się do piekła. Nie wolno w niedzielę robić zakupów w supermarketach, chyba, że się kupuje arcydzieła papieża. Naród będzie bardziej katolicki, jeśli karkówkę kupi w szabas.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!


Post scriptum

"Wiara obdarza niekiedy błogością, błogość nie czyni jeszcze żadnej idee fixe prawdziwą ideą, wiara nie przenosi gór, z pewnością natomiast wznosi góry tam, gdzie ich nie było: krótka przechadzka po domu wariatów pozwala zdobyć dostateczną co do tego jasność. Lecz nie kapłanowi: instynktownie przeczy on bowiem, że choroba jest chorobą, że dom wariatów jest domem wariatów. Chrześcijaństwo potrzebuje choroby, mniej więcej tak, jak Grecy potrzebowali nadmiaru zdrowia — wywoływanie choroby jest ukrytym zamiarem całego systemu procedur leczniczych Kościoła. A sam Kościół — czy nie jest katolickim domem wariatów jako ostatecznym ideałem? Cała Ziemia jako dom wariatów? — Człowiek religijny, taki, jakim chce go Kościół, jest typowym dekadentem; moment, w którym kryzys religijny opanowuje lud, charakteryzujący zawsze epidemie nerwowe; „świat wewnętrzny" człowieka religijnego do złudzenia przypomina „świat wewnętrzny" ludzi rozdrażnionych i wyczerpanych; „najwyższe" stany, które chrześcijaństwo ukazuje ludzkości jako wartość nad wartościami, są formami epileptoidalnymi — Kościół ogłaszał świętymi in majorem dei honorem tylko obłąkanych bądź wielkich oszustów
Pozwoliłem sobie kiedyś określić cały chrześcijański trening pokuty i odkupienia (który w dzisiejszych czasach najlepiej można studiować w Anglii) jako metodycznie generowaną folie circulaire na przygotowanej już do tego, to znaczy gruntownie chorej glebie. Nikt nie może swobodnie postanowić, że zostanie chrześcijaninem: nie można się „nawrócić" na chrześcijaństwo — trzeba być na to dostatecznie chorym
My inni, którzy mamy odwagę, by cieszyć się zdrowiem, a także odwagę, by gardzić, tak jak my gardzić śmiemy religią, która uczyła fałszywie rozumieć ciało! która nie chce się wyzbyć zabobonnej wiary w duszę! która niedostatecznie odżywianie się ma za „zasługę"! która zwalcza zdrowie jak swego rodzaju wroga, diabła, pokusę! która wmówiła sobie, że w ścierwie ciała można nosić „doskonałą duszę", i musiała sobie w tym celu sporządzić nowe pojęcie „doskonałości", bladą, chorowitą, idiotycznie marzycielską istotę, tak zwaną „świętość" - świętość, która sama jest tylko szeregiem przejawów zabiedzionego, wyczerpanego nerwowo, nieuleczalnie zepsutego ciała!..." (Fryderyk Nietzsche, Antychryst)
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,251 ... a.neofitow
1 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

filiżanka
Posty: 349
Rejestracja: poniedziałek 24 cze 2013, 13:29
x 2
x 8
Podziękował: 628 razy
Otrzymał podziękowanie: 599 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: filiżanka » poniedziałek 24 mar 2014, 11:08

Katolicka moralność obejmuje składanie ofiar z ludzi i uprawianie rytualnego kanibalizmu.
Moralność katolicka to oksymoron.
:(
0 x



baba
x 66

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: baba » poniedziałek 24 mar 2014, 23:47

My inni, którzy mamy odwagę, by cieszyć się zdrowiem, a także odwagę, by gardzić, tak jak my gardzić śmiemy religią, która uczyła fałszywie rozumieć ciało!

No co w tym jest takiego że wszystkie nurty religijne wciskają nam tą czy inną formę nienawiści do SIEBIE i w ten czy inny sposób każą nam składać z SIEBIE ofiarę....? hmm ;) 8-)
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » wtorek 25 mar 2014, 13:01

Posty dotyczące satanizmu wydzieliłem jako niezależny temat: Satanizm i podobne ugrupowania >>
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

quetzalcoatl888
Posty: 802
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 3
Podziękował: 218 razy
Otrzymał podziękowanie: 606 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » wtorek 25 mar 2014, 13:52

ok katolicka moralnosc niechec do ciala itd byla zwiazna wlasnie z saturnem - rzym miasto saturna :)
ale tez wiazala sie z glebszymi przemysleniami na temat przemijajacej natury wszystkiego.. z tym ze no wlsnie sami sie biczowali i umartwiali a templariuszy i katarow zniszczyli.., no ale taki jest saturn :)

najzdrowszy pod tym wzgledem jest taoizm i wogole chinska filozofia
http://faluninfo.pl/przesladowania/przyczyny/
coz komunistyczny saturn :)

jednak wiadomo ze swiat jest holograficzna iluzja, wiec trzeba szukac czegos wiecej, albo z czegos zrezygnowac.., jezeli chce sie wydostac z pudelka :)
0 x



Awatar użytkownika
Kiara
Posty: 3674
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 15:10
x 145
Podziękował: 1629 razy
Otrzymał podziękowanie: 3694 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Kiara » wtorek 25 mar 2014, 15:54

Obrazek


obrzydlistwo ostatniej klasy , zboczeńców , i dewiantów seksualnych, którzy stworzyli sobie furtkę wyniosłości dla swoich psychicznych odchyłek !!!!!!

fuj , fuj , fuj !!!!!




Obrazek
0 x


Miłość jest szczęściem!

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1103
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 11
Podziękował: 1126 razy
Otrzymał podziękowanie: 2644 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: goratha » środa 26 mar 2014, 18:26

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1103
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 11
Podziękował: 1126 razy
Otrzymał podziękowanie: 2644 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: goratha » sobota 29 mar 2014, 20:30

;)

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1103
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 11
Podziękował: 1126 razy
Otrzymał podziękowanie: 2644 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: goratha » niedziela 30 mar 2014, 21:21

;)
Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1103
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 11
Podziękował: 1126 razy
Otrzymał podziękowanie: 2644 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: goratha » środa 02 kwie 2014, 19:30

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1103
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 11
Podziękował: 1126 razy
Otrzymał podziękowanie: 2644 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: goratha » czwartek 03 kwie 2014, 13:02

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 06 kwie 2014, 20:23

Maciej Psyk pisze:Teologia dedukcyjna - skecz

Obrazek

- Dzień dobry. Można?

