Drodzy forumowicze i goście!

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

INKWIZYCJA

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 03 lip 2016, 09:18

Ten nieszczęsny czas dla ludzi na szczęście odszedł już w zapomnienie, choć przyznać trzeba, że do dziś można spotkać się z przejawami jej istnienia, ba jest jeszcze wielu takich, którzy chcieliby przywrócić ją do "życia ".
Szeroki to temat, jednak historia ukazuje, że i zjawisko inkwizycji wykorzystywane było również do celów nie tylko religijnych:

Mariusz Agnosiewicz pisze:Trina Papisten - najsławniejsza polska czarownica [1]
przedwczoraj

Słupsk jako pierwsze polskie miasto upamiętnił swoją czarownicę nazywając jej imieniem rondo. Trina Papisten znana jest jako ostatnia słupska czarownica spalona w 1701 roku i jej postać wiąże się z tzw. Basztą Czarownic.

Generalnie jestem przeciwny polskim procesom „rehabilitacji czarownic", gdyż deformują one polską pamięć historyczną. Polska była znana jako państwo bez stosów i ten właśnie wymiar naszej historii należy kultywować i się nim chwalić. Zjawisko tzw. polowań na czarownice miało w Polsce wymiar marginalny i związane było głównie z kulturą niemiecką w polskich miastach. Kultywowanie „polskich czarownic" jest elementem trendu zachodniego, który w krajach europejskich ma jak najbardziej głęboki sens, w Polsce jednak tworzy wrażenie, że i my mamy na sumieniu polowania na czarownice.

Słupski przypadek jest jednak wyjątkowy i upamiętnienie Triny Papisten jest wartościowe poznawczo.

Paradoks tego przypadku polega jednak na tym, że ci, którzy budują ten kult nie wiedzą dokładnie kogo czczą, zaś prawica, która w tej sprawie protestuje nie wie kogo potępia.

Za kult odpowiedzialne są lewicowe władze miasta, które kreują czarownicę słupską na ofiarę krwawej inkwizycji. Ma to być rehabilitacja ofiary kościoła rzymskokatolickiego, by pokazać jakże to kościół męczył kobiety. Dokładnie takie tezy sformułowała na stronie urzędowej Słupska Karolina Chalecka, urzędniczka ds. promocji i rozwoju w Biurze Prezydenta. [ 1 ] Podobny trend wokół tej postaci jest zauważalny od pewnego czasu. Popularny zespół trashrockowy Ikarion w efektownym utworze Trina Papisten śpiewa: „Trino Papistei inkwizycji wydano cię!", teledysk pokazuje jakoby w spaleniu Triny brało udział aż czterech biskupów.

Prawda jest ciut odmienna. Trina to skrót od imienia Kathrin. Papisten nie jest nazwiskiem, lecz pogardliwym przydomkiem oznaczającym „papistkę" czyli katoliczkę. Przed przybyciem do Słupska czarownica nazywała się Katarzyna Nipkowa, czyli nosiła nazwisko kaszubskie. Na stos posłał ją sąd protestancki. Katarzyna była Polką posłaną na stos przez niemiecki sąd. Trina Papisten to ksywki pochodzące z niemieckich kronik, które w tłumaczeniu na polski znaczą: Kaśka Katolka.

Czarownicę zrobiła z niej nie inkwizycja, lecz Juristische Fakultät der Universität Rostock, czyli wydział prawa jednej z najstarszych niemieckich uczelni, która zwana była „światłem północy". To Uniwersytet w Rostocku wydał opinię prawną zezwalającą na poddanie Kaśki torturom.

Paradoks sytuacji polega więc na tym, że czarownica, która ma być rzekomo ofiarą Kościoła Katolickiego może być de facto uznana za męczennicę katolicką i beatyfikowana, bo zginęła z rąk protestantów jako „katolka". Dodatkowo Trina Papistin sugeruje, że była to Niemka zamordowana przez polski kościół, podczas kiedy w rzeczywistości była to Polka zamordowana przez niemiecki sąd.

Kim zatem była nasza czarownica i dlaczego zginęła?

Informacje o niej zawdzięczamy wybitnej słupszczance Marii Zaborowskiej (1902-1973). Po wojnie kierowała ona pracami Komisji Badań Słowiańskich i została pierwszym dyrektorem słupskiego muzeum. Była ona jedną ze współinicjatorek budowy pierwszego w Polsce pomnika Powstańców Warszawskich (warto pamiętać, że pierwszy pomnik na cześć Powstania Warszawskiego powstał nie w stalinowskiej Warszawie, lecz właśnie w Słupsku, gdzie zamieszkało wielu warszawiaków, zwłaszcza związanych z AK — miało to miejsce już w 1946). Zaborowska wydobyła czarownicę Katarzynę z niemieckich kronik. W 1958 opublikowała tekst O wieży czarownic nad rzeką Słupią i sądzie odbytym przed 257 laty nad tzw. czarownicą. Dalsze informacje o czarownicy wydobyła z niemieckich dokumentów dr Urszula Mączka w tekście „Słowiańskie dziedzictwo w pomorskich przekazach".

Katarzyna urodziła się w niejakim Brülow w Westfalii, z której przybyła do Postomina wraz z mężem Martinem Nipkowem. Była Polką, gdyż niektóre niemieckie przekazy tytułują ją nie Trine Papistin lecz Trine Polsh-Katolsh, czyli Kaśka Polka-Katolka.

Dodajmy do tego, że Nipkow to nazwisko kaszubskie. Co jednak łączyło Kaszuby w Westfalią? Hanza, międzynarodowa korporacja handlowa kontrolująca handel Europy Północnej — od Londynu do Nowogrodu. Hanza wiąże się z polskim złotym wiekiem, który wyrósł na ekspansji polskiej produkcji na Zachód Europy w oparciu o hanzeatyckie szlaki handlowe. To nadwiślańskie miasta hanzeatyckie sfinansowały wojnę trzynastoletnią Królestwa Polskiego przeciwko Państwu Krzyżackiemu, którego istnienie krępowało wiślany handel. Dzieki sojuszowi tej części Hanzy, która przybrała nazwę Prus Królewskich, z Polską, Gdańsk wyrósł na największe miasto Hanzy a jego stocznie budowały statki dla całej Europy.

Według osiemnastowiecznych mitów średniowiecze to czas, kiedy życiem społecznym kierował Kościół i zakony, panowało wtedy niewolnictwo a całą gospodarką sterowali według widzimisię monarchowie. W istocie jednak także i wtedy władza polityczna zmagała się z międzynarodowymi korporacjami biznesowymi, które nad słabszymi państwami i władcami dominowali. Hanza bardzo mocno trzęsła ówczesną Europą. Nie tylko sama prowadziła wojny (np. wojna Hanzy z Danią 1426-1435 czy Holandią 1438-1441), ale i finansowała wojny.

Obrazek

Hanza tworzyła na północy Europy formę unii europejskiej, kiedy więc w XV w. jej środek ciężkości przeniósł się do Pomorza Gdańskiego, Kaszubi mogli ekspandować w różne regiony Hanzy. Westfalia była jednym z takich regionów. Warto tutaj dodać, że od 1882 Westfalia ma taką samą biało-czerwoną flagę jak Polska, z której zrezygnowali dopiero naziści w 1935.

W XVII w. Hanza upadła wskutek zmian głównych szlaków handlowych po Wielkich Odkryciach Geograficznych. Po załamaniu się tej unii europejskiej migranci zaczęli wracać do swych ojczyzn. Wtedy właśnie Nipkowie przybywają z Westfalii na Kaszuby.

Kiedy umiera pierwszy mąż Katarzyny rychło wychodzi ona ponownie za mąż za słupskiego rzeźnika Andreasa Zimmermanna. Kathrin Zimmermann okazała się świetnym handlowcem i dość szybko zagroziła konkurencji sąsiadujących z masarzem sklepikarzy. Na dodatek dość dobrze była obeznana z medycyną ludową i nezbyt integrowała się z protestanckim mieszczaństwem.

Pierwsze oskarżenia o czary padły na Katarzynę od senatora Holza i jego żony w kwietniu 1701. 4 maja 1701 roku zgłosił się do magistratu aptekarz Zienecker z wielostronicowym pismem oskarżającym Kathrin Zimmermann o czary. Skoro to aptekarz zainicjował cały proces to być może chodziło nie tyle o biznes mięsny jej męża, który miała rozwinąć, co o konkurencję zielarską dla aptekarza? Możemy się tylko domyślać, gdyż aptekarz w swym sążnistym oskarżeniu wywodził, że chodziło o spółkowanie z diabłem i praktyki czarodziejskie.

Katarzyna wylądowała w więzieniu. 27 lipca 1701 Wydział Prawa Uniwersytetu w Rostocku wydał opinię prawną zezwalającą na zastosowanie tortur wobec oskarżonej, która mimo szeregu obciążających zeznań świadków, odmawiała przyznania się do winy. Tortury rozpoczęły się 11 sierpnia. W dybach za pomocą śrub łamano jej ręce i nogi. Chcąc uciec przed torturami dwukrotnie usiłowała popełnić samobójstwo: pierwszy raz skacząc do rzeki, drugi raz tłukąc głową w kamienie twierdzy. Sędziowie nie dali łatwo wymknąć się duszy nieczystej. Pod groźbą kolejnych tortur opowiedziała obficie o swej działalności czarodziejskiej, dodając, że diabły wyglądają dość przyzwoicie. „Główny diabeł był podobny do was, panie sędzio". Po wizycie księdza zmieniła zdanie i kolejnego dnia znów wszystkiemu zaprzeczyła. Ponownie więc wzięto ją na tortury w czasie których przypalano ją żelazkiem i wbijano drzazgi pod paznokcie. I pomyśleć, że całe to bogate instrumentarium dowodowe odbyło się za wskazaniem uniwersyteckim!

30 sierpnia 1701 wydano w końcu finalny wyrok: spalenie na stosie. Uroczystość spalenia czarownicy była świętem miejskim. Ludzie traktowali to jako atrakcję i trudno byłoby wśród gapiów znaleźć oznaki współczucia. Pozostawiła męża i dzieci.

Trine Papisten to najsławniejsza słupska czarownica, której przypadek musiał być znaczący, gdyż weszła do kaszubskich legend. Według źródeł niemieckich, Słowińcy, którzy przyjeżdzali do Słupska, przechodząc koło Baszty Czarownic zdejmowali czapki. Być może Kaśka wywodziła się tej właśnie grupy kaszubskiej? [2]

Z informacji na jej temat oraz z historycznego kontekstu można zrekonstruować kilka czynników, które łącznie doprowadziły ją na stos.

Katarzyna była przybyszem z zewnątrz, która wślubiła się do słupskiej rodziny handlowej, której przedsiębiorstwo mięsne miała rozwinąć, uderzając tym samym w interesy lokalnej konkurencji. Wersja ta nie ma jednak zbyt mocnego uzasadnienia w przekazach. Dlaczego zginęła dopiero w 1701, skoro do Słupska przybyła kilkanaście lat wcześniej? Nipkowie zostali ściągnięci do Słupska z Postomina przez burmistrza Simona Heinricha Baumanna, który pełnił swój urząd w latach 1687-1691. Zginęła natomiast za burmistrza Franza Heinricha Lehmanna.

Inny wątek dotyczy aptekarza, który wniósł formalny akt oskarżenia. Praktycy medycyny ludowej od wieków konkurują z medycyną akademicką. Katarzyna mogła być więc zielarką, co odpowiadałoby stereotypowi wiedźmy. Choć brzmi to prawdopodobnie, znów nie udało mi się odnaleźć w podaniach o jej procesie tropów takiego motywu.



Przypisy:
[ 1 ] Update: materiał został już zmieniony
[ 2 ] Słowińcy to Kaszubi nadłebscy. Zostali oni zgermanizowani a ich język uznaje się już za wymarły. Oto fragment słowińskiej mowy: „Wojcze nasz, ktory jes Niebie, swianceno bondzie Imio twöji, przijdze krolejstwö — stani se two wolo, chleb nasz dej nam dzis, wopuszczaj nam nasze winie ako me wopuszczome nasze winowacy. Nie wodza nas na pokuszenie, la nas wabawnij wote zlewo. Won twoj jest to krolejstwö esz na wieki wiczniej. Omenka".
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10018
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 03 lip 2016, 09:57

Mariusz Agnosiewicz pisze:Trina Papisten - najsławniejsza polska czarownica [2]
przedwczoraj

Kult Katarzyny zagospodarowały w Słupsku ruchy kobiece oraz ezoteryczne. W lutym 2005 powstało w Słupsku Stowarzyszenie im. Triny Papisten walczące o prawa kobiet. W sierpniu, w rocznicę stracenia Triny odbywa się na rynku miasta Pomorski Zlot Czarownic. Kilkadziesiąt kobiet przebranych za wiedźmy zdradza tajniki magii, wróży z kart, rozdaje magiczne jabłka, uczy latania na miotle, bierze udział w castingu na wiedźmę zamkową.

Słupskie czarownice nie nadają się na ikony ruchu feministycznego. Pierwsze czarownice w Słupsku spalono w 1651 z polecenia Anny Pomorskiej, ostatniej przedstawicielki dynastii Gryfitów. Polowanie na czarownice rozpoczęło się w Słupsku wtedy, kiedy władzę w nim objęła kobieta. Oskarżyła ona swoje dwie służki, że usiłowały ją otruć. W skazaniu Katarzyny kobiety również odegrały kluczową rolę. To kobiety były wobec niej zawistne, uważając ją za outsiderkę, która nie jest skora do plotkowania. Żona senatora była pierwszą, która snuła diaboliczne opowieści o Katarzynie.

Obrazek

Kolejną okolicznością „obciążającą" Katarzynę były jej rude włosy oraz niewyparzony język. Rudzi od wieków byli na cenzurowanym w różnych kulturach. Rudzi byli uważani za szczególnie podatnych na czarną magię, szczególnie lubieżnych oraz zepsutych moralnie — od Młota na czarownice po Jonathana Swifta.

„Młot na czarownice" podaje za egipskim kapłanem i historykiem z III w. p.n.e. Manethonem o praktyce palenia rudowłosych mężczyzn w ramach kultu Ozyrysa. Ich prochy traktowano bowiem jako cudowny nawóz na pola pod uprawy. Inny autor średniowieczny, Theophilus Presbyter (XII w.) opisuje zwyczaj narodów pogańskich wyrabiania złota hiszpańskiego do produkcji którego stosować miano krew człowieka rudowłosego. Do dziś w Wielkiej Brytanii znane jest zjawisko gingerphobii lub gingerismu czyli quasirasistowskiej przemocy związanej z rudym kolorem włosów.

Obrazek Częstość występowania rudych włosów w różnych regionach Europy. W Polsce wyróżnia się jeden cypel, nieopodal Kaszubów

Jak podaje Zaborowska wątek ten w przypadku Triny był również obecny. Jeden z obserwatorów stosu mówił: „Chciałbym chociażby troszeczkę popiołu z niej dostać. To jest dobre na reumatyzm." Ludowych przesądów i legend nie należy bagatelizować. Zazwyczaj tkwi w nich bowiem mniejsze bądź większe ziarenko prawdy. Według współczesnych badań rudowłosi w istocie są szczególnie związani z reumatyzmem, który występuje u nich szczególnie często. Popiół z rudowłosych jako lek na reumatyzm musiał zostać skojarzony w oparciu o hipokratejsko-paracelsusową zasadę „Similia similibus curantur".

Czarownica Katarzyna była nie tyle wyemancypowaną zielarką, co katolką, w której miłośnicy niekonwencjonalnej medycyny widzieli doskonałą miksturę na bóle reumatyczne. Taka swoista odmiana cudownego smalcu z psa.

Wszystkie powyższe okoliczności mogły mieć co najwyżej charakter dodatkowych. Katarzyna wylądowała na stosie nie dlatego, że była konkurencją, nie dlatego, że była zielarką ani też nie dlatego, że była ruda. Te czynniki jedynie pomygły wykreować ją na czarownicę.

Kluczowe było to, co się ignoruje: jej pogardliwe przydomki, jakie pozostały w niemieckich przekazach, które pisały o niej Papistka oraz Polka-Katolka. Czarownice raczej nie są znane z tego, że wyznają katolicyzm, a własnie to podkreślano u Katarzyny. Przy czym nie tyle chodzi tutaj o katolicyzm w sensie konfesyjnym, co kulturowym, jako element związku z Polską.

A czas to był wyjątkowy. Kluczowy jest tutaj bowiem rok 1701 całego procesu. Był to rok w którym książę Fryderyk Hohenzollern dokonał ostatecznej rebelii przeciwko Polsce, przerywając niemal dwa stulecia lennej zależności Prus Książęcych wobec Rzeczypospolitej. August II z saskiej dynastii Wettynów pośpiesznie wysłał Fryderykowi gratulacje. Sejm Polski nie uznał jednak samozwańczego królestwa, które odnowiło dziedzictwo zakonu teutońskiego jako śmiertelnego wroga państwa polskiego.

Zerwanie z Polską miało miejsce w styczniu 1701 i wiązało się ze wzrostem nastrojów antypolskich wśród ludności luterańskiej. Oskarżenie Polki-Katolki miało miejsce pod władzą pruską zaledwie kilka miesięcy później.

Trina Papisten zginęła na stosie przede wszystkim dlatego, że była polską katoliczką, która utrzymywała więzy handlowe z Polską. W aktach procesowych odnajdujemy taki właśnie trop. Jeden ze świadków zeznających przeciwko Katarzynie mówił, że wprowadzała ona do obrotu w Prusach polską monetę: „przyszła do mej żony i chciała rozmienić polskiego srebrnego talara. Oczywiście żona nie rozmieniła jej". Wiadomo bowiem, że najbliższe dekady konfrontacji z Królestwem Prus miały przede wszystkim charakter wojny ekonomicznej koncentrującej się na wojnie monetarnej. Ostatecznie wojnę tę wygrali Hohenzollernowie, którzy zalali polski rynek pruskimi fałszywkami wyniszczając gospodarkę Polski.

Gdyby na polskim tronie zasiadał wówczas polski monarcha, to mord słupski na katoliczce zostałby przez Polskę wykorzystany dokładnie w ten sam sposób w który kilka dekad później Prusy robiły raban wokół kwestii dysydenckiej w Polsce.

Jej upamiętnienie może wyeksponować fakt, że to reformacja ma na swoim sumieniu największe polowania na czarownice. Powinniśmy o tym pamiętać, by chlubić się naszym wolnościowym dziedzictwem.

To że akurat lewicowy Słupsk upamiętnia czarownice pokazuje, że w gruncie rzeczy jesteśmy wszyscy tacy sami: mamy szczególną skłonność do martrologii. Lewica często krytykuje prawicę, że skupia się na martyrologii zamiast na pozytywach w naszej historii, ale kiedy przychodzi co do czego lewica też skupia się na martyrologii: zamiast stawiać pomniki polskiej tolerancji, która czyniła I Rzeczpospolitą państwem bez stosów, woli czcić martyrologię polskich czarownic.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10018/k,2
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 03 lip 2016, 13:57

Mariusz Agnosiewicz pisze:Polskie czarownice
13-04-2016

Europa przez trzy wieki polowała na czarownice. Szał polowań rozpoczął się w okresie Renesansu/Reformacji i zakończył się w Oświeceniu. Miało wówczas miejsce 110.000 procesów o czary, które zakończyły się ok. 60.000 egzekucji (Levack, Polowania na czarownice...). Matecznikiem tego trendu były Niemcy, na które przypada najwięcej ofiar. Pojawiające się czasami liczby ofiar idące w miliony opierają się na tym, że niektórzy autorzy brali pod uwagę wycinkowe fragmenty Europy, gdzie polowania były najbardziej nasilone (a więc niemieckojęzyczne), po czym przenosili je na całą Europę. Rachuby te nie uwzględniały faktu, że istniały w Europie takie kraje jak Polska, gdzie trend ten się nie rozwinął.

W Polsce palono kobiety na stosach w czasach pogańskich, ale nie miało to nic wspólnego z karą, a ze zwyczajami słowiańskimi, które podobne były do zachowanego aż do współczesności zwyczaju indyjskiego sati [1]: „z taką gorliwością przestrzegają wzajemnej miłości małżonków, że kobieta gdy jej mąż umrze, nie chce żyć dłużej. I z uznaniem spotyka się wśród nich taka niewiasta, która własnoręcznie sobie śmierć zadaje i na jednym stosie spłonie ze swoim mężem" (Ibrahim ibn Jakub). Wszystko wskazuje na to, że był to zwyczaj dobrowolny ze strony kobiet.

Najobszerniejszą monografią dotyczącą zjawiska polowań na czarownice w Polsce jest praca Małgorzaty Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII (Universitas, Kraków 2008). W Polsce miało miejsce 943 procesów o czary, spośród których 309 zakończyło się wyrokami śmierci, z czego 259 — na stosie. Stanowiły one niewielki procent wszystkich przestępstw (0,5-0,9%). Charakterystyczne jest jednak to, że zdecydowana większość tego zjawiska związana była z dwoma dzielnicami sąsiadującymi z Niemcami — Wielkopolską i Prusami, czyli najbardziej zachodnimi dzielnicami kraju, gdzie najżywiej przenikały wzorce kulturowe z sąsiednich Niemiec.

Obrazek Liczby w poszczególnych dzielnicach odnoszą się do procesów o czary zakończonych wyrokami śmierci. Mapka pochodzi z ww. książki M. Pilaszek. Ziemie wschodnie, gdzie nie było praktycznie żadnych czarownic, obrodziły z kolei w wampiry, które to zjawisko rozwinęło się w Polsce w XVIII w.

Wśród 1316 osób oskarżonych w Polsce o czary, życie straciło 558 osób (42%), w tym 535 kobiet i 23 mężczyzn. W 16% spraw zakończyło się uniewinnieniem lub ukaraniem oszczercy. Zdecydowana większość procesów miała miejsce przed sądami świeckimi (76 przed sądami kościelnymi, 867 przed świeckimi), a tutaj głównie przed sądami miejskimi pracującymi w oparciu o prawo niemieckie.

Całkowicie uzasadnione jest zatem stwierdzenie, że Polska była państwem bez stosów. Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie wierzono w czary i czarownice. Wiara ta była powszechna. Nie wierzono jedynie w potrzebę zabijania tych pożytecznych często istot, z usług których korzystali nawet i księża. „W halickich księgach grodzkich w roku 1656 został opisany przypadek plebana, który do tego stopnia wierzył w skuteczność wiedźm zabłotowskich, że polecił jednej z nich zaczarować pana Kamienieckiego. Kobieta zeznała później, że czarowała, kiedy ksiądz procesował się z Kamienieckim, by ten przegrał sprawę i że posyłała do znanych sobie czarownic na wypadek gdyby Kamieniecki próbował je podnająć, by nie stosowały kontrmagii na jej czary" (Małgorzata Pilaszek).



Przypisy:
[1] Jedno z wielu podobieństw i paraleli kulturowych między kulturą słowiańską a hinduską
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9993
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 04 lip 2016, 18:19

0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 04 lip 2016, 23:00

Spłonęła, bo za długo żyła i za dużo wiedziała. Teraz jej śmierć wraca

Obrazek Annę spalono 357 lat temu. Za długo żyła, nie umarła na ospę i za dużo wiedziała o religii. Więcej "grzechów" nie popełniła. Teraz może odzyskać dobre imię. Zależy to tylko od gdańskich radnych.

W swoim mieszkaniu przy ul. Korzennej w Gdańsku mogła spokojnie dożyć nawet 100 lat. Nie było jej to dane. Kiedy w XVII w. w mieście szalała czarna ospa, ją choroba omijała. Dziś biliby się o nią naukowcy, wtedy oskarżono ją o konszachty z diabłem.

Anna Krueger urodziła się około 1571 r. w Gdańsku. Uboga kobieta mieszkała w pobliżu szpitala dla chorych na ospę. Sama nigdy nie zachorowała. Była też bardzo sędziwa, miała 88 lat. W tamtych czasach zdarzało się to bardzo rzadko. Zniedołężniała i trochę zdziwaczała Anna uchodziła za osobę bardzo pobożną, ale nawet to nie uchroniło jej przed podejrzeniami o czary.

Gdy masowo zaczęło padać bydło, gdańszczanie zaczęli szukać kozła ofiarnego. Wtedy przypomniano sobie o staruszce Annie. Szybko orzeczono, że to wiedźma, ma konszachty z diabłem i rzuciła zły czar.....

Obrazek

Nie zabiła jej ospa, skazali sąsiedzi

W 1659 r. Annę pojmano i doprowadzono przed Ławę Miejską.

– Anna była zdrowa. Żadne nieszczęścia jej nie dotykały. Społeczeństwo próbowało sobie jakoś wytłumaczyć kolejne klęski. Zdziwaczała, wyalienowana staruszka wzbudzała podejrzenia. Dlatego oskarżono ją o czary – mówi dr Piotr Paluchowski z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

Na początku próbowała się bronić. Zapewniała, że jest wierząca i często chodzi do kościoła. Jednak nawet to nie przemawiało na jej korzyść. – Jak na ubogą, niewykształconą kobietę, miała dużą wiedzą o religii. Ławnicy uznali, że nie mogła jej sama posiąść. Stwierdzili, że wszystko, co wie, pochodzi od diabła – opowiada Paluchowski.

Przetrzymywano ją w pomieszczeniu Ratusza Starego Miasta bądź w Wieży Więziennej. Tam oczekiwała na zakończenie procesu, który trwał kilka dni. Wciąż zaprzeczała, jakoby była czarownicą. Do czasu, kiedy pokazano jej narzędzia do tortur. Wśród nich mogły być obcęgi do ciągnięcia piersi, narzędzia do przypalania oraz "kozioł". Jak go wykorzystywano? Sadzano daną osobę na desce okrakiem, a do jej nóg przywiązywano ciężkie przedmioty.

Paluchowski: – Anna przeraziła się i załamała. Wkrótce przyznała się do wszystkiego, co zarzucała jej ława miejska. Mimo to tortury jej nie ominęły.

(
) Zaczarowała swoich sąsiadów w ten sposób, że ich zwierzęta domowe zaczęły kuleć i następnie umierać. Poza tym szkodziła także ludziom, nasyłając na nich złe duchy, i czyniła inne diabelskie działania. Kaznodzieje długo usiłowali skłonić staruszkę do przyznania się do zarzucanych czynów. Na wszystkie ich zarzuty odpowiadała słowami pobożnymi.

Za Klausa na stos!

"Odwiedzał mnie mężczyzna o imieniu Klaus. Obiecał mi, że w zamian za praktykowanie jego obrządków przygotuje mi przytulny kącik w piekle. Będą tam na mnie czekały same uciechy i zabawa. Nie będę doświadczała bólu" – tymi słowy miała Krueger przyznać się do czarów.

- Zazwyczaj treść takich zeznań układali sami ławnicy, którzy zadawali bardzo dokładne pytania, np.: czy odwiedzał cię mężczyzna o imieniu Klaus? Wystarczyło, że taka przerażona osoba powiedziała "tak". Resztę historii dopowiadano – opowiada Paluchowski.

Egzekucja tradycyjnie odbyła się na Targu Drzewnym. To tam ułożono stos dla "wiedźmy". Zwykle takim przedstawieniom towarzyszyła poruszona gawiedź. Tym razem było inaczej. Czyżby mieszkańcy żałowali staruszki? Nawet kat zgodził się skrócić jej mękę. Tuż przy sercu Anny umieścił woreczek z prochem. Gdy dotarły do niego płomienie, eksplodował i wybuch ją zabił.

Obrazek

Odczarować wiedźmę

Po ponad 357 latach ostatnia spalona na stosie gdańska "wiedźma" może odzyskać dobre imię. Zabiega o to Stowarzyszenie Edukatorów i Terapeutów "Zaczarowani", które pomaga osobom wykluczonym społecznie.

– Anna Krueger może być symbolem wykluczenia. Skazano ją, bo była stara i niepełnosprawna. Współcześnie też symbolicznie palimy ludzi na stosach. Odrzucamy ich, bo się od nas różnią. Nasze stowarzyszenie walczy z różnymi stereotypami – mówi Beata Pawlik, psycholog i prezes stowarzyszenia.

Dlatego, jak zapowiada Pawlik, do rady miasta trafi wniosek o rehabilitację Anny Krueger. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to radni zajmą się nim we wrześniu.

Obrazek

Obrazek

– Jesteśmy gdańszczanami i interesujemy się historią tego miasta. Warto odświeżać takie sprawy. Może nawet uda nam się stworzyć ścieżkę edukacyjną poświęconą Krueger – dodaje Pawlik. Los "czarownicy" znów znajdzie się w rękach miejskich radnych.

– To na pewno ciekawy pomysł. Jeśli taki wniosek wpłynie, to się z nim zapoznamy. Trzeba tu jednak zwrócić uwagę na kwestie związane z ciągłością prawną. Nie mam pewności, czy obecna rada miasta może ingerować w decyzje z XVII wieku. Ówczesna rada była zupełnie innym tworem i inaczej działała. Ale, jeśli taka rehabilitacji Anny Krueger ma mieć rzeczywiście walory edukacyjne, to nie widzę przeciwwskazań – mówi radna Aleksandra Dulkiewicz.

Polowanie na wiedźmy

Na ziemiach polskich za czary skazano około 10 tys. osób. W latach 1501–1659 w Gdańsku z tego powodu zginęło 15 osób. Siedem z nich spłonęło na stosie, sześć ścięto, a dwie popełniły samobójstwo w celi. – Na śmierć przez ścięcie mogły liczyć tylko osoby z wyższych sfer. W każdym z tych przypadków zwłoki i tak palono, a prochy rozrzucano. Podejrzewam, że ludzie obawiali się wampiryzmu – mówi Paluchowski.

Obrazek

Nie można powiedzieć, że zwolennikami polowań na czarownice byli katolicy czy protestanci. Jak twierdzi dr Paluchowski, to po prostu domena ówczesnych społeczeństw, które nie potrafiły sobie wytłumaczyć wielu zjawisk, na przykład tego, jak rozwijają się choroby.

– Ludzie od zawsze lubili teorie spiskowe, a cierpiały na tym osoby, które niedomagały czy jakoś różniły się od innych – dodaje ekspert.

Dziesiątki tysięcy oskarżonych i spalonych żywcem

Kobiety oskarżone o czary i spalone na stosach w XVI, XVII i XVIII wieku zrehabilitowano już m.in. w USA, Szwajcarii, Belgii i Szkocji. W Norwegii stanął ich pomnik. Największą skalę akcja rehabilitacyjna ma w Niemczech, gdzie o dobre imię skazanych i spalonych przed wiekami kobiet walczy emerytowany protestancki pastor Hartmut Hegeler. Nakłania do takich działań władze kolejnych miast. Wiele kobiet już zrehabilitowano.

W Polsce podobną próbę podjęto w Lublinie. Tam jednak urzędnicy miejscy stwierdzili, że współczesne miasto nie jest następcą tego z czasów I Rzeczypospolitej. Dlatego też rehabilitacja spalonych na stosach nie jest możliwa.

Gdańsk może być jednak pierws zym miastem w Polsce, które oficjalnie – urzędowym aktem – przywróci honor i dobre imię kobietom, które zginęły na stosach.

Aleksandra Arendt

Ostatnią kobietą, która spłonęła na stosie w Europie, była Barbara Zdunk (Sdunk) z Reszla na ówcześnie pruskich Mazurach. Została oskarżona o wywołanie pożarów za pomocą czarów i sąd skazał ją na śmierć. Została spalona 21 sierpnia 1811 r. Według niektórych przekazów Zdunk została uduszona przez kata jeszcze przed podłożeniem ognia, aby oszczędzić jej cierpień.

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/nau ... id=SL5MDHP
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 04 lip 2016, 23:12

Mariusz Agnosiewicz pisze:Obrazek Liczby w poszczególnych dzielnicach odnoszą się do procesów o czary zakończonych wyrokami śmierci. Mapka pochodzi z ww. książki M. Pilaszek. Ziemie wschodnie, gdzie nie było praktycznie żadnych czarownic, obrodziły z kolei w wampiry, które to zjawisko rozwinęło się w Polsce w XVIII w.


W tym kontekście warto wspomnieć co nieco o tych "przesławnych" wampirach, choć wydaje się to dobrym podkładem na osobny temat:

Mariusz Agnosiewicz pisze:U schyłku I RP Polska była centrum wampiryzmu [1]
13-08-2013

Obrazek

Do końca sierpnia 2013 antropolodzy mają rozstrzygnąć, czy szczątki odkryte na budowie Drogowej Trasy Średnicowej łączącej śląskie aglomeracje to grób wampirów czy skazańców. Chodzi o odkryty w Gliwicach grób z kilkoma szkieletami, szacowanymi na XVII-XIX w., pochowanymi poza regularnym cmentarzem. Ich głowy były odcięte i ułożone między kolanami. Osobiście sądzę, że alternatywa jest iluzoryczna. Nie wiem czy na Śląsku były jakiekolwiek procesy o wampiryzm lub pogromy wampirów. Pogromy prawdopodobnie były, ale odkryty przypadek najprawdopodobniej dotyczy innej sytuacji: grobu jakichś przestępców, który następnie rozkopano dla obcięcia głowy i egzorcyzmów antywampirycznych. To było wówczas nierzadko spotykane na tych ziemiach zjawisko: grupy prowadzone przez księdza rozkopywały groby domniemanych wampirów. Kogo najprościej uznać za wampira? Tych z niepoświęconej ziemi.

Wampiry w naszej kulturze to dziedzictwo Oświecenia. Były z jednej strony „następcami" czarownic, z drugiej — reakcją religijną na Oświecenie. Głównymi krzewicielami wiary w wampiry byli bowiem zakonnicy, zwłaszcza jezuici.