- Przerwa obiadowa, nie widzi?

- Przepraszam
Faktycznie, ale do czternastej trzydzieści. Już jest czterdzieści dwa.

- Zjeść człowiekowi nie dadzą
No dobra.

- Chciałbym się wyspowiadać.

- No to śmiało.

- Ale nie wiem jaka formułka. W tej co dostałem na Pierwszą Komunię było "jestem uczniem klasy drugiej". Nie wiem jaka jest dla dorosłych.

— W takich przypadkach stosujemy kalendarz faraońsko-papieski. Urodziłem się w
roku pontyfikatu Ojca Świętego. Ostatni raz u spowiedzi byłem ... świętych temu.

— Acha. No więc urodziłem się w drugim roku pontyfikatu, ostatni raz byłem około tysiąc świętych temu. Proszę księdza
nie wiem co dalej.

- Franek.

- Słucham?!

- Franek.

- Acha. Księże Franku...

— Mów mi Franek, do cholery! Mamy tu liberalny program pilotażowy. Ukłon w stronę laikatu, rozumiesz.

- Franek
co dalej?

- Po prostu wal śmiało. Zapewniam cię, że nasz Pan nie takie rzeczy oglądał.

- No więc miałem ważne spotkanie biznesowe. Na wysokim szczeblu. Wszyscy siedzą w Armanim, palą kubańskie cygara. Sekretarki można aresztować za imitacje spódniczek.

— No, no. Słucham dalej. Wyznaj wszystkie swoje grzechy synu.

— I tak załatwiamy interesy, ja koło naszego prezesa, sekretarka od podawania piór musnęła pantoflem mojego buta.

- Ja pierniczę. Przypomnij sobie wszystkie szczegóły, synu.

- No i jak już wszystko było ustalone, mamy w ręku kontrakt na trzy miliony ja
ja
nie wytrzymałem i
wiesz Franek co zrobiłem?!

- Obiecuję, że ci przebaczę, tylko niczego nie pomiń.

- Kichnąłem jak z działa. Nastąpiła autonomiczna ekstrakcja smarków. Straszny widok. Ale to jeszcze było do uratowania. Sięgnąłem do kieszeni. Była tam, była. Zawsze ją nosiłem przy sobie.

- Co to było?

- Chusteczna smarkacyjna.

- głębokie westchnięcie

- Ale, Franek, nie taka w kratkę z inicjałami jaką się nosi do Armaniego. Pamiętałem o wszystkim, dosłownie o wszystkim, poza tym jednym. Wyciągnąłem chusteczkę z kiosku „Ruchu" za CZTERY GROSZE.

- No i co?

- Wysmarkałem się. I nagle zapada cisza. Normalnie ani szmeru, Franek. Wszyscy patrzą na tę pieprzoną chusteczkę za cztery grosze. Widzę, że coś nie tak. Gorzej niż bym pierdnął. Po czym z drugiej strony stołu menedżerowie po kolei wyciągają chustki. A tam podpisy, czaisz, podpisy! „Z życzeniami dla zarządu — Bill Clinton", „Miłemu prezesowi — Gerhard Schreder", „Pozdrowienia od Georga Lukasa" i tak dalej.

— A ta sekretarka?

- Tak się przejęła, że serce jej łomotało między piersiami aż koszula furczała.

- donośne chrząknięcie

— I wtedy nastąpiło najgorsze. Ich prezes wstał i powiedział: "Panie prezesie, jeśli w pana firmie używa się chusteczek za CZTERY GROSZE to my z tym kontraktem poczekamy".

- Ale co mnie obchodzą smarki na twojej chusteczce?!?!

- Oczywiście dwie minuty później byłem zwolniony. Przyszedłem do domu i zacząłem rozpatrywać tę kwestię w aspekcie teologiczno-moralnym, bez inklinacji do teologii wyzwolenia, rzecz jasna. Otóż myślę, że pewne echa tej sytuacji znajdziemy w osiemnastym tomie "Sumam contra gentiles" Lux Ecclesia, Tomasza z Akwinu. Jeśli bowiem wolna wola człowieka została dana mu przez Boga, to na gruncie tomizmu, wspartego przez świat bytów idealnych Platona, przeprowadzić można rozumowanie, że chusteczki do nosa za czterdzieści groszy nie korelują z judeochrześcijańską etyką prowadzenia briefingów. Jakby nie liczyć, wychodzi osiemnaście zdrowasiek.

- Człowieku, przestań pierdolić o smarkach!!! Mów z kim się
no wiesz.

- Aaacha. To też?

- Od tego się zaczyna! Łapiesz? Od tego zawsze zaczynamy. A smarki na koniec. Zresztą mamy teraz taką promocję, że przy trzech grzechach smarkanie gratis.

- Niech pomyślę. To było tydzień wcześniej. Ta sekretarka od piór... Była sama w sekretariacie.

- No, wreszcie zaczynasz coś łapać.

- Cóż
Pod koszulą wyraźnie rysował się biustonosz
więc powiedziałem, że ładnie wygląda.

— I co?

- Uśmiechnęła się.

- Przewiń pół godziny naprzód.

- Już wracałem.

- To kwadrans.

- Byłem u prezesa.

- Na stronie: Zaraz jebnę w tę budkę. głośno: No to po kolei.

- Uśmiechnęła się i powiedziała „dziękuję".

- po chwili milczenia: I co dalej?

- Nic. Przyszedł prezes i weszliśmy do gabinetu.

- To wszystko?

- Tak. Bardzoś, Franiu, ciekawski!

- Synu, ja i tak jestem jeszcze najnormalniejszy z kleru w naszej parafii. Robię w tym zawodzie tylko pięć lat.

- Że co???

- Wiesz co? Zrobimy eksperyment, mój ty tomisto. Zamienimy się miejscami. Wstawaj. Załóż tę sukienkę i usiądź w tej budce.

- po chwili: Ale tu fajnie. No dobra, co teraz?

— A teraz, doktorze Kościoła, wyobraź sobie, że nie wolno ci kochać, bo to niemoralne. Za to moralne jest zostawić kobietę samą z dzieckiem, bo nie może się wydać. Nie wolno ci myśleć o żadnej kobiecie. Masz od tego boginię Maryję, wypraną z wszelkich śladów kobiecości. Każda intymność jest surowo karana, bo jako chłopak przysiągłeś, że amputujesz z siebie sens człowieczeństwa i wszelki ślad męskości. Podlegasz jak pies biskupowi. Nie możesz zapraszać własnej siostry, bo nazajutrz cała parafia będzie mówić tylko o tym, że posuwasz panienkę spraszaną jako siostrę. Codziennie wysłuchujesz frustracji ludzi dręczących się tym samym do czego ciebie zmuszono. Wysłuchujesz ludzi, których nieuświadomionym problemem jest to, że są katolikami. Nawet jeśli to rozumiesz nie możesz im pomóc, bo musisz pasożytować na ich nieszczęściu, które na nich sprowadziłeś. A tego wszystkiego nie możesz zakończyć, bo wzgardzi tobą matka, rodzina, biskup, ci, którzy zostaną i cała parafia. I co teraz powiesz, Lux Ecclesia?

Mija pięć minut.

Dziesięć...

Dwadzieścia...

Pół godziny...

Nadal milczenie...

Wreszcie, po czterdziestu minutach:


- Franek, podobają ci się nasi ministranci?
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,309 ... jna..skecz
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

quetzalcoatl888
Posty: 802
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 3
Podziękował: 218 razy
Otrzymał podziękowanie: 606 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » niedziela 06 kwie 2014, 20:43

0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 06 kwie 2014, 20:58

Teraz nieco poważniej:

Mariusz Agnosiewicz pisze:Teologumenony - wprowadzenie [1]

"Do was to mówię, gadatliwi kaznodzieje, warchoły zaciekłe.
Was to chcę kusić pamięcią. Jeżeliście jej nie postradali, to
pamiętajcie, być może, że Mistrz was nie nauczył, jakoby
Sakrament był widomym znakiem rzeczy niewidzialnych,
nie mianował kardynałów, ani nad tem dumał, czy macierz
jego przyszła na świat niepokalna. Nigdy też nie mówił,
że dzieci umierające bez chrztu są przeklęte. Nie wepchniesz
mu w usta, czego nie powiedział. Z duszą pełną jak czara rzekł
najczystszą prawdę świata: „kochajcie Boga — kochajcie ludzi".
Nędzni mędrkowie! Trzymajcie się nauki swego mistrza, jak
płotu, uczcie morału. Więcej wam nie dano."

Wolter


Od V do XVII w. Kościół identyfikował się z teologią św. Augustyna [ 1 ]. Był to nurt o charakterze teokracyjnym, cechowała go agresywna religijność i dozwolenie fizycznego tępienia odstępców. Osnową dogmatyczną była augustiańska (oparta bezpośrednio na św. Pawle) teoria łaski uświęcającej (nurt antypelagiański). Moralność, trudna do zrealizowania przez wysokie wymogi, praktycznie przez większość okresu nie była w ogóle przestrzegana. Bramy raju były przeznaczone dla niewielu wybranych. Chrześcijaństwo było ponure i trudne do przestrzegania. Heretyków prześladowano nie dlatego, żeby mogli być zbawieni, lecz aby zmniejszać ilość uczynków obrażających i tak już nieźle obrażonego [ 2 ] Boga. Ciekawe jest to, że mimo iż Kościół w tym okresie wierzył w predestynację, to jego wierni raczej nic o tym nie wiedzieli. Duchowieństwo po prostu unikało tego tematu (np. św. Ignacy w Regułach myślenia razem z Kościołem — 14, 15, 17 — zaleca braciom aby unikali tematu predestynacji i łaski, by nie wzbudzać w wiernych przekonania o bezwartościowości ich uczynków dla zbawienia). Teologia augustiańska była sprzeczna z Pawłową w kwestii stosunku religii do państwa. W listach św. Pawła czytamy, że wszelka władza pochodzi od Boga, natomiast św. Augustyn w księdze O państwie Bożym pisze, że wszystkie państwa ziemskie są tworem ludzi grzesznych.

*

W 543 synod w Konstantynopolu wyklął Orygenesa (ok. 185-ok. 254) i jego doktrynę. Orygenes jednego z największych myślicieli chrześcijańskich pierwszych wieków, cóż jednak z tego skoro miał wrogów w Kościele. Największym grzechem orygenizmu była wiara w apokatastazę, czyli odrzucanie wieczności kary piekielnej, co pobożnym teologom wydało się nie do pomyślenia.

*

W XII w. Kościół przyswoił sobie dzieła Arystotelesa (tłumaczone z arabskiego, gdyż na Zachodzie o nich zapomniano), w wyniku tego nieszczęśliwego połączenia myśli wielkiego filozofa z myślą chrześcijańską, wytworzyła się dziwaczna nauka Kościoła — tzw. scholastyka. Filozofia ta zajmowała się logicznym bądź naukowym objaśnianiem istnienia Boga, szukaniem w rozumie wytłumaczeń wiary. Powymyślano ontologiczne dowody na istnienie chrześcijańskiego Boga (Bóg jest doskonały, doskonałość jest cechą rzeczywistości, więc Bóg jest rzeczywisty). Śmierć Mesjasza scholastycy objaśnili sobie tworząc ilościową teorię grzechów ludzkich: przed Chrystusem ludzie jeno grzeszyli, a każdy ludzki grzech ma odpowiedni ciężar gatunkowy. W efekcie tyle się tego nazbierało (liczebnie), że ludzkimi siłami nie można było tego Bogu zrekompensować (tu musieli zaprząc prymitywną koncepcję, odrzuconą przez cywilizowanych Greków już 1500 lat wcześniej, zemsty bądź pomsty za winę), więc tenże Bóg w bezmiarze swej miłości wystawił wielki kaliber odkupieńczy — substancję boską, czyli Pana Jezusa, którego śmierć była daleko lepszą odpłatą dla tego samego Boga za grzechy ludzkie. Scholastyka się nie sprawdziła (choć dała początek racjonalnemu myśleniu chrześcijan). "Możesz dysputować, mówił św. Bernard, byle twoja wiara pozostała niewzruszoną". Filozofia była więc w jego oczach, służebnicą wiary; ale jest to służebnica, która od pierwszych występów przybierała niekiedy postawę i ton pani. Kościół się na tem spostrzegł, i scholastyka wytworzyła mu wkrótce wiele kłopotów" (Reinach). Jak bardzo niebezpieczny był to romans może świadczyć to, że nauka Arystotelesa mogła podważać naczelne doktryny katolickie: Trójcę (ze względu na zasadę tożsamości), Wcielenie (dwie pełne natury [idealne] nie mogą mieć jednej hipostazy), grzechu pierworodnego (nie ma grzechu bez udziału woli). Bezsensowna okazała się próba pogodzenia rozumu z wiarą, właściwie podsumował to Pascal: "Wiara jest darem Boga, nie zaś wynikiem ludzkiego rozumowania" (M. 7, 588 [248]). Scholastyka zakończyła swój byt w Kościele w dobie Odrodzenia, później odżyła pod postacią dziewiętnastowiecznego neotomizmu. Według Woltera "bezrozumni scholastycy" doprowadzili tylko do bezsensownego zawikłania nauk Kościoła, które były przyczynkiem do jeszcze silniejszych podziałów w łonie chrześcijaństwa: "subtelności scholastyczne uczyniły potworami tych, którzy byliby braćmi, gdyby po prostu byli przywiązani jedynie do moralności" [ 3 ].