Epidemie wampiryzmu rozpoczęły się w Polsce, na Węgrzech, Morawach, Śląsku. Choć dzisiejsze kino utrwaliło legendę Transylwanii jako źródła wampiryzmu, jednak Zachód poznał wampiry najpierw poprzez Polskę. Już w 1659, w czasie „potopu szwedzkiego", o polskim wampiryzmie pisał do Francji Pierre Des Noyers, sekretarz królowej Polski, Ludwiki Marii Gonzaga. W 1693 francuski tygodnik Mercure Galant opisywał plagę wampirów w Polsce i w Rosji

Osiemnastowieczni lingwiści sądzili, że słowo wampir ma pochodzenie greckie. W XIX-XX w. ustaliło się tureckie pochodzenie dzięki wpływowej pracy słoweńskiego językoznawcy Franza Miklosicha. W Etymologie der slavischen Sprachen dowodził on, że słowo pochodzi od słowiańskich synonimów: upior, upper, upyr, które pochodzą od tureckiego uber oznaczającego wiedźmę. Współczesny folklorysta z Uniwersytetu Kalifornijskiego, Alan Dundes, jeszcze bardziej przesuwa to na Bliski Wschód: upior, upper, upyr mają być słowami o tureckim pochodzeniu oznaczające wiedźmę. [ 1 ] Znaczna część literatury angloamerykańskiej wiąże słowo z Węgrami (Węgry — Transylwania — Drakula). Jakkolwiek współcześni lingwiści przeważnie zgadzają się z opinią o słowiańskim źródle słowa. [ 2 ]. Ich polska nazwa brzmiała upier, wąpir.

W 1728 o polskich wampirach pisał Michael Ranft (De Masticatione Mortuorum...). Apogeum wampiryzmu w Europie przypadło na lata 1730-35. W 1753 Benito Jerónimo Feijóo stwierdził, nie bez ironii, że w ostatnich dekadach w środkowej Europie zdarzyło się więcej zmartwychwstań niż w ciągu siedemnastu wieków od czasu narodzin Chrystusa.

Za pionierów wampirologii uchodzą polscy jezuici związani ze Lwowem: Jerzy Gengell i Gabriel Rzączyński, którzy "o nich mówią i zwą Upierów cadavera incantata, to jest trupy zczarowane, dowodzą historiami, relacjami od godnych ludzi czynionymi" (Chmielowski) - Gengell w Eversio atheismi (Braniewo 1716), Rzączyński w Historia naturalis curiosa Regni Poloniae (Sandomierz 1721). Rzączyński, który napisał pierwszą historię naturalną Polski, uchodzi za prekursora polskiej zoologii, ks. Chmielowski zwie go „nowym Pliniuszem Naturalistą".

W 1738 biskup morawski Wolfgang Hannibal von Schrattenbach problem z wampirami przedłożył w Rzymie, prosząc o radę. Odpowiedzią był traktat Antonio Davanzati (1665-1755), oświeconego arcybiskupa Trani, specjalizującego się w naukach ścisłych i przyrodniczych. Davanzati w przeszłości musiał zmagać się z buntem podległego mu kleru, kiedy jako nowy ordynariusz zaczął tępić największe przesądy katolickie. W 1742 był autorem petycji do papieża o redukcję liczby świąt dla dobra gospodarki. W ramach swojej rozprawy doktorskiej badał tarantyzm w Apulii (zjawisko z pogranicza religii i psychiatrii). W Dissertazione sopra i vampiri z 1739 przyjął całkowicie naturalne wyjaśnienie wampiryzmu, związane z psychologią społeczną targanej licznymi niepokojami Europy Środkowej, końca XVII i początku XVIII w. Wampiry są więc wytworem rozedrganej wyobraźni, zbiorowego urojenia. Co ciekawe, arcybiskup podejrzewał w tym znaczącą rolę kleru żerującego na lękach społecznych. Przede wszystkim jednak zauważył, że nie jest to zjawisko ogólnoeuropejskie, lecz uboższej części Europy, a tutaj — najuboższych i najciemniejszych warstw. Dlaczego wampiry widywane są jedynie w biednych Morawach czy północnych Węgrzech, a nie spotykamy ich we Włoszech, Hiszpanii czy Francji — pytał.

W Polsce polemizował z tym punktem widzenia lider nowego pokolenia kościelnych wampirologów, Benedykt Chmielowski, pisząc w Nowych Atenach: "Niektórzy Scioli albo Mędrkowie, co to swego zdania trzymają się, jak rzepiak kożucha, albo cudzym rozumem niedoskonałym są zwiedzeni, powiadają, że w cudzych krajach, takoto we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Anglii, Niemczech nie masz czarów i Upierów
A dajmy to, że czarów, upierów nie masz w cudzych krajach, nie idzie konsekwencja, że i w Polszcze, osobliwie na Rusi nie masz ich". Polski encyklopedysta poświęcił Upierom cały rozdział swojej encyklopedii (Lwów 1745-46, 1754-56), gdzie opisuje rosnący problem epidemii żywych trupów. „A jako Bóg przez kości świętych sług swoich czyni cuda, tak czart przez trupy umarłych wymyślił sobie sposób cudowne wyrabiać złości". Jako szczepionkę przeciwko zarażeniu się wampiryzmem zaleca wkładanie pod język relikwii lub egzorcyzmowanie dzieci , a także polewanie się przed snem wodą święconą i sypianie z krzyżem. Wampirami stać się mogą nie tylko ludzie, ale i „konie, bydło, wieprze, kury, gęsi". Zarażonym należało obcinać głowy, względnie prawą nogę, kołek w serce lub spalenie. Na dużą skalę wówczas rozkopywano groby, by obcinać podejrzanym trupom głowy, przebijać je osinowym kołkiem lub palić. Kościół polski zajmował się natomiast egzorcyzmowaniem wampirów.

O ile pierwsza polska encyklopedia i historia naturalna krzewią przesądy o wampirach, to ówczesna wielka encyklopedia niemiecka (Grosses Universal-Lexicon Zedlera, 1731-1754) oraz wielka encyklopedia francuska (Encyclopédie, 1751-1766) były dziełami sceptyków, którzy podważali naiwną wiarę w wampiry. Nasz kraj, otępiony przez wódkę i zakonników, musiał upaść.

We Lwowie, gdzie działał Chmielowski, kwestia wampirów wywoływała spory pomiędzy katolikami łacińskimi oraz greckimi (unitami), czytamy u niego: „Gdyby Kościół Grecki negował, że czarci w trupach wiele złego broją, na co by ich zaklinał?" Katolicy łacińscy reprezentowali opcję projezuicką, grekokatolicy byli tutaj bliżej oświeceniu. Biskup unicki Leon Szeptycki (1717-1779) po ukazaniu się prowampirycznych Nowych Aten zwrócił się więc do Sorbony z zapytaniem o stanowisko w sprawie, lecz otrzymał odpowiedź niejednoznaczną. W końcu zwrócił się do samego Rzymu.

Tymczasem od 1740 papieżem był Lorenzo Lambertini, któremu Voltaire dedykował swojego Mahometa. Był on jednym z pierwszych krytycznych badaczy mesmeryzmu, który był zdania, że w większości zjawisk paranormalnych nie ma nic boskiego lub diabelskiego, lecz są niepoznanymi jeszcze zjawiskami naturalnymi lub efektem nadzwyczajnych, lecz całkowicie naturalnych zdolności ludzkich. Lambertini jeszcze jako członek Kongregacji Obrzędów w 1727 zablokował wprowadzenie nowego kultu „Najświętszego Serca", za którym lobbowali jezuici powołując się na francuską dewotkę, Małgorzatę Marię Alacoque, która przeżywała liczne halucynacje paraseksualne dot. Jezusa. Lambertini odpisał wówczas, że jest już aż nadto świąt a pomysłodawcom zarzucił prymitywny fizjologizm. W książce O beatyfikacji sług Bożych i kanonizacji błogosławionych (1734-38) kard. Lambertini wskazywał, że uzdrowienia lub zakonserwowanie zwłok mogą być wytłumaczone naturalnie. Dlatego najpierw należy każde podanie o cudzie zbadać metodami naukowymi. Ostatni rozdział jego poradnika beatyfikacyjnego omawia potęgę wyobraźni. Gdy więc polski hierarcha zwrócił się się doń z problemem wampirów, papież odpisał mu językiem Woltera:

„Pośród wielkich wolności Polski jest niewątpliwie i ta, która uprawnia do spacerowania po śmierci. Jednocześnie przyznaję, że nasi zmarli są tak cisi, jak milczenie... Van Swieten, lekarz, szczególnie wiarygodny z uwagi na swe gruntowne wykształcenie, mówi nam, że zaczerwienienie niektórych nieboszczyków nie ma innej przyczyny aniżeli rodzaj ziemi, która pęcznieje i wpływa na barwę. Masz w samym Kijowie wiele doskonale zachowanych zwłok, z elastycznymi kończynami, których oblicza są rozjaśnione. Pisałem o tym w mojej książce o kanonizacji świętych, opisując dobrze zachowane zwłoki, które nie były cudowne. Do ciebie jako arcybiskupa należy w szczególności wykorzenianie takich przesądów. Ustalając ich źródło możesz odkryć, że stoją za tym księża, którzy korzystając ze swego kredytu zaufania, wykorzystują naturalnie łatwowierny lud, by im w tych sprawach płacił za egzorcyzmy i msze. Polecam, by niezwłocznie obłożyć interdyktem tych, którzy są odpowiedzialni za takie nadużycia; modle się, byś się przekonał, że jedynymi szkodnikami są tutaj żyjący".

Pokłosiem tego listu apostolskiego było m.in. pozbawienie przez biskupa krakowskiego urzędu przełożonego klasztoru o którym było wiadomo, że brał udział w spaleniu zwłok rzekomego wampira w Lublinie.

Wobec szaleństwa czy też mody na punkcie wampirów, Benedykt XIV w 1749 zdecydował się na drugie wydanie swego poradnika o beatyfikacji i kanonizacji, w którym dopisał dwie strony poświęcone wampirom (De vanitate vampyrorum), jako że dwa zjawiska nierzadko łączyły się także z nierozpadającymi się zwłokami. W rozdziale tym papież dyskredytował wiarę w wampiry, jako efekt paniki i fantazji.

Również cesarzowa Maria Teresa zajęła się problemem wampirów na jej dominium. Na jej zlecenie, lekarz Gerhard van Swieten zbadał problem i napisał krytyczny traktat o wierze w wampiry (Remarques sur les vampirisme, 1755). W konsekwencji cesarzowa w marcu 1755 wydała Dekret o wampirach, w którym potępiła wiarę w nie jako „zabobon i oszustwo", wskazując, że dochodzenie nie odkryło w zjawisku niczego nienaturalnego. Zakonnicy oraz lokalne władze dostali zakaz zajmowania się takimi sprawami, jako wytworami fantazji.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9187
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 05 lip 2016, 09:42

Mariusz Agnosiewicz pisze:U schyłku I RP Polska była centrum wampiryzmu [2]
13-08-2013

W 1764 w Słowniku filozoficznym Voltaire jeden z artykułów poświęcił wampirom, ukazując zaangażowanie zakonników w krzewienie wiary w nowoczesne potwory demoniczne. "Niesłychane! To w naszym osiemnastym wieku istniały wampiry! Po panowaniu Locke’a, Shaftesbury’ego, Trencharda i Collinsa; w czasie panowania d'Alemberta, Diderota, Sain-Lamberta i Duclosa — wierzyliśmy w wampiry, a o. Augustyn Calmet, benedyktyn z kongregacji Saint-Vannes i Saint-Hydulphe, opactwa Senones opatrzonego w dochód 100 tys. franków, nieopodal dwóch innych opactw tej samej wartości, kilkakrotnie wydaje Historię wampirów, z aprobatą Sorbony (...) Historie o wampirach można znaleźć także w Listach żydowskich Argensa, którego ojcowie jezuici na łamach Journal de Trévoux oskarżyli, że w nic nie wierzy. Należy odnotować jak zatriumfowali z opowieściami o wampirach z Węgier; jak dziękowali Bogu i Dziewicy, że udało im się w końcu nawrócić biednego Argensa
Oto — mówią — sławny niedowiarek , który śmiał wątpić w ukazanie się anioła Maryi Dziewicy; w gwiazdę, która prowadziła magów; w uwalnianie opętanych; w utopienie się dwóch tysięcy świń w jeziorze
— jego serce zostało zmiękczone, jego umysł został oświecony: wierzy w wampiry!".

Jednym z kluczowych popularyzatorów środkowoeuropejskich wampirów na zachodzie Europy był opat benedyktynów z Senones, Augustin Calmet. Jego traktat O pojawieniu się duchów i wampirów ukazał się w Paryżu w 1746 i stał się bestsellerem (był wznawiany w 1749-1751, a następnie tłumaczony na język angielski, niemiecki i włoski). Calmet pisał: „W naszych czasach, już od lat z górą sześćdziesięciu, rozgrywa się na ziemiach Węgier, Moraw, Śląska i Polski nowy dramat: ludzie, którzy nie żyją już od wielu miesięcy albo lat, mają tam rzekomo znowu pojawiać się w cielesnej postaci, prześladować całe wsie, napadać na swych krewnych i wysysać ich krew, tak że ci marnieją i umierają. Istnieje podobno jedna tylko możliwość uwolnienia się od tej plagi: trzeba wykopać ciało potępieńca, przebić je palem, uciąć głowę albo wyjąć serce, a zwłoki spalić. Te zjawy nazywa się upiorami albo wampirami — a historie o nich opowiadane tak są szczegółowe i prawdopodobne, że czujemy się prawie zmuszeni podzielić tę aktualnie szerzącą się wiarę w ich pozagrobowe życie".

Dla kleru popularyzującego wampiryzm była to samoobrona przed Oświeceniem, jego racjonalizmem i sceptycyzmem, podważającym nie tylko ludowe przesądy, ale i wszystkie dogmaty wiary. Wampiry pokazywały, jak potężny jest „świat duchowy". I tak udało im się wynaleźć następcę podupadających czarownic.

Gdy Benedykt XIV zmarł w 1758, polski episkopat mógł wreszcie rozwinąć skrzydła. Rozpoczęły się lata największego szaleństwa religijnego w Polsce. To nasz kler został teraz głównym lobbystą formalizacji kultu Serca Jezusa, teologicznego fizjologizmu, który dla warszawskich wizytek zdołali w Watykanie przeforsować w 1765, na kilka lat przed pierwszym rozbiorem. Z Polski rozniosło się to na resztę Europy. To zresztą zabawna historia religijno-międzynarodowa. W latach 1645-1667 na tronie polskim zasiadała Maria Gonzaga. Przywiozła ze sobą francuskie wizytki. Jedną z Sióstr Nawiedzenia była właśnie ta, co miała dziwaczne wizje z Jezusem: Małgorzata Maria Alacoque. Wiek później sytuacja się odwróciła: w latach 1725-1768 na tronie francuskim zasiadła Maria Leszczyńska, która z kolei rozplotła na francuskim dworze wpływy kapucynów i doprowadziła do spopularyzowania warszawskiego kultu Serca Jezusa w całej Francji. W kaplicy na Wersalu kazała zbudować ołtarz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Pius VI pochwalił następnie ten kult w 1794, a Pius IX uczynił elementem nauczania powszechnego. W polskim Sejmie do dziś działają wariaci, którzy głoszą, że Polacy powinni zaangażować się w zaprowadzenie monarchii Serca Jezusa.

Państwo francuskie i polskie upadły niemal jednocześnie. Oba w takim samym stopniu zasłużenie. To pierwsze zgilotynowali jego oświeceni obywatele wychowani na pismach Voltaire i innych philosopes. W tym drugim nie było oświeconej warstwy ani społeczeństwa (obiadki czwartkowe to grono nazbyt nieliczne i spóźnione), więc jego żywot zakończyli oświeceni sąsiedzi. Nie twierdzę, że kult Serca Jezusowego był źródłem upadku Polski czy Francji, równie dobrze religijny fanatyzm może być po prostu symptomem upadku. Rozkład władzy we Francji był szeroki: Watykan Benedykta XIV był wówczas bardziej oświecony niż ówczesna Sorbona! Warto też odnotować, że wszyscy zaborcy aktywnie popierali dewocję religijną w Polsce (znajdujemy to także w listach niewierzących Fryderyka II i carycy Katarzyny), a jednocześnie w swoich krajach mocno ograniczali prawa Kościoła — i dotyczyło to tym razem nie tylko władców-ateuszy, ale i katolika Józefa II.