*

Sobór w Trydencie (1545-1563). Sobór trydencki od początku do końca był zupełnie nieprzewidywalny, do końca nie było wiadomoz jaką doktryną wyjdzie Kościół katolicki. Sobór ten skodyfikował katolicyzm. Sprecyzowano naukę o grzechu pierworodnym, zadekretowano wieczystość związku małżeńskiego, zagrożono klątwą każdemu, kto odrzucał wzywanie świętych, kult relikwii, naukę o Czyśćcu, ważności i skuteczności odpustów. Uznano świętość urzędów duchownych, utrzymując, że nieważna (!) jest moralność osoby na tym stanowisku. Np. gdyby ksiądz był największym dziwkarzem, to i tak tylko dzięki niemu mogła zajść transsubstancjacja. Jako, że nauka Kościoła, tzw. Tradycja, objawiała coraz luźniejszy związek z Biblią, lub jeszcze częściej — jego brak, przeto w 1545 r. kanonem wiary ustanowiono wieczystą zgodność nauki Kościoła z Biblią, wbrew pozorom zewnętrznym: "Nauka Kościoła będzie zawsze zgodna z Pismem Świętym i właśnie przez naukę Kościoła możemy pełniej zrozumieć prawdy w nim zawarte." Tak więc nie można było odtąd doszukiwać się tej zgodności porównując ustalenia Kościoła z Pismem, gdyż Tradycja ta miała ją niejako eo ipso. Wprawdzie Paweł przestrzegał, że gdyby nawet sam anioł z nieba głosił inną ewangelię niż zapisano, wówczas nie należy mu zawierzać i nie wyłączył przy tym panów w habitach, jednakowoż kto by się tam nim troszczył po tylu latach...

*

W 1653 r. Kościół potępił swego największego teologa, który okazał się heretykiem wdywagacjach dotyczących tzw. łaski uświęcającej (zapowiedź potępienia Augustyna niosło ze sobą potępienie Bajusa w 1567 r., którego „herezje" miały wiele wspólnego z doktorem łaski). Zmiana oficjalnej teologii została wymuszona nową sytuacją, "gdy filary tradycyjnego ładu pękały i pilnie potrzebowano nowych instrumentów ideologicznych" [ 4 ]. Oczywiście papież nie mógł uznać bezpośrednio Augustyna za myśliciela po części heretyckiego, gdyż dotąd jego autorytet był tak niepodważalny, jak papieży po Soborze Watykańskim I. Kościół, z inspiracji jezuitów, potępił myśli Janseniusza zawarte w dziele pt. Augustinus. Janseniusz powołując się na św. Augustyna i innych wielkich Ojców Kościoła dowodzi, że myśl teologiczna obecnego Kościoła odbiegła zasadniczo od swych korzeni. Odtąd obowiązywała „lekka, łatwa i przyjemna" wiara chrześcijańska spod sztandaru jezuitów, którzy uznawali, że błądzić każdy może, więc winy, nawet najcięższe, odpuszczać należy bez szemrania (oczywiście dotyczyło to jedynie ludzi zamożnych). Bramy raju okazały się być nadzwyczaj przepustowe — otwarte dla każdego bez wielkich wymogów (najważniejsze to słuchać Kościoła i jego sług). "Kościół rzymski musiał pozbyć się w części Augustyńskiej spuścizny, jeśli pragnął zachować swoją potęgę. Janseniusz mimowolnie dostarczył Kościołowi historycznej okazji do tej „de-augustynizacji". Wykorzystanie tej sposobności stało się w dziejach Kościoła wydarzeniem wielkiej wagi; praktycznie przyjął on wówczas jezuicką (czyli semipelagiańską) doktrynę w kluczowych kwestiach grzechu pierworodnego, łaski i predestynacji, zrywając w ten sposób (oczywiście milcząco) z bardzo istotną częścią swego teologicznego dziedzictwa i stosownie do tego kształtując swoje nauczanie. Przy zastrzeżeniu co do notorycznej kruchości sądów przeciw-faktycznych wyrażanych w trybie nierzeczywistym czasu przeszłego można wyobrazić sobie, że gdyby Kościół (nieomal per impossibile) przyjął wówczas teologię Augustyńsko-jansenistyczną za podstawę działalności edukacyjnej, wkroczyłby na drogę do samozagłady (...) stawką tej gry było przystosowanie się chrystianizmu do nowej cywilizacji, potajemnie rozwijającej się i dojrzewającej już od paru stuleci" (L. Kołakowski [ 5 ])

W kwestii łaski uświęcającej istniały cztery doktryny: augustiańska, semiaugustiańska, semipelagiańska i pelagiańska (potępiona na soborze w Efezie w 431 r., dzięki inspiracji św. Augustyna). Kościół na przestrzeni swych dziejów zdążył potępić wszystkie te koncepcje. Różne obowiązywały w różnych czasach, dziś wyznajemy, dzięki jezuitom ...herezję marsyliańską (teologia potępiona jednoznacznie na soborze w Orange w 529 roku; niedługo przed jej triumfem miała być potępiona ponownie, Paweł V (1605-1621) miał już nawet prawie gotową bullę przeciwko molinistom).