Oświecenie to budowanie silnego społeczeństwa, tak jak dewocja to środek jego osłabienia. Ci, którzy się nie „oświecili" — przegrywali. W czasie rozbierania Polski, państwa zaborcze przymierzyły się jednocześnie na pogrążoną w chaosie Francję — tzw. deklaracja z Pillnitz z sierpnia 1791 wydana przez króla Prus i cesarza, w czasie gdy debatowali nad „kwestią polską". Oświecone monarchie nie tylko jednak nie dały rady tylko jednemu oświeconemu społeczeństwu, ale i wkrótce odnalazły się w położeniu zagrożenia wszystkich monarchii europejskich przez jeden naród, jedno społeczeństwo obywatelskie. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak ogromny potencjał wyzwoliła Rewolucja Francuska i nie jest to miejsce na opisywanie tego [ 3 ], odnotuję tylko temat: Francja która właśnie do fundamentów zburzyła swoje państwo, przed zbudowaniem nowego stanęła przed poważnym problemem: wojna z całą Europą. Była w stanie sobie poradzić z tym tylko dlatego, że w krótkim czasie stała się najwspanialszym narodem Europy, kołem zamachowym cywilizacji i nauki. Rewolucja wyzwoliła ogromny potencjał ludzki, który bez trudu stworzył najsilniejszą armię ówczesnego świata — dzięki oparciu techniki wojskowej na myśli naukowej i wyznalazczości oraz dzięki Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Zamiast obwieszać się cudownymi medalikami, z dzwonów kościelnych stworzyli najlepsze armaty Europy, a tekę ministra wojny powierzyli Carnotowi, współtwórcy nowoczesnej geometrii. W społeczeństwie oświeconym znikają też problemy surowcowe (np. to jak Francuzi rozwiązali problem braku saletry do wytwarzania prochu w krajach Ancien Regime mogło być traktowane jako cudowne). Stosunek sił wyglądał tak: Francja kontra CAŁA Europa, a precyzyjniej: naród francuski kontra monarchie europejskie. Po stronie rewolucyjnej Francji walczyły jeszcze Legiony Polskie, co jest dowodem na to, że rozbiory dobrze Polsce zrobiły. W koalicji antyfrancuskiej brały udział: Wielka Brytania, Austria, Królestwo Sycylii, Królestwo Sardynii, Hiszpania, Królestwo Portugalii, Imperium osmańskie, Republika Zjednoczonych Prowincji. Przy czym Francja w defensywie była bardzo krótko. Napoleon Bonaparte to było dziecko rewolucji: powiedział, że narodził się w Pillnitz. Ten „cesarz Francuzów" zakończył historię Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Należy wyzwolić się z naiwnego przekonania, że źródłem zaświatowego rozsadnika są jedynie sami dewoci. To jest bardzo typowy środek władzy. Jeśli ktoś zna język rosyjski polecam cały dokument ambasady rosyjskiej, która była zobowiązana podtrzymywać gorliwość katolicką jako zabezpieczenie Rosji przed mocną Polską: Korespondencja dyplomatyczna carycy Katarzyny II, część czwarta (lata 1766/67). Pochodzi to ze świetnego zbioru dokumentalistyki rosyjskiej: Kolekcja (Sbornik) Carskiego Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego. Tom 67, Petersburg 1889.

I RP nie dlatego wyróżniała się wampirami, że np. więcej było u nas chorych na porfirię, tę rzadką chorobę, która mogła generować plotki o wampirach. Wyróżniała się dlatego, że w okresie Oświecenia Polska przeżyła swe największe otępienie religijne. To wówczas doświadczyliśmy pierwszej prawdziwej wojny religijnej, od których byliśmy wolni w XVI-XVII w., gdy chorowała na nie większa część Europy. Francuski oficer Belcour, który walczył pomiędzy tymi poobwieszanymi w ryngrafy maryjne żołnierzami i za co powędrował na Sybir, napisał w pamiętnikach: „Polacy sami się zniszczyli".

Benedykt XIV był w XVIII w. ewenementem, kolejni papieże byli znów rzecznikami zaświatów. Polski kler od samej góry do dołu współtworzył ówczesny upadek Polski. Czołowy historyk papieski, Ludwik Pastor, pisze o owym czasie: „Polski kler był niewiarygodnie ciemny". Ciemny był oczywiście kler w swojej masie, nie hierarchia. Z hierarchią problem był innej natury: wszyscy ostatni prymasi I RP od 1759-1784 pobierali wypłaty w ambasadzie Rosji (po 1784 — od Prus). Cat-Mackiewicz pisał: „W ogóle wyższe duchowieństwo zawiodło Polskę w XVIII wieku. Albo warchoły jak Sołtyk czy Krasiński, albo cyniczni zdrajcy jak Podoski czy Młodziejowski". O prymasie Podoskim z czasów I rozbioru wiadomo nawet, że nie wierzył w Boga. Wierzył za to w futro sobolowe przysłane z Petersburga.

Pionierska rola polskiego Kościoła w krzewieniu wampiryzmu w okresie Oświecenia, dziś ma swój dalszy ciąg pod postacią czołowej jego roli w odprawianiu egzorcyzmów. Tak jak dawniej było na naszych ziemiach najwięcej szwendających się trupów, tak dziś mamy najwięcej opętanych. Polscy egzorcyści nadal interesują się wampirami. W ubiegłym roku nawet zagraniczne agencje informacyjne podawały wiadomość-kuriozum z Polski: jasnogórski sabat egzorcystów wśród głównych swych tematów wziął na celownik „współczesną modę na wampiryzm w Europie i na świecie".

Obecnie polskie wampiry zaangażowały się w politykę. Szczególnie ich wiele w ruchu smoleńskim zaobserwował Janusz Palikot: „Wampiry znowu wstają z grobów. I piją polską krew". Herszta polskich wampirów ujawnił Rafał Ziemkiewicz na łamach Rzeczpospolitej: „Ojciec Rydzyk nie potrafi nikogo do Kościoła przyciągnąć, żywi się tylko tym, co pozostało z żarliwości i zaangażowania czasów obrony przed peerelowską laicyzacją (...) Jest wampirem".
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9187/k,2
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 05 lip 2016, 14:35

Maria Zborowska pisze:Maria Zborowska (Słupsk)

O WIEŻY CZAROWNIC NAD RZEKĄ SŁUPIĄ I SĄDZIE ODBYTYM PRZED 257 LATY NAD TZW. CZAROWNICĄ

Jest lipiec 1956 roku. Zbliża się wieczór. Stoję na prawym brzegu rzeki Słupi, naprzeciw tzw. Wieży Czarownic. Powoli zapada zmrok. W pobliżu głucho dudni stary młyn zamkowy. U stóp wieży płynie bystro, lecz cicho, rzeka Słupia. Okrągła baszta przedstawia ponury widok. Milczący to świadek świadek dawno dokonanych tu zbrodni na żywych, niewinnych kobietach, ofiarach cemnoty i głęboko zakorzenionych przesądów.

Jakichże to okropności świadkiem była milcząca baszta?

Sięgnijmy do kart histroii jednego z wielu procesów, jakie się w Słupsku odbywały nad czarownicami. Cofnijmy się wstecz o lat 257.

Był to rok 1701. W Słupsku na rynku przy studni kilka kobiet czerpało wodę. Po napełnieniu wiader zaczęły się codzienne pogwarki. Z ust do ust krążyła wieść, że na ulicy Piekiełko pozdychały wszystkie prosiaki, z wyjątkiem prosiaków Triny Papisten, a u szewca Szpiela zdycha od wczoraj krowa.

Jedna z kobiet mówi do drugiej:

- W tym musi maczać palce diabeł! Czy nie dziwi was, że u Triny Papisten bydło jest zdrowe, a zdycha u jej sąsiadów? Tylko cicho sza, bo właśnie nadchodzi.

Trina Papisten, rodem z Westfalii, była wysoką, silnie zbudowaną kobietą, o rudoblond włosach i piegach na twarzy. Powiedziawszy kobietom dzień dobry, zaczerpnęła wodę i nie odezwawszy się więcej - powróciła do domu.

Oczy wszystkich skierowały się za nią.

Nie znoszono jej dlatego, że żyła w odosobnieniu i nie zajmowała się plotkami jak inne mieszczki.

W kilka dni później - a był to już miesiąc maj - nad miastem przeciągnęła burza gradowa. Ludnośc nie pamiętała, aby kiedykolwiek spadł grad takiej wielkości.

W jakiś czas potem przyszła nowa klęska. Oto drzewa i krzewy zostały zżarte przez liszki. I znów przypisano to diabłu i czarownicy.

Niektóry kobiety orzekły, że Trina potrafi czarować. Przestano jej się więc kłaniać. Plotki szerzyły się coraz bardziej. Aż wreszcie pewnego dnia przybył po nią sługa miejski i zabrał do Wieży Czarownic.

Została oskarżona przez miejscowego aptekarza o czary. Po trzech tygodniach doprowadzono ją przed sąd do ratusza (na Starym Rynku). Przed drzwiami musiała zdjąć obuwie. Potem pochwycono ją za włosy i wyciągnięto na salę. Odbyto długie modły, a kiedy Trona zmówiła "Ojcze nasz", burmistrz rozpoczął przesłuchanie.

Pierwszym pytaniem było:

- Czy umiesz czarować?

- Nie, nie wiem nic o czarach.

- Czy byłaś kiedyś na Górze Czarownic?

- Nie znam żadnej Góry Czarownic. Jedynie na okolicznych wzgórzach zbierałam niekiedy chrust...

- Czy zjawił się tam przed tobą diabeł?

- Nie! Niech mnie Bóg uchowa.

- Więc nie masz z diabłem nic wspólnego i nie potrafisz czarować?

- Nie!

- Jak to się więc stało, że w ubiegłym miesiącu wyzdychały od razu na ulicy Piekiełko wszystkie świnie?

- Tego nie wiem. Zdarzało się przecież już dawniej, że padła zaraza na świnie.

- To może też i nie wiesz, skąd ta burza gradowa i liszki na drzewach?

- Nie. Oczywiście, że nie wiem.

- Utrzymujesz więc, że nie jesteś czarownicą?

- Nie. Niech mnie Bóg uchowa!

Wówczas przed śędziego wystąpił mężczyzna i zaczął opowiadać:

- Pewnego dnia przyszła do mnie Trina Papisten i chciała pożyczyć płótna. Nie dałem jej. Więc poszła. W godzinę później wraca mój parobek z końmi od bronowania. Konie, znajdujące się przed stajnią nagle stanęły dęba i uciekły z zagrody. Przewróciły przy tym parobka i niemiłosiernie go stratowały. Jestem przekonany, że Trina rzuciła na konie swój urok dlatego, iż nie pożyczyłem jej płótna. Innym zaś razem przyszła do mej żony i chciała rozmienić polskiego srebrnego talara. Oczywiście żona nie rozmieniła jej. Po chwili żona udała się na strych, aby dopatrzeć warzącego się piwa, i wtedy stało się coś dziwnego - nagle zesztywniała i nie mogła się poruszyć. To jest również sprawa Triny.

Jedna z kobiet opowiadała znów następujące zdarzenie:

- Pewnego zimowego wieczora widziałam wydobywające się z komina domu, w którym mieszka Trina, ogromne kłęby ognistego dymu. Z pewnością diabeł w tym momencie kominem do niej wleciał.

Po wysłuchaniu wszystkich, sędzia zapytał:

- Czy przyznajesz się teraz, że jesteś czarownicą?

- Nie! Jak Bóg miły, jestem niewinna!

Sędziowie porozumieli się między sobą i orzekli, że wobec niezłożenia zeznań dobrowolnych - trzeba ją poddać torturom.

Biedną kobietę odprowadzono do Wieży Czarownic.

Przyszedł do niej w odwiedziny mąż z dziećmi.

- Powiedz kochana, czy to rzeczywiście jest prawdą, co źli ludzie o tobie mówią - pyta mąż.

- Nie, kochany mężu, jestem niewinna jak małe dziecko. Nie lękam się też niczego, bo dobry Bóg przecież nie dopuści, aby mnie dłużej jeszcze męczono. Przecież nie uczyniłam nic złego.

Trinę jednak męczono nadal. Pewnego popołudnia do więzienia przyszedł wraz z pachołkami kat w swym czerwonym płaszczu. Trinę ubrano w czarną koszulę tortur. Gdy zobaczyła na niej zakrzepłe ślady krwi - zrobiło jej się słabo.

Sprowadzono ją do ciemnego lochu w Wieży Czarownic, gdzie znajdowała się komora tortur. Sędziowie już czekali.

Tam, na dole, działy się rzeczy straszne. Gdy wśród tortur zadawano jej pytania, czy przyznaje się do winy - Trina odpowiadała, że nie ma się do czego przyznawać. Gdy jednak ból stał się nie do zniesienia - z ust jej wydarł się okrony krzyk:

- Diabły! Uwolnijcie mnie! Przyznam się do wszystkiego, czego tylko chcecie!

Postawiono ją więc znowu przed obliczem sądu. Sędzia zadawał pytania, a jej odpowiedzi skrzętnie zapisywano.

- Tak! Jestem czarownicą. Diabłą znam bardzo dobrze. W strumyku w Kublicach zostałam przechrzoczona. Tam też przysięgłąm, że o Bogu nie chcę nic więcej wiedzieć i będę słuchać tylko diabła. Czarować też potrafię. Nauczyłam się tego od starej Lulewicz w Postominie. Ona już nie żyje. Krowy też zaczarowałam, aby nie dawały mleka.

- A czy byłaś na Górze Czarownic?

Trina namyślała się przez chwilę, co powiedzieć, i wreszcie rzekła:

- Tak, przed dwoma miesiącami mieliśmy tam wielki festyn. Posmarowałam widły gęsim smalcem, przywiązałam do nich pół bochenka chleba i mięsa baraniego i poleciałam na nich na Górę Czarownic. Było tam dużo czarownic, a przybyli również i diabli. Wyglądali dosyć przyzwoicie. Główny diabeł był podobny do was, panie sędzio. Powiedziałam już wszystko, co wiem, a teraz proszę, skróćcie mnie jak najprędzej o głowę, abym już wreszcie została uwolniona od tych męczarni!

Sędziowie - przesądni jak i pospólstwo - wierzyli w te bajki. Po odbyciu długiej narady wydali wyrok: Trina Papisten będzie spalona żywcem na stosie, jest bowiem bezbożną czarownicą.

W dwa dni później gromada ciekawskich zebrała się przed Wieżą Czarownic. Pozdrawiano się wesoło. Jeden z gapiów mówi do sąsiada:

- Chcecie też widzieć, jaka płonąć będzie ta czarownica?

- Oczywiście. Chciałbym chociażby troszeczkę popiołu z niej dostać. To jest dobre na reumatyzm.

W kilka chwil później Trinę wywożono na plac straceń.

- Patrzcie! Czarownica! - krzyczały dzieci.

Na drabiniastym wozie siedziała na pęku słomy Trina, a przy niej kat. Ręce miała związane na plecach.

Wóz otaczała uzbrojona w widły straż, aby ludzie nie zbliżyli się zbytnio do wozu. W pewnej odległości za wozem - na innym, piękniejszym wozie - jechali sędziowie. Większość gapiów nie miała współczucia dla biednej Triny, przeciwnie - naśmiewano się z niej jeszcze.

Pochód zbliżył się do miejsca straceń. Obok szubienicy ułożono stos z drzewa. Pośrodku stał pal, do którego przywiązano Trinę.

Po krótkiej ceremoni kat podpalił stos. Powoli ogień obejmował jedną kłodę po drugiej. Drzewo było wilgotne i dymiło. Od silnego dymu Trina w krótkim czasie udusiła się i kiedy języki płomieni zaczęły lizać ubranie i ciało - nic już nie czuła...

_______________________________________________________________________

...

Historia Triny:

* Historia Triny - Jolanta Nitkowska-Węglarz
* Nasza Słupska Czarownica - Jaśmina Hopało
* Tołdi Papisten - Marek Jedliński
* Wesoła czarownica - Anioł - Maciej Dąbrowski
http://bgsw.pl/archiwum/czarownice/zaborowska.html
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 07 lip 2016, 09:11

A poniższy artykuł ukazuje jak całe to chrześcijaństwo próbuje usprawiedliwić, wybielić ten okres i samą instytucję/mafię:

Polonia Chrystiana pisze:6 mitów na temat Świętej Inkwizycji
Data publikacji: 2015-11-16 07:00
Data aktualizacji: 2015-11-16 09:02:00

Obrazek



Słysząc o Inkwizycji większość współczesnych ludzi oczyma wyobraźni widzi płonące stosy i miecze zakonników rozbijające głowy niewiernych. Nic bardziej mylnego – historia Inkwizycji to jedna z najbardziej kłamliwie zmitologizowanych opowieści w dziejach świata. Poznaj sześć głównych mitów na temat Świętej Inkwizycji. Nie daj się oszukiwać historycznym ignorantom!

1. Niesprawiedliwość procesów Inkwizycji


Obrazek

To nieprawda, że inkwizytorzy byli jednocześnie prokuratorami, sędziami i katami. Procesy inkwizycyjne były wyjątkowo niespieszne i drobiazgowe, opatrzone dodatkowymi zabezpieczeniami korzystnymi dla oskarżonych. Surowo karano świadków składających fałszywe zeznania. Istniała możliwość odmowy zeznań (nieznana w ówczesnym sądownictwie). Co więcej, sędziowie sprzeniewierzający się zasadom procesu byli odwoływani – stanowili bowiem zagrożenie dla autorytetu Kościoła.

2. Inkwizycja to tortury

Obrazek

Tortury były w czasach inkwizycji domeną władz świeckich – papież Aleksander IV zakazał duchownym uczestniczenia w tym procederze. Sama Inkwizycja zabraniała np. torturować dzieci, starców czy kobiet w ciąży. Nigdy nie torturowano oskarżonych na rozprawie wstępnej, a jedynie wówczas, gdy wina została niezbicie udowodniona, a oskarżony jej zaprzeczał. Mało tego, wydobyte tak przyznanie się do winy musiało być dobrowolnie powtórzone nie szybciej niż po 24 godzinach – to ewenement na skalę tamtych czasów!

3. Inkwizycja wszystkich paliła na stosie

Obrazek

Nic bardziej mylnego. Spośród wszystkich, którzy stanęli przed obliczem Inkwizytora najwyżej 1,5 proc. zostało skazanych na śmierć. To maksimum kilka tysięcy ludzi w ciągu kilku stuleci – więcej ofiar przyniosły wypadki samochodowe, do których doszło na świecie w ciągu dwóch, czy trzech ostatnich dni! O wiele częściej niż heretycy w krajach katolickich płonęły czarownice w krajach protestanckich. Karami Inkwizycji często była ofiara na Mszę św., nakaz noszenia okrycia pokutnego, cenzura czy
areszt domowy.

4. Inkwizycji bali się wszyscy

Obrazek

Nie wszyscy, ale ci, którzy dopuścili się jawnego szerzenia niebezpiecznych herezji. Inkwizycja cieszyła się bowiem szerokim poparciem społecznym – herezja stawała się wszak wykroczeniem przeciwko porządkowi świeckiemu. Często ów sąd wyręczał też świeckich władców chcących pozbyć się heretyków.

5. Inkwizycja sądziła wyłącznie światłych naukowców

Obrazek

W dyskusjach o Inkwizycji często pojawia się argument sądzenia uczonych – zawsze pada nazwisko Galileusza. To jednak tylko kilka osób, maleńki promil – inkwizycja orzekała głównie w sprawach wyznawców obłąkanych idei, gotowych w imię swoich herezji przemienić świat w jeden wielki obóz koncentracyjny. Gdyby Inkwizycja działała w XX wieku, zwyrodnialcy i szaleńcy typu Rosenberga, Goebbelsa, Mengele czy Łysenki, nie zyskaliby możliwości realizacji swoich pomysłów.

6. Inkwizytorzy to potwory rodem z „Imienia róży”

Obrazek

Jednym z najbardziej znanych dziś Inkwizytorów jest Bernard Gui – przedstawiony w powieści „Imię róży” jako żądny swądu palonych czarownic psychopata. W rzeczywistości zakonnik ów był sumiennym i dbającym o rzetelność procesu sędzią. Sam Umberto Eco – twórca zakłamanego obrazu dominikanina w powieści przeniesionej na ekrany kin – przyznał się, że oczernił tę postać, bo „pasowało mu to do koncepcji”. A ojcu Bernardowi już za życia przypisywano cudowne uzdrowienia, domagając się nawet jego kanonizacji.
http://www.pch24.pl/6-mitow-na-temat-sw ... 754,i.html
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 07 lip 2016, 12:31

Kolejny przykład odwracania kota ogonem.
Wybaczcie prozę ale nie chce się człowiekowi dalej czytać ni wklejać takich... usprawiedliwień. :(
Toż to nic innego jak uspraiedliwiać Stalina czy Hitlera, albo byłego papieża Benka, Królową UK - Elkę II czy premiera Kanady, że dopuścili do takiej masakry.

Rozumiem, że jednak mogą się znaleźć osoby chętne do zgłębiania tego typu informacji, więc podpowiem tylko, że wystarczy wklepać w wyszukiwarce hasło "inkwizycja", a dla bardziej leniwych podam to co mi owa szperaczka wykazała: https://www.google.pl/search?q=inkwizyc ... 8wfL7LHgDQ


Marek Piotrowski pisze:Inkwizycja

Nie czuję się bynajmniej dumny z instytucji Inkwizycji, uznałem jednak iż nikomu nie powinno się przypisywać gorszych rzeczy niż działy się naprawdę. Jestem przekonany, że wielu z Was będzie zdumionych przeczytawszy dane, jakie dla Was wyszperałem.

Wstęp

Papież Jan Paweł II w liście apostolskim Tertio millennio adveniente napisał: "bolesnym zjawiskiem, nad którym synowie Kościoła muszą się pochylić z sercem pełnym skruchy, jest przyzwolenie okazywane zwłaszcza w niektórych stuleciach na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą". Autor niniejszego opracowania z szacunkiem wsłuchuje się w słowa papieża i w pełni podziela jego opinię w tej smutnej sprawie. Dlatego nie jest moją intencją przekonanie kogokolwiek, iż powinniśmy być z omówionej tu karty historii zadowoleni - uważam jednak, iż nie należy nikomu przypisywać większych win, niż ma je w rzeczywistości. Szczególnie odrażającym zaś jest to, jeśli oskarżyciele przypisują oskarżanemu swoje własne winy (patrz rozdział Palenie czarownic).
W niniejszym tekście zajmuję się przede wszystkim obarczoną najczarniejszą legendą inkwizycją hiszpańską, choć gdzie niegdzie wspominam też inkwizycję papieską.
Zdaje sobie sprawę, iż wiele z przytoczonych tu danych wyda się czytelnikowi - przyzwyczajonemu do "czarnej legendy" - niewiarygodnymi. Zapewniam jednak, iż pisząc niniejszy tekst oparłem się na obiektywnych opracowaniach (patrz bibliografia). Nie ukrywam też, iż sam ze zdumieniem poznawałem fakty, które tu opisuję. Moje zdumienie było na tyle duże że uznałem iż warto przedstawić wyniki poszukiwań szerszemu gronu czytelników.


Motywy działania Inkwizycji

Charakterystyczną cechą Inkwizycji, wyróżniającą ją spośród ówczesnych trybunałów jest położenie nacisku nie tyle na ukaranie oskarżonego, co na zbawienie jego duszy. Możemy dziś oczywiście się nie zgodzić na ówczesne rozumienie tych spraw, jednak niewątpliwie taki był właśnie tok myślenia inkwizytorów.
W drugiej połowie XVI wieku dokładano wszelkich starań, by nawrócić grzeszników. Nie licząc się z kosztami sprowadzano wybitnych teologów, zaopatrywano więźniów w odpowiednie lektury. Często wstrzymywano wykonanie wyroków, gdy pojawiała się szansa na nawrócenie heretyka. Angażowano w to nawet lokalną społeczność - przykładem może być Sewilla z roku 1720, gdzie w nawracanie pewnego skazanego zaangażowała się miejscowa inteligencja a za powodzenie tych starań modlono się we wszystkich kościołach przez trzy dni i trzy noce.
Sposób widzenia zadań Inkwizycji świetnie oddaje fragment relacji inkwizytora z pewnej egzekucji z 24 sierpnia 1719 roku (przytaczam za [1]) :

(Przywiązany do pala skazaniec) "...rzekł spokojnie 'Chciałbym nawrócić się na wiarę Jezusa Chrystusa' - słowa, jakich dotąd od niego nie słyszano. Ucieszyło to w najwyższym stopniu wszystkich duchownych, którzy poczęli ściskać go z czułością i nieskończenie dziękować Bogu za to, że uchylił im wrota prowadzące do jego zbawienia... Obecny przy tym wyznaniu zakonnik wyświecony w regule Seraficznego Ojca, zapytał go:'W jakiej wierze umierasz ?' Ten, obróciwszy ku niemu oczy, odparł:'Powiedziałem już, ojcze, że umieram w wierze Jezusa Chrystusa', czym wywołał wielką radość i ukontentowanie wszystkich obecnych. Zakonnik powstał z klęczek i wyściskał rzeczonego oskarżonego, co z najwyższą satysfakcją uczynili również wszyscy pozostali, składając dzięki Bogu za Jego nieskończoną dobroć. Wówczas oskarżony spostrzegł kata, który wystawił właśnie głowę zza pala, i zapytał go: 'Dlaczego nazywałeś mnie przedtem psem ?' Kat odpowiedział: 'Ponieważ odrzucałeś wiarę w Jezusa Chrystusa; skoro ją jednak przyjmujesz, wszyscy jesteśmy braćmi, więc jeśli Cię obraziłem, na kolanach błagam Cię o wybaczenie.' Ów udzielił mu przebaczenia z radosną twarzą i obaj uściskali się...
Bojąc się, by nie zmarnowała się owa dusza, która dała tyle dowodów swego nawrócenia, niepostrzeżenie przesunąłem się na tył pala, gdzie czekał oprawca i wydałem mu rozkaz, aby czym prędzej nałożył obręcz i zacisnął ją bez zwłoki, co też uczynił z niemałą zręcznością.
Po stwierdzeniu zgonu polecono oprawcy, aby z czterech stron paleniska podłożył ogień pod zgromadzone na nim węgle i drewno. Zrobił to natychmiast; zaczęło się palić i coraz wyższe płomienie ogarnęły podium ze wszystkich stron trawiąc deski i ubranie.


Oczywiście, trudno nam dziś zrozumieć ówczesne podejście do nawracania grzeszników. Aby zrozumieć motywy działania spróbujmy wczuć się w sposób rozumowania, jaki doprowadził do powstania Inkwizycji. Najwyższym dobrem człowieka - wyższym niż życie doczesne - jest zbawienie i życie wieczne. Człowiek szerzący herezję stwarza zagrożenie utraty przez innych życia wiecznego - a więc robi im większą krzywdę niż gdyby próbował ich zamordować. W tej sytuacji herezja jest przestępstwem gorszym niż zabójstwo - i powinna być surowiej od niego ukarana. Wszak morderca może zabrać człowiekowi tylko kilkanaście (góra kilkadziesiąt) lat życia, zaś heretyk może spowodować utratę zbawienia wiecznego !
Sprawa szła zresztą nie tylko o cudze dusze, ale i o zbawienie oskarżonego. Stąd pośpiech inkwizytora widoczny w wyżej przytoczonej relacji - skazańca chciano stracić czym prędzej, aby przypadkiem w ostatniej chwili nie rozmyślił się zaprzepaszczając owoce swojego nawrócenia !
Dziś trudno nam się zgodzić z takim sposobem nawracania, ze sztucznym ograniczeniem wolności osobistej w sferze religii - wówczas jednak sposób ten jak najbardziej mieścił się w schemacie myślenia współczesnych.

Innym motywem, który trudno pominąć ze względu na to iż został pozytywnie zweryfikowany przez historię (chodzi o mniejszą liczbę ofiar prześladowań wszystkich rodzajów więźniów w krajach, w których istniała inkwizycja w stosunku do innych krajów1 - zwłaszcza protestanckich) było zapewnienie bezpieczeństwa osobom niewinnym. Miało to znaczenie szczególnie w Hiszpanii, gdzie tuż przed wprowadzeniem inkwizycji nastąpiła seria pogromów Żydów, w których zginęło więcej osób, niż przez późniejsze 400 lat działania Officium. Nic dziwnego iż królowie Ferdynand i Izabela, sami będący krewnymi ochrzczonych Żydów, postanowili jakoś zaradzić sytuacji i zwrócili się do papieża o ustanowienie inkwizycji.

No i wreszcie, nie ostatnim motywem była chęć zachowania ładu społecznego, który opierał się na wspólnej wierze. Był to motyw tak silny, że gdy przystąpiono do likwidacji inkwizycji, wśród ludności zaistniały rozruchy w jej obronie. Hiszpanie widzieli w Officium strażnika i gwaranta pewnego spokoju społecznego - zresztą, biorąc pod uwagę wydarzenia w innych państwach, nie bezpodstawnie. Jeśli zachodził fakt jakiejkolwiek opozycji to dotyczył on raczej wypaczeń, niż idei istnienia inkwizycji jako takiej.


Więzienia Inkwizycji

Ileż to słyszeliśmy opowiadań o straszliwych więzieniach Inkwizycji ! Wierni postulatowi sprawdzania dostępnych źródeł historycznych, porównajmy obraz z nich się wyłaniający z owymi opowiadaniami.
Inkwizycja miała dwa rodzaje więzień :

* "tajne więzienie" (odpowiednik dzisiejszego aresztu śledczego)
* "więzienie karne" (carcel de penitencia) gdzie osoby skazane odsiadywały karę "wiecznego więzienia" (proszę aby nikogo nie myliła ta nazwa - "wieczne więzienie" rzadko bywało dożywociem, wyrok mógł opiewać na wiele lat, ale mogły to być też np. 3 miesiące. Po prostu nazwą tą opatrywano każdy orzeczony wyrok więzienia. W XV i XVI wieku "wiecznym więzieniem" nazywano także obowiązek przebywania w domu krewnych lub nawet zakaz opuszczania miasta)

Pewnym paradoksem jest, iż więzienia "karne" były zwykle lżejsze niż areszt śledczy. Niektóre z nich były rzeczywiście ciemne i mokre (wymienia się Sewillę, Kordobę i Saragossę), większość jednak była znacznie lżejsza niż "standardowe" więzienia królewskie[1]. Zdarzało się często, iż więźniowie pospolici - osadzeni w więzieniach publicznych - samooskarżali się przed Inkwizycją wyłącznie po to, by przeniesiono ich do owych "lochów Inkwizycji"!
Nic w tym zresztą dziwnego, skoro - w odróżnieniu od więzień królewskich - w "lochach" Inkwizycji z reguły karmiono regularnie i to wcale nie najgorzej (chleb, mięso, wino). Więźniowie posiadający własne środki mogli sobie ponadto sprowadzać posiłki z miasta ( w tym także owoce i słodycze). Choć brzmi to dla nas - wychowanych na "czarnej legendzie" Inkwizycji - niewiarygodnie, jednym z obowiązków służby więziennej było czuwanie, aby aresztanci nie przejedli w ten sposób całego swojego majątku (nie w ich interesie zresztą - musieli mieć z czego płacić grzywny !). Ubodzy aresztanci dostawali "z urzędu" kapcie, koszule i kalesony, zaś ludzie należący do inteligencji zwykle mogli przechowywać w celi książki oraz przybory do pisania. Wszystkim więźniom zapewniano opiekę lekarską.
Mężczyźni osadzani byli z reguły w celach pojedynczych, zaś kobiety - w zbiorowych, co miało w założeniu chronić je przed nadużyciami ze strony służby więziennej.
Oczywiście wszystko to nie oznacza, iż nie zdarzały się nieprawidłowości - wiemy że w 1560 roku w Sewilli bunt więźniów został brutalnie stłumiony, na Wyspach Kanaryjskich w 1792 nakarmiono więźniów soloną rybą bez podania wody, zaś w 1544 roku w Barcelonie ujawniono przypadki "dorabiania" przez obsługę więzienia na obcinaniu racji aresztantów. Jednak sam fakt, iż znamy te przypadki świadczy, iż to nie one stanowiły normę.
Od XVII wieku często więzienie polegało na obowiązku noszenia specjalnego stroju i powrotu na noc do celi. Dochodziło tu zresztą do zabawnych paradoksów : więzień przebywający w dzień w mieście, a na noc wracający do celi nie musiał - w związku ze statusem osadzonego - płacić podatków. Powodowało to sytuację, iż przedsiębiorcy "osadzeni" mogli oferować towary taniej niż "wolna" konkurencja i nierzadko dorabiali się majątków (kara "wiecznego więzienia" trwała zazwyczaj nie dłużej niż 3 lata, zaś wyrok "więzienia wiecznego i nieodwołalnego" opiewał zwykle na mniej niż 8 lat). Ułatwienia te nie były jednak możliwe w początkach istnienia inkwizycji.


Co Inkwizycja wniosła do życia społecznego ?

Założę się, że na tak sformułowany podtytuł większość czytelników odruchowo się żachnie - a jednak Inkwizycji właśnie zawdzięczamy szereg instytucji, którymi chlubi się nowożytny system prawny. Pierwszą z tych zdobyczy jest instytucja obrońcy. Z cała pewnością nie był to obrońca w dzisiejszym znaczeniu tego słowa (niektórym posada ta myliła się zapewne z funkcją prokuratorską), jednak fakt pozostaje faktem - to właśnie Officium zawdzięczamy tę - fundamentalną dla nowoczesnego wymiaru sprawiedliwości - instytucję prawną.
Inną innowacją, może nie tyle wprowadzoną co wskrzeszoną przez Inkwizycję była wieloinstancyjność. Od wyroku trybunału oskarżony mógł się odwoływać, jednak początkowo nie wszystkim więźniom na to zezwalano. Praktyka blokowania części odwołań zanikła z chwilą, kiedy Suprema (naczelny organ inkwizycji w Hiszpanii) wprowadziła obowiązek przekazywania wyroków do siebie dla zatwierdzenia. Zmieniała ona często wyroki nawet bez składania odwołania i to przeważnie na korzyść oskarżonych.
Warto także powiedzieć, iż o ile koncepcje doktrynalne Lutra nie spotkały się w Hiszpanii ze zbyt gorącym przyjęciem, o tyle postulaty moralne zrealizowano na długo przed wystąpieniem doktora Marcina w Wittenberdze. Prymas Hiszpanii (a od 1507 Generalny Inkwizytor Kastylii) kardynał Cisneros przeprowadził bardzo skrupulatną lustrację usuwając ze stanowisk w Kościele i inkwizycji ludzi niegodnych, a także dbał o poziom wykształcenia duchowieństwa ( w 1508 założył w tym celu uniwersytet). Wydał także walkę handlowi odpustami (co było osią późniejszego wystąpienia Lutra). Praktyka ta nie była zresztą nigdy przez Kościół Powszechny dopuszczona, jednak dość często zdarzały się w jej dziedzinie nadużycia.