Potępiając Janseniusza, Kościół uznał za heretyka nie tylko św. Augustyna, ale i św. Pawła (w kwestii łaski skutecznej)

Niektóre kanony soboru w Orange (ratyfikowane przez papieża) [pogrubienia moje — Mariusz Agnosiewicz]:

KANON 4 Jeśli ktokolwiek utrzymuje, że Bóg czeka aż nasza wola zostanie oczyszczona od złego, lecz nie wyznaje, że nawet wtedy oczyszczenie naszej woli musi dokonać się poprzez wpływ i dzieło Ducha Świętego, to sprzeciwia się samemu Duchowi Świętemu, który mówi przez Salomona: „Wola jest przygotowywana przez Pana" (Prz. 8,35 Septuaginta), oraz Apostoła "Gdyż to Bóg według upodobania sprawia w was chcenie i wykonanie" (Fil. 2, 13).

KANON 5 Jeśli ktokolwiek twierdzi, że nie tylko wzrost wiary, lecz także jej początek, a nawet samo pragnienie wiary, dzięki której wierzymy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego i który doprowadza do odrodzenia przez chrzest święty -- jeśli ktokolwiek twierdzi, że to należy do nas z natury, a nie przez dar łaski, to znaczy przez inspirację Ducha Świętego, który naprawia naszą wolę i odwraca ją od niewiary ku wierze, oraz od bezbożności ku pobożności, to dowodzi tym, że sprzeciwia się nauce Apostołów, gdyż błogosławiony Paweł mówi: „A jestem pewien, że ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, doprowadzi je do końca w dniu Jezusa Chrystusa" (Flp. 1,6); i znowu: "Gdyż przez łaskę zostaliście zbawieni, i to nie z was, Boży to dar" (Ef. 2,8). Gdyż ci, którzy twierdzą, że wiara, przez którą wierzymy w Boga jest pochodzenia naturalnego czynią z definicji w pewnej mierze wierzącymi wszystkich tych, którzy są odłączeni od Chrystusa i od Kościoła.

KANON 7 Jeśli ktokolwiek utrzymuje, że możemy wyrobić sobie właściwą opinię bądź dokonać właściwego wyboru odnośnie zbawienia wiodącego do życia wiecznego, tak aby odnieść z tego pożytek, lub że możemy być zbawieni, to znaczy zaakceptować zwiastowanie Ewangelii dzięki swym naturalnym zdolnościom bez oświecenia i inspiracji Ducha Świętego, który sprawia, że wszyscy z radością przyjmują prawdę i wierzą jej, ten jest zwiedziony duchem heretyckim i nie rozumie głosu Boga, który mówi w Ewangelii „Gdyż beze mnie nic uczynić nie możecie" (Jan 15,5), ani słów Apostoła: "Nie żebyśmy sami z siebie byli zdolni do tego, lecz nasza zdolność jest z Boga". (2 Kor. 3,5).

KANON 8 Jeśli ktokolwiek utrzymuje, że niektórzy mogą dojść do łaski chrztu poprzez miłosierdzie, inni zaś dzięki wolnej woli, która w sposób wyraźny została skażona we wszystkich, którzy narodzili się po upadku pierwszego człowieka, to jest to dowodem, że taki nie ma prawdziwej wiary. Zaprzecza bowiem, iż wolna wola wszystkich ludzi została osłabiona przez grzech pierwszego człowieka, lub co najmniej uważa, że została osłabiona tylko na tyle, że ludzie wciąż posiadają zdolność do szukania tajemnicy wiecznego zbawienia sami z siebie bez objawienia Bożego. Sam Pan pokazuje tę sprzeczność mówiąc, że nikt nie może przyjść do niego „jeśli nie pociągnie go Ojciec, który mnie posłał." (Jan 6,44), mówiąc również do Piotra „Błogosławiony jesteś Szymonie synu Jonasza, gdyż nie objawiło ci to ciało ani krew, lecz mój Ojciec, który jest w niebie" (Mat. 6,17). Apostoł zaś mówi: "Nikt nie może rzec: Jezus jest Panem jak tylko z Ducha Świętego." (1 Kor. 12,3).

KANON 12 Jacy jesteśmy my, których kocha Bóg. Bóg kocha nas za to, czym będziemy dzięki Jego darom, a nie za nasze zasługi. [w takie brednie wierzył Kościół katolicki, do dziś to przekonanie podziela wielu chrześcijan, nade wszystko kalwiniści — przyp. Mariusz Agnosiewicz]

KANON 16 Nikt nie zostanie uznany z powodu swoich rzekomych osiągnięć, tak jakby nie były one darem, ani też nie może zakładać że otrzymał je jako dar, jeśli nie jest to potwierdzone na piśmie lub w mowie. Apostoł tak powiada: „Gdyby usprawiedliwienie było przez zakon, tedy Chrystus umarł na próżno" (Gal. 2,21), oraz „Kiedy wstąpił na niebiosa wyprowadził zastęp więźniów i rozdał dary ludziom " (Ef. 4,8 cytując Ps. 68,18). To właśnie z tego źródła każdy człowiek ma to, co ma, lecz każdy, kto zaprzecza, że otrzymał to z tego źródła albo nie ma tego prawdziwie, albo "nawet to co ma, zostanie mu zabrane" (Mat. 25,29).