Jeszcze dłuższą pod względem "zdobyczy" kartę ma Inkwizycja Papieska. Mocą ustanowienia papieża Grzegorza IX podsądny nie tylko mógł, ale wręcz musiał mieć obrońcę, i to z kwalifikacjami zawodowego prawnika, zeznania wydobyte na torturach nie mogły być materiałem dowodowym, a oskarżony i jego obrońca mogli się zapoznać z wszystkimi dowodami winy i nazwiskami świadków (rzecz nowa w ówczesnym wymiarze sprawiedliwości i całkowicie różna nawet od praktyki obowiązującej w inkwizycji hiszpańskiej).
Bardzo surowe kary - do śmieci włącznie - groziły za rzucanie fałszywych oskarżeń (ten punkt staje się oczywisty jeśli pamiętać, iż Rzym powołał inkwizycję papieską przede wszystkim po to, by zapobiec skazywaniu niewygodnych ludzi pod pozorem herezji czy czarów (co było to powszechną praktyką wśród średniowiecznych feudałów). Inkwizycja znała także instytucję ławników - choć pełnili oni raczej rolę konsultacyjną dla zawodowego sędziego. Wprowadzono też - rewolucyjną na owe czasy - zasadę, iż nie wolno karać ludzi niepoczytalnych. Nie była to czysta teoria - przewód sądowy rozpoczynał się od obdukcji lekarskiej.
Inna innowacją, jaką wprowadziła inkwizycja papieska było wcześniejsze zwolnienie za dobre sprawowanie.


Różne zarzuty

Wśród zarzutów stawianych postępowaniu inkwizycyjnemu wymienia się zarzut utajniania nazwisk świadków oskarżenia. Ma to rzekomo świadczyć o braku praworządności. Tymczasem powód tej praktyki był całkowicie odmienny:
W przepisach dotyczących prowadzenia śledztwa wielką szansą dla badanego była możliwość zdyskredytowania świadków oskarżenia przez zarzucenie im przez podsądnego nieobiektywności. Odbywało się to w ten sposób, iż oskarżony mógł podać trybunałowi listę swych "śmiertelnych wrogów" i tym samych zneutralizować ich zeznania (zwracam uwagę iż jest to znacznie więcej, niż może zrobić dla swej obrony podejrzany we współczesnym procesie karnym !). Aby jednak zapobiec oszustwom w tym względzie (np. żeby oskarżony nie neutralizował wszystkich niewygodnych świadków "jak leci") lista zeznających była przed postawionym w stan oskarżenia utajniona. Ten - oczywisty przy tak skonstruowanym mechanizmie eliminowania zeznań osób niechętnych podsądnemu - krok jest dziś przytaczany przez przeciwników Inkwizycji jako argument mający wykazać jej brak praworządności.
Jak silnym narzędziem była w rękach oskarżonego owa lista "śmiertelnych wrogów" świadczy przypadek Gaspara Torralby z Vayona. Został on aresztowany w 1531 roku pod zarzutem luteranizmu. Torralby był przysłowiową "zakałą" miasteczka, nic dziwnego więc iż do świadczenia przeciw niemu zgłosiło się aż 35 sąsiadów. Podsądny nie znał składu ławki świadków oskarżenia, jednak niewiele myśląc przystąpił do sporządzania listy "śmiertelnych wrogów". Umieścił na niej po prostu wszystkich, którzy mu tylko przyszli na myśl (152 osoby, w tym własną żonę i córkę). Okazało się, iż na liście tej znajdują się również wszyscy świadkowie, a więc proces musiano umorzyć.
Inną częścią "czarnej legendy" jest rzekome skazywanie na śmierć ludzi szalonych. Oczywiście, podobnie jak inne ówczesne sądy Inkwizycja zapewne skazała pewną liczbę osób które dziś wylądowałyby raczej na oddziale zamkniętym jakiegoś szpitala psychiatrycznego - winić za to należy jednak raczej stan wiedzy medycznej. Dokumenty wskazują jednakże, że niemal zawsze gdy ówczesna, prymitywna medycyna rozpoznawała szaleństwo oskarżonego, sprawa była umarzana.


Kary

Wbrew rozpowszechnionej opinii, stos nie był najczęściej orzekaną karą. ściśle biorąc, Inkwizycja nie mogła nikogo na stos skazać - nie miała takich uprawnień. Po stwierdzeniu ciężkiego przypadku herezji, Officium przekazywało oskarżonego organom państwa z prośbą o okazanie miłosierdzia i nie przelewanie krwi. Ten zwyczaj "prośby o łaskę" - przejęty od Inkwizycji papieskiej - był jednak tylko formą, gdyż władze państwowe nigdy nie uwzględniły takiej prośby.
Ustalenie dokładnej liczby osób spalonych na stosie jest dość trudne. Prawdopodobnie najwięcej osób zginęło w ciągu pierwszego półwiecza działalności tej instytucji (być może było to nawet kilka tysięcy osób). W latach późniejszych ( 1560-1700) skazani na śmierć stanowili co najwyżej 1%, zaś później nawet ułamek procenta. W pięćdziesięcioleciu 1759-1808 spalono w Hiszpanii czterech heretyków. Ustalenie dokładnej liczby jest trudne także z tego powodu, iż większość egzekucji nie była wykonywana na skazanych, lecz in effigie, tj. palono w zastępstwie kukły mające wyobrażać skazanego. Ocenia się, iż liczba egzekucji in effigie przekraczała wielokrotnie liczbę rzeczywistych wykonań wyroku (tzw. in persona).
W wieku XVIII niechęć do wydawania wyroków śmierci w Inkwizycji tak wzrosła, tak że szukano pretekstu do uniewinnienia podsądnego. Niemal zabawny jest tu przypadek księdza Miguela Solano, heretyka i głosiciela herezji. Został on skazany na "przekazanie ramieniu świeckiemu" przez trybunał w Saragossie. Władza naczelna Inkwizycji, Suprema, nakazała odroczenie egzekucji i podjęcie prób nawrócenia. Gdy to nie przyniosło efektu, trybunał uznał go ponownie winnym. Tym razem Suprema wstrzymała wykonanie wyroku pod pozorem badań lekarskich - niestety, ksiądz Miguel okazał się być całkowicie zdrowym. Usiłując jakoś temu zaradzić, zarządzono szeroko zakrojony wywiad środowiskowy - gdy okazało się iż oskarżony chorował niegdyś na jakąś niegroźną chorobę, czym prędzej uznano iż jest on niespełna rozumu i sprawę umorzono.
Oczywiście przedstawiłem tu szczególny wypadek - w początkach działania Inkwizycji scenariusz taki byłby mało prawdopodobny.
Arsenał orzekanych kar był dość szeroki. Ich dolegliwość zależała od rodzaju przestępstwa, statusu społecznego i finansowego oskarżonego oraz stopnia okazanej skruchy. Bardzo popularne były kary finansowe (grzywny lub przepadek mienia), nakładano też często pokuty duchowe. Pokutą mogło być słuchanie Mszy świętej, odmawianie różańca czy Psalmów. (Podobnie było w Inkwizycji Rzymskiej - np. Galileusz został skazany na odmawianie raz w tygodniu, przez trzy lata siedmiu psalmów. Ponieważ był człowiekiem wierzącym, po zakończeniu tej kary , kontynuował odmawianie tych psalmów aż do końca życia). Stosowano też wymóg podzielenia się majątkiem z ubogimi, poszczenia w wyznaczone dni itp. Niekiedy stosowano kary "indywidualne" - np. zakaz wykonywania zawodu akuszerki (Walencja 1607) czy zakaz gry w karty i kości (Toledo 1685, sprawa bluźniercy Lucasa Moralesa).
Kary pieniężne lub przepadek mienia egzekwował poborca konfiskat. Po opłaceniu kosztów działania trybunału, pieniądze trafiały do kasy państwa.
Do standardowego arsenału kar należała też banicja (dla obywateli Hiszpańskich) lub nakaz opuszczenia kraju (dla obcokrajowców). Stosowano też przeciwieństwo - nakaz pozostawania w określonej miejscowości. Jak widać, poza pokutami "duchowymi" stosowane kary nie odbiegały zbytnio od tych wymierzanych przez ówczesne sądy świeckie. Przykładem może być kara chłosty, wymierzana publicznie. Władze Inkwizycji jednak nie zezwalały na agresywne zachowanie publiczności, o czym świadczyć może edykt Supremy z 1680 roku, piętnujący wypadki obrzucania skazańców kamieniami przez asystujący przy karze tłum.
Pewnym specyficznym rodzajem kary był obowiązek sambenito, tj. noszenia specjalnego stroju. Dla ludzi z wysoką pozycją społeczną sporą dolegliwością były też inhabitacje, to jest zakazy pełnienia ważnych funkcji społecznych przez dzieci skazanego. Prowadziło to niekiedy do paradoksów : w 1590 roku w Los Santos Cristobal Rodriquez (syn człowieka skazanego na inhabitację) zachował funkcję szefa straży oświadczając publicznie iż jest... bękartem. Oświadczenie to - w innych okolicznościach uważane w XVI wieku za wstydliwe - pozwoliło mu obejść wyrok trybunału.
Najcięższe kary to oczywiście galery i stos. Na pomysł tej pierwszej kary wpadł król Ferdynand na początku XVI wieku - zapewniając sobie tym samym "kadry" dla marynarki wojennej. Współpraca jednak nie układała się najlepiej, gdyż flota hiszpańska niechętnie zwalniała więźniów, którym kara się już zakończyła. Zmuszało to Inkwizycję do wielokrotnych monitów w tej sprawie. Na galery nie skazywano kobiet, które w zamian były kierowane do bezpłatnej pracy w szpitalach lub przytułkach dla sierot.


Tortury

Tortury są najbardziej chyba integralną częścią czarnego obrazu Inkwizycji. Jak było naprawdę ?
Do drugiej połowy XVIII wieku (kiedy to wiele krajów zrezygnowało z ich stosowania pod wpływem argumentacji takich myślicieli jak Monteskiusz czy Sonnenfels) tortury były normalnym sposobem prowadzenia przesłuchań i wyjaśniania wątpliwości przez europejskie sądy. Panowało w Europie tzw. prawo magdeburskie, gdzie głównym dowodem było przyznanie się oskarżonego do winy, a głównym środkiem skłonienia go do tego - tortury. (Aby pokazać tło epoki warto dodać, iż jest to czas kiedy każdy sąd miejski złożony z mieszczan i kata miał prawo do wymierzenia 21 rodzajów śmierci "kwalifikowanej" - tzn. połączonej z torturami - za kradzież, cudzołóstwo i tym podobne przestępstwa). Stosowanie tortur wynikało z zaliczenia herezji do zwykłych , ściganych przez państwo przestępstw, choć hiszpańska Inkwizycja wyróżniała się tu raczej pozytywnie wśród innych trybunałów - tortury były łagodniejsze i rzadziej stosowane, a przede wszystkim ich używanie było ujęte w ramy ścisłych przepisów.
Do stosowania tortur w przewodzie sądowym zniechęcały procedury samej Inkwizycji - bowiem jeśli więzień "pokonał" tortury - sprawa była umarzana (co prawda w pewnym okresie zdarzało się, iż osobnik ten lądował w ramach pokuty na pewien czas nawet na galerach). Nie była to możliwość czysto teoretyczna - stosunkowo wielu więźniów w ten sposób uzyskiwało wolność. źródła podają przykładowo, iż na auto (ogłoszeniu wyroku) w 1594 roku w Walencji umorzono z powodu "pokonania tortur" 53 z ogólnej liczby 96 spraw.
Być może ten przepis Officjum sprawił, iż jak pokazują badania archiwalne tortury były stosowane w ok. 10% śledztw.
Innym czynnikiem był wymóg oględzin lekarskich przed przystąpieniem do tortur. W przypadku złego stanu zdrowia lekarz po prostu zabraniał ich stosowania. Musiało się to zdarzać dość często, gdyż zachowała się datowana na 1622 rok, nagana związana ze zbyt częstym korzystaniem z tego paragrafu.
Lekarz zresztą musiał być obecny także przy samych torturach, aby tortury nie spowodowały trwałego kalectwa czy śmierci oskarżonego. W razie potrzeby przerywał ich stosowanie.
Wiadomo ponadto, iż tortur nie stosowano w przypadku lżejszych zarzutów, gdy zachodziła obawa iż mogłyby w praktyce być dolegliwsze od orzeczonej kary.
Wbrew rozpowszechnionym opiniom Inkwizycja hiszpańska nie stosowała ani przypalania żelazem, ani w ogóle szerokiego wachlarza tortur. Dopuszczalne były w zasadzie trzy metody :

* garrucha (podnoszenie przy pomocy liny przywiązanej do związanych na plecach rąk
* toca (kneblowanie w położeniu "do góry nogami" i podduszaniu strumieniem wody - przepisy dopuszczały maksymalnie 15 litrów)
* potro (mocne krępowanie ramion sznurem i zaciskaniu go w ten sposób, aby wrzynał się w ręce)

Oczywiście należy zakładać, że zdarzały się w tej sprawie nadużycia - świadczą o tym reprymendy naczelnej rady Inkwizycji (tzw. Supremy) z lat 1484, 1488, 1500, 1561, 1575, 1627, 1630 i 1667. Jednak nadużycia te nie były tolerowane, a znane z literatury opisy (czytaliście Studnie i wahadło E.A.Poe ?) należy włożyć między bajki.
Pewną ciekawostką jest, iż inkwizytorzy - zgodnie z Kodeksem Kanonicznym - nie mieli prawa obecności podczas tortur.
W zasadzie przepisy nie pozwalały na kilkukrotne stosowanie tortur (dopuszczona była jedna sesja trwająca pół godziny). Niestety ten przepis bywał obchodzony (przez interpretację następnej sesji jako kontynuacji poprzedniej), jednak rzadko przekraczano liczbę trzech sesji. I tu inkwizycja wyróżniała się pozytywnie na tle innych sądów, w których w Europie przyjęta była zasada 5 paleń (sesji tortur) - po szóstej sąd rezygnował z oskarżenia ( stąd polskie powiedzenie "pal go sześć" oznaczające rezygnację).
Zeznania wydobyte na torturach traciły swą ważność, jeśli podsądny nie potwierdził ich w ciągu 24 godzin na sali sądowej. Przeczy to powszechnie przyjętej opinii, iż tortury miały na celu wymuszenie zeznań obciążających - stanowiły one raczej coś w rodzaju ordallii czy znanych z wcześniejszych procesów karnych pojedynków sądowych, przy czym zdaje się iż nie miano złudzeń, iż ucierpią także niewinni. Francisco Peni (teoretyk Inkwizycji) tak oświadczał torturowanym : "Nie przyznawaj się do tego, czego nie zrobiłeś i pamiętaj, że jeśli zniesiesz z pokorą niesprawiedliwość i męczarnie, dostąpisz chwały męczeńskiej". Nie da się ukryć, że takie podejście powodowało niejednokrotnie zarówno skazywanie niewinnych, jak i uwalnianie winnych.


Walka z zabobonem

W wiekach średnich pobożność ludowa pełna była różnego rodzaju "nawiedzonych", przy czym niektórzy z nich posuwali się do dość zaskakujących twierdzeń, np. negowali potrzebę pracy, rodziny, niektórzy nawet uważali że wiara upoważnia człowieka do rozpusty (dokładniej - uważali iż człowiek "czysty" może uprawiać rozpustę nie grzesząc - słynny casus ks.Medrano z Toledo). Były także "beatas" ("świętoszki") które np. twierdziły iż są żoną Jezusa, propagowały wizje i przepowiednie, sprzedawały amulety etc.
Inkwizycja ścigała te wypaczenia, postępując jednak stosunkowo łagodnie. Wynikało to z przekonania, iż "oświeceni" są w istocie ludźmi dobrej woli, wprowadzonymi w błąd przez siły szatańskie.
Całkiem inaczej podchodzono do "fałszywych mistyków" (oszustów religijnych). Tych ścigano surowo, choć rzadko bywali skazywani na karę śmierci - głównym celem było zdemaskowanie ich szarlatanerii. Trzeba powiedzieć, że o ile większość działań Inkwizycji - wbrew dzisiejszym opiniom - cieszyła się poparciem ludności, o tyle walka z szarlatanerią wywoływała wiele niesnasek. Officium nie ugięło się jednak przed humorami ludu i w wiekach XVI-XVIII przeprowadziło wiele procesów o "fałszywą mistykę", niejednokrotnie występując odważnie przeciwko możnym tego świata.
Zepsucie to nie ominęło także niektórych domów zakonnych - przykładem był proces kwietystów z Corella. Oskarżonymi byli przełożeni dwu klasztorów - męskiego i żeńskiego. On - Juan de la Vega - uważał się za najwiekszego współczesnego mistyka hiszpańskiego, ona zaś - Agueda de Luna - słynęła z "cudów" i "wizji". śledztwo wykryło, iż mieli oni pięcioro dzieci, które dusili zamiast po urodzeniu. "Matka" Agueda zmarła w więzieniu, zapadły także wyroki dożywocia oraz nakazano zwrot i zniszczenie wszystkich "dewocjonaliów" wyprodukowanych przez straszliwą parę.
Ta troska o moralność ludzi Kościoła miewała także niestety złe skutki; znany mistyk, św.Ignacy Loyola, autor używanych i cenionych do dziś "ćwiczeń duchowych" (tzw.rekolekcje ignacjańskie) został oskarżony o iluminizm i przesiedział 7 tygodni w więzieniu oraz nakazano mu wstrzymać się z działalnością publiczną na 3 lata.


Palenie czarownic

Cóż bardziej się kojarzy w powszechnej świadomości z Inkwizycją jak nie procesy o czary i palenie na stosie czarownic ? Prześledźmy zatem fakty, gdyż na przykładzie procesów o czary najlepiej chyba widać funkcjonowanie propagandy tworzącej "czarna legendę" inkwizycji. Ale zacznijmy od początku...
We wczesnym średniowieczu praktyki magiczne były bardzo rozpowszechnione. Zjawisko to było trudne do powstrzymania - nie zaradziła im ani bulla papieża Jana XXII z 1326 roku (Super illius specula) ani nawet rozporządzenia królewskie (w Kastylii w roku 1414 państwo wydało przepis skazujący na śmierć magów, wróżbitów i astrologów - niemal zupełnie bezskutecznie).
Na początku władze Inkwizycji nie były pewne, czy sprawy takie w ogóle podlegają ich kompetencji - badano ich związek z wiarą. Zajmowano się raczej tymi spośród nich, które miały bezpośredni związek z kultem szatańskim lub w których - w trakcie obrzędów "magicznych" - profanowano hostię, wodę święconą, oleje chrzcielne, krucyfiks itp.
Tak więc, aż do roku 1576 istniała pewna dualność - magią zajmowała się zarówno inkwizycja, jak i sądy królewskie i biskupie. Co więcej, sądy inkwizycji były dużo mniej surowe od państwowych (zwykle było to publiczne odrzeczenie, chłosta lub grzywna - w ciężkich przypadkach banicja lub więzienie).
Po roku 1576 Officium, wychodząc z założenia, iż wiara w astrologię kłóci się z wiarą w wolną wolę człowieka ( na takim stanowisku zresztą stoi Kościół do dziś) wprowadziła książki astrologiczne na indeks (uważano jednak, by nie zabronić używania książek mówiących o zastosowaniu nauki o gwiazdach w rolnictwie, medycynie czy nawigacji). Usiłowano również nakłonić uniwersytet w Salamance do likwidacji wykładów astrologicznych. Zabiegi te zbiegły się w czasie z bullą papieża Sykstusa V Coeli et Terrae, potępiającą oprócz astrologii także wróżbiarstwo i inne praktyki magiczne (zresztą czarostwo potępiali też papieże Innocenty VIII, Aleksander VI, Leon X, Hadrian VI i Klemens VII).
Wyroki wówczas nie były wysokie - jedynie duchowni mogli się spodziewać dodatkowo utraty święceń.
W 1486 roku wychodzi książka Młot na czarownice (autorami byli niemieccy inkwizytorzy Sprenger i Kramer) w którym opisano "praktyki" czarownic. Trudno powiedzieć na ile oddawała ona rzeczywistość ówczesnego satanizmu (opisy są raczej wątpliwej wiarygodności), niemniej stała się ona na długie lata szeroko rozpowszechnioną lekturą, mimo potępienia książki przez papieża Aleksandra VI. Ten sam papież zresztą osobiście uchylał wyroki procesów o czary, a gdy w roku 1492 król Hiszpanii Juan wydał edykt wypędzający Żydów (jeśli się nie nawrócą w ciągu czterech miesięcy), papież udzielił im schronienia. (Podobnie gdy Manuel (król portugalski) chciał w pięć lat później skłonić Żydów siłą do chrztu, Aleksander VI wsparł protest miejscowego biskupa i wymógł dla Żydów edykt tolerancyjny.)
Aleksander VI nie był zresztą wyjątkiem - już wcześniej papieże Innocenty III, Honoriusz III, Grzegorz IX, Celestyn IV, Innocenty IV, Aleksander IV, Urban IV, Klemens IV uchylali wyroki skazujące na śmierć (niestety królowie z reguły nie respektowali takiego uchylenia. W 1252 roku papież Innocenty IV wydał nawet bullę (ad exstirpanda) nakazującą łagodne traktowanie uwięzionych. Powtórzył też w niej zakaz stosowania tortur wobec przesłuchiwanych.
Nadejście Reformacji jeszcze zaogniło sytuację. Zarówno Marcin Luter, jak i Kalwin czy Bullinger ostro występowali przeciw czarownicom. O ile jednak w krajach, gdzie istniała inkwizycja, poddana szczegółowym przepisom co do sposobu prowadzenia śledztwa i wydawania wyroków proces - nazwijmy to umownie "polowania na czarownice" był ograniczony ścisłymi normami prawnymi i weryfikowany przez władze zwierzchnie, o tyle w innych krajach procesy o czary pozostawiono lokalnym trybunałom. Warto dodać w tym miejscu, że każdy feudał miał pewną władzę sądowniczą na podległych mu terenach - tak więc niedobrze było być majętnym lub nie lubianym przez wojewodę sąsiadem. Pod pozorem oskarżenia o czary załatwiano prywatne porachunki. Skutkiem takiego układu czynników było, iż - według dzisiejszych szacunków - ponad 90% czarownic spalono w krajach protestanckich !
W samych tylko Niemczech stracono ok. 100 000 (sto tysięcy) czarownic, podczas gdy całkowita liczba osób skazanych na śmierć przez Inkwizycję Hiszpańską przez cały okres jej trwania wynosi najwyżej 25 000 osób 2 (niektórzy historycy podają nawet liczbę... 1 tysiąca). W ogólnym szaleństwie spalono w całej Europie za czary ok. pół miliona osób3.
W Hiszpanii (podobnie zresztą jak w całej Europie) czarostwo ścigały przede wszystkim władze świeckie ( a także - w mniejszym stopniu - sądy biskupie), zaś największą aktywność przejawiali sędziowie prowincjonalni. Podczas gdy w całej Europie trwał szał palenia czarownic, Generalny Inkwizytor zwołał do Granady w 1526 roku sesję teologiczną która miała rozstrzygnąć realność istnienia czarownic, sabatów itp. Chociaż sesja potwierdziła istnienie czarostwa, jednak ujawniła się na niej frakcja (której przewodził przyszły Generalny Inkwizytor Fernando de Valdes), która poddawała w wątpliwość istnienie czarownic. Fakt ten wpłynął niewątpliwie na to iż od tej pory władze inkwizycji wielokrotnie zalecały ostrożność i powściągliwość w sprawach o czary. Co więcej, stwierdzono iż najskuteczniejszą metodą walki z czarostwem jest intensyfikacja misji ewangelizacyjnej na terenach zagrożonych tymi praktykami, powszechne oświecenie religijne oraz fundowanie obiektów sakralnych w miejscach rzekomych sabatów. Grupa Valdesa wysunęła nawet postulat wypłacania z funduszy inkwizycji zapomogi najbiedniejszym, aby nie szukali pomocy w praktykach magicznych.
Bardzo znanym wydarzeniem w Hiszpanii była sprawa czarownic z Navarry - w sprawie tej, prawdopodobnie opartej na podnieconych nastrojach zapadło kilkadziesiąt wyroków śmierci i pojawiło się sporo fantastycznych opisów. Działo się to w roku 1527.
Sytuacja ta omal nie powtórzyła się - także w Navarze - w roku 1538. Teraz jednak władze inkwizycji, nie chcąc dopuścić ponownie do wymknięcia się sytuacji spod kontroli wysłały na miejsce specjalnego wizytatora mającego przekonywać miejscową ludność o wątpliwej wartości książek w rodzaju Młota na czarownice. Równocześnie zaostrzono kontrolę lokalnych trybunałów (np. z tego powodu zdymisjonowano w 1550 inkwizytora Sarmiento w Barcelonie).
Jak widać, mimo szaleństwa w całej Europie, władze inkwizycji nie uległy manii polowań na czarownice. W 1530 roku rozesłano okólnik zalecający ostrożność, zaś wkrótce potem Suprema nakazała przesyłanie do siebie wszystkich wyroków do zatwierdzenia - i z reguły je łagodziła. Ograniczono także dowolność postępowania, żądano dowodów iż taka czy inna szkoda nie mogła powstać z przyczyn naturalnych, lecz jest efektem działania magicznego. Wszystko to prowadziło do niechęci ze strony sędziów świeckich, którzy orzekali w sprawach o czary znacznie wyższe wyroki i czynili to dużo łatwiej. Niechęć ta była tym większa, że inkwizycja zabroniła przekazywania swoich aresztantów sądom świeckim i biskupim, gdyż równało się to częstokroć w praktyce wyrokowi śmierci.
Znany jest też wypadek, w którym w jednym z trybunałów przyjęto wykładnię, iż samo zgłoszenie oskarżenia o czary mogło być zinterpretowane jako... herezja. Ten prosty manewr powstrzymał nawałę donosów i ostudził ogólną histerię ludności.
Do dziś nie do końca wyjaśnione są powody tak wielkiej powściągliwości inkwizycji w sprawie czarów. Na pewno jakąś rolę odegrała tu - dość sceptyczna - postawa Inkwizytorów Generalnych (którzy byli z reguły ludźmi wykształconymi), niechęć do represjonowania tzw. starych chrześcijan oraz to, że inkwizycja posiadała zarówno kadry naukowe zdolne do chłodnej refleksji nad sprawą, jak i aparat umożliwiający powstrzymanie samowoli swoich trybunałów. Nadto podsądni w sprawach o czary wywodzili się z dołów hiszpańskiego społeczeństwa - co czyniło ich w oczach trybunału raczej ofiarami, niż wspólnikami diabła.

Momentem zwrotnym okazała się - paradoksalnie - najbardziej tragiczna karta. W górskim regionie Zugarramurdi w Baskoni, pod wpływem łowów na czarownice uprawianych w pobliskiej Francji wybuchła psychoza strachu. Dokonywano krwawych samosądów, tak że wiele osób zgłaszało się z denuncjacją lub autodenuncjacją do władz świeckich, kościelnych i inkwizycji. Ta ostatnia postanowiła wysłać z misją wizytatora, Juana Valle de Alvarado. Ów w trakcie kilkumiesięcznej wędrówki zebrał oskarżenia przeciw 280 osobom, z czego aresztowano 40 osób (11 z nich otrzymało wyroki śmierci - z tego faktycznie spalono 6 osób).
Wydarzenia te nie uśmierzyły psychozy w regionie - przeciwnie, samosądy przybrały na sile. W tej sytuacji Suprema zdecydowała się posłać innego wizytatora - został nim członek trybunału inkwizycyjnego Alonso de Salazar y Frias. On także podjął, trwającą 8 miesięcy, wędrówkę po górskim regionie Zugarramurdi. W wyniku auto- i denuncjacji zebrał oskarżenia przeciw ponad 6000 osób. Alonso jednak był prawnikiem i to krytycznym - nie aresztował nikogo, lecz poddał analizie zgromadzony materiał dowodowy. Wykonał także wizje lokalne na miejscu rzekomych sabatów, wykonał próby działania "maści czarownic" (jak łatwo się domyślić, okazało się iż nie potrafi ona ani umożliwić lewitacji, ani nie jest szkodliwa dla zwierząt), dokonał konfrontacji zeznań a nawet zlecił badania lekarskie kobiet, które twierdziły że współżyły z szatanem (niektóre z nich okazały się być dziewicami).
W tej sytuacji napisał raport dla Supremy, w którym zawarł m.in. następujące słowa :

'[...] Rozważywszy to wszystko z należytą chrześcijańską wnikliwością, nie znalazłem najmniejszych podstaw, by sądzić, że choćby w jednym przypadku doszło do prawdziwych czarów.
[...] Na podstawie mojego doświadczenia wnioskuję o wadze milczenia i powściągliwości, jako że nie było czarownic ani zauroczonych, dopóki nie zaczęto mówić i pisać na ich temat.[...]'


31 sierpnia 1614 roku Suprema przyznała, iż wyroki w sprawie regionu Zugarramurdi były błędem i formalnie rehabilitowała skazanych, co wiązało się z cofnięciem konfiskat itp. kar dodatkowych. Aby aresztować jakąkolwiek osobę z oskarżenia o czary, potrzebne było od tej chwili przedstawienie niezbitych dowodów, zgoda wszystkich członków trybunału oraz uzyskanie zezwolenia Supremy. Umorzono wszystkie trwające jeszcze procesy o czary, zaś lokalne trybunały otrzymały specjalne kwestionariusze pytań, które miały sformalizować przesłuchania w sprawach o czarostwo. Jeśli ktoś sam zgłaszał się do trybunału należało zadać pytanie czy owa niewierność zdarza się tylko nocą, czy też w dzień - po usłyszeniu odpowiedzi "nocą" kwalifikowano zeznania jako relację ze snu i nie brano ich pod uwagę. Zakazano publikowania sensacyjnych szczegółów i odebrano możliwość orzekania w sprawach o czary sądom świeckim. Wezwano do nasilenia ewangelizacji na terenach objętych psychozą strachu przed czarownicami.
Mimo że przez wiele jeszcze lat w Europie płonęły stosy, po przełomowym roku 1614 inkwizycja hiszpańska nie skazała na śmierć ani jednej osoby w sprawie o czary - wszystkie procesy kończyły się uniewinnieniem lub czysto symbolicznymi karami. Stanowi to jaskrawy kontrast z krajami protestanckimi - nic zresztą dziwnego jeśli pamięta się jak wielkim zapałem, wręcz obsesją chwytania czarownic pałał zarówno Marcin Luter, jak i Kalwin (w 1545 roku Kalwin spalił za czary - wg własnego widzimisię, bez żadnego sądu - 31 osób w Genewie).
Choć trudno w to uwierzyć człowiekowi wychowanemu na propagandzie mówiącej jak to inkwizycja hiszpańska polowała na czarownice, fakty świadczą iż właśnie zachowanie świętego Officium w tej sprawie stanowi najjaśniejszy punkt na mapie średniowiecznej Europy.


Zakres zainteresowań Inkwizycji

ako się rzekło, magią i czarownicami zajmowała się inkwizycja raczej niechętnie. Jakie były w takim razie jej główne dziedziny zainteresowań ? Można właściwie je podzielić na cztery rodzaje :

* judaizujący chrześcijanie
* moryskowie (mahometanizujący chrześcijanie)
* heretycy
* przestępcy przeciw moralności (sodomici, bluźniercy, bigamiści etc.)