KANON 17 Odnośnie odwagi chrześcijańskiej. Odwaga pogan wywodzi się ze zwykłej pożądliwości, lecz odwaga chrześcijańska z miłości Bożej, która została „rozlana w naszych sercach" nie dzięki wolności woli z naszej strony, lecz „przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rzym. 5,5). [I jak tu szanować chrześcijan? — przyp. Mariusz Agnosiewicz]

KANON 18 Łaska nie jest poprzedzona żadną zasługą. Zapłata jest należna za dobre uczynki, jeśli są one wykonywane, lecz łaska, co do której nie mamy żadnego prawa, poprzedza je, uzdalniając do ich wykonywania

KANON 20 Człowiek nie może uczynić nic dobrego bez Boga. Bóg czyni wiele tego, co jest dobre w człowieku, czego człowiek nie czyni; lecz człowiek nie czyni żadnego dobra, które nie pochodziłoby z inicjatywy Boga, który pozwolił człowiekowi je czynić.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,123 ... rowadzenie

EDYCJA:

Mariusz Agnosiewicz pisze:Teologumenony - wprowadzenie [2]

Wniosek stąd wypływa taki, że natura ludzka jest zdeprawowana do cna

*

W roku 1910 św. Pius X ustanowił dla kleru Przysięgę antymodernistyczną, która obowiązywała do Soboru Watykańskiego II (1963-1965)

***

Teologowie Kościoła

św. Augustyn — doktor łaski. Jak podaje Stefan Bratkowski: "był człowiekiem otwartym. Dopuszczał na przykład przerywanie ciąży dla ratowania życia matki (jak i wcześniej Tertulian)" [ 6 ]

św. Tomasz z Akwinu - doktor anielski, tłumacz woli Bożej. Spośród jego dokonań nie sposób nie wspomnieć o najważniejszym. Summą jego życia było przedśmiertne żądanie spalenia wszystkiego co dotychczas napisał, "Uznał, że wszystko jest niczym wobec całkowicie niezgłębionych tajemnic boskości i człowieka. Odwołał wszystko, co głosił jako pewniki wiary" [ 7 ]. Właśnie w związku z tym Dante w Boskiej Komedii każe wygłosić w Raju Tomaszowi pochwałę ...ateisty — Sigera z Brabancji — swego wielkiego przeciwnika za życia. Siger uważał prawdę za coś nieuchwytnego dla człowieka (ateista czy agnostyk?), a rozprawianie o tzw. prawdzie uważał jedynie za funkcję Kościoła i religii.

***

Dziś Kościół znów stanął przed koniecznością następnej ewolucji teologicznej. Inteligentni katolicy patrząc z dumą na jego dotychczasowe zdolności ewolucyjne wierzą, że zawsze zdolny będzie do nadążania za rozwojem cywilizacji. Czy Mu się to uda kolejny raz? Zobaczymy
Jedno jest pewne: jak na razie na przeszkodzie stoi mu Największy Polak Wszechczasów, którego w Polsce czci się nieomal jak Boga Wcielonego (większość otumanionych rodaków sądzi, oglądając relacje z jego medialnych tournee, że Wojtyła na całym świecie uznawany jest za człowieka XX wieku, przenajświętszy autorytet we wszelakich sprawach, gdyż u nas zabronione jest absolutnie publikowanie odgłosów krytyki światowej, w tym zwłaszcza krajów Europy Zachodniej i USA). Nie będę podejmował kwestii kierunku owych zmian, gdyż nie zamierzam wcielać się w rolę katolickiego teologa, tym niemniej jestem przekonany, iż polski Kościół katolicki, ze swymi prymitywnymi kultami bałwochwalczymi Maryi i jej polskiego Oblubieńca, nie wniesie niczego pozytywnego do tej przemiany.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1234/k,2
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 10
Podziękował: 5089 razy
Otrzymał podziękowanie: 1576 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 13 kwie 2014, 16:38

Liga Światła pisze:Matka Teresa – Prawdziwa twarz Illuminatki

Obrazek

Istnieje też alternatywna historia życia kobiety uznanej przez Watykan za błogosławioną.

Tę historię po raz pierwszy pokazał w roku 1992 także film, tyle że dokumentalny. Zrobił go amerykański dziennikarz Christopher Hitchens. Nazywa się „Misjonarska fucha”, a jego treść sprowadza się do takiego twierdzenia: Matka Teresa to fanatyczna przeciwniczka aborcji, która oszukiwała swoich darczyńców i pozwalała ludziom umierać w cierpieniach. Co pozwoliło Hitchensowi postawić tę szokującą tezę?

Wedle Hitchensa świętość błogosławionej z Kalkuty to mit popkultury. Za powstanie tego mitu odpowiedzialny jest jeszcze inny film – dokument BBC „Coś pięknego dla Boga”, który w roku 1969 nakręcił Malcolm Muggeridge. To on uczynił z Matki Teresy świętą, a przy okazji sam przeszedł na katolicyzm. Przez lata upierał się, że w czasie filmu zdarzył się cud. Zdjęcia wnętrza przytułku w Kalkucie, które nie miały prawa wyjść w tak słabym oświetleniu, wyszły wyraźne. Choć szybko ustalono, że niezwykła jakość zdjęć to efekt zastosowanej wtedy po raz pierwszy nowej taśmy Kodaka, podekscytowany spotkaniem z Matką Teresą Muggeridge opowiadał wszystkim o boskim świetle naświetlającym filmową kliszę.

Matkę Teresę – ikonę dobroci – oglądaliśmy na filmach i w wiadomościach jako chudą staruszkę w biało-niebieskiej szacie, opatrującą rany trędowatych w piekle Kalkuty. Taką zobaczymy ją w filmie Rajeevnatha, jeśli dotrze na Zachód. Ale wielu ludzi twierdzi, że taki obraz to w większości fikcja literacka lub raczej filmowa.

Matka Teresa? Są lepsi

Pisarka z Lipska Else Bushheuer nie rozumie, skąd ten hałas wokół Matki Teresy. W Kalkucie są dużo skuteczniejsze instytucje charytatywne. Związek Kobiet Bengalu – od lat 30. ubiegłego wieku załatwia kobietom mieszkania i pracę, pomaga w kształceniu się. Ratownicy Kalkuty – brytyjska organizacja założona przez byłą zakonnicę Matki Teresy – leczy ludzi, a nie tylko pozwala im umierać. Ale o nich na świecie nikt nie słyszał. W Kalkucie wciąż jest miejsce tylko dla jednej megagwiazdy dobroczynności. Mimo że ta gwiazda nie żyje od dziewięciu lat.

Else włączyła do swojej książki „Calcutta – Eilenburg – Chinatown” własny pamiętnik z czasów, gdy pracowała jako wolontariuszka w zakonie misjonarek miłości Matki Teresy w Kalkucie. – Widziałam, co widziałam – opowiada i wysyła mi mailem swoje notatki z czasów kalkuckich. Oto fragment: „Jedna z kobiet siedzi na plastikowym krześle. Drży. Cienka nitka śliny biegnie od jej ust do podłogi. Dlaczego nikt nic nie zrobi? – zastanawiam się. Dlaczego golą tu głowy hinduskim kobietom, dla których włosy są dumą i radością? Dlaczego kobiety siedzą półnagie, beznadziejnie wystawione na wzrok wolontariuszy i gości?”.

Tak wyglądał przytułek Matki Teresy w Kalkucie w ostatnich latach jej życia. Czy dziewięć lat po jej śmierci coś się zmieniło? Głową zakonu jest teraz siostra Nirmala z Nepalu. O Matce Teresie krytycy mówili, że była katolicką fanatyczką, która chrzciła nieświadomych nędzarzy na siłę, zanim wyzionęli ducha. O jej następczyni – że w ogóle katoliczką nie jest. Tak przynajmniej twierdzi nepalska anglojęzyczna prasa. Kiedy siostra Nirmala przyjeżdża do Katmandu, widywana jest w świątyni boga Sziwy – Paszupatinat – do której nikt poza wyznawcami hinduizmu nie ma wstępu.

Malwersantka?

Nikt nie wie, co się stało z miliardami dolarów, jakie zakon zebrał w ciągu wielu lat działalności. Siostry strzegą swoich finansów jak najświętszej tajemnicy. Doktor Arouop Chatterjee dla „Przekroju”: – Misjonarki miłości to organizacja, która ma głosić doktrynę polityczną Watykanu. Pieniądze idą na cele polityczne i religijne, takie jak szkolenie misjonarzy i księży. Trafiają do banku watykańskiego, miejsca tak tajemnego, że nawet Bóg nie ma tam dostępu.

Obrazek

Chatterjeego oburza zwłaszcza to, że – jak twierdzi – Matka Teresa handlowała dziećmi. Film o tym zrobiła jedna z telewizji w Kalkucie. Lekarz odnalazł pewnego Belga indyjskiego pochodzenia, którego matka Teresa sprzedała w roku 1983 za sto tysięcy rupii bogatemu małżeństwu z Belgii. – Wtedy to były ogromne pieniądze – mówi.

Według lekarza błogosławiona sprzedawała małych Hindusów katolickim rodzinom w Europie Zachodniej aż do roku 1992. Dopiero wtedy w Indiach zaczęto egzekwować prawo, które mówi: pierwszeństwo w adopcji mają rodziny indyjskie, potem te z zagranicy. Ile dzieci zdążyła sprzedać przyszła święta – nikt nie wie.

- Kiedy ten Belg pojechał do Kalkuty odnaleźć starszą siostrę, okazało się, że misjonarki sfałszowały jego dokumenty. Według nich jego biologiczna matka miała nie żyć, tymczasem żyje do dziś – mówi Arouop Chatterjee, ale nie potrafi skontaktować mnie z Belgiem.

Obrazek

Była zakonnica z przytułku Matki Teresy w Nowym Jorku Suzan Shields, dziś jedna z głównych autorek artykułów krytycznych wobec Matki Teresy, opowiada o setkach tysięcy dolarów ofiarowanych na pomoc głodującej Etiopii, które nigdy nie trafiły do Afryki. Polka Ewa Kołodziejczyk, była menedżerka tego ośrodka, wspomina o kosztownościach, które w nowojorskim przytułku leżą bezużytecznie.

Pieniędzy na działalność misjonarek nie skąpił milioner Charles Keating, który jak się okazało, okradał tysiące drobnych ciułaczy. Kiedy na początku lat 90. wpadł, przyszła błogosławiona wysłała list do amerykańskiego sądu w jego obronie. Zastępca prokuratora rejonowego Los Angeles Paul Turley odpowiedział natychmiast. Opisał, jakich kradzieży dokonał Keating, i poprosił zakon o zwrot jego datków. Matka Teresa przerwała z nim korespondencję. 1 250 000 dolarów od Keatinga nie oddała nigdy.

Obrazek

Fanatyczka i hipokrytka?

Doktor Arouop Chatterjee wylicza kłamstwa błogosławionej:

1. Powtarzała publicznie, że karmi codziennie w Kalkucie wiele tysięcy ludzi, raz mówiła, że cztery, innym razem, że pięć, czasami, że siedem tysięcy. Nie karmiła więcej niż trzysta osób, w tym swoje zakonnice i wolontariuszy.

2. Powiedziała: „Jeśli jest jakiś biedak na Księżycu, dotrzemy do niego”. Tymczasem na ziemi nie przyjmowała do hospicjum ludzi, którzy mieli rodziny, nawet nędzarzy i umierających.

3. W roku 1996 powiedziała amerykańskiemu magazynowi „Ladies Home Journal”, że chce umrzeć w swoim hospicjum jak biedacy, którym pomaga. Ale gdy zachorowała, latała pierwszą klasą do najbardziej ekskluzywnych klinik świata, a umarła podłączona do najdroższej medycznej aparatury. W jej hospicjum w tym czasie wciąż umierali biedacy, dla których igły wielokrotnego użytku obmywano letnią wodą i którzy musieli załatwiać potrzeby biologiczne publicznie.

Obrazek

I Chatterjee, i Hitchens twierdzą, że gdy Matka Teresa już została gwiazdą telewizyjną po emisji filmu „Coś pięknego dla Boga”, sama wiedziała, jak podtrzymywać swój wizerunek. Przyjaźniła się na przykład z księżną Dianą. Poparła nawet jej rozwód, mówiąc, że małżeństwo czyni ją nieszczęśliwą. Ale w roku 1996 specjalnie poleciała do Irlandii, żeby przed referendum agitować przeciwko prawu dopuszczającemu rozwody.

Dla Hitchensa to zachowanie czysto showbiznesowe. Tak samo jak fakt, że Matka Teresa brała pieniądze od rodziny Duvalierów – dyktatorów Haiti. I to, że ciągle podróżowała po świecie. Od roku 1978 do śmierci w roku 1997 każdą porę monsunów i upalne lato spędzała w Europie albo USA, zwykle walcząc ze zwolennikami prawa do aborcji.

Chatterjee: – Wszędzie opowiadała o wielkiej misji ratowania cierpiących, ale bardzo rzadko jej zakon pomagał ofiarom licznych katastrof w Indiach. Za to ona sama latała na miejsca nieszczęść, żeby pokazać się w telewizji.