Wbrew obiegowym opiniom, Inkwizycja nie posiadała uprawnień do poddawania śledztwu osób nie będących katolikami (wyjątkiem było czynne znieważenie katolicyzmu lub kapłanów, niemniej procesy takie były rzadkością). Tak więc na przykład deportacje Żydów z Hiszpanii nie miały nic wspólnego z Inkwizycją - były posunięciem królewskim.
Zasady zachowania zakresu działania bardzo pilnie przestrzegano - w [1] przytoczony jest casus, kiedy to w 1623 roku w Valladolid pewna skazana kobieta prowadzona na miejsce egzekucji poczęła krzyczeć, jakoby nigdy nie została ochrzczona. Reakcją było natychmiastowe wstrzymanie egzekucji i śledztwo, czy tak jest w istocie.
Podobnie przepisy nie zezwalały na poddawanie śledztwu dzieci - z przykrością trzeba jednak powiedzieć, iż zakaz ten bywał obchodzony.
Być może najbardziej znaną i komentowaną sprawą jest okres zwalczania herezji Katarów (albigensów), których przedstawia się dziś często jako niewinnych i łagodnych dziwaków. Prawda jednak była inna - Katarzy uważali świat materialny ( w tym ciało człowieka) za dzieło szatana a seks - za zbrodnię. Obrzęd "Oczyszczenia" polegał na zamurowaniu wskazanej osoby celem wyniszczenia jej ciała przez śmierć głodową. Bezpośrednim powodem niechęci chrześcijan do Katarów były morderstwa ( i to na dużą skalę) jakich dopuszczali się oni na katolikach ( szczególnie na duchownych). Nie zamierzam tu twierdzić, iż lekarstwo (wyprawa krzyżowa przeciw albigensom) było mniej krwawe niż choroba - jednak stanowczo należy przeciwstawić się legendzie o "łagodnych Katarach".
W procesach przeciw albigensom uczestniczyła jedna z postaci "czarnej legendy inkwizycji", inkwizytor Tuluzy Bernard Gui. Propaganda antykatolicka ( a także współcześni literaci - patrz Imię Róży Umberto Eco) przypisują mu niezwykłą krwiożerczość i "palenie wszystkich jak leci". Dokumenty mówią jednak, iż wydawał on mniej więcej 1 orzeczenie "przekazania ramieniu świeckiemu" (czyli praktycznie kary śmierci) na 100 procesów. W swym podręczniku pisał iż inkwizytor powinien: "zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu... powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności... W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy"[2].
Podobna historia jest z Torquemadą - najbardziej "czarna" wersja mówi o 2% wyroków śmierci. I on zostawił zapiski, w których napominał aby "sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników."[2] Takie słowa mniej dziwią, jeśli się wie iż ów człowiek, stanowiący ulubiony cel ataków swój majątek (już za życia, nie dopiero testamencie) przeznaczał dla biednych ( w tym dla rodzin osób skazanych przez inkwizycję).
Chciałbym być dobrze zrozumiany, dlatego też powtórzę zastrzeżenie z początku tego tekstu - bynajmniej nie zachwyca mnie że 1 czy 2% oskarżonych zostało straconych. Niemniej obraz ten tak jaskrawo różni się od przedstawianego w literaturze popularnej i rozpowszechnionego w świadomości milionów ludzi, iż trudno nie podziwiać sprawności propagandy antykatolickiej, która go ukształtowała. Dla przykładu : Robert Steel w poważnym dziele Social England pisze "W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej". A jednak inkwizycja jest na ustach i w świadomości wszystkich, zaś o rzezi katolików wstydliwie zapomniano.
Podobnie sprawa ma się z tzw. rewolucją francuską. W ciągu zaledwie dwu lat (1792-1794) zabito 36000 ludzi, w tym 12 000 bez sądu. O XX-wiecznych ( liczonych dziesiątkami milionów) ofiarach komunizmu nawet szkoda wspominać. Zresztą - jeśli mówimy o Hiszpanii - to komuniści zdołali tam w ciągu czterech lat (1936-1939) rzekomo oświeconego wieku XX zamordować 60 000 ludzi których jedyną wina było pochodzenie, śluby zakonne, posiadanie majątku lub zbyt wysokie wykształcenie. Jak widać, tworzone często porównania inkwizycji do stalinizmu czy hitleryzmu (socjalizmu internacjonalistycznego lub nacjonalistycznego) są głęboko nieuzasadnione i dla Officium krzywdzące.
Oczywiście to wszystko nie stanowi jakiegoś usprawiedliwienia inkwizycji - cieszyłbym się jednak, gdyby w oskarżeniach zachowano odpowiednie proporcje, i by Ci których "współwyznawcy" (zarówno wiary jak i niewiary) mają znacznie więcej ofiar na sumieniu nie ujawniali tak dobrego samopoczucia oskarżając Kościół Katolicki.
Prześladowania zarówno "mahometanizujących" jak i "judaizujących" chrześcijan (nigdy - przynajmniej ze strony inkwizycji - ortodoksyjnych Żydów) są najprzykrzejszą sprawą dla katolika przy omawianiu inkwizycji hiszpańskiej. I nie jest żadnym pocieszeniem, iż reszta Europy nie była w tej dziedzinie lepsza ani że przywódca Reformacji, Marcin Luter, nienawidził Żydów, planował ich wyniszczenie lub wypędzenie z Europy oraz że wzywał do pogromów. Owszem, powinno to nieco stonować zapędy krytyczne naszych Braci Odłączonych, niemniej stanowi niewątpliwie powód do smutku i przeprosin ze strony katolików.
"Judaizujący" byli prześladowani szczególnie w pierwszych latach istnienia Officium, kiedy to nie ujęto jeszcze śledztwa w twarde ramy przepisów, a poszczególne trybunały lokalne miały dużą samodzielność. Co gorsze, byli oni niejako wzięci " w dwa ognie" - z jednej strony stała inkwizycja, z drugiej zaś ortodoksyjni Żydzi, którzy nie cierpieli "przechrztów". Do końca XV wieku w ściganiu "judaizujących" z inkwizycją aktywnie współpracowali więc lokalni rabini.
Pod koniec XV wieku papież Sykstus IV próbował ograniczyć samowolę hiszpańskiej inkwizycji wydając w 1482 specjalną bullę. Zarzucał w niej inkwizytorom kierowanie się żądzą zysku i wystawianie dusz podsądnych na niebezpieczeństwo, przypominał o obowiązku zaznajamiania oskarżonych z zarzutami, brania pod uwagę okoliczności łagodzących oraz umożliwienia apelacji do Rzymu. Nakazywał także przestrzeganie prawa oskarżonego do posiadania adwokata. Szczególnie ważne było to, iż papież udzielił jednocześnie generalnej amnestii.Wielu historyków jest zgodnych, że gdyby papież nie ugiął się przed żądaniami królów hiszpańskich i nie odwołał tej bulli, byłby to koniec hiszpańskiej inkwizycji. Niestety, papiestwo nie wykazało należytego hartu ducha i od tej chwili Rzym praktycznie stracił wpływ na inkwizycję. Doszło nawet do tego, iż papieskie zarządzenia zmierzające do poprawy losu oskarżonych nie mogły być w Hiszpanii rozpowszechniane - król wsparł wręcz ten zakaz karą śmierci.
W późniejszych wiekach nacisk przesunął się z represji na próby nawrócenia, choć przyznać trzeba że jeszcze kilkukrotnie aktywność Officium w tej dziedzinie rozpalała się na nowo.
Przestępcy przeciw moralności (bluźnierstwa, bigamia, nieortodoksyjność, magia, sodomia) stanowią przedmiot większości spraw począwszy od XVI wieku, przy czym inkwizycja jest zwykle łagodniejsza w tych sprawach niż równoległe sądy świeckie. Być może przyczyna leżała w tym, iż Officium była przeznaczona nie tyle do sądzenia grzeszników, co do zapobieżenia odstępstwom od wiary. Tak więc np. prędzej interesowano się kimś kto głosił iż współżycie przed ślubem nie jest grzechem niż kimś kto taką rozpustę praktykował.
W sposób ścisły, inkwizycja była urzędem o charakterze eksperckim której jedyne prawdziwe zadanie polegało na orzekaniu o zgodności lub sprzeczności różnych poglądów, prądów i czynów z regułami wiary. W tym sensie inkwizycja istnieje do dziś pod nazwą Kongregacja ds. Doktryny Wiary.


Zakończenie

Jak podkreślałem na wstępie, nie jestem zwolennikiem udawania, że inkwizycja w ogóle, a inkwizycja hiszpańska szczególnie stanowi jakiś specjalny powód do chwały. Nawet jeśli przychylić się do zdania tych historyków którzy twierdzą - przez porównanie z innymi krajami - iż per saldo bilans jest dodatni (uratowano wiele istnień ludzkich), inkwizycja zawsze pozostanie nieuprawnioną próbą narzucenia wiary siłą. Nawet jeśli taka była wówczas powszechna praktyka (vide postępowanie mahometan i protestanckich reformatorów), ludzie Kościoła powinni zapewne zachować biblijny postulat bycia "nie z tego świata". Dlatego słusznym jest, abyśmy zachowali pokorę wobec tych wydarzeń, zwłaszcza ze indywidualna ludzka tragedia nie poddaje się statystykom.
Przy tych wszystkich założeniach jednak ważnym jest, aby nasza skrucha nie opierała się na sfabrykowanej "czarnej legendzie", lecz na faktach. Skrucha bowiem i przeprosiny mają sens, jeśli opierają się na znajomości i dezaprobacie wobec zaistniałych wydarzeń - inaczej stanowią obrazę dla ofiar i są jakąś żałosną próbą postawienia się w "wysokim zamku".
Nie na darmo papież Jan Paweł II mówił w 1998 roku do uczestników konferencji naukowej n/t inkwizycji, mających przygotować naukową podstawę do przeprosin milenijnych:
"Magisterium Kościoła nie może przecież podjąć decyzji o dokonaniu aktu natury etycznej, jakim jest prośba o przebaczenie, zanim nie zasięgnie dokładnych informacji o sytuacji panującej w tamtym okresie. Nie może też opierać się na wyobrażeniach o przeszłości, jakimi posługuje się opinia publiczna, często bowiem są one nadmiernie obciążone emocjami i namiętnościami, które utrudniają spokojną i obiektywną diagnozę. Gdyby Magisterium nie wzięło tego pod uwagę, sprzeniewierzyłoby się podstawowemu nakazowi szacunku dla prawdy. Oto dlaczego pierwszym krokiem jest konsultacja z historykami, którzy nie mają formułować ocen natury etycznej, to bowiem wykraczałoby poza zakres ich kompetencji, ale dopomóc w możliwie jak najdokładniejszym odtworzeniu wydarzeń, obyczajów i mentalności tamtego okresu w świetle historycznego kontekstu epoki."
Taki właśnie cel przyświecał mi podczas pisania tego tekstu.

Marek Piotrowski


Autor zapewnia, iż dołożył wszelkich starań by przedstawione tu treści były zgodne z ustaleniami nauk historycznych. Jeśli dostrzeżesz, szanowny Czytelniku w przedstawionych tu danych jakieś merytoryczne błedy, będę wdzięczny jeśli pomożesz mi wskazując je wraz z odpowiednimi źródłami.

_______________________________________________________________________________

Bibliografia :
[1] Leszek Biały 'Dzieje Inkwizycji Hiszpańskiej' - Książka i Wiedza 1989
[2] R.A.Ziemkiewicz Stosy kłamstw o Inkwizycji Gazeta Polska 26.09 1996
[3] Aleksander Mień - Dlaczego spalono Giordano Bruno ?
[4] Wywiad z prof. Adriano Prosperi dla tygodnika Tascana Oggi
[5] J. Le Goff, 'Kultura średniowiecznej Europy', Warszawa 1970
[6] Vittorio Messori, 'Czarne Karty Kościoła'.
[7] Praca zb. 'Sto punktów zapalnych w historii Kościoła' PAX
[8] J. Huizinga, 'Jesień średniowiecza', Warszawa 1974

_______________________________________________________________________________

Przypisy
1 Pewnym - chwalebnym - wyjątkiem jest tu Polska
2 Skąd się zatem wzięły set-tysięczne liczby przytaczane w niektórych publikacjach ? Niektórzy przypuszczają, iż - prócz propagandy - przyczyniło się do tego utożsamienie liczby uczestników auto da fe (obrzędu uroczystego wyznania wiary nawróconych, podczas którego to zapalano... świece) ze stosem. Dane historyczne jednak jednoznacznie zweryfikowały takie utożsamienie jako błędne.
3 Według innych danych, przytaczanych przez Briana B. Levacka, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.
http://www.analizy.biz/marek1962/inkwizycja.htm
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 22 sie 2016, 22:35

0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 03 wrz 2016, 22:27

"Inkwizycja: Polowania na Czarownice"

https://www.youtube.com/watch?v=1x3GbCsvTHE
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 15 wrz 2016, 10:00

A niektórym wciąż marzy się inkwizycja:

Zenon Baranowski pisze:Obrażają Kościół, a prokurator milczy

Obrazek Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Prokuratura nie chce ścigać aktora Krzysztofa Pieczyńskiego, który określił Kościół katolicki mianem „mafii” i zarzucił mu barbarzyństwo

Prokuratura lakonicznie poinformowała, że „odmówiono wszczęcia dochodzenia” w sprawie „publicznego znieważenia biskupów Kościoła katolickiego”.

– Uważamy, że decyzja prokuratury jest wręcz skandaliczna – ocenia Ryszard Nowak, przewodniczący Stowarzyszenia „Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą”, który w lipcu złożył zawiadomienie w tej sprawie.

– Chcieliśmy zaznaczyć, że Komitet Obrony przed Sektami przedstawił prokuraturze dowody na to, że aktor Pieczyński popełnił przestępstwo – podkreśla Nowak.

Przewodniczący Komitetu zapowiada odwołanie się od tej decyzji. – Decyzja prokuratury nie jest prawomocna. Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą odwoła się od niej – informuje.

W lipcu na portalu natemat.pl należącym m.in. do Tomasza Lisa ukazał się artykuł, w którym cytowane były wypowiedzi Pieczyńskiego. Znany aktor nazywa biskupów „zwykłymi szowinistami, a nawet mafiosami jak filmowy ojciec chrzestny”. Dodaje, że czas Kościoła jest policzony – „nie ma miejsca dla waszej chciwości i barbarzyństwa”.

– Uważamy, że aktor Pieczyński powinien odpowiedzieć przed wymiarem sprawiedliwości z dwóch artykułów kodeksu karnego – stwierdza przewodniczący Komitetu. Są to artykuły kodeksu karnego mówiące o publicznym propagowaniu „nienawiści na tle różnic
wyznaniowych” i znieważenie w mediach.

Komitet informuje także, że skierował zawiadomienie do prokuratury „o popełnieniu przestępstwa w sprawie znieważenia św. Matki Teresy z Kalkuty”. Chodzi o wypowiedź dziennikarki Pauliny Młynarskiej zamieszczoną na początku września na portalu radiozet.pl. Młynarska nazywa Matkę Teresę „prawdziwą psychopatką”, którą „fascynowało” cierpienie jej podopiecznych, i oskarża ją, że przekazywanych ofiar nie przeznaczała na środki przeciwbólowe „dla swoich cierpiących podopiecznych”, ponieważ – jak twierdzi – „fascynowało ją cierpienie, które potrafiła gloryfikować ze swadą godną prawdziwej psychopatki”.

– Chcieliśmy zaznaczyć, że św. Matka Teresa z Kalkuty jest przedmiotem czci religijnej i chroni ją artykuł 196 kodeksu karnego, który mówi: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – podkreśla Komitet.

Zenon Baranowski


http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ilczy.html
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 17 paź 2016, 00:10

Czasy inkwizycji część 1: Katarzy i templariusze.

https://www.youtube.com/watch?v=Wef1ptMVsM8

Opublikowany 07.08.2015

Dlaczego templariuszom zarzucano herezję?
Czemu Katarzy stanowili tak duże zagrożenie dla Rzymu?


Czasy inkwizycji część 2 : Hiszpania

https://www.youtube.com/watch?v=-U8tjyqcUxA

Opublikowany 09.08.2015

Widzowie dowiedzą się, jakie zastrzeżenia do wpływów religijnych Żydów i Muzułmanów miał Wielki Inkwizytor, Tomas de Torquemada. Poznają także konsekwencje podejmowanych przez niego decyzji, które to skutki sięgały aż czterystu kolejnych lat.
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 18 paź 2016, 12:56

0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 8574
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 24
x 429
Podziękował: 16936 razy
Otrzymał podziękowanie: 14797 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 26 lis 2016, 22:28

Inkwizycja - Herezja Tudorów

https://www.youtube.com/watch?v=967_pDaX-xA
0 x




Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 12 mar 2018, 18:29

Grinder pisze: Ludzie są wszędzie podjudzani do polowań na heretyków, otwarcie zaszczepia się okrucieństwo. Dużo płaci się za miejsca w oknach z widokiem na stos, a wiernym, którzy zgromadzą drewno, zapewnia się odpust zupełny. Urządzane są imponujące autodafe, stanowiące okazję do masowego mordowania ludzi - czasem na oczach dwustu tysięcy widzów. Na ostatnią drogę zakłada nawet czapki błazeńskie, przytyka im się do ciała rozżarzone obcęgi, niekiedy ucina się im prawą rękę, a potem słychać śpiew, podczas gdy ofiary - zależnie od kierunku wiatru - już to się duszą, już to z wolna palą : "Chwalimy Cię wielki Boże".
"Budujący przykład społecznej doskonałości" - tak chwali jeszcze w 1853 roku inkwizycję wydawane przez jezuitów watykańskie czasopismo.
Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować chrześcijaństwa.

Karlheinz Deschner "Opus diaboli"


Obrazek
https://www.facebook.com/Neuritico/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

quetzalcoatl888
Posty: 825
Rejestracja: środa 17 kwie 2013, 21:21
x 1
x 3
Podziękował: 232 razy
Otrzymał podziękowanie: 625 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: quetzalcoatl888 » poniedziałek 12 mar 2018, 18:33

0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5662
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 356
x 196
Podziękował: 30158 razy
Otrzymał podziękowanie: 8800 razy

Re: INKWIZYCJA

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 28 maja 2018, 05:56

Obrazek
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

ODPOWIEDZ