Tak było w roku 1984, gdy toksyczna chmura w zakładach Union Carbide w Bhopalu zabiła trzy i pół tysiąca ludzi. Pisze Chatterjee: „Spojrzała na pogrom i trzy razy powtórzyła ?Mówię wam, wybaczcie=”. To wszystko.

Sadystka.

Stary człowiek, któremu siostry odmówiły środków przeciwbólowych, skręca się z bólu na brudnym materacu i głośno wyje. „Cierpisz, a to oznacza, że Jezus cię całuje” – mówi mu Matka Teresa. Starzec warczy: „Powiedz swojemu Jezusowi, żeby przestał mnie całować”.

Opętana.

Matka Teresa staje przy kasie londyńskiego supermarketu z koszykiem wyładowanym jedzeniem za 500 funtów. Kiedy żądają od niej zapłaty wrzeszczy: „To ma wspomóc dzieło Boga!”. Awanturuje się tak kilka minut, w końcu stojący w kolejce biznesmen płaci za jedzenie.

Jest coś jeszcze. Arcybiskup Kalkuty przyznał, że tuż przed śmiercią Matki Teresy, 5 września 1997, poddano ją egzorcyzmom. Arcybiskup tłumaczył, że prześladował ją jakiś duch, co wcale nie podważa jej świętości. Ale teolodzy nie mają wątpliwości – Kościół zarządza procedurę egzorcyzmów tylko wobec opętanych.

Watykan upiera się, że Matka Teresa ma zostać świętą. Zachodnia prasa nie może w to uwierzyć.
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1103
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 11
Podziękował: 1126 razy
Otrzymał podziękowanie: 2644 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: goratha » poniedziałek 14 kwie 2014, 18:00

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

quetzalcoatl888
Posty: 802
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 3
Podziękował: 218 razy
Otrzymał podziękowanie: 606 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » poniedziałek 14 kwie 2014, 18:38

miasto na siedmiu wzgorzach ma zostac zniszczone wiec nalezy sie modlic oby to stalo sie jak najszybciej tak jak i wyznawcy saturna :)
0 x



Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 16
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1297 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » poniedziałek 14 kwie 2014, 18:54

Cóż jak może funkcjonować coś czego fundamentem jest fałsz.
to może pifko
0 x



quetzalcoatl888
Posty: 802
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 3
Podziękował: 218 razy
Otrzymał podziękowanie: 606 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » poniedziałek 14 kwie 2014, 19:06

niestety dlatego trzeba poczekac na shamasha-samsona-lion of judah-herculesa :) albo nazirejczyka :)



Ostatnio zmieniony poniedziałek 14 kwie 2014, 19:12 przez quetzalcoatl888, łącznie zmieniany 1 raz.
0 x



Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 7892
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 225
Podziękował: 451 razy
Otrzymał podziękowanie: 10753 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » poniedziałek 14 kwie 2014, 19:10

Qetz, dlaczego komuś życzyć źle, a nawet się o to modlić? Przecież to się samo rozpadnie, bo wspomniane fundamenty nie wytrzymają naporu prawdy. Niecierpliwość - zły doradca.
Dlatego popieram pifko.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

quetzalcoatl888
Posty: 802
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 3
Podziękował: 218 razy
Otrzymał podziękowanie: 606 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » poniedziałek 14 kwie 2014, 19:18

no tak ale dlatego musi powstac 144 tys ze znakiem sfinksa-melchizedeka wtedy nie beda mieli sie do czego czepic :) nie zycze im zle no ale sami sie o to modla..:)
0 x



baba
x 66

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: baba » poniedziałek 14 kwie 2014, 20:42

Quetz 144 tysiące to liczba jaką każdy człowiek ma w sobie - to jest ilość kanałów energetycznych, które trzeba w sobie udrożnić, oczyścić z blokad żeby energia swobodnie się przejawiła pełną boską miłością. 8-)
Być może wystarczy jedna taka osoba żeby "zarazić" wszystkich i całkowicie zmienić rzeczywistość. ;)
0 x



Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 16
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1297 razy

Re: Teologia moralna - katolicka moralność

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » wtorek 15 kwie 2014, 18:38


Kościół zamknięty do odwołania



Czegoś takiego nie pamiętam. Kuria abp. Hosera zamknęła tuż przed Wielkanocą kościół w Jasienicy, byłej parafii ks. Lemańskiego. Pokrętne wyjaśnienie decyzji kurii nie zmienia faktu, że to de facto przyznanie się, że Kościół ma problem i sobie z nim nie radzi.

Problem stworzyła sama kuria, gdy wbrew sporej części wiernych usunęła z Jasienicy lubianego i szanowanego księdza Lemańskiego. Przywieziony w kościelnej teczce nowy proboszcz nie zyskał sympatii i posłuchu. Kuria wsparła go, zakazując Lemańskiemu pracy kapłana i duszpasterza w Jasienicy. Rozwiązaniem problemu miało być zniknięcie popularnego duchownego z pola widzenia proboszcza, którego w Jasienicy niektórzy dalej nie chcą. Dziecinada.

Co mówi o kurii zamknięcie jasienickiego kościoła? Że tak jak w przypadku usunięcia Lemańskiego, nie liczy się z wiernymi. Ani w sprawie księdza, ani w sprawie świąt, o ile kościół pozostanie zamknięty w ich czasie, a na to się zanosi, skoro kuria zachęca wiernych do odwiedzenia okolicznych świątyń.

Po drugie, komunikat daje do zrozumienia, że chodzi o bezpieczeństwo i dobrostan wiernych. Czyli insynuuje, że w Jasienicy są wierni groźni dla innych wiernych. Niepojęte, jak takie rzeczy mogą wypisywać duchowni o swych diecezjanach.

Jest w tym wszystkim coś dla mnie ponuro symbolicznego. Nie takiego prezentu można się spodziewać od Kościoła na największe chrześcijańskie święta. Jasienicki kościół zamknięty we Wielkanoc staje się metaforą kondycji całego Kościoła w Polsce. Zaiste, Kościół zamknięty do odwołania.

http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/20 ... odwolania/


:lol: :lol: :lol: bardzo przepraszam nie śmieje się z ,,wiernych" tylko z ,,pasterzy" :lol: :lol:
0 x



ODPOWIEDZ